Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 2 (vol. 76)

31.01.17, 23:08
Zakładam już teraz, żebyście od rana mieli gdzie pisać :)

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • grek.grek 01.02.17, 12:04
    dzięki, Maniu :]

    zaczynamy Luty, czyli raźnym krokiem ku wiośnie zdążamy, z nadzieją na wiele ciekawych filmów i seriali w tiwi, kinie, internecie, wszędzie gdziekolwiek :]
  • grek.grek 01.02.17, 12:51
    oglądałem w nocy :]

    prima sort ! wspaniałe kino ! Jak To Się Ogląda !

    nie możecie przegapić, powiedzcie mi, że nie przegapicie, podpiszcie jakiś cyrograf, że obejrzycie, Czcigodni ! :]

    spróbuję wyrazić się bez spoilerów, aczkolwiek... mam wrażenie, że nawet znając kolejne wypadki fabularne, i tak ma się [można mieć ?] czystą frajdę z oglądania tego filmu.

    Punktem wyjścia jest spotkanie do jakiego dochodzi w roku 1968. W tytułowym Grand Budapest Hotel , miejscu przepięknym i klimatycznym, ale jakby wyzutym z energii i pozwalającym nielicznym gościom raczej izolować się od siebie nawzajem niż tworzyć wspólnotę.

    Pewien pisarz ma przyjemnośc zetknąć się z właścicielem Hotelu, panem Zero Moustafa. Od słowa do słowa, panowie siadają przy stoliku i w nastrojowym wieczorowym antrurażu pan Moustafa opowiada o kolejach swojego życia i sposobie w jaki udało mu się wejśc w posiadanie tak wspaniałego hotelu.

    Akcja cofa się do lat 30-tych. Moustafa jest początkującym boyem hotelowym, a jego mentorem, a wkrótce takze najdoskonalszym przyjacielem, staje się messiuer Gustave, konsjerż hotelu, dowódca, szef, kierownik, menadżer, ulubieniec starszych zaamożnych pań, którym umila czas po godzinach, jako że jest prawdziwym profesjonalistą :]

    Historia nabiera właściwości sensacyjno-dramaurgicznych, kiedy umiera jedna z pań które korzystały ze szczodrości pana Gustave'a, i okazuje się że w testamencie zapisała mu szalenie cenne dzieło sztuki, "Chłopiec z jabłkiem". Syn zmarłej nie może pogodzić się z takim obrotem sprawy i knuje spisek, w wyniku którego obraz ma trafić w jego łapy, a pan Gustave do więzienia, pod zarzutem zabójstwa starszej pani.

    Co będzie dalej - musicie sami się przekonać :] Nic nie powiem, nawet na torturach oglądania "M jak Miłość" :]

    Tak czy owak : akcja to zwalnia, żeby uraczyć doskonałym dialogiem albo jakimś grepsem sytuacjnym, a to znów przyspiesza w rytm znakomitej muzyki i zasuwa dynamicznie przez cudowne wnętrza hotelowe, muzealne, pejzaże górskie i podgórskie, a jak trzeba to i przez meandry budynków więziennych lub wiedzie nas za mury klasztoru.

    Czego tu nie ma... jedna z najlepszych w historii kina scen ucieczki z więzienia; wywracająca żołądek ;] scena pościgu dwóch panów na sankach za samotnym narciarzem, przy okazji którego cała trójka wykonuje wszystkie konkurencje zimowych igrzysk olimpijskich, haha; nie mówiąc już o strzelaninach, gonitwach i zabawach w ciuciubabkę po stylowych, dizajnerskich, ocierających się o bajkowy kicz i kamp, korytarzach , windach i pokojach hotelu Grand Budapest.

    Najważniejszy jest jednak pan Gustave. człowiek z innej epoki. Moustafa definiuje go w taki sposób : " Świat w którym żył, skończył się długo zanim on się w nim pojawił. Lecz pielęgnował jego wartości z niewypowiedzianym wdziękiem". Nic dodać, nic ująć. Taki jest messiuer Gustave, w rewelacyjnym wykonaniu Ralpha Fiennesa.

    elegancki, szarmancki, pełen prawdziwej dżentelmńskiej kultury, a jednocześnie, w wyjątkowych okolicznościach potrafiący rzucić mięsem z taką siłą, że tynk leci ze ścian :"]Te wulgaryzmy pana Gustave'a są perełkami prawdziwymi. Zaśmiewałem się do łez z tych nagłych wstawek. Na szczęście Polsat pozwolił sobie na krwiste tłumaczenie. Mam wielką nadzieję, ze w tej samej wersji poleci "Grand..." takze dziś.

    POstać jest niezwykła także dlatego, że reżyser Wes Anderson w doskonały sposób konfrontuje ją z nadchodzącą zarazą faszyzmu, który wymazuje charm, klasę i szyk zastępując je brakiem manier, nagą siłą i bezceremonialnością. Koniec messiuera Gustave'a jest ogromnie symboliczny, a jego data jakże symptomatyczna, stanowi cezurę między dwiema epokami i jest niejako datą narodzin faszyzmu, który zniszczy wszystko, co stanowiło o wielkości Europy i jej kulturotwórczej roli w świecie.

    Aktorskich kreacji jest tu całe mnóstwo !
    Pojawia się w krótkim epizodzie Bill Murray, który w cudowny sposób grzecznie odmawia zapłaty za pomoc jakiej udziela Gustave'owi i Moustafie; jest ogolony na głowie Harvey Keitel, jako wytatuowany herszt więziennego gangu; jest Adrien Brody jako psychopatyczny synalek zmarłej eks-kochanki Gustave'a - zwracam Waszą uwagę na mięsiste pyskówki w jego wykonaniu, coś nadzwyczajnego !; jest Jeff Goldblum, jako nieprzekupny adwokat [scena z pokwitowaniem za kota !]; jest zupełnie na chwilę Owen Wilson; jest Edward Norton w pruskim mundurze; jest Tilda Swinton jako zmarła, która pozostawia Gustave'owi cenny dar; jest wreszcie Willem Dafoe, który tworzy postać killera, w niczym nie ustępującego Chigurchowi z "To nie jest kraj...", tyle że przerysowanego w sposób wybitnie błyskotliwy.

    a pisarza i starszego już Moustafę odtwarzają Jude Law i Murray F. Abraham.

    I nawet teraz jestem pewien, że pominąłem jeszcze kilka ciekawych aktorskich nazwisk i interesujących postaci, których cała masa zaludnia ekran. O, jest Tom Wilkinson, jest Mathhieu Amalric, którego bohater kończy marnie, jest też ceniona młoda Saorsie Ronan, jako dzielna i oryginalnie urodziwa narzeczona młodego Moustafy, która okaże się nieocenioną pomocą dla naszych bohaterów, popadających w kabały zaiste wymagające anielskiej interwencji ;]

    świetny jest moment, kiedy do więzienny strażniik bada podarunki przychodzące z zewnątrz do więźniów : ser - kłuje nożem, wędlina - tnie na kawałki, pięknie zapakowane i pięknie zrobiony tort... zostawia w całości. Nie śmie naruszyć jego pięknej konstrukcji :} oto czasy w których ryzykowano, że więzniowie dostaną do ręki nóż, za cenę ocalenia piękna dzieła sztuki :]

    Albo perfumy, które utrudniają życie Gustave'owi i Moustafie, ale nie mogą się bez ich zapachu obyć :]

    Zupełnie znakomita jest scena, kiedy Gustave - w okolicznościach dramatycznych :] - wyrzuca Moustafie, że nie wziął ze sobą owych perfum. Traci nerwy i obrzuca go stekiem pretensji i szyderstw. Moustafa spokojnie odpiera zarzuty i wyznaje, że "pojawił się w tym świecie, bo musiał uciekać przed wojną". Gustave na to "Jesteś uchodźcą ?". Moustafa potwierdza, na cop Gustave wzrusza się ogromnie, przeprasza go i postponuje w gorzkich słowach siebie samego za to, co przed chwila powiedział. Moustafa chce powiedzieć jakiś wiersz, ale muszą biec, więc Gustave powiada "Przykro mi, chłopcze drogi, ale musimy na tym poprzestać. Pamiętaj jednak gdzie przerwałeś, bo potem musisz mi ten wiersz powiedzieć w całości !":]

    Taki jest pan Gustave. Sposób w jaki porusza się i rozmawia z innymi będąc w więzieniu, to jest po prostu poezja filmowa ;] AAle najpierw odwiedza go Moustafa, widzi siniaki na jego twarzzy, a Gustave opowiada mu, co się stało - i jak on to opowiada ! haha :]

    Albo scena, kiedy wnerwiony psychopatyczny syn zmarłej hojnej dla Gustave'a, dowiedziawszy się że to tamten dostał cenny obraz w spadku, obrzuca messiuera Gustave'a stekiem wyzwisk, na co Gustave robi minimalnie zniesmaczoną minę i rzuca "I... i jak ja mam się teraz czuć ?" :] przewspaniała scena :]

    Przesiadka między wagonami kolejki górskiej - do zapamiętania ;] Albo scena, kiedy rozdzwaniają się telefony pod tytułem "podaj dalej !" między konsjerżami kilku cenionych hoteli, organizującymi pomoc dla będącego w potrzebie pan Gustave'a.

    Uff, zaczynam chyba lekko zdradzać pewne elementy fabularne, więc może tutaj skończę ten przydługi zachęcający wstęp :]

    Brawo dla Wesa Andersona ! to jest kino !

    Mam nadzieję, ze obejrzycie i koniecznie musicie napisać swoje recenzje ! :]
  • grek.grek 02.02.17, 11:43
    czy oglądaliście ? :]

    jakie wrażenia ?
  • siostra_bronte 02.02.17, 12:12
    Dzięki, Greku :)

    Brzmi świetnie! Niestety, jak wiesz, ta pora jest dla mnie fatalna, a nocy nie miałam siły zarywać. Może jeszcze będzie okazja, choć Polsat rzadko daje powtórki.
  • grek.grek 02.02.17, 12:42
    dzięki, Siostro ! :]

    dzięki :]
    tak, jest to naprawdę kawał świetnej zabawy filmowej, ogląda się jednych tchem !

    o, mam nadzieję na powtórkę, szalenie jestem ciekaw Twoich wrażeń i recenzji !
  • barbasia1 02.02.17, 23:14
    Wspaniały seans! :)

    cdn.
  • grek.grek 03.02.17, 12:06
    Barbasiu, udało Ci się obejrzeć ? :]

    mam nadzieję !

    czekam z tym większą niecierpliwością na ciąg dalszy :]
  • grek.grek 01.02.17, 12:57
    dziś w Kulturze chyba jakiś "dzien z festiwalem w Jarocinie" ? koncerty, wspominki i inne takie rozsiane po całej ramówce.

    ale kluczowy jest dokument wieczorny.

    Całkiem niedawno wszedł do kin, zdaje się już w 2016 ?, a teraz jakże szybko mamy go w telewizji.

    Oby częściej, oby więcej takich zaskoczeń in plus, państwo "Kulturyści" !
  • grek.grek 02.02.17, 11:55
    cóż, po obejrzeniu powiedziałbym, że... nihil novi sub sole :]

    znakomity dokument dla młodych widzów, którzy koleje losu jarocińskiego festiwalu znają głównie z opowieści, legend albo wycinków prasowych.

    ten film daje niemal kompendium wiedzy o przedmiocie zagadnienia.

    świetna ilustracja muzyczna wzięta z archiwów Jarocina [piosenki z tekstami lecącymi u dołu ekranu], sporo "gadająjących głów", które należą do muzyków występujących kiedyś, i czasami także obecnie, na rzeczonym festiwalu, ale także organizatorów czy prezenterów [m.in Owsiak Jerzy], sporo ujęć z prywatnych filmów nakręcanych podczas trwania festiwalu przez muzyków np. zespołu Izrael - chodzą po ludziach, pytają o wrażenia, ale i pokazują codziennośc festiwalową między koncertami, codzienne życie podczas tych paru dni zabawy i grania.

    No i wspomnienia, anegdoty, podsumowania...

    Jarocin najpierw był buntem i sprzeciwem wobec zastanej kultury, manifestacją dowartościowania kolorowej inności w czasach szarej uniformizacji, co pozwalało tworzyć wspólnotę pokoju, radości i wzajemnego szacunku, potem doszły akcenty polityczne, a po 89 zaczęła dominować komercja i chamstwo, rozróby i bijatyki, które spowodowały, że Jarocin stanął na krawędzi, bo mało kto chciał organizować festiwal tyleż legendarny, co aktualnie żenujący. A dziś Jarocin jest okazją do piknikowych zjazdów licealnej młodzieży, studentów, oraz wielu podtatusiałych dawnych punków, którzy w atmosferze piknikowej spędzają czas z żonami i dzieciakami, a wieczorem dla śmiechu poskaczą na koncercie T Love, którego "Wychowanie" wykonuje na scenie 7-letni chłopiec w towarzystwie wielu innych równolatków.

    I ta ewolucja Jarocina pokazaana jest dynamicznie oraz ciekawie. Reżyserzy dotarli do mnóstwa materiałów, świetnie to skomponowali, namówili do zwierzeń liczne postaci polskiej sceny muzycznej - dobra robota, jak by nie powiedział nigdy w życiu Terence Fletcher ;]


  • grek.grek 01.02.17, 13:03
    nie zauważyłem, że to już 2 seria :]
    po 3 odcinki są w każdej, a to już 5 jest.

    Never_Never nie oceniła zbyt wysoko tego odcinka, więc szykuję się na mniej udane dzieło, ale... mam też nadzieję, że być może będę miał przyjemność napisać coś na obronę odcinka tego :]

    opis sugeruje fabułę survivalu : młoda kobieta budzi się w jakiejś chacie na odludziu, nie wiem jak tu się znalazła, boli ją głowa i generalnie sytuacja jest niepokojąca.

    za chwilę konstatuje, że ktoś na nią poluje z bronią, a rzecz cała rozgrywa się w ramach jakiegoś upiornego reality show dla telewizji.

    oglądam :]
    I zdam relację, oczywiście !
  • grek.grek 02.02.17, 12:15
    ha... podobał mi się ten odcinek :]

    dobry twist i ciekawa wizja przyszłości oraz niejednoznaczny werdykt w sprawie głównej bohaterki.

    Ma ona na imię Victoria. Budzi się w jakimś domu na przedmieściach. Ma zaklejone nadgarstki, głowa ją boli, a dookoła żywej duszy. Nic nie pamięta, nie wie kim jest, nie wie jak się tu znalazła, nie wie gdzie jest...

    Wychodzi na zewnątrz. Dookoła są domy, domki i... w oknach tych domków stoją ludzi i filmują ją telefonami komórkowymi. Konsternacja. Victoria biega i prosi ich, żeby jej pomogli, ale żaden z nich nawet nie drgnie. Stoją i ją filmują.

    Podjeżdza auto. Wysiada z niego facet w kominiarce. Z bagażnika wyciąga strzelbę, ładuje ją i idzie w kierunku Victorii. A zewsząd napływają ci z komórkami. I filmują wszystko. Victoria jest przerażona. Ucieka ile sił w nogach, a ten z bronią idzie za nią, a ci z komórkami filmują... Co się tutaj dzieje ? Nikt jej nie chce pomóc.

    Victoria dopada sklepu na stacji benzynowej. Akurat auto tankuje dwoje młodych ludzi - Jemmę i jej chłopaka. Widząc tego gościa z bronią wszyscy troje uciekają do środka sklepu. Tarasują drzwi automatem z przekąskami. Przerażenie.

    Facet z bronią dobija się do oszklonych drzwi, a razem z nim ta cała ciekawska gawiedź z komórkami filmującymi. Kiedy gośc rozbija szkło i wdziera się do środka Jemmie udaje się otworzyć drzwi na zaplecze. Uciekają razem z Victorią. Chłopak Jemmy szarpie się z facetem ze strzelbą.

    Dziewczyny kryją się na zewnątrz. Widzę jak nadjeżdzają autem inni dziwni uzbrojeni ludzie : facet i dziewczyna w maskach i z kijami.

    Nie zauważają uciekinierek, a one widzą jak chłopak Jemmy zostaje zastrzelony. Udaje się im jakoś wybrnąć i chyłkiem uciec z niebezpiecznego miejsca. Chowają się w opustoszałym domu.

    Zapłakana i zdenerwowana Victoria pyta Jemmę : co tu się dzieje ? jemma odpowiada jej, że ludzie zwariowali. Pewnego dnia na monitorach komputerów ukazaał się "sygnał", znaczek plus dźwięk i od tego momentu postradali oni zmysły. Jedni zabijają, kradną i demolują, a inni filmują to komórkami, w jakimś dzikim transie. Pyta Victorię, czy coś pamięta.

    Victoria ma przebłyski : widzi ten "znaczek-sygnał" na ekranie, pamięta też "misia", białą zabawkę dzieciącą, twarz mężczyzny, a także ma zdjęcie dziewczynki - "to chyba moja córka", powiada.

    Opędzając się od ciekawskich, z wyrzutem krzycząc do nich "Czy wy naprawdę nic nie czujecie ?", dziewczyny zmierzaają na poludnie, bo tam, wg Jemmy, jest bezpieczniej. SPotykają faceta, który chce je podwieźć. Victoria ma obiekcje, ale Jemma mówi, że nie mają wyjścia. JUż do nich biegną ci z kijami. Wsiadają więc obie i odjeżdzają z nieznajomym.

    Zatrzymują się w lesie, gdzie... znienacka zostają sterroryzowane strzelbą. Facet przyzwiół je do swojej "dziupli" - lasku z rzadkim drzewostanem, do którego przywiązani są ludzie, wszedzie jest krew. To morderca. JUż przygotowuje Victorię, żeby ją potraktować wiertarką. Zza drzewek wyłazą gapie z komórkami i wszystko filmują. Victoria jest przerażona do głębi.

    Wraca jednak Jemma. Ma broń i powala jednym strzałem napastnika. POtem mówi do Victorii, że pojadą do źródła całego zamieszania. Do nadajnika, który wysyła toksyczne sygnały robiące ludziom wodę z mózgu. Ma on nazwę "White bear", czyli "biały miś', czyli coś co Victoria kojarzy, ale jako zabawkę dziecięcą...

    Docierają na miejsce. Jemma przecina łańcuchy i kłódki drzwi i bram wiodących do budynku. Victoria idzie za nią. Ale już mają na karku pościg, to całe towarzystwo w kijami i nie tylko, oraz kilkudziesięciu gapiów z telefonami.

    Wchodzą do strategicznego pokoju i zostają napadnięte, muszą się bronić. Victoria, doprowadzona do ostateczności, z płaczem niemal wyrywa jednemu z napastników strzelbę i pociąga za spust... z lufy wystrzeliwują konfetti !

    cd za moment :]
  • grek.grek 02.02.17, 12:37
    W tym momencie ściana się rozjeżdza na boki i... wszyscy są w studio, padają na nich światła reflektorów, a na widowni siedzi publicznośc i klaszcze.

    Victoria nieruchomieje ze zdumienia. I zaraz zostaje posadzona na przygotowanym krześle i... przypięta do niego za nadgarstki i stopy.

    To SHOW, ale specyficzny. Prowadzi go ten sam facet, który ich porwał i chciał ją wiertarką skrzywdzić. To cały mistrz ceremonii - Baxter.

    Oszołomiona Victoria nic nie rozumie, więc Baxter jej wyjaśnia, pokazując stosowny materiał nakręcony dla telewizji : Victoria jest morderczynią. Któregoś dnia porwała dziecko [to ta dziewczynka, która pojawia się w przebyskach jej wspomnień] i później zabiła je. Miała wspólnika [to ten mężczyzna z pamięci]. Dziewczynka bawiła się białym misiem.

    A "znaczek-symbol", który rzekomo odebrał ludziom rozum, to tatuaż jaki nosił jej wspólnik w tej zbrodni. Mężczyzna nie żyje, powiesił się w swojej celi.

    Po tym pokazie Victoria wpada w spazmy płaczu i nerwicy. Wygląda jakby naprawdę nic nie pamiętała, nie wiedziała co przeskrobała w życiu.

    Ze studia zostaje wyprowadzona i wpakowana w przezroczyste szklane pomieszczenie, w którym jest obwożona po ulicach, a ludzie obrażają ją werbalnie i rzucają pomidorami, które rozpryskują się na tymże szkle. Babka odchodzi od zmysłów widząc te tłumy, słysząc ich nienawistne wrzaski i widząc jak wszyscy ją filmują komórkami. A Baxter krązy i stentorowym głosem ciągle peroruje o jej zbrodni, tak że Victoria zupelnie jest odrętiwała i może tylko płakać.

    Następnie zostaje wywieziona do domu na przedmieściach. Tutaj wciąż przytwierdzona do krzesła klamarami na nadgarstkach i stopach, zostaje posadzona przed telewizorem, a do jej skroni Baxter przyczepia elektrody. I za chwilę Victoria krzyczy wniebogłosy...

    I mamy wyjaśnienie - co tu się właściwie dzieje.

    Nazywa się ten projekt White Bear Justice. To kawałek wydzielonego terenu, na którym Victoria odbywa swoistą karę za morderstwo. To co widzieliśmy, to jej codzienność. Każdego dnia budzi się ona bez pamięci i bez świadomości kim jest. Następnie odbywa się przedstawienie, czyli ucieka, gonią ją, poznaje Jemmę... itd., aż do strzału z konfetti i całego show na scenie oraz na ulicy. I tak dzień w dzień... Dzien świstaka, mówiąc krotko. Wszystko jest zaaranżowane, aktorzy odgrywają swoje role, tylko jej PRZERAŻENIE i STRACH są zawsze nowe, świeże i po raz pierwszzy przeżywane, bo każdego wieczora te elektordy za pomoca prądu kasują jej pamięć, żeby rano była "gotowa" do kolejnej "rundy".

    Wszczepia się jej tylko okruchy pamięci, a kiedy budzi się rano - widzi na ekranie telewizora "znaczek-sygnał", który od razu gaśnie. Nie ma też klamr i może ona swobodnie się poruszac. Codziennie przeżywa ten sam koszmar.

    A kim są ci ludzie z komórkami ? TO widownia, goście show, płacący za bilety i mogący sobie filmować wszystkie wydarzenia na planie. Przed rozpoczęciem show Baxter prosi ich tylko o to, żeby udawali "ludzi w transie", co by Victoria nie zorientowała się w czym bierze udział.

    I tak to wygląda : dzień po dniu. Kiedy Baxter zostawia ją na noc, wrzeszcząca z powodu tego prądu ładowanego w skronie - na odchodnem wykreśla kolejną datę z kalendarza. Krzyżyków jest już sporo, cały show trwa już od kilku tygodni.

    I powstaje pytanie : czy kara zamieniająca się w rozrywkę dla gawiedzi, to jeszcze kara czy już przesada ? czy forma tej kary jest właściwa ? Niby słuszna, bo morderca z wymazaną pamięcią przeżywa wciąz na nowo dramat sumienia i koszmar lęku, jaki musiała przeżywać jego ofiara, ale zaleta tej opowieści polega na tym, że... możemy zacząć współczuć Victorii. Znając jej postępek i rozumiejąc potrzebę wymierzenia kary. Mimo wszystko, budzi ona współczucie. I tutaj jest wielopoziomowa zagwozdka dla widza.
  • grek.grek 02.02.17, 12:40
    krótki trailer :
    www.youtube.com/watch?v=z2sPS4Lc3CM
  • never_never 02.02.17, 22:18
    no widzisz Greku, więc jednak należysz do większości, która chwali ten odcinek... :)

    nie powiem, że był zły, nawet teraz, po długim upływie czasu, nie przychodzą mi do głowy konkretne zarzuty, to po prostu subiektywne odczucie, że pozostałe "brytyjskie" odcinki bardziej mi się podobały (nie licząc s01e01 i s02e03, które ciągle przede mną)
  • grek.grek 03.02.17, 11:50
    tak wyszło jakoś, Never_Never :]

    o, zgadzam się z Tobą !
    uważam, że to był dobry odcinek, ALE gdybym pokusił się o ranking tych, które już widziałem, nie wykluczam, że również ustawiłbym go na ostatnim miejscu.

    wg mnie, wszystkie odcinki [póki co] były naprawdę dobre :]
  • barbasia1 08.02.17, 21:02
    Też mi się podoba ten odcinek.
  • grek.grek 01.02.17, 13:16
    niezmiennie warto polecić ! :]

    młody nauczyciel Pat wychodzi z zakładu psychiatrycznego, gdzie spędził kilka miesięcy po tym, jak wpadł w szał zastawszy swoją żonę z kochankiem.

    Wychodzi uzbrojony w tytułowy "poradnik pozytywnego myślenia", zestaw postaw, zachowań i sposobów myślenia, które mają mu zapewnić równowagę emocjonalną w kontaktach ze światem. Chce wrócić do normalnego życia, do pracy w szkole i przede wszystkim - odzyskać swoją połowicę.

    wierzy, że wszystko to jest możliwe, ale krok po kroku wygląda na to, że jedyne co może w obecnej sytuacji zrobić, to zapomnieć o poprzednim życiu i rozpocząć wszystko na nowo. Zrozumienie tego zabierze bohaterowi sporo czasu :]

    Mieszka u rodziców na przedmieściach, robi za maskotkę zapewniającą zwycięstwa ulubionej drużynie futbolowej ojca, zapalonego hazardzisty, codziennie biega, dba o formę, odwieedza lekarza, bywa u przyjaciół z sąsiedztwa, a także poznaje swoje kobiece alter ego - Tiffany.

    Ona też jest po szoku psychicznym, z okazji śmierci męża. Po tym wydazreniu wpadła w chorobliwą nimfomanię i poszła do łózka z całą męską załogą swojej firmy. Wróciła już do zdrowia, ale w tym biznesie są tylko "zdrowi depresanci", tak jak "trzeźwi alkoholicy".

    Tiffany jest piętro wyżej od Pata, bo akceptuje siebie, rozumie kim jest, ma w nosie co inni myślą i generalnie unosi się na wysokich rejestrach [samo]świadomości [społecznej]. Nie przestając przy tym wyglądać na ponurą. Jennifer Lawrence naprawdę Oscarowo to rozgrywa.

    I Tiffany widzi w Pacie sobiepodobną postać, porządnego, miłego faceta. Z jednym felerem : ciągle myślącego o swojej byłej żonie, która doprawiła mu rogi. Tiffany wie, że Pat buja w obłokach i jest naiwny, ale nie może mu przecież powiedzieć wprost : stary, otrząśnij się, tamta zła kobieta w ogóle ma cię w nosie, na mnie patrz, do mnie mów !

    Stosuje więc fortel, który pozwoli się jej do Pata zbliżyć, a jemu, być może, zrozumieć, że to ona, Tiffany, jest dla niego tą właściwą kobietą, której wsparcia potrzebuje by na nowo zacząć. A i ona potrzebuje jego, inaczej niż żona ;]
  • siostra_bronte 02.02.17, 12:19
    W końcu obejrzałam jakiś czas temu. Całkiem fajny film, ale mocno przereklamowany. Wydał mi się cokolwiek powierzchowny, a im dalej tym bardziej jakoś się rozłaził i robił się przegadany.
  • grek.grek 02.02.17, 12:43
    dzięki :]

    no tak, te Oscary możliwe, że nieco na wyrost :]


  • siostra_bronte 02.02.17, 12:20
    Przypominam, w Kulturze o 21.00. Koniecznie!!!
  • grek.grek 02.02.17, 12:46
    dzięki, Siostro ! :]

    oglądamy - oczywiście i nieodwołalnie :]
    pamiętam[y] Twój znakomity opis :]
    niechybnie przeczytam go ponownie po filmie, a i wszystkim polecam go z wielką przyjemnością !
  • grek.grek 03.02.17, 12:48
    To był doskonały seans !
    dzięki, Siostro, za rekomendację :]

    ależ jest tam nastrój... podkład z lirycznego jazzu, przepiękny stary Nowy Jork [ten dom w uliczce za którą rozciąga się... akwen wodny, albo plaża, ale i po prostu kolejne ulice] - jak się dostrzega uczucie z jakim to miasto traktuje Woody Allen, to pojawia się myśl "Halo, jeśli ktoś taki tak kocha to miasto... to musi być ono naprawdę niezwykłe" [też tak macie ?:)], aczkolwiek to oczywiście sprawa absolutnie i nieznośnie subiektywna, kwestia dzieciństwa, sentymentu.

    Ileż tak nostalgii, sentymentu właśnie, ileż czułości dla wspomnień, dla świata który już odszedł, ale przecież ciągle żyje w pamięci jego uczestników.

    I rodzina głównego bohatera, nie wolna od wad, przywar i niedostatków, ale jednocześnie najlepsza na świecie, bo raz, że humorystycznie sportretowana, a dwa - okazująca sobie zainteresowanie, troskę i zżyta ze sobą na amen.

    Ojciec i matka docinają sobie bez przerwy, ona jemu o lepszym życiu, którego nie mogą doświadczyć z jego winy, a on jej o braku urody czy czymś innym, co może wnerwić kobietę ;] Tyle że ani ona jego tekstów nie traktuje serio, ani on jej, i to jest clue ich związku.

    Świetna jest scena u psychologia, kiedy oboje wygłaszają wobec siebie pretensje, a doktor podsumowuje "Drodzy państwo, ja myślę, że po prostu jesteście siebie warci, zasługujecie na siebie" :]] Na co ojciec : "przepraszam, ale ja tu nie przyszedłem po to, by mnie obrażano" ;]

    Albo matka mówi o swojej siostrze : "Byłyśmy trzy i to ją uważano za najpiękniejszą", na co ojciec zgryźliwie : "To mnie nie dziwi, nie miała żadnej konkurencji" :]

    Mały Joe ma zmysł do interesów, grupkę kolegów i kocha radio. Świetna jest sekwencja kiedy Joe z kolegami zbierają pieniądze rzekomo na "pomoc żydowskiej diasporze w Izraelu", a w istocie za zdobyte pieniądze chcą sobie kupić jakieś gadżety związane z bohaterem radiowych słuchowisk. Oczywiścei, wszystko wychodzi na jaw, Joe zostaje zaprowadzony przez rodziców do rabina i zbiera solidną burę : rabin okłada go z jednej strony, ojciec z drugiej i obaj panowie przekomarzają się, kto ma prawo, a kto nie - bić chłopca, spierają się o metody wychowawcze okładając go dłońmi po czapce ;] Aż wreszcie rabin przestaje i kontruje ojca "Dlaczego pan go bije ? Tak nie wolno !" ;]

    scena z randką ciotki Beaty, zakończona ucieczką amanta z jego własnego samochodu, na wieśc o tym, ze "Marsjanie wylądowali", w świetnym stylu przybliża energię jaką wykreowało słuchowisko Orsona Wellesa. Pisałaś o tym Siostro w swojej doskonałej recenzji i opisie filmu :

    forum.gazeta.pl/forum/w,12,159179940,159179940,Ojej_co_tu_wybrac_2015_vol_61_.html
    [na samej górze :)]

    No i te rodzinne interakcje. Mieszkają razem : dwa małżeństwa, niezamęzna trzecia siostra i dzieci - i jak cudownie się dogadują, ofk czasami sobie wypominając i atakując, ale zawsze, zawsze, z miłością :]

    Wujek codziennie przynosi ryby. Stanowią one podstawę wyżywienia domowników i frustracji zarazem, bo ile można ? Ale oto ciotka Bea bierze udział w konkursie polegającym na rozpoznawaniu gatunków ryb. I co ? I wygrywa, bo dzięki szwagrowi ma te ryby w jednym palcu. Joe komentuje zza kadru "Iks lat jedzenia ryb przynoszonych przez wuja uczyniło nas ichtiologami"- haha.

    Albo scena kiedy wujka diabli biorą, bo sąsiedzi komuniści zakłócają im szabas. Pracują, puszczają muzykę i w ogóle zachowują sie niegodnie. Idzie więc, cały wkurzony, dać im ochrzan. Wraca po godzinie i... nawraca całą rodzinę na idee komunistyczne :]]

    fantastycznie to wszystko opisałaś, Siostro :] Właściwie powinienem pozostać przy tym linku do Twojego opisu, tam jest wszystko i w świetnym stylu podane !

    No i radio - zawsze obecne : jeden z domowników, przyjaciel domu, inspiracja i melodia młodości.

    Czemuż innemu, jak nie radiu, Joe zawdzięcza "widok" łodzi podwodnej ze swastyką w rzece Hudson ?

    Ojciec gania Joe'ego po mieszkaniu, żeby mu wkropić, a w radio leci dramatyczna relacja z akcji ratowania małej dziewczynki, która wpadła do studni. [Przebitki na wiele domów w Ameryce, rózne miejsca, rózni ludzie, rózne okoliczności - ale wszyscy słuchają]. Ojciec dopada Joe'ego i pasek [jaki cienkutki, hehe] idzie w ruch. W radio pada informacja "Dziewczynka nie żyje. Mimo wszelkich starań i modlitw - zmarła. Tragedia. To tragedia" i zapada cisza. Ojciec przestaje okładać Joe'ego i przyciska go do siebie z całych sił. Bez radia by się to nie wydarzyło, nawet jeśli cała scena jest szalenie zabawna i nie ma w niej żadnej przemocy.

    świetna jest też matka gangstera, którego poznaje Sally, i z ktorym się zakolegowuje. Starsza pani z siatką na włosach udziela synowi fachowych rad jak pozbyć się trefnego samochodu i zwłok właśnie zlikwidowanego jegomościa, hehe.

    Zakończenie jest niezwykłe : sylwestrowa noc na dachu budynku siedziny radia, towarzystwo neonów z sąsiednich domów, i to o czym, Siostro, Barbasiu, pisałyście w swoich komentarzach - te uwagi balowiczów "Co po nas zostanie ?", "co rok jesteśmy starsi i wkrótce nasz czas przeminie", i uwaga narratora o "Pamięci o tamtych głosach, które z roku na rok są coraz cichsze". Piękne.

    Wspaniały powrót do krainy dzieciństwa i beztroski.
    Te przygody radiowych bohaterów są takie naiwne, a rozpalają wyobraźnię dzieciaków w sposób nadzwyczajny. po latach nie sposób się uśmiechnąć na wspomnienie zapału z jakim do takich rzeczy się podchodziło. Ale dziecko myśli inaczej, ma świeżość umysłu, drwi sobie z praw fizyki i rachunku prawopobieństwa.

    Dzisiaj jest telewizja, internet, radio w odwrocie. "Video kill a radio star", jak zawodzili pieśniarze. Tyle że jak się ogląda "Złote czasy...", to ta magia wciąga po uszy, aż szkoda czasami, że techonologia obrazkowa zatriumfowała aż tak dobitnie i potężnie nad rzeczywistością, w której głos superbohatera mógł należeć do nieefektownego aktora z brzuszkiem :]

    świetny film. DO wielokrotnego oglądania !
  • siostra_bronte 04.02.17, 22:08
    Dzięki, Greku :)

    Mogę się tylko podpisać. W tym filmie jest wszystko za co uwielbiam Allena. Świetny scenariusz, kapitalne poczucie humoru, a właściwie każda scena to majstersztyk!

    Jest tu tyle zabawnych scen, że można by obdzielić kilka filmów. Oprócz tych, które opisałeś ta początkowa ze złodziejaszkami biorącymi udział w muzycznym konkursie, chłopcy podglądający nagą blondynkę jak u Felliniego :), Joe targający radio, żeby oszczędzić na taksówce, historia bejsbolisty, który mimo utraty kolejnych kończyn dzielnie wracał na boisko, itd...Długo by wymieniać!

    Do tego ten nastrój nostalgii, podkreślony jeszcze muzyką i głosem z offu Woody'ego.

    Zdecydowanie to film do wielokrotnego oglądania. Liczę na powtórkę, bo teraz nie dałam rady obejrzeć.

    Dzięki za miłe słowa o mojej recenzji :)
  • siostra_bronte 04.02.17, 22:14
    PS: Wkrótce Kultura pokaże mało znaną "Alicję". Widziałam dawno temu i tylko kawałek, bo jeszcze byłam na etapie kiedy nie lubiłam Allena :) Będzie też powtórka "Manhattanu".
  • grek.grek 05.02.17, 12:06
    świetne informacje, Siostro !

    oglądamy ! :]
  • grek.grek 05.02.17, 12:05
    dzięki, Siostro :]

    Twoja recenzja jest ponadczasowa ! :]

    yes :] wszystkie te sceny są świetne. A do tego te szybkie puenty w dialogach, zwłaszcza między ojcem i matką Joe'a :] Gęstość... partytury jest imponująca !

    przyznam Ci się, że właśnie ta nostalgia, sentyment, wspomnienie beztroski dzieciństwa, jakimi ten film uwodzi, najmocniej do mnie przemówiły - wszystko jest nimi przesiąknięte. I to robi tym większe wrażenie, bo trudno jest opowiadać tonem żartobliwym o czymś tak pełnym tonów nastrojowych.

    miejmy nadzieję :] KUltura lubi powtórki.

    :]
  • barbasia1 07.02.17, 23:48
    I ja oglądałam po raz kolejny. To też mój ulubiony film. :)
  • grek.grek 02.02.17, 12:50
    yes, który to już raz powtarzają... :]]

    ale to jest jednak naprawdę dobre kino, rozegrane na scenie, za sceną i w salach baletowych, garderobach, wgryzające się w psychikę artystki, która musi w sobie odnaleźć to COŚ, aby stać się nią w pełni, ciekawie też ujęte są te wszystkie przemiany osobowości - niby na granicy kiczu, bo za pomocą metafory fizycznego przeobrażenia, ale... jak to inaczej pokazać ? :] mozę największse brawa dla Darrena Aronofsky'ego powinny być właśnie za odwagę i podjęcie ryzyka ?
  • never_never 02.02.17, 22:36
    "Captain Fantastic" to film o tytule sugerującym kolejny produkt Marvella z superbohaterem o magicznych mocach, ale nie dajcie się zwieść. Jest to bowiem niezwykła opowieść o rodzinie żyjącej według własnych reguł, inaczej niż reszta społeczeństwa.
    Ben (grany przez Viggo Mortensena - przez większość filmu z obfitą brodą…;) mieszka w lesie z sześciorgiem dzieci, z dala od „cywilizacji”. Jedzą to, co upolują, trenują samoobronę, wspinaczkę, ale jednocześnie czytają mnóstwo książek i swobodnie dyskutują czy to o fizyce kwantowej, czy o literaturze. Ben uczy dzieci myśleć samodzielnie, bez „recytowania formułek”, nie ma dla niego tematów tabu, o których nie mógłby rozmawiać nawet z najmłodszym kilkuletnim chłopcem.
    Oczywiście w tej rodzinie wszyscy mają bardzo wyraziste poglądy polityczne i społeczne, można by powiedzieć „skrajnie lewicowe”, antykonsumpcyjne i antyklerykalne. Ale dla mnie jest to film głównie o tym, czy rodzice mogą wychowywać swoje dzieci według własnych ideałów, w izolacji, a czasem wbrew społeczeństwu.
    W ten trochę sielankowy obraz zakrada się bowiem dramat – okazuje się, że matka, która była na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym, odebrała sobie życie. Wszyscy pakują się zatem do autobusu i jadą na pogrzeb, a właściwie „uratować mamę” przed tą ceremonią organizowaną przez dziadków, którzy nie życzą sobie obecności zięcia. I podczas tej podróży okazuje się, że najstarszy syn w tajemnicy przed ojcem został przyjęty na najlepsze uczelnie, a pomagała mu w tym matka. Chłopak uświadamia sobie też, że nie zna zwykłego życia, wie tylko to, zostało napisane w jakiejś „f…..” książce. Młodszy syn też się buntuje :”Dlaczego nie możemy obchodzić Bożego Narodzenia jak wszyscy?” – rodzina świętuje bowiem w zamian dzień urodzin Noama Chomsky’ego…. A po dotarciu do dziadków postanawia zostać z nimi i nie wracać do ojca, co w konsekwencji doprowadza do ważnej decyzji na temat wychowania swoich dzieci, jaką musi podjąć Ben.
    W filmie są sceny, które mogą obruszyć co bardziej konserwatywnego widza (najbardziej chyba sposób potraktowania ciała matki, choć lojalnie uprzedzam, że sama wyrażała taką wolę w testamencie – korciło mnie, by to opisać, ale nie! oglądnijcie film!...:)
    Ja z kolei jakoś nie mogłam zaakceptować „uwalniania jedzenia” z supermarketu, bo wydaje mi się, że to nie wielki koncern ponosi straty, a biedne panie kasjerki mają potrącane z pensji.
    Ale nie zrażajcie się, myślę, że film może się spodobać, a przynajmniej zainteresować osoby o poglądach i „z lewa”, i „z prawa”. Jest po prostu bardzo dobrze napisany, zrealizowany i świetnie zagrany.
    Viggo wprawdzie chyba nie dostanie Oscara (za duża konkurencja, bo i młodszy Affleck, i podobno Denzel Washington w „Fences” stworzyli kreacje), ale i on, i dzieciaki naprawdę dobrze się spisują.
    Polecam Waszej uwadze to „interesujące” dzieło (użyłam tego słowa z premedytacją, choć według Bena jest to słowo, które nic nie znaczy…;)
  • grek.grek 03.02.17, 12:05
    dzięki, Never_Never :]

    świetny opis !

    bardzo ciekawy film, jak wynika z powyższego.
    Podejmuje wszak odwieczne marzenie "wywrotowców" wszelkiej maści - żyć poza tradycjami i kultorowymi kliszami społeczeństwa oficjalnego, nie dać mu się zindoktrynować i wytworzyć kulturę alternatywną.

    komuny czy sekty zostały już chyba nieźle opisane, ale rodzina - to temat w miarę świeży i nieopatrzony.

    na mój gust, Ben dobrze myśli, ale nie przekonuje do końca dzieciaki, bo jest sam, a społeczeństwo jest wszechobecne. Nie sposób odizolować dzieci od jego wpływów, a poza tym - człowiek jest jednak istotą społeczną. Dziecko zwłaszcza. Dorosły niekoniecznie, ale dziecko bardzo czuje izolację od rówieśników, od świata jako takiego, nie da się tego naturalnego deficuty pokonać nawet najlepszą atmosferą w domu i nawet najszlachetniejszzymi pedagogicznymi zamiarami i realizacjami.

    A przy okazji takie filmy puszczają oko do systemu edukacji - hej, zmieńcie coś w swoich programach nauczania, nie wciskajcie dzieciakom na siłę regułek i formułek, uczcie myślenia, rozwiązywania problemów, współpracy z innymi, jednocześnie rozwijając indywidualne zdolności i talenty, niech lekcje nie będą takie sztywne, nie zamulajcie im głów głupstawami, pozwólcie pewne rzeczy odkrywać samodzielnie. POżyteczny jest więc z punktu widzenia tzw. korzyści dla zbiorowości :]

    jestem niezmiernie ciekaw, jak to się dalej potoczyło, bo zarysowałaś wątki i pozostawiłaś je w zawieszeniu, jak specjalistka od clifhangerów serialowych :]

    o, to jest ciekawe pytanie : kto dostanie OScara za główną rolę - o Washingtonie słyszę od Ciebie po raz pierwszy, przyznam, że nie mam większego pojęcia o "Fences"; Casey Affleck dostał już Złotego Globa za "Manchester...", no i jest jeszcze Ryan Gosling z "La La Land", który chyba idzie na rekord oscarowy ;']

    Rzeczywiście, będzie więc cięzko, ale sama nominacja to już jest rzecz nobilitująca niewątpliwie :]
  • never_never 04.02.17, 00:52
    > na mój gust, Ben dobrze myśli, ale nie przekonuje do końca dzieciaki, bo jest s
    > am, a społeczeństwo jest wszechobecne. Nie sposób odizolować dzieci od jego wpł
    > ywów, a poza tym - człowiek jest jednak istotą społeczną.

    To prawda... Akurat starszy syn zaczyna kłócić się z ojcem zaraz po poznaniu atrakcyjnej rówieśniczki...;)

    > A przy okazji takie filmy puszczają oko do systemu edukacji - hej, zmieńcie coś
    > w swoich programach nauczania

    Czyżbyś oglądał? ;) Jak na zamówienie jest w filmie scena przepytywania ośmioletniej córki Bena i jej starszych kuzynów wychowanych w tradycyjnej rodzinie i chodzących do normalnej szkoły - dziewczynka góruje nad nimi zarówno wiedzą, jak i logiką rozumowania

    > jestem niezmiernie ciekaw, jak to się dalej potoczyło, bo zarysowałaś wątki i p
    > ozostawiłaś je w zawieszeniu, jak specjalistka od clifhangerów serialowych :]

    a, to dlatego, że ja sama bardzo unikam czytania spoilerów i nie chcę psuć innym przyjemności oglądania :) Podobno "Captain Fantastic" pokaże się w Polsce w marcu, więc może ktoś się skusi?
    Poza tym Wasze opisy dzieł filmowych są tak bogate w szczegóły i rozważania, że jakoś nie umiem napisać czegoś choć w połowie zbliżonego (no i czasu też brak!), a pomijając wiele wątków spłycam film, zniechęcam potencjalnych widzów, itp., itd.

    Ale skoro się domagasz – masz (uwaga spoiler!):

    Ben z dziećmi organizuje akcję „uwolnienia więźnia” (czyli młodszego syna, który został u dziadków). Niestety, jedna z dziewcząt spada wtedy z dachu i trafia do szpitala, gdzie lekarz informuje ojca, że niewiele brakowało, by jego córka została całkowicie sparaliżowana. Dla Bena to wstrząs, a ponieważ jednocześnie teść zapowiada walkę o dzieci w sądzie, Ben się poddaje, zostawia u dziadków całą gromadkę i wyjeżdża. W sumie to chyba zaczyna rozumieć, że jego sposób na życie nie do końca jest dobry dla jego dzieci.

    Ta rodzina jest jednak bardzo silnie związana – w trakcie podróży okazuje się, że dzieciaki schowały się w autobusie i jadą razem z ojcem. Wszyscy wracają na cmentarz, gdzie została pochowana matka, wykopują trumnę i zabierają ze sobą (matka była buddystką i w ostatniej woli prosiła o kremację, a dziadkowie tego nie uszanowali i wyprawili chrześcijański pogrzeb).

    Zakończenia są dwa. Widzimy rodzinę na lotnisku, gdzie spuszczają prochy matki w kibelku w publicznej toalecie!!!
    (życzyła sobie, aby zrobić to w najbardziej uczęszczanym miejscu, ale muszę wspomnieć, że wzdrygnęłam się widząc tę scenę - jak silne są jednak nasze uwarunkowania kulturowe…)
    Potem wszyscy odprowadzają najstarszego brata Bo, który wylatuje (chyba) do Namibii (na pytanie młodszego rodzeństwa dlaczego tam, odpowiada, że po prostu położył palec na mapie i wypadł ten kraj). A więc nie college, a podróż mają go nauczyć życia.

    A później widzimy Bena i młodsze dzieci chyba na farmie, autobus został zamieniony na kurnik, ojciec szykuje dzieciakom „lunchowe” torebki i każe się pospieszyć, bo zaraz przyjeżdża szkolny autobus. A więc kompromis… Czy to smutne, że idealizm przegrał? Może jednak w życiu konieczny jest „złoty środek”?

    Film ma swoje naiwności i przerysowania, jak już wspomniałam może też wzbudzać kontrowersje, ale jednocześnie jest pełen humoru, a czasem wzruszenia, na początku trochę „survival”, potem trochę kino drogi, na końcu trochę rodzinna drama.

    A tu można zobaczyć zwiastun
    www.youtube.com/watch?v=D1kH4OMIOMc
    > o, to jest ciekawe pytanie : kto dostanie OScara za główną rolę - o Washingtoni
    > e słyszę od Ciebie po raz pierwszy, przyznam, że nie mam większego pojęcia o "F
    > ences"; Casey Affleck dostał już Złotego Globa za "Manchester...", no i jest je
    > szcze Ryan Gosling z "La La Land", który chyba idzie na rekord oscarowy ;']

    Podobno Gosling jest przereklamowany. Choć czytałam gdzieś tekst broniący jego roli, że jest to „aktorstwo fizyczne” i nie można go porównywać do filmów dramatycznych. Nie wiem, nie widziałam, ale może ktoś zrecenzuje wkrótce "La La Land" tutaj na forum?
  • grek.grek 04.02.17, 11:52
    dzięki, Never_Never za dokończenia tej intrygującej fabuły ! :]

    wygrywa więź ojca z dziećmi - to budujące. Bo i Ben wygląda na porządnego, myślącego faceta, który wszystko co robi, czyni dla dobra swoich dzieci. Dla ich dobra jest nawet gotów wyrzec się ideałów, w które wierzy - to naprawdę wysoki stopień oddania i miłości.

    całe szczęście, i wielka klasa, reżysera [i aktora, jak mniemam ? :)], że Ben nie jest jakimś fanatykiem, bo to by zupełnie zmieniło sens filmu. Nawet gdyby fanatyk dostępował w końcu nawrócenia :]

    o, zdecydowanie przyłączam się do Twojej sugestii - jest tutaj próba znalezienia złotego środka. Starszy syn rusza w podróż mającą być doświadczniem formującym, a młodsze dzieci zostaje wysłane do szkoły, czyli... będą wzbogacać państwowy system edukacji :] Tata zaszczepił w nich zdolność samodzielnego myślenia i zadawania pytań, więc wpłyną pozytywnie na swoich rówieśników, których im z kolei brakuje do naturalnych dla dziecka kontaktów społecznych - tak jak to opisałaś w scenie konfrontacji córki Bena i uczniów normalnej szkoły. Zatem, wizja jest to interesująca, mądra i niczego/nikogo nie wykluczająca, a wskazująca zalety zarówno alternatywnego wychowania jak i tradycyjnej szkoły. Teraz tylko trzeba je połączyć, by otrzymać jakąs formę ideału :]

    o yes, film, a i wygląda w trailerze, znakomicie !
    świetnie to opisałaś i wyznaczyłaś akcenty :]

    Niedomiennie zachęcam Cię, Never_Never, pisz koniecznie ! :] Co chcesz, jak i wedle własnego uznania. Idzie ci doskonale !

    o, ciekawa opinia. MOże rzeczywiście aktorskie Oscary ominą "La La Land".

    Mania ma w planach wyjście do kina na "La La Land", więc - miejmy nadzieję - niebawem napisze sążnistą recenzję :]

    dzięki raz jeszcze :]




  • never_never 04.02.17, 23:45
    ja też dziękuję :)
  • barbasia1 04.02.17, 17:39
    >Podobno Gosling jest przereklamowany. Choć czytałam gdzieś tekst broniący jego roli, że jest to >„aktorstwo fizyczne” i nie można go porównywać do filmów dramatycznych. Nie wiem, nie >widziałam, ale może ktoś zrecenzuje wkrótce "La La Land" tutaj na forum?

    Ja! Ja opowiem! Objerzałam "La la land" :))
  • grek.grek 04.02.17, 17:47
    kapitalna informacja, Barbasiu !

    koniecznie musisz nam opowiedzieć o filmie, Twoich wrażeniach i o wyprawie do kina ! :]
  • barbasia1 04.02.17, 18:42
    O! Cześć, Greku! :)) Już zabieram do pisania. Sporo ludzi było w kinie na moim seansie, a nie był to dzień premiery , ani dzień czy dwa po.
  • grek.grek 05.02.17, 11:36
    świetnie, Barbasiu :]

    ha, znaczy to , że "La La Land" może mieć prawdziwe wzięcie :]
    jeśli przynosi ludziom przyjemność i inspirację - znakomicie !
  • barbasia1 07.02.17, 23:28
    Uroczy film! :)
  • never_never 04.02.17, 23:40
    O, to świetnie!
    Na pewno znajdziesz wielu zainteresowanych czytelników (włączając mnie:)))


  • barbasia1 07.02.17, 23:24
    Dziękuję! :)) Jutro napiszę!
  • barbasia1 04.02.17, 18:40
    Ależ ciekawy film! Dzięki, Never_Never, świetna opowieść!

    >Zakończenia są dwa. Widzimy rodzinę na lotnisku, gdzie spuszczają prochy matki w kibelku w >publicznej toalecie!!!
    >(życzyła sobie, aby zrobić to w najbardziej uczęszczanym miejscu, ale muszę wspomnieć, że >wzdrygnęłam się widząc tę scenę - jak silne są jednak nasze uwarunkowania kulturowe…)

    Tez byłam bardzo ciekawa, jak potraktowano ciało / prochy matki i też się wzdrygam, czytając jak to się odbyło w filmie.
  • siostra_bronte 03.02.17, 12:18
    Jutro w Kulturze o 20.20.

    Znakomity film Iana Softleya o początkach kariery Beatlesów, kiedy wyjechali na koncerty do klubów w "dzielnicy czerwonych latarni" czyli St. Pauli w Hamburgu w 1960 r.

    To był bardzo ważny wyjazd, bo na miejscu poznali członków artystycznej bohemy, Astrid Kirchherr i Klausa Voormanna. Ta dwójka miała duży wpływ na wykreowanie scenicznego wizerunku zespołu (słynne grzywki i inny styl ubierania). To Astrid zrobiła pierwsze, słynne zdjęcia Beatlesów. A Voormann zaprojektował potem okładkę płyty "Revolver".

    Fabuła koncentruje się wokół mało znanego wątku piątego Beatlesa, basisty Stuarta Sutcliffe'a.

    Przede wszystkim to świetna, pełna emocji, dramatyczna historia. I oczywiście mnóstwo znakomitej muzyki. Co ciekawe to rock'n'rollowe standardy jakie wykonywali Beatlesi w Hamburgu, jeszcze nie ich własne kompozycje. I te covery są naprawdę świetne. Świeże, pełne energii, wręcz punkowe. Nogi same chodzą! Wykonał je specjalny zespół, w skład którego wchodzili członkowie, m.in. Nirvany, Sonic Youth i R.E.M.

    I jeszcze dobre aktorstwo, zwłaszcza Iana Harta w roli Lennona. Nieźle wypadła też Sheryl Lee w roli Astrid, choć bardziej przekonująca byłaby jednak jakaś niemiecka aktorka.

    W sumie kawałek świetnego kina!

    Zapowiadałam ten film dwa razy, ale reakcji nie było. Nie lubicie Beatlesów czy co? :) Mam nadzieję, że teraz się skusicie. Bardzo polecam!!!









  • grek.grek 03.02.17, 13:12
    dzięki, Siostro ! :]

    może tym razem się wreszcie uda !
    pamiętam o tym filmie, zawsze bardzo cenię Twoje rekomendacje, ale... jakoś nie było okazji do obejrzenia "Backbeatu".

    może jutro się powiedzie :]

    trudno nie lubić Beatlesów !
    ale chyba Stonesów jednak częsciej słucham ;]
    I Doorsów chyba też.
    ale i Beatlesów nie wyłączam kiedy słyszę, a wprost przeciwnie ! :}
  • barbasia1 04.02.17, 19:45
    Dobra pora! Oglądamy.
    Tylko kiedy ja odrobię moje ogromne zaległości!?
  • grek.grek 05.02.17, 12:32
    obejrzałem :]

    świetna rekomendacja, Siostro !

    faktycznie, mnóstwo dynamicznej rock'n rollowej muzyki - klasyki zagrane z, yes !, punkową energią i zapałem. Znakomite. No i... z dodatkiem striptizów scenicznych ;]]

    Podobał mi się główny wątek, w którym reżyser obsadził tego, który jest/był najmniej "beatlesowski', czyli Stuarta Sutcliffe'a. Znakomicie wypadł w tej roli młody pan aktor - Stephen Dorff.

    interesujące jest to, że Sutcliff jako jedyny z chłopaków jest prawdziwym artystą. Maluje, ma background mentalny, jak sam wyznaje "zaczałem grać w zespole, bo chciałem poznawać piękne dziewczyny". Potrafi miłośc do Astrid postawić wyżej niż The Beatles, pieniądze i karyjerę.

    Jakże inny jest od pozostałych. Lennon ma kompleksy na punkcie swojej orientacji seksualnej [Astrid mu to sugeruje, ale i on obrusza się o jakieś niewinne uwagi podejrzewając, że kryje się za nimi posądzanie go o homoseksualizm] i to one jakoś go napędzają do działania, pozostała trójka w ogóle jest w tle, a Mc Cartney dostaje nerwicy, kiedy Sutcliffe raz czy drugi zachowuje się mniej "profesjonalnie". Oni wszyscy chcą brylować na listach przebojów i nagrywać płyty, które doskonale się sprzedadza. Jeden Sutcliffe ma podejście zupełnie luźne i wg mnie, w tym filmie, to on jest prawdziwym artystą, tworzy bezinteresownie i doznaje przy tym radości, również bezinteresownej.

    to o czym Beatlesi śpiewają w swoich piosenkach - on wciela w życiu codziennym. Dlatego żyje poezją, a oni, nawet spełniając swoje marzenia, są gdzieś jedną nogą w prozie.

    Zresztą, odnosi on sukces jako malarz,dostaje się na akademię sztuk pięknych, spełnia się w związku, nie żałuje tego z czego zrezygnował,chociaż...kiedy staje pod sceną, podczas koncertu - jakby przez moment minimum zazdrości odczuwał ? "Kurczę, mógłbym teraz tam z nimi być" ?

    Problemy neurologiczne narastają, osiągając apoegum w scenie pobicia Klausa, aż do śmiertelnego udaru mózgu, którego Stuart doznaje w swojej pracowni malarskiej. Malownicza śmierć, jeśli mógłbym użyć takiego zwrotu, śmierć artysty : przy swoich sztalugach, w poplamionych farbami robocznych ciuchach.

    Ciekawy jest wątek przyjaźni Stuarta i Johna Lennona. Jak mocny obecny jest tak pierwiastek miłosny i na ile obaj go odczuwają, a na ile tylko jeden ? Kiedy pojawia się Astrid i Stuart traci dla niej głowe, John dośc obcesowo przekonuje, że "to nie jest laska dla ciebie, ona jest z innej ligi, nigdy jej nie zaliczysz". Dośc brutalnie próbuje mu ją z głowy wybić. Najpierw myślałem, ze robi to dlatego, bo sam chciałby się do niej zbliżyć i boleśnie uświadamia sobie, że nie ma szans.

    A potem, kiedy Stuart wiąże się z Astrid, ona sama punktuje Johna "Ty nie jesteś zazdrosny o niego, ale O MNIE". John się broni przed takim postawieniem sprawy, ale później mamy scenę ich szarpaniny na ulicy, kiedy przy okazji przewracają tekturową figurę Brigitte Bardot :], która w finale zamienia się w homoerotyczne zapasy. Ciekawy wątek, dwuznaczny i naprawdę wiarygodnie zagrany.

    Rozbawił mnie moment kiedy chyba McCartney lamentuje i narzeka, ktoś podchodzi i pyta "On zawsze jest taki ?", na co chyba Stuart odpowiada "Nie. Czasami bywa apatyczny i zniechęcony";]]

    Albo dowcvip Lennona "Matka chciała mi dać imię po ojcu, ale Ojciec to raczej kiepskie imię" :]]

    Bardzo udana jest nie tylko muzyka, ale i nastrój tych ciemnawych, ciasnych klubików muzycznych Hamburga, gdzie początkującym muzykom przychodzi występować pomiędzy striptizerkami i tancerkami. Grają tak wiele, że kondycyjnie nie wyrabiają, a fani czasami siedzą jak słupy soli i mimo potężnej dawki energii ze sceny, jakoś nie kwapią się do tanecznych pląsów :]

    Bardzo dobry film :]

    dzięki raz jeszcze, Siostro :]
  • siostra_bronte 05.02.17, 14:58
    Dzięki, Greku :)

    Cieszę się, że Ci się podobało! Bo istotnie historia jest świetna. Wybór między karierą w zespole a malarstwem i miłością do Astrid był rzeczywiście dramatyczny. Ta scena, o której wspomniałeś mówi, że z pewnością Stuart miał jednak wątpliwości czy dobrze zrobił.

    Stuart faktycznie nie był nawet muzykiem. Poznał Johna w czasie studiów w szkole artystycznej, jeszcze przed powstaniem zespołu. Potem był krytykowany przez innych Beatlesów, zwłaszcza McCartneya, za to, że obniża poziom muzyczny zespołu, co widzimy w filmie.

    Yes, Lennon i Stuart prawdopodobnie mieli romans, co potwierdziła siostra Stuarta. Ale w filmie są tylko aluzje na ten temat.

    Ciekawa jest historia choroby Stuarta. Popularna jest teoria, że tętniak mózgu był efektem bójki do jakiej doszło po koncercie w klubu w Liverpoolu w 1961 r. Stuart uderzył mocno głową w mur. Ta scena jest zresztą w filmie, w zwolnionym tempie, co sugeruje jej duże znaczenie dla dalszych losów Stuarta. Niestety, w owym czasie Stuart zrezygnował z pomocy lekarskiej, choć był pokiereszowany i nawet nie poszedł na wyznaczony termin prześwietlenie głowy. Szkoda, bo może już wtedy dało by się coś zrobić.

    Tak, świetne są te sceny w szemranych klubach Hamburga. A ci nieliczni widzowie z pewnością nie zdawali sobie sprawę, że są świadkami narodzin legendy.

    Miło mi, Greku :)

    Tutaj link do tekstu ze zdjęciami Astrid.

    gerryco23.wordpress.com/2010/09/22/astrid-kirchherr/
  • siostra_bronte 05.02.17, 15:15
    Jeszcze jedno, ja bym się nie czepiała, że zespół chciał nagrywać przeboje i zarabiać pieniądze. To wcale nie wyklucza artyzmu, czego Beatlesi dowiedli potem nie raz :)
  • barbasia1 05.02.17, 16:52
    siostra_bronte napisał(a):

    > Jeszcze jedno, ja bym się nie czepiała, że zespół chciał nagrywać przeboje i za
    > rabiać pieniądze. To wcale nie wyklucza artyzmu, czego Beatlesi dowiedli potem
    > nie raz :)

    Oczywiście!

    Protestuję rekami i nogami ;) przeciwko przekonaniu, że prawdziwy artysta nie ma zarabiać i musi być być biedny!
  • grek.grek 05.02.17, 17:24
    ja też nie ma nic przeciwko temu, Barbasiu :]

    ale wiesz, ideał artysty zawsze był taki, że tworzy z potrzeby duszy, a nie ciała ;]
    z pewnością do wymogów XX wieku był on nieprzystający cokolwiek.
  • barbasia1 05.02.17, 22:09
    >ale wiesz, ideał artysty zawsze był taki, że tworzy z potrzeby duszy, a nie ciała ;]
    >z pewnością do wymogów XX wieku był on nieprzystający cokolwiek.

    Wiesz, ideały swoje, a życie swoje, zawsze tak było. Mozart w XVIII wieku zarabiał komponując na zamówienie (!), grając i nauczając muzyki. Jan Sebastian Bach też musiał swojego wielkiego talentu używać do pracy zarobkowej, by jakoś utrzymać siebie i rodzinę – ożeniwszy się dwukrotnie, dorobił się łącznie dwudziestu potomków! /O Matko, aż tylu!/
  • grek.grek 06.02.17, 11:56
    racja, Barbasiu :]

    niektórzy stanowczo niezgrabnie pokierowali swoimi losami zawodowymi.
    poniechawszy posiadania rodziny, mogliby tworzyć w spokoju i bez zawracania sobie głowy koniecznością wykarmienia... 20 potomków ?! ;]]
  • barbasia1 06.02.17, 22:28
    A jednak nie przeszkadzało to kompozytorowi pozostawić po sobie ogromną spuściznę. :)

    Przeczytałam właśnie, że z dwudziestki dzieci dziesięcioro nie dożyło pełnoletniości.

    Pięciu synów Bacha zostało znanymi muzykami. Znakomita nagroda za poświęcenie.

  • grek.grek 07.02.17, 12:02
    I to prawda, Barbasiu :]

    fatalne czasy.

    o !
  • grek.grek 05.02.17, 16:54
    dzięki, Siostro :]

    zdecydowanie - bardzo dobry film !

    właśnie. Mc Cartney niby później przeprasza Stuarta za niepochlebne opinie, którymi go raczył [chociaż to "Love me tender" w wykonaniu Sutcliffe'a... cóż, było chyba niezbyt udane, tak obiektywnie ? Nie sądzisz ? ;)] i sprawa zostaje wyjaśniona przyjacielskim uściskiem, ale reżyser pokazał tego pierwszego w dość nieciekawym świetle : niby jako muzyka poważnego, znającego swoją wartość i nastawionego na sukces, ale w konfrontacji z romantycznym malarzem zaczytanym w Rimbaudzie - jest to portret dośc niesympatyczny, trochę takiego "spoconego" faceta strasznie zafiksowanego na niemal profesjonalnej robocie jaką zespół ma do wykonania.

    o, to ciekawy wątek.Te relacje jest bardzo niejednoznaczna, aluzyjna, co czyni ją szalenie interesującym wątkiem filmowym.

    dzięki, Siostro, rzeczywiście -to brzmi wiarygodnie. MOżliwe,że zlekceważył tamten wypadek, a każdy mocniejszy kontakt głowy z czymś twardym może mieć nieobliczalne następstwa.

    o, najpewniej tak, zwłaszcza ci dwaj panowie, którzy w pewnym momencie wstają od stolika i machając rękoma z rezygnacją wychodzą z sali, hehe.

    o, masz rację, Siostro :]

    Beatlesi znali swoją wartość, chcieli zaistnieć na muzycznym rynku, profesjonalizm Mc Cartneya czy Harrisona z pewnością był zaletą. Ale wiesz jak to niesksownie wygląda w zestawieniu z historią artysty, który ma za nic honory i woli miłość z domieszką malarstwa abstrakcyjnego ;]

    dzięki, Siostro :]

    dzięki za zdjęcia !
  • siostra_bronte 05.02.17, 17:39
    O tak, McCartney został pokazany raczej mało sympatycznie :) Sam muzyk był rozczarowany filmem. Miał pretensje, że odebrano mu "całą rock'n'rollowość", cytując wikipedię. Harrison nawet nie obejrzał filmu do końca. Ale i McCartney i Astrid byli pod wrażeniem roli Dorffa jako Stuarta.
  • siostra_bronte 05.02.17, 17:40
    Chodzi oczywiście o "rock'n'rollowość" McCartneya :)
  • grek.grek 05.02.17, 18:05
    o właśnie, o to mi chodziło, Siostro :]

    taki trochę "spocony facet w pędzie po sukces i zżymający się na mniej sierioznego kolegę" :] Ale to głównie konwencja filmu o tym przesądza, bo można zrobić także inny, w którym to "profesjonalne podejście" Mc Cartneya można by przedstawić w samych superlatywach.

  • barbasia1 05.02.17, 22:28
    siostra_bronte napisał(a):

    > O tak, McCartney został pokazany raczej mało sympatycznie :)

    W scenie pożegnania Stuarta z Beatlesami McCartney przeprasza go za wszystko, co o nim powiedział. To przywraca sympatię do Paula.
  • barbasia1 05.02.17, 16:47
    > interesujące jest to, że Sutcliff jako jedyny z chłopaków jest prawdziwym artys
    > tą. Maluje, ma background mentalny, jak sam wyznaje "zaczałem grać w zespole, b
    > o chciałem poznawać piękne dziewczyny". Potrafi miłośc do Astrid postawić wyżej
    > niż The Beatles, pieniądze i karyjerę.

    A mnie się wydaje, że Astrid jest katalizatorem, który pomaga Sutcliff uzmysłowić sobie, że Beatlesi to nie jest jego droga życiowa.
  • siostra_bronte 05.02.17, 16:52
    Tak. Stuart był przede wszystkim malarzem i to kochał najbardziej. Do tego przy słabych umiejętnościach muzycznych długo by się nie utrzymał w zespole.
  • barbasia1 05.02.17, 17:11
    siostra_bronte napisał(a):

    > Tak. Stuart był przede wszystkim malarzem i to kochał najbardziej. Do tego przy
    > słabych umiejętnościach muzycznych długo by się nie utrzymał w zespole.

    Oczywiście, w tej profesji , nie da się długo udawać.
  • barbasia1 05.02.17, 17:10
    >A mnie się wydaje, że Astrid jest katalizatorem, który pomaga Sutcliff uzmysłowić sobie, że Beatlesi >to nie jest jego droga życiowa.

    Albo raczej zebrać się na odwagę i zająć się malarstwem w którym, jak się wydaje przejawiał spory talent.
  • grek.grek 05.02.17, 17:22
    bardzo dobra interpretacja, wg mnie, Barbasiu :}
  • barbasia1 05.02.17, 17:25
    :))
  • barbasia1 05.02.17, 17:12
    >interesujące jest to, że Sutcliff jako jedyny z chłopaków jest prawdziwym artystą. Maluje, ma >background mentalny, jak sam wyznaje "zaczałem grać w zespole, bo chciałem poznawać >piękne dziewczyny". Potrafi miłośc do Astrid postawić wyżej niż The Beatles, pieniądze i >karyjerę.

    Wszyscy są już w tym momencie prawdziwymi artystami!
  • grek.grek 05.02.17, 17:27
    o tę duszę mi chodziło, Barbasiu ;]

    sądzę, ze nieprzypadkowo wpleciona zostaje scena, w której Stuart wspomina o Rimbaudzie, który chodził głodny i bosy nie dbając o zaszczyty [a także po prostu przestał układać wiersze, kiedy uznał że swoje już ułożył i na więcej nie ma pomysłów, zajmując się bodajże handlem przez resztę zbyt krótkiego życia] :}
  • barbasia1 05.02.17, 21:16
    Myślę, że przeceniasz decyzję Sutcliffe'a i jego samego jako "prawdziwego" artystę. On zrezygnował z ewentualnej wielkiej kariery z Beatlesami (ewentulanej, bo przecież sukcesu, kariery, wielkich pieniędzy przecież nikt nikomu nie może zagwarantować na jej początku) i nie tyle dla sztuki, dla malarstwa, ile z prozaicznych powodów - z braku muzycznego talentu i w gruncie rzeczy pasji do grania. Jak sam przyznał, nauczył się kilku chwytów na basie i dołączył do chłopaków, namówiony przez Johna, żeby się dobrze bawić, "poznawać piękne dziewczyny" - jak sam wyznał. Jego rezygnacja ze współpracy z Beatlesami, nie była wielkim aktem poświęcenia kariery na rzecz sztuki, a raczej rozsądną decyzją , by zająć się czymś, w czym przejawiał talent, do czego czuł powołanie.

    Koniec końców, Sutcliffe nie zasłynął jako wybitny artysta pracami, które pozostawił, nie wpisał się w historię brytyjskiego, czy światowego malarstwa, zasłynął jedynie jako tajemniczy piąty Beatles, który zmarł w młodym wieku u progu wielkiej kariery zespołu.
  • barbasia1 05.02.17, 22:31
    >a raczej rozsądną decyzją

    podyktowaną rozsądkiem decyzją
  • barbasia1 05.02.17, 22:38
    jego samego jako "prawdziwego" , romantycznego artystę.
  • grek.grek 06.02.17, 11:52
    możliwe, że masz rację, Barbasiu :]

    może to zasługa, niewątpliwa, filmu, że własnie tak udało się odmalować postać Stuarta, aby na tle swoich kolegów prezentował się tak korzystnie ?:]
  • barbasia1 06.02.17, 22:38
    Drugim Rimbaudem Stuart na pewno nie był, ale był młodym utalentowanym człowiekiem, przed którym otwierała się interesująca kariera malarska tak szybko i niespodziewanie przerwana przez śmierć. Na pozytywny portret na pewno zasługiwał.
  • grek.grek 07.02.17, 12:05
    zdecydowanie, Barbasiu.

    mozna tylko pochwalić reżysera i scenarzystów za taki własnie pomysł na opowiedzenie o początkach Beatlesów.

    swoją drogą... każdy inny koncept owocowałby raczej średnim filmem, bo o zespole napisano i pokazano już chyba dokładnie wszystko ? :]
  • barbasia1 09.02.17, 22:42
    Prawda.
  • barbasia1 05.02.17, 21:47
    grek.grek napisał:

    > o tę duszę mi chodziło, Barbasiu ;]
    :))

    > sądzę, ze nieprzypadkowo wpleciona zostaje scena, w której Stuart wspomina o Ri
    > mbaudzie, który chodził głodny i bosy nie dbając o zaszczyty


    Ale Stuart ma wygodną i przytulną miejscówkę z pracownią malarską w Hamburgu u pięknej Astrid wraz z jej wdziękami. ;)
  • grek.grek 06.02.17, 11:53
    to prawda, Barbasiu :]


  • barbasia1 05.02.17, 17:24
    >Ciekawy jest wątek przyjaźni Stuarta i Johna Lennona. Jak mocny obecny jest tak pierwiastek >miłosny i na ile obaj go odczuwają, a na ile tylko jeden ? Kiedy pojawia się Astrid i Stuart traci >dla niej głowe, John dośc obcesowo przekonuje, że "to nie jest laska dla ciebie, ona jest z innej >ligi, nigdy jej nie zaliczysz". Dośc brutalnie próbuje mu ją z głowy wybić.
    >Najpierw myślałem, ze >robi to dlatego, bo sam chciałby się do niej zbliżyć i boleśnie >uświadamia sobie, że nie ma >szans.
    Tak samo myślałam. Ciekawy wątek, też mnie zaintrygował.
    Bronte, rzuciła trochę światła na tę relację.
  • grek.grek 03.02.17, 12:55
    oscarowa klasyka Eli Kazana z wybitną roą Marlona Brando.

    młody robotnik stoczniowy w gąszczu afer i powiązań mafii z szefostwem związków zawodowych. Chłopak jest świadkiem morderstwa jakie mafiosi popełniają na młodym niepokornym robotniku. Ma szansę rozbić układy panujące w stoczni, ale czy starczy mu odwagi ? czy uda mu się uniknąć zemsty ? czy znajdzie kogoś kto mu pomoże ?

    znacie ten film, Czcigodni ?

    przyznam ze wstydem niejakim, że tytuł znam z fabuły znakomitego filmu "Quiz show", którego główny bohater , gracz teleturniejowy, "wykłada się" właśnie na pytaniu o to, jaki film dostał Oscara w roku pańskim.

    ale propozycja godna i świetna. aż się rumienię na wspomnienie moich zarzutów pod adresem KUltury ;] wczoraj "Zlote czasy...", dzisiaj 'Na nabrzeżach", a ja byłem taki niemiły ;]
  • siostra_bronte 03.02.17, 13:11
    Widziałam dawno temu, więc niewiele pamiętam. Ale film na pewno świetny. Co prawda, nie jestem fanką Brando, dla mnie jest zbyt ekspresyjny w swoim aktorstwie. Znakomita Eva Marie-Saint na drugim planie (Oscar).

    Hehe, rzeczywiście, możesz mieć wyrzuty sumienia :)
  • grek.grek 03.02.17, 13:15
    dzięki, Siostro :]

    zatem, miejmy nadzieję na świetny wieczór filmowy :]

    z uwagi na tłok w ramówce, finał chyba będę musiał doobejrzeć w sieci.
    ewentualnie początek tego drugiego filmu, aczkolwiek... dziwnym trafem wolę
    nie dokończyć niż zbyt późno zacząć ;]
  • grek.grek 04.02.17, 14:28
    Chwilowo bez ostatnich 15 minut, ale to da się szybko uzupełnić :]

    Bardzo dobre, realistyczne kino społeczne, Brando naprawdę znakomity.

    Akcja rozgrywa się na tytułowych "nabrzeżach", gdzie pracują dokerzy, a tym, kto pracę dostanie i ile zarobi rządzą układy związków zawodowych z mafią, które oczywiście pasożytują na biednych robotnikach.

    Terry Malloy jest świadkiem, jak mafia zrzuca z wysokiego dachu Joe'ego Doyle'a, jego kolegę i również robotnika, który chciał się przecwistawić panującemu wyzyskowi.

    Terry jest w układzie. Kiedyś był bokserem, ale przegrał decydującą walkę. Nie dlatego, ze był gorszy, ale dlatego, że jego brat trzymający z mafią obstawił wygraną jego rywala. Terry musiał się podłożyć.

    Od tej pory spędza czas wegetując na dorywczych zajęciach i na wysługiwaniu się mafiosom w drogich płaszczach.

    Doki często odwiedza ksiądz Barry. Głosi płomienne kazania, w których próbuje robotników nakłonić do wyzwolenia się spod jarzma i walki o swoje prawa. Nie przemocą, ale za pomocą wskazania winnych śmierci tych odważnych, którzy stanęli przeciw układom i poniesli za to ofiarę. Brakuje jednak chętnych, a też i dowodów nie ma.

    Kazania te wywołują wrażenia na Terrym, który bynajmniej nie słucha ich początkowo z potrzeby serca, ale dlatego że mafia poleca mu śledzić poczynania potencjalnych buntowników.

    Na jednym z takich mityngów, Terry spotyka siostrę Joe'ego Doyle'a - Edie. Jest piękna i pelna pozytywnej energii, pragnie znaleźć morderców brata. Nie wiem, że Terry jest świadkiem. Nie wie też, że to Terry podstepem sprowadził Joe'ego na ten dach... Nie wiedział wprawdzie, że mafiosi planują zrzucić go stamtąd, ale fakt jest faktem.

    Terry daje się poznać Edie z lepszej strony. Jako sympatyczny mężczyzna, amatorsko hodujący gołębie, mający w sobie jakieś pokłady wrażliwości, przykrywanej od dziecka szorstkością i obcesowością. "Ona jest pierwszą miłą osobą, jaką spotkałem w życiu", wyznaje w pewnym momencie. To ona uruchamia w nim tę lepszą stronę.

    Róznią się intencjami : Terry chce chronić Edie, bo wie że im bardziej będzie dązyła do wyjaśnienia śmierci brata, tym bardziej mafia będzie dla niej groźna, a ona chciałaby, żeby Terry pomógł jej w tym wyjaśnianiu.

    Koniec konców, kolejne spotkania, spacery i rozmowy otwierają tutaj wątek miłosny między tą dwójką.

    Mafia obawia się, ze Edie sprowadzi na nich kłopoty. Już policja węszy wokół sprawy zabójstwa Joe'ego, już jest kolejny chętny do świadczenia przeciw nim, niejaki Duggan, a pewne obawy budzi też postawa Terry'ego, który może ulec wpływom swojej przyjaciółki, nawet jesli na razie zachowuje się przykładnie, czyli odmawia zeznania dla policji.

    W dokach na Duggana spada jakiś ładunek towarów. Facet ginie na miejscu. Nikt nie ma wątpliwości, ze to był zamach mafii. Pozbyli się potencjalnego świadka ich przekrętów.

    Na miejsce zgonu wezwany zostaje ksiądz Barry i wygłasza niezwykłe przemówienie, porównując uśmierconych robotników do Jezusa, i domagając się od reszty wystąpienia przeciw mafii. Sługusi mafiosów obrzucają go jajkami, puszkami i ziemią, ale ksiądz grzmi tak, że i Terry doznaje wzmożenia duchowego i nokautuje jednego z mafiosów, którzy chcą księdzu przerwać kazaanie. Widzi to Edie , a jej leciwy ojciec odgraża się, że jak jeszcze raz ktoś w księdza czymś rzuci, to policzy się z gagatkiem.

    Mafiosi widzą, że Terry przechodzi na druga stronę, nawet jesli on sam wzbrania się przed miejscem po którejkolwiek ze stron. Nie ulega jednak watpliwości, że postawa księdza i uczucie Edie zmieniają jego nastawienie. Ksiądz skłania go by wyznał Edie prawdę ,że był świadkiem zbrodni na jej bracie. Dziewczyna jest zaszokowana i ucieka, ale ksiądz wie, że to tylko wzmocni przekonanie Terry'ego by jej pomóc, przyczyniając się do zakończenia patologicznych układów panujących na nabrzeżach.

    Terry wdziera się nocą do domu Edie, wyznaje jej miłośc, całują się, mimo jej początkowych oporów i wrzasków. Miłośc zwycięża.

    Mafia deleguje brata Terry'ego, żeby z nim pogadał i trochę go " naprostował". Rozmawiają w aucie. Brat namawia, żeby Terry przestał kombinować, bo dla nich obu skończy się to bardzo źle, a Terry w gorzkim monologu odpowiada mu, że już dośc poświęcił siebie dla jego szczęścia. Efekt jest taki, że brat chadza w płaszczu za cięzkie pieniądze i jeździ limuzynami, a Terry wegetuje na marginesie społecznym. mógł być wielkim bokserem, ale i to zaprzepaścił wysługując sie mafii. Brat ostatecznie kapituluje i zostawia Terry'emu pistolet.Na wszelki wypadek.

    Niebawem Terry i Edie omal nie zostają rozjechani przez ciężarówkę, w wąskim przejściu między ulicami. Oczywiście, był to zamach mafijny. Kilka domów dalej Terry znajduje swojego brata - zastrzelonego i powieszonego za kołnierz płaszcza na infrastrukturze ulicznej.

    I tutaj właśnie przełączyłem się na "Miejsce..." :]

    Czy znacie może ciąg dalszy ?
    Zostało ok 20 minut :]

    Brando gra naturalnie, sugestywnie, w pełni utożsamia się ze swoją postacią. Rozumie ją. rzadkośc w kinie dzisiejszym, a i chyba zawsze takie role były znaczące.

    Drugi plan, z Rodem Steigerem, Karlem Maldenem i Evą Marie Saint dodaje blasku kolejnym scenom, a Kazan prowadzi całą narrację wybierając doskonałe, klimatyczne, surowe miejsca, tworząc w kolejnych scenach świetną przestrzeń dla aktorskich kreacji i wykorzystując talent Marlona Brando do maksimum.

    bardzo jestem pod wrażeniem :]
    nawet bez, póki co, tych ostatnich 20 minut ;]
  • siostra_bronte 04.02.17, 21:06
    Dzięki, Greku :)

    Widziałam dawno temu, ale też zrobił na mnie wrażenie. W owym czasie film wywołał zresztą kontrowersje, bo poruszał temat tabu, jakim były powiązania związków zawodowych z mafią.

    Naprawdę liczę na powtórkę!
  • grek.grek 05.02.17, 11:39
    dzięki, Siostro :]

    temat istotnie ważny.
    No i... 8 Oscarów :]

    ja też mam nadzieję, że rychło powtórzą :]

    jeszcze tylko dopowiem końcówkę, po doobejrzeniu w sieci :]
  • grek.grek 06.02.17, 14:17
    udało mi się dokończyć :]

    A więc, po tym jak mafia zabija jego brata, Terry jest gotów wystrzelać ich jak kaczki, rzucić się na nich z bronią w ręku. Na szczęście powtrzymuje go ksiądz. "Nie walcz z nimi jak zbir, walcz z nimi mówiąc prawdę w sądzie !", namawia i po wewnętrznej szamotaninie Terry taką właśnie podejmuje decyzje.

    Jego zeznania pogrązają mafiosów. Boss zapowiada Terry'emu, że policzy się z nimi, a Terry nie znajdzie pracy w tym mieście już nigdy. Prawie wybucha między nimi bójka.

    Edie przekonuje Terry'ego, że powinien wyjechać na Południe i tam szukać nowego życia. Ciekawe, że nie dostrzegłem sugestii, że mogłaby pojechać z nim.

    Na dachu Terry znajduje swoje gołębie martwe. Wydusili je jego młodzi, do niedawna, przyjaciele, z którymi tworzył gang. W zemście za "kapowanie".

    Po zastanowieniu Terry następnego dnia idzie do doków. Edie mu to odradza, bo "będą chcieli cię zabić". I faktycznie, mafia naradza się i postanawia, że odczekają trochę i zlikwidują Terry'ego.

    Przychodzi sam, wszyscy na niego patrzą. Cały tłum robotników. Niektórzy robią mu wyrzuty i jawnie okazują pogardę. Terry długo to znosi, aż wreszcie wykrzykuje im w twarz : "Cieszę się z tego, co zrobiłem. Jestem z tego dumny !".

    Terry wyzywa do walki bossa mafijnego, który aż kipi złością. Wszyscy zbiegają się na miejsce. Terry rzuca go na ziemię [a raczej deski, bo walka toczy się na drewnianych przejściach położonych na wodzie], ale mafioso woła swoich kolegów i wspólnie nokautują Terry'ego zostawiając go obitego na skraju podłogi, tak że podlewa go woda.

    Mafioso wreszczy do robotników, ze jest statek do rozładowania, i nadal on tu decyduje komu da robotę i kto danego dnia będzie miał szczęście. Ale tym razem robotnicy nie ruszają się. Wreszcie do nich dociera, że Terry walczył o ich godność poniewieraną zarówno przez związki zawodowe, jak i przez cwaniaków w płaszczach w cenie ich miesięcznych zarobków. Nikt nawet nie drgnie.

    Jakiś starszy jegomość wypala prosto w twarz mafiosowi : Oszukiwałeś mnie całe życie i dość tego ! Mafioso chce go szarpnąć, ale tak się nieszczęśliwie do tego zabiera, że wpada do wody. Robotnicy wybuchają śmiechem. Mafioso upokorzony woła, że wszyscy go jeszcze popamiętają, takie swojskie : zajec, nu pagadi !

    Ksiądz, Edie i kilku robotników podnoszą na nogi Terry'ego, który ma rozbitą twarz i jest niedysponowany. Przytomnieje i prosi, żeby pozwolili mu wstać samodzielnie. I tak też się dzieje. Jest tak słaby, że pyta ich : "Czy ja już stoję ?".

    W tym samym czasie niedorajdę mafiosa z wody muszą wyciągać jego własny koledzy. Symboliczna róznica między tymi dwoma powstaniami na nogi.

    Z magazynów słychać wołanie. Jakiś przedsiębiorca, czy armator statku, czy kto tam, woła do pracy. Ale nikt się nie rusza. "Jesli pójdzie Terry - pójdziemy i my", powiada któryś z nich, wyrażając wolę wszystkich.

    Terry prosi o swój hak, narzędzie pracy - niektórzy boją się, ze chce zabić bossa - a potem chwiejąc się na nogach i zataczając dociera przed oblicze wołającego. Staje w gotowości do pracy. Za nim dopiero idzie reszta.

    PIękny i symboliczny finał.

    I naprawdę wybitnie grający w tym ostatnim kwadransie Marlon Brando. Z ogromnym zaangazowaniem i poświęceniem. naprawdę wielka rola. Absolutnie trafiony Oscar. Świetnie pomagają mu Karl Malden, grający księdza, i Rod Steiger jako boss mafijny [Friendly Johnny, jakież przewrotne pseudo].
  • barbasia1 06.02.17, 23:25
    Świetna rzecz! Dzięki, Greku.
    Czekam na powtórkę.
  • grek.grek 07.02.17, 12:06
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

    o, powtórka będzie na pewno !
  • grek.grek 03.02.17, 13:09
    No i mam problem :]
    jak zwykle Czesi nałożyli swoją perełkę na perełkę Kultury, heh.

    rzecz z 1951 r., w głównych rolach Elizabeth Taylor i Montgomery Clift.

    George Eastman, młodzieniec z rodziny biednej i pobożnej wyrywa się do pracy w fabryce, którą oferuje mu bogaty wujek. Poznaje inny świat : limuzyn, wystawnych domów i wytwornego towarzystwa. Jego marzeniem i celem życiowym staje się osiągnięcie pozycji, która pozwoli mu przynależeć do tej socjety.

    w międzyczasie George spotyka się z Alice, pracownicą w firmie, łamiąc zakaz wiązania się członków rodziny Eastmanów z pracownikami.

    Niebawem sytuacja się komplikuje, bo George zaczyna wchodzić w śmietankę towarzyską i poznaje olśniewającą Angelę, ale jednocześnie wychodzi na jaw, że Alice jest w ciąży z nim.

    3 Oscary.

    brzmi doskonale.

    mam nadzieję na Wasze rekomendacje :]
  • siostra_bronte 03.02.17, 13:20
    O rany, Greku, prawdziwy klasyk!!!

    Adaptacja książki "Tragedia amerykańska" Dreisera. Jak widzę, znasz już większość fabuły :)

    Widziałam dosyć dawno temu. Cudowny duet Clift-Taylor. Jaka to piękna para! Jest między nimi chemia, bo prywatnie byli bardzo bliskimi przyjaciółmi, a właściwie to łączył ich platoniczny romans.

    Wspaniała, dramatyczna historia! To będzie świetny seans, Greku!
  • siostra_bronte 03.02.17, 13:20
    Ja bym wybrała ten film! :)
  • grek.grek 03.02.17, 13:40
    Idę więc za Twoimi wskazówkami, Siostro :]


  • grek.grek 03.02.17, 13:39
    dzięki, Siostro ! :]

    tak, opis jest dość obszerny.
    ale wrażenia wizualne i magia kina - dopiero podczas seansu :]

    o, brzmi znakomicie !

    tak zrobię, Siostro :]
    "Na nabrzeżach" do początku "Miejsca...", a finał dopatrzę w sieci, na pewno gdzieś być musi :]

    świetna rekomendacja, Siostro :]
    wprost nie mogę doczekać się filmu :]
  • grek.grek 04.02.17, 12:37
    Rewelacyjny film, Siostro :]
    I to zakończenie, tak niespodziewane, przynajmniej dla mnie. Liczyłem na inny werdykt sądu.

    Może słowo o fabule, skoro już pojawił się wstęp ? :]

    Skromny chłopak z prowincji, George Eastman, przyjeżdza do miasta. Chce odwiedzić bogatego stryja, właściciela firm tekstylnych i nie tylko.

    Eastmanowie to rodzina na świeczniku, z towarzystwa, ludzie majętni, zachowujący status klasy wyższej. George to ich ubogi krewny, syn matki która dawno zerwała stosunki z resztą rodziny i oddała się posłudze misjonarskiej dla biedaków. George doskonale zna smak biedy i zapach kadzidła.

    Kiedy już portier w siedzibie firmy orientuje się, ze ma do czynienia z "jednym z Eastmanów" kontaktuje George'a z kierownictwem.

    George zostaje zaproszony do domu stryja i przedstawiony ciotce i kuzynom. Jest bardzo onieśmielony, na fotelu siedzi niezgrabnie, jakby wstydził się niezbyt szykownego garnituru, który nosi. Bogaci krewni patrzą na niego z rezerwą i odrobiną wystudiowanej pobłażliwości. Zanim wszedł, komentowali go dość nieoględnie, więc i tak zachowują minimum klasy w bezspośrednim kontakcie.

    W trakcie spotkania pojawia się wesoła kompania młodych dziewczyn i chłopaków, którzy wybierają się na jakąś imprezę. To dzieciaki Eastmanów i innych rodzin z towarzystwa. Wtedy po raz pierwszy George widzi Angelę Vickers. Ona nie zauważa go wcale.

    W pracy George dostaje stanowisko przy taśmie. Ma się piąć o szczeblach kariery, nic nie ma za darmo, żadnych forów z okazji nazwiska czy pochodzenia. George pakuje kartony ze strojami kąpielowymi dla kobiet, które produkuje fabryka stryja.

    Tutaj poznaje skromną Alice. Pracują obok siebie, czasami się do siebie uśmiechają, a pewnego wieczora traf chce, że oglądają w kinie film siedząc na sąsiednich krzesłach.

    Alice mieszka na stancji, George zaczyna u niej bywać, ale romans swój utrzymują w głębokiej tajemnicy, bo George został poinstruowany przez kuzyna, że Eastmanowie mają zakaz zakładania związków i spotykania się z pracownicami firmy. Kategoryczny zakaz. Alice też o nim wie, wszyscy o nim wiedzą, więc tym łatwiej jest jej zrozumieć całą sytuację.

    Jednocześnie George stale widuje przed fabryką swoich bogatych młodych krewniaków, którzy nie pracują, ale rozbijają się świetnymi samochodami i zawsze są w szmpańskich nastrojach i rozbawieni. Rośnie w nim pragnienie dołączenia do nich, bycia jednym z nich.

    Wreszcie przychodzi taka noc, którą George spędza u Alice. Z jakąż elegancją pokazana : kamera przez chwilę filmuje dwa cienie całujące się na tle okna, a potem samo okno, za którym stopnioowo robi się coraz jaśniej, a wreszcie widać czubek głowy George'a opuszczającego dom schodząc w dół po schodkach.

    W pracy idzie mu coraz lepiej. PO godzinach wpada na ciekawe pomysły służące podwyższaniu wydajności pracy. Spisuje je i wysyła stryjowi.

    I któregoś dnia dostaje zaproszenia na wystawny raut. PIękny dom, piękni ludzie, piękna sytuacja. A do tego jest to dzień jego urodzin. George zupełnie jest wstrząśnięty okolicznościami. Nikt z nim nie rozmawia, on nikogo nie zna, uśmiecha się tylko niezdarnie, obserwuje z zachwytem otoczenie, plącząc się bez celu po stylowo urządzonych, ociekających eleganckim luksusem, pokojach.

    Znajduje swoją niszę w pokoju ze stołem bilardowym. Zapala papierosa, zaczyna grać, rozluźnia się. I w takiej sytuacji zastaje go Angela Vickers. Śmiała, wesoła, przyjemna dziewczyna, za chwilę studentka, ale póki co bawiąca się i oddająca przyjemnościom życia.

    Rozmawia im się świetnie, a George stopniowo przełamuje swoją nieśmiałość. Niespodziewanie dzwoni jego matka. Ostrzega George'a, żeby się pilnował i przede wszystkim nie zadawał z niewłaściwymi dziewczynami, skupił się na pracy. George cichym głosem odpowiada jej, starając się ją mitygować, Angela stoi tuż obok i znienacka sama mówi "Dobrze, mamo !" do telefonu, co wprowadza lekkie zamieszanie po obu stronach telefonicznego połączenia.

    George jest zupełnie pochłonięty Angelą. Jest taka inna od wszsystkich kobiet. Z innego świata, po prostu. I taka piękna.

    Spędza z nią cały wieczór, całują się, a rodzice Angeli mają na niego oko - "Kim jest ten młodzieniec, z którym cały czas przebywa nasza córka ?". Stryj George'a spieszy z wyjaśnieniami.

    George spędza tak wspaniały wieczór, ze kompletnie zapomina, iż umówił się z Alice u niej w mieszkaniu. Mieli świętować jego urodziny. ALice kupiła tort. George miał być "tylko pół godziny" na tym raucie, a spędził tam niemal całą noc.

    Relacja pary zaczynają się komplikować. George dostaje awans, także w uznaniu zasług nowych pomysłów racjionalizujacych pracę w fabryce, które bardzo się wujowi spodobały. Teraz pracuje w biurze, widują się z Alice głównie przez szybę, kiedy ona schodzi z taśmy i udaje się na przerwę obiadową. I machają do siebie ukradkiem, bo przecież muszą wciąż swój związek skrywać.

    W końcu George dostaje od Angeli zaproszenie, by spędził urlop w posiadłości nad jeziorem. Będzie tam cały klan Eastmanów i rodziny z towarzystwa, m.in Angela z rodzicami. George zapala się do tego, bo... jest zakochany w dziewczynie, a ona... w nim. To miłośc obopólna, może nawet od pierwszego wejrzenia. George wie, ze musi tam pojechać.

    Kłopot polega na tym, że Alice... jest w ciąży. Oznajmia mu to w sposób zawoalowany, ale dostatecznie czytelny. George wysyła ją na konsultacje do lekarza. Alice przedstawia się jako mężatka i podaje fikcyjne nazwisko. Sonduje chyba możliwości przerwania ciązy [rozmowa jest dośc enigmatyczna], ale lekarzowi nie pali się do tego, a w końcu Alice traci cierpliwość i płacząc przyznaje, że jest panną, na co lekarz oznajmia, że poprowadzi jej ciąże i dopilnuje, aby dziecko urodziło się zdrowe, i ona sama równiez w zdrowiu przeszła ciążę i poród.

    George czeka na Alice w samochodzie przy chodniku. Nie jest szczęsliwy z efektów tej wizyty. Alice oznajmia mu,że w takich warunkach musi się z nią ożenić i wziąc odpowiedzialnośc za dziecko, dać mu nazwisko i przyszłość.

    Mocno to doskwiera George'owi, bo z jednej strony wie, ze tak właśnie powinien zrobic, ale z drugiej jest absolutnie zakochany w Angeli, w stylu życia swojej rodziny i w luksusach, do których łatwo byłoby mu się przyzwyczaić, zwłaszcza że został bardzo szybko zaakceptowany przez swoich krewnych równieśników. Podczas tego przyjęcia, najpierw był zupełnie sam i nikt na niego nie zwracał uwagi, ale później, już z Angelą, już po dobrym słowie stryja, został jednym z nich.

    Alice nie chce go puścić na ten urlop nad jeziorem, ale George wyjąsnia jej, że to dobra okazja, by powalczyć zakulisowymi metodami o awans w pracy i podwyżkę. Alice zgadza się więc, bo "to dla naszego dobra".

    Niesamowity jest moment, kiedy George'a przyciska ten dylemat zarysowany powyżej i wtedy nagle, sam w swoim mieszkaniu będąc, słyszy jak z radia spiker czyta informację o morderstwie - mężczyzna utopił jakąś kobietę. Ależ ma wtedy minę... I na dodatek przypomina sobie, jak w beztroskiej rozmowie Alice powiedziała mu kiedyś, ze to paradoks, iż pracuje przy pakowaniu kostiumów kąpielowych, bo sama nie umie pływać.

    George ma więc tydzień dla siebie. Okolica jest wspaniała : jezioro, posiadłośc, parki, lasy, słońce, lato. Cały czas spędza z Angelą. Kąpią się, on prowadzi motorówkę, a ona śmiga na nartach wodnych, całują się, przytulają i w nieskończonośc wyznają sobie gorące uczucia. Domostwo jest wspaniałe i rozległe, smietanka towarzyska traktuje George'a jak swego, generalnie : żyć nie umierać.

    Niestety dla George'a, zdjęcia z tych wakacji, lądują w prasie bulwarowej, którą przypadkiem widzi Alice. Jest zdenerwowana. Dzwoni do posiadłości i to akurat w momencie gdy cała familija zasiada do wytwornej, ale luźnej obyczajowo [z hawajskimi naszyjnikami], kolacji.

    George kamienieje, kiedy podają mu telefon, i słyszy jej głos. Angela siedzi tuż obok i obserwuje go z niepokojem. cdn
  • grek.grek 04.02.17, 13:20
    Przez telefon Alice robi scenę George'owi : mówi mu, że wie z kim i jak spędza on czas [na zdjęciu w gazecie był George z Angelą i paroma innymi krewniakami, za kierownicą motorówki, wszyscy roześmiani od ucha do ucha]. OZnajmia mu, że przyjechała do miasta [miasto, przy którym mieści się posiadłośc, nazywa się Warsaw :)], jest w poczekalni dworcowej, i George ma się zjawić w ciagu godziny. Mają się jeszcze dziś pobrać , bo inaczej pójdzie do jego rodziny i powie wszystko o ich związku i swojej ciąży. George jest spanikowany, ale ukrywa to skrzętnie.

    Towarzystwo przeprasza i mówi, że to był telefon od przyjaciółki matki, która źle się czuje i wzywa go do domu.Musi jechać. Żegna się z Angelą, która wyraźnie martwi się o niego.

    Alice faktycznie czeka na dworcu. George próbuje ją lekko ochrzanić za to, że mu wchodzi w paradę, ale Alice nie daje sobie nic powiedzieć. Słyszy ich sprzeczkę pracownik dworcowy.

    Jest późny wieczór. Alice ciągnie zniechęconego George'a do urzędu stanu cywilnego. Na drzwiach zastają wywieszkę, że następnego dnia urząd jest nieczynny. George nabiera animuszu i proponuje Alice wyjazd za miasto, spędzenie romantycznego dnia nad jeziorem. Alice rozpromienia się i zgadza z ochotą.

    Jadą więc za miasto. Nagle auto staje. George mówi, że zabrakło benzyny. Zostawiają je więc przy serpentynie i schodzą na dół pieszo.

    George wypożycza łódkę na przystani. Podaje obce nazwisko. Alice podaje swoje. I płyną. Okolica jest tyleż piękna , co groźna. Przyroda, drzewa, cisza, zdradliwe lustro wody sugerują nadchodzący dramat. Alice cały czas mówi : o ich przyszłości, o ich wspólnym zyciu, o dziecku. George nic nie odpowiada, wiosłuje, ma skamieniałą twarz. Wiemy o czym myśli : o zamordowaniu Alice. Wpadł na to kiedy słuchał tej informacji radiowej, a potem w rozmowie z Angelą usłyszał od niej, że parę lat temu na jeziorze miał miejsce wypadek : para wypadła do wody, wyłowiono zwłoki kobiety, mężczyzny nie odnaleziono nigdy. Zamyślił się wtedy, a Angela nie wiedziała, co mu się nagle stało...

    INtensywnośc wewnętrznej szarpaniny George'a w wykonaniu Clifta jest nadzwyczajna. Chce zabić, ale czy potrafi ? Robi się coraz ciemniej, dookoła żywej duszy, groźne drzewa, kamera filmuje łódkę gdzieś z zewnątrz, czajac się między drzewami jak podglądacz.

    Wreszcie George przestaje wiosłować. Oddycha. Wydaje się, że dobro wygrało w nim ze złem. Nie umie zabić Alice, nie potrafi tak po prostu wrzucić jej do wody. Mówi, że musi odpocząć i idzie na przeciwległą stronę łodzi. Alice zaczyna paplać : o tym, że czeka ich bieda i poniewierka, ale przecież będą razem, to się najbardziej liczy, i będa prowadzili prozaiczne, zwykłe życie jak miliony innych małżeństw. Mówi to wszystko, co George'a przyprawia o mdłości. Krzyczy do niej, żeby przestała wreszcie, a ona wstaje niespodziewanie i idzie w jego kierunku. ŁÓdka traci równowgę i oboje wypadają do wody.

    Tylko George wypływa na brzeg. Idzie długo przez las, napotyka tam biwakujących skautów i pyta o drogę.

    Alice zostaje wyłowiona wkrótce. Pojawia się policja. Zaczyna śledztwo. Alice zostawiła dane na przystani, wiec wiedzą kim ona jest.

    George wpada w panikę, którą słabo ukrywa, ale której powodu Angela i rodzina nie mają powodu się domyślac. George wyjaśnia, ze z matką wszystko w porządku, ale zachowuje się bardzo niepokojąco, jest apatyczny i zdrętwiały. Zatroskane pytania zbywa odpowiedzią "Jestem zmęczony, tylko zmęczony".

    Policja robi swoje bardzo sprawnie : już wiedzą, ze Alice wynajęła łódkę razem z mężczyzną. Przepatrując jej mieszkanie na stancji, dowiadują się, że spotykała się z jakimś chłopakiem. Gospodyni powiada, ze Alice nigdy sama tego nie przyznała, ale inne dziewczyny z fabryki mówiły, że to był "jeden z Eastmanów". W rzeczach osobistych Alice policja znajduje wycięta z gazety fotografię, na której jest George. Dodatkowo facet, który wypożyczał łódkę mówi, że Alice i jej towarzysz zostawili auto przy drodze, a później auto znikło, więc to logiczne, ze facet musiał się ponownie pojawić.

    George też już wie, ze toczy się śledztwo policyjne. Angela jest wesoła, roześmiana, zabiera go na wycieczki autem, podczas których tradycjnie przekracza prędkośc i zostaje spisana przez policjanta {"Panno Vickers, to już trzeci raz w tym tygodniu"], ale mandatu nie musi płacić. George wygląda coraz gorzej, facet sypie się w oczach. Próbuje ostrzec Angelę przed nadchodzącymi wydarzeniami, ale na wyznanie jej prawdy nie ma siły, albo nie ma dobrej okazji, bo ciągle towarzyszy im wesoła ferajna.

    Chłopak czeka na najgorsze, a tymczasem dowiaduje się tego, co najlepsze : Angela oznajmia mu, że chce się z nim zaręczyć, a niewiele później jej ojciec wyraża na to zgodę, a stryj George'a jest strasznie kontent z tego, że ci dwoje się pobiorą. Plany i marzenia George'a stają się tym samym faktem. Angela planuje ich ślub na przyszły rok, jak tylko wróci po pierwszym roku na studiach.

    George jest załamany, bo wie, ze za chwilę to, dopiero co zbudowane, szczęście runie w gruzy.

    I faktycznie. Pewnego dnia wracają z Angelą po przejażdżce, ona zniika w domu, a George widzi że pod dom zajeżdza dwóch policjantów. Przeskakuje mur posiadłości i biegnie w las. A w lesie napotyka innych policjantów. Akurat są tam razem z tymi skautami, którzy w feralną noc widzieli George'a. Rozpoznają go i teraz. George zostaje aresaztowany. Prosi "Nie powiadamijcie moich krewnych, nie jedźcie do ich domu, proszę !". Prokurator daje mu słowo, i każe odwieźć do do aresztu miejskiego. A potem i tak odwiedza posiadłośc Eastmanów.

    Infoirmacja o tym, żę George podejrzany jest o morderstwo i że był związany z Alice wywołuje szok. Stryj mówi "Wydam wszystkie pieniądze, by wyciągnąć tego chłopaka z więzienia, jesli jest niewinny. Ale jeśli jest winny, nie wydam ani centa,zeby go ocalić przed krzesłem elektrycznym".

    Angela mdleje w swoim pokoju, kiedy słyszy że George'owi grozi krzesło. Eastmanowie proszą prokuratora i policję, żeby ich rodziny, i zwłaszcza Angeli, nie mieszać do całej sprawy. Prokurator przystaje na to i tylko krótko przesłuchuje prywatnie Angelę, pytając czy George z niczym się przed nią nie wygadał. Angela zaprzecza.

    Przychodzi wreszcie proces sądowy. Na miejscu dla świadka po kolei zasiadają wszyscy którzy widzieli albo wiedzieli coś o sprawie : lekarz Alice, ten facet który słyszął ich sprzeczkę w poczekalni, facet wypożyczający łódkę, skauci... Nie ma wątpliwości, że to George był na łódce z Alice. Pytanie brzmi : zabił ją czy to był nieszczęsliwy wypadek ?

    Adwokat pozwala George'owi spokojnie wszystko opowiedziec. George wyznaje, ze : tak, chciał zabić Alice, ale... nie mógł. PO prostu nie mógł. OPowiada , zgodnie z prawdę, jak wyglądało całe zajście. Przysięga że próbował ją ratować, wyciągnąc z wody, ale nie mógł, znikła gdzieś, nie znalazł jej.

    Prokurator jest dla niego bardzo ostry, agresywny. Krok po kroku, punkt po punkcie wskazuje George'owi kolejne kłamstwa, które i my już zdązyliśmy poznać. Jak zatem można mu teraz wierzyć ? I dodaje, ze ze śledztwa wynika, że George miał "inną dziewczynę" prócz Alice. Zgodnie z obietnicą daną Eastmanom, nie pada ani razu nazwisko Angeli. Zatem, jasny motyw : zabił, bo chciał się uwolnić od jednej kobiety - dla drugiej.

    Aby zrobić wrażenie na ławie przysięgłych prokuator każe wnieśc do sali łódkę, a potem w plastyczny sposób demonstruje jak wg niego George zabił ALice : waląc ją w głowę cięzkim drewnianym wiosłem. Grzeje nim tak mocno w łódkę, że aż roztrzaskuje ja na kawałki.Po sali idzie szmer i okrzyki zaskoczenia.

    Werdykt brzmi : winny. George przyjmuje go ze spokojem, ale dramat wewnętrzny jaki przeżywa jest ogromny. Montgomery Clift gra to w wybitny sposób.

    W celi śmierci George'a odwiedza ksiądz. Potem dołącza matka, który specjalnie przyjechała w odpowiedzi na jego telegram ["Mamo, skazali mnie" - tylko tyle]. cdn
  • grek.grek 04.02.17, 13:34
    Ksiądz wierzy George'owi, ale pyta go : "Czy wtedy, kiedy wpadliście do wody, myślałes o Alice czy o... tej drugiej dziewczynie ?". George nie odpowiada, zamyśla się, a ksiądz jakby znając odpowiedz dodaje, z delikatnością, "Miałeś więc tę zbrodnię w sercu, George".

    Wreszcie, niedługo przed egzekucją, pojawia się Alice. Niezwykła to scena. Prosta, ale pełna nadzwyczajnej energii uczuć. Ostatni raz wyznają sobie miłośc, ona mówi, że "Nigdy go nie zapomni', a on odpowiada "Tyllko do mojej śmierci. POtem o mnie zapomnij". Całują się, Angela odchodzi, do końca patrząc w jego stronę.

    W ostatniej scenie George jest wyprowadzany na egzekucję. Przechodzi korytarzem , a z sąsiednich cel wszyscy inni skaazańcy dodają mu otuchy i błogosławią. Do końca towarzyszy mu ksiądz.

    Niezwykłe zakończenie. Bardzo mocne, choć złożone z prostych i niezbyt oryginalnych scen. jest jednak podane bardzo sugestywnie, a Clift i Elizabeth Taylor osiągają szczyt swojej aktorskiej ekspresji właśnie w tej finałowej scenie, gdy oboje grają niemal bezgłośnie i bezcieleśnie, samym - żeby to ująć a nawet i górnolotnie - sensem ich wzajemnej relacji personalnej, o której wspominałaś, Siostro.

    Reżyser George Stevens choćby tylko za te ostatnie kilka minut powinien dostać tego OScara, którego i tak dostał :]

    dramaturgia jest perfekcyjne, tu też Oscary zasłużone, dla scenarzystów i znów dla George'a Stevensa.

    Montgomery Clift absolutnie oscarowy, grający "wnętrzem", nominowana Shelley Winters wypada niezwykle korzystnie. Elizabeth Taylor jest piękna i zmysłowa, aktorsko popis daje w ostatniej scenie, wcześniej skupiając się na okazywaniu czułości i miłości oraz swobodnym stylu bycia swojej postaci. Aktorsko chyba trochę zabrakło do nominacji, ale w jej przypadku nie ma to chyba większego znaczenia, jej obecność na ekranie jest ponad wszelkie banalne wyróżnienia i doceniania przez krytyków. Bez niej ten film nie byłbym tak wybitnym dziełem sztuki, jakim w istocie jest.

    Największym potwierdzeniemn jej znakomitości jest po prostu fakt, że kiedy ona gra Angelę - łatwo jest uwierzyć, że dla jej miłości i z miłości dla niej George jest gotów kłamać, planować zabójstwo i koniec końców powędrować na szafot. Czy można osiagnąć coś więcej w aktorstwie ?

    wielkie kino !
    dzięki, Siostro, za świetną, kolejną !, rekomendację :]
  • siostra_bronte 04.02.17, 21:26
    Dzięki, Greku :)

    Cieszę się, że tak Ci się podobało. Ale byłam pewna, że tak będzie! Bo to świetna historia, znakomita realizacja, no i oczywiście wspaniałe aktorstwo. I właśnie takie kino nigdy się nie zestarzeje!

    Widziałam ten film wiele lat temu, ale czytając Twój opis przypominałam sobie kolejne sceny, jakby to było niedawno. George przed fabryką wujka pierwszego dnia, spotkanie Alice, oczywiście dramatyczne chwile na łódce, sceny w sądzie, no i finał...To świadczy o klasie filmu, jeżeli tak mocno zapada w pamięć.

    Pamiętam też scenę, o której nie wspomniałeś. George i Angela tańczą na jakimś balu, potem idą na balkon, na końcu całują się. Przez cały czas ich twarze są pokazane w dużym zbliżeniu. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, w ten sposób wspaniale pokazano bliskość między tą parą. Wrażenie było tym większe, że widziałam film w kinie (na przeglądzie filmów Clifta, tak jak i "Freuda").

    Montgomery Clift jest po prostu wspaniały w tej roli. Wiemy, że nie ma czystego sumienia, jednak planował zabójstwo Alice, no i wcześniej jednak ją zdradzał. A jednak mu współczujemy, nie możemy do końca potępić. Bo w jakimś sensie stał się ofiarą okoliczności.

    Tak, bez trudu wierzymy, że dla Angeli można było stać się mordercą. To z pewnością jedna z najlepszych ról Elizabeth Taylor. Aż trudno uwierzyć, że w trakcie kręcenia filmu miała zaledwie 17 lat! A zagrała jak dojrzała, rasowa aktorka.

    Miło mi :)

    Mam nadzieję, że Czesi mają w zanadrzu kolejne wspaniałe filmy, o których będziesz mógł nam napisać!
  • siostra_bronte 04.02.17, 21:37
    Jeszcze jedno. Ciekawe, że jednego wieczora mogłeś zobaczyć dwóch aktorów, którzy wprowadzili do amerykańskiego kina nowy styl gry, który można określić dzisiaj jako nowoczesny, a także nowego, "skłóconego z życiem" bohatera.

    Brando i Clift zaczęli karierę mniej więcej w tym samym czasie (dopiero po nich był James Dean, który jednak był raczej ciekawą osobowością, niż wybitnym aktorem). Kiedy dzisiaj się ich ogląda ich aktorstwo nic nie straciło, a minęło już ponad pół wieku!
  • grek.grek 05.02.17, 11:58
    to prawda, Siostro.
    świetnie to skojarzyłaś:]

    udało mi się kiedyś zobaczyć wszystkie 3 filmy Deana.
    zdecydowanie, była to osobowośc ekranowa, spontaniczny, naturalny niezwykle.

    myślę, że z Brando i Cliftem coś go jednak łączyło : intensywnośc gry, możliwe że związana nie tylko z metodą aktorskiego przygotowania, ale i z backgroundem życiowym ?
  • siostra_bronte 05.02.17, 16:40
    Dzięki, Greku :)

    Tak, James Dean to podobny styl gry, tyle, że zadebiutował parę lat później i możliwe, że Brando i Clift trochę go zainspirowali.

    Zdecydowanie, ich życiowe doświadczenia były podobne. Jak zawsze, wszystko zaczyna się w niezbyt szczęśliwym i stabilnym dzieciństwie.

    U Brando - alkoholizm matki i krytyczny ojciec, separacja rodziców i ponowne ich zejście. U Clifta- nadopiekuńcza, kontrolująca wszystko matka, która odseparowała dzieci od rówieśników (uczyły się w domu) i surowy, podporządkowany żonie ojciec. U Deana- wczesna śmierć ukochanej matki, ojciec odesłał go na wychowanie do krewnych.

    Wydaje się, że dla każdego z nich aktorstwo było szansą na znalezienie swojego miejsca w życiu i akceptacji, której nie dostali w swoim dzieciństwie, szansą na wyrażenie siebie i swoich emocji. Jakkolwiek banalnie to brzmi wielkie talenty rodzą się z jakiegoś braku.
  • grek.grek 05.02.17, 17:00
    cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

    wszystko to prawda.

    dodałbym jeszcze, w przypadku Clifta i - jak się okazuje po latach - Deana podwójne życie z powodu skrywanego homoseksualizmu, który wówczas był nieakceptowany przez środowisko i społeczeństwo.

    Clift demonstrował to w wewnętrznej szamotaninie swoich postaci, a Dean bardziej to uzewnętrzniał, gwałtownymi reakcjami podczas aktorskich improwizacji - tak mi się wydaje, na tyle na ile znam sposób gry obu aktorów [pochwalę się, ze obejrzałem wszystkie 3 filmy Deana ;) I to w publicznej telewizji, wyobraź sobie :) ].

    świetna uwaga, Siostro.
    zdecydowanie się zgadzam !
  • siostra_bronte 05.02.17, 17:44
    Tak jest. Potem nałożyły się kolejne problemy, u Brando z pewnością też i znalazło to odzwierciedlenie w ich aktorstwie.
  • grek.grek 05.02.17, 11:50
    dzięki, Siostro ! :]

    podpisuję się pod każdym Twoim słowem ! :]

    o, to prawda.

    yes, pamiętam tę scenę.
    istotnie, świetnie jest pokazana.
    a cały wątek uczuciowy pomiędzy George'em i Valery jest z ducha melodramatyczny, ale tak doskonale zagrany i z wyczuciem prowadzony, że nie ma w nim nawet odrobiny kiczu, mimo że
    jest wiele deklaracji miłosnych i wyznań namiętnych.

    yes ! wg mnie, to jest wybitna rola Clifta. Wchodzi na wyżyny wewnętrznego skupienia i koncentracji, używa minimum ekspresji, doskonale pokazuje zarówno nieśmiałość swojego bohatera, jak i jego późniejsze mordercze zamiary, a w finale pogodzenie się z losem i niejako swoją duchową winą. Znakomity aktor ! prawdziwa kreacja !

    17 lat ! Jestem zupełnie zaskoczony tą informacją, Siostro. sądziłem - z aktorskiej maniery i wiarygodności emocjonalnej - że Elizabeth Taylor musi tutaj ok. 30-tki.

    cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :}
    raz jeszcze - dzięki :]

    miejmy nadzieję, Siostro, że Czesi będą szli za ciosem.
    Na razie, za tydzień - "Bulwar Zachodzącego Słońca" :]
    czyli, ciąg dalszy wielkiej klasyki kina amerykańskiego.
  • grek.grek 04.02.17, 16:31
    niedawno omawiany :]

    trzy pokolenia mężczyzn - dziadek, ojciec/syn i syn/wnuk w podróży śladami matki/żony/babci, która postanowiła rozpocząć nowe życie.

    I ta podróż prowadzi do eskalacji wzajemnych między nimi animozji i pretensji, które będą musieli przepracować, zmienić się, odbyć ważne rozmowy i przeżyć wspólnie oczyszczające sytuacje.

    Michał Urbaniak wzrusza i porusza, bo gra postać, dzięki której nie musi wykaazywać się aktorską techniką, a moze być po prostu sobą; Artur Zmijewski, jako aktor profesjonalny, może trochę pograć i jego postać ma szansę przejśc wiarygodną ewolucję psychologiczną. Ciekawe są te wzajemne sceny obu panów. Widać, kto tu jest aktorem, a kto nie jest, czasami trochę ten dysonans poznawczy niebezpiecznie tężeje, ale dziwnym trafem cały film broni się, a nawet lepiej :]
  • grek.grek 04.02.17, 16:38
    dane zawarte w poniższym artykule sugerują, że TVN naprawdę solidnie zainwestował w tę produkcję, próbując skopiować sukcesy zachodnich seriali z akcją umieszczoną na przełomie XIX i XX wieku.

    kultura.gazeta.pl/kultura/7,127222,21329921,malaszynski-i-lubos-na-tropie-zbrodni-przy-takich-wydatkach.html#BoxKultImg&a=75&c=53
    tematyka i epoka brzmią zachęcająco, informacje o inwestycjach - optymistycznie, pytanie : czy to wszystko zadziała na ekranie, bo stworzenie odpowiedniego klimatu, poziom dramaturgii w scenariuszu oraz galeria barwnych postaci, to już rzeczy których kupić nie sposób za żadne pieniądze :]

    start 15 lutego o 21:30 w TVN.
    czekamy z ciekawością, jak sądzę ? :]
  • barbasia1 04.02.17, 19:42
    Oczywiście, że czekamy. Serialowi daję już dużego plusa za kostiumy.
  • siostra_bronte 04.02.17, 21:03
    Widziałam zajawkę w tv. Zapowiada się ciekawie. Tylko Małaszyński w roli głównej mi nie pasuje, moim zdaniem to przeciętny aktor.
  • grek.grek 05.02.17, 11:37
    doskonale ! :]

    to prawda, na fotografiach kostiumy wyglądają świetnie.
  • barbasia1 05.02.17, 17:32
    Chodziło mi bardziej o to, że jest to serial kostiumowy, co ostatnimi czasy jest rzadkością w naszym kinie, telewizji. Kraków , belle epoque, kryminalne zagadki - to też brzmi świetnie.
  • grek.grek 05.02.17, 18:14
    rozumiem, Barbasiu :]

    w pełni się z Tobą zgadzam, zapowiada się to wszystko bardzo interesująco.
    pojawiają się informacje o inspiracjach renomowanymi serialami, np. "Peaky Blinders".

    mam nadzieję, że uda się stworzyć atmosferę przez duże A :] coś co wciąga po uszy w świat przedstawiony, a co niemal zawsze w polskich współczesnych serialach wychodzi słabo.

    oglądając "Lalkę" czy "Karierę Nikodema Dyzmy", a nawet mniej znany "Życie Kamila Kuranta", zawsze jestem pod wrażeniem właśnie tej umiejętności wyczarowania TAMTEGO świata. widzę postaci z tamtej rzeczywistości. Ale i w serialu "Dom" czy dawnych serialach traktujących o współczesności Polski Ludowej, a i w "Siedmiu życzeniach" dla młodzieży czy "Wakacjach z duchami" nawet - widziałem kreację świata, który ma swój nastrój, klimat i wiarygodnośc.

    We współczesnych polskich serialach, czegokolwiek dotyczących, widzę przebranych, wystylizowanych aktorów, dekoracje, dizajn, styl, które zaledwie udają, że są światem, w którym - wg zapowiedzi i zamierzeń twórców - akcja się toczy :] Nie ma wtym duszy tego świata, który rzekomo oglądamy na ekranie.

    są ofk wyjątki, ale dominująca większość tutaj właśnie ponosi, wg mnie, mniejsszą lub większą porażkę :]
  • barbasia1 05.02.17, 19:18
    Nie, nie, nie spodziewam się serialu na poziomie "Lalki" czy "Kariery Nikodema Dyzmy", itd. ,które powstały na bazie wspaniałych powieści.
    Liczę przyjemną klimatyczna, wciągającą rozrywkę, ciekawą zagadkę kryminalną i lekki dreszczyk emocji. Tylko tyle i aż tyle. :)


    PS Sorry złapałam wirusa, ma straszliwy katar, małą temperaturę i jestem lekko przymulona.
  • grek.grek 06.02.17, 11:50
    mam nadzieję, Barbasiu, że nikomu z dzisiejszych speców od seriali nigdy nie wpadnie do głowy chęć nakręcenia na nowo "Lalki" albo "Kariery..." ;]

    moje oczekiwania są jednakowe :]

    życzę zdrowia, Barbasiu ! dużo zdrowia !
  • barbasia1 06.02.17, 21:28
    Nie sądzę, zbyt kosztowne byłoby to ryzyko.

    :)

    Dziękuję serdecznie, Greku! :))
  • grek.grek 07.02.17, 12:01
    celna uwaga, Barbasiu :]

    ZDROWIEJ szybko, Barbasiu !
  • barbasia1 07.02.17, 23:06
    Dziękuję Ci serdecznie za dobre słowa, Greku! :)

    Już jest lepiej. :)
  • grek.grek 08.02.17, 12:45
    :]

    znakomita wiadomośc, Barbasiu ! :]
    wracaj do pełnego zdrowia i formy !
  • barbasia1 08.02.17, 19:44
    :))))
    Dziękuję!!!
  • maniaczytania 06.02.17, 20:02
    pierwszy odcinek pewnie obejrzę, podchodzę z bardzo dużą dozą nieufności - chciałabym przeżyć zaskoczenie ;)


    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 06.02.17, 21:29
    Obyśmy byli mile zaskoczeni. :)
  • grek.grek 07.02.17, 12:00
    miejmy nadzieję, Maniu :]

    w każdym razie TVN reklamuje ten serial z podziwu godną zawziętością.
    zarówno w sieci, jak i w telewizji - przypadkiem natknałem się wczoraj na zwiastun
    "wiosennej ramówki", w którym główną postacią był pan aktor Małaszyński odziany w
    strój z serialu ;]
  • maniaczytania 07.02.17, 19:06
    tak sobie myślałam dzisiaj o tym i wydaje mi się, że żaden serial produkowany przez TVN mojego serca nigdy nie zdobył ...
    Naprawdę chciałabym się zdziwić, ale na wszelki wypadek na wiele nie liczę. Główny aktor niestety też nie wróży dobrze ;)


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 08.02.17, 12:36
    :]

    ja to, przyznam się bez bicia, żadnego serialu TVN nie oglądałem nigdy ;]
  • barbasia1 08.02.17, 19:17
    A "Kryminalnych", choć troszkę? "Magdę M"? :)
  • maniaczytania 08.02.17, 23:26
    a tak, o dzięki Barbasiu za przypomnienie - "Kryminalnych" tak!
    Magdy M. - nie. Już wtedy się poznałam na głównym aktorze ;)


    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 09.02.17, 22:36
    maniaczytania napisała:

    > Magdy M. - nie. Już wtedy się poznałam na głównym aktorze ;)

    Hehehehe! :)))

    Maniu, nie bądź taka surowa dla pana Aktora!
  • siostra_bronte 10.02.17, 10:56
    A ja się zgadzam z Manią :)
  • grek.grek 04.02.17, 16:44
    serial , jak pamiętam, nie porwał nas ponad poziomy nie wylatując , ale dał się obejrzeć bez większego zażenowania ;]

    jak sądzicie, czy skondensowana wersja filmowa może być lepsza od serialowej czy przeciwnie ?

    [ja bym powiedział, że niekoniecznie, bo tak czy owak będzie to opowieśc dośc schematyczna, czyli : chronologia zachowana, odfajkowywane kluczowe wydarzenia i koniecznie przedstawienie jak najwiekszej ilości postaci z branży rozrywkowej tamtego okresu. W serialu miało to jakiś sens, bo dłuższy metraż pozwalał na rozwinięcie niektórych wątków. W filmie dominować będzie, siłą rzeczy, skrót, co spłyci film i dostosuje go do przeciętnej normy, a ofiarą padnie przede wszystkim największy atut serialu, czyli aranżacje i wykonania piosenek]
  • grek.grek 04.02.17, 16:48
    a o linku do informacji zapomniałem, :]

    film.wp.pl/efektowny-iskrzacy-dowcipem-i-zrealizowany-z-oszalamiajacym-rozmachem-niezwykla-historia-eugeniusza-bodo-w-kinach-od-3-marca-6086427359052417a
  • siostra_bronte 04.02.17, 21:29
    Zastanawiam się po co wersja kinowa, skoro ludzie już to widzieli i to za darmo w telewizji? Owszem, kiedyś często się zdarzało, że serial miał wersję kinową, ale to jednak były inne czasy. Będzie klapa.
  • siostra_bronte 04.02.17, 21:49
    No i było odwrotnie. Najpierw film kinowy, potem serial w tv. Z ciekawości sprawdziłam. Tak było np. z "Janosikiem" i "Panem Wołodyjowskim"/"Przygodami pana Michała".
  • grek.grek 05.02.17, 11:52
    ciekawa uwaga, Siostro :]

    decydował będzie montaż :]

  • grek.grek 05.02.17, 13:18
    oryginalny tytuł "Phobe in Wonderland".
    doceniony w Sundance w 2008 roku.

    Phoebe [gra ją Elle Fanning] ma 9 lat i jest bystrzejsza, inteligentniejsza od swoich rówieśników. Urzekająco się uśmiecha, ma mądre spojrzenie, dzieciak do polubienia bezwarunkowego :]

    Ale jest też dziwna. Zachowuje się w sposób niezrozumiały dla otoczenia, a nawet... dla samej siebie.

    Matka Phoebe - Hillary [Felicity Huffman z czarnymi wlosami] pisze jakąś ksiązkę związaną z "Alicją z Krainie Czarów", ojciec [ostrzyzony Bill Pullman] jest poczciwym, dobrym ojcem z amerykańskich filmów. Jest jeszcze młodsza siostra. Mieszkają w klasycznym domu na przedmieściach.

    W szkole pojawia się nowa nauczycielka, panna Dodger [Patricia Clarkson]. Uczy teatru i proponuje dzieciom wystawienie... "Alicji w Krainie Czarów".

    Przesłuchuje dzieciaki i każda dziewczynka chciałaby być Alicją. A jeden kolega, Jamie, koniecznie chce zagrać... Królową Kier. Ma czerwoną pelerynę, koronę, talent i kiedy mówi "Zetnijcie mu głowę !', to człowiek odruchowo łapie się za szyję :]

    Phoebe przychodzi na przesłuchania ostatnia. Tuż przed wejściem na salę widzi... jakąs dziewczynkę, która się do niej uśmiecha. Pierwsza próba wypada źle, ale udaje się uprosić pannę Dodger, aby pozwoliła jej zagrać raz jeszcze. I Phoebie ją oczarowuje. Jest idealna.

    Przed przesłuchaniem Phoebe zachowuje się dziwnie, a po nim - jeszcze dziwniej.

    Myje ręce tak często, że zdziera naskórek aż do krwi. W domu skacze na kolanach po drewnianych schodach i kaleczy nogi również do krwi. Wystukuje palcami jakieś "zaszyfrowane" rytmy. Chodzi w kółko, albo kwadrat i klaszcze w dłonie. Konstruuje "dom" na żwirze na dachu jakimś - ten "dom" polega na oznaczeniu patykami konturów pokoi. No i... potrafi plunąć na inne dziecko, kiedy się rozgniewa.

    I widuje postaci : a to Królową Kier, która jest matka, a to Kapelusznika, którym jest dyrektor szkoły, a to jakiegoś innego bohatera "Alicji..." z twarzą...psychologa, do którego rodzice w końcu ją wysyłają. Gośc nie umei jednak do niej dotrzeć.

    Ze wszystkimi tymi postaciami ze swojej wyobraźni Phoebe rozmawia jak z normalnymi ludźmi, prosi ich o radę, albo o pomoc, albo bawi się przez moment.

    Rodzice są zaniepokojeni. Hillary obwinia siebie, i w ogóle - zaczyna się martwić, że w sumie to nic jej w życiu nie wyszło, poza rodziną. Czy to ma być jedyny powodów do dumy jakiego się doczeka ? Ojciec przygląda się wszystkiemu i próbuje pocieszać żonę. Oboje z troską obserwują Phoebe, z jednej strony - dziecko, z drugiej - dziecko, które stanowczo zbyt często zamyśla się, zbyt chętnie jest samo, i oddaje się przedziwnym rytuałom.

    W pewnym momencie Phoebe sama nie wytrzymuje. Hllary obejmuje ją i pyta "Dlaczego to robisz, córeczko, dlaczego ?", a mała rozpłakuje się i odpowiada "NIe wiem, nie mam pojęcia, nie wiem !". I obie szlochają.

    jedynym miejscem,w którym przemiła i naprawdę chwytająca za wzruszenia, Phoebe czuje się spokojna, wyluzowana jest teatr panny Dodger. Phoebe jest świetną aktorką. Inne dzieciaki łapią swoje role, cały spektakl zaczyna nabierać barw.

    Pewnego dnia pani Dodger zastaje Phoebe siedzacą na galerii nad sceną. Rozmawiają chwilę. Pani Dodger doskonale wie, że Phoebe jest 'inna". Najpewniej sama taka jest i była jako dziecko. Obie mają inną wrażliwość niż ich otoczenie. "Pewnego dnia, popatrzysz na tych wszystkich strasznych, normalnych ludzi i powiesz sobie... jestem świetna, pokochasz siebie. Któregoś dnia to się stanie", mówi jej nauczuycielka, odwołując się do jej wybitnie rozwiniętej wyobraźni.

    Któregoś dnia w szkole zdycha zwierzątko, którym dzieci się opiekowały. może ktoś zaniedbał karmienie, a może z przyczyn innych... Tak czy owak, dzieciaki chcą winę przypisać Phoebe, a ta pluje na nich w samoobronie.

    Dyrektor wzywa rodziców do szkoły. Wpadają na pomysł, zeby Phoebe zakazać gry w teatrze, dopóki nie przestanie traktować sliną inne dzieciaki. Mała jest załamana, ale jednocześnie motywacja okazuje się skuteczna. Phoebe lepiej się kontroluje, aczkolwiek nadal ma widzenia postaci z "Alicji...".

    Matka odwiedza pannę Dodger i pyta o małą, nauczycielka sugeruje że problem jest gdzieś indziej, bo Phoebe jest niezwykła, no a do tego : u niej zachowuje się przykładnie, nie rozrabia. Później matka nazywa ją "dziwną" - "ta dziwna nauczycielka". Panna Dodger istotnie jest dziwna : ma staromodny nieco styl i dostrzega w dzieciach to, czego inni nie dostrzegają. I umie do nich dostrzeć.

    Pewnego dnia któreś z dzieci maluje na pelerynie Jamiego, który gra Królową Kier, napis sugerujący że chłopiec jest gejem. Pani Dodger zbiera ich na scenie i tłumaczy, że już w czsaach Szekspira młodzi mężczyźni odgrywali na scenie role kobiece i robili to wspaniale. "Jamie wpisuje się w tradycję światowego dramatu", puentuje.

    Panna Dodger ma podejście

    Kiedy rodzice i dyrektor odwieszają szlaban Phoebe jest wniebowzięta. Przy kolacji rodzinnej nagle ona i jej siostra domagają się od rodziców "braciszka ! albo siostrzyczki !". Tańczą wokół stołu i wyśpiewują swoją prośbę. Matka jest lekko zakłopotana, a ojciec wypala do Phoebe "MYślisz, że mama chciałby mieć jeszcze jedno dziecko TAKIE JAK TY ?". Mała jest rażona gromem.

    Później ojciec kaja się przed nią, przeprasza i jest mu strasznie wstyd. Mała mu wybacza, ale takich słów łatwo się nie zapomina.

    Może to te słowa, które były jakimś wyrzuceniem frustracji, nagromadzonej bezsilności, niewiedzy, co się dzieje z córką, powodują że Phoebe samodzielnie i bez niczyjej zachęty znów wdrapuje się na balkon nad sceną. Widzi u dołu scenerię jak z "Alicji...', postaci zachęcające ją "Chodź do nas, skacz !". I skacze... Nic się jej nie dzieje, choć rodzice mówią o "kontuzji', ale dyrektor zaprasza do siebie Phoebe.

    Zgrabnie ją podchodzi, podpytuje i widać, że chodzi mu o jedną konkretną rzecz ; czy pani Dodger kazała jej skoczyć z tego balkonu ? Mała przyznaje, ze kiedyś były tam razem. Ale... nie, nie kazała jej skakać, to ona sama. A dyrektor pyta niestrudzenie, ze spokojem olimpijskim i próbuje wyciągnąć od Phoebe potwierdzenie winy panny Dodger. Mała jest cała w stresie, co chwila zza pleców słyszy i widzi wyskaujące twarze bohaterów "Alicji..." cytujących wersy utworu.

    Wreszcie tak się plącze, ze wychodzi na to, iż faktycznie panna Dodger mogła ją namawiać do tego skoku. Dyrektor następnego dnia przyhcodzi na próbę i zwalnia panią Dodger. Dzieciaki są zaskoczone, a pani Dodger wstając i wiedząc, że już nie wróci, mówi do nich "Grajcie.Nie przerywajcie".

    Tak sobie biorą to do serca, ze same prowadzą ten teatr i przygotowują olśniewający musicalowy utwór sceniczny, ze śpiewem i tańcami. Dyrektor jest zdumiony. Pyta "Kto jest opiekunem tego przedstawienia ?", na co Phoebe "Ja". Jamie dodaje "I ja". Inne dzieciaki po kolei mówią to samo. Dyrektor "A ktoś dorosły ?", na co jeden mały odpala "Własnie go pan wywalił". Dyrektor nie wie co powiedzieć, a dzieciaki to szantażują 'jak pan rozwiąze nasz zespół - powiemy rodzicom i oni tu wszyscy do pana przyjdą...". Dyrektor wie, że przegrał :]

    Któregoś wieczora matka Phoebe przynosi do domu ksiązkę. Mówi do ojca : "Wiem już co się dzieje z Phoebe".

    A później w scenie w szkole, Phoebe sama informuje swoich kolegów i koleżanki, że... jest chora na zespół Tourette'a. OPowiada im o objawach i zapewnia, ze nie jest to choroba zakaźna.

    W końcowej scenie, przed występem, Phoebe znów sama wchodzi na balkon, spotyka tam pannę Dodger i Alicję. Uśmiechają się do niej, a potem biegną szybko w miejscu, aż światło reflektora błyska i znikają.

    Film , w gruncie rzeczy, o chorobie, ale i o sile i magii wyobraźni, która jest jej pochodną, o rodzicach niemogących pomóc dziecku, czy wreszcie o przyjaźni jaka może połączyć wrażliwą dziewczynkę i jej mądrą nauczycielkę.

    świetnie zrobione, wyreżyserowane, a aktorzy nie zawodzą, na czele z małą Elle Fanning, który tę opowieść tytułuje niemalże swoim urzekającym uśmiechem.
  • grek.grek 05.02.17, 13:29
    2 sceny mi się przypomniały.

    W pewnym momencie matka zabiera Phoebe na "Jezioro Łabędzie" [drugi raz w filmie, pierwsza scena jest na początku]. Kiedy balerina pada na scenie, Phoebe zaczyna krzyczeć "wstań ! Wstań !". Robi to tak natrętnie, ze widownia się denerwuje i matka wyprowadza ją z sali. Chce ją trochę przywołać do porządku, ale widzi jej szczerze poruszoną twarz i rozpłakuje się.

    Innym razem Phoebe , razem z młodszą siostrą [intelektualistka, ma nauczycielkę lewicujacą i podczas obiadu, którego głównym daniem są kurczaki, serwuje im naturalistyczny wykład o nieludzkich metodach hodowli drobiu i pozbawiania go życia], chodzi po domach z okazji Halloween. Phoebe jest ofk przebrana za Alicję. Siostra ma zaś czarną sadzą wysmarowaną "brodę" i czarny "surdut'. Matka pyta : "Córeczko, za kogo się przebrałaś ?", na co mała obruszona :"Ty też mnie nie poznajsz ? Jestem Karolem Marksem !" ;]

    w tej sekwencji mamy też inny przejaw choroby Phoebe. Otwiera im bardzo miła, też przebrana za jakąś rusałkę, pani i daje górę cukierków, a Phoebe nagle w niewybredny sposób komentuje fakt, że ta miła kobieta ma nadwagę.

    bardzo dobry film. Zasłużenie doceniony, wg mnie :]
  • barbasia1 08.02.17, 20:12
    Ależ urocze i zdolne są te siostry Fanning!

    Ładny film! Dzięki! :)
  • grek.grek 09.02.17, 12:40
    dzięki, Barbasiu :]

    szczera to prawda !
    Elle Fanning naprawdę kradnie film kilkorgu znakomitym i cenionym aktorom, którzy wszelako wypadają na miarę swoich możliwości, jak chodzi o sztukę aktorską :]
  • barbasia1 09.02.17, 22:37
    :)
  • grek.grek 06.02.17, 11:59
    przydarzył mi się wczoraj :]

    wielkie kino to nie jest, ale jak na z ducha harlekinową opowieśc, w dodatku - dla nastolatków, jest to całkiem przyzwoity film, obywa się bez przesadnej cukierkowatości, zaś Kristen Stewart wygląda tutaj na naprawdę zdolną aktorkę, wg mnie.

    a do tego mamy jakże nastrojowe okoliczności przyrody górskiej miejscowości, w której rozgrywa się cała akcja.

    w sumie : film głównie dla fanów powieści i całej ikonografii, jaka powstała wokół zagadnienia, ale i laik może takie spotkanie przeżyć we względnym zdrowiu :]
  • grek.grek 06.02.17, 12:15
    niesłusznie pomijana pozycja w filmografii Martina Scorsesego.

    bilardzista na emeryturze, "Fast" Eddie Felson, w jednym z barów spotyka utalentowanego w grze i entuzjastycznego poza nią młodzieńca, Vincenta Laurię. Zostają partnerami w bilardowym biznesie. Felson szkoli Vincenta, uczy go manier sportowych, a wreszcie organizuje mu gry za dobre pieniądze. Ofk, dochodzi między nimi do spięć i konfliktów, a wtedy resorem od którego odbijają się ich [głównie Vincenta] emocje jest Carmen, jego rozsądna dziewczyna, która podróżuje razem z nimi.

    W pewnym momencie sztama pęka i panowie spotykają się po jakimś czasie na mistrzostwach kraju rozgrywanych w Atlantic City. Jako przeciwnicy.

    Wtedy Vincent poznaje cały spryt i przebiegłość Felsona :

    pochwalę się, że już jest w archiwum ;] :
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,119383835,119383835,Ojej_co_tu_wybrac_7_vol_11_.html?s=1
    może więc nie będę drugi raz opisywał, ale zwierzę się ze spodziewanej przyjemności ponownego obejrzenia tego filmu, na co mam dziś nadzieję :]

    Paul Newman z Oscarem i może najlepsza rola Toma Cruise'a, a do tego historia poprowadzona przez Scorese z prawdziwą maestrią i klasą wybitnego reżysera. W bilard nigdy nie grałem, ale zgodzę się, że na ekranie wygląda zachęcająco, heh.
  • grek.grek 07.02.17, 12:12
    dobrze jest czasami zupełnie zapomnieć jakiś film :]

    alez wczoraj mnie zaskoczyło, że w finale krnąbrny i nieposłuszny Vince, którego zdawałoby się nie sposób niczego nauczyć i który nigdy w życiu nie pozbędzie się swoich niskich ambicji dla zrealizowania większego celu, oszukuje tego mądrego i chytrego Eddiego Felsona :]


  • barbasia1 07.02.17, 22:42
    :))
  • siostra_bronte 08.02.17, 11:06
    Kiedyś widziałam. Dobre kino.
  • grek.grek 07.02.17, 12:10
    a jednak ! :]

    z jednej strony : brawo TVP ?

    z drugiej : jakimś trafem Czesi pokazywali wszystkie odcinki z zaledwie 24-godzinnym poślizgiem, co dowodzi, że można było kupić "Sherlocka" jako prawie-nowość, ale TVP wolała poczekać, żeby było taniej.

    cóż, jesli trzeba opłacić 12 godzin dziennie telenowel produkowanych we własnym zakresie i tysiące "misiewiczów", to faktycznie na renomowane seriale nie może wystarczyć. Coś za coś.

    film.onet.pl/wiadomosci/sherlock-sezon-4-4-sezon-sherlocka-w-marcu-w-tvp2/cykxgq
  • barbasia1 07.02.17, 22:41
    Dobra wiadomość! :)
  • grek.grek 08.02.17, 12:43
    lepiej późno niż wcale :]
  • barbasia1 09.02.17, 22:38
    Otak. :)
  • grek.grek 07.02.17, 12:15
    bardzo polecam.

    historia dość oczywista i oklepana, ale dokument jest dynamiczny, świetnie przygotowany i naprawdę godzien obejrzenia :]
  • grek.grek 07.02.17, 12:18
    niedawno opisywałem, ale chyba przeszło bokiem ;]

    w każdym razie : nie przejdzie ten film do klasyki gatunku, ale sceneria polarna ma potencjał, intryga w miarę sensowna, a aktorzy robią co mogą.

    zabrakło , wg mnie, tego co odróżnia średni thriller od dobrego, a dobry od wybitnego, czyli umiejętnego pogłębienia nastroju, klimatu i mrocznej, zagadkowej atmosfery.

    Ale - mozna spróbować :}
  • grek.grek 07.02.17, 12:24
    amerykańska rodzina 2 + 3 spędza wakacje w Tajlandii i przeżywa koszmar kiedy w wybrzeże uderza tsunami i zmiata z powierzchni kurort, w którym przebywają i zmusza ich do walki o życie.

    tsunami opisywane w filmie faktycznie się przydarzyło w 2004 roku, pochłonęło 300 tys. ofiar, a film jest zapisem autentycznego dramatu rodziny Alvarezów.

    tutaj rodzinę gra duet McGregor-Wattfs, co raczej wyklucza jej latynoskie pochodzenie.

    Rezyserem jest Juan Antonio Bayona, który nakręcił był wcześniej "Sierociniec".

    Zatem, jak Wam się widzi taki seans wieczorny ? :"]
  • grek.grek 07.02.17, 12:27
    adaptacja prozy Borowskiego.

    główne role : Tadeusz Łomnicki, Ewa Wiśniewska.

    a ja planowałem na dziś "O północy w Paryżu" na CtArt z nadzieją na wersję oryginalną z napisami :]

    A teraz już sam nie wiem, co tu wybrać ? ;]
  • barbasia1 07.02.17, 20:45
    Nie mam nastroju dziś na "Pożegnanie z Marią".
  • grek.grek 08.02.17, 12:37
    I ja nie miałem, Barbasiu :]
  • barbasia1 08.02.17, 19:15
    Dobrze. Innym razem obejrzymy. :)
  • grek.grek 08.02.17, 13:05
    no i wybrałem "O północy w Paryżu":]
    nie mogłem się oprzeć.

    i warto było ! warto było choćby po to, by usłyszeć jak Marion Cottilard mówi po angielski z francuskim akcentem :]
  • barbasia1 08.02.17, 18:46
    Lubię o "O północy w Paryżu". :)
  • grek.grek 09.02.17, 12:35
    domyślałem się tego, Barbasiu :]

    czy byłaś na tym filmie w kinie ?
  • barbasia1 09.02.17, 22:39
    "O północy w Paryżu"? Tak.
  • grek.grek 07.02.17, 15:12
    na razie wujek G. nie otwiera całego artykułu, może jutro albo pojutrze, ale sam tytuł zwiastując zawartość lekko niepokoi.

    jesli faktycznie padła ostatecznie dotychczasowa Redakcja Filmowa kanału, a o ofertę filmową Kultury mają zacząć 'dbać" państwo z TV Republika i Frondy, to ja to czarno widzę :] :

    wyborcza.pl/7,75410,21341093,tvp-kultura-fachowcy-odchodza-o-oferte-filmowa-zadbaja.html
  • grek.grek 07.02.17, 16:00
    po przewertowaniu :

    1. istotnie odeszła cała Redakcja Filmowa kanału

    2. "Redaktorzy filmowi byli poddawani największym naciskom i kontroli. Nie dziwię się ich odejściu - mówi dziennikarka związana z anteną.

    3. Dyrektor Kultury, p. Matyaszkiewicz, poczuł że pali mu się pod siedzeniem, kiedy wypuścił na antenę : "Ukrzyżowanie - święty skandal" i "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Zaczął być ostro krytykowany spod prawej ściany.

    "Po nich zmienił podejście : sam prosił o wykasowanie, a potem nawet o niewkładanie do ramówki niewygodnych tytułów - twierdzi osoba związana z redakcją (nasi rozmówcy proszą o zachowanie anonimowości)"

    4. Pytany o "Ukrzyżowanie" Matyaszkiewicz odmawia odpowiedzi.

    "Po emisji [ww. filmu] Matyaszkiewicz zwolnił sekretarza anteny Marzenę Adamczyk, za Janowskiej wicedyrektorkę TVP Kultura. Przyznaje, że gdyby zobaczył film przed emisją, nie wpuściłby go na wizję"

    5. "Później szef TVP Kultura miał miał m.in prosić redakcję filmową o nieprogramowanie powtórek znakomitego austriackiego filmu "Raj : Wiara" Ulricha Seidla. Reżyser sugeruje w nim, że za dewocją stoi bezradność życiowa, samotność i zahamowania seksualne".

    6. Autorka sugeruje, że za pełnymi spodniami dyrektora M. stoją naciski z góry, czyli z Biura Koordynacji Programowej TVP, gdzie karty rozdaje pani, z którą pan Prezes Kurski puścił w trąbę żonę.

    7. Filmy mające status persona non grata w Kulturze, to aktualnie "Ida", "W imię" i "Pokłosie".

    8. Dyrektor M. broni się, że on nikogo nie wyrzucał, wszyscy sami odeszli. hehe...

    9. Nowy skład Redakcji Fillmowej, to :

    - pani z Teologii Politycznej, błyskawicznie pnąca się na drabinie awansu, dzięki protekcji Prezesa Jacka. Już zdązyła wyharatać z ramówki film "W kręgu", traktujący o związku dwóch homoseksualistów w Szwajcarii.

    - pan wydawca z Telewizji Republika

    - pani publicystka z Fronda Lux

    10. Poważne zmiany nastąpią pod koniec roku, bo póki co nowy zaciąg uczy się, a do tego obowiązują w dużej części umowy licencyjne zawarte przed poprzednią Redakcję Filmową. TVP musi się z nich wywiązać.

    "To może tłumaczyć, dlaczego w TVP Kultura poszły ostatnio "Płynące wieżowce" Tomasza Wasilewskiego, wspomniana już "Ida" czy cykl filmów Rainera Wernera Fassbindera, w tym "W roku 13 pełni", którego bohaterem jest transseksualista. Portal Polonia Christiana oburzał się "festiwalem twórczości reżysera homoseksualisty, który zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków".

    11. Dyrektor M. broni się i skarży, że dostaje kopniaki ze wszystkich stron, a on tylko by chciał robić telewizję dla wszystkich. Własnie widać jak robi, po tym kogo do tego robienia zaprasza.

    12. Matyaszkiewicz za punkt honoru stawia sobie wprowadzenie do TVP Kultura wątków religijnych i dot. mysli religijnej. Jak on dopiero planuje, to zaczynam się bać ;] W ostatnich miesiącach jest tego, oraz bogoojczyźnianej naftaliny a'la "Quo Vadis ?", Trylogia Sienkiewicza itd., aż nadto.

    ja bym powiedział, że TVP Kultura została już włączona w machinę propagandy mającą kształtować "patriotyczno-katolicko-rodzinnego" Polaka, który za 5 lat da dowody swojego wykształcenia dowodząc radośnie, że Ziemia jest płaska, a pedofilia w KOściele kat., to problem prowokacyjnych postaw dzieci.

    Co o tym wszystkim sądzicie ?

    jakaś smuta idzie, takie mam wrażenie. A Wy ?
  • grek.grek 07.02.17, 16:05
    PS : pan dyrekor nazywa się Matyszkowicz :]

    za pomyłkę padam do nóg dyrektorskiemu dobrodziejowi z "dobrej zmiany".
  • maniaczytania 07.02.17, 19:04
    ja spokojnie poczekam na rozwój sytuacji ;) Zwłaszcza, że w artykule jak zwykle pełno wypowiedzi "dobrze poinformowanych, ale pragnących zachować anonimowość" źródeł, a tak to i ja mogę artykuł napisać ;)


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 08.02.17, 12:35
    przyda nam się Twój olimpijski spokój, Maniu :]
  • barbasia1 07.02.17, 22:34
    Po owocach ich poznamy.Dzięki wielkie za wyciąg z tekstu. TVPKultura ciągle jeszcze sprawia wrażenie, że jest otwarta na różne punkty widzenia, światopoglądy. To byłaby wielka strata, gdyby TVPKultura zeszła z obranego od początku kierunku w prawicowe rejony.

    Małe sprostowanie, flama prezesa już nie pracuje w TVP , pod koniec 2016 otrzymała intratną posadę w PGNiG.
  • grek.grek 08.02.17, 12:42
    dzięki, Barbasiu, za wyjaśnienie :]

    tak czy owak, na posadach znaleźli się... kompetentni ludzie ;]
  • grek.grek 08.02.17, 13:08
    Barbasiu, nie byłaby to pierwsza instytucja publiczna, której by zaszkodziła polityka.

    Jeszcze całkiem niedawno był to przecież nagradzany prestiżowo "najlepszy kanał kulturalny w Europie". A dziś ?

    I tak mieliśmy mnóstwo szczęścia, że udało się przeprowadzić ten przegląd filmów Fassbindera :]]
    państwo z "dobrej zmiany" musieli przez cale 5 dni przełykać naprawdę gorzką pigułę ;]]


  • mala_ciekawostka 08.02.17, 18:13
    Rzeczywiście to była wyjątkowo gorzka pigułka:) Niestety wygląda na to, że czasy różnorodności i otwartości w TVP Kultura powoli mijają... Szkoda:(
  • grek.grek 09.02.17, 12:34
    aż strach pomyśleć, ile oni gorzkich piguł dla nas przygotują, w ramach odwetu, Mała Ciekawostko ;]
  • mala_ciekawostka 09.02.17, 18:15
    No właśnie:)"Faustyna", "Prymas - trzy lata z tysiąca" itd. itp. - pewnie tego typu repertuaru możemy się spodziewać:)
  • grek.grek 10.02.17, 13:38
    najpewniej, Mała Ciekawostko :}

    a na dokładkę, zawsze mogą ściągać posiłki z zagranicy;]
  • mala_ciekawostka 10.02.17, 17:09
    O tym nie pomyślałam:) Nie strasz, Greku:) Ciekawe, jak to wszystko się dalej potoczy...
  • grek.grek 11.02.17, 12:19
    Mała Ciekawostko, z pewnością musimy się zmobilizować na te następne miesiące :]

    aczkolwiek, w dobie dzisiejszej otwartości, nowoczesności, łatwości komunikacji ogólnoświatowej - te próby narzucania , choćby via TV, postaw odwrotnych moga wyglądać dośc komicznie :]

    wg mnie, komiczne jest już namolne puszczanie "WOłodyjowskiego", "Oou Vadis ?" czy "Ogniem i mieczem" albo "Krzyżaków" w TVP Kultura, no bo... co ma piernik do wiatraka ? ;]


  • siostra_bronte 11.02.17, 13:47
    Mnie bardziej wkurza namiętne powtarzanie kilku średnio udanych polskich filmów na krzyż w primie time, choćby nieszczęsnej "Yumy" :)
  • grek.grek 11.02.17, 17:12
    mnie też, Siostro :]

    dodałbym jeszcze "Układ zamknięty" ;] raz na miesiąc musi być.
    I "Mniejsze zło".

    czyli, prymitywne piętnowanie patologii III RP i PRL, które w "IV RP" rzekomo nie mają miejsca ;]
  • barbasia1 11.02.17, 17:49
    siostra_bronte napisał(a):

    > Mnie bardziej wkurza namiętne powtarzanie kilku średnio udanych polskich filmów
    > na krzyż w primie time, choćby nieszczęsnej "Yumy" :)

    O tym samym myślę. TVPKultura katuje historią młodych złodziei z Polski.
  • maniaczytania 11.02.17, 14:13
    4 a kiedy i jak wiele razy były w kulturze?

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 11.02.17, 17:19
    Maniu, odpowiem przewrotnie :] : myślę, że w TVP Kultura takie pozycje nie powinny się wcale pojawiać.

    no bo... gdzie tu pretekst do ukulturalniania społeczeństwa ? ;]

  • maniaczytania 11.02.17, 19:09
    wiesz, a kiedy miałyby być w kulturalnej telewizji, jak nie w roku Sienkiewicza? ;)

    Rok Sienkiewicza był w ubiegłym roku :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • mala_ciekawostka 11.02.17, 18:50
    Quo Vadis było (serial) jakoś niedawno, coś tak kojarzę.
  • maniaczytania 11.02.17, 19:09
    Quo vadis to wspaniałe dzieło, żal, że do dziś nie powstałą równie dobra ekranizacja ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 12.02.17, 12:30
    a nie było przypadkiem włoskiej wersji , Maniu ?
  • grek.grek 12.02.17, 12:28
    "Qu Vadis ?", Mała Ciekawostko, jest zawsze na którymś z kanałów TVP : przechadza się w kółko ;]
  • mala_ciekawostka 12.02.17, 12:34
    :)))
  • barbasia1 08.02.17, 19:15
    Oczywiście! Dobra zmiana idzie jak burza.

    Przykre to.

    Myśmy tak radośnie podeszli do przeglądu filmów Fassbindera, nie myśląc zupełnie, że mogło go wcale nie być.

    A właśnie, muszę jeszcze dopisać co nieco w wątku o filmach Fassbindera.
  • grek.grek 09.02.17, 12:37
    to niestety prawda, Barbasiu.

    właśnie !
    mnie się wydawało nawet, że ten cykl filmów, to dowód na otwartośc i pluralizm w TVP Kultura pod rządami "dobrej zmiany" ;] Taki byłem naiwny.

    świetnie, czekamy !
  • grek.grek 08.02.17, 12:55
    zawsze warto sobie przypomnieć.

    kino przepiękne estetycznie, wnikliwe psychologiczne, z Moniką Vitti, no i... aferalne ;] W Cannes w 1961 niemal zlinczowano reżysera za pokazanie filmu, w którym niemal sensacyjny wątek, wydający się kluczem do całej historii, zostaje całkowicie pominięty na rzecz wątku psychologicznego.

    grupa przyjaciół jedzie na wycieczkę po morzu, zatrzymują się na wyspie, a tam znika - jak dotąd główna bohaterka. Jej narzeczony i jej najlepsza przyjaciółka niby prowadzą jakieś poszukiwania, ale w istocie fabuła skupia się na ich wzajemnych relacjach, a nie na próbie ustalenia co stało się z zaginioną.

    Żeby to dzisiaj film potrafił wywoływać takie poruszenie... z takich powodów... ;]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka