Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 9 (vol. 83)

  • grek.grek 04.09.17, 11:12
    nowe recenzje.
    m.in film z R. Redfordem i Jane Fondą, fabuła wygląda na czysto pretekstową, żeby dwoje wybitnych aktorów mogło po prostu razem pobyć na ekranie :] :

    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-trzeci-dwa-oblicza-festiwalu-relacja/pcg2hz
    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-czwarty-rodzinne-wartosci-relacja/fdny08
    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-piaty-dwie-krolowe-na-lido-relacja/1j6673
    www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Zimna+wojna-124705
    www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Żółtodzioby+i+legendy-124716
    film.org.pl/recenzje/wenecja-2017-lean-on-pete-rez-andrew-haigh-125363/
    film.org.pl/recenzje/wenecja-2017-suburbicon-rez-george-clooney-125355/
    www.rp.pl/Film/170909886-Wenecja-2017-Ai-Weiwei-wsrod-uchodzcow.html
    wyborcza.pl/7,101707,22317481,george-clooney-nieslubnym-dzieckiem-braci.html
  • siostra_bronte 04.09.17, 18:33
    Greku, naprawdę wierzysz, że to wszystko przeczytamy? :)
  • grek.grek 05.09.17, 11:17
    :]

    Siostro, nigdy nie wiadomo, co Wam może przypaśc do gustu, więc wrzucam wszystko, co znajdę :]

  • grek.grek 04.09.17, 11:20
    dwóch młodych aspirujących aktorów brytyjskich hucznie, czyli wśród dymków i procentów, spędza ostatnie tygodnie roku pańskiego 1969, aby uczcić koniec przełomowej i wyjątkowej dekady 60s.

    brzmi nieźle :]

    scenariusz i reżyseria Bruce Robinson, czyli dżentelmen od ekranizacji "Dziennika zakrapianego rumem", chyba czuje się mocny w tych klimatach, choć pamiętam Twoją recenzję, Siostro, która opinowała "Dziennik..." dość ostrożnie i krytycznie :]

    PS : a jutro u Czechów "Dzikie historie" :] o mniej... dzikiej porze niz "Withnail", bo zaraz po dziewiątej.
  • siostra_bronte 04.09.17, 17:42
    Znakomity film!! W pewnych kręgach kultowy :)

    Tak, "Dziennik.." już średnio się udał.
  • grek.grek 05.09.17, 12:06
    nie dziwi mnie, że "Withnail" zasłużył na miano kultowego filmu, ma wszystko co potrzebne, by
    do takiego obrandowania aspirować.

    bohaterów outsiderów, komiczno-groteskowe sytuacje, świetną muzykę i pierwiastek zmysłowości.

    69 rok, w Ameryce dzieci-kwiaty, a w Londynie dwóch niespełnionych aktorów wegetuje w dramatycznie zagraconym i zrujnowanym mieszkanku w jakiejś koszmarnej czynszówce. Withnail chodzi w płaszczu do samej ziemi, który pamięta pewnie koniec XIX wieku, a moze nawet sam Sherlock Holmes go używał. Pije bez przerwy, ale na rauszu wcale mu się kondycja duchowa nie poprawia - wciąz psioczy jaki ten świat jest parszywy, skoro w telewizji i teatrze produkuja się aktorzy trzy razy gorsi od niego, a on dostaje co najwyżej propozycje dublera w rosyjskich dramatach.

    Od razu powiedzieć trzeba, że Richard E. Grant w te roli jest fenomenalny :] Niezrównany ! brawurowy, ekspresyjny, ale jednocześnie klasycznie po angielsku ponury i depresyjny. Jakoś mu się udaje łączyć te zywiołwy w zgrabną całość.

    Marwood [też znakomity Paul McGann] jest "tym drugim", który ma za zadanie uzupełniać duet, stąd m.in tytuł, który od razu koncentruje uwagę właśnie na Withnailu, a Marwooda skromnie sytuuje jako "supporting cast".

    On też nie dostaje ról, jakie sobie wymarzył, ale znosi to nieco lepiej niż Withnail, aczkolwiek nie odmawia współuczestnictwa w popijaniu z flaszki czy wciąganiu nosem. Towaru dostarcza im znajomy Danny [rewelacyjny ! Ralph Brown], absolutnie zjawiskowa mieszanka hippie z Kalifornii i menela-drugdealera z Londynu ;] Spokojny jakby wypalił taaakiego skręta i ciagle czuł kojące wibracje, monotonnym głosem rozprawiający o polityce i narkotykach, a wreszcie wjeżdzajacy na ambicję Withnailowi, z sugestią, ze ma na stanie taka pigułę, po której nawet Withnaila zetnie z nóg. Oczywiście, wszystkowciągający Withnail chce wypróbować ten specyfik, odgrażając się, ze weźmie i nie tylko nie padnie, ale jeszcze "przebiegnie milę", lecz cena 2 funtów za sztukę skutecznie go odstrasza.

    Marwood proponuje, żeby wyluzowali się z całego tego chrzanu i wyjechali na prowincję. Wujek Withnaila, Monty, ma domek gdzieś niedaleko Londynu, trzeba tylko przekonać go,zeby dał im klucz.

    Withnail wprasza się wiec, z Marwoodem, na kolację do wuja, ale nie ma odwagi poprosić o klucz, mimo że Marwood go ciagle szturcha i przypomina po co tu przyszli.

    Wujek Monty [znakomity Richard Griffiths] mieszka gustownie, dom wygląda jak jaskinia kolekcjonera sztuki - obrazy, ksiażki, ceramika, rzeźba, fotografie. Człowiek wysmakowany i koneser. Oraz, jak zapewnia Withnail i przeraża tym Marwooda - niewyżyty gej-zdobywca ;]

    Kiedy Marwood już traci nadzieję na weekend za miastem, przy wyjściu Withnail prezentuje mu własnoręcznie podwędzony wujowi klucz. Mogą jechać. I jadą. Zdezelowanym autem przypominającym naszą starą "Warszawę", przy dźwiękach kultowego htu Hendrixa, oczywisćie przechadzając się wszystkimi trzema pasami szosy ;]

    Domek jest mało efektowny, widać że od dawna nie używany, na dodatek leje deszcz, Withnail zgubił w ciemnościach buty, dookoła ciemno i cicho, a w domu zimno i nie ma prowiantu.

    Panowie jednak jakoś się organizują, chodzą po okolicy próbując kupić jakieś jedzenie, ale ani pani w gospodarstwie obok nie jest dośc miła, by sprzedać im jajka, ani kłusownik w barze nie chce podzielić się węgorzem [którego złowił i trzyma w... spodniach], a na dodatek grozi im śmiercią. Muszą polować na jakieś ptaszyska i na ryby, ale z marnymi efektami. Trafia im się jakaś chuda kura, której Withnail nie ma serca zabić, więc Marwood to robi, ale rosół z takiej sztuki nie moze być zbyt smaczny.

    Mogą za to napić się piwa, bo właściciel baru okazuje się dżentelmenem rozmownym i kulturalnym. Staczają też potyczkę z bestią - nieopatrznie wypuszczają byka z zagrody nieopodal i Marwood zostaje zmuszony do zapędzenia go z powrotem, czego dokonuje metodą histerycznego wrzasku, jakby wpadł do ukropu ;] W sumie - jest wesoło, a najbardziej chwytliwa jest scena, kiedy Withnail,w tym swoim płaszczu, wędruje w deszczu po wiejskich drogach, z butelką w garści, a przygrywa mu subtelnie pianino.

    Na miejscu jest budka telefoniczna i stamtąd obaj panowie dowiadują się o losach swoich aktorskich karier. Informaacje są jednak albo kiepskie albo niejasne.

    Pomni gróźb kłusownika panowie śpią razem, ze strzelbą w pogotowiu, o którą zresztą zaczynają się kłócić i robią dziurę w suficie za pomocą niekontrolowanego wystrzału.

    I słyszą nagle, że ktoś się wkrada do domu. Sądza, ze to kłusownik idzie, zeby ich zabić, Marwood wpada w panikę, Withnail jest sparaliżowany, a koniec końców okazuje się, ze to wuj Monty, przyjechał sobie i ich zastał. Przypadek ?

    No cóż, niebawem okazuje się, ze to żaden przypadek. Monty nie na żarty, ale z pełną kulturą i w sposób dośc komiczny, zaczyna się dobierać do Marwooda. Zapewnia im jedzenie, wino, opiekę, ale wyraźnie widać, ze oczekuje, jak by to rzec... profitów z tych inwestycji ;]

    Marwood unika dyskretnie jego zalotów, przy okazji wraz z Withnailem mają kieszonkowe, za któree mogą wybrać się do miasteczka nieopodal i zrobić awanturę w restauracji, oburzając miejscowa arystokrację, albo wuj zabiera ich na przyjemną przechadzkę po pagórkach i wzgórzach otaczających wioskę, ale atmosfera robi sie coraz gęstsza.

    W końcu Withnail przyznaje, ze nie ukradł wujowi klucza, ale zawarł z nim deal - po prostu, nakłamał, że Marwood to swobodny obyczajowo gej, jego [Withnaila] porzucony eks-partner, który nie ma oporów przed wskakikwaniem do łózka starszym panom ;]] Marwood nie wie, co go bardziej zdumiewa i wścieka : że Withnail opisał go, jako puszczalskiego geja, czy to, ze w jego opowieści, to on porzuca Marwooda, a nie na odwrót ;]

    Po odparciu bezpośredniego, zmasowanego, natarcia wuja Monty'ego Marwood stawia ultimatum Withnailowi i zmusza go do wyjazdu powrotnego do Londynu.

    W ich mieszkaniu siedzi teraz Danny, a w wannie pluska się jakiś czarnoskóry jegomośc w afro na głowie. Znów wdają się w dialog i znów bryluje w nim perorujący hiponotyzującym głosem Danny, który stwierdza, ze "właśnie kończy się najwspanialsza dekada w historii ludzkości, lata 60-te XX wieku". Marwood dostaje telefon, jest dla niego rola, i to główna, w jakimś przedstawieniu. Wyjeżdza na tę okolicznośc.

    Spakowany, ostrzyżony, w czystym wdzianku, w symboliczny sposób zostawia za sobą ten dziwny, szalony okres swojego życia. Żegna się z Withnailem, nie mają nawet czasu wypić butelki dobrego wina podprowadzonego wujowi Monty'emu.

    W ostatniej scenie Withnail, w swoim nieśmiertelnym płaszczu, krązy po okolicach londyńskiego zoo i brawurowo, zionąc egzystencjalnym smutkiem i pustką, odgrywa monolog z "Hamleta" - "... synowie tej ziemi nie pociągają mnie, ani jej córki...".

    Piękne zakończenie, bo z refleksją, że na tym polega sztuka, by wielkie monologi grali tacy aktorzy, którzy powiedzą je z głębi duszy, wiedząc i rozumiejąc o czym mówią, bo przeżywają to na codzień. I że tacy aktorzy na główne role, paradoksalnie, rzadko mogą liczyć :]

    kultowe kino - zdecydowanie :]

  • grek.grek 05.09.17, 12:09
    trailer :

    www.youtube.com/watch?v=x1RGOziPfvg
  • siostra_bronte 04.09.17, 17:46
    O. widziałam "Dzikie historie" bodajże w Ale kino. Jak to w filmach nowelowych, trochę nierówny. Ale trudno byłoby go opisać, więc sobie dałam spokój.

    Czesi ostro zaczęli nowy sezon :)
  • grek.grek 05.09.17, 11:14
    dzięki, Siostro :]

    spróbuję coś napisać po obejrzeniu, już szykuję notatnik, co by nie
    zdawać się tylko na spamiętywanie [zawodne] skojarzeń i wrażeń :]

    to prawda !
    wiesz, właściwie przez cały rok pokazują nowe rzeczy, niektóre u nas już
    były, ale u nich nie ;] [np. "Skazani na Shawshank" który leciał w niedzielę o 20:00].

    nie mam pojęcia, czy u nich funkcjonuje pojęcie "ramówki wiosennej/jesiennej",
    ale jeśli tak, to istotnie "Withnail" i "Dzikie historie" są dobrym początkiem tej drugiej.
  • mala_ciekawostka 04.09.17, 17:08
    Z okazji rocznicy. Udało mi się przewidzieć jeden z trzech filmów, które obstawiałam, że mogą się tego dnia pojawić w telewizji.
  • siostra_bronte 04.09.17, 17:41
    :)
  • grek.grek 05.09.17, 11:11
    :]

    brawo !
  • siostra_bronte 04.09.17, 19:22
    Czasem na moją stronę na fb wpadają świetne zdjęcia z portali filmowych, oczywiście tych z klasyką. Ta fotka mnie zachwyciła!

    Jeżeli coś mi się spodoba to będę wrzucać. Trzeba trochę rozruszać nasze forum :)

    www.facebook.com/AlfredHitchcockOfficial/photos/a.255340817901828.38745.163239933778584/1054151524687416/?type=3
  • siostra_bronte 04.09.17, 19:31
    Podpisuję się pod cytatem Mistrza!
  • grek.grek 05.09.17, 11:22
    świetne !

    dzięki, Siostro :]

    znakomity plan !!

    PS : miejmy nadzieję, że Barbasia niebawem się pojawi i również wzmocni
    naszą galerię fotograficzną, jak to zazwyczaj czyniła :]
  • barbasia1 17.09.17, 22:53
    Greku, nie mam czym zasilić. W tym roku morze oglądałam na zdjęciach koleżanki. Nie byłam nigdzie na wakacjach. :/
  • grek.grek 18.09.17, 10:23
    rozumiem, Barbasiu.

    za rok odbijesz to sobie podwójnie ! :]

    a wypieki nowe ? rower - udało Ci się pojeździć trochę tego lata ? muzyka - jakich nowch odkryć udało Ci się dokonać ? :]
  • mala_ciekawostka 05.09.17, 16:56
    O tak, cytat w punkt!
  • barbasia1 17.09.17, 22:52
    Kapitalne zdjęcie, hehehe! :)
  • grek.grek 05.09.17, 12:16
    wedle opisu : sześć historii z sześcioma osobnymi bohaterami, których łączy jeden wspólny mianownik : w pewnym momencie swojego codziennego życia puszczają im nerwy i
    na ludzką głupotę, niepowodzenia, kłody rzucane pod nogi przez wredny świat reagują
    otwartą furią i przemocą :]

    komedia czy komediodramat ?

    konkurs główny w Cannes, nominacja do Oscara, i 95 % pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes ;]

    jak dla mnie - premiera :]
    szkoda,że nie w jakiejś polskiej telewizji !!
  • grek.grek 06.09.17, 12:09
    świetny film !

    czarna komedia, albo rasowy komediodramat.
    Sześć nowel róznej długości, w ktorych naczelną zasadą jest gwałtowna reakcja bohaterów na
    rozmaite okoliczności z życia wzięte.

    Pierwsza pełni rolę prologu.

    Samolot w locie. Po starcie elegancki pan zaczyna rozmowę z urodziwą panią. Słowo po słowie okazuje się, że oboje znają pewnego człowieka nazwiskiem Pasternak. Ona jest jego eks-narzeczoną, on jest krytykiem muzycznym, ktory przewodniczył kolegium miażdzącym jakąś pracę intelektualną rzeczonego Pasternaka, jakiż z tego gościa był gamoń i niemota...

    Za chwilę przyłącza się jakaś inna pani i mówi, ze także zna tego samego Pasternaka. Była jego nauczycielką i... jakiż z tego Pasternaka był głąb. I jakiś pan dorzuca, że też go zna - znęcał się nad nim w szkole, ale ten Pasternak to była ofiara losu... Robi się niepokojąco, a na głośne pytanie : kto jeszcze w tym samolocie zna Gabriela Pasternaka, okazuje się, ze znają go wszyscy :] I wsszyscy chyba czymś mu w życiu zawinili. Wygląda na to, ze nieprzypadkowo znaleźli się jednocześnie w tym miejscu.

    Stewardessa drzącym głosem oznajmia, że pan Pasternak jest stewardem w tym samolocie ! I własnie zaszedł do kabiny pilotów, skąd nie ma teraz żadnych informacji, a drzwi są zatrzaśnięte. Wybucha panika. Były psychoterapeuta Pasternaka perswaduje mu przez zamknięte drzwi, że to jego rodzice są winni wszelakim niepowodzeniom Gabriela...

    I oto widzimy dwoje starszych państwa zażywających spokojnego wypoczynku w ogródku, gdy nagle w ich stronę zmierza potęzny samolot pasażerski... zaraz w nich łupnie ! :]]

    A potem są historie tej samej prowieniencji.

    Druga dzieje się w restauracji. Kelnerka rozpoznaje w kliencie poborcę podatkowego, który zabrał jej dom, a ojca doprowadził do samobójstwa. Jest zdenerwowana, odruchowo mówi, że najchętniej by go zabiła. na to włącza się kucharka i mówi,że to żaden problem - dosypmy mu trucizny szczurzej do jedzenia, padnie w 5 minut, a policji coś nakłamiemy :]

    Kelnerka się waha, ale klient prowokuje ją nieświadomie do działania. Jest arogancki i nieprzyjemny, strofuje ją i popędza. Przy okazji dziewczyna dowiaduje się, ze ten gośc zamierza kandydować na burmistrza. Teraz do spisku kuchennego przyłącza się właściciel przybytku.

    Koniec końców na stole klienta ląduje zatruta potrawa. Pech chce, że stołować się zamierza razem z nim jego syn. Kelnerka nie chce, żeby chłopiec ucierpiał, ale kucharka powiada,ze takie chwasty trzeba plenić bez litości, całymi rodzinami.

    Kelnerka w końcu odpyskowuje klientowi, rzuca w niego jedzeniem, on ją powala na ziemię, a wtedy wkracza kucharka i zabija go nożem w plecy.

    Trzecia opowieśc dzieje się na autostradzie w odludnym, górskim, słonecznym klimacie. Kierowca półciężarówki zabawia się z kierowcą osobowego auta, zajeżdzaa mu drogę, blokuje, takie tam hece. Osobowemu psuje się auto, staje na poboczu, wzywa telefonicznie pogotowie drogowe.

    Wtedy wraca ten z półcieżarówką i zaczyna się akcja. Ten z osobowego zamyka się w środku, a ten drugi demoluje mu auto, wali kijem w szyby [są pancerne, więc tylko lekko je uszkadza], a potem... no cóż - wskakuje na maskę i załatwia tam swoje wzmożone potrzeby fizjologiczne. W tym czasie zdumiony kierowca osobówki wzywa policję przez telefon.

    Kierowca półciężarówki po demolce wyzywa raz jeszcze wroga, od najgorszych, a potem wsiada do auta i chce odjechać. Wtedy do kontry przystępuje ten z osobówki, wykorzystuje fakt, ze półciężarowka stoi tyłem do niego i zaczyna ją spychać w kierunku nasypu, razem z kierowcą w środku :] Kiedy juz wywala ją do głębokiego rowu, a nawet parowu - zamierza odjechać.

    Ten z półcięzarówki jakoś wygrzebuje się z leżącego auta. Dziwnym trafem osobówka odjeżdza, ale potem wraca na miejsce, kierowca traci panowanie nad pojazdem, i udaje mu sie go zatrzymać tuż przed stoczeniem się w dól.. Wtedy do akcji przystępuje czyhający kierowca półcięzarówki, przez bagażnik dostaje się do szoferki i zaczyna dusić tego z osobówki. Ostatecznie ten osobówki zawisa za szyję nad parowem i dusi się. Wszystko w rytmie romantyczngo przeboju lecącego przez włączone w trakcie szarpaniny radio ;]

    Ten z półcięzarówki chce spalić samochód z wiszącym przeciwnikiem. TYle że przeciwnik jakoś się wywija z tej niewygodnej pozycji i nie pozwala mu opuścić szoferki. Kiedy walczą, wybucha podpalone paliwo. Policja zastaje na miejscu zwęglone zwłoki dwóch ludzi splecionych w morderczym wzajemnym uścisku...

    Czwarta historia. Bohaterem jest przeciętny facet, pracownik jakiegoś zakładu zbrojeniowego. Ma przed sobą normalny dzień zwieńczony urodzinami córki. Na tę okolicznośc ma odebrać ze sklepu zamówiony tort. Tak też robi, ale kiedy wraca na parking... nie zastaje swojego auta. Okauzje sie, że zostało odholowane przez służbę drogową, bo popełnil wykroczenie źle zaparkował.

    Kilka godzin zajmuje mu bezskuteczna walka o sprawiedliwość - trzyma się swojej wersji, nie chce zapłacić mandatu i pokryć kosztów holowania. W końcu i tak zapłacić musi, żeby wrócic do domu własnym samochodem, a koniec końców spóźnia się na przyjęcie urodzinowe - córka ma mu za złe, a zona chce rozwodu, bo to jest kropla, która przelała czarę goryczy w ich związku.

    Nastepnego dnia jegomośc znów fatyguje się do urzędu drogowego i walczy dalej, chce anulowania mandatu i należności za hol PLUS przeprosin od urzędu miasta ! Facet w okienku mityguje go, a wreszcie wzywa ochronę, bo klient jest awanturujący się. Nasz bohater dostaje nerwicy i demoluje szybę za pomocą tłuczenia w nią gaśnicą.

    Opis tej akcji, z fotką z monitoringu, trafia do gazety, gośc traci pracę, żona odchodzi i zabiera dziecko, a adwokatka zamierza go puścić w skarpetach. Starania o nową pracę palą na panewce, wyraźnie jest unikany, nikt nie chce mieć do czynienia z "wariatem".

    Kiedy znów drogówka odholowuje mu auto, bohater decyduje się na piorunującą zemstę. Podstawia im ukradziony samochód, oni go holują na parking, ale nie wiedzą, ze w srodku jest... bomba ! Która, jak to bomby mają w zwyczaju - wybucha i robi duże kuku.

    Oczywiście, pamiętny "wariat" zostaje oskarzony i skierowany do więzienia, gdzie... niespodzianka - dorabia się ksywki "Bombita' ;] i jest idolem całej populacji. I to w tym więzieniu, przy świecach, i przy pełnych uwielbienia oklaskach innych współosadzonych "Bombita" świętuje kolejne urodziny córki ;] Która zjawia się wraz z... żoną naszego bohatera. Życie jest piękne ;]

    Piąta opowieść.
    BOhaterem jest zamożny biznesmen, którego o poranku wyrywa z kapci szokująca informacja : nastoletni syn wział bez pytania auto z garażu i jadąc zabił kobietę w ciązy. Uciekł z miejsca wypadku, nikt go nie widział, ale auto zostanie zidentyfikowane na pewno. Co robić ?

    Jegomośc wpada na pomysł, żeby zapłacić swojemu... ogrodnikowi. Niech się przyzna do winy, powie ze wziął auto, bo chciał sie przejechać i wyszło fatalnie. Wzywa więc swojego adwokata i przedstawia pomysł.

    Ogrodnik nie ma nic przeciwko, ma tylko swoje warunki finansowe, które są do zaakceptowania.

    pojawia się prokurator, który gotów jest przeprowadzić sprawę tak, żeby syn zamożnego taty nie trafił do więzienia. Zostaje wtajemniczony w cały plan. Jemu, no i adwokatowi rzecz jasna, za taki numer też trzeba dac w łapę. Stawka rośnie coraz bardziej, panowie chcą po milionie dolarów, a za chwilę uruchamia się też ogrodnik-figurant, który żąda podwyższenia stawki. Nasz bohater coraz bardziej gotuje się w sobie... Na dodatek syn panikuje i chce się przyznać, a przecież nie mozna mu na to pozwolić.

    Kiedy pojawia się problem, kto ma zapłacić 30 tys dolarów kosztów całej sprawy, a żaden z koruptów nie ma zamiaru ze swojej doli wykładać - wreszcie nasz bohater wstaje i mówi : panowie, ja wam daję tyle i tyle, wy się podzielcie jak chcecie, a jak nie, to pocałujcie mnie - rezygnuję, niech chłopak idzie siedzieć, mam to gdzieś, a ten milion mogę dać rodzinie ofiary, jej się bardziej należy.
    cdn
  • grek.grek 06.09.17, 12:32
    Tamci dochodzą w końcu do porozumienia, "sprawca" zostaje wyprowadzony, ale tak, by nie było widać jego twarzy. KOniecznośc, ponieważ pod domem biznesmana koczują media i odbywa się demonstracja społeczeństwa żądającego sprawiedliwości.

    I kiedy prowadzą biednego, ale chciwego, ogrodnika... podbiega do niego mąz ofiary, z młotkiem, i zaczyna go prać po głowie ukrytej pod kurtką. I chyba tym młotkiem po prostu go zabija...

    Szósta i ostatnia opowieść.
    Rzecz się dzieje na wystawnym weselu. Gości mnóstwo, sala piękna, gra muzyka house, światła... wesele stulecia.

    Panna młoda piękna, pan młody szczęśliwy, goście patrzą na nich z radością.

    Pierwsza rysa pojawia się w momencie, gdy pan młody rozmawia jakoś szczegolnie miło z jedną urodziwą panią spośród zaproszonych gości. Pannę młodą kłuje przeczucie... Dzwoni z komórki i telefon odbiera... ta pani, z którą mąz rozmawiał. Dzwoni raz jeszcze - efekt ten sam.

    I pannie młodej rzednie mina. Podczas tańca nowożeńców, opowiada męzowi, że zadzwoniła na numer, który w jego komórce figuruje jako "kolega od łowienia ryb". Okazuje się, że tym kolegą jest ta długonoga koleżanka. A więc miał kochankę przez cały czas, gdy byli narzeczonymi, ma ją teraz, bo przecież numeru nie wykasował. pan młody próbuje się tłumaczyć, ale panna młoda porzuca go na środku sali i ucieka.

    Goni przez korytarze i schody [wesele odbywa się chyba w wynajętej sali w hotelu] i dopada dachu. Szykuje się do skoku w dół, cała zapłakana. Z ciemności wychodzi kelner, co to sobie zaczaił się tutaj, żeby zapalić papierosa. Ona mu tłumaczy, co zaszło, a on jej odpowiada, ze samobójstwo, to słaby pomysł, nie ona pierwsza oszukana i nie ostatnia, trzeba iśc do przodu, nie zajmowac się tym, co było. I to jakoś na nią kojąco działa...

    Kiedy pan młody wpada na dach, zastaje swoją swieżo poślubioną żonę seksualistycznie konsumującą znajomośc z kelnerem :]

    I kiedy probuje do niej coś powiedzieć, ona - nagle nakręcona - odpowiada mu : zostaniemy tym małzeństwem do smierci, ja cię urządzę !, bedę się puszczać z każdym, który się nawinie, wydoję cię z kasy, zdradzę wszystkie twoje tajemnice, a jak będziesz chciał się ze mną rozwieśc, to pójdę na kursy aktorskie,żeby w sądzie przekonać, iż ja się staram i daję z siebie wszystko, a to ty jesteś tym złym, zniszczę cię ! Facetowi żołądek odmawia posłuszeństwa na tę zapowiedź :]

    A panna młoda brawurowo wraca na salę i porywa, już zaniepokojony lekko, tłum do tanca. Wreszcie kolej przychodzi takzę na tę kochankę męża. Zaczyna z nią wirować z niebezpieczną szybkością, tamta cała w strachu, a potem puszcza ją i kobiecina ląduje w wielkim lustrze na ścanie sali. Zbierają ją z tego szkła, jego cała pokaleczona, cała we krwi. Nasza brawurowa panna młoda ma tylko lekkie zadrapania. Całe towarzystwo jest skonfundowane i zszokowane jej zachowaniem.

    Wraca pan młody, cały rozstrzęsiony, już widzi jak na zapleczu kelner opowiada kolegom, co zaszło na dachu... Na sali wybucha płaczem, prosząc swoją zonę, żeby mu powiedziała, co on jej takiego złego zrobił, ze sie na nim mści. Pada na kolana i ryczy z bezsilności. Jego matka przypada do niego i go obejmuje. Panna młoda drwi z nich okrutnie : hej, nakręccie mi to na video, będę to sobie oglądać w każdą rocznicę ślubu, będę puszczać to naszym dzieciom, bedziemy się z tego widoku śmiać do końca naszych dni !!

    Potem panna młoda kroi tort, rzuca wiankiem, a koleżanki z wolna wracają do nastrojów weselnych.

    Wreszcie jednak świeżo upieczona teściowa rzuca się z rękami na pannę młodą, a wtedy do kontry przystępuje tata tej panny. Udaje się agresywną jejmośc odciągnąć. Klimat znów się psuje.

    Oczywiście, scena ta dzieje się przy milczącym towarzystwie całego weselnego tłumu, który stoi, patrzy i nie wie, jak to wszystko zawalifikować.

    Pan młody przestaje płakać. Wstaje, podchodzi do stołu weselnego, odkorkowuje szampana, pije zachłannie, potem wolno zmierza do okazałego tortu - odpiłowuje kawałek i zjada. Podchozi do panny młodej, zapłakanej znowu, podaje jej dłoń.Ona ją przyjmuje. Zaczynają tańczyć, całować się, aż tu nagle dopada ich gorączka poślubnej nocy i rzuca się na tort, żeby w takim otoczeniu zacząc konsumować związek :] Nieoczekiwane zakończenie, aczkolwiek patrząc na te wybuchy zazdrości, nienawiści i złości wzajemnej, można było przypuszczać, ze w istocie mają się ku sobie i przemawia przez nich namiętność ;]

    świetne :]

    ostatnia historia, to jakże plastyczna wersja tanga [w końcu film z Argentyny pochodzi], ale w poprzednich widać wyraźnie zarysowany wątek społeczny : facet mści się za to, ze establishement i panstwowy system edukacji zniszczyły mu życie, inny gośc wojuje z urzędem, jeszcze inny występuje pzeciw skorumpowanym kolesiom, którzy chcieli by sprawca zbrodni uniknął kary, a na szosie mamy starcie robotnika z przedstawicielem wyższej klasy średniej, zaś w restyauracji ofiarą kucharki i kelnerki pada bucowaty urzędnik skarbowy :]

    lud" bierze odwet na "sługusach systemu" ;]
  • grek.grek 06.09.17, 12:35
    trailer :

    www.youtube.com/watch?v=XzCLoAGk4OQ

    PS : zrozumiem doskonale, jeśli nie przeczytacie teraz, ale mam nadzieję, ze po obejrzeniu dorzucicie swoje wrażenia i recenzje :]
  • grek.grek 05.09.17, 12:19
    2 odcinek.

    mam nadzieję, że będziecie oglądać !

    [mnie się raczej nie uda, moze powtórka ?, ale będę liczył przede wszystkim na Was ! :)]
  • siostra_bronte 05.09.17, 12:25
    Dzięki za przypomnienie. W Teletygodniu wciąż tajemniczy serial "Riviera" :)

    Postaram się obejrzeć. Dzisiaj chyba nie ma specjalnej konkurencji.
  • grek.grek 05.09.17, 12:34
    świetnie, Siostro :]

    mam nadzieję, że opowiesz/opowiecie mi, co się zdarzyło w tym odcinku,
    pragnąłbym pozostać na bieżąco z fabułą :]

    swoją drogą, trochę fatalnie się ułożyła ramówka, bo we wtorki o 21:00 Czesi
    zawsze mają jakiś dobry film w Ct Art.

    wypatrzyłem powtórkę "ACS" w TVp1 o 1:35 z czwartku/piątek ;] no nieźle... :]
  • siostra_bronte 05.09.17, 12:45
    Z tego co pamiętam, to Simpson ucieka vanem chyba przez cały odcinek. Jakby co niewiele stracisz jeżeli chodzi o akcję.

    Tak myślałam, że muszą być powtórki, ale faktycznie późno.
  • par.mateu 06.09.17, 09:29
    Cze jest dobry ten serial? "American Crime Story"
  • grek.grek 06.09.17, 11:27
    zbierał świetne noty w wielu zestawieniach najlepszych seriali ub. roku.

    u nas : wysoka ocena 1 odcinka.

    2 odcinek - oceny jeszcze w przygotowaniu :]
  • grek.grek 06.09.17, 11:25
    dzięki, Siostro :]

    czy istotnie taka była treśc ?
    udało Ci się obejrzeć wczorajszy odcinek ?
  • siostra_bronte 06.09.17, 13:59
    Nie dałam rady. Ale z tego co pamiętam, Simpson ucieka vanem, prowadzi jego kumpel. Robi się wielka afera.

    Simpson jest w kontakcie telefonicznym ze swoimi adwokatami. Straszy, że się zabije. Ma ze sobą broń. Policja zatrzymuje ruch na autostradzie, którą jedzie. Stacje telewizyjne czują, że to będzie świetny temat. Nawet transmisja finału NBA zostaje przerwana, tv na żywo pokazuje ucieczkę Simpsona. Na trasie zbierają się ludzie, głównie czarni, żeby wyrazić swoje poparcie. Dla nich jest męczennikiem, ofiarą rasizmu.

    Obrońcy próbują przekonać Simpsona, żeby to przerwał, ale niewiele to daje. W ogóle Simpson zachowuje się dosyć histerycznie. Jak dla mnie niewinny człowiek nie postępowałby tak bezsensownie!

    W końcu Simpson dojeżdża do domu matki. Po drodze przyjaciele jakoś go przekonują, że to nie może trwać bez końca i musi się poddać. Po rozczulającej rozmowie z matką policja go zgarnia.

    Tak to pamiętam. Może ktoś oglądał i doda szczegóły.
  • maniaczytania 06.09.17, 18:21
    prawie dokładnie tak chyba właśnie było :)
    Zapamiętałam jedną 'sekwencję' scen, van ucieka, nagle kierowca samochodu jadącego przed nim, mówi do swojej dziewczyny, że zauważył w nim Simpsona, zatrzymują się i dzwonią na policję. Policja zatrzymuje vana, a kierowca-kolega każe im odejść, bo Simpson siedzący z tyłu trzyma przy swojej skroni spluwę - niezła scena - policjanci w końcu pozwalają im jechać.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 07.09.17, 10:28
    dzięki, Maniu :]

    ciekawie brzmi !

    szykuję się do nocnego seansu powtórkowego :]
  • grek.grek 07.09.17, 10:25
    dzięki, Siostro :]

    czyli, rzecz by można - mamy do czynienia z serialem będącym w istocie rekonstrukcją faktów.
    ciekawy pomysł, zwłaszcza dla widzów nieamerykańskich.

    może uda mi się obejrzeć powtórkę tej nocy.
    w razie czego, dopiszę parę słów, chociaż Twój opis jest tak zgrabny, że najpewniej
    nie będzie wiele do dodania :]
  • siostra_bronte 07.09.17, 12:27
    Dzięki, Greku :)
  • grek.grek 08.09.17, 10:29
    :]

    istotnie, nie ma nic do dodania, do tego co napisałyście Ty i Mania, Siostro :]

    swoją drogą, polscy twórcy seriali mogą się uczyć na przykładzie "American..." jak
    buduje się dramaturgię odcinka, kontroluje tempo, jak robi się "mały film" z pojedynczego
    serialowego epizodu.

    wiem, nie te pieniądze, ale gdyby nie te umiejętności, to żadne pieniądze by nie pomogły,
    no i najpewniej nikt w Ameryce nie dałby na to ani złamanego dolara ;]
  • siostra_bronte 08.09.17, 10:41
    To prawda.

    Swoją drogą, czy także nie sądzisz, że ta ucieczka to jednak pośrednie przyznanie się do winy?
  • grek.grek 08.09.17, 11:49
    tak chyba zostało to zinterpretowane.

    I faktycznie - wyglądało podejrzanie, aczkolwiek : dokąd on chciał uciec ? :] I tutaj : biorąc pod uwagę, że było to działanie zupełnie nieracjonalne i skazane z góry na niepowodzenie, w sumie można by też doszukiwać się w całej akcji nagłego napadu paniki i histerii, które zdarzają się także ludziom niewinnym [i np. nie mającym alibi], stającym oko w oko z wymiarem sprawiedliwości, któremu zdarzają się tragiczne czasami pomyłki.

  • grek.grek 05.09.17, 12:31
    po dwóch seansach - zdecydowanie film wart rekomendacji :]

    bardzo inteligentna, i na swój sposób wzruszająca, historia, z jakże istotnymi pytaniami o to, czym jest prawdziwa sztuka, czym jest prawdziwe uczucie, czy współczesna kultura rozrywkowa anulowała właściwie pojęcie artysty ? wstawiając w jego miejsce jakiś kompletnie niedefiniowalny zamiennik, a jego samego spychając do niszy, z której nigdy nikt nie powinien wychodzić, bo straci duszę, a bez duszy nie będzie w stanie nic z siebie wykrzesać.

    wg mnie, własnie o tę duszę artysty chodzi w tym filmie.

    I co ciekawe, narrator jest bohaterem niekoniecznie pozytywnym, przychodzi do Franka i jego zespołu z innego świata, z innej kultury, z innego formatu marzeń.

    w tym co robi, w tych filmikach, które wpuszcza do sieci, które popularyzują Franka, i oczywiście Clarę, na plan pierwszy wybija ich "dziwactwa".

    to one sprawiają, że zupełnie niezrozumiała dla ludzi muzyka również "zyskuje rangę". Tylko kochająca Franka Clara wie o co chodzi, i że nie chodzi o sztukę, lecz o wygłup; wie że Jon poruszył we Franku czułą strunę, którą ma w sobie każdy artysta, i że to doprowadzi do dramatu, jesli Frank nie dostrzeże w co się pakuje.

    wspaniały film, wg mnie.

    Michael Fassbender gra głównie ciałem i głosem, dowodząc jak jest znakomitym aktorem. Maggie Gyllenhaal eksponuje dzikość, namiętność i ciepło w jednej postaci.

    a bohema artystyczna w filmie nawiązuje do najlepszych tradycji nie tylko ekranowych, zapewne ;]


  • grek.grek 07.09.17, 11:29
    telepatia ?

    "Frank" dzisiaj u Czechów ;] [22:30, CT Art]
  • grek.grek 06.09.17, 13:09
    TVN bije rekordy powtórek tego filmu, ale ma to swoje dobre strony, bo rzecz jest to znakomita.

    mistrzowsko poprowadzona, nie mozna się oderwać od ekranu, akcja owszem, ale znacznie bardziej chodzi tutaj o psychologię pojedynku ścigany versus myśliwy oraz o refleksję nad tym, jak bardzo zmienił się świat, którą snuje policjant w sile wieku, podążajacy tropem przeciwnikow.

    I jak zwykle u Coenów chodzi o chciwość, pomnożoną przez nieostrożnośc i brak wyobraźni, która sprowadza na bohatera same kłopoty i stawia go w sytuacji dramatycznej.

    bohater wchodzi przypadkiem w posiadanie walizki z 2 milionami dolarów, które należa do mafii; mimo błędów taktycznych udaje mu się umknąć jej siepaczom, ale w slad za nim puszczony zostaje zawodowy kiler, bardzo specyficzny w każdym przejawie swojego jestestwa i działania :]

    doskonały jest Javier Bardem w tej roli.

    a Josh Brolin świetny jako szczęsliwy znalazca walizki.

    ale w filmach Coenów największymi gwiazdami są oni sami, bo te filmy są tak kapitalnie zaplanowane, zbudowane i atmosferyczne, że te aktorskie kreacje poniekąd "same" się rodzą ;]
  • siostra_bronte 06.09.17, 14:01
    Tak, znakomity film, ale przyznam, że nie chce mi się oglądać go powtórnie.
  • maniaczytania 06.09.17, 18:24
    zgadzam się - to jest film na raz - nie dlatego, że niedobry, a dlatego, że aż za dobry i za sugestywny.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 07.09.17, 10:30
    Twoja opinia, Maniu, pasuje poniekąd do wszystkich filmów braci Coenów, takie mam wrażenie :]

    są takie filmy, które chętnie mozna oglądać co najmniej raz w miesiącu, a filmy Coenów - raz w życiu albo... góra 2 razy :], nie sądzisz ?
  • grek.grek 07.09.17, 10:26
    coś w tym jest, Siostro.

    ja też oglądam co drugą powtórkę ;]
  • grek.grek 07.09.17, 10:51
    trochę się tego nazbierało ;]

    swoją drogą, wysłannik Gazety na ten festiwal, to pan, który trochę jakby Yankiem z "Superprodukcji" trąci. klasyka młodej krytyki filmowej, pozbawiona autentycznego uczucia
    do kina, a za to gotowa "załatwić" każdy film jednym zdaniem; z przyjemnością i łezką w oku czyta się dawnych krytyków, a nawet wciąz działających np. p. Sobolewskiego. Nawet jeśli
    coś im w filmach nie pasowało, to potrafili o tym napisać w sposob oględny, a zazwyczaj i tak szukali tego czegoś, co w filmie ich zaciekawiło, zaintrygowało.

    a tutaj pan wysłany do Wenecji tytułuje swoją recenzję "Odstręczający, napuszony bełkot" - czy on uważa ludzi od selekcji filmów na wenecki festiwal za niespełna rozumu ? uwaza, że dopuściliby film, który jest "bełkotem" ? bo się nie znają na kinie ? bo im ktoś zapłacił ? spory błąd, wg mnie, Gazeta popełniła wysyłając jegomościa ewidentnie nakręconego na "ostrość".


    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-szosty-trudy-macierzynstwa-relacja/8mkr57
    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-siodmy-apokalipsa-wedlug-darrena-aronofsky-ego-relacja/qfdszy
    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-osmy-polski-ksiaze-od-dybuka-relacja/45krl76
    www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Rodzinne+porachunki-124753
    www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Królowie+życia-124738
    www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Poeci+i+bibliotekarze-124769
    wyborcza.pl/7,101707,22324220,festiwal-w-wenecji-trauma-to-nie-zawsze-koszmary-dwie.html
    wyborcza.pl/7,101707,22319072,festiwal-w-wenecji-sie-zmienia-najwieksze-wrazenie-moze-zrobic.html
    wyborcza.pl/7,101707,22333651,festiwal-w-wenecji-glosny-film-matka-arronofsky-ego.html
    film.org.pl/recenzje/wenecja-2017-the-leisure-seekerella-and-john-rez-paolo-virzi-125373/
    film.org/pl/recenzje/wenecja-2017-our-souls-at-night-rez-ritesh-batra-125365/
    film.org.pl/recenzje/wenecja-2017-foxtrot-rez-samuel-maoz-125381/
    film.org/pl/recenzje/wenecja-2017-mother-rez-darren-aronofsky-125351
    www.rp.pl/Film/309069875-Wenecja-2017-Kino-wrazliwe-i-mocne.html

  • siostra_bronte 07.09.17, 13:09
    Dzięki, Greku za tytaniczną pracę :)

    Na szczęście kilka tekstów "dostępnych dla prenumeratorów", albo strona nie istnieje, bo siedziałabym pół dnia :) Ale przeleciałam ogólnie.

    Z radością wypatrzyłam, że chwalony film z Frances McDormand to dzieło Martina McDonagha, który zrobił "Najpierw strzelaj..."!

    Ciekawie zapowiada się film o Waszyńskim!
  • grek.grek 08.09.17, 10:39
    miło mi, Siostro :]
    sama przyjemnośc z mojej strony.

    o, żałuję, wydawało mi się, że linki są pewne.

    tak jest ! film McDonagha świetne oceny zebrał.
    swoją drogą, zabawne, ze te wszystkie festiwale najczęsciej wygrywają filmy,
    których [przynajmniej polscy] recenzenci w ogole nie zauważają w trakcie trwania
    całej imprezy ;] dopiero po werdykcie próbują dopisywać, o czym ten film jest i
    kto go wyreżyserował. Niezmiernie rzadko wygrywa faworyt publiczności i krytyki,
    tak jakby jury, przez ten tydzień, było kompletnie odizolowane od świata, mediów,
    a filmy konkursowe oglądało w jakimś bunkrze ;]

    yes :]
  • grek.grek 07.09.17, 11:07
    serial był naprawdę niezły, zwłaszcza pierwsze 2 serie, właściwie był nawet znakomity, jesli wziąć pod uwagę jakże atmosferyczną ścieżkę dźwiękową i jakośc scenariusza zupełnie niespotykaną w dziejach współczesnej polskiej produkcji zarówno telewizyjnej, jak i filmowej; w odpowiednim momencie został też zakończony :]

    niebawem w TVp2 "Pitbul. Niebezpieczne kobiety", jakby nie było rekordowo oglądany w polskich kinach AD 2016 [albo 2015 ;)].

    A już pojawiła się informacja, że będzie kolejny film z tego cyklu, i to autorstwa samego Władysława Pasikowskiego, który wraca po "Jacku Strongu".

    pan aktor Dorociński tak się zapalił do przeczytanego scenariusza, że aż dał znać, a on chyba niespecjalnie "wyrywny" jest ? ;] Jesli rzeczywiście jest tak dobrze, to pewnie jakiś następny rekord się szykuje.

    ciekawe mogą być też kulisy wykolegowania z całego interesu twórcy i pomysłodawcy całej "serii", pana Vegi. Jakby nie było gośc zrobił z tego "Pitbula" hit komercyjny, a teraz ktoś mu tę złotą kurę wziął i podprowadził ;]

    przyznam, że nie oglądalem żadnego fabularnego "Pitbula", ale jako ze Vega robił też serial, to jakos tam mogę spróbować sobie wyobrazić, do czasu projekcji Pitbula filmowego w TVP ';]

    I jestem automatycznie ciekaw, jak ta konwencja zmieni się u Pasikowskiego, który ma inny styl nieco i tworzy innych bohaterów.

    film.wp.pl/marcin-dorocinski-wraca-do-pitbulla-obsada-i-nazwisko-rezysera-wgniataja-w-fotel-6162866221152385a

  • grek.grek 07.09.17, 11:14
    Złota Palma w Cannes
    Złoty Glob
    Oscar za adpatacją scenariusza

    czy znacie ?

    pamiętam serial, z Alanem Aldą w roli Sokolego Oka, świetny był ! a sam bohater antycypował przyjście na serialowy świat takich bohaterów jak House, aczkolwiek miał zdecydowanie więcej wdzięku ;]

    tutaj rolę te obsadza Donald Sutherland.

    No i zwiastował-inspirowal takie filmy jak "Życie jest piękne", wypowiadające wojnę wojnie, tworzące na ekranie pełne humoru oko w środku cyklonu.

    reżyseria Robert Altman.

    tak coś czuję, że nie możemy przegapić ! :]
  • siostra_bronte 07.09.17, 12:30
    Widziałam! Ale dawno temu. Pamiętam, że jakoś średnio mi się podobał, może ten typ humoru nie do końca do mnie trafił.

    Ale dzisiaj tłok w ramówce, więc chyba nie obejrzę.
  • siostra_bronte 07.09.17, 18:20
    Wiadomość z ostatniej chwili. Ale rozczarowanie! Ale mnie pasuje, bez wyrzutów sumienia obejrzę "Młodość".

    Kultura pisze na stronie fb, że chodzi o "kwestie prawne". I mają nadzieję, że to się wyjaśni. Brzmi enigmatycznie. Nie wiedzieli o nich wcześniej? Zastanawiam się, czy to dotyczy wszystkich filmów przeglądu.

    Dzisiaj w to miejsce "Synekdocha..", która była planowana na jutro. A jutro "Porozmawiajmy o Kevinie". Uff...
  • grek.grek 08.09.17, 10:42
    dzięki, Siostro :]

    pełne zaskoczenie :]

    niby pocieszne niedopatrzenie, ale wg mnie wyszły braki w profesjonalizmie obecnej ekipy
    TVP Kultura. Celnie zauważyłaś, jak można anonsować film, nie mając "dogranych" szczegółów związanych z możliwością wyświetlenia ? przecież to komedia, i nie mówię tylko o filmie ;]

    jak też wypadł seans "Młodości", Siostro ?
    czekam z ciekawością na Twoją recenzję !
  • siostra_bronte 08.09.17, 10:52
    O, wyobrażam sobie zaskoczenie wielu widzów :)

    Tak, w Kulturze ewidentnie ktoś nawalił. Info na fb pojawiło się wczoraj ok. 14.00. To naprawdę niepoważne. Zwłaszcza, że przegląd był reklamowany od jakiegoś czasu. To będzie duża wpadka, jeżeli nie uda się Kulturze pokazać tych filmów.

    O "Młodości" jeszcze dzisiaj napiszę.
  • grek.grek 08.09.17, 11:21
    ale jak sprawnie udało im się "zatkać" dziurę w ramówce, prawda ? ;]]

    zdedcydowanie !

    doskonale, Siostro ! niezwykle jestem ciekaw Twoich wrażeń i refleksji po seansie ! :]
  • siostra_bronte 08.09.17, 20:16
    To prawda! "Kevin.." był w ramówce w późniejszym terminie, znowu będą musieli zatkać tę dziurę i tak w kółko :)
  • grek.grek 07.09.17, 11:27
    typowy-nietypowy film Scorsesego.

    typowy, bo znow o gangach, rywalizacji o terytorium, kulisach powstawania mafijnych struktur.
    nietypowy, bo tym razem w dekoracjach sprzed wojny secesyjnej [zdaje się].

    terenem jest rozwijający się Nowy Jork, gangi są pełne odrażających, brudnych i złych typów, atmosfera gęstnieje i wszystko zmierza ku konfrontacji, a pośród tego szumu czasów - chłopak, który przybył do miasta, żeby pomścić śmierć ojca; obiektem tej zemsty ma być przywódca jednej z przestępczych grup, bodajże Irlandczyk, Cutting, z zawodu i, co tu dużo kryć - powołania, rzeźnik.

    ofk, jest tutaj zagwozdka [dośc schematyczna, trzeba zauważyć, ale schemat ma czasami swoją moc], bo chłopak sprytnie wkupia się w łaski Cuttinga, zostaje jednym z jego zaufanych ludzi, wierząc że w pewnym momencie zdarzy się okazja i z najbliższej odleglości wbije mu kozik w plecy, ale niespodziewanie znienawidzony morderca jego ojca zaczyna mu imponować, traktuje jak syna, i chłopak zaczyna się dystansować od swoich zamierzeń.

    W roli Cutttina Daniel Day-Lewis wyposazony w bujne wąsy, a chłopaka gra Leonardo Di Caprio.

    Siostro, ciekaw jestem potraktujesz ten film : z jednej strony, Daniel Day Lewis, ale z drugiej Leonardo ? ;]

    PS : 10 nominacji do Oscarów miały "Gangi...". Nie dostały żadnego. Ale to nic nowego, Hollywood nie lubiło Scorsesego do tego stopnia, ze dało mu Oscara za "Infiltrację" ;]
  • siostra_bronte 07.09.17, 12:37
    Też go wypatrzyłam. Jakoś nie miałam okazji go obejrzeć, a był parę razy.

    Oczywiście dla mnie główną atrakcją jest Daniel, jakoś przełknęłabym Leo :)

    Ale dzisiaj tłok w ramówce, jak na złość. W Kulturze "MASH", a w Ale kino sensacyjna premiera: "Młodość" Sorrentino! I chyba ją wybiorę, choć na pewno będą powtórki, ale jestem jej bardzo ciekawa. Jak pisałam "Wielkie piękno" mocno mnie rozczarowało. Ale może ten film bardziej mi się spodoba.
  • grek.grek 08.09.17, 10:35
    a więc pozytywne wrażenia górą nad średnimi ! :]

    o, "Młodość" - znakomicie oceniany był, z tego co pamiętam, jak zresztą wszystkie
    filmy Sorrentina ;]

    ciekaw jestem Twojej recenzji, Siostro !

    PS : czekam ciągle na "Wielkie piękno" :] niby w sieci mógłbym obejrzeć w każdej chwili, ale
    to nie miałoby celebry odpowiedniej, no i ekran nie taki jak wypada, więc spokojnie sprawdzam ramówki telewizyjne, niebawem zapewne trafi do głównych kanałów, mam wrażenie, ze wcześniej pokażę go Czesi niż będzie u nas ;]
  • grek.grek 08.09.17, 10:45
    wspaniałe kino !

    barokowe pod każdym względem : kolorów, stylizacji, scenografii, popisów tanecznych, muzyki i dekoracji, strojów, chrakteryzacji aktorów.

    kapitalna zabawa i wybitny comeback musicalu.

    historia opowiadania w filmie - czysto pretekstowa, ale jej wizualizacja ! - rewelacja ! :]
  • siostra_bronte 08.09.17, 16:17
    Podpisuję się!

    Jeden z moich ulubionych filmów ostatnich lat!!
  • grek.grek 08.09.17, 11:03
    szkoda, że "Rambo" doczekał się dwóch sequeli, które te postać z tragicznej i symbolicznej zmieniły w politycznie użyteczną marionetkę czasów zimnej wojny.

    "Pierwsza krew" nie ma z tym nic wspólnego, więc ogląda się ją znacznie lepiej.

    w książce Davida Morrella Rambo umiera, w filmie jest inaczej, w filmie akcja jest ważniejsza od refleksji nt. dziur w psychice weteranów wojny wietnamskiej, ale i temu reżyser oddaje honor, więc można by rzec, że przykrawając literacki oryginał do potrzeb kina, zachowuje w jakiś sposób jego główną ideę.

    wspaniała jest muzyka Jerry'ego Goldsmitha, zarówno wpadający w ucho lejtmotiw, jak liryczna piosenka końcowa oraz cała partytura fenomenalnie budująca nastrój zagrożenia w trakcie zmagać głównego bohatera z próbującymi go złapać [a wkrótce ujśc z życiem ze spotkania z nim] policjantami i gwardzistami. wg mnie, jest to muzyka absolutnie godna nominacji do Oscara.

    kandyjski reżyser Ted Kotcheff świetnie tworzy dramaturgię, miejscem akcji są malownicze góry gdzieś na północy [?] Ameryki, a finałowy histeryczny i przejmujący monolog głównego bohatera naprawdę zostaje w pamięci na zawsze - są w nim takie emocje, taka prawda, tyle cierpienia, i wypowiadany jest w takiej ciszy, że naprawdę robi wielkie wrażenie.

    Stallone w tych paru scenach, w których powinien zagrać gra niezwykle przekonująco [kto powiedział, ze on nie umie grać ?!] , ale prawdziwą kreację ma Brian Dennehy, tak mi się wydaje, jest coś intrygującego w tym bucowatym policjancie, któremu najpierw uprzedzenia rzucają się na mózg, potem gniew pomieszany z bezsilnością, w końcu zaczyna do niego docierać, że być może powinien zmienić swój sposób myślenia o świecie.

    wg mnie, naprawdę świetne kino.

    reputację popsuły mu doklejone do niego następne filmy o Rambo, gdzie dominował już kicz i demolka.

    doszło do tego, ze "Pierwsza krew" funkcjonuje tu i tam pod tytułem "Rambo 1" ;]
  • grek.grek 08.09.17, 11:17
    cieszę sie ogromnie, że będziecie mieli okazję obejrzeć ten film !

    szalenie jestem ciekaw Waszych wrażeń, interpretacji i ocen.

    są tutaj trzy plany czasowe : przed, w momencie, i po. Mieszają się ze sobą, ale
    na tyle przyjaźnie dla widza, że łatwo za nim nadążyć.

    właściwie wszystko opiera się na relacji matka-syn, na obserwacji zachowań tytułowego
    Kevina względem Eve, oraz jej narastającego zaskoczenia, zdumienia i przerażenia tym, czego
    jest uczestniczką i świadkiem.

    to jest film, który, wg mnie, odbywa się na twarzach, w oczach Tildy Swinton i Ezry Millera, we wzajemnych wymianach spojrzeń, we wzajemnej obserwacji, chemia między tym duetem jest wyjątkowa.

    doskonale wypada też małoletni Jasper Newell, warto zwrócić uwagę na świadomośc aktorską tego młodego dżentelmena, który aż niepokojąco dobrze wie, albo - zdaje się wiedzieć, co gra i jakie emocje krązą w głowie jego bohatera.

    skąd TO się wzięło ?
    mam wrażenie, że w tym filmie albo nie pada odpowiedź, co czyni go jeszcze trudniejszym w odbiorze, bo zło i nienawiść nie mające rzeczowego uzasadnienia są krępujące i sugestywne na tyle, by w każdym jakiś lekki niepokój wywołać.

    wydarzenie !
  • siostra_bronte 08.09.17, 16:17
    Pamiętam Twoją recenzję, Greku :) Oczywiście oglądam!
  • siostra_bronte 09.09.17, 01:09
    Obejrzałam. Świetny!!

    Przede wszystkim sama historia, prowokująca, która nie daje łatwych odpowiedzi, a pozostawia widza z pytaniami.

    Znakomity jest też sposób pokazania, z zaburzoną chronologią. Przyznam, że nie przepadam za taką narracją, ale tutaj jednak pasowała.

    Na pewno każdy może zinterpretować tę historię na swój sposób. W dużym stopniu zależy to pewnie od wieku i własnych doświadczeń.

    Jak dla mnie, Kevin to osobowość psychopatyczna. Niedaleka od wspomnianych przed filmem bohaterów "Omena" i "Egzorcysty". Sposób w jaki mały, kilkuletni Kevin patrzy na matkę jest diaboliczny i wywołuje ciarki. Tak małe dziecko nie jest w stanie świadomie dręczyć czy "mścić" się, to niemożliwe. Co innego później.

    Zgadzam się, z tym co napisałeś, Greku, że jest tu sugerowana przynajmniej możliwość, że Kevin jest "zły" bez wyraźnej winy rodziców, co we współczesnym kinie jest dosyć oryginalne. We współczesnej kulturze, skierowanej głównie do młodych ludzi, zwykle to oni są przedstawiani jako "ofiary", a wszystkiemu jak zawsze winni są "starzy" :)

    Ja bym się nie czepiała Eve. Owszem, może i nie przytuliła niemowlęcia, potem była wykończona opieką (co z pewnością jest udziałem wielu matek), ale widzimy, że się starała, bawiła się z nim, cieszyła z okruchów uczuć jakie mały Kevin jej okazywał. Jakby każde dziecko z taką historią stawało się seryjnym zabójcą, to strach pomyśleć co by się działo!

    A Kevin robił się coraz bardziej nieobliczalny. Robił co chciał, zwłaszcza po akcji ze złamaną ręką. Eve popełniła błąd, że dała mu się szantażować i wejść na głowę.

    Po historii z chomikiem i córką to już zrobiło się niebezpieczne. Eve powinna była szukać pomocy u psychologa, coś z tym zrobić. Czy sądziła, że musi się z tym uporać sama, bo inaczej to będzie jej porażka jako matki? Choć i tak jakoś sobie nie wyobrażam, żeby Kevin w ogóle dał się do tego zmusić. Ale trzeba było spróbować.

    Faktem jest, że Eve starała się nawiązać z nim kontakt, ale Kevin przy każdej takiej okazji ją ośmieszał i upokarzał.

    Szkoda, że mąż nie starał się jej pomóc. Eve mówiła mu o problemach, ale najpierw twierdził, że "przecież to tylko chłopiec, słodki dzieciak", a potem po wypadku córki nie przyjmuje do wiadomości, że to może być wina Kevina: "powinnaś z kimś porozmawiać". Eve została z tym wszystkim sama.

    Tilda Swinton jak zwykle znakomita!

    To był świetny seans!!



  • grek.grek 09.09.17, 11:54
    znakomicie, Siostro ! :]

    racja !
    ta strategia "puzzli do ułożenia" sprawdza się tutaj świetnie, głównie dlatego że są one
    sprytnie porozrzucane, pozornie niedbale, a w istocie kolejne obrazki potęgują ciekawość,
    stawiają pytania, a odpowiedzi przychodzą późno [np. już w drugiej scenie widzimy
    córkę Eve z zaklejonym okiem, ale o tym co sie stało dowiadujemy się dopiero w końcówce filmu].

    to prawda, Siostro - jest to młodociany psychopata, ale jesli odejśc od skojarzeń metafizycznych/okultystycznych, to powstaje pytanie : skąd w nim ta nienawiśc do matki ?

    tak jakby intuicyjnie wyczuwał, już jako kilkulatek, że jest dzieckiem przypadkowym, że matka nie jest szczęśliwa z jego pojawienia się na świecie, że w istocie popsuł jej wymarzone życie, że najchętniej cofnełaby czas i pozbyła się tej ciąży i macierzyństwa.

    dlaczego Kevin, jako niemowlę, bez przerwy płacze ? Ryczy nawet ? tak jakby ten ryk był skargą do matki : dlaczego mnie urodziłaś ? dlaczego mnie nie kochasz ? wiem, że to brzmi patetycznie, ale takie odniosłem wrażenie. Jesli szukać gdzieś wytłumaczenia dla postawy Kevina, to - moim zdaniem - mógłby to być jeden z tropów.

    jak myślisz, jest w tym coś ? [nie mam pojęcia, co na to specjaliści od psychiki dziecka]

    nadal tak myślę, Siostro :]
    Eve w pewien sposób mówi i zachowuje się jak wiele kobiet w ciązy [przepraszam, ze mówię w ich imieniu i za nie], w chwilach kryzysu związanego z tysięcznym obrotem na karuzeli pieluch, obiadków i innych aktywności związanych z wychowaniem dziecka. Moze to po prostu Kevin jest tak wyjątkowy, jest nadwrażliwym medium, które wszystkie te momenty załamania u matki odbiera niczym szalenie wyczulona antena ?

    inna rzecz, że Eve ani razu... nie całuje go, nie przytula, nie okazuje mu nadmiernej czułości. Owszem, stara się z nim bawić, porozumiewać, dba o niego, ale jednak nie widać u niej miłości do Kevina.

    ona sama kilka razy powtarza, że "to jej wina".
    może zatem dostrzegła swoje niedostatki uczuć ?

    Interesujące, że kiedy już prawie przekonała go do siebie... postanawia zajśc w drugą ciążę - zjawia się córeczka. Dla Kevina to jest nowe otwarcie starej "rany"/rany : jeśli matka chce mieć następne dziecko, to znaczy że jego nie kocha dostatecznie mocno i całym sercem.

    I reakcje ludzi : jakaś kobieta policzkuje ją na ulicy, regularnie oblewają czerwoną farbą jej dom, gapią się na nią mało elegancko... ona to przyjmuje jako SŁUSZNĄ karę za swoje "winy". A więc to znów sugestia, że analizując swoje zachowania dostrzegła błędy jakie popełniła.

    No i, wg mnie, najważniejze : stale odwiedza syna w więzieniu, tak jakby brała częśc jego winy na siebei, jakby czuła się współodpowiedzialna za jego zbrodnię.

    wg mnie, Eve wini siebie za brak miłości do syna. między nimi jest niesamowita więź : nie rozmawiają nigdy wprost o swoich uczuciach, ale on wie, ze ona się domyśla, o co mu chodzi. Kiedy ma 15 lat, to już jest za późno, to jest akcja pt. : nie chciałaś mnie, nie kochałaś, teraz już tego nie nadrobisz, teraz już tylko będziesz ponosić konsekwencje swojej emocjonalnej ułomności.

    wg mnie, psycholog niewiele by tutaj pomógl, ta nienawiść, uraza do matki jest w dziecku zakorzeniona tak mocno, jego manipulacyjne zachowania - jako zaledwie kilkulatka - są tak wysublimowane psychologicznie, że ten psycholog niewiele by wskórał.

    racja, Siostro.
    mąz jest na drugim planie i , wg mnie, nie ma powodów by wierzyć żonie. Uważa ją za przewrażliwioną, może pragnącą ukryć własne gafy.

    yes !
    Tilda Swinton wybitnie gra.

    I jak świetnie dobrani są trzej młodzi aktorzy do roli Kevina, bliźniaczo niemal do siebie podobni [ofk, każdy do innego wieku swojego bohatera], prawda ?

    doskonały seans, Siostro !
    miałem na to nadzieję ! :]


  • siostra_bronte 09.09.17, 14:58
    Dzięki, Greku :)

    Mimo wszystko nie widzę wyraźnej winy u Eve. Moim zdaniem kocha Kevina, może nie od początku okazuje mu czułość, ale potem widzimy, kiedy przytula go i całuje w czasie choroby. Albo mówi mu, że go kocha. Może wyczuwa, że Kevin jest do niej wrogo nastawiony, potem zresztą jest to oczywiste.

    Pragnienie Kevina, żeby dręczyć Eve, nawet kiedy ta robi wszystko, żeby się z nim porozumieć świadczy o tym, że ma osobowość psychopatyczną. Moim zdaniem.

    To, że tak często w recenzjach obwinia się Eve świadczy moim zdaniem o mocno zakorzenionym kulturowym stereotypie matki. Która musi kochać w idealny sposób. Bo jak nie to z dziecka wyrośnie psychopata i to będzie WYŁĄCZNIE jej wina. Ale życie nie jest idealne.

    Tak dzieciaki były świetne!

    Zdecydowanie! :)



  • grek.grek 09.09.17, 16:30
    :]

    zgadzam się z Tobą.
    Eve jest normalną matką, powiedzmy : przeciętną.
    znów przepraszam wszystkie matki za te moje uogólnienia !, ale wydaje mi się, ze taka matka przeciętna ma kryzysy, przezwycięża słabości, nie zawsze od razu zakochuje się w swoim dziecku,
    kształtuje swój stosunek do niego przez dłuższy czas itp. Nie jest ani gorąca, ani zimna. I taka jest Eve.

    to Kevin jest inny niż przeciętne dziecko - wrażliwszy, ma doskonalszą intuicję i instynkt. Oczekuje od matki miłości, myślę że nawet nienawiśc byłaby dla niego znośna, a ona ciągle jest przeciętna.

    I Eve jeśli sama siebie wini , to właśnie za to, że nie była gorąca, lecz letnia zaledwie.

    przyszło mi do głowy skojarzenie biblijne, "Bądźcie zimni albo gorący, jeśli zaś będziecie letni - wypluję was z moich ust", rzecze Bóg i to by tutaj jakoś tam pasowało.

    to prawda, co piszesz, ten kulturowy stereotyp jest nieznośny.

    z drugiej strony, jest sygnał,że macierzyństwo to nie taka prosta sobie sprawa, że można mieć dziecko i odkryc nagle, ze się go nie kocha, bo nie jest takie, jak by się chciało aby było. I dziecko moze to zrozumieć, a wtedy - dramat gotowy ! dla obu stron.

    mam wrażenie, że trochę niedoceniany jest tutaj punkt widzenia Kevina.

    oby więcej takich seansów w KUlturze ! :]

  • siostra_bronte 08.09.17, 17:45
    Piszę od razu, że niestety to kolejne rozczarowanie! Uwaga, będzie ostro :)

    O fabule nie będę się rozpisywać. Mniej więcej wiecie o co chodzi.

    Dwóch przyjaciół w starszym wieku, dyrygent i kompozytor Fred (Michael Caine) i reżyser Mick (Harvey Keitel) spędzają urlop w luksusowym sanatorium w Szwajcarii.

    Na drugim planie pojawia się córka Freda, Lena (Rachel Weisz), która jest jego asystentką. Sama ma problemy osobiste. Opuścił ją z mąż, zresztą syn Micka.

    Mick pracuje nad scenariuszem nowego filmu z grupą swoich młodych współpracowników. Główną rolę ma zagrać dawna gwiazda, jego pierwsze odkrycie, Brenda.

    Fred i Mick spacerują, rozmawiają, obserwują innych wczasowiczów. Czasem coś się wydarzy, jak przyjazd nowej Miss Universe, która budzi u nich gorące emocje, zwłaszcza kiedy widzą ją nago w basenie :)

    Jak napisałam akcja jest raczej pretekstowa. I to mój pierwszy zarzut. Rozumiem, że nie zawsze fabuła musi mieć wyraźną dramaturgię, ale tutaj po jakimś czasie akcja grzęźnie. Oglądałam kolejne sceny bez większych emocji, bez ciekawości co będzie dalej. Za to od czasu do czasu pojawiają się sceny dziwne, zapewne mające symboliczne znaczenie, żeby utwierdzić nas w przekonaniu, jakie to głębokie dzieło.

    Wydaje się, że głównym tematem filmu ma być, wbrew tytułowi starość (przy okazji tak jest zatytułowany cykl w Ale kino we wrześniu). Ale film nie mówi tu niczego nowego, ani oryginalnego. W sumie w ogóle niewiele mówi na ten temat.

    Starość bohaterów jakoś tak bardzo nie dotyka, nie porusza, może też dlatego, że nie jest specjalnie dramatyczna. Obaj żyją w luksusie. O ile to nie zmienia nieuchronnego losu, o tyle mimo wszystko ułatwia sytuację. I obaj też fizycznie nie cierpią.

    I największy zarzut: znowu przerost formy nad treścią. Film jest wizualnie piękny, ale po prostu powierzchowny i momentami efekciarski. Artystyczny na siłę. Coś jak Kieślowski w okresie francuskim :) Mamy się zachwycać, jakie to głębokie i mądre, jaka to wielka sztuka! Ale, jak na złość, to kompletnie nie działa, przynajmniej u mnie.

    Może dlatego, że za dużo widziałam wspaniałych filmów w życiu, także tych na których wzorował się tu Sorrentino, żebym to kupiła. Niestety.

    Jest tu kilka scen, które przekraczają wręcz granicę kiczu. Oglądałam je z zażenowaniem. Scena, kiedy Fred ...dyryguje krowami na łące, albo...lewitujący buddysta. A już kulminacja jest w finale, kiedy Fred dyryguje orkiestrą, a śpiewaczka wykonuje jakąś dramatyczną pieśń. Przypomniało mi się "Podwójne życie Weroniki". Ta sama pompatyczność i efekciarstwo.

    W ogóle za dużo tu muzyki i smętnych piosenek w pół-amatorskim wykonaniu, mających na celu dodatkowo podkreślić nastrój scen. Co wygląda na szantaż emocjonalny. Niepotrzebnie Sorrentino dodaje gaz do dechy w tych scenach, jakby nie był pewny, że sam obraz wystarczy.

    Owszem, są tu ze 3-4 sceny, które mnie poruszyły (nie będę zdradzać fabuły), ale to zdecydowanie za mało. Zwłaszcza przy tak dużym rozmachu filmu. Dawno nie widziałam tak długich napisów końcowych. Samych producentów było chyba ze 20-tu!

    Na plus aktorstwo Caine'a, Keitela i Weisz. Ciekawy jest też epizod Jane Fondy jako Brendy. Niestety, aktorka wygląda tu jakby miała maskę, ale ten głos i błysk w oku pozostał. I chyba ta scena, ostrej rozmowy z Mickiem, jakby poza scenariuszem, dotknęła na chwilę dramatu starości.

    Film piękny wizualnie, ale nie wywołujący emocji czy głębszej refleksji. Pretensjonalny i efekciarski. Po obejrzeniu szybko o nim zapomniałam. Duuuże rozczarowanie.

    Trailer. Oczywiście robi wrażenie, ale nie dajcie się zwieść :)

    www.youtube.com/watch?v=CkN-fIJ5G1g








  • grek.grek 09.09.17, 11:29
    dzięki, Siostro :]

    faktycznie, ostra recenzja ! :]

    lord Henryk w "Portrecie Doriana Graya" wypowiada charakterystyczny dla siebie paradoks : "Dramatem starości nie jest to, ze człowiek sie starzeje, ale to, że pozostaje młody".

    Może to jest motto tego filmu [i znaczenie jego tytułu] ?

    nie znam dobrze kina Sorrentina, widziałem tylko "Skutki miłości", ktory bardzo mi się podobał, miał niebanalną ideę i intygującego bohatera.

    Siostro, może po sukcesie "Wielkiego piękna", pan reżyser uznał, że właśnie w stronę tego barokowego uwodzicielstwa powinien zmierzać, bez względu na to, co jest tematem filmu ? ;]

    nadmierna estetyzacja może mieć swoje walory, ale - tak jak celnie napisałaś - warto żeby gdzieś tam obok istniał choć pozór głębszego namysłu, wtedy powstaje rzecz znakomita, tak jak u Felliniego, którym Sorrentino ponoć się inspiruje.

    są dwie możliwości : albo nie zależało mu na tej refleksji i jedynie go o to podejrzewać można na podstawie wymowy kolejnych scen, albo przeciwnie : chciał, ale mu nie wyszło.

    trailer faktycznie jest zachęcający, wizualnie wspaniały.

    mam wrażenie - będąc przed "Pięknem" i "Młodością" [jakkolwiek to brzmi ;)] - że to jest kino dokładnie wedle Twojego opisu : urodziwe, lecz jedynie stylizujące się na mądre i refleksyjne; I skutkiem tego : albo się ten "charakter pisma" kupuje albo się go nie kupuje.

    bardzo zatem jestem ciekaw tych filmów !

    I tego jego "podobieństwa" do kina Felliniego :]

    Michael Caine przeżywa wspaniałą drugą młodość aktorską, nie sądzisz ? wg mnie, nie dośc, że starzeje się świetnie, to jeszcze ma wzięcie u czołowych reżyserów i zazwyczaj nie zawodzi.

    dzięki raz jeszcze, Siostro ! :]


  • siostra_bronte 09.09.17, 15:03
    Dzięki, Greku :)

    Jest dokładnie tak jak napisałeś: to kino stylizuje się na mądre i głębokie. Udaje wielką sztukę. Ale za pięknymi obrazami kryje się pustka, i intelektualna i emocjonalna.

    Oczywiście, Sorrentino wzoruje się na Fellinim!

    :)
  • grek.grek 09.09.17, 16:34
    :]

    a może... ono ma być po prostu piękne, nie ma pretensji do intelektualizmu, a szukamy go w nich my sami, posądzając reżysera o intencje, których nie miał ?

    zawsze się nad tym zastanawiam, oglądać pewne filmy :]
    może to dałoby się odnieść też do filmów Sorrentina ?

    ja mam to z filmami Davida Lyncha, cały czas wydaje mi się, ze tam nie ma żadnedo
    drugiego, i trzeciego, dna, jakich doszukują się fani, a jest po prostu zabawa skojarzeniami,
    obrazami, postaciami, jedno wielkie stwarzanie pozorów ;]

    co o tym sądzisz ?
  • siostra_bronte 09.09.17, 17:02
    Doceniam, że próbujesz bronić reżysera :)

    Sęk w tym, że Sorrentino ma takie intencje! To się widzi i czuje.

    Sporo tu scen dziwnych, zapewne symbolicznych, które mają jednak coś znaczyć, ale nie wiem co. Lewitujący buddysta, milcząca para przy obiedzie, itd...

    Parę właściwie teledysków ze smętną lub dramatyczną muzyką w tle to też wyraźne efekciarstwo, z sugerowaniem jakiejś głębi. Której nie ma!

    No i jak się wyraźnie odwołuje do Felliniego, głównie do "Osiem i pół" (scena z Mickiem który spotyka na wzgórzu wszystkie bohaterki swoich filmów!), tudzież do "Czarodziejskiej góry" Manna to jakieś pretensje intelektualne chyba jednak się ma.

    No tak, z Lynchem nie jest łatwo :)


  • siostra_bronte 09.09.17, 19:03
    A, nie napisałam, że scena, kiedy Mick spotyka na wzgórzu te swoje bohaterki filmów wypada wręcz parodystycznie, czego zapewne reżyser nie planował. Zwłaszcza ujęcia z daleka.

    Znalazłam tę scenę. Co prawda po włosku, ale to nie ma znaczenia. Greku, jako znany wielbiciel "Osiem i pół" może się wypowiesz? :)

    www.youtube.com/watch?v=OZkOAeBeo8Y


    Uff, ależ mnie ten film zirytował!

  • siostra_bronte 09.09.17, 19:24
    Dla mnie to jest mało finezyjna zrzynka z Felliniego. Nie mam nic przeciwko nawiązywaniu do ulubionych scen i reżyserów w kinie, ale trzeba to robić z jakimś pomysłem i subtelnością. Tutaj tego zabrakło.

    No dobrze, już skończyłam :)
  • grek.grek 10.09.17, 10:58
    pan reżyser chyba też spostrzegł, że po "Wielkim pięknie" wielce piękna[i jak wynika z naszej rozmowy - płytka] "Młodość" była już być może "nadmiarowa", bo następny jego znów będzie [był juz "Boski"] parapolityczną biografią, tym razem eks-premiera Włoch Berlusconiego.

    można się spodziewać, że pewnie równie urodziwą, ale tym razem z większą zawartością treści ;]


  • grek.grek 10.09.17, 10:53
    dzięki, Siostro :]

    nie wiem, która z bohaterek jest bardziej urocza : pani "american cop" w kasku motocyklowym czy pani "science fiction hero" z niebieską fryzurą ;]

    scena tyleż estetyczna, dobrze zaprojektowana i nakręcona [te zieleń aż kłuje w oczy], co wtórna jednak, nawet jeśli nazwać ją "hołdem dla mistrza" i w tym kontekście zrozumieć oraz pochwalić.

    :] tak bywa, kiedy oczekujemy filmu oryginalnego i z potencjałem myślowym, a spotykamy... zupełnie inny.


  • grek.grek 10.09.17, 10:42
    nie jest to zadanie proste, Siostro ;]

    występując zatem w charakterze podwójnej gardy pana reżysera, mogę chyba tylko
    tyle dodać, że być może nie chciał, aby głębia i złożoność refleksji przysłoniła piękno jej wizualizacji ? :]



  • siostra_bronte 08.09.17, 18:42
    I znowu Super Polsat wyręcza publiczną! Jutro od 0.00 dwa znakomite debiuty.

    "Człowiek na torze" to film Munka. Nie widziałam, ale podobno znakomity. Początek "odwilży" w kinie. Nakłada się na "Klaudiusza", no i tak będzie już późno, więc nie dam rady obejrzeć.

    "Krzyż walecznych" to debiut Kutza. Widziałam dawno temu, ale wciąż pamiętam niektóre sceny. Przejmujące, wybitne kino! Powtórka o północy w niedzielę. Też nie dam rady.
  • grek.grek 09.09.17, 12:01
    dzięki za zapowiedź, Siostro !

    yes, Super Polsat znów wypełnia zadania publicznej telewizji, która w prime
    serwuje knoty wprost niesłychane.

    aaa, faktycznie - dzisiaj "Klaudiusz", czyli pozycja absolutnie bezkonkurencyjna !

    powtórka "Człowieka" jest następnej nocy, ale tym razem o 2:20 [a "Krzyż walecznych" o 0:00 - ciekawa przeplatanka, zawsze można zaplanować dwa seanse na północ, i obejrzeć oba filmy w następujących po sobie dniach/nocach].

    szkoda, że nie będziesz mogła obejrzeć ! aczkolwiek... never say never - więc, może jednak Ci się uda, Siostro :"]

    nie znam tych filmów, z wielką chęcią obejrzałbym choć jeden ! będę próbował :]
  • siostra_bronte 09.09.17, 14:44
    Chętnie obejrzałabym oba filmy, ale to jednak za późno.

    Mam nadzieję, że zobaczysz chociaż jeden z nich!
  • grek.grek 09.09.17, 16:21
    szkoda !!

    dzięki :]

    godziny są dobre.
    nie wiem tylko, czy forma dopisze, po 3-4 noce z każdych 6-7 nie śpię [sekwencje nadmiaru energii, po prostu sen się mnie nie ima, a ja go nie szukam, jesli on się o mnie nie upomina ;)], a później 2 "odrabiam" śpiąc 10 godzin ;] - nigdy nie jestem pewien, która kiedy się przydarzy ;]

    ale dziś barometr wskazuje chyba górkę, więc mam nadzieję obejrzeć "Krzyż..." , a czy jutro "Człowieka" - dowiem się dopiero ;]
  • grek.grek 10.09.17, 12:30
    Udało mi się zobaczyć "Krzyż walecznych".

    niestety, powtórki "Człowieka na torze" nie widzę w dzisiejszej ramówce Super Polsatu.
    szkoda !

    A'propos :]

    "Krzyż...", to 3 nowele, akcja każdej z nich dzieje się u schyłku wojny lub już po jej zakończeniu. Są to oryginalne, świetnie napisane !, historie z niebanalnym morałem.

    W pierwszej główny bohaterem jest mlody żołnierz - Franek Socha [Jerzy Turek]. POdczas zwiadu wykonuje brawurową akcję i zachodzi od tyłu trzech Niemców prującym do jego oddziału z dachu wagonu stojącego na kolejowej bocznicy. Bierze ich do niewoli i zostaje wyrózniony tytułowym Krzyżem Walecznych. Z dumy aż idzie samotnie popłakać przy żłobie z sianem, z którego pasą się konie.

    Dostaje 4 dni urlopu, a ze front blisko rodzinnej wsi, to postanawia odwiedzić domowe kąty. "Nikt mnie nie żegnał, jak szedłem na wojnę, i nikt nie wierzył, że wrócę", mówi pamiętliwie, ale z chwacką miną dodaje : "i ja im teraz pokażę, opowiem co widzialem, gdzie byłem, pokażę odznaczenie, ale będą mieli miny !" - z taką radością dzieciaka, który strzelił gola na boisku o tym wszystkim mówi, bez cienia złości.

    Powtarza sobie frazy opiewające piękno rosyjskiej przyrody, jaką widział [tajga, step itd.], którymi ich poczęstuje, on Franek "wyskrobek", on im powie i pokaże ! Dzieli się tymi nadziejami z kolegami z oddziału[ żegnają go całując po kolei w policzek], kierowcą wojskowej ciężarówki, który go podwozi, a nawet z radzieckimi czołgistami, z którymi odbywa miłą pogawędkę i imponuje im Krzyżem na piersi.

    Kiedy dociera do rodzinnej wsi... okazuje się, ze jest ona zrujnowana, w całości stoi tylko drzewo i jakieś drzwi, reszta leży pokotem. Jedynym człowiekiem na tym pobojowisku jest staruszek, były kowal, który zajmuje jakąs ziemiankę zamaskowaną snopkiem zboża. Chyba już nie kontaktuje zbyt dobrze.

    Mówi, ze tylko on przeżył, wszystkich innych Niemcy zabili, a Franka... w ogole nie zna, nie pamięta jego matki, o którą tamten się dopytuje, a wreszcie wygania Franka z obejścia, jak obcego. Socha był w domu ostatni raz przed 5 laty, może starszemu panu od tego czasu, wojna !, pamięć mocno siadła, tak czy owak - jest to scena jakże dojmująca.

    Franek siada ciężko, ze smutkiem recytuje sam do siebie te radosne frazy, którymi chciał zaimponować swoim bliskim. Wraca do oddziału, jest osowiały, na następną akcję nie idzie, leży w łózku i tępo patrzy w podłogę. Dowódca przygląda mu się i powiada do zatroskanych kolegów : przejdzie mu, jutro już będzie z nami.

    Druga historia dzieje się tuż po wojnie. W Oświęcimu. Trzech żołnierzy jedzie przez miasto wojskowym "gazikiem". Po drodze najmłodszy z nich, Sypniewski, dostrzega psa - owczarka - który siedzi w szczerym polu. Każe się zatrzymać i zabiera do ze sobą, mimo protestów dwóch pozostałych - kaprala Buśki [Aleksander Fogiel] i Floraczaka [Bronisław Pawlik]. Pies jest grzeczny i posłuszny.

    PO drodze mijają baraki obozu koncentracyjnego, zabierają dwóch eks-więźniów - jeszcze w pasiakach. Wyraźnie są nieufni wobec psa, ale zołnierze ich uspokajają.

    Na ulicach ruch : ludzie chodzą tam i siam, pozdrawiają, wiszą już polskie flagi na słupach, a niemieccy jeńcy maszerują całą grupą pod eskortą polskiego wojska.

    Żołnierze docierają do kwatery. BUśko i Florczak nadal kzywym okiem patrzą na psa, ale Sypniewski mówi, ze zostanie z nim i basta. W pewnym momencie do pokoju puka i wchodzi dwóch ludzi w pasiakach obozowych - pies rzuca się na nich, udaje im się wycofać za drzwi. Dla żołnierzy sprawa jest jasna : ten pies należał do hitlerowskich oprawców. Buśko chce go natychmiast wyrzucić, ale Sypniewski staje w jego obronie : "to kat ! mówi ten pierwszy, a drugi odpiera "to tylko pies !".

    Kiedy Sypniewski zostaje wezwany na wartę, czy coś w tym stylu, i Buśko z Florczakiem są sam na sam z psem - Florczak mówi, że Sypniewski nie ma żadnej rodziny, wszystkich stracił na wojnie, więc pewnie dlatego przygarnął tego psa; a Buśko, ignorując sympatcyzne zachowania psa, rzuca pomysł, zeby go wyprowadzić w pole i zastrzelić, bo to "szwab!" . Florczak się waha, ale też jest za, tyle że sam nie chce strzelać, więc wsiada na ambicję Buśce, że tamten na pewno psa nie zabije. BUśko wkłada kapotę i rzuca : no to idziemy, pokażę ci.

    Idą w pole, daleko za budynkami miasta, no i BUśko jednak nie ma odwagi strzelić, a Florczak nawet patrzeć na spodziewaną egzekucję. Cały czas za to obrzucają psa wyzwiskami : "gestapowiec !", "folksdojcz !", "kat i zdrajca !". Wygląda to ciut niepoważnie, bo co pies winien... ale pokazuje jaki stres wywołuje wojna, jak przestawia wektory logicznego myślenia.

    W końcu Buśko i Florczak idą z psem jeszcze dalej, scena filmowana z daleka : dwóch ludzi z psem na szczycie "nasypu". Docierają na miejsce, znów Buśko nie ma siły by zastrzelić psa, który oczywiście nie zdaje sobie sprawozdania z rangi wydarzenia.

    Zamiast tego obaj każą mu tutaj zostać i za nic nie wracać, skazują go na wygnanie. Kiedy odchoszą, pies próbuje dyskretnie półczołgać się za nimi, widac ze szkolony. Wtedy Buśko i Florczak łapią za kamienie i odganiają go rzucając nimi wraz z miotaniem wyzwiskami. Pies w końcu rezygnuje.

    Zołnierze odchodzą, znikając za kamerą, a ona zostaje jeszcze na moment w miejscu, wycelowana na wprost - na horyzoncie rysuje się sylwetka samotnego psa, który stoi, drepcze w miejscu, a w końcu bezradnie siada. KOlejna ofiara wojny, nieświadoma zupełnie sytuacji. Absurd wojny i tego co robi z ludźmi.

    Trzecia opowieść dzieje się tuż po wojnie, w mieście odzyskanym, w którym porządki zaprowadzają wojskowi, zyjący tutaj zgodnie nawet z księdzem ;]

    Cała spolecznośc przygotowuje się do hucznego powitania wdowy po wybitnym bohaterze wojennym, byłym ukochanym dowódcy osiedlających się teraz tutaj zołnierzy. To oni sterują całą akcją, zwłaszcza oficer Ołdak.

    Na peronie kolejowym na kapitanową czeka tłum ludzi, orkiestra, dzieci z wierszykami i kwiatami, proporczyki i wspaniały nastroj dumy.

    Pociąg przyjeżdza, wysiadają dwie kobiety : starsza i młodsza, miejscowi są skonsternowani, która jest tą właściwą ? Okazuje się, ze młodsza [piękna Grażyna Staniszewska]. Ołdak wita jż z honorami, kwiaty zostają wręczone, orkiestra gra, kobiety rzucają się z powitaniami, a potem cała gromada ludzkości towarzyszy jej w przemarszu ulicami miasta. Idą do jej domu, który został przygotowany i wyremontowany specjalnie dla niej. Każdy jej gest, słowo, uczynek [po drodze zatrzymuje się, by zerwać kilka kwiatów, orkiestra ucina, a wszyscy z zapartym tchem obserwują, co też ona zrobi]. Towarzyszy jej matka. To ta druga kobieta.

    Oczywiście, wszystkie te hołdy dotykają jej nie dlatego, ze sama jest taka wspaniała, ale przez pamięć o jej mężu, ktry dla wszystkich jest tutaj bohaterem i jego imieniem zdązyli nazwać już kilka zakładów pracy jakie powstały w mieście.

    Tutaj trzeba dodać, ze był jeszcze jeden pasażer, który wysiadł na peronie. Mężczyzna w garniturze i z walizką [Zbigniew Cybulski]. Za chwilę dowiadujemy się, ze to zootechnik, który prztyjechał tutaj na posadę.

    Kapitanowa, jej imię - Małgorzata - zostaje zakwaterowana i poinformowana, ze wszyscy są do jej usług, i czeka na nią dowolne stanowisko pracy, jakie sobie wybierze. Jej decyzja pada na okienko pocztowe.

    Widać, ze Małgorzata znosi te hołdy tyleż z uznaniem, co zakłopotaniem, chciałby mieć to już za sobą. Odpocząc od harmidru i ciągłego wspominania pamięci jej męża.

    Następnego poranka z radością biega i turla się po trawie. Okazuje się jednak, ze jest obserwowana. Przez dzieci, które natychmiast donoszą Ołdakowi, co też robiła kapitanowa. Więcej, wszyscy ją obserwują i składają raporty ! Ołdak przyjmuje je i każde doniesienie o tym, że Małgorzata podśpiewywała pod nosem w pracy, że założyła sukienkę z dekoltem, że uśmiechała się - wzbudzają w nim zadumę. Chyba zastanawia sie nad tym, czy wdowa należycie przeżywa żałobę.
    cdn
  • grek.grek 10.09.17, 12:47
    Nikt nie widzi, że ona już właściwie żałobę odprawiła, że chciałby już normalnie żyć, bez tego cienia pamięci męża-bohatera nad sobą. I nie pozwalają jej na to, ciągle przypominając jaki był ważny.

    To dlatego Małgorzata uśmiecha się, kiedy eks-kapral, aktualnie miejscowy golibroda i "pijak gorszyciel" [jak sam się przedstawia; świetny Bogdan Baer] zamiast pleśc o jej męzu, powiada tonem uroczego pijaczyny", że jest bardzo ładna, że chętnie by z niż zatańczył [rzecz ma miejsce podczas akademii na cześc, ofk, śp. Kapitana]. Reszta uznaje jego zachowanie za niestosowne, ale jej się podoba - jest tak ożywcze, takie inne od tej nieznośnej dla niej wspominkowej atmosfery z nią jako substytutem nieżyjącego bohatera.

    Zbliża się do niej ten zootechnik, nazwiskiem Więcek. Nie ma on nic wspólnego z miejscowymio, przyjechał na posadę, nie wie też kim ona jest. TO dla niej jak haust świeżego powietrza. Chętnie z nim rozmawia, a nawet randkuje, miasto ich widzi i nie każdy jest zadowolony z takiego obrotu sprawy. Chodzi chyba o to, ze ICH kapitanowa nie ma prawa do nowego życia.

    A Małgorzata zaprasza Tadeusza na kolację, całuje się z nim, jej matka patrzy na niego przychylnie i pojawiają się plany matrymonialne.

    W pewnym sensie Więcek w wykonaniu Cybulskiego przypomina postać z "Salta" - tym samym roztargnionym głosem opowiada o kolejach swojego losu, z czego wynika, że rzeczywistośc rzucała go z miejsca na miejsce, nigdzie nie mógł dłuzej się zadomowić, może dlatego pragnie stabilizacji : domu z ogródkiem i tak dalej. Zdradza w ten sposób swoje plany wobec Małgorzaty. A ona nie wybija mu ich z głowy.

    Od tego są miejscowi. Otaczają na środku ulicy Więcka i tłumaczą mu, poki co - grzecznie , choć stanowczo - żeby się od pani kapitanowej odczepił, tyle jest tutaj młodych kobiet, na pewno znajdzie sobie inną sympatię. Więcek nie ulega ich presji face to face, z wdziękiem odpowiada, wymija ich, nie zdejmuje nawet marynarki przerzuconej przez ramię, a odchodząc pozwala sobie na ironię mówiąc o nich per "ech, wy... Luborzanie !".

    Następnego dnia Małgorzata i Tadeusz mieli iść na spacer, ale on się nie zjawia. Małgorzata dowiaduje się, ze wyjechał.

    Za to Ołdak zaprasza ją na kolejny jubel, tym razem z okazj otwarcia przetwórni im. świętej pamięci jej męża.

    Znów tłum, orkiestra, ale pani kapitanowa się spóźnia... zaniepokojony Ołdak, wraz z księdzem, idą zobaczyć co się stało. W domu kapitanowej zastają tylko jej matkę, która informuje ich - ze łzami w oczach - że Małgorzata... wyjechała - "na zawsze !", i że zapowiedziała, ze matkę niebawem ściągnie do siebie.

    Ołdak jest zdumiony : "Tak ją kochaliśmy ! Ale dlaczego ?!".

    Może dlatego, ze nie miała ochoty być wdową do końca życia i zbierać hołdów w zastępstwie swojego zmarłego męża ? :]

    świetne historie.
    znakomici aktorzy.

    a reżyseria Kazimierza Kutza w starym dobrym stylu :]
  • siostra_bronte 10.09.17, 15:08
    Dzięki, Greku :)

    Wiedziałam, że Ci się spodoba. Bo to, jak napisałeś, polskie kino w starym dobrym stylu. Ech, gdzie te czasy....

    Ciekawe, że dobrze pamiętam te dwie pierwsze nowelki, sceny z psem mam wręcz przed oczami, a tej ostatnią jakby przez mgłę. Może dlatego, że były tak poruszające, a oglądałam ten film jako dzieciak, oczywiście.

    Dziwne, że "Człowiek na torze" zniknął, ale może będzie jeszcze kiedyś powtórka.
  • grek.grek 10.09.17, 16:34
    dzięki, Siostro :]

    yes :]
    świetny film, wszystkie trzy historie zgrabnie napisane, mam też wrażenie, ze w 1958
    roku bardzo naturalna była wykorzystana w filmie scenografia.

    świetną masz pamięć, Siostro !
    fakt, że te sceny mają potencjał zapamiętywalności.

    no właśnie, co też mogło się stać ?

    za tydzień 'Ogniomistrz Kaleń", ktory widzieliśmy i pamiętam, że ocenialiśmy
    wysoko :]
  • grek.grek 09.09.17, 12:03
    oczywiście, obecnośc obowiązkowa !

    :]
  • siostra_bronte 09.09.17, 14:36
    Tak jest!!
  • grek.grek 09.09.17, 16:34
    dzisiaj wcześniej o 10 minut ;]

    może odcinki finałowe są dłuższe ?
  • grek.grek 10.09.17, 11:35
    jakie wrażenia, Siostro ?

    Czcigodni ?

    zabawy Messaliny - nawet dla umiarkowanych libertynów ;], cokolwiek jednak niesmaczne, a jako dla żony cesarza : zupełnie nie mające nic wspólnego z godnością zajmowanej pozycji, no i mimo wszystko : w taki sposób traktować męża ? ;]

    aczkolwiek, ze wszystkich ekscesów, jakich dopuszczają się bohaterowie tego serialu, i tamtych czasów, jak można sądzić [przynajmniej w przybliżeniu, bo pewnie w dużym stopniu kronikarskie doniesienia zostały podkoloryzowane w literackim oryginale], zachowania Messaliny były najmniej szkodliwe - nikt nie zginął w trakcie, nikt nie bał się o swoje życie, a wielu miało mnóstwo powodów do śmiechu.

    Świetny jest wątek powiązania jej wybryków, oraz lekkomyślnej decyzji odejścia od męża i publicznego zamążpójścia z kochankiem, z zimną polityką. Ci dwaj doradcy Klaudiusza nieźle to rozgryźli : oficjalna sugestia, że cesarz jest niezdolny do pełnienia obowiązkow państwowych mogła dać Senatowi pretekst do obalenia cesarstwa i wprowadzenia republiki.

    scena, kiedy ci dwaj, plus zaufana przyjaciółka Klaudiusza, alarmują go, a on - zupełnie oszołomiony - decyduje by wyłapano wszystkich weselników-spiskowców i z pomocą pretoriańskiej gwardii dokonano czystek : rewelacyjna.

    Podobnie jak cała sekwencja upadku Messaliny : jak desperacko wierzy, że znów uda się jej
    przekonać męża, że wszyscy kłamią, a ona jest bez skazy. Nikt już jednak jej nie słucha, wyrok zapadł, gwardziści i otoczenie cesarza traktują ją surowo i bez szacunku, i nawet wysłanie dzieci z prośbą o pomoc do Klaudiusza nie ratuje jej życia, własna matka informuje ją, że to koniec i może jedynie wybrać : samobójstwo czy dekapitacja z ręki pretorian. I ta scena, kiedy Messalina z rozpaczą stwierdza, ze sama sobie życia odebrać nie potrafi, a jednocześnie przeraża ją myśl, że utną jej głowę - znów jest znakomita !

    w sumie : świetna aktorka [obie - sama bohaterka i aktorka właściwa :)], utalentowana intrygantka, ale zgubiła ją nadmierna pewność siebie i przekonanie, że mąż już zawsze będzie pod jej wpływem i ślepo uwierzy w każde jej zapewnienie.

    Swoją drogą, Klaudiusza najbardziej zdumiewa nie jej specyficzny tryb życia, ale to,ze wszyscy o nim wiedzieli, całe miasto, a przynajmniej jego elity, a on dowiedział się jako ostatni.

    świetny - korespondencyjny - wątek poczynań Heroda, przyjaciela Klaudiusza, wraz z przywódcami innych państewek bliskowschodnich planującego secesję Egiptu od Rzymu. Klaudiusz znakomicie przeprowadza tutaj kalkulację politycznej sytuacji. Problem częściowo
    sam się rozwiązuje, a ostatni list Heroda, z wyznaniem przyjaźni i powtórką "Nie ufaj nikomu" -
    zapowiada to, co za chwilę nastąpi w samym Rzymie, czystki które Klaudiusz będzie musiał zarządzić.

    chciał rządzić łagodnie i miękko, ale zderza się z praktyką, która wymaga wyłapywania, egzekucji, terroru nawet - ten płacz jakim wybucha w ostatniej scenie, wg mnie, nie jest płaczem nad losem Messaliny i własną zranioną dumą [sądzę, ze się z niej wyleczył już dawno temu], ale nad tym, że nie można tutaj rządzić inaczej, choćby nawet bardzo się tego pragnęło. Rzeczywistość jest bezwzględna.

    Ciekawe, to ironia prawdziwa, że Klaudiusz jako cesarz nie przestał być tym, kim był dawniej : nadal priorytetem w jego działniach jest ochrona własnego życia, nadal musi się rozglądać czujnie, nadal nie mozę nikomu wierzyć, nadal wielu uważa go za mało rozgarniętego, którego można oszukiwać w nieskończoność, nadal jest manipulowany, nadal dla niektórych jest przedmiotem drwin. Nic się nie zmieniło, choć awansował do roli głowy państwa. Czy to nie paradoks ?

    bardzo dobre są sceny rozmów tych dwóch greckich doradców Klaudiusza, są bystrzy i szybko myślą, naradzają się szeptem, ofk głównie chodzi im o zachowanie status quo, bo zmiana ustroju Rzymu, to dla nich stryczek, papier z decyzją o wyłapaniu i skazaniu spiskowców, na czele z Messaliną, podsuwają do podpisu Klaudiuszowi, kiedy ten jest na rauszu [następnego dnia nie pamięta, że podpisał], wiedząc że trzeźwy hamletyzowałby zbyt długo jak na okoliczności, w których się znajdują - w sumie : jesli tacy ludzie po naszej stronie, cieszmy się, ale ich natura polega na tym, że gotowi są służyć naszym przeciwnikom, jesli dostaną od nich korzystniejszą ofertę, stają po prostu za tym, kto zagwarantuje ich nietykalność.

    wzajemne sceny Klaudiusza i Messaliny są znakomite !jakże on jest nią oczarowany, a ona swobodnie okręca go sobie wokół palca :]

    scena orgii weselnej - jakże poczciwa ! jaka sympatyczna wręcz ! ;]

    znakomitość !

    za tydzień la grande finale ! :]
  • siostra_bronte 10.09.17, 15:05
    Trudno dopisać coś więcej! Kolejny napakowany emocjami odcinek!

    Scena ze śmiercią Messaliny kapitalna. I znowu, było mi jej żal, choć zrobiła wszystko, żeby zasłużyć na śmierć. Ale to jak to się stało, w tak brutalny sposób ( "Tylko nie głowa"! krzyczy Messalina) jednak robi wrażenie. Ujęcie gdy miecz ucina głowę, czego nie widzimy, a potem kamera kręci się w kółko - genialne!!

    Zastanawiam się, dlaczego ci dwaj doradcy Klaudiusza chcieli tak szybko pozbyć się Messaliny. Właściwie podstępem uzyskali wyrok śmierci. Czy bali się, że Messalina wybłaga u męża uratowanie życia? W sumie nic by się nie stało, gdyby zesłano ją na jakieś odludzie. Nie wiem, ale to było okrutne wobec Klaudiusza!

    Ta scena, kiedy jak gdyby nigdy nic Klaudiusz mówi swoim doradcom, że chce się zobaczyć z Messaliną, a potem dowiaduje się o jej śmierci jest wstrząsająca.

    I to prawda, co napisałeś. Klaudiusz płacze nie tylko nad jej śmiercią i swoją samotnością jako człowieka, ale i też władcy. Polityka rządzi się swoimi prawami.

    Jaka szkoda, że to już będzie ostatni odcinek!!
  • grek.grek 10.09.17, 16:31
    zgadza się, Siostro :]

    właśnie, ten korkociąg w który wpada kamera - rewelacja !
    I też mam wrażenie, że śmierć była zbyt radykalnym rozwiązaniem.

    co do doradców Klaudiusza, mam wrażenie, że tak się przerazili wizją
    własnej śmierci, że uznali, iż trzeba go nakłonić do ekstremalnych, a
    im gwarantujących bezpieczeństwo i uśmierzających strach, działań.

    to ciekawe, racja, że właściwie wszystko stało się poza Klaudiuszem.
    podobnie jak ten wybór na cesarza. Uniosła go fala zdarzeń, tempo i dynamika
    , których nie był w stanie kontrolować, tak naprawdę pozorowal władzę.
    na moje oko, to świetnie pokazuje jakim niełatwym zadaniem jest rządzenie,
    jak bardzo jest się zależnym od losu i innych ludzi.

    to prawda, Siostro ! :]

    życzymy sobie zatem wspaniałej ostatniej odsłony wybitnego serialu :]
  • mala_ciekawostka 10.09.17, 17:21
    Serialu niestety nie miałam jeszcze okazji obejrzeć, ale z opisów widzę, że to ekranizacja dylogii - "Ja, Klaudiusz" i "Klaudiusz i Messalina". Obie powieści czytałam i bardzo mi się podobały. Zapamiętałam zwłaszcza fragment o leczeniu kataru przez Klaudiusza,nie wiem dlaczego akurat ten :) Pokazali to w serialu ?
    Serial na pewno obejrzę, jakoś spróbuję go zdobyć, fajnie będzie porównać go sobie z książkami :)
  • grek.grek 10.09.17, 17:26
    dzięki, Mała Ciekawostko :]

    na pewno była scena z wizytą lekarza u Klaudiusza, ale czy była tam mowa o katarze... może Siostra lepiej pamięta ? :]

    cóż mogę powiedzieć - polecam, polecamy, serial ! I to najlepiej wszystkie odcinki za jednym zamachem ! wybitne dzieło.
  • mala_ciekawostka 10.09.17, 17:36
    W książce miał katar i radzono mu NIC z tym nie robić - czyli po prostu miał nie wycierać nosa i chodzić cały zasmarkany, otoczenie nie było tym zachwycone :). Katar minął po bodajże dwóch dniach, a nie po kilku czy kilkunastu. Taki humorystyczny fragment :)
  • siostra_bronte 10.09.17, 17:40
    Tego nie było w serialu :) Czytałam tylko pierwszą część, opasłe tomiszcze. Nie dało się pokazać wszystkiego w serialu, chociaż to 13 odcinków, jednak zdecydowanie za krótkich!
  • mala_ciekawostka 10.09.17, 17:53
    Aha, dziękuję za wyjaśnienie :)
    Książki rzeczywiście opasłe, ale dobrze się je czytało :)
    Serial będzie się tym samym dobrze oglądało :)
    Dziękuję za polecenie i za sugestię, żeby obejrzeć za jednym zamachem! Jakoś spróbuję to zrobić - pewnie będę oglądać po kilka odcinków dziennie, wtedy zajęłoby mi to 2-3, może 4 dni.
  • grek.grek 11.09.17, 13:08
    świetne ! :]

    dzięki, Mała Ciekawostko !

  • mala_ciekawostka 11.09.17, 17:00
    :)
  • siostra_bronte 09.09.17, 14:43
    Wypatrzyłam jutro w...Nova (Novej?), o 15.30 :) Kupiłam inną gazetę z programem, a tam drukują też parę stacji u sąsiadów.

    Pora niewyraźna, ale może będziesz mógł obejrzeć, Greku? :)
  • grek.grek 09.09.17, 16:15
    o, dzięki Siostro :]

    na komercyjnych czeskich kanałach można czasami wypatrzeć coś ciekawego, to prawda.
    na jednym z nich niedawno puszczali dokument Olivera Stone'a, będący - z tego co słyszałem - zapisem jego rozmowy z prezydentem Rosji Putinem. z 2017 roku rzecz :] mam ten kanał, ale nie mogłem obejrzeć, do dziś mam wyrzuty sumienia, bo sądzę, ze to ciekawa rzecz może być ;.]

    nie wiem, czy zdołam obejrzeć "Jutro...", termin jest jednak trochę problematyczny, ale - nigdy nie mówię nigdy ! wszystko moze się wydarzyć :]
  • mala_ciekawostka 09.09.17, 16:36
    Na Stopklatce, oczywiście. Tak tylko przypominam, Greku :)
  • grek.grek 09.09.17, 16:50
    dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

    spróbuję się uwinąć.

    w razie czego jutro jest replay, 22:50 :]

    myślałem początkowo, że obejrzę u Czechów drugą część "Millenium",
    na którą prędzej uda mi się... zdążyć ;]
  • mala_ciekawostka 09.09.17, 17:41
    Ok :)
    Ja "Millennium" widziałam tylko pierwszą część, pozostałe jeszcze przede mną :)
  • grek.grek 10.09.17, 10:44
    udalo mi się wczoraj obejrzeć większość "Vabank", poza grande finale w "Szwajcarii" ;] mogę tylko podtrzymać wysoką ocenę wystawioną za pierwszym razem, Mała Ciekawostko :]

    I "Milenium" też zdołałem zobaczyć :] zaraz napiszę parę słów, postaram się nie zdradzić szczegółów fabuły.
  • grek.grek 09.09.17, 16:45
    finiszowe recenzje.

    dla kogo wyróznienia ?
    ponoć publicznośc i krytycy lubią/doceniają nowy film Martina McDonagha "Trzy bilboardy za Ebbing, Missouri".

    zatem, najpewniej wygra jakiś inny film, najchętniej taki, którego w ogóle nie recenzowali wysłannnicy polskich mediów kinowych ;]

    skrajnie róznie oceniają filmy [nowe produkcje Aronofsky'ego i Kechiche - od sasa do lasa], ale "Custody" reżysera Legranda wygląda na trafiony-zatopiony :

    wyborcza.pl/7,101707,22344439,festiwal-w-wenecji-xavier-legrand-odkryciem-sezonu-jego-film.html
    www.rp.pl/Film/170908955-Wenecja-2017-Domowa-przemoc-i-rozpacz.html
    www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Anioły%2C+demony+i+wieczna+impreza-124816
    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-dziewiaty-zawiedzione-nadzieje-relacja/mllf4t
    film.onet.pl/wiadomosci/wenecja-2017-dzien-dziesiaty-dla-kogo-zloty-lew-relacja/66y37l
  • siostra_bronte 09.09.17, 21:11
    Wygrał film del Toro! Super, że Charlotte Rampling dostała nagrodę aktorską.
  • grek.grek 10.09.17, 11:03
    yes :]

    "The Shape of Water".
    podobał się widowni i krytykom ;]]
    jest to prawie sensacja, że nie wygrywa film, na którym wcześniej
    nikt nie zwrócił uwagi.

    ciekawe, że film za który Charlotte Rampling dostała nagrodę ["Hanna"] wyświetlany
    był na zakończenie festiwalu.

    nagrodę za scenariusz dostał kolejny z Twoich ulubieńców,Siostro - Martin McDonagh :]


    film.onet.pl/wiadomosci/festiwal-filmowy-w-wenecji-2017-znamy-laureatow-zloty-lew-dla-the-shape-of-water/ks0pvc
  • grek.grek 10.09.17, 13:14
    kilka zdań bez spoilerów :]

    po wydarzeniach z pierwszej części mija jakiś czas - MIkael i Milenium własnie prowadzą nową sprawę, jeden z dziennikarzy wpadł na trop afery z nieletnią prostytucją, dociera do listy nazwisk ludzi zamieszanych w korzystanie z usług seksualnych małoletnich.

    w tym samym czasie do Sztokholmu przyjeżdza Lisbeth, zaniepokojona zachowaniami jej kuratora [w pierwszym filmie zostala przez niego zgwałcona, ale wzięła odwet, a jego samego słusznym szantażem zmusiła do wystawiania jej samych doskonałych ocen ze sprawowania], który wydaje się nie wywiązywać z zaleconych mu aktywności. odwiedza go w domu, grozi jego własnym pistoletem, a po uzyskaniu spanikowanego zapewnienia, ze wszystko jest i będzie tip-top ulatnia się.

    kilka dni później we własnym mieszkaniu zostaje zastrzelony ten dziennikarz Millenium, który pracował nad sprawą prostytucji. Ginie też jego narzeczona, prawniczka, równiez zajmująca się tą historią.

    Policja, i Mikael, nie mają wątpliwośći, że ten zamach nie był przypadkowy. Sensacją jest, że na miejscu zbrodni zastają jej narzędzie, broń należącą do kuratora Lisbeth... z jej odciskami palców. Zostają one szybko zidentyfikowane, bo Lisbeth jest w bazie danych, i Salander zostaje główną podejrzaną w sprawie. Mikale oczywiście nie wierzy w to, by jego przyjaciółka mogła zrobić coś takeigo, zwłaszcza komuś, kto walczył z dyskryminacją i wykorzystywaniem kobiet.

    Lisbeth dowiaduje się o tym, ze jest poszkiwana z ogłoszenia na murze, więc szybko zmienia wizerunek [blond peruka] i schodzi do "podziemia".

    Mikael prowadzi własne śledztwo celem wykrycia faktycznych sprawców zabójstwa. Idzie śladami listy klientów prostytutek, którą sporządził zamordowany dziennikarz.

    [oczywiście, wiecie doskonale, ze Mikael i Lisbeth w końcu muszą się ze sobą skontaktować ;)].

    Taki jest zalążek akcji właściwej.

    A ta skupi się, tym razem, na przeszlości Lisbeth, bo nieprzypadkowo ktoś ją wrabia w to morderstwo. Ktoś kogo dobrze zna, z kim ma niezałatwione rachunki.

    Ucięło mi ostatnie 15 minut ["Klaudiusz" się zaczynał], ale tam zdaje się była już tylko action! ;]

    ofk, Michael Nyqvist i Naoomi Rapace są w swoich rolach już chyba ikonograficzni :] pasują do literackich oryginałów doskonale, wiadomo w koncu, że nikt tam dobrze nie zekranizuje 'własnej" literatury jak twórcy z kraju jej pochodzenia. Amerykanie wydali na "Dziewczynę..." dużo pieniędzy, zrobili wszystko jak należy, ale trudno im rywalizować ze Szwedami, tak z samej zasady jakby, nie mają tego "feelingu", naturalności.

    A tutaj mieszkania od razu wiadomo, że ze Szwecji, ulice podmiejskie i miejskie - wiaodmo, ze szwedzkie, twarze aktorów - też nie można się pomylić : ze Szwecji. I w ten sposób momentalnie łapie się nastrój i przekonanie, ze oglądamy opowieść o czymś, co się wydarza w Szwecji, a nie jest stylizowane na Szwecję ;]

    Akcja nie zawodzi, Lisbeth nie jest przerysowana, komputery używane są na bieżąco i znamionują nową epokę w dziejach [Larrson wydał ją jeszcze w 90s, z tego co pamiętam, dopiero przewidując spektakularny rozwój i dominację technologii elektronicznej w 10s, tak mi się wydaje ?], a najlepsze w filmie są sceny dialogowe, w których ujawniane są kolejne fakty dot. poszukiwanych sprawców zbrodni oraz odkrywana jest przeszłośc Lisbeth.

    zdecydowanie świetne kino ! :]

  • mala_ciekawostka 10.09.17, 13:58
    Dzięki za opis i za polecenie. Planuję obejrzeć, ale nie wiem czy najpierw przeczytać sobie książkę (czytałam tylko pierwszą) i znać całą akcję czy nie i mieć zaskoczenie/zaskoczenia. Jeszcze się waham:)
  • maniaczytania 10.09.17, 15:32
    Mala-ciekawostko - byłam na wersji amerykańskiej z mężem. Ja czytałam wszystkie trzy części, on żadnej. Film był tak świetnie zrobiony, że to ja zazdrościłam jemu ;)
    Nie czytaj, przeczytasz po ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • mala_ciekawostka 10.09.17, 16:17
    Tak zrobię :)
  • grek.grek 10.09.17, 16:24
    dzięki, Mała Ciekawostko :]

    to ciekawy zawsze dylemat jest :]

    nie czytalem książek, ale słyszałem - może Mania zweryfikuje wiarygodnośc tych doniesień ? - że są pełne szczegółowych, czasami technicznych [w odniesieniu do spraw związanych z komputerami] opisów, które spowalniają akcję.

    z drugiej strony, tak sobie myślę, ciekawe byłoby lepiej znać bohaterów, o ile powieści pogłębiają ich osobowości ?
  • mala_ciekawostka 10.09.17, 16:42
    No tak, w tej książce, którą czytałam było trochę komputerowych zagadnień, ale według mnie akcji nie spowalniały. Jeżeli chodzi o pogłębienie osobowości bohaterów, to rzeczywiście w książce lepiej ich poznajemy, ich uczucia, rozterki itd. W filmie nie zawsze dało się to pokazać.
  • grek.grek 10.09.17, 17:23
    o, zatem to upraszcza pewne kwestie :]
  • mala_ciekawostka 10.09.17, 17:30
    To prawda. Chyba jednak muszę się jeszcze zastanowić nad decyzją :)
  • siostra_bronte 10.09.17, 15:12
    Podpisuję się. Widziałam 3 części jakiś czas temu bodajże na kanale Metro, zanim go zakodowali.

    Dla mnie pierwsza część na pewno najciekawsza.
  • grek.grek 10.09.17, 16:39
    miło mi, Siostro :]

    nie widziałem jeszcze trzeciego filmu, ale Czesi zapewne mają go w planach, skoro pokazali oba poprzednie; nie sprawdzałem jeszcze ramówki na przyszłą sobotę ;]

    swoją drogą, Amerykanie mieli kręcić "Dziewczynę, która igrała..." i jakoś po "Dziewczynie z tatuażem" cisza zapadła.

    chyba nie chodzi o ekonomię, bo zarobili na pierwszym flmie [230 za 90], może producenci mają swoje preferencje personalne i czekają na zgranie terminów ?
  • maniaczytania 10.09.17, 23:31
    grek.grek napisał:

    > swoją drogą, Amerykanie mieli kręcić "Dziewczynę, która igrała..." i jakoś po "Dziewczynie z tatuażem" cisza zapadła.
    > chyba nie chodzi o ekonomię, bo zarobili na pierwszym flmie [230 za 90], może producenci mają swoje preferencje personalne i czekają na zgranie terminów ?

    Podobno zrezygnowano z nagrywania remake'ów i powstanie film na bazie czwartej dopisanej przez Lagercrantza wersji. Premiera w przyszłym roku, z przecieków i plotek - nową Lisbeth ma być Claire Foy.


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 11.09.17, 13:16
    dzięki, Maniu :]

    znakomita idea.

    szwedzkie ekranizacje pierwszych 3 tomów, to jednak są filmy na tyle dobre i wciąż młode, dostępne dla widzów, że ich powielanie/konkurowanie z nimi faktycznie nie ma większego sensu.

    nie znam Claire Foy, ale z pewnością ma przed sobą niezłe wyzwanie, bo obie dotychczasowe Lisbeth były rewelacyjne.

    czy ta IV częśc "Millennium", to jest materiał na dobry scenariusz, Maniu ? [w końcu to jednak inny autor]
  • grek.grek 10.09.17, 16:42
    nie jest to przyjemna informacja, bo sugeruje, ze żegnamy piątkowe wieczory filmowe,
    no i Tygodnik też jakoś się zmieni.

    film.onet.pl/wiadomosci/michal-chacinski-po-12-latach-odchodzi-z-tvp-kultura/4lvwcc
  • siostra_bronte 10.09.17, 16:57
    Tak, czytałam o tym parę dni temu. Szkoda, bardzo lubię TK, ale może jakoś się przyzwyczaję.

    Nie wiadomo co z filmowymi piątkami, może ktoś go zastąpi?
  • siostra_bronte 10.09.17, 17:01
    O, sprawdziłam na stronie fb Kultury, p. Chaciński zostaje w piątkowe wieczory, także w środy -cykl Jedna scena.

    Przy okazji, w tę środę, kolejny klasyk polskiego kina -"Zazdrość i medycyna" Majewskiego. Wspaniały, niezapomniany film!!!!!! Brawo!!
  • grek.grek 10.09.17, 17:24
    świetna informacja, Siostro :]

    zdązyłem się przyzwyczaić do jego obecności.

    o, nie znam, już jestem ciekaw ! :]
  • grek.grek 10.09.17, 17:02
    który to już raz w TVP2, o tej samej porze ? :]

    po dwóch seansach, powiedziałbym, że najciekawsza częśc filmu, to ta środkowa, czyli
    sekwencja w której Katniss i Peta przyjeżdzają do stolicy, są olśnieni jej przepychem,
    szykiem mieszkańców, blichtrem, a później poznają tajniki telewizyjnego szoł, jakim w istocie
    są Igrzyska.

    ani opis zycia w koloniach ani późniejsza rywalizacja w samych Igrzyskach nie są tak zajmujące i nie ma tam tak efektownych scen [np. parada trybutów], nie mówiąc o dialogach i prezentacji postaci oraz zagrywkach marketingowych, jakie stosuje obóz Katniss, i ona sama [ta scena z łukiem i jabłkiem jest mistrzowska], celem uzyskania jak najlepszej pozycji wyjściowej do "zawodów".

    I tylko w tej srodkowej sekwencji jest dobre aktorstwo.

    Woody Harrelson wypada znakomicie, jako eks-zwycięzca Igrzysk, który zyskał przywilej zamieszkania w stolicy, i popadł w leniwy hedonizm i trudną do zdefiniowania smutną gnuśność, a teraz ma doradzać Katniss i jej koledze. Brawurowi są Stanley Tucci i Toby JOnes jako komentatorzy tego show, żywcem wyjęci z amerykańskich kanałów z wrestlingiem ;] plus Elizabeth Banks grająca dobroduszną, egzaltowaną i wtrącającą nonsensowne [bo nie biorące pod uwagę faktu, że ma do czynienia z ludźmi, którzy dotąd wychowywali się w warunkach dramatycznej nędzy i biedy, o których istnieniu ona nie ma zielonego pojęcia] uwagi specjalistkę od makijażu i charakteryzacji, która pomaga Katniss przygotować się do prezentacji telewizyjnych.

    a potem są zawody na śmierć i życie, z całą litanią przetworzonych na nowo, ale w gruncie rzeczy starych chwytów, obserwując które od początku mają lejtmotiw, czyli odkrywanie odpowiedzi na pytanie : jak Katniss je wygra nie zabijając żadnego przeciwnika.
  • grek.grek 10.09.17, 17:12
    jakoś lubię filmy, które wymykają się kanonom, które są nieporównywalne do niczego innego.

    to taki film właśnie.

    w typowym polskim blokowisku mieszkają drzwi w drzwi : mężczyzna z zespołem sawanta, którym [z humorem i oddaniem] opiekuje się brat, oraz dziewczyna z nadwrażliwością społeczną.

    on żyje we własnym świecie, do którego nikt nie ma dostępu, i ona ma to samo, używa w tym celu swojej nadzwyczajnej wyobraźni, kreującej bajkowy świat wewnętrz tytułowej szafy.

    I to jest niezwykłe spotkanie tych dwojga, którzy odnajdują się w rzeczywistości prozaicznej, jako dwa niepasujące do niej, z róznych, a zarazem tych samych, powodów. I ta rzeczywistość, kiedy oni czasami w niej uczestniczą, staje się od razu ciekawsza, barwniejsza, nieszablonowa, nawet jeśli czasami konsternuje to świadków i mimowolnych współuczestników.

    świetny, nietuzinkowy, oryginalny film.
    moim zdaniem, z tego co zdązyłem zobaczyć ;], jedno z cichych ważnych wydarzeń w polskim filmie ostatnich lat.

    Plus Eryk Lubos w perełkowej roli nieporadnego policjanta zauroczonego tytułową bohaterką :]

    no i Wojciech Mecwaldowski, za takie role jaką on tutaj gra, w kinie zachodnim sypią się wyróznienia, a w Polsce chyba jakoś niekoniecznie ;]

    świetna scenariuszowa i reżyserska robota Bodo Koxa, który długo kręcił kino offowe, teraz wszedł do tradycyjnego filmu i od razu z drzwiami oraz futryną - brawo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka