Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 6 (vol. 56)

03.06.15, 09:55
no jak chcieliscie to macie :

--
ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
Edytor zaawansowany
  • mozambique 03.06.15, 09:57
    i kopiucję to co było :

    mozambique 01.06.15, 13:57 Odpowiedz
    no więc zacznę

    tp ten swiezy film z Nicole Kidman i Timem Rothem i Frankiem Langhellą

    opowiesc o paru miesacach z zycia księstwa gdy MOnaco weszlo w powazny konflikt polityczno-wosjkowy z Francją. De GAulle zagroził aneksją księstwa , zalozyl blokade na granicach , ksiestwo zmagalo sie poteznym kryzysem finansowym i wizerunkowym, obywatele publicznie wypowiadali sie ze nei lubia tej amerykanki itp .
    W tym wszystkim 30-letnia Grace w srodowisku , którego nie znała i nie rozumiała ( nie znała francuskiego) , calkowicie oddana dzieciom , nie znajaca sie na sparwach spolecznych i politycznych, w dodatku wyobcowana, sledzona przez wlasną słuzbę, prowkowwana do intryg , nieszczesliwa, troche odtracana przez zaaferowanego kryzysem męza , zestresowana i znerwicowana.
    A do tego nagla propzozycja od Hitchckoka zagrania w "Marnie" , która trafila sie akurat na moment gdy Grace musiala publicznie zajac stanowisko w/s kryzysu politycznego i "starać" sie o akceptacje swych poddanych.

    Co ciekawe - Nicole bardzo porzadnie zagrałą tę rolę, az dziw jak jej parwie nieruchoma twarz pasuje tu do posągowej , pomnikowej Grace , niezle oddaje tą głeboką frustarcję ksieznej swiadomej włąsnej niemocy, rozdartej miedzy chęcia powrotu do zawodu aktorki ( bogini kina) a musem stania na strazy interesów swej nowej ojczyzny, w dodatku raczej nierouzmanej przez męża i otoczenie. Luksusowy pałac Grimaldich jawi tu sie troche jak kłebowsko żmiij, intryg, spisków a nawet - całkiem powaznych prób zamachu stanu. Akcja tego konfliktu jest naspisana sensownie i nawet z dreszczykiem kryminału , ogląda to sie ciekawie.
    Mamy tu naparwde cudowne MOnaco, kapiacy przepychem pałac ale nieczułego męza, i rozpacz, łzy i strach księżnej.
    Nicole pieknei sie tu prezentuje i jest dosc specyficznie filmowana - niektóre zblizenia są raczej niespotykane jzu we wspolczesnym kinie.

    Jedyne do czego moge sie doczepic to to ze Nicole jest tu zjawiskowo piekna i zgrabna , podczas gdy sama Grace , w okresie tu opowiadanym , po kilku ciążach juz stawała sie coraz okrąglejsza , co zreszta bylo dodatkowym zródlem jej wieloletniej depresji.
    Wielką urodę zachowała do smierci ale jej ciało zmieniało sie wyraźnie z latami, z czym nie mogla sie pogodzić , np zawsze do konca zycia sama prałą swoją bieliznę, nie dopuszczając słuzby do niej. Jej córki mawiały , ze nie chciala by ktos obcy osobiscie prezekonał sie jaki naprawde rozmiar nosi i plotkował o tym.

    Szkoda ze prawie nie wspomniano tu o bardzo zaburzonych relacjach Grace z włąsną rodziną , dla której zawsze , nawet po zdobyciu OScara i poslubienia księcia z bajki , zostałą tylko " tą małą Grace" , mlodszą, głupszą i mniej zdolną siostrą szanowanych, docenianaych i faworyzowanych starszych braci, utaelntowancyh sportowców i biznesmenów.

    A na festiwalu w Cannes film został ponoć wybuczany ;)

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"

    --
  • mozambique 03.06.15, 09:58
    i kawalek dalej :


    Re: Grace, księzna MOnaco " na C+
    barbasia1 01.06.15, 18:20 Odpowiedz
    Czytałaś , Mozambique , biografię księżnej?

    Re: Grace, księzna MOnaco " na C+
    mozambique 02.06.15, 09:53 Odpowiedz
    tak czytalam juz dawno i byla to biografia dosc krytyczna :))

    kilka ciekawych faktow pamietam :
    1. wlasnie o tej rodzinie, dzis spokojnie nazwalibysmy ją toksyczną - b. bogata rodzina filadelfijksich przemysłowców, kilkoro dzieci, faworyzowani synowie ( sportowcy - zdaje sie ze byli w kadzre narodowej w wioslarstwie, swietni biznesmeni, przystojni playboye, szanowani ojcowie rodzin i mlodsza Grace , ta mala , miła głupiutka Grace) , nawet gdy zdobyla OScara to ojciec skwitował to jednym zdaniem "a twój brat wlasnie wczoraj wygrał zawody"

    2. slub jak bajki to niemal bajka o Kopciuszku on-line - tyle ze Kopciuszek byl tu calkeim bogaty a ksiąze z bajki potowrnie zadłużony, jechał na długach, kredytach panstwowych i nie stac go było nawet na remont włąsnego pałacu. Wydaje sie ze ten slub mial byc genialnym posunieciem marketingowym ( i w istocie był) ale i po prostu handlowym : prawnicy ksiecia dlugo i stanowczo negocjowali wysokosć posagu KOpciuszka, w koncu stanelo na ok 2 mln dolarów !!!!!! ( w latach 50tych to byl niesamowita kwota) . Dizeki tej forsie zorganizowano to huczne wesele i wyremontowano pałac i ogrody ksiązęce itp
    W zamian Kopicuszek wszedł do dynastii która panowala w Monaco od 700 lat ! ( to chyba rekord europejski) i - przynajmniej na chwile - zasluzyl na szacunek swego ojca. I w imponujący sposób zmienił rolę zyciową : z aktorki , ktora w wieku 25 lat w charakteryzatorni musiałą juz spedzac 2,5 godziny zamiast godizny jak na początku kariery:) i ktora osiagnałe juz wszystko co mogła osiągnac w tym zawodzie - stała sie bajkową księżną .

    3. ówczesne prawo monakijskie stanowiło ze narzeczona księcia MUSI byc dziewicą. Grace w Holiłód była dosc swobodnie prowadzącą sie osóbką ( co skrzętnie ukrywano przed opinia publiczną, przez pewein czas mieszkała np . Cary Grantem a romansów miala wiele ) wiec ten problem załatwiono zaswiadczeniem lekarskim ze , w nastolęctwie, w czasei gry w hokeja doznała - powiedzmy - obrażeń . Urzędnicy księcia papier łykneli i Grace do slubu szłą czysta jak kryształ !!!

    4. mimo bezwarunkowej milosci do dzieci jednak chyab to nie byla szczeslwia rodzina - wieloletnia depresja i zalamania nerwowe księznej , problemy wychowacze ze Stefanią no i , summa summarum - dosc nieszczesliwe malzenstwa jej walsnych dzieci .

    Ale urodę to miala klasową , trzeba przyznać.
    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
    Re: Grace, księzna MOnaco " na C+
    siostra_bronte 02.06.15, 11:16 Odpowiedz
    Zgadza się. Dodam jeszcze, że Grace miała wyraźny kompleks ojca, który jej nie doceniał. I stąd pewnie romanse ze znacznie starszymi mężczyznami, głównie ekranowymi parterami (także Gary Cooperem i Clarkiem Gable).


    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • grek.grek 04.06.15, 14:38
    opis i recenzja w Twoim wykonaniu, jak zawsze z najlepszej ligi :] smierć sztywniackim i bez polotu recenzjom w rozmaitych periodykach !

    nic nie wiem o księznej i całej reszcie, więc to dla mnie dodatkowo ciekawa
    lekcja.

    Angazetka ma zdanie odrębne, i to czyni całą tę historię dodatkowo interesującą :] dwugłos zawsze mile widziany.
  • angazetka 03.06.15, 13:28
    Podrzucę tu trochę mojego jadu ;)
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,150778070,151025185,Grace_wybuczana.html
  • barbasia1 03.06.15, 19:45
    A właśnie! :)
  • siostra_bronte 03.06.15, 12:23
    Film Polańskiego z 2011 r., obejrzany wczoraj na Filmboxie. Muszę zgodzić się z Pepsic, film jest przegadany. Widać teatralne pochodzenie scenariusza. Są ciekawsze momenty, ale czasem jest nudno.

    W ogóle cała historia (dwie pary rodziców spotykają się w sprawie bójki ich synów; najpierw jest miło, potem już mniej, aż dochodzi do otwartej awantury) wydaje się przesadzona i do tego mało odkrywcza.

    Warto obejrzeć tylko dla aktorów: Foster, Winslet, Reilly, Waltz (wreszcie nie u Tarantino!), chociaż czasem grają w zbyt przerysowany sposób, zwłaszcza Foster, jakby to była teatralna scena. W sumie rozczarowanie.

    Trailer, który robi znacznie lepsze wrażenie niż film:

    www.youtube.com/watch?v=ZPX6-4Bo7XU
  • grek.grek 03.06.15, 17:02
    dzięki, Siostro :]

    jeszcze nie widziałem, i coś czuję że własnie ta teatralna forma zaciekawia mnie najbardziej :] przynajmniej na odległość.

    obsada znakomita.

    podwójnie jestem ciekaw własnych reakcji i wrażeń, i zastrzegam sobie ewentualny zaszczyt polemiki z Twoimi odczuciami i refleksjami :]

  • siostra_bronte 03.06.15, 17:33
    O, jestem pewna, że Twoja opinia byłaby łaskawsza :)
  • grek.grek 04.06.15, 14:39
    dzięki ! ;]

    mam nadzieje, że niebawem będę mógł temu testowi się poddać, hehe.
  • siostra_bronte 03.06.15, 12:25
    Dzisiaj, a właściwie już jutro o 0.35 w Jedynce. Dlaczego tak późno?? Świetna, brytyjska komedia. Polecam nieustająco!!
  • siostra_bronte 03.06.15, 12:40
    W ogóle to nie wiem, dlaczego dotąd nikt poza Pepsic się nie skusił, mimo dogodnych godzin emisji. Tytuł Was zniechęca? :)
  • maniaczytania 03.06.15, 21:05
    nie tytuł, pora! :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 04.06.15, 00:22
    Pamiętam przynajmniej jedną emisję ok. 21.00 na Dwójce jakiś czas temu :)
  • siostra_bronte 04.06.15, 00:54
    Poprawka: leciał na Dwójce o 22.20. Po za tym trzy raz w tvn7 o 23.00. Sprawdziłam swoje wpisy :)
  • siostra_bronte 04.06.15, 00:55
    *trzy razy
  • maniaczytania 04.06.15, 11:17
    no jakoś się nie złożyło, ale mam go na uwadze :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 04.06.15, 11:21
    Ok :)
  • grek.grek 03.06.15, 17:04
    mogę mówić jedynie za siebie, więc : Twoje rekomendacje, Siostro, sprawdzają się w 100 %, więc nie mam powodu powątpiewać w jakość także i tej !

    u mnie jest to wyłącznie kwestia niezgrania terminów :] jakoś nie mogę się wstrzelić w kolejne emisje.
  • siostra_bronte 03.06.15, 17:31
    Dzięki :)

    Ok, oby kiedyś się udało!
  • grek.grek 03.06.15, 17:39
    Będę czyhał, a potem skoczę drapieżnie jak... KOT i upoluję ! ;]
  • grek.grek 03.06.15, 13:36
    Mozambique, powiem za siebie : rzecz nie w "chceniu" albo "dostaniu, skoro się już koniecznie chce". Rzecz w akceptacji przyjętej formy, czyli nie-wskakiwaniu na krzesełko spikera w japońskim parlamencie.






  • barbasia1 03.06.15, 18:02
    Ja się pytam , gdzie był wtedy japoński przewodnik po parlamencie, który by oprowadził, objaśnił i pokazał, gdzie można wejść, a gdzie nie!?
  • grek.grek 03.06.15, 18:33
    jak to u Japończyków - pewnie gdzieś w kącie, rozglądając się nerwowo, sake konsumował i zajadał surową rybą ;]
  • barbasia1 03.06.15, 19:20
    Hahahaha! :)))

    Seppuku teraz powinien popełnić! Przez niego poniekąd prezydent stracił swoje stanowisko!



    Dobra! Żartowałam z tym seppuku!




  • grek.grek 04.06.15, 14:40
    nie martw się, Barbasiu, ten pan już jest poszukiwany przez odpowiednie służby ;]
  • barbasia1 04.06.15, 17:47
    Hahahhahahhahaha! O Matko! :)))
  • grek.grek 03.06.15, 13:39
    możemy liczyć na Twoje kultowe zapowiedzi ?

    określenie "danie na zapowiedzi" zyskało nową jakość, nieprawdaż ? :]
  • grek.grek 03.06.15, 14:09
    niezwykle ciekawy dokument w reżyserii... Wernera Herzoga - yes, TEGO Herzoga, ale mniemam, że wiedzieliście doskonale, że w ostatnich latach zajał się własnie tą formą uprawiania sztuki filmowej.

    zmieniła się forma, ale nie zmienił się obiekt zainterssowania Herzoga - nadal jest nim jednostka wyizolowana ze społeczeństwa, niezrozumiana, nosząca wszelkie znamiona zdziwaczenia.

    Tym razem jest to postać Tima Treadwella, ekologa który zakochał się w niedźwiedziach grizzly i lisach do tego stopnia, że zamieszkał na terenach odwiedzanych przez te zwierzęta. Zamieszkał i zbliżył się do nich. studiował ich styl bycia,zwyczajnie, zachowania. Nadawał imiona poszczególnym osobnikom, za wszelką cenę próbówał się do nich zblizyć takie fizycznie, a więc dotknąc, pogłaskać, przybić piątkę itd.

    Kręcił z tego filmu, powstało ponad 100 godzin materiału, z którego Herzog obficie korzystał. swoje filmy Treadwell umieszczał w sieci, ale nie dla popisu - chciał w ten sposób wzmóc opór przeciw zabijaniu lisów i rugowaniu niedźwiedzi z ich terytoriów przez człowieka.

    na ekranie Tim wygląda na pasjonata, który NAPRAWDĘ kocha te zwierzaki, jest nimi po uszy zaintrygowany, przemawia do nich swoim głosikiem, który może zirytować ;]. Czasami lis porywa mu czapkę i ucieka z nią do nory, czasami niedźwiedź przyplącze się na drugim planie, krok po kroku zbliży się tuż-tuż, ale Tim potrafi go odesłać samym słowem. Miał świetny kontakt z tymi zwierzętami, to pewne.

    I zginął rozszarpany przez niedźwiedzia. I to możliwe,że jednego z tych, których uwazał za swoich "przyjaciół".

    "On chciał zostać niedźwiedziem, nie mam co do tego żadnych wątpliwości", mówi jego przyjaciółka, a potwierdzają to także inni bliscy mu ludzie, z ruchu ekologicznego.

    Herzog nie robi filmu-laurki, za dobry jest na to.
    Poza tym, jego bohaterowie zawsze byli niezrozumiani, więc... z wyraźną chęcią pan Werner zaprasza przed kamerę ludzi, którzy otwarcie albo w lekko zawoalowany sposób krytykują postepowanie Tima.

    "TReadwell zachowywał się jakby miał do czynienia nie z żywymi niedźwiedziami grizzly, drapieżnikami, a z ludźmi przebranymi za misie" - to jeden z głosów. Inny potępia Tima za to, że "złamał świętą granicę między człowiekiem,a niedźwiedziem". Jeden z przyjaciół Tima cytuje komentarze internetowe na stronie, na ktrej Treadwell publikował swoje filmy - pełne jadu i nieskrywanej wrogości, Tim jest w nich określany jako "rąbnięty ekolog, dla którego byle robak ważniejszy jest od ludzkości".

    Herzog bardzo skrupulatnie odmalowuje stopień niechęci i krytycyzmu wobec Treadwella. Dzięki temu dostajemy bohatera takiego jak pan rezyser zawsze umieszczał w centrum swoich filmów fabularnych.

    Ofk, są też apologeci jego postawy, głównie przyjaciele ekolodzy, była dziewczyna itd.
    Sa też rodzice, ale przyznam, że po roku nie pamiętam już co akurat oni mówili o swoim synu, jak zapatrywali się na styl życia, który wybrał.

    Warto dodać, właściwie szkoda że tak późno, że Tim nie zginął sam. Zgineła wtedy także jego dziewczyna, która wybrała się z nim na tę "wyprawę życia" śladami niedźwiedzi. Są w filmie rózne teorie nt. tego, co się mogło wówczas stać. MOzliwe, że zaatakował ich jakiś agresywny samotnik, a może niedźwiedź chory np. na wściekliznę.

    generalnie, wyłania się z całokształtu obraz faceta szlachetnego, sympatycznego, oddanego, ale jednocześnie trochę jurodiwego, wierzącego w to, że dzicz natury da się okiełznać dobrym słowem, łagodnością, emanowaniem ciepłem i autentycznym uczuciem do jej przedstawicieli. Czy się pomylił ? ano własnie...

    Spędził wśród tych niedźwiedzi ponad 10 lat, filmy dokumentują naprawdę bliskie kontakty, a śmierć... Cóz, codziennie wielu ludzi ginie pod kołami samochodów pijanych kierowców, innym na głowe spadają cegły.

    W filmie pada interesująca teza, jakoby Tim "chciał umrzeć". Jedna ze znajomych eklożek wspomina o tym, że często mówił o tym, iż jego TRAGICZNA śmierć doskonale przysłużyłaby się Sprawie. Rzuciłaby inne światło na to, co chce przekazać światu, byłaby symbolem.

  • grek.grek 03.06.15, 14:51
    właściwie większośc czasu [takie odniosłem wrażenie, ofk przesadzone] zajmuje bujanie się tytułowego bohatera na pajęczynach między wieżowcami Nowego Jorku :]
    ale i parę zalet dałoby się wygrzebać.

    treść... znacie przecież :] : Petera Parkera gryzie zmutowany pająk, co sprawia ze zyskuje on niezwykłe zdolności. Niezwykłe, czyli wszystkie posiadane przez pająki właściwe.

    tutaj Peter Parker jest nastolatkiem, uczy się w klasycznej szkole średniej w NOwym Jorku, czasami dostanie w ucho od silniejszych kolegów, ale zawsze wtedy kiedy ujmuje się za słabszymi. A jak się ujmuje i dostaje za to w ucho, to niechybnie musi zyskać zainteresowanie dziewczyny, która mu się podoba, czyli Gwen.

    rodzice Petera zginęli w wypadku lotniczym, chłopiec mieszka u poczciwych wuja i ciotki. Nie zapomniał jednak o staruszkach, a zwłaszcza o ojcu. Jak mógłby zapomnieć, skoro w wieku 6 czy 7 lat zaaferowani i śmiertelnie poważni rodzice przywieźli go w trybie awaryjnym do wujostwa i zostawili, a sami wyjechali... I nie wrócili, bo ten wypadek się zdarzył.

    Tropiąc cienie przeszłości, Peter dowiaduje się, ze ojciec prowadził tajne badania genetyczne. Poznaje jednego z jego wspołpracowników, jednorękiego dr Connorsa, pracującego nad wzmożeniem ludzkich zdolności regeneracyjnych. Connors marzy o tym, że dojdzie do takiego punktu w swoich badaniach, w którym możliwe będzie odzyskanie utraconej kończyny za pomocą jej naturalnego odrośnięcia.

    A potem jest ten pąjąk, który gryzie chłopaka i zmienia mu życie, a jego samego czyni superbohaterem. Peter może chodzić po pionowych ścianach, produkuje kilometry pajęczyn na których może się przemieszczać i którymi może obezwładniać przeciwników. Do tego zyskuje sporą siłę i niezmierną szybkośc.

    Któregoś wieczora, po jakiejś sprzeczce z wujostwem, Peter błaka się po mieście. NIe wiem, że wujek go szuka. W sklepie Peter jest świadkiem kradziezy dokonywanej przez podejrzanego typka. Nie wie jak zareasgowac, ale że wcześniej sprzedawca nie chciał mu podarowac brakujących 2 centów przy zakupie Coli - złośliwie odwraca się do tego plecami, w dodatku złodziejaszek podrzuca mu tę colę, więc Peter uwaza że sprawiedliwości stało się zadość.

    Pech chce jednak, ze złodziejaszek, którego Peter nie zatrzymał - na sąsiedniej ulicy zabija jego wuja. Przypadkiem pistolet wystrzelił - wujo umiera.

    Od tego momentu Peter zostaje pogromcą złoczyńców. Zwraca na siebie uwagę mediów i policji. Peter sam sporządza dla siebie maskę i kostium - te co wiecie i znacie :]]. Zostaje Spidermanem.

    Jednocześnie Peter jako Peter spotykac się zaczyna z Gwen, której ojciec okazuje się być wysoko postawionym policjantem. Podczas proszonego obiadu w jej domu dochodzi do wymiany zdań nt tego czy Spiderman pomaga policji i robi dla nich, za nich, dobrą robotę czy raczej przeszkadza i się wcina niepotrzebnie.

    W tym samym czasie profesor Connors - którego Peter wspiera i odwiedza, a nawet rozwiązuje niezwykle istotne równanie, które pozwala na popchnięcie badań naprzód - po zakończonych sukcesem próbach na myszach - próbuje przejśc do badań na ludziach. Peter jest przeciwny, ale profesor nie ma wyjścia, bo jacyś podejrzani sponsorzy chcą mu odebrać finansowanie tych eksperymentów.

    No to profesor - ciach i wykorzystuje siebie jako królika doświadczalnego. Z sukcesem. Problem w tym, że profesor mutuje swoje geny w taki sposb, że reka która mu odrasta jest łapą jaszczura. Potem cały profesor zmienia się w jaszczura. MOże dokonywać takiej transformacji ilekroć zażyje jakieś serum czy cośtam.

    Jaszczur ma 3 metry wzrostu, jest zielony, kostropaty czyli ohydny oraz bardzo silny, znaki szczególne : brak genitaliów :]

    A profesor wpada w amok twórczy : jest przekonany, że może uczynić ludzkośc lepszą. Po co ludzie mają być słabiakami i umarlakami, lepiej żeby wszyscy byli takimi własnie jaszczurkami. Na tym wg niego polega postęp i zbawienie.

    Ofk, Peter szybko konstatuje, kto się kryje pod powłoką jaszczurzą. Ganiają się więc z profesorem w swoich strojach roboczych, pojedynkują, czasami nawet w szkole Petera, bo profesor od kiedy został jaszczurem jest cięty na Parkera, widząc w nim zagrożenie dla swoich mocarstwowych planów mesjańskich.

    Gwen i Peter mają się ku sobie. W kltóryms momencie ona się w końcu dowiaduje, że on jest tym całym Spidermanem, ale jako licealistka oraz pracownica instytutu naukowego [dziwne połączenie, nie sądzicie ?] nie jest aż tak zdziwiona jak mogłaby być zapewne.

    Spiderman musi więc stoczyć ostateczny pojedynek z Jaszczurem, który próbuje rozpylić nad Nowym Jorkiem proszek infekujący ludzi i zamieniający ich w jaszczury. Udaje mu się go powstrzymac, pomimo bolesnej kontuzji nogi odbierającej mu część mocy, ale za to z pomocą policji i pracowników służb miejskich. Doktor Connors wyhamowuje, serum przestaje działać, opada z niego jaszczurza powłoka i ratuje wiszącego na dachu Petera.

    POdczas tej akcji ojciec Gwen dowiaduje się o drugiej tożsamości wybranka swojej córy. Nie jest zachwycony. UMierając powiada, ze rozumie Petera i ceni jego działalność jako spidermana, ale prosi go o jedno : by w swoje życie nie wciągał Gwen.

    Tak więc, Peter musi się od Gwen odseparowac, ale ostatnia scena sugeruje że jednak nie dotrzyma obietnicy danej umierającemu, a Gwen nie bedzie miała absolutnie nic przeciwko temu :]

    Spiderman nie jest tutaj gościem bez skazy. Przede wszystkim : co chwila obrywa, wraca do domu i cioci albo do Gwen poobijany, czasami solidnie pocięty. Ciotka nie wie o co biega, ale Gwen od kiedy wie, to zawsze okno ma otwarte, a w szufladzie biurka wodę utlenioną, kompresy i bandaże :]

    Są żarty autotematyczne i sytuacyjne. Np. w scenie, w której jakiś łobuz, którego własnie Spiderman uczy moresu, mówi o nim per "przestepca", a na ten na to "Tylko takie masz skojarzenia z moim strojem ? MNie się on kojarzy z saneczkarzem" :]
    albo kiedy siedzi sobie w pozie bohaterskiej na samym szczycie wiezowca i patrzy na miasto - i dzwoni telefon. Peter, a raczej Spiderman, w tym całym spidermańskim oprzyrządowaniu i masce, odbiera i słyszy w słuchawce głos ciotki "Nie zapomnij kupić jajek na kolację" :]]

    Jest więc dystans i dowcip, a Spiderman w końcu okazuje się bohaterem ludu i lud udziela mu pomocy w finałowym starciu z groźnym przeciwnikiem.Czy dodałem, że lud pokochał go wcześniej takze za uratoweanie życia chłopcu uwięzionemu w wiszącym nad wodą samochodzie ? :]

    aktorzy są prima sort.
    Andrew Garfield, to zupełnia nowa jakość wobec zupełnie niestrawnego TObeya Maquire'a. NO a Emma Stone, to sami wiecie. Oboje zdystansowani, momentami ironiczni wobec swoich postaci i akcji rozgrywającej się w komputerowo generowanych scenografiach, a dodatkowo w ich wykonaniu te wszystkie czysto ludzkie sceny, uczuciowe podchody na linii Peter-Gwen wyglądają, są naprawdę aktorsko bardzo dobre.

    Maniu, teraz mogę tylko oczekiwać na Twoją aprobatę albo krytyke, a już na pewno na celne uwagi a'propos :]]

  • grek.grek 03.06.15, 14:55
    trailer

    www.youtube.com/watch?v=cjq5-zmIpWA
  • siostra_bronte 03.06.15, 15:38
    Dzięki, Greku :)

    Przyznaję się, że omijam filmy o superbohaterach szerokim łukiem. "Spider-man", "Superman", "Batman"... To jednak typowo amerykańska zabawa, dla mnie zbyt infantylna (a lubię dobre kino rozrywkowe!).
  • grek.grek 03.06.15, 17:00
    dzięki, Siostro :]

    hehe, ja też RACZEJ omijam.
    skusiły mnie dobre recenzje, tak jak w przypadku "Batmana" Nolana.

    w istocie - te wdzianka i pewnego rodzaju patos są dziecinne, ale i parę dojrzalszych wątków też
    mozna by zauwazyć, przynajmniej w tej odsłonie "Spider-Mana", co mogę zaopiniować jako [również] sceptyk :]]

    np. wątek zagrożeń wynikających z manipulacji genetycznych i chęci likwidacji naturalnego toku ewolucji człowieka poprzez zastąpienie go sztuczną mutacją. wątek romantyczny też nie jest najgorszy, zwłaszcza z powodu obojga aktorów.
  • maniaczytania 03.06.15, 21:57
    uwagi będą, jak sobie dokładnie przeczytam :)

    W "Spidermanie", "Batmanie" i "Supermanie" mam zaległości ;) Z Andym Garfieldem widziałam tylko drugą część - robiła wrażenie!

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 04.06.15, 14:43
    ha, no to czeka mnie nerwowe oczekiwanie :"]]

    o, ja bym chętnie chyba tę 2 część zobaczył.
    rzadko tego typu kino oglądam, a ten film akurat wypadł nadspodziewanie [bo byłem sceptyczny, jakkolwiek pochlebnymi recenzjami zachęcony] dobrze i nienajgłupiej.
  • barbasia1 06.06.15, 00:11
    W tym samym czasie profesor Connors - którego Peter wspiera i odwiedza, a nawet rozwiązuje niezwykle istotne równanie, które pozwala na popchnięcie badań naprzód

    Chłopak łgał jak pies.;) Rozwiązanie równanie znalazł w notesie ojca.
    Z ciekawości rzuciłam okiem na początek filmu.

    > czyni superbohaterem. Peter może chodzić po pionowych ścianach, produkuje kilo
    > metry pajęczyn na których może się przemieszczać i którymi może obezwładniać pr
    > zeciwników. Do tego zyskuje sporą siłę i niezmierną szybkośc.

    A najfajniejsze jest to, że może odegrać się na zarozumiałym osiłku ze szkoły, który mu kiedyś przyłożył przy wszytskich. Ogrywa go w kosza, dzięki swoim umiejętnościom. Aż cały kosz się wraz z tablicą rozlatują się w drobny mak. ;)

  • grek.grek 06.06.15, 17:26
    a tak, tak było, masz świetną pamięć, Barbasiu :]

    hehe, yes.
    chociaż, chyba trochę przesadzili z tym lotem do kosza ;]
  • grek.grek 03.06.15, 17:19
    kolejny z serii dokumentów o muzykach wyrózniających się w jakiś sposób na tle innych wykonawców.

    tym razem chodzi o niewidomego pianistę z Japonii - Nobuyuki Tsuji.

    i ten sam styl opowieści : slajdy z życia prywatnego, z codzienności pozascenicznej, wspomnienia dzieciństwa, fragmenty występów, reakcje widowni, wypowiedzi znajomych i fotki z backstage'u.

    kiedy mały Nobuyuki miał 5 lat, i już nie widział, pewnego razu w centrym handlowym zaczął grać na elektronicznym pianinie. Ludzie się zeszli, a jak skończył to dostał bravissimo. Ktoś zasugerował jego matce, żeby go zaczeła kształcić w kierunku muzycznym. No i dalej poszło.

    dzisiaj głównie opiekuje się nim pewien elegancki pan w średnim wieku, też Japończyk, który pomaga mu we wszystkim, a Nobuyuki nazywa go "[drugim] ojcem".

    nieformalna akcja tego dokumentu skupia się wokół przygotować Nobuyukiego do występu w Carnegie Hall. zaszczyt to i nobiltacja niewątpliwa, im bliżej terminu, tym większy stres, ale i pragnienie, żeby to się już ziściło, żeby marzenie się spełniło.

    i spełnia się.

    a po drodze są inne występy i naprawdę robiące wrażenie ujęcia po-koncertowe, kiedy starsi ludzie podchodzą do pianisty i dziękują mu za wrażenia, jakie im podarował swoją grą. "Pańska gra ogromnie mnie wzruszyła. Chciałam uścisnąć panu dłoń", mówi starsza pani siląc się na opanowanie, podczas gdy widać jak poruszył ją jego występ. Podobnie jakiś starszy jegomośc, który deklamuje "Nie sądziłem,że we współczesnym świecie są jeszcze rzeczy które mogą człowieka autentycznie ująć. Pański występ, to była jedna z tych rzeczy", a potem łamie mu się głos i płacze.

    idolem Tsuji jest van Bethoven, także z powodu niepełnosprawności jaka go dotknęła, a która nie przeszkodziła mu tworzyć wybitne dzieła. czuje z nim głęboką więź.

    nie wiem, co robi większe wrażenie : to jak niewidomy pianista przebiega palcami po klawiaturze, nie robiąc błędów w kolejności naciskania klawiszy [wiem, że to punkt widzenia laika, który pianino widział najwyżej na wystawie sklepowej albo na zdjęciu :)] czy to w jaki sposób mówi o muzyce i o tym jak ją sobie wyobraża, jak ją rozumie i jak jej "dotyka", jako rzecze celnie tytuł tego filmu.

    jesli macie ochotę, treściwy trailer :

    www.youtube.com/watch?v=LMr7oCAU1fs
  • grek.grek 03.06.15, 17:38
    20:30

    tytuł niewybredny, środowisko młodziezy szkolnej, ale nie zrażajcie się - jest zabawnie i momentami nawet inteligentnie.

    oglądałem onegdaj :]
    i chyba opisywałem, aczkolwiek mogliście to przegapić [poza Pepsic ! dzięki !] :]]

    zabawna komedia, o dziwo niekoniecznie wulgarna, a w głównej roli Emma Stone.
    generalnie, rzecz o tym jak własnoręcznie sporządzona plotka o sobie samym zaczyna żyć
    własnym życiem i nie sposób jej odkręcić.

    Olivie jest mądra, dobrze się uczy, poprawna jest i fajna, ale... jakaś taka, we własnej opinii, bezbarwna. Po kolejnym weekendzie spędzonym w swoim pokoju postanawia kolezankom zaimponować i wymyśla historię, jakoby przeżyła dwudniowy upojony romans z dużo starszym chłopakiem. No i się zaczyna - plotka błyskawicznie obiega całą szkołę, a Olive zaczyna uchodzić za pannę lekkich obyczajów :] Co dalej - sprawdźcie :]

    największym atutem jest sama Olive, w wykonaniu Emmy Stone - zabawna, ironiczna, inteligentna, sypiąca docinkami i komentarzami z offu.

    stara jak świat recenzja :

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,1518133713,152220299,_Latwa_dziewczyna_z_Polsatu.html
  • 82adrian 03.06.15, 17:40
    Dzisiaj po 22 na TVP2 film Olafa Lubaszenki z nieodżałowaną Anną Przybylską w roli głównej. Bohaterką filmu jest Mirka [Przybylska] - mieszkanka Pragi, która mieszka z ojcem [Cezary Pazura] i dziadkiem [Edward Linde-Lubaszenko] który ciągle bierze Viagrę. Gdy dowiaduje się że kamienica w której mieszka ma pójść do rozbiórki to postanawia przebrać się za mężczyznę i pójść do pracy w kancelarii adwokackiej, która jest autorem owej rozbiórki.

    W filmie też występuje duet z ''Kabaretu Moralnego Niepokoju'' - Robert Górski i Mikołaj Cieślak w roli pracowników, którzy prywatnie są razem. Film co prawda słaby, ale dla Ani Przybylskiej warto obejrzeć.
  • barbasia1 04.06.15, 17:33
    A ja polubiłam ten film od drugiego wejrzenia. :)
  • grek.grek 03.06.15, 17:45
    20:50

    nie pamiętam jak to było,ale jakoś około świąt grudniowych parę lat wstecz oglądałem i doskonale się bawiłem przy tym filmie.

    albo to było ulotne chwilowe wrażenie, chwilo trwaj i takie tam inne, albo ten film naprawdę coś w sobie ma.

    a jesli ma to... może bardzo interesującą stylizację na lata 70-te ? może muzykę ? może styl i formę, kolorystykę i wizerunek poszczególnych bohaterów [przoduje oczywiście Samuel Jackson, ale Vanessa Williams w bandanie też jest udana] ?

    intryga jak intryga, ale może własnie STYL jest tutaj podstawowym atutem i on decyduje o tym, że ten "Shaft" jest absolutnie do polubienia ?

    nie przegapcie :]]
    w miarę możliwości, ofk.

    a mówią, ze John Singleton nic dobrego nie nakręcił od czasów "Chłopaków z sasiedztwa"... :]

  • grek.grek 03.06.15, 17:48
    żałuję, że "Brat" Aleksego Bałabanowa leci dopiero o 23:50.
    swietny film.
    zawsze mam nadzieję, ze w końcu puszczą go o uczciwej porze i chętniej skusicie się
    na obejrzenie go, a potem koniecznie zrecenzowanie.

    a może jednak planujecie posiedzieć dziś dłużej ?

    polecam i zachęcam :]
  • barbasia1 03.06.15, 17:58
    Dziękuję , Mozambque!

    Znaku firmowego trzeba strzec! :)
  • maniaczytania 03.06.15, 21:38
    żeby tradycji uczynić zadość zapowiadam ;)

    4.06. - zapowiada się interesujący dwójkowy wieczór, bo najpierw o 20.40 nagradzany "Chce się żyć", a potem już w KK "Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz" - film Sidneya Lumeta, kryminał (!), z gwiazdorską obsadą - Philip Seymour Hoffman, Ethan Hawke, Albert Finney, Marisa Tomei - wiem, że trzeba uważnie oglądać, bo to film z 'zaburzoną' chronologią

    11.06. - "Chloe" - Julianne Moore wynajmuje luksusową call-girl Chloe (Amanda Seyfried), żeby sprawdzić wierność Liama Neesona - to może być dobre ;)

    18.06. - no, no, ciekawie - bo najpierw dwa pierwsze odcinki serialu "Skandal" z Kerry Washington (serial robi zdaje się furorę w USA), a potem w KK powtórka z (bardzo!) dobrej rozrywki "Dawno temu w Ameryce" cz. 1

    25.06 - cz. 2 ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 04.06.15, 00:24
    "Nim diabeł dowie się..." widziałam, całkiem dobry kryminał, z tym, że Seymour Hoffman gra kolejną podobną rolę.

    "Chloe" niedawno opisywałam. Bardzo polecam!
  • grek.grek 04.06.15, 14:46
    skaczę za każdym razem :]

    ale dzisiaj jest konkurencja ! od dawna takiej nie było.
    może osobno o tym niebawem :]

    "Chloe", Siostra tak zachęciła swoim opisem, że właściwie nie skoczyć byłoby grzechem nie do odpokutowania.

    serial + powtórka z klasyki ?
    ciekawe połączenie.
    czyżby na lato Kocham Kino zmieniało formułę ?

  • siostra_bronte 04.06.15, 00:38
    Niestety, w Ale kino, o 20.10. Było o nim głośno przed paru laty. Jest stylizowany na francuską, nową falę. Chyba warto obejrzeć.
  • grek.grek 04.06.15, 14:51
    słyszałem.
    nie widziałem.

    ale dziś konkurencja :]]

    jesli się zdecydujesz, Siostro, koniecznie napisz a'propos ! :]
  • barbasia1 04.06.15, 16:48
    > jesli się zdecydujesz, Siostro, koniecznie napisz a'propos ! :]

    Tak, właśnie! :)
  • siostra_bronte 05.06.15, 14:12
    Obejrzałam :) Film Noaha Baumbacha z 2012 r.

    To co w nim najciekawsze to forma, stylizowana na francuską nową falę. Czarno-białe zdjęcia, kolejne części mają tytuły, kawiarenki Nowego Jorku przypominają Paryż, muzyka też przypomina tę z lat 60-tych.

    Bohaterką jest Frances (świetna Greta Gerwig, także współscenarzystka), 27-latka, mieszkająca razem ze swoją przyjaciółką Sophie.

    Frances skończyła szkołę baletową, jej pasją jest taniec, ale nie bardzo jej idzie. Zaczepiła się w jakimś studiu baletowym, gdzie gra ogony. Udaje jej się dorabiać tam lekcjami tańca dla maluchów.

    Frances jest osobą żywiołową i wygadaną, wydaje się być pewna siebie. Nie powiedziałabym, że jest zwariowana (jej znajomi mówią o niej żartobliwie "freak"), ale na pewno dosyć oryginalna.

    Na początku filmu chłopak Frances namawia ją, żeby się do niego przeprowadziła. Frances waha się, ale odmawia, bo nie chce zostawić Sophie samej w wynajętym wspólnie mieszkaniu. Nie wiadomo, czy to tylko wymówka, czy Frances nie czuje się gotowa na ten krok.

    Ale wkrótce Sophie informuje Frances, że wyprowadza się do innego mieszkania, na Manhattanie, jakie znalazła jej znajoma. Frances jest kompletnie zaskoczona. I zostaje na lodzie, bo nie stać jej na płacenie całego czynszu.

    Na szczęście niedawno spotkani znajomi, dwóch chłopaków szukają współlokatorki. Frances wprowadza się do nich. Układa się im całkiem dobrze. Chłopcy traktują ją jak dobrą kumpelę.

    W międzyczasie Frances traci pracę w studiu baletowym. Jego szefowa mówi, że to przejściowe, może później coś się znajdzie. Ale proponuje Frances pracę sekretarki, bo ta akurat poszła na zwolnienie z powodu ciąży. Frances odmawia, odpowiada, że może znajdzie pracę tancerki gdzieś indziej.

    Na święta Frances jedzie do swoich rodziców do Kalifornii. Spędza tam czas bardzo miło, ale nie mówi rodzicom o swoich kłopotach. Nie chce ich martwić, czy może wstydzi się? Pewnie jedno i drugie.

    Po powrocie Frances przenosi się do mieszkania swojej znajomej ze studium baletowego (nie wyjaśniono dlaczego, może nie było już jej stać na mieszkanie z chłopakami). Na kolacji u jej rodziny spotyka jej znajomych. Pyta jednego z nich co robi. Ten odpowiada, że jest prawnikiem. Facet pyta Frances o to samo. Frances mówi: "to skomplikowane". "Dlaczego? Bo praca jest tak skomplikowana?" pyta facet. "Nie, bo właściwie to nie mam pracy" odpowiada Frances. Przy stole zapada milczenie. Oj tak, spróbuj się człowieku przyznać do bezrobocia w towarzystwie :)

    Frances dowiaduje się od nich, że Sophie wyjeżdża ze swoim chłopakiem do Japonii, bo ten dostał tam dobrą pracę. Frances jest podłamana.

    Kiedy prawnik opowiada, że razem z żoną był niedawno w Paryżu France ożywia się. Marzy o tym, żeby tam pojechać. Prawnik proponuje, że jeżeli tam będzie to może pomieszkać w mieszkaniu jego i jego żony, które tam mają na krótkie wypady. Frances jest zachwycona.

    I wpada na pomysł, żeby faktycznie pojechać do Paryża na weekend. Wykorzystuje kartę kredytową i leci tam. Ale pobyt wcale nie jest udany. Frances nie może spać, łyka proszki. Włóczy się po Paryżu bez celu, nie widać, żeby coś zwiedzała. Ale bezskutecznie próbuje się skontaktować ze znajomymi, którzy akurat są w Paryżu. Za to dzwoni do niej Sophie i mówi o wyjeździe do Japonii. Frances nie daje po sobie poznać jak jest tym poruszona. Na pytania jak leci odpowiada, że świetnie. Kłamie nawet, że tańczyła w świątecznym przedstawieniu w studiu baletowym.

    Frances wraca do Nowego Jorku i dopiero wtedy dostaje odsłuchuje wiadomość od znajomych w Paryżu, że zapraszają ją tego wieczora na kolację. Frances ma smutną minę.

    I właśnie od powrotu z Paryża zmienia się tonacja filmu, z wesołej i beztroskiej na trochę gorzką.

    Po powrocie Frances zaczepia się w swojej dawnej uczelni, gdzie pracuje przy różnych imprezach jako kelnerka. Mieszka w akademiku. Kiedy dzwonią rodzice opowiada, że wszystko jest ok., kłamie o pracy w balecie.

    Przypadkiem Frances na jednej z takich imprez na uczelni spotyka Sophie i jej chłopaka, którzy przyjechali do Stanów na pogrzeb kogoś z rodziny. Sophie jest nieźle wstawiona i wciąż kłóci się z chłopakiem. Oboje wyjeżdżają, ale w nocy Sophie przychodzi do pokoju Frances w akademiku. Opowiada, że ma już dosyć, nie chce już mieszkać w Japonii, w dodatku straciła tam ciążę. Frances proponuje, żeby wróciła i żeby zaczęły razem od początku. Sophie zapewnia, że tak będzie.

    Rankiem Sophie wyjeżdża zostawiając tylko kartkę. Była pijana, nie pamięta co mówiła, żegna się. Frances po przeczytaniu kartki wybiega za nią, ale taksówka już odjechała.

    Zakończenie filmu jest ostrożnie optymistycznie, choć przyznam, że mnie nie przekonało, bo jest pokazane dosyć skrótowo. Frances przyjmuje pracę sekretarki, a zamiast tańca zajmuje się choreografią, co wcześniej proponowała jej szefowa studium baletowego. Frances zbiera zespół i prowadzi próby na jakiejś wynajętej sali.

    Ostatnie sceny filmu to właśnie przedstawienie, które Frances przygotowała. Na sali jest jej była szefowa, znajomi chłopcy, z którymi wynajmowała mieszkanie, także Sophie z narzeczonym. Szefowa chwali przedstawienie. Ex-współlokator pyta czy się z kimś spotyka. Frances śmieje się, że jest "nierandkowalna". Wygląda na zadowoloną, ale jakby niepewną co będzie dalej...

    Wygląda na to, że Frances wychodzi na prostą, ale jak napisałam, dla mnie to trochę wysilony happy end.

    I ostatnia scena, która tłumaczy tytuł. Frances wkłada do skrzyni pocztowej pasek papieru z nazwiskiem, ale całe się nie mieści, więc widać tylko "Frances Ha". Koniec.

  • siostra_bronte 05.06.15, 14:36
    Ciekawy jest portret bohaterki, która jak sama o sobie mówi, żyje w zawieszeniu. Ma swoją pasję, taniec, ale nie udaje się jej z tego utrzymać. Łapie jakieś zajęcia, byle trochę dorobić. Wynajmuje kolejne mieszkania. Nie ma w jej życiu stabilizacji. Ale czy musi być?

    Jedni znajomi Frances robią karierę, albo przynajmniej mają solidną pracę, są w związkach (Sophie, prawnik, znajoma z studium baletowego). Ale jeden z współlokatorów też żyje w zawieszeniu, nie ma stałej pracy, czasem z kimś się spotyka. Trudno powiedzieć, czy to świadomy wybór, czy po po prostu tak mu się układa. Tak samo jest z Frances. Chciałaby pracować w zespole szefowej, marzy o wielkiej miłości, ale nic z tego nie wychodzi. Za mało się stara, brak jej ambicji, czy po prostu tak to bywa w życiu?

    Jak wspomniałam na początku, forma filmu zdecydowanie dodaje mu wartości. Bez niej ta historia byłaby banalna. Urokliwe zdjęcia przysłaniają pewne scenariuszowe braki. Bo w sumie niewiele się tu dzieje. Film jest naprawdę fajny, wart obejrzenia, ale po przeczytaniu recenzji oczekiwałam czegoś głębszego. Portret bohaterki jest jednak zbyt powierzchowny. No i aktorstwo drugiego planu jest słabe.

    Jeszcze jedno. W filmie jest scena, kiedy Frances biegnie ulicami i wywija figury taneczne, w tle leci piosenka "Modern love" Bowiego. To jest ewidentne nawiązanie do sceny ze "Złej krwi" Caraxa! Na szczęście my, jako filmowi erudyci nie damy się zaskoczyć :)


    Tutaj trailer. Ale nie zgadzam się, że to komedia. Jest kilka zabawnych momentów, ale to wszystko.

    www.youtube.com/watch?v=YBn5dgXFMis

  • grek.grek 05.06.15, 17:50
    dzięki, Siostro :]
    dzisiaj chyba nie zdązę skomentować Twojej recenzji, ale już się cieszę na jej widok i na pewno [!!] jutro wsszystko napiszę.
  • siostra_bronte 05.06.15, 17:56
    Ok :)
  • pepsic 08.06.15, 16:13
    Fajne podejście do tematu, a warsztat jak się wydaje z punktu widzenia dyletanckiego troszeczkę w stylu Jim'a Jarmuscha. Nie dane mi było obejrzeć w całości, więc wielkie dzięki za satysfakcjonujące streszczenie.


    ---
    Dziś, gdy ilość podsłuchów zakładanych Polakom bije rekordy świata, gdy władza przymyka oczy na szabrowanie kraju, a bezkarni przestępcy i byli TW brylują na co dzień w mediach jako „autorytety” – straszenie powrotem do prawa i sprawiedliwości (w wymiarze nie partyjnym, tylko „dekalogowym”) zakrawa na kosmiczną bezczelność... ~ Jerzy Jachowicz
  • siostra_bronte 09.06.15, 15:50
    Dzięki :) Tak, Jarmush jak najbardziej pasuje, chociaż przyznaję się bez bicia, że nie widziałam żadnego z jego czarno-białych filmów.
  • grek.grek 06.06.15, 14:12
    dzięki, Siostro :]

    świetny opis.
    z trailera wyłaniają się faktycznie klimatyczne czarno-białe zdjęcia i interesująca aktorka.

    film inicjacyjny to nie jest, bo jednak bohaterka ma trochę więcej lat niż -naście :]
    ale może to portret jakiejś części pokolenia, żyjącvego własnie w taki nieustabilizowany, poszukujący, trochę może momentami banalny sposób ? inni znów próbują, ale nie zawsze im wychodzi, albo wychodzi okresowo.

    może najważniejsze, że nie traci marzeń i wierzy że jej się powiedzie ? może ważne, że chce robić to co naprawdę lubi i być z tym z kim naprawdę będzie chciała, zamiast "być i robić" cokolwiek i z bylekim, ot tylko dla świetego spokoju, żeby przy kolacji u znajomych móc z ulgą powiedzieć, ze stać ją na "uporządkowanie" spraw ? jesli robi już byle-co, to na moment i na chwilę, ciągle rozglądając się za wymarzonym zajęciem.

    wygląda to na prawdziwą bezkompromisowość, bynajmniej nie podlewaną patosem czy heroizmem. Frances wie czego chce, nawet jesli nie wie jak to cos miałoby wyglądać :]

    moim zdaniem, jest tu dużo optymizmu :] Frances żyje w zgodzie z sobą, wierząc w lepsze jutro. "Frances Ha' wygląda na przekaz : na razie jest "Ha", bo sama Frances jest niedokończona, in process, in the making, wiele przed nią, wszystko przed nią, zwłaszcza odpowiedź na pytanie : kim naprawdę jest ? Brzmi trochę tak jakbyśmy gdzies już to słyszeli,ale wg mnie brzmi interesująco. Może ktoś nakręci "Frances" z pełnym nazwiskiem ? :]

    dzięki raz jeszcze, kolejna bardzo interesująca opowieśc, no i premiera :]

    hehe, yes, taniec ze "Złej krwi", to klasyk" ! brawo, Siostro :]
  • siostra_bronte 06.06.15, 15:26
    Dzięki, Greku :)

    Tak, trailer pokazuje klimat tego filmu.

    Na pewno, to może być film pokoleniowy. I nie tylko w Stanach.

    Frances potrafi być irytująca, ale wzbudza moją sympatię, bo jest sobą, jakkolwiek banalnie to brzmi. Na pewno jest optymistką, chociaż jest w filmie parę momentów, kiedy widać, że jednak nie jest szczęśliwa (samotny weekend w Paryżu, rozmowa z matką przez telefon, Sophie wyjeżdżająca z akademika).

    Jedno co mi przeszkadza to fakt, że Frances świadomie oszukuje rodziców, chwilami także Sophie. Może nie chce wzbudzać ich współczucia, obciążać swoimi problemami. Ale z drugiej strony wobec najbliższych to jednak nie fair. Jakby kreowała lepszy wizerunek, taki z sukcesami, jakich oczekują od niej inni.

    O, ciekawa interpretacja tytułu. Podpisuję się.

    Jeszcze raz dzięki :)

    Yes, klasyczna scena!
  • grek.grek 07.06.15, 15:20
    może to że okłamuje [nawet mając dobre intencje] bliskich to właśnie jeden z przyczynków do tego, ze jest taka "niedokończona", ciągle w procesie powstawania do właściwego kształtu ?

    przyszło mi do głowy, że "Frances Ha." może oznaczać także właśnie to, że jest to postać symboliczna. Bez nazwiska, bo wyraża obawy, starania i styl poszukiwania tożsamości przez całą generację. brak nazwiska jest świadectwem tego,że Frances jest takim everymanem [everywoman], hymnem pokolenia.
    jak sądzisz ? :]
  • maniaczytania 04.06.15, 11:23
    ależ to świetny film! Dla całej rodziny, ale i dla dorosłych też ;)

    Historia dziewczynki, która dostaje żeton przenoszący do innego świata. Co to za świat? Stworzona przez najlepszych wynalazców i naukowców alternatywna lepsza wersja naszego. Niestety coś grozi naszemu światowi, a dziewczynka z pomocą pewnego mężczyzny (George Clooney) musi przenieść się do tamtego, żeby temu zapobiec. G. Clooney, kiedyś tam żył, ale został wygnany przez rządzącego tam gubernatora Nixa (Hugh Laurie).
    Wspaniałe efekty specjalne, świetna intryga, sporo humoru, ale i wzruszeń, w ważnej roli wieża Eiffla ;)
    Warto zobaczyć, choćby dla Clooneya w nietypowej do końca dla siebie roli, z wielkim dystansem do siebie i poczuciem humoru.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 04.06.15, 17:45
    Mania na pierwszej linii frontu :]

    dzięki.

    jako dekownik wzorcowy obejrzę ten film pewnie za jakieś 5 lat ;]

    PS: mr Clooney wypada dobrze w filmach, które niekoniecznie korelują z
    jego reżyerskimi ambicjami, tak coś mi się wyświetla. poetycko-plastyczny "Amerykanin",
    rozrywkowy "Ocean's Eleven", ponoć także "Grawitacja", teraz ta najnowsza produkcja...
    wszystko to rzeczy gdzieś tam oddalone od jego polityczno-społecznych zainteresowań
    [także filmowych], a role bardzo dobre i pasujące do konwencji.
  • maniaczytania 04.06.15, 11:45
    dodałam coś do Waszej dyskusji o Bounty:
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,157468920,157835327,Re_Bunt_na_Bounty_3_.html#p157835327
    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 04.06.15, 11:49
    Dzięki. Tak, szukając info o Pitcairn trafiłam na informację o tej szokującej historii.
  • grek.grek 04.06.15, 13:51
    zabawne, że Dwójka o 20:00 puszcza "Barwy nieszczęscia", a tak świetny dokument o pełnej majestatu 1 w nocy. niby constans od lat, ale poczucie brodzenia w oparach absurdu się nie zmniejsza.

    rzecz o tym jak pan Mallory i pan Irvine, dwóch zuchwałych Brytyjczyków, zdobywali Mount Everest.

    a rok pański był 1924. Everest był wciąz górą groźną i niezdobytą. Zyciowym marzeniem George'a Mallory'ego.

    Za pierwszym razem musiał dośc wcześnie zawrócić z trasy, zgineło kilku szerpów i pod cięzarem tych obrazków i wyrzutów sumienia zrezygnował. Na dwa lata osiadł w domu na malownicznej brytyjskiej prowincji. Ale o Evereście nigdy nie zapomniał. Szykował się do kolejnego ataku.

    jak powiada narrator [Liam Nesson, przebijający się z rzadka przez polskiego lektora] Mallory był w szpagacie pomiędzy dwiema miłościami swojego życia : Mount Everest oraz żoną Ruth [bodajże]. Ona najchętniej by go chciała mieć ciągle przy sobie, zwłaszcza że mieli także troje dzieci, ale on nie mgł się wyrzec swojego marzenia. I ona to w końcu zrozumiała. Stara jak świat historia,nieprawdaż ? :] cóż mogła począć ? przywiązać siłą ? A gdyby nawet mu zabroniła, zaszantazowała czy sterroryzowała, to przecież on nigdy by nie przestał marzyć, przez co życie z nim stałoby się koszmarem.

    na swojego towarzysza wyprawy Mallory wybrał młodszego od siebie Irvine'a, wioślarza, człowieka o wysokim progu odporności na ból, wytrzymałego do przesady. wierzył, że to jest kompan, z którym dokona tego, czego nikt inny nie zdołał jeszcze zrobić - wejśc na szczyt.

    Równolegle z opisem, dokumentowanym fragmentami listów, zdjęciami, nawet filmami, losów dwóch pionierów wspinaczki - biegnie wątek zupełnie współczesny : dwóch alpinistów chce zdobyć Everest dokładnie w tym samym czasie i z użyciem tych samych metod oraz sprzętu, któr5ymi posługiwali się Mallory i Irvine.

    szybko okazuje się to niemożliwe.
    Mallory i Irvine w 24 roku ubrani byli bardzo ciepło, mieli na sobie siedem warstw ubrań, ale w porównaniu z obecnymi standardami, wyglądali jakby, cytuję : "Wyszli na wycieczkę do lasu".

    Buty mieli zaledwie podkute. dzisiejsze buciory do zdobywania everestów są najezone rozmaitymi kolcami, haczykami i innymi niezbędnymi bajerami wykonanymi z najwyżśzej jakości żelaza. Ofk, mieli butle tlenowe, powyżej 8 tys metrów bez nich człowiek jest skazany na śmierć albo spiączkę.

    współcześni alpiniści dośc szybko rezygnują z ubrań i butów a'la 1924 rok - doznaliby po prostu zapaści z zimna, ciężkich odmrożeń albo wykoprtyneliby podczas pokonywania trudniejszych fragmentów trasy. A trudna jest bardzo, zwłaszcza jak się nie używa tych szlaków z podstawionymi drabinami, schodami i poręczami, którymi na Eeverst setkami wchodzą bogaci turyści ;] Mozna wpaść do szczeliny lodowej kilometr w dół, można sprowokować lawinę, mozna narobić sobie bigosu drobnym błędem.

    A jednak - mimo takich skromnych możliwości technicznych, Mallory i Irvine byli 700 metrów od szczytu. Wtedy widziano ich po raz ostatni. z dołu fotografował i filmował ich zaprzyjaźniony dziennikarz, który miał udokumentować ich wyczyn. Widział ich idących we właściwym kierunku, naprawdę niedaleko szczytu, czego dowdzą ostatnie ujęcia filmowe. Potem pojawiła sie "chmura", a po niej już nikogo na grani nie było. Uznano ich za zaginionych. Ruth Mallory otrzymała telegram z wiadomością o śmierci George'a oraz jego towarzysza mistera Irvine'a. Czekała całą noc, zanim rankiem powiedziała o tym małoletnim dzieciom. Była zrozpaczona, co oczywiste, ale i dumna że jej mąz zginał w walce o coś, co dotąd nie udało się żadnemu człowiekowi.

    Pytanie brzmi : czy Mallory z Irvine'em zdobyli Everest ? Chmura", co to było ? Może lawina, a może naprawdę jakaś forma chmury ? Co ich przesłoniło ? czy ten podmuch/lawina zmiotły ich w doł, czy po prostu zniknęli z pola widzenia, ale kontynuowali w tym zamieszaniu pogodowym swoją wspinaczkę ?

    Współczesni alpiniści przechodzą drogą wytyczoną przez tych z 1924 i starają się wywnioskowac, czy Mallory z Irvine'em mogli przejśc te ostatnie kilkaset metrów i osiągnąc cel. Największym problemem wydaje się tzw. drugi uskok, bardzo stroma 20-30 metrowa ściana. Dzisiaj wisi tam drabina, ale alpiniści podejmują próbę zdobycia jej bez pomocy. Z trudem im się udaje. Ofk, trzeba wziąc pod uwagę poziom wyziębienia,zmęczenia mięsni i ogolnego osłabienia ich poprzedników. Pi razy oko, dochodzą jednak do wniosku, że skoro im się udało, to Mallory i Irvine też mogli tego dokonać.

    Teza ciut naciągana może, w dodatku współcześni wspinacze bardzo ciągle komplementowali tych sprzed stu lat, a momentami wydawało się, ze nieco sztucznie podbijają własne osiągnięcie i tym samym osiągnięcie tamtych, np. jęcząc w trakcie człapania po śniegu, że "po dwóch krokach są wycieńczeni i padają" :"] zapewne wejście na Everest to nie pląsanie po łące, ale dwóch wysportowanych, zaprawionych w bojach,wyposazonych w najlepsze akcesoria wspinaczy radzilo sobie chyba nieco łatwiej niż to zaprezentowali na filmie. ale to tylko takie moje podejrzenia spiskowe :]

    tak czy owak, ta wyprawa z 1924 była naprawde czymś szczególnym, był w niej element bohaterstwa. I z tej perspektywy widać upływ czasu i postęp jaki wykonała ludzkośc: dzięki rozwojowi technologii Everest, który dla Mallory'ego był "posępną, groźną górą", stał się obiektem komercyjnym wspinaczek, które nie wymagają już wybitnych zdolności technicznych i samozaparcia. Klient płaci, a szerpowie wyprowadzają go na sam szczyt, po drodze poręcze, schody, liny, kto ma kasę ten na Evrest może jechać choćby jutro. No może z drobną adnontacją, że przedtem wypadałoby jednak przynajmniej pospacerować i zrzucić niepotrzebne kilogramy,bo wnoszenia na lektyce jednak w ofercie jeszcze nie ma, więc jakąśtam formę warto prezentować ;] może złośliwie przesadzam, ale chyba nie aż tak wiele ? :]

    znakomite jest ujęcie Everestu z punktu widzenia przybyłych na miejsce współczesnych wspinaczy. takie z "domowej kamery z ręki", bez tej "obróbki filmowej" - świetnie się prezentuje i w ogole w tym ujęciu czuć klimat miejsca.

    www.youtube.com/watch?v=lpwBQlOSJ3I
  • siostra_bronte 04.06.15, 14:24
    Dzięki, Greku :)

    Fascynująca historia. Z tego co pamiętam jakiś czas temu odnaleziono zwłoki Mallory'ego.
  • grek.grek 04.06.15, 14:50
    dzięki, Siostro ! :]

    o yes, znakomita rzecz.

    tak, masz rację. jest o tym mowa w filmie. mr Irvine zdaje się do tej pory pozostał nieodnaleziony. zaraz po tym jak znikneli z pola widzenia, a potem poszukiwania nie dały rezultatu - na śniegu Everestu pozostawiono dwa znaki w kształcie ciemnych krzyży na znak ich zaginięcia.

    film naprawdę dobrze wykonany, sprawnie łączący dokument ze współczesnym komentarzem, refleksją z perspektywy czasu. może powtórzą kiedy w lepszych godzinach :]
  • grek.grek 04.06.15, 14:02
    na modzie to ja się znam jak grzechotnik na podatkach, ale dobry własny styl wyczuwam chyba nienajgorzej ;]] kapelusz i okulary mistrzostwo, wg mnie :].

    Parker Posey w Cannes :

    cache3.asset-cache.net/gc/473407766-actress-parker-posey-attends-the-irrational-gettyimages.jpg
  • grek.grek 04.06.15, 14:09
    kurde, nie działa.

    może to wejdzie jak należy [btw, Woody Allen zawsze ma najlepsze miejscówki :)] :

    classmeetseast.files.wordpress.com/2015/05/emma-stone-woody-parker-vogue-15may15-rex_b_592x888.jpg
  • barbasia1 04.06.15, 17:30
    O tak! Świetna stylizacja! Ciekawe na ile własny pomysł, na ile pomysł stylistów na potrzeby festiwalu? :)

    Ależ wypatrzył!? :))
  • grek.grek 04.06.15, 17:46
    ciekawe pytanie :]

    hehe, zauważyłem w telewizji, w Kocham Kino był jakiś fragment konfeencji prasowej z okazji pokazu "Irrational Man", no i wpadło mi w oko - wpadłA mi w oko ;]
  • barbasia1 04.06.15, 18:05
    Ach to tak! :)

    Ciągle zapominam o piątkowej porze KK!
  • siostra_bronte 04.06.15, 14:46
    17.55 w Kulturze. Koniecznie!!
  • barbasia1 04.06.15, 16:47
    Dziś??? 8-O
  • siostra_bronte 04.06.15, 16:49
    Chyba z okazji święta taka dziwna pora :) Boję się, że niektórzy forumowicze mogą przegapić!
  • siostra_bronte 04.06.15, 17:06
    Niedobrze, Grek nawet nie skomentował :(
  • barbasia1 04.06.15, 17:23
    Skomentuje, nie martw się!

    Właśnie, pora nieporęczna, chciałam dziś jeszcze do lasu na rowerze skoczyć!?!?!
  • grek.grek 04.06.15, 17:53
    pewnie dlatego, że będę musiał wyjść za pół godziny i wrócę gdzieś po ośmej, od razu na "Chce się zyć", więc nie chcę zaczynać oglądać, bo wiem że nie mógłbym dokończyć, a to najgorszy wariant z możliwych, zwłaszcza w odniesieniu do filmów Allena.

    Siostro, doskonałej zabawy i intelektualnej przyjemności przy "Hannah..." ! :]

    a znając Kulturę na pewno puszczą drugi raz.

    no i, wiesz że zawsze z chęcią przeczytam/y Twoją recenzję, by się podelektowac, a w późniejszym czasie się do niej ustosunkować [po obejrzeniu] :]



  • siostra_bronte 04.06.15, 17:55
    Szkoda! Ale mam nadzieję, że będzie powtórka.

    Już kiedyś pisałam o "Hannah", więc recenzji nie będzie :)
  • grek.grek 04.06.15, 16:21
    20:40 w Dwójce.

    wiemy : chłopiec chory na porażenie nerwów, rodzina, Dawid Ogrodnik śladami Daniela Day-Lewisa, same najlepsze recenzjony i chusteczki do łez w cenie biletu :]

    jeszcze nie oglądałem, cieszę się na dobrą premierę, mam nadzieję, że nie będzie zbyt pięknie, zbyt optymistyczne i zbyt wspaniale, czyli filmowo nienaturalnie.

  • barbasia1 04.06.15, 16:45
    Sama chętnie obejrzę raz jeszcze po premierze kinowej dwa lata temu ...


    Wybitna rola Dawida Ogrodnika. Kapitalny drugi plan Arkadiusz Jakubik w roli ojca i Dorota Kolka w roli matki i inni.
  • grek.grek 04.06.15, 17:54
    a, widzisz, Barbasiu, Ty już masz pełną orientację w terenie :]

    jak zwykle ja się wlokę w ogonie stawki ;] ale dzisiaj nadrabiam zaległości.
  • barbasia1 04.06.15, 18:08
    Chusteczki przygotuj! :))

    I Pepsic też widziała.


    :)
  • grek.grek 05.06.15, 16:33
    w paru momentach rzeczywiście mogły by się przydać :}

    idealnie wyważone proporcje między uśmiechem, a łzą, ciepłem a smutkiem, przyjemnością a cierpieniem.

    komentarz samego Mateusza, siłą rzeczy z offu - przedni, [auto]ironiczny, inteligentny i dowcipny. jednocześnie : co to za sytuacja, kiedy myślisz, wiesz, rozumiesz, a nie możesz tego przekazać na zewnątrz, gdzie wszyscy uważają cię za warzywo ? koszmar. trochę się przypominały sceny i motywy z "Motyla i Skafandra", np. ten z zaglądaniem w damskie skarby, heh.

    właściwie, rzecz to o sile wiary i nadziei - chyba tylko matka nigdy nie przestała wierzyć.

    swoją drogą, pomijając już błazeństwa konowałów z tego ośrodka dla niepełnosprawnych umysłowo [karmienie na leżąco i zdziwienie, że karmiony się krztusi], zdziwiło mnie, że nawet w domu nikt nie wpadł na jakis test, który by dał upragnione potwierdzenie jego pełnosprawności intelektualnej.

    wszyscy uznali, że skoro ma porażenie nerwów kończyn, to także intelekt musiał ulec uszkodzeniu, chociaż nie ma przecież chyba takiej automatycznej zależności ? Test przeprowadzany przez terapeutkę, który wreszcie zmienia sytuację, jest przecież banalnie prosty i do wykonania w warunkach "polowych". tak jakby wszyscy uznali, że jest jak jest, a jak chłopak naprawdę mysli, to sam da znać. Niby jak ? fakt, że raz prawie mu się udało [z tym klipsem pod łózkiem, co go matka szukała, a on chciał znaleźć].

    co to było z dziewczyną, która przedstawiła go zamożnym rodzicom jako swojego narzeczonego ? zdaje się, że trafił na buntowniczkę, która ma wszystko, ale jej się poprzewracało. zgadzałoby się : zatrudnia się jako wolontariuszka, robi sceny ojcu, złośliwie odnosi sie do machocy. zapewne straciła matkę, mocno to przeżyła i chciała wywołac aferę. A że posłużyła się chłopakiem - można wybaczyć ale niekoniecznie trzeba.

    sceny domowe są maksymalnie ciepłe. nawet jesli siostra patrzy krzywo, jest zazdrosna i dzielnie ryje pod bratem. dziewczyna z naprzeciwka, pierwsza miłośc, coraz bardziej komiczni wujkowie tej panienki, aż w końcu próba naprawienia życia jej matki i jej - z finałem w postaci ich wyjazdu, dobrymi chęciami... :]

    temat niełatwy, ale nadmiar powagi nie zdałby egzaminu. to mogło się udac tylko na fundamencie dużego poczucia humoru i dystansu. i chwała wszystkim, że zrealizowali to w mistrzowski sposób.

    PRL jak żywy - wąsy ojca, pełne placyki dzieciarni, ciuchy i styl :]

    Dawid Ogrodnik - brak słów. Mistrzostwo. nie mam nawet ochoty się zastanawiać, jaki trzeba mieć talent i ile włożyć pracy w to, by osiągnąć taki efekt, być w tym "pokurczeniu" tak naturalnym,a jednocześnie nauczyć się tak wuiarygodnie wyrażać emocje. zapewne pomógł kontakt z oryginalnym Mateuszem, ale to nie wyjaśnia niczego. ja to bym nawet nie wiedział od czego zacząć ;] wybitna rola. ciekawie, czy Daniel Day-Lewis już widział ten film ?

    reszta miała trudne zadanie, bo p.Dawid właściwie dominuje ekran, trudno skupiuć się na czymkolwiek innym niż na podziwianiu jego plastyczności i perfekcji, ale w tej niemożliwości prawie każdy zaznaczył swoją obecnośc. to też dowodzi umiejętności, no i rezyser wiedział kogo zatrudnia i jak prowadzić całą narrację.

    dzięki udziałowi, jak sadzę ?, autentycznych pacjentów ośrodka dla niepełnosprawncyh intelektualnie - sceny w zakładzie, a zwłaszcza klimat tej całej placówki, robią wrażenie. tym bardziej, ze umysłowo zdrowy chłopak jest tam traktowany dokładnie tak samo jak pozostali i za cholerę nie może dać znać, ze mają nie tego człowieka. i jak to się wszystko odwraca, kiedy sensacyjna prawda wychodzi na jaw, nie ? :] nawet mostek zębowy się znajduje. Tak jakby choremu można było zęby wyciągać, bo przecież głupi nie może nic czuć.

    i to wszystko made in Poland - wow :]]
  • pepsic 08.06.15, 16:27
    Sprostowanie, Pepsic nie widziała.

    --
    Dziś, gdy ilość podsłuchów zakładanych Polakom bije rekordy świata, gdy władza przymyka oczy na szabrowanie kraju, a bezkarni przestępcy i byli TW brylują na co dzień w mediach jako „autorytety” – straszenie powrotem do prawa i sprawiedliwości (w wymiarze nie partyjnym, tylko „dekalogowym”) zakrawa na kosmiczną bezczelność... ~ Jerzy Jachowicz
  • barbasia1 12.06.15, 22:32
    pepsic napisała:

    > Sprostowanie, Pepsic nie widziała.

    Niemożliwe!? Dałabym sobie rękę ...
    A tak! Chyba tylko wspominałaś kiedyś o nagrodzie dla filmu!

    Przepraszam! :)
  • never_never 04.06.15, 20:07
    kto jeszcze nie widział - obowiązkowo
    całkiem dobre polskie kino, choć oczywiście znajdą się wątki/sceny do wycięcia
    ja to najbardziej pamiętam postać Ojca (Arkadiusz Jakubik), wspaniała rola!
  • grek.grek 05.06.15, 16:35
    obowiązek spełniłem :]

    yes, w filmie w którym rola p.Ogrodnika siłą rzeczy, i skalą ekspresji bohatera, musiała przykuwac całą uwagę - mr Jakubik naprawdę się zapisał w pamięci. to wybitne osiągnięcie, biorąc pod uwagę okoliczności.

    a sama postać ojca... cóż - ideał :]
  • grek.grek 04.06.15, 16:25
    21:15

    jutro jest powtórka o 13:40, więc częściowo Kultura dostaje dyspensę z powodu niezdrowego
    nakręcania konkurencji ;]

    co tu dużo mówić, bo dyskutowaliśmy niedawno zamaszyście i radośnie [Barbasiu, Siostro :)] - naprawdę warto obejrzeć, odpowiedzieć na te wszystkie pytanie ["bezpieczeństwo czy wolnośc ? stabilizacja czy odkrywanie nowego ? zdrowy rozsądek czy wyobraźnia ?"], poczuć tę poetyckość w rytmie tych klimatycznych miejscówek i muzyki.
  • grek.grek 04.06.15, 16:36
    22:00

    obsada z Bradem Pittem, Philipem Semourem-Hoffmanem, Robin Wright i Jonahem Hillem.

    sporo czytałem swego czasu o tym filmie, bo temat jest arcyciekawy : jak w zawodowym sporcie zrobić świetny wynik nie mając dużych pieniędzy :]

    wpadł na to jeden z klubów bejsbola w Ameryce.
    nie mieli pieniędzy na zakupy klasowych, drogich zatem, zawodników, więc zatrudnili jako asystenta trenera jajogłowego eks-studenta, który zamiast liczyć pieniądze opracował system komputerowego obliczania statystyk dla poszczególnych graczy i zespołów, aby na ich podstawie opracowywać optymalnie warianty prowadzenia gry i osiągania w ten sposób zadowaalających rezultattów.

    historia dotyczy faktycznego zespołu Oakland Athletics, zdarzyła się w roku 2002, a klub korzystając z nowoczesnego programu analitycznego rozbioru danych statystycznych, wygrał 20 kolejncyh meczów czym zapracował na rekord American League, bedącej najważniejszą składową najlepszej na świecie MLB.

    kurde, i to też w jednym segmencie :]]

  • grek.grek 04.06.15, 16:44
    w Kocham Kino : 22:40 i 2:30

    ostatni film Sidneya Lumeta.

    bracia z problemami finansowymi wpadają na koncept kradzieży drogich kamieni z zakładu jubilerskiego... swoich rodziców. zakład jest ubezpiecznony, rodzice dostaną więc pieniądze z polisy, a co złodziejaszkowie spieniężą, to ich. dalej to chyba jak u Coenów, czyli prosty plan bierze w łeb i zaczynają się strome schody - tak to brzmi w opisie.

    Philip Seymour-Hoffman, Ethan Hawke, Albert Finney, Marisa Tomei - obsada robi wrażenie :]

    i jak tu bez "Ojej", no jak bez "Ojej" ? :]]
    taka galeria swietnych propozycji i wszystkie w jednym bloku programowych.
    jak tu wybrać ? co tu wybrać ? wygląda na to,że bez startu o 20:40 i finiszu ok 4:00 przynajmniej 3 z tych 4 filmów nie da się obejrzeć.

    zżera mnie ciekawośc, więc piszcie, co wybieracie ? i ILE tego będzie ? ;]




  • barbasia1 04.06.15, 16:47
    Ojej! ;)
  • grek.grek 04.06.15, 17:55
    własnie ! :]]
  • siostra_bronte 04.06.15, 16:56
    Jak wspomniałam wyżej ciekawy kryminał. Dobra obsada, ale Seymour Hoffman zbyt oczywisty do tej roli. Ja obejrzę "Frances Ha".
  • grek.grek 04.06.15, 17:56
    zatem, skaczę :]

    doskonale, wespół w zespół obejrzymy wszystko :]
  • grek.grek 05.06.15, 16:45
    niestety, drugą część niby oglądałem, a pamiętam jak przez mgłę - za rzadko śpię ostatnio :] muszę raz jeszcze obejrzeć ostatnie 45-50 minut, wtedy spróbuję coś napisać, no i odnieść się do Twojej ciekawej opinii nt. doboru Hoffmana do roli :]
  • barbasia1 05.06.15, 17:31
    Film jest na vod.pl. Też przysnęłam w połowie i musiałam skorzystać ze strony. :)
  • barbasia1 05.06.15, 17:41
    Zasnęłam tylko z powodu późnej pory! Film jest świetny.
  • grek.grek 05.06.15, 17:45
    dzięki, Barbasiu, za ukierunkowanie :]]

    chwilowo mam kłopot z odtwarzaniem filmów. korzystam z Opery i za grzyba nie mogę wgrać do niej nowego flash playera :] w poniedziałek będzie u mnie fachman, więc do tego czasu pozostaje mi Mozilla, na której wszystko lata i trąbi, ale dziwnym trafem nie mam przyjemności z odtwarzania czegokolwiek z jej pomocą, więc ograniczam się tam do odsłuchiwania podcastów, muzyki i... krótkich form filmowych, czyli jakichś zwiastunów, trailerów, informacyjnych rzeczy.

    swoją droga, flasha aktualizowałem bodaj miesiąc temu. co za tempo, nie ? ;]
  • barbasia1 05.06.15, 18:21
    Bardzo proszę! :))

    > swoją droga, flasha aktualizowałem bodaj miesiąc temu. co za tempo, nie ? ;]

    To dziwne!? U mnie działa bez comiesięcznego aktualizowania!??
    Nie wszystko w Mozilli otworzę, ale akurat filmy na vod.pl można oglądać.
    Może jakieś programy antywirusowe blokują instalację, aktualizację fp?

    No cóż pozostaje czekać na fachmana / z dzielną córeczką ;)/. :))





  • grek.grek 06.06.15, 17:25
    o, szczęściara z Ciebie :]]

    u mnie na Mozilli wszystko chodzi jak zwykle, ale korzystam jednak z Opery i tutaj mam
    zawieszenie na jutubie, stronie na Z czy podcastach radiowych. nie mam pojęcia co blokuje instalację.

    o, tym razem złapałem za ucho innego człowieka ;] bez córki ;]] a to oznacza, że nie będę drżał o to, co się wyświetli w telewizorze, hehe.
  • barbasia1 05.06.15, 18:12
    siostra_bronte napisał(a):

    > [...] Dobra obsada, ale Seymour Hoffman zbyt
    > oczywisty do tej roli.

    Co z tego, kiedy Hoffman jest tu znakomity ! :)
  • siostra_bronte 05.06.15, 18:17
    Chodziło mi o to, że w tych paru filmach, w których go widziałam gra właściwie to samo i tak samo.
  • pepsic 08.06.15, 16:56
    Moim skromnym zdaniem, to nieszablonowy dramat z elementami kryminalnymi, z intrygującym tytułem oraz z niepokojącym nerwem.


    wpolityce.pl/polityka/255286-za-po-kryja-sie-miliardowe-interesy-i-fortuny-wiec-najgorsze-ataki-na-pis-i-kukiza-dopiero-przed-nami

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka