Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 4 (vol. 66)

01.04.16, 11:17
Dzień dobry! :)

Kolejny miesiąc przed nami, a zaczyna się fajnym dniem ;)

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • maniaczytania 01.04.16, 12:14
    na razie w ramówce jest ;)
    Podejrzewam, że może zostać, bo pewnie to TVP ma prawa wszelkie do nazwy.

    7.04 - Obława - polski, z M. Dorocińskim i W. Rosati - zdaje się, że kiedyś już u nas omawiany ;)
    14.04 - Sierpień w hrabstwie Osage - O! to jest dobra propozycja dla mnie, bo nie widziałam :)
    21.04 - Almanya (Wilkommen in Deutschland) - komediodramat niemiecki - hmm ;)
    28.04 - Żywie Biełaruś

    I co Wy na to?
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 01.04.16, 12:34
    zgadza się, Maniu - "Obławę" mamy na koncie.

    "Allmanya" była w Kulturze, a na dniach chyba ma być ponownie.

    "Sierpień..." to będzie kochamkinowy hit tego miesiąca :]
    "Żywie Bielarus" - nie znam.

    w Kulturze się ciekawie dzieje, więc pewne deficyty w premierach da się wybaczyć.

    ciekawe, co będzie dalej z Kocham Kino ?
    zostanie ale w innej formule ?
    zastąpi go inne pasmo filmowe ?
    w sumie, nie wiem jak Ty ?, jak Wy ?, ale przyzwyczaiłem się do tych czwartkowych - zazwyczaj - bardzo dobrze wybranych filmowych premier.
  • barbasia1 01.04.16, 18:52
    > 14.04 - Sierpień w hrabstwie Osage - O! to jest dobra propozycja dla mnie, bo nie widziałam :)

    Dla mnie też. :)

    > 21.04 - Almanya (Wilkommen in Deutschland) - komediodramat niemiecki - hmm ;)
    :)
    A jednak warto rzucić okiem. Dobry film. Ciepła, zabawne, trochę nostalgiczna historia pewnej tureckiej rodziny, która od kilkudziesięciu lat miesza w Niemczech ...
  • siostra_bronte 01.04.16, 19:09
    O, chętnie obejrzałabym "Sierpień...", ale z tych kawałków które widziałam Meryl jak zwykle psuje film, choć of course wszyscy się zachwycali :) Benedict C. w roli drugoplanowej, z kolei miał kiepskie recenzje. Jeżeli nie będzie zbyt późno to obejrzę.
  • maniaczytania 01.04.16, 19:12
    chyba ok. 22.35

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 01.04.16, 12:30
    yes, dzień jakże przyjemny :"]

    talentu do kawałów nie mam, ale chętnie stanę się ofiarą Waszych okolicznościowych żartów ;]
  • grek.grek 01.04.16, 13:06
    możemy tutaj o "Pod Mocnym Aniołem" ?

    to jest prawdziwe pomieszanie z poplątaniem :"]
    dramat i groteska w jednym. Nie potrafiłem się nie śmiać patrząc na to, co symbolizowało przecież upadek i klęskę. MOże rozweselające były te obrazki pokazywania srodkowego palca społecznym konwencjom i zasadom dobrego wychowania ? Główny bohater w płaszczu i z gołymi łydkami, zimą, wraca zawiany z monopolowego dźwigając stertę świeżego towaru do obalenia. I ma tak cudowne szczęscie na twarzy, tak bardzo ma w d... ludzi dookoła, że aż chce się go pogłaskać po głowie. Albo scena na przystanku : siedzi gośc z opuszczonymi do kostek spodniami na koszu od śmieci i... zasuwa do niego ile fabryka dała. No czy to nie komedia najlepszego sortu ? fekalna, brzydka i obleśna, ale znakomita w swojej vis comica. ALbo ksiądz odprawiający mszę, nadziobany po uszy, lecz próbujący zachować pion - minimalnie potyka się już na schodku prowadzącym w dół, jest to bosko zagrane przez Jacka Braciaka, którego bym za ten moment ucałował w czoło z podziwu dla jego aktorskiej wirtuozerii. Ale na tym nie koniec. Armata jedzie dalej. Zamiast pokazać twarz księdza, kamera stoi za jego plecami i widać, ze tuż przed ołtarzem zaczyna się tłum ludzi wpatrującym się w niego uwaznie i śpiewających kolędę. A on nafutrowany cały. I w pewnym momencie nie wytrzymuje, ale tego pawia za siebie puszcza jak od niechcenia, jakby odchrząkiwał. Komedia. Dramat. Groteska. Mistrzostwo. I jest tego cała masa.

    Język - pierwsza klasa. Aktorzy podają go kapitalnie, nie chcę wiedzieć czy dziabnęli sobie przed zdjęciami, czy ta.... bez dopingu jechali na tym rowerku :]

    Gośc wraca po wielu tygodniach odwyku. Co robi najpierw ? Kupuje baterię flaszek. Potem sprząta dom. Robi pranie. A potem "za dobrą pracę należy się nagroda", więc obala flaszki i tym samym cały detoks diabli biorą. Nałóg nie ma nic wspólnego z przyjemnością. To mordęga. Terror.

    Świetne są te zabawy z chronologią i czasem jako takim. Główny bohater otwiera drzwi w ośrodku odwykowym, przechodzi przez nie, i jest w swoim mieszkaniu, za chwilę grzebie w jakiejś zalanej norze wyglądającej jak kanały miejskie, szuka flaszki. I za moment się budzi w łózku, ale nie wiadomo czy własnym czy na odwykówce. Dobra jest sekwencja, kiedy popiersie wyraźnie uchachanego Jurka kręci się jak na karuzeli, a w tle "wiruje świat". Momenty picia po krakowskich uliczkach, plantach, skwerach - jakże klimatyczne.

    To jest osiągnięcie - w tak cięzkim filmie umieścić tak wiele momentów zabawnych, atmosferycznych.

    Każdy niemal z bohaterów dostaje swoje pięć minut. Jest historia, jest anegdota, jest opowieść o człowieku skondensowana do kilku celnych zdań i jakichś scenek z życia wziętych. Z flachą w roli głównej, a może nie tyle z nią, ile z efektami przesadzania z konsumowaniem jej zawartości.

    Bo obrazki z miejsc, w których się pije, nie są zabawne. Seks jest albo na granicy gwałtu albo zupełnie do chrzanu, mechaniczny i kiepski. Mieszkania alkoholików przypominają zaszczurzone meliny, syf tyfus i malaria. Jedna z kobiet opowiada swoją historię, jak to mieszkając u rodziny nocą zapragneła się napić. Podwędziła szwagrowi setkę z portfela ["on niepijący, to ma pieniądze"], poszła do sklepu, kupiła, zakamuflowała się wlewając wódkę do butelki coli, i z tej butelki popijała po łyku przez całą noc. Kultura i pełne elegancja... Rano rodzina czuje smród... z jej pokoju. Babka leży cała w wymiocinach i, co tu dużo ściemniać, g.wnie. Zostaje wywalona na zbitą twarz.

    Sika się do szafy, robi się gdzie popadnie, wymiotuje w windzie przy ludziach albo gdzie popadnie , a możę raczej nie wymiotuje, ale - rzyga, 'wymiotuje" to jednak truizm dla opisania tych ekscesów.

    Zero romantyzmu. zero pijaczków po paru głębszych zamieniających się w natchnionych filozofów i uroczych gawędziarzy. Tutaj są same proste ludzie, język dosadny, a zajmujących gawęd i sentencji na makatkę jak na lekarstwo, no chyba że Jurek albo ten ksiadz coś podrzucą.

    Nikt nie jest impregnowany, każdego może spotkać ta przygoda. Ksiądz, aktor, literat, robotnik, ktokolwiek. Nie ma lepszych i gorszych. Wobec Wódki wszyscy są równi. Co prawdą nie jest, bo badania wykazują, że około 10 % społeczeństwa ma skłonności do uzależnienia od... czegokolwiek. Nie trafi ich wódka, to trafi coś innego - papierosy, narkotyki, kolorowe pisemka, lekarstwa. Słabośc wpisana w genotyp. Bo nałóg to słabość, samo dno hierarchii. Bezsilnośc, to słowo pada w tym kontekśxcie najczęsciej.

    Nie wiadomo, która scena opisuje początek, a która koniec całej historii.Moze dlatego, ze zasady przedstawienia są systematyzowane według reguł działania umysłu alkoholika. Nie ma linearnej struktury czasu. Dzieje się wszystko naraz i jedncoześnie nic się nie dzieje. Przyszłośc i przeszłośc są wymieszane i stanowią jedną teraźniejszość. A postaci ludzkie mogą pełnić role dowolne. Np. widać tutaj seks głównego bohatera z matką swojej przyjaciółki, jak również z szefową tego detoksu na którym ląduje. Nie wiadomo zresztą, ile razy na nim ląduje. MOżliwe,ze nie wraca, ale cały czas tam jest, a powroty to w gruncie rzeczy jeden powrót. Tyle że ten jeden pobyt w ośrodku i jeden powrót są po prostu rozparcelowane na kilka kawałków i wymieszane jak sałatka. te seksualne sceny wyglądają na wytwory wyobraźni bohatera.


  • grek.grek 01.04.16, 13:28
    Co za pobojowisko. może i Smarzowski ciągle repetuje temat chlania - bo przecież nie "picia", ale robi to świetnie. Nie naucza, nie poucza, nie moralizuje, pokazuje rzeczywistość. Wszędzie, gdzie kamerą sięgnąć, leje się woda ognista. Załatwić coś, świętować sukces, odprawić żałobę, szczęscie uczcić, porażkę przerobić - wszędzie jest flaszka, ale nie po to by umilać spotkanie, lecz po to by zalać się w trupa. To jest film o nieumiejętności korzystania z czegoś co przecież jest dla ludzi.

    Można sobie zachodzić w głowę, dlaczego wykształcony, piszący Jurek popada w taki tyfus. Przecież alkoholizm może spotkać jakieś mało wyjściowe fizjonomie i ludzi "od fizycznej". No jednak nie. I kobiety są. A przecież kobiet ten problem nie dotyczy, wedle ciągle obowiazujących stereotypów. I to też błędne myślenie jest.

    Co z tą postacią graną przez Adama Woronowicza ? towarzyszy bohaterowi, przedstawia się jako "miara jego upadku", ale ani nie prowadzą żadnych zajmujących rozmów, ani ta postać niczego szczególnego nie robi, ani też nie prowokuje go, nie drwi z niego, nie szepcze mu do ucha. Więc po co jest ? I dlaczego tylko jest i nic poza tym ?

    Świetny scenariusz. Przedstawienia niektórych postaci przezornie trzymane do niemal samego końca. Widzimy starszego męzczyznę, który podczas Wigilii na oddziale zagaja coś o znaczeniu zupy w świątecznym obrządku, wcześniej widzimy jak całkiem rozsądnie mówi, aż wreszcie mamy ruinację jego imidżu : scena z jego przeszłości, kiedy w mundurze milicjanta przychodzi na domową Wigilię, cały pijany, żona i dzieci czekają odświętnie ubrane przy stole, a on robi karczemną awanturę, żonę powala na ziemię sierpowym, klnie, ściąga obrus razem z zastawą na podłogę. To prawda - to nie alkoholicy cierpią z powodu swojego nałogu. To ich bliscy są ofiarami. Co lepsze, ta postać ma twarz ojca Jurka, co dowodzi albo tego, ze Jurek identyfikuje ich ze sobą, albo że mu się rozjechała perspektywa.

    czy ta dziewczyna Jurka, to ktoś realny ? Czy oni w tej księgarni się poznali czy jednak on tylko do niej zagadnął, a jej pierwsza, mało sympatyczna - co zrozumiałe, reakcja była pierwszą, jedyną i ostatnią ? reszta to wytwór jego wyobraźni ? Wyimaginował sobie, że ona staje się jego ratunkiem i powiernicą. To zaleta filmu, niczego nie można być pewnym.

    Czy doktor Granada - kierownik detoksu, i doktor Swobodziczka - lekarz którego Jurek pamięta z dzieciństwa, niezły moczymorda, ale za to świetny fachowiec i wizjoner niemalże, mający tę samą twarz Andrzeja Grabowskiego... to jakaś projekcja Jurka ? Projekcja, która pozwala mu mieć nadzieję, ze jest ktoś kto może go uratować ?

    Recytacje cytatów wracają co chwila. Kilka takich jest i co pięć minut któryś rozbrzmiewa w tle. Pijacka przypadłość : powtarzanie się, bełkotliwe i niezrozumiałe na dodatek.

    Ataki delirycznej trzęsawki - mocne. Sugestywne.



    Robert Więckiewicz dołącza śmiało do Janusza Gajosa z "Zółtego szalika" i Tadeusza Fijewskiego z "Pętli" - dwóch klasycznych występów "pijackich". Nie ma się co rozwodzić nad oczywistościami. Rola wybitna.

    cała galeria świetnych aktorów na drugim planie, właściwie wyróżnienie kilku z nazwiska byłoby nie fair wobec wszystkich pozostałych, ale Kinga Preis w swojej roli jest wstrząsająca.

    No i świetny saksofon Mikołaja Trzaski w muzycznym tle. Jak zawsze, żywiołowy, improwizujący bezkompromisowo, grający bez nut. Doskonale pasujący do tematu filmu. Kilka fraz rodem z "Kuracji", którą Smarzowski kiedyś zaczynał, a którą gorąco Wam polecam, jeśli nie widzieliście :] To teatr. I nie ma tam wódki ani grama ;]


  • maniaczytania 01.04.16, 18:56
    obejrzałam.
    Tym samym poza chyba tą "Kuracją" i "Małżowiną" mam na koncie (chcąc nie chcąc ;) ) wszystkie filmy W. Smarzowskiego.

    Ten jest bardzo nieprzyjemny do, hmm, oglądania. Pijackie 'mordy', wszelkie wydzieliny, obrzydlistwo, upodlenie, okropność!
    Niewiele mogę dodać do tego, co napisałeś Greku.
    Trudno powiedzieć, żeby ten film się podobał. Ale na pewno jest wart zobaczenia chociaż raz. Zobaczenia do czego zdolny człowiek, by zdobyć choć odrobinę alkoholu, tylko po to, by przez chwilę poczuć oderwanie od świata. Jeśli ktoś nigdy nie zetknął się z takimi osobami pewnie trudno mu będzie w niektóre sceny uwierzyć.


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 02.04.16, 16:57
    Maniu, "Kuracja" to klasyka wg mnie :] ale trzeba oglądać w całości, wprowadzenie następuje spokojnie i bez przyspieszeń, mozna nawet zacząć się zastanawiać "co tu ma być intrygującego ?". Nie należy ulegać temu wrażeniu ! :] MNiej więcej od momentu pojawienia się Krynickiego, którego wspaniale gra Krzysztof Pieczyński, spektakl nabiera rumieńców i dialogi są po prostu niesamowite, a akcja zmierza do najciemniejszego koszmaru. I warto pamiętać wszystko, co zrobione i powiedziane, bo później drobne słowa i pojedyncze gesty, które wyleciały wróblem, wracają kamieniem [czy jakoś tak]. Mam nadzieję, ze niebawem obejrzyjsz i jestem bardzo ciekaw Twojej opinii.

    "Małżowinę" też widziałem, Dwójka pokazywała i chyba nawet coś pisałem o niej u nas tutaj, mniej mi się podobała niż "Kuracja", którą można oglądać wielokrotnie, ale także jest bardzo dobra.

    yes, yes, "PDA" nie bierze jeńców. żadnej subtelności, to jest pornografia alkoholizmu.




  • grek.grek 01.04.16, 17:04
    premiera w 2017, ale grunt, że już coś [konkretnego] się dzieje.
    przynajmniej wiadomo, że jest na co czekać :]

    film.onet.pl/wiadomosci/sherlock-ruszyly-prace-nad-czwartym-sezonem-serialu/gshz58
  • siostra_bronte 01.04.16, 19:11
    Oby nie był w stylu 3 sezonu!
  • grek.grek 02.04.16, 17:01
    oby, Siostro :]

    aczkolwiek, w "Sign of Three" Sherlock był w miarę podobny do siebie, nie sądzisz ?
    a w odcinku-filmie specjalnym również jakby bliższy swojej naturalności ?
  • grek.grek 01.04.16, 17:08
    wyróżnienie.
    byle tylko film dostroił się poziomem, o co chyba możemy być spokojni [?]

    film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2016-cafe-society-allena-otworzy-festiwal/949ds3

    cóż za regularność. mimo wszystkich krytycznych albo wstrzęmięźliwych ocen o najnowszych filmach Allena, to jednak jest rzecz godna podziwu : co rok nowy scenariusz, sami modni aktorzy w obsadzie, no i realizacja która zawsze jest na poziomie nienagannym.
  • barbasia1 01.04.16, 18:20
    Ale dobra wiadomość! :)) Szykuję się zatem w sierpniu na premierę! :)

    "Cafe Society" to romans rozgrywający się w latach 30. minionego wieku, w Hollywood! - zapowiedź brzmi świetnie.

    Tak, Bronte! "Nieracjonalny mężczyzna"! Opowiem!!! :/

  • siostra_bronte 01.04.16, 19:17
    Jak to ktoś napisał o Allenie: "co rok prorok" :) Niestety, nie potrafię wykrzesać z siebie choćby odrobiny zainteresowania jego nowym filmem.

    Hehe :)
  • barbasia1 01.04.16, 20:33
    Rozumiem. :)

    :)
  • grek.grek 02.04.16, 16:50
    yes.

    ponoć w "Cafe Society" chodzi o usiłowania młodego literata i scenarzysty, który stara się przebić w światku Hollywoodu - otóż własnie - lat 30-tych.
  • barbasia1 01.04.16, 18:14
    na Forum Telewizja. Zdjęcie swoje wkleił!!! :} Podobny jest do ...!!!



  • grek.grek 02.04.16, 16:49
    złapałem się ! złapałem się ! :"}]

    przez 4 sekundy, ale się złapałem :"]
    Barbasiu, jesteś niezrównana ! :}]
  • barbasia1 03.04.16, 15:37
    Hahahahahaha! :))))

    O! Kochany jesteś! Jeden jedyny się dałeś nabrać mojemu primaaprilisowemu żartowi. :))
  • grek.grek 03.04.16, 17:18
    haha :]

    trochę się wstydzę, ale dać się Tobie nabrać, to przyjemność sama w sobie :]]
  • barbasia1 03.04.16, 17:32
    Hahahahaha! :))))

    Ale jak to zapomniałeś na mój widok, że wcale nie aktywowałeś swojego profilu!? ;))
  • grek.grek 04.04.16, 13:49
    hehe ;]
    sądziłem, ze to może ktoś mi dla kawału założył taki profil ;]
  • barbasia1 10.04.16, 17:50
    Hehe!

    No właśnie! Sama o tym pomyślałam. :}}
  • barbasia1 10.04.16, 17:54
    wymyślając ten żart.
  • grek.grek 10.04.16, 18:15
    hahaha ;]]
  • maniaczytania 01.04.16, 19:09
    TVP 1:
    18.04. poniedziałek 20:25 - transmisja - "Ludzie i anioły"

    TVP 2:
    24.04. niedziela 23:25 - premiera "Koronacja"

    i najciekawsza jest oferta Kultury - miesiąc z ... Szekspirem!
    wtorki (20:20) plus raz niedziela (20:40):
    5.04. - "Romeo i Julia" reż. Jerzy Gruza
    12.04. - "Otello" reż. Andrzej Chrzanowski
    19.04. - "Poskromienie złośnicy" reż. Krzysztof Warlikowski
    24.04. - "Burza" reż. Krzysztof Warlikowski
    26.04. - "2007: Macbeth" reż. Grzegorz Jarzyna


    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 01.04.16, 19:16
    WOW! Pięknie! :)
  • grek.grek 02.04.16, 16:59
    dzięki, Maniu :]

    wchodzę w ten cykl szekspirowski. brawo, Kultura.
    ale trochę szkoda, że - na to wygląda - kwiecień obędzie się bez wizyty w operze.
    nie bedę jednak narzekał, nie wypada w obliczu tych wszystkich teatralnych atrakcji, które
    na nas czekają :]
  • siostra_bronte 01.04.16, 19:16
    A dlaczego nikt jeszcze nie wspomniał o "Komediantach" ?? Dzisiaj w Kulturze o 20.20. Arcydzieło Carne z 1945 r. Przypomnę sobie z przyjemnością! A za tydzień "Ludzie za mgłą", kolejny klasyk reżysera. Brawo Kultura!!

    Niestety, fatalnie nakłada się na film Leana w Jedynce. Dzisiaj obejrzę "Komediantów", a jutro powtórkę "Żywago" o 13.50. Wspaniały zestaw!
  • siostra_bronte 01.04.16, 23:38
    Co tu dużo pisać. Absolutna magia i czysta poezja kina!!!!!!
  • grek.grek 02.04.16, 14:41
    mogę się tylko podpisać pod Twoją opinią, Siostro :]

    wszystko tu jest : dramat, namiętności, miłośc, sztuka, śmierć, poezja.
    Garance zaś, to autentyczna femme fatale, która sama chce tylko wolności, ale nie uchodzi uczuciu, co prowadzi do zguby mężczyzn, dla których jest ideałem, ale i pretekstem. Tak naprawdę tylko Baptiste kocha ją naprawdę. I ona to wyczuwa bezbłędnie. Dla gangstera marzącego o zostaniu kryminalistą roku Jeana-Francoisa jest wyzwaniem i środkiem, dla majętnego dżentelmena i jednocześnie tandetnego macho Edouarda prestiżowym trofeum, a dla zabawnego aktora i trefnisia Frederica - pomocą w pracy nad wymarzoną rolą Otella. Aby go zagrac musi w sobie wypracować umiejętnośc bycia zazdrosnym, więc wiedząc iż Garance kocha Baptiste'a karmi się ową zazdrością, która mu przechodzi w momencie, gdy czuje że dzięki temu treningowi emocji jest już gotów by na scenie być wiarygodnym Otellem. W sumie, Garance jest postacią tragiczną. Nie może być szczęśliwa.

    Tak jak Nathalie, która jest gdzieś na drugim planie, ale to ona jest najbardziej wdzięczną postacią. "Nie mozesz kochać Baptiste'a, bo cała miłośc do niego należy do mnie. Dla ciebie już nic nie zostało. I ja wierzę, ze on mnie pokocha i pewnego dnia będziemy szczęsliwi", czy to nie rewelacyjne wyznanie filmowe ? I byliby szczęsliwi, istotnie, gdyby nie powrót Garancy, która wbrew sobie zakochała się w nim i sześć lat pielęgnowała to w sobie.

    Ranią się tutaj wszyscy nawzajem. Garance wraca, choć wie, że musi odejść. Baptiste rzuca się w przepaśc za nią, chociaż powinien już wiedzieć, ze to nie jest realna postać, ale wyobrażenie, woda której nie da się pochwycić, bo przecieknie przez palce. Taka jej natura. W imię tego beznadziejnego uczucia krzywdzi Nathalie, zostawia ją, mimo że mają syna. Pewnie wróci, pewnie ona mu wybaczy, bo jej wiara w to, ze są sobie przeznaczenie góry przenosi, a co dopiero fakt, że on kocha inną. I zawsze będzie kochał. To melodramat absolutny :]

    A do tego całe mnóstwo fragmentów sztuki granej na deskach teatru. Popisy Baptiste'a są ofk niecodziennie, zwłaszcza że w tamtym czasie była to rzecz wyjątkowa, by uliczny mim stał się idolem teatralnej widowni i zyskał takie uznanie.

    Ale przekomiczne wrażenie robi sekwencja, w której Frederic, wzięty aktor, podczas spektaklu decyduje się na brawurową improwizację, całkowicie odrzuca napisany tekst, prowokuje ad hoc kolejne sceny, czym doprowadza niemal do zawału szefostwo przybytku i wspołaktorów, ale publicznośc szaleje z zachwytu. A tego samergo dnia wieczorem w jego garderobie chce go okraśc Jean-Francios, co się mu o tyle nie udaje, że... Frederic sam oddaje mu pieniądze i to z radością, oraz beztroską, a potem zaprasza na wino i poczęstunek. I na zakończenie dnia jest jeszcze pojedynek strzelecki z jego udziałem, na który przyjeżdza kompletnie zawiany :]] Mistrzowska sekwencja.

    Gangster Jean-Francios żyje tylko swoim marzeniem o kryminalnej karierze, on demaskuje kochankow, on prowokuje niedoszły pojedynek między Eduoardem [do Kamasa z "Lalki" podobny, prawda ?], a Fredericem, on zabija Eduoarda. Pewnie się doczeka okładki w "Tygodniku Kryminalistycznym". No i chce z pewnością sprowokował to wszystko także dlatego, by namazać dramat sceniczny na podstawie tych wydarzeń. Sztuka i życie ciągle się tutaj przecinają i nakładają na siebie, czerpią z siebie nawzajem inspirację.

    Atmosfera tych teatralnych wystepów jest wspaniała. Publika szaleje, naprawde się wciąga w to, co dzieje się na scenie, żywe reakcje, wiwaty w trakcie, głośne śmiechy. Wtedy teatr był pełen życia, dzisiaj przypomina grobowiec albo kościół. Może dlatego, ze wtedy wszyscy mogli tam pójść, a "dzieci paradyzu", czyli teatralna "Żyleta", miejsca na samej górze dla biedoty, były właśnie sercem całego tego miejsca. Stamtąd płyneły reakcje spontaniczne i pełne energii, nie ograniczone tzw dobrym wychowaniem, etykietę i mieszczańską powściągliwością jakoby przynależaną obcowaniu ze sztuką. Dzisiaj do teatrów chodzi samo mieszczaństwo i gra się po mieszczańsku, więc nic dziwnego, ze interesy padają jeden po drugim. A "dzieci paradyzu" swoje żywe reakcje uprawiają przed telewizorami, w których lecą telenowele i reality show. Szkoda. PIękne to były czasy. Piekne musiały być.

    Nawet na ulicy widownia tworzy się w mgnieniu oka. Wystarczy ją zaprosić do widowiska. Tak jest w scenie, w której Baptiste swoją pantomimą tłumaczy policjantowi przebieg zajścia, w którym rzekomo Garance ukradła zegarek jakiemuś nadętemu mieszczuchowi. Widać głód obcowania ze sztuką, w dowolnej formie. Widownia wszystko wybacza. Nawet to, ze Nathalie, w odruchu rozpaczy miłosnej, psuje spektakl i zaczyna krzyczeć na scenie. A potem sam Baptiste, który wybiega ze sceny za Garancą, zostawiając Nathalie w przerażeniu, że znów wróciła straszna przeszłość gotowa zrujnować ich szczęscie. Publika skanduje jego imię, woła by wracał. Nie ma tutaj sztywnej konwencji, formy, widownia uwielbia zaskoczenia. Przekonuje o tym także ta scena z Fredericem zmieniającym scenariusz swojego spektaklu.

    XIX wieczny Paryż, ulice, zaułki - wszystko to jakże świetnie pokazane. Czuje się klimat epoki i jej ducha. Stroje i nawet makijaże [męskie też, hehe].

    Arletty gra idealną amantkę. Chłodną, ciut ironiczną, ale dlatego że jest realistką, racjonalistką i ma złamane serce. Zabawne są te momentuy, kiedy adoratorzy startują do niej z litaniami komplementów, a ona ich kontruje :] Nie jest jednak wolna, jakby chciała - ulega uczuciom. Wyjeżdza, w dniu karnawału, nie odwraca się za siebie. Będzie kochać do końca, cokolwiej ją spotka. Jean Louise Barrault, wielka klasa, znakomicie pasujący do roli, raczej chłopak niż mężczyzna [z wyglądu], a jednocześnie koryfeusz prawdziwie zapomnianej sztuki kochania. Jakże inny od otoczenia. Wszystko co robi - na scenie, w życiu - nasyca namiętnościami. I dlatego mu wychodzi. Oraz przynosi niespełnienie. Jego uczucia są więc przyczyną zarówno sukcesu [scena] jak i dramatu [miłość beznadziejna, która rodzi rozpacz, oraz krzywdzi tę, która go kocha naprawdę, jest jego kobiecym odpowiednikiem - cóż to za trójkąt jest].
    swietny jest też Pierre Brasuerr, wprowadza lekkośc, humor, dobry żart i niemal podręcznikowo instruuje jak za pomocą uśmiechu, luzu i uroku osobistego wybrnąc z każdej opresji. Komiczna jest już pierwsza scena, kiedy chodzi w tłumie i podrywa dziewczyny na ten sam chwyt :] Poza tym, jest oddany sztuce, ona jest na pierwszym miejscu. Wesołek with attitude ;]

    świetny film. Dzięki za zwrócenie uwagi :]
  • barbasia1 03.04.16, 17:33
    Ładnie napisane. :)

    Wspaniały film.
  • grek.grek 04.04.16, 13:50
    dzięki, Barbasiu :]

    yes, znakomity film, nie obejrzałbym gdyby Siostra nie zapowiedziała.

    udało Ci się obejrzeć ?
  • siostra_bronte 05.04.16, 19:55
    Greku, z powodu braku czasu napiszę krótko, że podpisuję się oburącz pod Twoją recenzją :)

    I jeszcze muszę napisać, że Arletty była cudowna, a Jean Louis Barrault zasłużył na wszystkie Oskary świata (choćby scena, kiedy grając widzi za kulisami Garance flirtującą z Frederickiem- jak on to zagrał!!!!!).

    W ten piątek kolejny klasyk duetu Carne-Prevert, "Ludzie za mgłą". I znowu, widziałam bardzo dawno. Kapitalna obsada: Jean Gabin, Michele Morgan, Michel Simon, Pierre Brasseur. To trzeba zobaczyć!!!
  • grek.grek 06.04.16, 13:12
    dzięki, Siostro !

    yes ! zgadzam się absolutnie.

    dzięki za zapowiedź.
    już rezerwuję sobie wieczór filmowy :]
  • grek.grek 02.04.16, 17:04
    a my się obawialiśmy "dobrej zmiany", Siostro... ;]

    jeden dobry film za drugim.

    niestety, "Doktor Żywago" mnie ominął. wczoraj wybrałem "KOmediantów" [Paryż, XIX wiek, artyści... nie mogłem tego przegapić]. dzisiaj nie obejrzałbym w całości, więc wolałem w ogóle nie zaczynać. ech... no nic, może będzie jakaś powtórka. Mam nadzieję, wszak to klasyka kina - koniecznie chcę obejrzeć.
  • maniaczytania 01.04.16, 19:27
    i kolejny ciekawy niezwykle odcinek za nami :)

    Tematy:
    - inscenizacja w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej opery "Salome" z muzyką Richatda Straussa w reżyserii Mariusza Trelińskiego - fragmenty (mocno uwspółcześniona wersja), krótkie rozmowy z aktorami, potem w studio bardzo ciekawa rozmowa z reżyserem oraz autorem scenografii Borisem Kudlicką;
    - czytany fragment - czytała Anna Cieślak
    - clue odcinka (moim zdaniem) rozmowa z Antonim Liberą, tłumaczem najnowszego przekładu "Herodiady" Gustawa Flauberta i "Salome" Oscara Wilde'a, wydanych w jednym tomie przez Teatr Wielki właśnie. Bardzo interesująco było, inspirująco, do tego z małym smaczkiem w postaci tomiku trzymanego w ręku przez pisarza - było to pierwsze wydanie "Salome"
    - rozmowa z dziećmi - kustoszami wystawy w Muzeum Narodowym - "W muzeum wszystko wolno"
    - występy muzyczne - zespół "Lesław i Administratorr/ Piosenki o Warszawie

    Mały zgrzyt był dla mnie - przejście z rozmowy z A. Liberą do rozmowy z dziećmi wypadło niezbyt ... miło i zręcznie, zwłaszcza, gdy prowadząca 'zaatakowała' nagle pisarza pytaniem, czy lubi dzieci ;)

    A tak ogólnie, to bardzo lubię środowe wieczory z Pegazem. Ale hmm, dla mnie tych występów muzycznych mogłoby nie być ;) Straaasznie dziwne te zespoły, haha :)
    Pewnie nikogo nie zdziwi, że temat książkowy zawsze dla mnie najciekawszy :) W następnym odcinku Filip Springer, którego nie znam, ale same dobre opinie o jego książkach 'architektonicznych' słyszałam i czytałam :)


    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 01.04.16, 20:32
    Świetna, bardzo zachęcająca relacja, dzięki.
    Jak obiecałam nadrobię zaległości.
  • grek.grek 02.04.16, 17:06
    wciągnęłaś się, Maniu :]

    doskonale. Twoje recenzje czyta się świetnie :"]
  • grek.grek 02.04.16, 13:25
    Przedostatni odcinek, czyli galopada. Odcinek pt. : różnymi drogami wszyscy najważniejsi bohaterowie spotykają się w jednym miejscu i "kto nie umarł, ten zdrów".

    Zegar tyka : Network we współpracy z brytyjskim ministerstwem zdrowia zamierza wywołać epidemię tzw.rosyjskiej grypy, po czym podać całej ludzkości szczepionkę, która będzie miała tak naprawdę działanie sterylizujące, ponieważ zawierać będzie specyficzne białko - JANUSA, wynalazek Phillipe'a Carvela. Po tej akcji 95 % ludzkości przestanie mieć zdolności rozrodcze. Tylko 5 % je zachowa. Wiadomo już, że Carvel wprowadził do swojego JANUSA modyfikację, wybrał jedną rasę, jako tę która pozostanie na Ziemi, kiedy inne wymrą. Celem Network i rządu nie jest proste ludobójstwo. Chodzi o zmniejszenie stanu populacji do takiego, który zagwarantuje, że zasoby surowców, paliw, jedzenia i wody starczą by przeżyć i się rozwijać. W przeciwnym razie - ludzkośc się wymorduje w bezwzględnej walce o zmniejszające się środki do życia.

    Przeciw temu spiskowi są tzw. zwykli ludzie, którzy wpadli na trop za pomocą tytułowej "Utopii", powieści graficznej w której stary Carvel zaszyfrował plany rządu i korporacji. Swego czasu Carvel zwątpił w ten plan, przeraziła go skala przedsięwzięcia i efekty. Jego przyjaciółka, agentka MI5 Milner, pseudo Mr Rabbit, została zaś szarą eminencją całego mechanizmu. Okazała się silniejsza od niego, zdolna do stłumienia w sobie odruchu humanitarnego, wierna idei. Trzecią kluczową postacią jest Jessica Hyde, córka Carvela, w której DNA wprowadził JANUSA. To o nią toczyła się cała rozgrywka w serii 1. Teraz wiadomo, ze JANUS ma modyfikację. Jest przystosowany dla tylko jednej rasy ludzkiej.Której ?

    Teraz stary Carvel znów jest wśród żywych. Opuścił psychiatryczny szpital, w którym się ukrywał przez tak wiele lat. Osiwiał, wygląda jak "wariatuńcio" i nawija w języku romskim, czasami tylko przechodzi na płynny angielski.

    Po wydarzenaich w 4 odcinku, Pietre - skrzywdzony w dzieciństwie i porzucony syn Carvela, którego Network wytresował na mordercę, ale on się z tego wyplątał, dzięki znalezieniu siostry, Jessiki Hyde - w zamian za życie kobiety i jej córki z którymi sie związał, do momentu gdy ponownie rozpętała się afera z zamiarami Networku, porzuca towarzyszy Beccę i Iana. Zabiera tylko najmłodszego, zapatrzonego w niego, Granta i swego ojca Carvela. Wywozi ich gdzieś na wyżyny, wśród zaśnieżonych pagórków rodem ze szkockich rycin szuka starej chaty, w której kiedyś mieszkał. Długo im schodzi, ale w końcu znajdują wśród tej ośnieżonej pustki jakieś stare
    fragmenty ceglane czegoś, co mogło być kiedyś domem.

    Pietre chce porozmawiać z ojcem, ale Carvel nie zwraca na niego uwagi. Albo ma demencję albo wyparł Pietre ze swojej pamięci. Niespodziewanie Carvel nazywa tak Granta. Pietre jest zazdrosny, ale wiedza jest ważniejsza od uczuć. Wykorzystując sytuację każe Grantowi nie zaprzeczać i traktując go jak medium [nie w sensie spirytystycznym, ofk] wypytuje ojca o to dlaczego go porzucił. Carvel odpowiada "Nie byłeś człowiekiem...".

    Ian i Becky zostają porzuceni, ale żyją. Ginie tylko Marius, tłumacz, który uświadomił ich w jakim języku mówił Carvel. Ian zamurowuje jego zwłoki w ścianie budynku opuszczonego magazynu, w którym się ukrywali. Z telewizji Ian dowiaduje się, że jego brat nie żyje. Jak wiemy z 4 odcinka - został porwany i przesłuchany przez siepaczy Milner, na okolicnzości poszukiwania Iana. Potem zabity przez Wilsona, czyli tego który przeszedł na stronę Network, bo uwierzył w sens ich argumentów. Co lepsze : Ian jest teraz poszukiwany jako zabójca własnego brata. Załamuje się na moment.

    jedyne co mogą zrobić, to zwrócić się o pomoc do Michaela, pracownika rządowego, który w zamian za bezpieczeństwo żony i przybranej córki, pracuje w rządowym ośrodku zajmującymn się szczepionkami na rosyjską grypę.

    U Michaela ukrywa się Jessica Hyde. Ian o tym wie, podczas poprzedniej wizyty nie zastał Michaela, ale zastał ją i spędzili razem noc. Rano Ian uciekł,ale Jessica podłożyła mu wcześniej GPS do kurtki. Traf chce, że tę kurtkę zabrał Grant, kiedy został zabrany przez Pietre.

    Michael boi się o życie swoich bliskich. Jessica Hyde chce mu pomóc, ale najpierw chce załatwić sprawę z Milner. Robi sobie z nią zdjęcie : kiedy przystawia jej do skroni pistolet. Michael ma to zdjęcie wysłać do Leah, jest to współpracownica Milner, a może nawet ktoś ważniejszy. MOże to ona kieruje Networkiem. Jesica Hyde chce okupu i odwołania Dnia Szczepień, czyli już szeroko rekllamowanej akcji podawania ludziom na całym świecie szczepionki - oficjalnie na grypę, tak naprawdę : sterylizującej.

    Leah ogląda to zdjęcie i jakiś rysunek, który jest do niego dołączony. Konsultuje się z Wilsonem, którego Network pozbawił oka, zabił mu ojca, ale on z nimi trzyma, bo wierzy w ich misję. I to bardzo wierzy. Kiedy Leah mówi : "Musimy uwolnić Milner. Ona musi wydać rozkaz rozpoczęcia akcji.Taki jest plan", Wilson odpowiada "Niekoniecznie. Teraz to MY decydujemy. MY jesteśmy Mr Rabbit".

    Na tym rysunku jest krótkie "ice". Wilson znajduje na plakacie reklamowym "Dnia Szczepień" zdjęcie uśmiechniętej dziewczynki. Podpis brzmi "AlICE Jakaśtam". Czy o nią chodzi ? I o co chodzi ? Kolejna zagadka :]

    Ian i Becky wdzierają się do domu Iana. Ian opowiada mu prawdę, kim jest Milner i co się święci. Michael jest oszołomiony lekko, aczkolwiek wiedział już wcześniej, że coś tu cuchnie [sprawa z koleżanką z laboratorium, która odkryła jakieś nieprawidłowości w tej szczepionce na grypę, a Michael ją zakapował, dla bezpieczeństwa przetrzymywanych pod bronią żony i przybranej córki]. Teraz nie ma wyjścia. Albo idzie z nimi albo nie przetrwa.

    Michael ogląda rysunki Carvela, które zostawił zanim znikł z Pietrem i Grantem. Dochodzi do wniosku,że w tych rysunkach, są to rzędy malutkich cyferek układających się w czytelne kontury, ukryta jest modyfikacja JANUSA, którą wprowadził Carvel. Nie zdązają jednak o tym pogadać, bo do chałupy wpadają komandosi, a za nimi wchodzi Wilson.

    Becky instruuje Wilsona o planach Network i rządu, ale on to doskonale wie. "To eugenika !', krzyczy ona, a on spokojnie reaguje "Oni mają rację. Ratują ludzkość". "Gdzie jest Milner ?"< pyta Wilson.

    A jest ona w samochodzie, trzymana na muszce przez Jessicę Hyde. Proponuje jej przyłączenie się do całej akcji. Milner ma styl mowienia wręcz hipnotyczny. "Dołącz co nas, zanim do reszty stracisz kontrolę nad sytuacją", sugeruje. Na co J Hyde przystawia jej tym bardziej pistolet do skroni. Jessica Hyde szuka Iana, Ian szuka Granta, Wilson szuka Milner. Za chwilę wszyscy spotkają się w płaskowyżowym krajobrazie rodem ze Szkocji czy innej Irlandii.

    cdn
  • grek.grek 02.04.16, 13:53
    Wilson mailem wysyła skan rysunków Carvela do Leah. MOże coś odszyfrują. PO jakimś czasie przychodzi odpowiedź. Jest tam modyfikacja, yes. Ale jst COŚ jeszcze. Coś gorszego. CO - dowiemy się w finale tego odcinka. Wlson grobowym głosem oznajmia : musimy zatrzymać Milner.

    A w tym czasie Jessica Hyde, terroryzując ciągle Milner, znajduje Granta, Pietre i carvela. Ten GPS w kurtce Granta posłużył za trop. Ofk, Jessice chodziło o Iana, ale kurtkę zabrał Grant, więc to ich znajduje. Oddaje broń Grantowi i każe mu pilnować wszystkich.

    A sama nie może powstrzymać uczuć na widok ojca. Niezwykła jest scena, kiedy podchodzi do niego z nożem. Wzruszona i gotowa by go zabić. On ją obejmuje. Ona płacze, bo przecież stary podał jej to cholerne białko, wysterylizował, nawet jesli ją ratował, to pozbawił ją tak wielu ważnych rzeczy, choćby macierzyństwa. Ale ojciec ją obejmuje. Ona w końcu jego też, ale w taki sposób, że obiema rękoma trzyma nóż za jego plecami. Wbije czy nie ? Nie. Nóz wypada jej z rąk.

    W tym czasie mamy akcję jaką Michael wykonuje, aby wyciągnąc z aresztu domowego żonę i przybraną córkę. Lekko naciągane, bo Michael odwiedzając je zostawia im ukradkiem telefon, a potem objaśnia cały plan na odległość. Obie wybierają się do łazienki, pod pozorem gorszego samopoczucia młodszej. Michael czeka na nie przy oknie, do którego wlazł z ulicy, posługując się... sprzętem alpinistycznym. Realizm wraca, kiedy one nie chcą uciekać oknem, bo się boją,ze spadną. Więc Michael wdziera się do środka. We troje obewzładniają strażnika, w sugestii - groźbami przemocy i tortur wyciągają od niego kod do drzwi wyjściowych, a potem uciekają.

    Na płaskowyżu, wśród rzadkiego śniegu i ruin dawnego budynku rozgrywa się zaś dramat.

    Jessica Hyde pyta ojca o modyfikację JANUSA. Carvel biadoli. Milner sugeruje, żeby Jessica ją uwolniła,bo ona prędzej się dogada z nim, w końcu to oni oboje wymyślili tę całą hecę, znają się od 30 lat...

    Jessica kupuje to, ale każe Grantowi pilnować ich z pistoletem w garści. Z odpowiedniej odległości, żeby mogli normalnie rozmawiać.

    Carvel wyznaje Milner całą prawdę : rasą, którą wybrał są... ROMOWIE. Tylko Romowie ocaleją. "Przykro mi", zwiesza głowę, ale Milner nie ma mu tego za złe. Jest idealistką. ważniejsze, ze ludzkośc przetrwa, nieważne jaki jej odłam.

    Carvel nie mówi po romsku, z Milner mówi zwyczajnie. I pyta "Jak przebiegają prace ?", na co Milner "Wszystko idzie zgodnei z TWOIM planem". Brzmi to dziwnie, a za chwilę zrobi się sensacyjnie. Carvel uwalnia ją i całują się. Stary zwariował ? Uciekł nie po to by pomóc z tym skończyć, ale po to by wziąć w tym udział !

    Oto Philipe Carvel łagodnie zabiera broń zdumionemu Grantowi. Strzela do Pietre. Rani go cięzko. Do Jessiki krzyczy "Uciekaj !". I tak też ona robi. Zabiera ze sobą rannego brata. Reanimuje go, ale wygląda na to, ze gośc zaraz umrze.

    Zjawia się Wilson. Jak ich znalazł ? Albo to ten feralny GPS, albo rząd znów pomógł komu trzeba, w końcu... oni widzą wszystko :] Wilson ma informację : szczepionka, którą rząd [pod cichymi potęznymi skrzydłami Network][ chce podać ludziom zarażonym grypą - nie zadziała. Oni umrą.
    TYlko Romowie będą zdrowi.

    Plan był taki, że najpierw zarazi się odpowiednią grupę ludzi grypą, żeby w ten sposób mieć pretekst do tych szczepień, które w samej rzeczy pozbawiałyby płodności. Teraz się okazuje, że sama grypa ma zabić 100 mln ludzi. Nie tylko pozbawić płodności. Zabić od razu. Wilson chce odwołania rozkazu rozpoczęcia akcji.

    Milner bierze telefon i dzwoni. Nie po to by ODWOŁAĆ, ale po to by ZACZĄĆ. Wilson klnie z wściekłolści. Milner spokojnie "Nie zabijesz mnie. Tylko ja wiem, komu wydałam rozkaz". Carvel na to, że on tez wie. Na te słowa Wilson bez wahania zabija Milner. Carvel rzuca się z rozpaczą do jej zwłok.

    Telefon odebrał niepozorny facio sprzedający w Mc Donaldzie. Wyglądający jak zaprogramowany. Widzimy go w pierwszej scenie odcinka i wiemy, że musi się pojawić w ostatniej. Plan obejmował kilka punktów : zabójstwa, porwania samolotów rolniczych z małych lotnisk na prowincjach w RPA, Brazylii, Ameryce, UK i w Chnach. Samolotami mają się posłużyć wytresowani agenci, którzy rozsieją zarazki tzw rosyjskiej grypy. Wybuchnie epidemia. Lekarstwem będą szczepionki, które w Dniu Szczepień dostanie cała ludzkośc. Nie podejrzewając nawet, że doprowadzą one do zahamowania rozmnażania się 95 % populacji.

    finał za tydzień. a w istocie : dziś w Kulturze ;]
    doskonały serial. Mimo paru drastycznych scen, ja bym go pokazywał góra o 20:45 :]

    MOże kiedyś te streszczenia się przydadzą, kto wie :]]
  • grek.grek 02.04.16, 18:40
    najnowsza ekranizacja klasyki.

    w Cannes recenzje były bardzo dobre, podlkreslano świeżośc, energię i witalnośc tego filmu. Reżyserowała Andrea Arnold.
  • siostra_bronte 02.04.16, 20:14
    Nie wiem co tu jeszcze można wycisnąć z takiej klasyki? Zdaje się, że reżyserka dokonała sporych zmian w fabule. "Tank girl" tej reżyserki mnie nie zachwycił, więc chyba sobie odpuszczę. Dla mnie nie do przebicia jest wersja Williama Wylera z 1939 r. z Laurencem Olivierem w roli Heathcliffa.
  • grek.grek 03.04.16, 13:36
    mnie się zdarzyła ekranizacja z 1992 roku, z R. Fiennesem i Juliette Binoche.

    oglądałaś tę wczorajszą, Siostro ?

    ja się wprosiłem ;]
    Nie znam na wyrywki oryginału, ale nawet mnie nie umknęło, że Heatcliff był cyganem. Tutaj jest czarny, co automatycznie wprowadza wątek rasowy.

    wg mnie, pani Arnold wyszła z założenia, że klasykę wszyscy znają na wylot i nie ma co się bawić nie tylko w poprawności i precyzyjności, ale trzeba pójść dalej : pokazać to wszystko w domyśle i za pomocą zupełnie nowej formy.

    Nie ma w tym filmie muzyki. Zamiast niej jest świszczący wiatr, dźwięki ludzkie, bębniące krople deszczu.

    najważniejsze są zdjęcia, film jest własnością operatora Robbiego Ryana, który najwyraźniej kocha zbliżenia. To znaczy : filmowanie za pomocą zbliżeń kamery. Wszystko rozgrywa się w zblizeniach, momentami natarczywych i przyprawiających o klaustrofrobię. Zbliżenia twarzy, zbliżenia skóry, zbliżenie motyla, zbliżenie powiewającej na wietrze trawy, zbliżenie gałęzi drzewnych.

    Na drugim miejscu są zdjęcia w ciemności albo półmroku. Nie widać prawie niczego, trzeba się nieźle wpatrzeć żeby dostrzec kontury postaci.

    Potem idą zdjęcia rozdygotaną kamerą z ręki, czasami w biegu. Dogma pełną gębą.

    Przemoc. Obite plecy. Cathy zlizuje krew z pleców Heatclifa, który dostał kijem za "unikanie pracy". Cathy zostaje pogryziona przez psa, Heatcliff żarłocznie spogląda na ranę na jej nodze. Wampiryzm ? Heatcliff zarzyna barana. Heatcliff zabija zająca. Syn Hindleya wiesza psa za szyję. Miało być soczyście i chyba było.

    Posiadłośc Earnshów jest brzydka, chłopska, z obejściem przypominającym dizajnem zapadłą wieś. Posiadłość LIntonów jest zdecydowanie bardziej szlachecka, pańska, a domownicy ubierają się wytwornie, w przeciwieństwie do Earnshowów. Podkreślenie róznic klasowych ? Jak to się ma do oryginału ?

    Heatcliff wraca po latach, niby mówi,że chce się zemścić, ale wcale się nie mści, a wręcz przeciwnie. Jego zemsta polega głównie na gadaniu o zemście, a i to dośc skąpym , bo w tym filmie zdecydowanie obraz i mowa ciała górują nad dialogami.

    Śmierć Cathy wywołuje w nim rozpacz. Zostaje wpuszczony do domu Lindonów przez pokojówkę., która otwiera dla niego okno. Heatcliff płacze przy zwłokach Cathy i... myślałem sobie : ale by było, jakby Edgar do niego dołączył, mielibyśmy scenę jak z "Idioty", gdzieMyszkin i Rogozin spotykają się nad ciałem Nastazji Fillipownej. Nic z tego jednak :]

    wiatr, deszcz, pagórzasta scenografia utopiona w ciemnej zieleni - to są główni bohaterowie. Jakby rezyserka sugerowała,ze to klimat miejsca jest ważny, on wpływa na decyzje, zachowania i uczucia bohaterów. Że to świat brutalny, w którym przyroda i człowiek stają wobec siebie i przenikają się nawzajem, a charakter bohaterów kształtuje instynkt nie tyle społeczny, co biologiczny, wykrzywiony przesądami rasistowskimi i w mniejszym stopniu społecznymi. Wypacza im charaktery.

    erotyczny związek między głównymi bohaterami zaznaczony jest gestami : Cathy językiem dotyka zadrapań na plecach Heatcliffa, w czasie zabawowych zapasów w błocie Heatcliff rozkłada ją na łopatki, ona walczy, ale w końcu się poddaje i zupełnie poważnie patrzy na niego przenikliwie, a on nie wie co tym począć i tym mocniej, do krwi, ściska jej nadgarstki, co wcale nie skutkuje reakcją cierpienia z jej strony. Sugeruje to, ze w podtekście ich relacji jest silny pierwiastek sado-masochistyczny. Ale poza tym, jest tam też sporo delikatnej psychologii, młodziezowej zazdrości pokazywanej w dużym wyczuciem. Kiedy Cathy odrzuca młodego Heatcliffa, nie wiadomo : robi to dlatego, że naprawdę wierzy, że Edgar to lepsza partia, czy może dlatego, żeby swojego towarzysza zranić dla własnej satysfakcji ? Heatcliff nie jest jej dłużny i po powrocie próbuje wzbudzać z kolei jej zazdrość romansując z jej bratową.

    generalnie, wg mnie intensywność tych uczuć nie jest specjalnie wyeksponowana. Odzywają się one w scenie siarczystego policzka jaki Cathy wymierza Heathclifowi, który przypomina jej, ze jako dziecko znęcała się nad nim. Było odwrotnie, Cathy go broniła i probówała powstrzymywać brata przed kolejnymi razami i upokorzeniami jakie fundował "przybłędzie", lecz zapewne Heathcliff mówi o tym, że Cathy wybrała innego, obawiając się że degradacja Heathcliffa będzie degradacją także dla niej osobiście. Kochała go, ale wybrała wariant bezpieczny dla swojej przyszłości materialnej i społecznej, choć już nie psychicznej, bo przecież nigdy o nim nie zapomniała.

    świetnie dobrani aktorzy do roli Heatcliffa - młodociany i dorosły. Podobni do siebie bardzo. I niezwykle urodziwa aktorrka w roli dorosłej Cathy [Kaya Scodelario].
  • grek.grek 03.04.16, 14:03
    a może trailer ? :}

    www.youtube.com/watch?v=02ybPg0QzAY
  • siostra_bronte 03.04.16, 18:13
    Tak, widziałam film Kosminsky'ego. Świetny Fiennes, muzyka Sakamoto i zdjęcia, tylko Binoche nie pasowała mi zupełnie.

    Moim zdaniem, zmiana pochodzenia Heathcliffa to już lekka przesada. Jak tak dalej pójdzie to w kolejnych ekranizacjach zostaną tylko wichrowe wzgórza :)

    Widziałam kawałek, zauważyłam nerwową kamerę. Jestem ciekawa, czy między parą bohaterów była jakaś chemia?

  • maniaczytania 03.04.16, 18:31
    to podobno nie była zmiana pochodzenia, tylko, hmm, odkrycie jego prawdziwego pochodzenia zgodnie z aktualną wiedzą historyczną ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 03.04.16, 18:48
    Przyznaję się bez bicia, że nie czytałam "Wichrowych wzgórz", ale zdaje się, że jego pochodzenie nie jest jednoznacznie określone. Z jakichś powodów był jednak dotąd przedstawiany jako Cygan.
  • maniaczytania 03.04.16, 20:42
    tak, ale pamiętam, że czytałam jakiś artykuł przy okazji wejścia tego filmu do kin, że w książce tego dosłownie opisanego nie ma. Tu znalazłam ciekawe rozważania na ten temat, podparte cytatami (trzeba 'zjechać' trochę w dół):
    www.wuthering-heights.co.uk/faq.php


    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 03.04.16, 23:36
    Dzięki za świetny link, Maniu!
  • grek.grek 04.04.16, 13:58
    haha, celna uwaga, Siostro :]

    jak chodzi o chemię między bohaterami - zdecydowanie jest ona widoczna w tej części, która traktuje o ich wspólnym dzieciństwie. To stamtąd pochodzą niemal wszystkie sceny ich wzajemnych relacji, które próbowałem opisać. W spotkaniu dorosłych - chemii już nie widać nawet za grosz, ale też wydaje mi się, że reżyserka nie miała dobrego pomysłu na rozegranie tej historii w jej finałowej fazie.
  • grek.grek 03.04.16, 13:53
    25-minutowa nowela all the way from Holland.

    bohaterka nazywa się Franka, ma 17 lat i mieszka w nadmorskim miasteczku przemysłowym. Jej codziennośc składa się z kilku stałych punktów dnia : praca w szpitalu [jest pielęgniarką], domowe obowiązki i kolacja razem z ojcem, który pracuje w fabryce miejscowej, a w chwilach wolnych przesiaduje na kamieniach albo na plaży wśród rzadkiej flory i wpatruje się w wodę targaną wiatrem.

    Tutaj trzeba zaznaczyć, że ta relacja z ojcem jest jakaś dziwna. W pewnym momencie pojawia się jakaś daleka niejasnośc seksualna. Nie wiadomo, co się stało z matką, może córka ojcu ją przypomina ? W kazdym razie jest chwila zachwiania, w momencie wesołej rozmowy ona nagle poważnieje i robi się dwuznacznie. Ale jest też moment, w którym ojciec podarowuje jej sukienkę, ona ją przymierza, ojciec opiniuje, że "wygląda jak matka", a potem obejmują się serdecznie i bez podtekstów.

    Pewnego dnia Franka spotyka chłopaka. Kesa, amatora surfingu. I posiadacza jednośladu typu motocykl. Zaczynają ze sobą rozmawiać i zostają przyjaciółmi. I tym motocyklem jeżdzą za miasto,żeby sobie posiedzieć pod krzakiem albo płotem na pastwisku czy czymś w tym guście.

    France ta znajomośc zmienia perspektywę. Pojawia się szansa na... zwiążek ? wyjazd z miasteczka ? własną rodzinę ?

    Wszystko kończy się jednak z hukiem, kiedy Kes przychodzi do nich na kolację. Najpierw ojciec Franki trochę go onieśmiela, ale od słowa do słowa i zaczynają się doskonale dogadywać. Tak dobrze, że w znaczącej scenie oni sobie idą we dwóch chodnikiem i skupieni na sobie dyskutują o czymś [obaj są miłośnikami technologii, ojciec pracuje w fabryce produkującej jakieś urządzenia specjalistyczne, a Kes... a Kes ma motor :)], a Franka wlecze się kilka metrów za nimi, przeciąga zaciśniętą dłonią po murze, aż krew cieknie z kłykci palców.

    W ostatniej scenie Franka znów patrzy na morze. Tym razem z wysokości trotuaru. Obserwuje jakiś kuter czy to statek mały taki... Cokolwiek by to nie było, w końcowym kadrze Franka wynurza się nagle spod pokładu tego kutra i rozgląda się dookoła. Wygląda na to, ze porzuciła dom, ojca, chłopaka i wybrała drogę w nieznane.

    dobre :] nakrcone profesjonalnie i z talentem.
    interesująca jest aktorka w głównej roli, Elise Van't Laar, ładna blondynka z życiem wewnętrznym :]
  • grek.grek 03.04.16, 13:57
    trailer istnieje ! :]

    www.youtube.com/watch?v=HQEMPDvavXo
  • barbasia1 03.04.16, 15:53
    17 lat w dzisiejszych czasach to wiek, w którym powinno się żyć na luzie, uczyć się, zdobywać doświadczenie życiowe, przeżywać przygody, które będzie się na starość wspominać, poznawać bliższy i dalszy świat, świat, ludzi, a nie zakładać rodzinę, żyć jak starzy. Rozumiem Frankę. ;)

    Dzięki za opowieść.
  • grek.grek 03.04.16, 17:20
    dzięki, Barbasiu :]

    zdecydowanie masz rację.
    to tylko moje domysły, bo motywacje dziewczyny nie są wyjasnione.
    może po prostu poznany chłopak miał odmienić rutynę jej życia ? może
    tak dalekosiężnych planów, jak próbowałem jej przypisać, nie snuła ? :}
  • barbasia1 03.04.16, 14:58
    A tymczasem światła w tunelu raczej nie widać, tylko wręcz przeciwnie – galopująca ciemnota. Episkopat wypowiada pseudokompromis aborcyjny i domaga się najbardziej restrykcyjnej ustawy w Europie, katecheza coraz bliżej świadectw maturalnych, drakońskie ograniczenia w handlu ziemią nie będą dotyczyły „kościołów i związków wyznaniowych”, bo jak wiadomo, wszyscy są równi wobec prawa, a najbardziej równy jest Kościół, Prokuratura zmienia zdanie i wznawia śledztwo w sprawie wyznaczania sędziów przez Andrzeja Rzeplińskiego, sąd zmienia zdanie i uchyla wyrok skazujący Mariusza Kamińskiego i wspólników, ułaskawionych już przez prezydenta, orzeczenie TK jak nie było, tak nie jest opublikowane, sędziowie niezaprzysiężeni, a widmo dwóch porządków prawnych nadal nam zagraża.

    Prawo i Sprawiedliwość utrzymuje wysokie prowadzenie w sondażach, opozycja jest niemrawa i niepozbierana. W Wiadomościach TVP o 19.30 pełen pluralizm, dwie wypowiedzi: jedna dziennikarka z „Gazety Polskiej Codziennie” i jeden dziennikarz „wSieci”. Gdzie tu jest miejsce na światełko?

    passent.blog.polityka.pl/2016/03/31/swiatelko-jakie-swiatelko/


    Odwołanie Grzegorza Gaudena
    Justyna Sobolewska
    Szanowny Panie Ministrze,
    1 kwietnia odwołał pan Grzegorza Gaudena z funkcji dyrektora Instytutu Książki. W Pańskiej ocenie w instytucji źle się dzieje, zwłaszcza jeśli chodzi o promocję czytelnictwa.

    Chciałam jednak zapytać, skąd Pan to wie? Czy odwiedził Pan może biblioteki gminne, które rozwijały się i stawały lokalnymi centrami kultury właśnie dzięki wsparciu Instytutu Książki? Czy słyszał Pan o klubach książki, które powstały w całej Polsce wokół bibliotek? Czy Pan odwiedził któreś targi książki na świecie i widział Pan, jak Instytut Książki promował polską literaturę? Czy Pan rozmawiał z zagranicznymi wydawcami albo tłumaczami, którzy dzięki Instytutowi poznawali polską literaturę? Naprawdę nie? A może Pańscy eksperci sprawdzili, co naprawdę zdarzyło się w polskiej kulturze dzięki Instytutowi?
    [...]
    W Instytucie udało się stworzyć niewielki, ale niezwykle fachowy zespół, który działał prężnie i skutecznie. A sam Grzegorz Gauden jest osobą wielkiej kultury i głęboko oddaną idei promocji czytelnictwa oraz rozwoju bibliotek. W tym kontekście oskarżanie Instytutu Książki o słabe wyniki czytelnictwa w Polsce brzmi jak żart. Żartując dalej (choć wcale nie jest mi do śmiechu), myślę, że już czas, żeby wskazał Pan prawdziwego wroga czytelnictwa i zamknął w Polsce internet. Wszystkie statystyki znacząco się poprawią.

    [...]
    sobolewska.blog.polityka.pl/2016/04/01/odwolanie-grzegorza-gaudena/?nocheck=1
  • grek.grek 03.04.16, 17:16
    cześć, Barbasiu :]

    te zmiany personalne, zmiany komentatorów w TVP i inne zmiany na stołkach państwowych - wg mnie, są naturalną koleją rzeczy przy zmianie władzy. Robiło to SLD, robiła PO, robi PIS i po PIS też będzie to rutynową praktyka. aparat partyjny nie pracuje w kampanii, i przez lata w opozycji, za "buzi od prezesa". Ci ludzie chcą konkretnych stołków i kasy. Tak wygląda polityka w demokracji. Rózni się ona od autokracji tylko tym, że tam stołki obsadza stale ta sama grupa, a tutaj co rusz inna.

    co do kolejnego odcinka serialu aborcyjnego - wiesz, ja się cieszę, że ten temat wypłynął. Ponownie. Cieszę się, tak samo jak z tego, że nie udało się dotąd usunąc religi ze szkół. wg mnie, należy Kościołowi dać jeszcze więcej możliwości wpływu na państwo. To najpewniejsza droga, aby masowo został on przez ludzi znienawidzony do szpiku kości.

    dzięki religii w szkole Kościół hoduje młode pokolenie ateistów, ludzi którzy z religiii się śmieją i postrzegają ją jako szkolną zakałę i opresję, a wobec tego będą jej unikać w życiu dorosłym. Warto poświecić miliard rocznie, zeby Kościół udusił się własnymi rękoma :"] ja bym nawet drugi miliard dołożył dla pewności.

    zakaz aborcji zamknie wieko trumny.
    bo to zamach na ludzką godność.
    nikt nie ma prawa zmuszać kobiet do heroizmu wychowywania potworków. Nikt nie ma prawa do wsadzania do więzienia kobiety, która poroniła. nikt nie ma prawa kazać zgwałconej rodzić dziecka.

    poza tym, jak słyszę te te4ksty "zabijanie dzieci', "zarodek to człowiek", to zastanawiam się dlaczego Bóg, w którego ci ludzie wierzą, nie spuści nogi z nieba i nie zasadzi im porządnego kopa. Ci ludzie nie korzystają z rozumu, a rozum to największy dar Boga. są to poganie i barbarzyńcy w najczystszym wydaniu.


  • grek.grek 03.04.16, 16:35
    chyba Angazetce podbieram wątek... ale może mi wybaczy i skomentuje :] :

    esensja.stopklatka.pl/film/wiesci/tekst.html
    teraz : ciekawe, kto pofatyguje się i przybędzie na okolicznośc wręczenia ? wizyty pana Daniela można się obawiać, po tym co z szablą w Zachęcie wyrabiał, hehe. może prawdziwymi wężami poszczuć ;]

    w Ameryce, kiedy Halle Berry dostała ZŁotą Malinę - przyszła i odegrała rewelacyjny show, jakby własnie dostała OScara. którego zresztą, jak wiadomo, swego czasu otrzymała. Cóz, polscy aktorzy nagrodzeni Węzami zwykle żadnych nagród wybitnych nie dostali, no może poza Telekamerami dla Najlepszych Aktorów, więc na podobne poczucie humoru i dystans ich nie stać. za dużo kompleksów na plecach :] Pan Daniel ma szansę popisać się na tym tle, bo on akurat jest wyjątkiem i aktorem wybitnym.
  • barbasia1 03.04.16, 16:48
    Greku, raz jeszcze musisz wkleić link, bo pojawia się komunikat, że strona nie istnieje.
  • grek.grek 03.04.16, 17:23
    już próbuję :

    esensja.stopklatka.pl/film/wiesci/tekst.html
  • barbasia1 03.04.16, 17:34
    "Podana strona nie istnieje" - mówią mi. Jak wpisuję "węże 2016" to nic nie wyskakuje.
  • grek.grek 04.04.16, 13:52
    może z innej strony spróbuję :}

    film.onet.pl/weze-2016-rozdane-znamy-laureatow/llk13j
  • grek.grek 03.04.16, 16:43
    jako miłośnik oryginału który oglądałem zapewne już z tuzin razy, jestem jak najgorszej myśli ;]

    kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,19850971,powstanie-amerykanska-wersja-nietykalnych-oni-zagraja-glowne.html

    kluczowa jest chyba informacja o tym, że francuski film zarobił już niemal pół miliarda dolarów na całym świecie. Amerykanie chyba liczą na to, że wskoczą do tego pociągu z forsą, bo wiadomo że tam wolą własne wersje od obcych. Bo jak inaczej te plany motywować ? oryginał jest po prostu niepodrabialny, a podany we francuskiej manierze ambitnej komedii, która wcale nie jest komedią, ma właściwy tylko sobie smak.
  • barbasia1 03.04.16, 16:51
    To oczywiste, że amerykańska wersja będzie gorsza. :)

  • grek.grek 03.04.16, 17:21
    i ja mam takie przeczucie, Barbasiu :]

    taki los kopiowanych produktów :]
  • barbasia1 03.04.16, 17:35
    Tak, właśnie. :)
  • grek.grek 03.04.16, 16:51
    co się udało panu Leszkowi Dawidowi, to stworzenia postaci, wobec której uczuć i ocen nie sposób zdefiniować.

    z jednej strony, jest roszczeniowa, namolna, brakuje jej wyczucia chwili, nie waha się ani sekundy przed wykorzystywaniem innych - w sprawach drobnych, ale mimo wszystko, a z drugiej - nietrudno ją zrozumieć, bo przecież samotna młoda matka, która jednak tego syna urodziła, jednak go kocha, i stara się coś z tym swoim życiem zrobić, nie stracić go, chwyta się wszelkich sposobów by jakoś nie zatonąć. irytująca i rozczulająca. człowiek ma ochotę zęby w ścianę wbić, a jednocześnie ją pogłaskać po głowie. rzucić w nią pomidorem i kupić bombonierkę ;]

    ludzie dookoła niej wysiadają, w którymś momencie nie mają już zdrowia i cierpliwości. i wtedy nie sposób jej nie współczuć, jednocześnie w pełni rozumiejąc ich postawę wobec niej. kurde balans, to jest naprawdę dobry film :]

    Roma Gąsiorowska jest świetna i wybitna, ale i Adam Woronowicz nie odstaje, jak zawsze ogląda się jego aktorstwo z najwyższą radością i satysfakcją. aczklolwiek, nie widziałęm "Popiełuszki", póki co starannie i czujnie się przed tym filmem ukrywam ;]
  • grek.grek 03.04.16, 16:56
    dokument o Jacku Kaczmarskim.
    "Bodo" startuje o 20:25, więc lekko pół godziny można popatrzeć, jeśli mielibyście okienko.

    treściwa rzecz, sporo jego pieśni, które brzmią ponadczasowo i są z gruntu apolityczne, mimo że
    tu i tam zrobiono z niego maskotkę Solidarności, a jego ["jego", bo oryginał pochodzi z Hiszpanii] "Mury"... wiadomo. Kaczmarski zawsze się od takich skojarzeń odcinał i były mu one nie w smak. Nie utożsamiał się z żadną polityką. A po 89 nie chciał mieszkać w Polsce. chyba wiedział, co się święci. Polaków karmiono wizją, w której kapitalizm to taka zabawka,że wszyscy będą żyli jak Carringtonowie, a o tym jak kapitalizm wygląda naprawdę wiedzieli tylko ci, co wyjechali i zderzyli się z nim na Zachodzie albo w Ameryce. Kaczmarski miał doświadczenie z Francji, więc wiedział co tu się zacznie i że dla poetów nie ma w kapitalizmie miejsca.

    dobra rzecz.
  • barbasia1 03.04.16, 18:05
    >Polaków karmionowizją, w której kapitalizm to taka zabawka,że wszyscy będą żyli jak Carrington
    > owie,

    Nieprawda! Zresztą nikt wtedy nie łudził się, że w kapitalizmie będzie żyć jak Carrington. Ludzie chcieli normalności, a nie upokarzającego, mozolnego biegania za wszystkim co potrzebne w codziennym życiu, polowania, gdzie , co i kiedy rzucą i stania za tym godzinami w kolejce od papieru toaletowego poczynając, poprzez żywność (przez dłuższy czas reglamentowaną, na kartki!) , a kończąc na rowerze dla dzieci, meblach, sprzęcie AGD, itd.

    >A po 89 nie chciał mieszkać w Polsce. chyba wiedział, co się święci. Polaków karmiono
    > wizją, w której kapitalizm to taka zabawka,że wszyscy będą żyli jak Carrington
    > owie, a o tym jak kapitalizm wygląda naprawdę wiedzieli tylko ci, co wyjechali
    > i zderzyli się z nim na Zachodzie albo w Ameryce. Kaczmarski miał doświadczenie
    > z Francji, więc wiedział co tu się zacznie i że dla poetów nie ma w kapitalizm
    > ie miejsca.

    Nie przesadzaj, Greku z tą krytyką kapitalizmu! :) Kaczmarski w tym strasznym australijskim kapitalizmie dostał socjal, zasiłki, ubezpieczenie, miał tam spokojne, dostatnie życie we wspaniałych okolicznościach przyrody, pięknym domu zresztą.

    Motywacje Kaczmarskiego do wyjazdu z Polski były bardziej złożone.

    PS
    Niedokończona rozmowa "Bilet na Księżyc" o PRL-u!!!
  • siostra_bronte 03.04.16, 18:23
    A ja myślę, że gdyby ludzie, którzy strajkowali w 80 roku wiedzieli jak będzie wyglądał kapitalizm made in Poland, to by się drugi raz na to nie zdecydowali. No może nie wszyscy, ale spora część.
  • barbasia1 03.04.16, 19:18
    siostra_bronte napisał(a):

    > A ja myślę, że gdyby ludzie, którzy strajkowali w 80 roku wiedzieli jak będzie
    > wyglądał kapitalizm made in Poland, to by się drugi raz na to nie zdecydowali.
    > No może nie wszyscy, ale spora część.

    Wątpię. Jeśli już, to zdecydowana mniejszość by się nie zdecydowała.
    Mało kto by reflektował na wariant - brak reform made in Ukraina albo Białoruś.
  • grek.grek 04.04.16, 14:02
    podpisuję się, Siostro :]

    wielu nie wiedziało, że w mitycznej Ameryce są getta dla mniejszości etnicznych, przestępczośc, narkotyki, przekręty finansowe na ogromną skalę, a już absolutnie wielu nie miało pojęcia, że wolny rynek to taka zabawka, która z dnia na dzień może zamknąc im zakład pracy, wyrzucić na bruk i ewentualnie dać jakiś nędzny zasiłek.

    jasne, półki sklepowe są pełne, za pieniądze z UE zbudowane drogi, 50 kanałów w telewizorze, ale wielu Polaków wcale to nie przekonuje do rzekomej cudowności ustroju w jakim teraz żyjemy.
  • grek.grek 04.04.16, 13:55
    nie mam wątpliwości, Barbasiu, że częśc ludzi na to właśnie liczyła, ale wielu naprawdę sądziło, że będzie tutaj jak w "Dynastii", bo tylko taki obraz kapitalizmu znali z widzenia.

    owszem :]
    chodziło mi raczej o to, że Kaczmarski wiedział, iż kapitalizm, czyli wolny rynek, prymat popkultury i masówki", oznacza zepchnięcie sztuki poetyckiej na margines kultury i życia społecznego.

    to prawda, nie chodziło tylko o to.

  • barbasia1 03.04.16, 19:40
    Rick Astley - Together Forever

    www.tekstowo.pl/piosenka,rick_astley,together_forever.html



    Moje odkrycie na nowo! ;)
  • siostra_bronte 03.04.16, 20:02
    Czasy mojej wczesnej młodości:)
  • barbasia1 03.04.16, 21:44
    :))

  • grek.grek 06.04.16, 13:29
    ja też pamiętam, Barbasiu ! :]

    a tak przy okazji :
    wiadomosci.onet.pl/wakacje-jak-kiedys-te-zdjecia-budza-tesknote/jxmb9r
  • barbasia1 07.04.16, 00:11
    :)
    A to świetnie.


    Zdjęcia piękne. To był zupełnie inny świat, czasy naszego dzieciństwa. A przecież tak niedawno to było!
  • grek.grek 07.04.16, 13:57
    prawda, Barbasiu ?

    nie było kompów, netów, komórek, ajpodów, smartfonów, fejsbuków... ale jak my się wspaniale bawiliśmy, nie chciało się do domu wracać na noc [w wakacje] :]
  • barbasia1 08.04.16, 00:02
    Prawda! Tak było. :)
  • grek.grek 07.04.16, 14:00
    a skoro muzycznie, to co Ty, Wy, na to ? :]:

    www.youtube.com/watch?v=4ZHOoUFqYvE&nohtml5=False
  • barbasia1 07.04.16, 23:49
    Piękne! Moje klimaty. Branford Marsalis Quartet! :))
    Dzięki, Greku.
  • grek.grek 08.04.16, 13:00
    cieszę się, że trafiłem, Barbasiu :]


  • barbasia1 10.04.16, 18:04
    :)
  • grek.grek 04.04.16, 13:10
    wydaje mi się, że ten odcinek jako spokojniejszy ?

    świetne dwie piosenki, na otwarcie radosna, a potem liryczna.

    Tomasz Schuhardt całkiem podobny do oryginału, chociaż może powinni go ufarbować na czarno na głowie ? Chodzi dokładnie jak oryginał :] Ale mam wrażenie, że sporym niedopatrzeniem jest to, że nie mówi jak Bodo, nie naśladuje jego akcentu. Jak już tworzyć postać, to "po całości" :]

    nie wiem, co on ma z tą Adą ? CO ! on tam w niej kocha ? Naprawdę chciał się związać z dziewczyną, która ciągle się ogląda, ciągle nie jest pewna czy chce, a od lat dawała mu wprost do zrozumienia, że nie czuje do niego mięty ? Rozumiem rozterki, jej niepewność, wahania, wszystko to doceniam, ale postać to filmowo irytująca :] "wybiera bezpiecznie", bo "nigdy [Bodo] nie kochała" - skoro nigdy nie kochała, to po co się zgadzała na wizytę w jego domu, łudziła go nadziejami, pokazywała się w ogóle i kręciła wokół niego ? Ada, kruca, to nie wypada ;]

    w sumie, wiem jak to zabrzmi, ale najlepszą partią dla Bodo byłby Karol :] wesoły, bezpośredni, wie czego chce, Bodo mu się podoba. haha ;] no cóz, anatomia i poniekąd biologia stoją na przeszkodzie do szczęsliwego związku,ale... przyjaciółmi mogą być doskonałymi, co zresztą jest tutaj świetne pokazana - ta sekwencja w kinie, kiedy cały czas czekają na swój epizod zagrany w filmie, jest naprawdę udana. Ostatecznie okazuje się, że scenę z ich udziałem wycięto, są rozczarowani, ale, w sumie... film wyglądał na jakiś propagandowy knot, więc może wkrótce im przejdzie.

    wahania Bodo a'propos zaciągnięcia do wojska - całkiem uniwersalne. Czy można "bawić się", gdy młodziez łapie za karabiny i idzie ginąć za ojczyznę. W Ameryce, kiedy przystąpiła do 2 wś., wielu muzyków jazzowych, bluesowych, klasycznych poszło do armii na ochotnika. Ale byli także i tacy, którzy - podobnie jak Bodo - wspierali armię za pomocą swojej muzyki, dając koncerty dla zołnierzy, wspierając ich tym samym na duchu i podnosząc morale. Najważniejsze są jednak rozterki bohatera, który okazuje się być człowiekiem wrażliwym... a może determinuje te wątpliwośći presja otoczenia, które zwraca mimochodem uwagę na to, że takie nieuczestniczenie w wojnie, to zachowanie gorszego sortu ?


  • grek.grek 04.04.16, 16:13
    tekst pierwszej z piosenek z wczorajszego odcinka.
    zwróciliście uwagę na pewien interesujący wers ? :]] :

    staremelodie.pl/piosenka/568/Mnie_sie_kazda_kobieta_podoba
  • ewa9717 04.04.16, 16:34
    Że veni i vici bez vidi? No i czemu Grek ;)
  • grek.grek 05.04.16, 12:55
    :]]

    no właśnie ten "prawdziwy Grek" mnie zaintrygował, Ewo :]
  • barbasia1 06.04.16, 00:19
    grek.grek napisał:

    > tekst pierwszej z piosenek z wczorajszego odcinka.
    > zwróciliście uwagę na pewien interesujący wers ? :]] :
    >
    > rel="nofollow">staremelodie.pl/piosenka/568/Mnie_sie_kazda_kobieta_podoba

    Hehehe! :)
    Ja przygłucha, oglądając film, oczywiście nie wróciłam uwagi na ostatni wers.

    To teraz wiem, skąd Grek ma nick Grek i to podwojone. :/
  • grek.grek 06.04.16, 13:27
    hahaha ;]

    Barbasiu, mój "Grek" wział się z innej inspiracji [chociaż... to też zabawne skojarzenie mogłoby być...], a podwojony - bo nick musiał mieć więcej niż 4 litery ;]
  • siostra_bronte 05.04.16, 19:57
    Niestety, nie udało mi się obejrzeć. Możesz, możecie napisać na czym skończył się ten odcinek? Przy okazji, mnie tez Ada irytuje :) Mam wątpliwości czy to w ogóle prawdziwa postać.
  • maniaczytania 05.04.16, 23:32
    Twoje wątpliwości są słuszne - Ada nie istniała :)


    Ja też nie obejrzałam i nie wiem, czy mam ochotę obejrzeć ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.04.16, 13:24
    z tego co pamiętam, koniec jest taki, że Ada wybiera innego, czyli tego lekarza, kolegę Bodo. wyjeżdzają do Berlina, gdzie on ma otworzyć praktykę. Bodo przez cały odcinek próbuje jakoś ją skłonić do związania się z nim, w pewnym momencie odmawia nawet wyjścia na scenę i wykonania piosenki, jesli Ada się nie zgodzi zostać u niego na kilka dni. Sam dyrektor Czarnego Kota błaga ją, zeby się zgodziła, bo Bodo położy wieczór. No i się zgadza, ofk jest to scena sowizdrzalska ;]

    Jedzą obiad u niego w mieszkaniu., matka przygotowała ziemniaki z omastą. kiedy Bodo sugeruje że chciałby się z Adą ożenić, a ona też ma jakieś plany, matka okazuje się być sceptyczna. "To nie czas na plany, jest wojna...", mówi sugerująco, a Ada grzecznie ale manifestacyjnie opuszcza mieszkanie. Może i to poniekąd wpłynęło na jej decyzję, by jednak z Bodo zerwać i zostać z tym drugim ?

    debiut Bodo w filmie okazuje się klapą - scena z jego udziałem [w której gra zołnierza padającego trupem podczas pieszej szarzy na baterię karabinów maszynowych (inteligencja polskiej sztuki wojennej :)] zostaje wycięta.

    dobra wiadomośc jest taka, że dyrektor plajtującego teatru Czarny Kot wchodzi w nowy szołbiznesowy projekt, finansowany przez jakiegoś zapaleńca z kasą. Chce żeby Bodo wszedł w to razem z nim, ofk jako gwiazda estradowa tego projektu.

    no i mamy ciągłe informacje [w formie okrzyków gazeciarza ulicznego] o wojnie, zbliżających się rosyjskich armiach. Jest presja, by młodzi mężczyźni wstępowali do wojska. Bodo raz mówi, że on pomaga swoimi występami, wzmacnia morale swoimi piosenkami itd., ale czuje że tak jakoś jakby się dekował i uchylał od obowiązku. Patrzy na tyhc młodych chłopców, którzy stają do poboru, dostają broń, idą na front... wreszcie chce się zaciągnąć, ale widząc jak fryzjer fatalnie posługuje się maszynką do strzyżenia głów rekrutów - idzie do profesjonalnego fryzjera, a podczas drogi powrotnej spotyka Karola i nie wraca już do ogonka przed komisją wojskową, ale ląduje na planie tego filmu wojennego.

    tyle pamiętam, Siostro :]
  • siostra_bronte 08.04.16, 19:33
    Dzięki. Opisałeś chyba cały odcinek :)

    A jak wypadł Tomasz Schuchard? Bo na sąsiednim forum bardzo krytyczne opinie, że gra ciężko i bez wdzięku.
  • grek.grek 09.04.16, 13:27
    niechący, Siostro ;]

    wg mnie, Schuchardt wypada dobrze. przede wszystkim porusza się, chodzi jak Bodo, nosi świetnie skrojone garnitury, w których wygląda na ciut przysadzistego i kwadratowego, dokładnie jak Bodo z "Piętra wyżej" i innych filmów. nie mam przekonania, czy MÓWI jak Bodo, czy ma jego mimikę, ale za to doskonale śpiewa i na scenie jest wiarygodny.

    dlatego, chyba byłby w lekkiej kontrze do tych opinii, o których wspominasz :]
  • barbasia1 10.04.16, 20:29
    > wg mnie, Schuchardt wypada dobrze

    Też tak uważam. Schuchardt dobrze prezentuje się na ekranie, a przede wszystkim jest podobny do Bodo, jakiego wizerunek znamy. To podobieństwo jest momentami uderzające zwłaszcza, kiedy Schuchardt filmowany jest w dalszym planie.

    Otóż to, w oczy rzuca się ciut przysadzista figura Bodo (charakteryzacja jak przypuszczam) dokładnie taka jaką miał w filmie "Piętro wyżej" (powtarzanego zresztą w dwie soboty temu, trafiłam przypadkiem w połowie filmu ) , stąd może wrażenie "ciężkości", która na pewno nie bierze się z gry aktorskiej.

    Czekam na kolejne sceny.

    Dwa słowa jeszcze do odcinka 5.

    Świadomość, że wątek nieszczęśliwej miłości Bodo do Ady, jak z telenoweli, jest wymyślony przez scenarzystów sprawia, że kompletnie mnie on nie porusza, nie obchodzi.

    Aczkolwiek podoba mi się Anna Pijanowska, która gra Adę, wypada świetnie, zresztą jest doskonale dobrana do tej roli, ma przedwojenna urodę, jest prześliczna. I robi co może z tą swoją nieciekawą rolą. Chciałabym ją zobaczyć w jakimś kostiumowym filmie w dobrze napisanej dla niej roli.

    Zachwyca mnie niezmiennie Eryk Kulm w roli Karola Hanusza.

    Już kolejny Bodo ... :)

  • siostra_bronte 10.04.16, 20:57
    Krytyka dotyczyła tego, że aktorowi brak wdzięku i błysku, które uwiarygodniłyby sukces i powodzenie u widzów płci obojga :) Podobieństwo fizyczne jest chyba drugorzędne.

    Nie rozumiem po co to dopisywanie fikcyjnych wątków do biografii??
  • barbasia1 10.04.16, 23:45
    siostra_bronte napisał(a):

    > Krytyka dotyczyła tego, że aktorowi brak wdzięku i błysku, które uwiarygodniłyb
    > y sukces i powodzenie u widzów płci obojga :) Podobieństwo fizyczne jest chyba
    > drugorzędne.

    A rozumiem! :) Nie zaglądałam do tego wątku ostatnio, więc nie jestem na bieżąco.

    Uważam, że w scenach, kiedy występuje w kabarecie, śpiewa, tańczy jest przekonujący, ma wdzięk. Dzisiaj to było widać lepiej, np. kiedy śpiewał piosenkę "Tintina", albo kiedy się uśmiechał do dziewczęcia, początkującej aktoreczki Soni.

    A prawdziwy Bodo też nie miał warunków amanta, piszą o tym biografowie!

    > Nie rozumiem po co to dopisywanie fikcyjnych wątków do biografii??

    Pewnie dlatego, żeby "uatrakcyjnić" życiorys.
    Nie kupuje tego.


  • grek.grek 11.04.16, 14:09
    świetna interpretacja, Barbasiu, chętnie się pod nią podpiszę :]

    ciekawe.
    coś w tym jest.
    wątek Ady dyrysowany został, wg mnie, po by wyjaśnić, dlaczego Bodo nigdy nie związał się z żadną kobietę [bo zawsze kochał tę jedną, która złamała mu serce].

    yes, zaskakująco dobrze obsadzone są te role.

    no i w 6 odcinku mamy Annę Próchniak. Polubiłem ją za "Bez wstydu", a teraz z przyjemnością oglądam jako wkrótce Norę Nei.
  • grek.grek 04.04.16, 13:43
    Niegłupia...komedia romantyczna ? Nie, to nie jest tego typu film. Obyczajówka, z narratorem, który wartko i miejscami dowcipnie opowiada o swoich perypetiach.

    Narratorem jest Jon [Joseph Gordon-Levitt]. Nie darmo zwany "Donem". Od "DOn Juana". Jon nie ma bowiem problemów z tzw wyhaczaniem towarów :] Idzie do klubu, gdzie już czeka dwóch - mniej atrakcyjnnych kumpli - i zawsze coś wyhaczy. A jak wyhaczy, to spędza z wyhaczoną noc, a w niedzielę goni do kościołla, gdzie spowiada się księdzu skrupulatnie i dostaje okresloną ilośc "ojczenaszów" i "zdrowasiek" do odmówienia. Pokutę realizuje podczas ćwiczeń na siłowni.

    Obiady Jon je u rodziców. Ojciec nieustannie gapi sięw telewizor na mecz, matka to typ włoskiej mammy, a młodsza siostra lampi się bez przerwy w telefon i nic ją reszta nie obchodzi.

    Matka suszy głowę Jonowi, że powinien sobie znaleźć stałą dziewczynę, ożenić się, mieć dzieci i takie tam. Nie zna swojego syna... :] Nie wie najważniejszego.

    Nie wie o tym, ze prawdziwą miłością Jona są filmy pornograficzne. Woli je od normalnego seksu z żywymi dziewczynami. Jon - w naprawdę zabawnych monologach, bez wulgarności - wylicza przewagi autoerotyzmu przy pornografii nad seksem w realu. Zawsze mu wychodzi, że to drugie nie ma nawet startu do tego pierwszego. Oddaje się więc swojemu hobby bezustannie i bezustannie się z niego spowiada. Podaje nawet dokładną ilośc ;]

    Wreszcie się zjawia dziewczyna, która robi mu zamęt w głowie. Barbra [imię zobowiązuje, prawda ? ;) Gra ją Scarlett JOhansson]. ideał pod każdym względem. Z nią łatwo nie jest. Długo każe się uwodzić i zanim odda się Jonowi zdąza go zaznajomić z całą swoją rodziną, wizytować jego rodzinę i generalnie zachowuje się tak jakby byli po ślubie. Jon podporządkowuje się jej planom, bo chyba się zakochał. Rodzice są nią zachwyceni. W końcu Jon i Barbra idą do łózka.

    Jest świetnie, jak mówi Jon, ale... ale jednak w nocy Jon wymyka się z pościeli,żeby odwiedzić porno strony w sieci. Barbra go nakrywa. Jonowi udaje się jakoś wyłgać, ze nie oglądał porno, bo "to dla nieudaczników i frajerów", i że w sumie to jakiś kumpel podesłał mu film, dla zgrywy. Barbra daje się jakoś przekonac. A jest to rezolutna dziewczyna.

    Fanka komedii romantycznych. Tak jak dla Jona ideałem seksu jest ten pornograficzny, czyli zupełnie "nierealny", tak dla Barbry ideałem związku jest ideał z komedii romantycznych, w których mężczyzna jest po to, by zabiegać o kobietę, spełniać jej zachcianki, padać do nóg i którym można kręcić jak baranimi rogami :] Oboje są więc na swój sposob oderwani od rzeczywistości.

    Tak własnie Barbra traktuje Jona - zmienia mu plany, swoje zdanie stawia zawsze wyżej i jako jedynie słuszne, traktuje go "swojego pysia", przez co Jon czuje się nieco dziwnie, ale w końcu ma taką świetną "laskę", tak idealną, że nie chce jej porzucać. Dostosowuje się do wszystkiego.

    Jon stara się jak może. Ma nawewt okres abstynencji od porno, już się cieszy że mu się udało jakoś to odegnać, ale TO wraca. Hasta La Vista, baby. Jedzą obiad z Barbrą, ona coś opowiada, a w wyobraźni Jona lecą pornosy... Wraca więc do swojego hobby.

    Barbra odkrywa jego sekret. Jak ? To proste - włazi do jego komputera i przegląda "historię". Dowiaduje się o wszystkim, robi mu awanturę i opuszcza go. Jon próbuje ją zatrzymać, tłumaczy ze "wszyscy mężczyźni codziennie oglądają porno !", ale ja grochem o ścianę.

    Jon wraca więc do swojego poprzedniego życia. nawet jesli jego rodzice przyjmują z rozpaczą informację,. że Jon zerwał z Barbą. Niespodziewanie w jego obronie staje siostra. Po raz pierwszy podnosi głowę znad telefonu i mówi : "Ta dziewczyna nie była dla ciebie. Chciała cię kontrolować i pozbawić własnego życia". Wszyscy cichną, a Jon jest wzruszony.

    Wszystko się zmienia, kiedy Jon - na zajęciach na studiach - poznaje starszą od siebie znacznie Esther [Julianne Moore]. Jest otwarta, jest sympatyczna. Kiedy widzi że Jon na telefonie ogląda ukradkiem pornosa, następnego dnia przynosi mu w prezencie DVD z jakimś duńskim erotykiem i mówi, że to lepsza pornografia od tego chłamu. Żadna z niej nimfomanka, jest po prostu... równą babką :]

    Jon trochę od niej ucieka, trochę się kryguje, bo jak się poznają, to Jon jeszcze chodzi z Barbrą. Kiedy zrywają, Jon zbliża się do Esther i sensacyjnie odkrywa czym jest dobry seks i prawdziwa relacja decydująca o jego jakości. To ona tłumaczy mu jak ważne jest "wczucie" się w partnerkę, stworzenie emocjonalnej więzi. Jon wyznaje jej, że tylko w pornografii potarfi się "zatracić". A Esther tłumaczy mu, że w realu to też jest możliwe, ale pod pewnymi [wyzej wspominanymi] warunkami. Esther jest kobietą po przejściach, 14 m-cy wcześniej jej mąz i syn zginęli w wypadku. Wspomina ich, ale szuka też pocieszenia. Znajduje je w Jonie.

    Jon próbuje wrócić do Barbry, przeprosić ją, ale kiedy ona zachowuje się chłodno i odchodzi każąc "nie dzwonić wiecej", Jon wiąże się z Esther i doznaje "zatracenia się" w seksie z nią. Odkrywa ideał. Ku obopólnemu zadowoleniu, i nie ma w tym - wbrew pozorom - ani odrobiny seksizmu, bo Esther to nie jest smutna wdowa szukająca zapomnienia, ale kobieta świadoma siebie, swoich potrzeb i absolutnie nie ma szans by dała się wykorzystać.

    happy end :]
    zabawny scenariusz, inteligentna krytyka mentalności, którą kształtują pozornie odległe od siebie pornofilmy i komedie romantyczne, a która w istocie sprowadza się do tego samego - przedmiotowego traktowania drugiego człowieka, próby przenoszenia fikcji do świata realnego i w efekcie rozczarowania. Receptą musi być dojrzały przewodnik, który pokaże zagubionemu delikwentowi, że dopiero sięgnięcie do uczuciowości, wysilenie się emocjonalne, możę przynieśc prawdziwe spełnienie. Czy jakoś tak :] No i wszyscy aktorzy w głównym rolach wypadają bardzo dobrze. reżyserem jest sam Gordon-Levitt.
  • grek.grek 04.04.16, 13:48
    trailer :
    www.youtube.com/watch?v=2A63Ly0Pvpk
    PS : warto podkreślić, ze tematy seksualne są tutaj potraktowane z wyczuciem, bez jakichś tam potocznych określeń związanych z tematem nie da się uciec całkowicie, ale tutaj są ograniczone do niezbędnego minimum, i w gruncie rzeczy nie one są głównym bohaterem tego filmu. Są tylko pretekstem do opowiedzenia o tym jak wirtualny świat kształtuje osobowośc, poglądy i zachowania współczesnego człowieka.
  • grek.grek 04.04.16, 16:19
    no to mamy hita na dziś ? :]

    highlife i upadek giełdowego spekulanta, we współcześnie ulubionej poetyce, czyli : gośc jest łajzą, ale jaką fajną :]

    Scorsese to firma niezawodna.
    Leonardo Di caprio... zapewne zniechęci częśc z Nas ? ;] ale mam nadzieję, że jednak nie.
    scenariusz napisał Terence Winter, jak się nie mylę, gość od "Rodziny Soprano" i "Zakazanego Imperium", a także... sam pierwowzór głównego bohatera, Jordan Belfort.

    cóż, startujemy o 20:10, kończmy przed północą. byle jakoś przepełznąć przez te bloki reklamowe ;]
  • barbasia1 04.04.16, 20:57
    Załapałam się na hita. Mam nadzieję, że dotrwam do północy. ;)
  • ewa9717 04.04.16, 21:12
    Odpadłam z hita, jakoś mnie nie hici.
  • grek.grek 05.04.16, 13:16
    fakt, historia dośc płytka, ale zapewne nie chodziło o głębię, lecz po prostu o wartką narrację, atrakcyjne widoki i spotkanie z ciekawym człowiekiem. Ostrożnie bym powiedział, że te ostatnie
    zadania zostały wykonane na piątkę :] Jordana Belforta da się lubić, bo przecież nawet jak kantuje, to kantuje bogatych, umie się zabawić po królewsku i w sumie równy chłop z niego. Przy czym, jak dla mnie, wymalowana tutaj fiksacja na punkcie kasy jest prymitywna i nie ma żadnego drugiego dna. Siedzi se gośc na jachcie za dwa miliony, popija drinka i patrzy na wodę - i to ma być ciekawe życie ? :] albo wciąga kreskę i siedzi odurzony. To też ciekawe jest ? Tyle kasy, a tak mało wyobraźni.

    kilka scen jest świetnych : przemowy Belforta do swoich współpracowników, wszystkie te monologi wyjaśniające jakimi metodami i sposobami kantowali naiwniaków, rozmowa na jachcie Belforta z agentami FBI, którzy udają chłopków-roztropków i w efekcie o mało Belfort nie daje się podpuścić, by ich skorumpować.

    Di Caprio gra świetnie, stety albo nie :] Scorsese zaś wyraźnie próbuje zrobić z tej całej historii sequel "Chłopców z ferjany" ze świata gangów przeniesiony do świata finansjery i giełdowych przekrętów.

    Na wysokości zadania nie stanał tylko Polsat.

    Najpierw sądziłem, że to jakieś zakłłócenia w odbiorze kanału, ale później się okazało, że te nagle "przytkania" fonii, to po prostu zwykła, swojska cenzura zagłuszająca wszystkie słowa na "f...', a ponoć "Wilk..." pobił jakiś rekord pod względem ich ilości w swojej zawartości.

    Do tego doszły wyraźne cięcia scen, w których najpewniej pojawiła się golizna albo seks. Trudno oglądać film ze świadomością, że coś jest przemilczane albo wygumkowane, rzekomo z troski o obywatela, żeby przypadkiem nie dowiedział się z ekranu, że istnieje nagośc i seks. Bo już zabijanie pokazywać można bez żadnych zahamowań.

    ponoć Polsat dostał taką wersję z Ameryki. Orajt. Pytanie brzmi : czy nie powinien przypadkiem lojalnie poinformować widzów, że jest to wersja mocno ocenzurowana, a zatem publika ogląda własnie coś, co zaledwie w zarysie jest anonsowanym filmem ?

    marnie to wyglądało, jeszcze gorzej brzmiało. Już nie mówiąc o lektorze - w oryginale pada ze 200 "f....ów", a w tłumaczeniu nie ma ani jednego :] To jest robota ! Perfekto ! ;]]

    tak więc, nie wiem jak Wy, ale ja coś czuję, że obejrzę ten film po raz drugi, ale w sieci. Niby można było odpuścić, ale po pierwszej godzinie nie miałem serca do takich radykalnych akcji. nawet w tej okrojonej wersji parę niezłych rzeczy się pojawiło, więc może nie był to tak całkiem stracony czas.

    A jak Wasze wrazenia ?
  • grek.grek 05.04.16, 12:56
    dotrwałaś, Barbasiu ? :}
  • grek.grek 05.04.16, 16:22
    ja tam się nie znam, ale jak z tego wynika... kiedyś to byli amanci :] :

    film.onet.pl/artykuly-i-wywiady-mezczyzna-prawdziwy-taki-100-rocznica-urodzin-gregory-ego-pecka/7hzt88

    film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/gregory-peck-dzentelmen-z-hollywood/k7w41r
  • siostra_bronte 05.04.16, 19:42
    Czytałam ten tekst. Zgadzam się, jak porównam dzisiejsze "ciacha" z amantami sprzed lat to po prostu dramat :)
  • grek.grek 06.04.16, 12:56
    takie własnie Twojej reakcji się spodziewałem, Siostro :]

    a którego współczesnego 'amanta" postawiłabyś najbliżej ideału Pecka ?
  • grek.grek 05.04.16, 16:26
    Mania już uprzedzała, więc pozostaje tylko potwierdzić : klasyka z 1974 roku.

    Julią Bożena Adamek, Romeem - Krzysztof Kolberger.
    Rezyseria Jerzy Gruza & Jan Tyszler.

    Muzyka - Andrzej Kurylewicz.
  • grek.grek 05.04.16, 16:33
    no to teraz wybór : klasyka szekspirowska czy Barcelona versus Atletico Madryt na Camp Nou ? ;]

    to herezja, ale skłaniam się coraz mocniej ku temu drugiemu. idealna konfrontacja : rózne style gry, rózne osobowości drużyn, różne charaktery, wirtuozerski atak [i dobra obrona] przeciw doskonałej obronie [i dobremu atakowi]. czy można przegapić ewentualne potknięcie Barcelony, w meczu tak ważnym, rozgrywanym w okresie jej absolutnie królewskiego panowania w światowej piłce ?

    w sobotę Real z nią wygrał, ale to był mecz bez większej stawki, poza ofk prestiżem.
    swoją drogą, Czesi sensacyjnie pokazali ten sobotni mecz :]
    retransmisję, ale za to z jakże niewielkim poślizgiem.
    oni mogą.
    w publicznej.
    a u nas..?
    [wymowne milczenie :)]

    jakbyście ewentualnie łapali gdzieś CTV, to Barca-Atletico zaczyna się studiem już o 20:15 w CT4 [inaczej CT Sport].

  • siostra_bronte 05.04.16, 19:44
    Powtórzę się, to jest skandal że nie ma LM w ogólnodostępnej tv. Niezależnie od tego, że od lat narzekam na prawie ten sam skład drużyn i nie do końca uczciwe sędziowanie. Życzę dużych emocji :)
  • grek.grek 06.04.16, 13:10
    niestety, w dodatku Euro 2016 też poleci w Polsacie i pewnie zobaczymy mecze Polaków, mecz otwarcia i finał, a resztę - po wykupieniu abonamentu. Obciach. Czesi zapewne pokaża wszystko w publicznej. Taka róznica jakościowa...

    o, miałaś nosa, Siostro :]
    mecz był interesujący.
    Atletico zaczeło świetnie - dobrze w obronie, i groźnie w ataku. strzelili gola i nagle zapachniało sensacją. Niestety, w 35 min sędzia wyrzucił z boiska jednego z graczy Atletico i Barca przejęła kontrolę nad grą. od początku drugiej połowy trwało "oblężenie Częstochowy" : cały czas pachniało golem, Barca rozgrywała hokejowy zamek, a Atletico wybijało piłkę "na uwolnienie". można grać w "10" przeciw wielu zespołom, ale przeciw Barcy cięzko się obronić, za duża presja, za duży nacisk, żeby mu sprostać trzeba ogromnej koncentracji i szybkości myślenia, co bardzo męczy umysł. Atletico fizycznie radziło sobie świetnie, ale koncentrację 2 razy zgubili i zrobiło się 2-1 dla Barcelony. trochę przepychanek, parę razy gracze coś sobie wyjaśniali z mało sympatycznymi minami. Rewanż za tydzień w Madrycie. Atletico musi wygrać. po tym co pokazali wczoraj - wg mnie, wykonalne, o ile nie dostaną znów czerwonej kartki.

    z tym sędziowaniem, o którym piszesz, też coś jest na rzeczy.
    miałem wrażenie, ze sędzia zbyt lekkomyślnie wyrzucił gracza Atletico.
    tak jakby uległ konsternującej sytuacji, w której Barcelonie gra się nie klei, a rywal nie dośc, ze zdobył gola, to jeszcze rozbija wszystkie jej ataki i nie pozwala rozwinąc skrzydeł.

    piłkarz Atletico dostał dwie żołte kartki w przeciągu 10 minut. obie dyskusyjne, a już czerwona W TAKIM momencie, dopiero w 35 minucie... to wyglądało dość podejrzanie.

    dzisiaj czytałem, ze gracze Atletico wprost twierdzą, że UEFA faworyzuje Barcelonę, bo to dla niej świetny biznes. Gdyby nie świadomośc, że piłka nożna to cięzkie miliardy, UEFA to instytucja skorumpowana, a styki na linii piłka-kluby-sponsorzy-telewizja są bardzo silne - nie traktowałbym serio tych wynurzeń. A tak... kto wie, możliwe że sędzia doskonale wiedział jak ma się zachować i tylko czekał na okazję. Głupio tak gadać, ale miałem wrażenie, ze jednak była to wyjątkowo niesprawiedliwa decyzja, która wypaczyła wynik meczu.

    sami gracze Barcelony po meczu miny mieli nieszczególne. Gdyby strzelili coś zanim Atletico zostało osłabione, a potem dorzucili te 2 gole, to pół biedy. A tak... wszyscy widzieli, że rywal był lepszy, a oni zupełnie skonfundowani i dopiero ta czerwona kartka odmieniła losy meczu i znacznie ułatwiła im zadanie.

    uff, ale popłynąłem na piłce ;]]
  • siostra_bronte 06.04.16, 19:46
    No właśnie, tak się zastanawiam jak będzie pokazywane Euro?

    O rany, i znowu Atletico zostało skrzywdzone (pamiętny finał z doliczonymi 5 min.)! To jest fakt, że sędziowie faworyzują najbogatsze drużyny. Niestety, nie ma na to siły!
  • grek.grek 07.04.16, 13:56
    mam wrażenie, ze Polsat nie pójdzie na ustępstwa, Siostro.
    pokaże tylko to, co musi z powodów ustawowych [mecz otwarcia, mecz finałowy, mecze Polaków]. swoją drogą, jego prawo, wydał kasę, musi zarobić.
    Jakim cudem TVP została przelicytowana w tak ważnej dla widowni telewizyjnej sprawie ? to dopiero jest zagadka :]

    yes, no niestety. mają jeszcze rewanż za tydzień, ale wiadomo że cięzko jest atakować Barcelonę celem odrabiania strat. Znacznie łatwiej ją kontrować mając zaliczkę.

    wczoraj Real przegrał 0-2 z Wolfsburgiem. To dopiero będzie ciekawostka, co się stanie za tydzień w tym dwumeczu ;]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka