Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 12 (vol. 86)

  • grek.grek 10.12.17, 10:11
    nagrody dla polskich filmowców ! i triumf "The Square" :


    kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,22762379,trzy-polki-laureatkami-europejskich-oscarow-co-za-uderzenie.html#BoxKultImg&a=75&c=53
  • grek.grek 10.12.17, 10:15
    Woody Allen trzyma kurs - co roku nowy film :]

    na pewno nie zawsze są to filmy wybitne, ale - takie mam wrażenie - zawsze są to
    filmy, o których gros innych reżyserów mogłoby pomarzyć ;] Jakiś wyczyn to jest, tak
    mi się wydaje :


    film.interia.pl/recenzje/news-na-karuzeli-zycia-recenzja-kolo-udreki,nId,2471428
  • maniaczytania 10.12.17, 12:18
    dlaczego nie zobaczę kolejnego filmu Allena i dlaczego uważam, że jak i poprzednie powinien być zbojkotowany już pisałam kilka razy. Ale znowu jest okazja i bardzo świeży tekst:
    www.latimes.com/opinion/op-ed/la-oe-farrow-woody-allen-me-too-20171207-story.html


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 10.12.17, 14:13
    rozumiem Twój punkt widzenia, Maniu.


  • grek.grek 10.12.17, 10:22
    rezyseria : Ridley Scott, scenariusz : Cormac McCarthy, zdjęcia : Dariusz Wolski, w obsadzie : Bardem, Fassbender, Pitt, Ganz, Penelope Cruz, Cameron Diaz.

    fabuła kręcąca się wokół chciwości i narkotyków : nieźle radzący sobie w zawodzie prawnik wchodzi w układy z meksykańskimi kartelami narkotykowymi. To ma być jednorazowy deal, żeby zarobić, ale zdaje się nie wszystko idzie zgodnie z planem.

    i mimo tylu mocnych punktów : głównie negatywne recenzje, wyrażające zawód i rozczarowanie :]

    cóż też mogło się okazać gwoździem, nie tyle programu, co do [artystycznej] trumny tego filmu ?


  • grek.grek 11.12.17, 10:46
    czy oglądaliście ?

    dziwny film.

    wizualnie wspaniały, jak to zawsze u Ridleya Scotta, miejscówki wręcz wystawne, fantastyczna kolorystyka, fantazyjne stylizacje aktorów [np. tatuaże bohaterki Cameron Diaz łączące się z jej zamiłowaniem do obserwacji polowania gepardów], pustynne plenery pogranicza amerykańsko-meksykańskiego w obiektywie kamery mistrzowsko prowadzonej przez Dariusza Wolskiego - prima sort !

    ale cała historia nie jest chyba dośc ostra.

    oto pewien adwokat [bez nazwiska; Fassbender], w dobrą pracą i w szczęsliwym związku, wchodzi w układ ze swoim przyjacielem Reinerem [Bardem], prowadzącym lokal z muzyką, współpracującym z meksykańskimi kartelami narkotykowymi, że pomoże w przemycie jakiegoś towaru [są nim diamenty za 20 mln].

    Reiner ma kochankę [Diaz], nazwisko/ksywa Malkina, to właśnie ta od gepardów i od... seksu z samochodem, który w jednej ze scen pojawia się w retrospekcji opowiadanej przez wciąz zdumionego Reinera.

    Chce zarobić, ma tam jakieś wydatki, jakies długi do pokrycia. Jeden raz, szybka kasa, a potem zapomni o całej sprawie.

    Reiner kontaktuje go z niejakim Westrayem [Pitt], który ma być pośrednikiem, a poza tym zna ten biznes od podszewki. Westray ostrzega, ze ci z karteli sa zdolni do wszystkiego i żeby Adwokat zastanowił się trzy razy zanim wejdzie z nimi w układy.

    W tym czasie Adwokat prowadzi, jako mecenas z urzędu, wyznaczony przez sąd, sprawę pewnej kobiety [Rosie Perez]. Prosi go ona, żeby wyciągnął z więzienia jej syna, zatrzymanego za zbyt szybką jazdę motocyklem. Adwokat pomaga jej i robi to z sukcesem.

    Nie ma zielonego pojęcia, że ten wyciągnięty z więzienia chłopak, to kurier kartelowy.

    I na tego kuriera zasadza się jakaś podejrzana para ludzi, kobieta i mężczyzna. Sledzą go, a potem mężczyzna rozciąga na odpowiedniej wysokości [ustalił ją mierząc wysokość identycznego motocykla w sklepie] cienką linkę z żelaza przez długośc szosy na bezdrożach, którą będzie jechał kurier.

    Na dodatek jest ciemno, więc motocyklista nawet się nie zorientuje, kiedy traci głowę. A razem z nią diamenty, bo przewoził je we własnym kasku.

    Robi się straszne zamieszanie. Przemytnicy są chudsi o 20 milionów, a przy okazji przekonani, że Adwokat miał z tym coś wspólnego, w końcu to on wyciągnął kuriera z więzienia. Informuje go o tym Westray, sam szykujący się chyba do ucieczki, a Adwokat wpada w panikę.

    Najpierw ginie Rainer, potem Westray [zaatakowany garotą z elektronicznym systemem samoczynnego zamykania, a przy okazji okradziony z teczki w której zapisane są niezwykle ważne dane finansowe], a wreszcie bogu ducha winna narzeczona Adwokata.

    Adwokat dostaje tylko znaczący prezent : płytę cd z jej krwią napisanym pozdrowieniem. Sam ukrywa się w domu jakiegoś przypadkowego Meksykanina, właściciela baru, który zaoferował mu gościnę widząc ze facet błąka się z walizką w ręku i nie ma dokąd pójść.

    oglądając ten makabryczny gift - wpada w spazmatyczny szloch, a na ekranie mamy śmieciarkę zagrzebującą na wysypisku zwłoki jego ukochanej, w charakterystycznej czerwonej sukience.

    A zawodnikiem, który wziął całą pulę, na to wygląda, jest kochanka Reinera, pani od gepardów i płaszczenia się na samochodzie.

    Niby niezła rozgrywka sensacyjna, ale kłopot w tym, że przetykana jakimiś zupełnie niepasujacymi do sytuacji scenami i dialogami :]

    Reiner opowiada o swojej kochance i jej zachowaniach seksualnych, Westray snuje opowieści o okrucieństwie karteli i snuff movies, sam Adwokat wchodzi z nimi w jakieś quasi-egzystencjalne rozważania, a Malkina robi miny femme fatale i ogląda gepardy. A w międzyczasie, kartele przemycają narkotyki ciężarówkami, mamy ten zamach na kuriera, jeszcze innym razem przebrani za policjantów kartelowcy zabijają innych kartelowcow i przejmują ich towar.

    niestety, film traci przez to płynność i mająca potencjał sensacyjno-kryminalna intryga nieco się rozmywa.

    gdyby cała historia z narkotykami i kartelami potraktowana była z dystansem, to te rozmowy i monologi miałyby swój smak, bo są dobrze napisane i na swój sposób interesujące w warstwie tematycznej.

    kłopot w tym, że tutaj głównym tematem ma być prosty adwokat, który nieświadomie pakuje się w kryminał, o jakim mu się nie śniło, flirtuje ze złem, którego nie może sobie nawet wyobrazić, na dodatek ignorując przestrogi doświadczonych kolegów. historia jak z filmów Romana Polańskiego, a poprowadzona w sposób zupełnie nielicujący z sobie właściwym charakterem, jak jedna niekończąca się dygresja :] nawet jeśli napisane to jest tak, żeby wszystkie elementy łączyły się w jednym duchu, to w filmie rzecz się rozjeżdza jak początkujacy łyżwiarz na lodowisku :]

    tutaj już, ośmielam się powiedzieć, pan scenarzysta z panem reżyserem muszą między sobą rozstrzygnąć, co nie poszło nie tak. O ile to krytycy mają rację :]

    Cameron Diaz jest świetna w swojej roli : wulgarna i cyniczna w elegancki sposób, a groźna poprzez efekty swoich decyzji, a nie własnoręczną aktywność. obserwuje polujące gepardy, seksualizuje z samochodem, wreszcie idzie do kościoła, żeby księdzy się wyspowiadać ze swoich grzechów, w istocie zaś czerpać satysfakcję z opowiedzenia mu perwersji. I wszystko to robi z prawdziwym wdziękiem :]

    reszta aktorskiego kwiatostanu Hollywoodu trochę mniej, bo zamiast grać dramat muszą teatralnie odgrywać sceny nasiadówek i recytować teksty skutecznie obniżające temperaturę
    całej opowieści.

    I chyba to właśnie te właśnie wady i błędy stały u postaw słabszych ocen jakie ten film zebrał, tak mi się wydaje, jako laikowi :]


    www.youtube.com/watch?v=6ML50I0mVHY
  • grek.grek 10.12.17, 10:26
    muszę się pochwalić : 15 na 15 ! :]]

    quiz jakże przyjemny ! ;]

    jestem pewien, że zanotujecie wyniki 100 %, nie może być inaczej, nie ma innej możliwości ! :

    kultura.gazeta.pl/kultura/13,143499,10243,znasz-seksmisje-na-pamiec-sprawdz-czy-potrafisz-dokonczyc.html
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 10:31
    Też 15/15!:)) Dodatkowo liczyłam sobie czas - rozwiązanie zajęło mi półtorej minuty. Cytaty są kultowe:)
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 10:34
    Greku, gratuluję Ci wyniku!:))
  • grek.grek 10.12.17, 10:37
    dzięki ! :]


  • grek.grek 10.12.17, 10:36
    gratulacje, Mała Ciekawostko ! :]

    wiedziałem, że będziesz miała 100 % ! nie mogło być inaczej ! :]
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 10:39
    Dziękuję:)) U Ciebie też nie mogło być inaczej!:)
  • grek.grek 10.12.17, 11:02
    :]
  • grek.grek 10.12.17, 10:35
    nagroda za scenariusz w Gdyni.
    to musiał być rocznik w polskim kinie... dośc wyważony jak chodzi o epatowanie dobrymi skryptami ;]

    starszy brata odprowadza młodszego brata do wojska. są czasy PRL, lata 60-te, a oni jadą pociągiem przez całą Polskę.

    oczywiście, kluczowy staje się motyw podrywu, bo starszy brat robi co może, żeby młodszego wprowadzić w świat seksu, a tamten zamiast używać - zakochuje się w pewnej tancerce scenicznej erotycznej, dla której próbuje zmienić życia los, czyli uniknąć wojska. Tak wygląda stan mojej pamięci a'propos tego filmu :]

    na pewno plusem są obrazki i miejscówki nawiązujące do dawnych czasów, aż dziw, że w 2013 roku udało się osiągnąć tak przyzwoity efekt nostalgiczno-sentymentalnej podróży w przeszłość.


  • mala_ciekawostka 10.12.17, 10:44
    Wypatrzyłam dziś w programie. Wprawdzie to druga część, ale może ktoś sobie z sentymentu przypomni, albo zobaczy pierwszy raz.
    Ja jej nie widziałam i nie wiem czy dziś to zrobię, trochę późno się kończy... Może jakieś początkowe fragmenty.
  • grek.grek 10.12.17, 11:05
    dzięki, Mała Ciekawostko :]

    dobra propozycja !
    nie znam tego filmu, generalnie słabo znam cały cykl "Gwiezdnych wojen".

    nie jestem pewien, po latach, ale chyba byłem w kinie na "Imperium kontratakuje", jesli
    pamięć mnie nie zawodzi, to było jedyne moje spotkanie z tą kosmiczną sagą :]

    ale - mam nadzieję, że zostało mi jeszcze trochę czasu, więc kiedyś nadrobię te zaległości,
    bo chyba jednak warto znać te filmy ? :]
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 11:38
    Wiadomo, że pod przykryciem efektów specjalnych jest prosta opowieść o walce dobra ze złem, ale myślę, że mimo wszystko warto te filmy zobaczyć:)
  • grek.grek 10.12.17, 14:12
    dzięki ! :]
  • maniaczytania 10.12.17, 12:41
    warto, zdecydowanie. Chociaż dziś z pewnością się ogląda to trochę inaczej.
    Ja nie miałam okazji obejrzeć wtedy, gdy były w kinach, bo tematyka sci-fi, jakieś wojny kosmitów mało mnie interesowały ;)

    Ale nie tak dawno temu, gdy do kin wchodziła 7 część, moje dziecko mnie namówiło, żeby obejrzeć wszystko - bo chciało znać tę historię przed pójściem do kina. I dałam się namówić, na koncie mamy wszystkie stare, nowe i najnowsze, do kina się wybieramy już za chwilę na 8 :)
    Nie wszystko mi się podoba, niektóre mocno naiwne, dziecięce niemal, ale niektóre robią wrażenie niezapomniane, jak część III. No i jakby nie patrzeć, to jest olbrzymi element pop-kultury!

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 10.12.17, 14:23
    dzięki, Maniu ! :]

    chyba czuję, co masz na myśli.

    widziałem jakiś czas temu fragmenty "Imperium..." i zupełnie nie oddawały tego wrażenia, jakie miałem oglądać je jako dziecko. wtedy był to sensacyjny wyczyn kina kosmicznego, w ogole - kina, dzisiaj wygląda poczciwie i sentymentalnie. jednak takie filmy, tak się wydaje ?, należą ściśle do swoich czasów, zwłaszcza jak chodzi o stronę techniczną. Po latach nostalgia na pewno je upiększa, ale to działa głównie na płaszczyźnie odbioru emocjonalnego, który wyłącza częściowo krytycyzm :]

    świetna historia, Maniu ! świetna motywacja do nadrabiania zaleglości kinowych :]

    o, zdecydowanie, coroczne zloty fanów i miłośników "Gwiezdnych wojen", to wciąz i nadal prawdziwa manifestacja trwałości legendy tych filmów. Nic dziwnego, ze powstają kolejne części - jest dla kogo kręcić, wielu ludzi potrzebuje tych filmów, sprawiają im one niebagatelną przyjemność.
  • grek.grek 10.12.17, 11:07
    nawiązanie do-, odpowiedź na "Stranger Things" ? :] :

    seryjni.blog.polityka.pl/2017/12/04/dark-wedrowki-w-czasie-i-klimacie/
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 12:52
    Serial opowiada o pracy sekretarz stanu USA Elizabeth McCord (Tea Leoni), która po śmierci swojego poprzednika w katastrofie lotniczej (pierwszy sezon zajmuje się rozwiązaniem przyczyn tego wypadku, a były one związane z prowadzoną przez niego polityką) zostaje mianowana na to stanowisko przez prezydenta Conrada Daltona (Keith Carradine) - wcześniej pracowali razem w CIA, on był jej szefem. Ma męża (Tim Daly), który wykonuje tajne akcje dla rządu i trójkę dzieci, które zawsze potrafią celnie podsumować jej działalność:)

    Elizabeth jest osobą z zasadami, szlachetną, empatyczną, bardzo przenikliwą i inteligentną. W trakcie trwania serialu śledzimy jej walkę z globalnymi problemami i są to problemy aktualne, realne, te które my aktualnie obserwujemy m. in. terroryzm, sytuacja na Ukrainie, rozmowy nuklearne między Stanami a Iranem, czy nawet porwanie tych nigeryjskich uczennic przez islamistów.

    Możemy przekonać się jak wyglądają zakulisowe gierki i rozgrywki dyplomatyczne (my wam damy to, jak wy dla nas zrobicie tamto), zastanawiam się czy twórcy mają za konsultanta kogoś, kto pracował w amerykańskiej dyplomacji - bardzo możliwe, że tak. Fajnie jest też pokazane, jak początkowa niechęć jej współpracowników z Departamentu Stanu (a także prawej ręki prezydenta, którego świetnie gra Zeljko Ivanek) zmienia się w obopólny szacunek i sympatię.

    Oglądając serial pewnie trzeba mieć rezerwę wobec tego co w nim pokazują, a mianowicie tego, że USA jest krajem, któremu zależy tylko na dobru i szczęściu ludzkości, a nie na własnych interesach, ale mimo wszystko warto go zobaczyć. Najciekawsze w nim są zawsze te dyplomatyczne negocjacje o których pisałam wcześniej.

    Mogę jeszcze dodać, że w jednym odcinku wystąpiła (jako ona sama) Madeleine Albright, a w innym twórcom trafiła się mała wpadka i siedzibą NATO w Brukseli z zewnątrz był nasz Pałac Prezydencki - aż wlepiłam oczy w ekran jak to zobaczyłam:)) A może to wcale nie była wpadka?

    Podsumowując, polecam ten serial, dla kogoś, kto śledzi politykę międzynarodową, to dobra propozycja:) Obecnie leci już czwarty sezon.
  • grek.grek 10.12.17, 14:11
    dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

    świetna recenzja !

    temat bardzo interesujący ! nigdy dość "zapuszczania żurawia" na/za backstage, do "kuchni", polityki i dyplomacji.

    klasyk powiadał, że "lepiej nie wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę", ale im częściej ten bon mot jest powtarzany, mam wrażenie, tym bardziej chce się jednak tam zaglądać :]

    masz rację, wg mnie - też uważam, że kanty są nieco oszlifowane, bo jak wygląda polityka w stanie surowym, to widzimy po jej efektach [np sposób planowania i rozpoczęcia wojny w Iraku, na czele z żałosnym casus belli; sprawa podsłuchiwania przez Amerykanów kanclerz Niemiec; a jak chodzi o dokumentację, to wiele się mozna dowiedzieć z ujawnień na Wikileaks], i oczywiście dyplomacja amerykańska wybiela się jak może, próbując stroić się w kostiumy zupełnie do niej nie pasujące ;] Niemniej, sama codziennośc pracy dyplomaty na pewno, tak mi się przynajmniej wydaje, zostaje naszkicowana, dochodzą wątki personalne, przynajmniej zasygnalizowane są rózne ciekawe rzeczy, więc : jesli nadarzy się okazja - chętnie obejrzę ten serial :]

    własnie, świetnie to napisałaś : serial jako swoista kronika współczesności, za 50 lat ktoś go obejrzy i będzie miał wyliczone i opisane problemy z jakimi świat zmaga sie w 2017 roku.

    brawo Pałac Prezydencki ! ;]

    faktycznie, czy to był błąd scenarzystów, żart autotematyczny, a może powinniśmy szukać wytłumaczenia na poziome meta-skojarzeń ? :]

    brawo dla Ciebie, za wychwycenie tej sceny !

    o, 4 sezon już, to potwierdza Twoją pochlebną recenzję, znaczy że ma renomę i oglądalność. inaczej nie byłoby chyba szans, by producenci finansowali całe przedsięwzięcie.

    dzięki raz jeszcze ! cieszę się, Mała Ciekawostko, że opisujesz, recenzujesz ! :] świetnie Ci idzie ! a ja, a my, czytamy i chcemy więcej, więcej i więcej ! :]]

    brawo !
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 14:31
    Dziękuję Ci bardzo:))
    Masz rację, zdaje się, że jest dobrze przyjmowany przez publiczność i krytyków. Myślę, że amerykańscy widzowie mają szansę trochę zainteresować się światem, jego geografią itp,to bardzo dobrze, bo zdaje się, że z tym u nich kiepsko - nie są zbytnio pod tym względem wyedukowani...
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 14:37
    Dla zainteresowanych: Pałac Prezydencki jest pokazany w 23 odcinku 3 sezonu, w 11 minucie i 6 sekundzie :))
  • grek.grek 10.12.17, 18:13
    alez doskonałe, idealne namiary, Mała Ciekawostko ! :]

    zapisuję na okolicznośc oglądania serialu [mam nadzieję, w jak najbliższej przyszłości] :]
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 18:24
    Trzymam za słowo:)
  • grek.grek 11.12.17, 09:40
    świetnie, Mała Ciekawostko :]

    oby tylko okazja się nadarzyła !
  • mala_ciekawostka 11.12.17, 16:51
    :)
  • grek.grek 10.12.17, 18:12
    dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

    racja :]

    chociaż, mieszczańska częśc społeczeństwa na tzw East Coast ma wiedzę i rozeznanie, gorzej - w skali masowej - jest na tzw Południu, środkowym Zachodzie, i innych mniej rozwiniętych częsciach kraju, gdzie generalnie tzw zainteresowanie światem... dołuje od zawsze ;] Tak słyszałem przynajmniej :]
  • mala_ciekawostka 10.12.17, 18:27
    :)
  • grek.grek 10.12.17, 14:28
    Barbasiu, pozdrawiamy Cię przedświątecznie ! :]

    dużo dobrej energii życzymy i przesyłamy :]

    www.youtube.com/watch?v=8uZfPMs499y
  • siostra_bronte 10.12.17, 19:30
    Film jest niedostępny :(

    Przyłączam się!
  • grek.grek 11.12.17, 09:44
    o, rzeczywiście ! dzięki, Siostro za informację.

    może ten kawałek uda się zagrać :] :

    www.youtube.com/watch?v=xfUe1nhiIFI
  • never_never 10.12.17, 23:43
    ściskamy, czekamy, ciągle wyglądamy! :)

  • grek.grek 11.12.17, 09:55
    nie jest to kino wybitne, ale jeśli główne wątki scenariusza potraktować metaforycznie symbolicznie - już jest lepiej :]

    mamy sytuację groteskową : pewien gangster wziął sobie kiedyś z sierocińca chłopca i wychował go na swojego psa obronnego. dosłownie : traktował go jak psa, szkolił jak psa i obchodzi się z nim jak z psem. stąd tytuł.

    a człowiek-pies służy mu do zabijania ludzi, bo jest perfekcyjnym killerem posługującym się bronia i kung fu.

    przypadek zmienia wszystko : ten zredukowany w swoim człowieczeństwie zabójca poznaje niewidomego jegomościa od strojenia fortepianów i odkrywa, że muzyka wpływa na niego
    kojąco i łagodzi obyczaje.

    przywiązuje się do tego stroiciela, który wydobywa na powierzchnię jego ludzką naturę, przywraca go niejako do życia, ale oczywiście jego pan nie zamierza łatwo pozbyć się
    swojej zabawki.

    pomysł wyszedł od Luca Bessona, angaż dostali Bob Hoskins [gangster], Morgan Freeman [stroiciel], Jet Li [podmiot zdarzeń].

    pamiętam, jak przez mgłę, że to przyzwoite kino akcji i nawet z taką nieśmiałą nutką egzystencjalizmu :]
  • grek.grek 11.12.17, 10:01

    kolejny, awansem :], interesujący dokument w KUlturze.

    tym razem o tym, jak to było w Kambodży, gdzie przed dyktaturą Czerwonych Khmerów
    kwitła zabawa, luz i muzyczne rytmy taneczne.

    kiedy nastał czas smuty brutalnego reżimu - muzyka rockowa stała się wrogiem publicznym, a
    sami muzycy byli eliminowani ze społeczeństwa.

    niestety, jakimś trafem zawsze, każda autorytarna, totalitarna władza najpierw uderza w
    to co daje ludziom pozytywne emocje, czyli właśnie muzykę - żeby ich zdołować i wpędzić
    w apatię, tak jakby śmiech i zabawa były dla każdej władzy wrogiem najgroźniejszym.
  • grek.grek 12.12.17, 10:55
    Bardzo ciekawy dokument !

    nie oglądałem ostatnich 10 minut, może kiedyś uda się nadrobić, choć myślę że pojawia się tam podsumowanie tego, o czym była mowa przez poprzednie 90.

    A jest to przedstawienie, portret sceny muzycznej w Kambodży, od końca lat 50-tych do 80-tych. Tłem zaś jest historia, mało przyjemna, bo w drugiej polowie laty 60-tych zrobiło sie tam gorąco jak chodzi o rozgrywki ideologiczno-polityczne oraz przenoszącą się na teren państwa zawieruchę związaną z konfliktem w sąsiednim Wietnamie.

    Ale najpierw było jakże wesoło : od końca lat 50-tych kwitła muzyka kambodżańska. Czerpała głównie z rytmów francuskich , które docierały w formie płyt i wydawnictw muzycznych z kontynentu. UStrój państwa sprzyjał liberalnym trendom w dziedzinie kultury i sztuki. Państwo wręcz wspierało muzyków, udostępniało im sprzęt, tworzyło studia nagraniowe, ekspresja muzyczna rozwijała się bujnie. Nie brakowało sklepów z płytami winylowymi z Zachodu, a takzę, co najważniejsze, szerzył się dynamicznie zachodni styl życia i spędzania wolnego czasu. Z czasem muzycy zaczęli czerpać także z wzorców kubańskich i południowoamerykańskich, co pozwoliło stworzyć świetną mieszankę stylistyczną.

    Popularnymi piosenkarzami byli wtedy romantyczny Sinn Sisamouth, zespół Bahsei, Chhuon Malay, piękna Ros Serei Sothea, i melancholijna Huoy Meas.

    Kambodża politycznie probówała zachowywać neutralnośc, ale wojny wybuchające wciąz w państwach sąsiedzkich z czasem i u niej zaczeły powodować niepokoje rozmaite.

    Zanim rozpędziły się one na dobre, młodzież kambodżańska miała szczęście obcować z amerykańską muzyką rockową, którą marines przywozili ze sobą najeżdżając Wietnam. Eksplodowała kultura amerykańska, cała młodzież w Kambodży chciała nosić się jak hipisi i słuchać takiej muzyki oraz prowadzić podobny lifestyle.

    Na scenie muzycznej kotłowało się od nowych zespołów naśladujących Beatlesów i Stonesów, żywiołowych wokalistek takich jak Pen Ran oraz piosenkarzy, jak zabawny Yol Aularong.

    Polityka wkrótce zburzyła im ten świat. Najpierw państwo zaczęło się nacjonalizować, skutkiem czego większy nacisk położony został na kulturę tradycyjną, wszelako której miks z nowoczesnym brzmieniem wzorowanym na amerykańskim roku wypromował np. oryginalną Pou Vannary.

    Ameryka zaingerowała w domowe kłótnie kamobdżańskiej prawicy z komunistami i nadeszły trwające 200 dni bombardowania. Przemysł zbrojeniowy sporo na tym zarobił, Amerykanie zrzucili na Kambodżę setki tysiący ton bomb, tylko po to, by komuniści nie przejęli tam władzy.

    A oni i tak władzę przejęli, a Amerykanie na to "A to dobra, to my sobie idziemy". Zbombardowali, zniszczyli i sobie poszli.

    Zgineło pół miliona Kambodżan. Amerykanie nastawili miejscowych negatywnie wobec Zachodu, nic więc dziwnego, ze wejście bolszewickich Czerwonych Khmerów do stolicy bylo pokazem jedności Partii z narodem.

    Za chwilę naród się zdziwił, bo okazało się, ze władza dostała sie fanatycznych pseudokomunistów, którzy wyrugowali wszelkie przejawy kultury zachodniej, niszczyli płyty, ksiązki i wydawnictwa, wszystkich ludzi zapędzili do pracy, a Kambodże zamienili sie w "wielką farmę więzienną".

    Muzycy ukrywali własną przeszłośc, groziła za to śmierć. Podobnie jak za muzykowanie inne niż zgodne z tradycyjynymi modelami narodowymi.

    Zabili wolną myśl, wolne słowo i wolną sztukę. Zlikwidowali wszelką edukację, a społeczeństwo w 100 % parało się rolnictwem, pod czujnym okiem partyjnych nadzorców. Rzeczywiście, wszyscy byli "równi". Tak własnie kończą piękne idee, które dostają się w ręce patologicznych oszołomów chorych na pragnienie kontrolowania innych ludzi.

    Sztuka zamarła.

    Na przełomie 79/80 roku ingerencja Wietnamu stworzyła szansę na zmianę władzy. Ludzie zaczęli powoli opuszczać te obozy pracy i wracać do swoich domów.

    I tutaj... przerzuciłem na Bonda :]

    Muzyka, wiele okładek płyt, nagrań, fragmentów występów, relacji muzyków, fanow, historyków kultury, którzy osobiście byli zaangażowani w tamte wydarzenia.

    Wiele kawałków jest naprawdę świetnych. Wokal nie nawiązuje przesadnie do zachodnich standardów, czasami się trzęsie, zwykle panie śpiewają w ciut zbyt wysokiej tonacji, a panowie
    może minimalnie zbyt grzecznie, ale brzmi to nadal dobrze, a rytmy są nierzadko porywające :]
  • siostra_bronte 11.12.17, 13:41
    W Jedynce o 21.40.

    Pierwszy Bond z Timothy Daltonem. Oglądałam dawno temu. Pamiętam tylko ogólne wrażenie, że seria stała się poważniejsza i jakoś bardziej konwencjonalna. Dalton nie był chyba taki zły, jak się o nim mówiło :) Ale faktem jest, że potem zrobił jeszcze tylko jeden film.
  • grek.grek 11.12.17, 15:01
    dzięki, Siostro :]

    oglądam !

    rekomendacją Twoja i rekomendacja Mani - są rozkazem dla mnie :]
  • grek.grek 12.12.17, 10:21
    Obejrzałem :]

    Cóz, do nowej twarzy Bonda faktycznie trzeba się przyzwyczaić, ale z czasem jest coraz lepiej. Inny to aktor niż Roger Moore, a zatem inny pomysł na 007, ale za to, mam wrazenie, scenarzyści idą w sukurs całej serii i dzięki temu wypada to całkiem nieźle.

    Przyszło mi do głowy, że Timothy Dalton jest momentami zabawny w tym CO robi, podczas gdy Moore był zabawny w tym JAK to coś robił. Nie traktował tego do końca serio i to sie dało wyczuć. Dalton jest , istotnie, poważniejszy, ale wyręczają go realizatorzy.

    Choćby ta wystawna scena ucieczki samochodem przed czeską milicją :]

    Samochód jest naszpikowany nowoczesną technologią, a każdy jej przejaw owocuje gagiem. Najpierw Bond unieruchamia pościgowe auto milicyjne za pomocą odpiłowania laserem karoserii od podwozia : w efekcie - koła jadą dalej, a góra zostaje na szosie ;] POtem wjeżdza na zamarznięte jezioro w kostiumie z chaty rybackiej, w którą po drodze wjechał, efekt : po jeziorze krąży w przedziwny sposób rybacka chata, samochodu w środku nie widać :]. Kiedy za chatą na jezioro wjeżdza samochód milicyjny, Bond objeżdza go własnym autem tnąc przy okazji lód dookoła, efekt : samochód milicyjny zaczyna tonąć, a funkcjonariusze rozpaczliwie tłoczą się do wyjścia :]. A później auto Bonda korzysta z turbodoładowania i wykonuje efektowny przeskok nad całą praską milicją, samochód milicyjny próbuje ten wyczyn powtórzyć, ale bez dopalacza jest to skazane na niepowodzenie, efekt : bondowski Aston ląduje jak skoczek narciarski, auto milicyjne trafia w jakąś nieszczesną chatę i kompletnie ją demoluje :]

    No a potem Bond i jego towarzyszka, wraz z wiolonczelą !, uciekają zjeżdzając z góry jak na sankach. Kule sypią się gęsto, ale nie dośc, ze uchodzą cało, to jeszcze mają czas, zeby w pędzie wylegitymować się podczas przekraczania granicy z Austrią i przerzucić wiolonczelę przez szlaban graniczny, by złapać ją zręcznie już po drugiej stronie :]

    Dodajmy scenę ucieczki po dachach w Tangerze - w pewnym momencie Bond używa masztu telewizyjnego jak sprężyny, by nią powalić ścigającego go policjanta :]

    Albo gdy porywają go prostytutki, finalnie : agentki CIA pod przykrywką - wskakuje do ich auta, robi minę, a potem stac go jeszcze na próbę przekupstwa, z bronią przy skroni, oraz żart na odchodnem, gdy wszystko się szczęsliwie kończy :]

    Dalton nie musi się wysilać, te sceny są tak widowiskowe i komiczne, że i jego Bond zyskuje od razu wizerunkowo.

    No i jaki wystawna sekwencja finałowa, nieprawdaż ? Bomba jest w samolocie wojskowym, który leci nad pograniczem pakistańsko-afgańskim. W środku Bond i jego Dziewczyna. Bombę trzeba zlokalizować i rozbroić. Dziewczyna musi przejąc stery, aby Bond mógł tego dokonać, ale Bond nie wie, ze w samolocie kryje się radziecki agent.

    Dziewczyna przypadkiem otwiera tylne wyjście samolotu, więc dżentelmeni uprawiają zapasy na wypełnionej workami siatce, którą razem z nimi pęd powietrza wyrzucił na zewnątrz. Trzyma się ta siatka na słowie honoru, czyli nieubłaganie wysuwającym się z głównego zamka sznurku. BOnd musi pokonać przeciwnika zanim sznurek się uwolni.

    POkonuje go w taki sposób, ze najpierw spycha tak nisko, że kagebista trzyma się już tylko jego buta, więc Bond przecina sznurówki i przeciwnik leci w dół. Wciąż trzymając się buta, co wygląda przezabawnie :]

    A potem rozbraja bombę na 2 sekundy przed wybuchem. Zamiast ją zdetonować w górach, wpada na lepszy pomysł. Ustawia zegar od nowa i zrzuca ją na radzieckie wojsko goniące mudżahedinów. Wszyscy wiwatują ze szczęścia. Poza Rosjanami.

    I to nie koniec, bo w samolocie ofk musi zabraknąć paliwa, silniki stają, maszyna traci wysokość. Co robią Bond i jego partnerka ? Lądując otwierają tylne wejście, z którego wyjeżdzają zaparkowanym w środku samolotu autem. Samolot rozbija się o górę, a oni wybierają się na kolację do Karaczi, gdzie Bond "zna jedną przyjemną restaurację" ;] No jak pięknie !

    Ulice Pragi, radziecka baza w Afganistanie, a potem kryjówki mudżahedinów, a wreszcie Opera Wiedeńska - miejscówki zaiste egzotyczne swoją rozmaitością.

    piosenka A-ha, fakt, atmosferę robi :]

    oczywiście, musi być basen z dziewczynami, tyle że tym razem Bond się w nim nie pławi. Ale wynagradza mu to zaszczyt obcowania z urodziwą Karą Milovy/Maryam D'Abo, która na dodatek umie grać na wiolonczeli :]

    wrogowie Bonda tym razem jacyś rozmyci, ewentualnie : wielogłowy jest to przeciwnik. Zdradziecki agent KGB, brytyjski handlarz bronią, a do pewnego momentu także KGBowski generał, no i czeska milicja ;]

    Przemyt broni, handel opium, no i diamenty wiecznie żywe - zakres tematów głównych : szeroki :]

    Nowa Moneypenny, jakze atrakcyjna :] Q ten sam, ale za to z nowymi wynalazkami, podobała mi się ta kanapa do znikania ludzi ;] Taka trochę niebezpieczna dla samego posiadacza, bo wystarczy przypadkowo coś źle nacisnąć i można samemu się zawinąć :]

    słowem : dobry seans ! :]

    Dzięki, Siostro, Maniu, za polecenie :]
  • mala_ciekawostka 12.12.17, 17:19
    Fajnie, że Ci się podobało:) Cieszę się:)
  • maniaczytania 12.12.17, 21:51
    ja też się cieszę :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 13.12.17, 09:45
    dzięki, Maniu :]

    to byl udany seans, dobrze się bawiłem :]
  • grek.grek 13.12.17, 09:44
    cała przyjemność po mojej stronie, Mała Ciekawostko :]
  • mala_ciekawostka 13.12.17, 17:02
    :)
  • grek.grek 14.12.17, 09:35
    cześć, Mała Ciekawostko :]
  • mala_ciekawostka 14.12.17, 16:55
    Cześć, Greku:)
  • grek.grek 15.12.17, 09:46
    Cześć, Mała Ciekawostko :]
  • siostra_bronte 11.12.17, 13:44
    Wypatrzyłam w programie i zapowiadam z wyprzedzeniem!

    16 grudnia, sobota! Oczywiście Super Polsat. Niestety, ta sama pora jak poprzednio 11.30.

    Jeżeli macie jakieś plany na ten dzień to RZUĆCIE WSZYSTKO!!!!!!!!!!

    Brak słów na opisanie tego filmu. To więcej niż kino, to niemal mistyczne doświadczenie. Polecam gorąco!!!!!!!!!!!!!!
  • grek.grek 11.12.17, 15:04
    dzięki, Siostro ! :]

    znakomita zapowiedź, świetna informacja :]

    miałem nadzieję, ze właśnie Super Polsat się spisze na medal, trudno liczyć
    na telewizję publiczną, choć przecież jej możliwości są znacznie większe,
    przynajmniej teoretycznie nie jest ograniczona względami komercyjnymi.

    pora/godzina niekoniecznie zręczna, ale wiedząc o niej zawczasu będę mógł
    się odpowiednio zorganizować :]
  • siostra_bronte 11.12.17, 15:13
    Świetnie, Greku!

    Mam nadzieję, że obejrzysz. Co ja piszę, MUSISZ go zobaczyć! :)
  • grek.grek 11.12.17, 15:48
    dzięki, Siostro ! :]

    nie może być inaczej ! już się niecierpliwię w oczekiwaniu na seans ! :]
  • never_never 12.12.17, 00:00
    ... "Mocka" w poniedziałek :(((

    Marek Krajewski na FB napisał "Z niewiadomych przyczyn premiera Teatru Telewizji "Mock. Szósty człowiek" została przesunięta na styczeń przyszłego roku (dokładnej daty emisji nie znam)."

    Sprawdziłam, że rzeczywiście 18 grudnia programy TV pokazują rocznicowe przedstawienie "Wujek. 81. Czarna Ballada" (nawet może być interesujące, bo w formie musicalu, z tekstami śląskiego rapera Miłosza Boryckiego).

    Ja jednak już od października nastawiam się na tego Mocka i żałuję, bo styczeń to u mnie czas wyjazdów i pewnie nie będę mogła go zobaczyć :(

    Przypominam, że reżyserem "Mocka" jest Łukasz Palkowski ("Bogowie", "Najlepszy", "Rezerwat"), a w roli głównej występuje Szymon Warszawski (bardzo chwalony za rolę w "Belfrze").

    "Spektakl jest pierwszą adaptacją powieści kultowej serii kryminalnej Marka Krajewskiego. Będzie to historia o początkach kariery jej bohatera – detektywa Eberharda Mocka. Utwór koncentruje się na politycznej prowokacji – niejednoznaczne i krwawe morderstwo, a potem ospale toczące się śledztwo zostają wykorzystane do wzburzenia opinii społecznej.
    Podoficer Mock, którego przyszłość w policji wisi na włosku, decyduje się na „zdalnie sterowane” śledztwo – może ono równie dobrze ocalić jego karierę, jak i doprowadzić ją do ostatecznego upadku. Spotęgowane przez liczne zwroty akcji stałe napięcie nie pozwala przejść wobec tej historii obojętnie. "
    wroclaw.tvp.pl/34585576/mock-adaptacja-kultowej-serii-krajewskiego-w-teatrze-telewizji

  • grek.grek 12.12.17, 09:47
    nie wiedziałem, albo nie pamiętałem, o tym przedstawieniu !

    I też jestem zawiedziony, Never !
    wydaje mi się, że "Mock", to samograj, świetne pole przestrzeni dla scenografów,
    aktorów i oczywiście reżysera.

    TVP trochę zawodzi, a najgorzej że teraz nigdy nie wiadomo, co się stało : kłopoty
    z realizacją, brak pieniędzy czy może... odkryli na FB że jakiś aktor 5 lat grał w sztuce,
    w której wygłaszano tezy niezgodne z linią ideologiczną Partii ? ;] Takie mamy dziś czasy.

    cóż poradzić, oby w ogóle kiedyś ten spektakl powstał i został pokazany :]


  • grek.grek 12.12.17, 09:48
    * "pole przestrzeni" ;]

    może sama "przestrzeń" wystarczy :]
  • never_never 12.12.17, 16:59
    nie, nie, to nieporozumienie, spektakl był nagrywany w październiku we Wrocławiu, tak więc już powstał
    i od tegoż października był zapowiadany na 18-go grudnia (pisałam Wam o tym w październikowym "Ojejku")
    zmianę emisji bardziej kojarzę z rocznicą stanu wojennego i pacyfikacji kopalni Wujek, niż z tymi innymi wymienianymi przez Ciebie ewentualnościami, ale... czyż nikt w październiku nie wiedział, co to za rocznice przypadają w połowie grudnia???

  • grek.grek 13.12.17, 09:44
    dzięki, Never, za wyjaśnienia :]

    mimo wszystko ta zmiana w programie wygląda dośc dziwnie.

    może chodzi też o okres przedświąteczny, a kryminał z Mockiem, to jednak tematyka
    niekoniecznie pasująca do okoliczności ? :]
  • siostra_bronte 12.12.17, 10:30
    Dzisiaj o 0.35 w Jedynce.

    Ze względu na porę to propozycja skierowana głównie do Greka :)
  • grek.grek 12.12.17, 10:56
    dzięki, Siostro :]

    bardzo chętnie obejrzę ! :]
  • grek.grek 13.12.17, 09:51
    niestety, Siostro, nie obejrzałem.

    z własnej głupoty. zrobiłem najstarszy błąd świata, czyli mając 45 minut do filmu -postanowiłem się
    zdrzemnąć bez nastawiania budzika. no i się zdrzemnąłem do wpół do trzeciej, przy zapalonym telewizorze :]

    zobaczyłem tylko końcówkę i niespodziewanie zakończenie, kiedy Nemo umiera, ale zaraz się budzi na nowo, zegary odmierzają czas wstecz.

    wizja życia sprowadzona do "dylematu wyboru w wyobraźni 9-latka" [goniącego pociąg odjeżdzający z matką, a jednocześnie pragnącego wrócić do ojca stojącego za nim na peronie] - interesująca !

    bardzo bedę się starał obejrzeć ten film przy najbliższej okazji !

    niby człowiek wie, że pewnych aktywności nie należy podejmować, niby się już parę razy "naciął", niby wie, a ciągle powiela te same błędy, ech :]

    liczę na powtórkę ! musi się udać ! :]
  • siostra_bronte 13.12.17, 13:31
    Greku, człowiek uczy się całe życie i ... :)

    Pozostaje liczyć na powtórkę!
  • grek.grek 13.12.17, 15:13
    święte słowa, Siostro :]

    ze mną to jednak jest gorzej, bo ja się już niby nauczyłem, ze 45 minut przed filmem nie wolno sobie urządzać drzemki, w dodatku bez nastawionego budzika, 3-4 razy już się to dla mnie źle skończyło, a mimo to ponownie zawierzyłem własnej czujności wbrew ostrzeżeniom płynącym z doświadczenia ;]]

    powtórkę koniecznie muszę zobaczyć !
  • grek.grek 12.12.17, 11:02
    Miesiąca z Mają Komorowską odsłona druga :]

    tym razem gra ona królową brytyjską Elżbietę, która świadoma rychłej śmierci potajemnie zaprasza do zamku w Richmond następcę tronu - króla Szkocji Jakuba VI, arcybiskupa Witgifta oraz samego Williamsa Szekspira, aby z ich pomocą w odpowiedni sposób zainscenizować swoje odejście.

    cała ta okolicznośc staje się więc pretekstem do rachunku sumienia, i - zysków i strat z rządzenia, królowej.

    obok Mai KOmorowskiej : Artur Żmijewski, Jan Peszek, Leon Charewicz.

    widziałem chyba kiedyś fragment, ale na tyle dawno, że jakbym w ogole nigdy nie widział ;] scenografia była malownicza, to chyba jedyne co miga mi w pamięci.

    zapewne warto obejrzeć !

  • grek.grek 13.12.17, 10:34
    czy oglądaliście ?

    bardzo dobry spektakl, wg mnie ! znakomita Maja Komorowska !

    Cała rzecz rozgrywa się w królewskich komnatach Elżbiety, która choruje, jest blisko śmierci, ale zażywa narkotyk [nie precyzuje jaki], by poprawić swój stan zdrowia na tyle, i na tak długo, by rozmówić się z kilkoma najbliższymi osobami.

    Zaprasza więc biskupa, następceę tronu Jakuba, króla Szkocji, a wreszcie na miejsce dociera William Szekspir. Cały czas królowej towarzyszy jej wierna dwórka Lady Southwell.

    Elzbieta jest po królewsku ironiczna, ma cięty żart, kpi sobie ze zdumienia Jakuba, pierwszy raz widzącego ją bez peruki [straciła włosy na skutek kuracji medycznej gdy chorowała na ospę, jesli dobrze zapamiętałem ?], a kiedy biskup zjawia się i na widok jej głowy rzuca "O przepraszam, królowa nieubrana jeszcze" rzuca : "Biskupie, kobieta w podeszłym wieku, ksiądz u progu starości, cóż moglibyśmy razem nabroić..." ;]

    Król Jakub patrzy na ciotkę z lekkim rozbawieniem, okresowo zajęty jest podrywaniem Lady Southwell, biskup zajada frykasy z krolewskiego stołu, a Elżbieta punktuje Jakuba, dając mu do zrozumienia, że ona wciąż jest królową, rozdaje karty, a on musi poczekać aż ją pochowają, by poczuć się następcą tronu.

    Wreszcie zjawia się Szekspir, dla niego Elżbieta perukę zakłada. Zgięty wpół, pełen szacunku, zawstydzony zupełnie sytuacją z jakiej się znalazł. Krolowa trochę sobie pokpiwa z jego wyglądu i zaawansowanej łysiny ["cóż mogłbyś zrobić, Szekspir, żeby trochę załatać swoje życie z takim wyglądem (i pochodzeniem).. zostać poetą, pisać wspaniałe dzieła, jakbyś był pięknym arystokratą nigdy niczego byś nie napisał", a jednocześnie wyraża dla niego podziw i respekt. Nie jest niemiła czy uszczypliwa, może szuka w nim podobieństw do siebie ?

    Jakub od początku Szekspira traktuje per noga, nie wie dlaczego ciotka okazuje mu tyle względów, dlaczego w ogole go zaprosiła, skoro jak wyznała jest to dzień jej śmierci. Co on tutaj w ogole robi ?

    Elżbieta wyjaśnia, że chce by dramaturg napisał sztukę o niej. Sadza go pod scianą, jest tam przyszykowany dla niego pulpit, niech zacznie pisać już teraz. Krolowa rozkręca się i sama podpowiada mu pierwszą scenę, przy czym "ja cię do niczego nie zmuszam, tak tylko sugeruję" :].

    Poeta milczy, raz z szacunku, dwa - bo mu ciagle każą [biskup i Jakub], trzy - bo co się zbierze, by odpowiedzieć na pytanie Elżbiety, to ona sama sobie odpowiada albo nie chce się jej czekać, aż on się wreszcie zdobędzie na śmiałość. "Ach, wy poeci... poza swoimi wierszami, nie umiecie zupełnie mówić, a to dlatego, ze nie macie tyle czasu, by się zastanowić, co podczas pisania".

    I dodaje : "Ale to wy macie rząd dusz. My, królowie, władamy ciałami naszych poddanych. Tylko ciałami. Wy wpływacie na ich dusze. I ktoż z nas ma większą władzę ?", pyta retorycznie.

    Ciągle szczekają, hałasują, psy na offie. Królewskie psy. Jakby wiedziały, że zbliża się śmierć. Najpierw jednak Elżbieta samodzielnie dusi własnego pieska. "Jakby jest róznica między teraz, a wtedy ? Nigdy. Ten pies nigdy już nie poliże mojej dłoni", stwierdza. Uśpiła go najpierw, a teraz chce zasztyletować, ale żaden z panów nie ma odwagi tego zrobić [Elżbieta do biskupa : "Nie umiesz ? Wobec heretyków nie miałeś/miałbyś takich oporów"]. W końcu sama królowa dusi go wstążką. Wstrząsająca scena, także z powodu montażu, chaotycznego i skupionego na rozdrganych emocjach świadków wydarzenia, zwłaszcza królowej i Lady Southwell.

    Elżbieta wspomina swoje decyzje, np. o tym, że nigdy nie wyszła za mąz, mimo że mogła mieć każdego, mieć ! - nie "zdobyć", nie musiała zdobywać nigdy, w pzeciwieństwie do matki, jak powiada. Sprzecza się z biskupem o interpretację "Hamleta" : wg niego, to zawoalowana krytyka niezdecydowania i braku charakteru krolowej, wg niej - ostrzeżenie przed zamążpójściem dla kobiet. Swoją drogą, wg Elżbiety, Szekspir powinien przerobić ten utwór : bo tam jest duch, a ona żyła zawsze w zamkach, ale nigdy żadnego nie spotkała :"] Jest oczywiście tutaj złośliwa, ale w jakze świetny sposób.

    Każe grać muzykom za oknem czekającym, rozbrzmiewają skoczne takty, a królowa wykonuje kontredsanse z biskupem. Szekspir nic nie mówi, siedzi przy swoim pulpicie, słucha i ogląda. Jakub jest wszystkim tym rozbawiony i chyba sądzi, ze ciotka żartuje sobie z nich, jak chodzi o tę swoją śmierć. Lady Southwell chodzi wokół Szekspira cała rozanielona i wreszcie ośmiela się prosić, by ocenił jej aktorstwo, bo ona by chciała na scenie grać. A nie wolno kobietom, wolno tylko mężczyznom. Odgrywa przed Szekspirem kawałek monologu Julii, przy czym Jakub stale próbuje ją podrywać i teraz obiecuje, że załatwi jej rolę, jak już będzie królem. Tutaj Elżbieta się wcina przypominając mu, że jeszcze nim nie jest, więc niech się wstrzyma z obietnicami :]

    Tańcząc Elżbieta słabnie, wydaje się że zemdlała, a moze nawet... "Ona nie żyje", szepce Lady, ale Elżbieta odpowiada słabym głosem "No nie przesadzaj" ;], biskup dodaje : "Musi się położyć", a ona : "Musi nie dotyczy władców !". Szekspir spogląda, co się dzieje, na co Jakub do niego grubiańsko : "Wyjdź !", Szekspir uniżenie podnosi się do wyjścia, na co ELżbieta "Zostań", Jakub za nią "Siadaj !" - Szekspir siada ;]] KOmiczna jest ta buta młodego władcy, który poetów ma za nic, nazywa "pisarczykami".

    Elżbieta dochodzi do siebie i zwraca uwagę Szekspirowi, ze nie powinien mamić swoich czytelników istnieniem życia po śmierci. Na to wtrąca się biskup ze swoimi madrościami, ale Elżbieta go kontruje i przyznaje się do agnostycyzmu. Wiarę prezentowała na potrzeby sprawowanego urzędu, a "wierzącą" była w sposób umiarkowany, żeby móc kontrolować sytuację w państwie, gdzie rózne odłamy róznych religiantów gotowe sobie skoczyć do gardeł bez rozjemcy i władcy uznającego ich równe prawa.

    "Ci co szermują imieniem Boga i ci co Go calkowicie odrzucają są tak samo głupi. Tego nie da się po prostu rozstrzygnąć. Poza tym, biskupie, gdyby twój lud wiedzial, ze Bóg istnieje, to po cóż by w Niego wierzył ?", powiada krolowa i biskup znów może tylko zagryźć wargi, bo to cała prawda.

    "Raj ? żyłam w raju przez całe życie : pokoje, służba, jedzenie... ale gdyby ten raj miał trwać wiecznie, przeklełabym go. Jest tyllko jedna rzecz/myśl gorsza od śmierci. Nieśmiertelność".

    "Na całym swiecie nie ma męża, z którym chciałabym spędzić wiecznosć" ;]

    Przy stole ruszają dywagacje o śmierci, Elżbieta powiada : "Trzeba wtedy mieć widownię, to jedyne co można zrobić, by choć odrobinę mniej być wtedy samotnym". Lady nie rozumie wyraźnie, o co jej chodzi, biskup nie ma nic do powiedzenia, a Jakub posługuje się epikurejskim : "Kiedy ja jestem - nie ma śmierci, kiedy jest śmierć - mnie nie ma". Tylko siedzący na uboczu Szekspir zdaje się rozumieć w pełni królową.

    Elzbieta wyznaje, ze przez cale życie punktowała postawę ludzi w obliczu śmierci. Od 1 - za śmierć żałosną, do 10 - za śmierć bohaterską. I 10 dała tylko swojej matce, która przed katem odsłoniła sama swoją szyję i rzekła : "Nie będziesz miał wiele pracy, jest cienka".

    W pewnym momencie królowa otwiera boczne drzwi, a tam, w oparach klimatcyznej mgły, stoi... truchło ludzkie. Szkielet w sukni. Jakby trup kobiety. Szekspir rzuca się do ucieczki, w ostatniej chwili zostaje powstrzymany, Lady prawie mdleje. Elżbieta kpi z poety : "Tyle w twoich sztukach duchów, trupów, zabójstw, że twoja reakcja jest przekomiczna !".

    Elżbieta mówi, ze tego trupa zawsze przychodziła oglądać, gdy bała się smierci. Memento mori. "MYśląc o śmierci, pragnęłam życia bardziej niż czegokolwiek". I dodaje, ze jednocześnie nigdy nie bała się upływu czasu : "Gromadziłam swoje lata jak największe bogactwa, a każde urodziny były powodem do triumfu !". Mówi prawdę, czy mówi to, by oswoić się z nadchodzącym, a moze robi to by dać pożywkę Szekspirowi ?

    "Tej wiosny nie zobaczę kwitnących kasztanów...", mówi nagle, urywa i jakby dusi w sobie rozpacz. A może tylko zaduma ją opanowuje ? cdn.


  • grek.grek 13.12.17, 10:53
    Nagle Elzbieta, przy tym trupie, klęka i kłania się Szekspirowi : "Za to, że miałam zaszczyt i przywilej być twoją królową". Jakub i biskup są niemal oburzeni, że władczyni tak się "poniża" przed "pisarczykiem" w dziurawych rajstopach i przemoczonym od deszczu kaftanie. Sam Szekspir nie wie, co ma ze sobą począć.

    I teraz Elżbieta wygłasza monolog, jakze znaczący, który powtórzony zostanie w ostatniej scenie : o miłosierdziu władcy, które jest najważniejszym jego przymiotem - "ziemski krol najbliżej Boga stoi, gdy sprawiedliwość słodzi miłosierdziem".

    Działanie narkotyku/mikstury słabnie, Elżbieta jest na łożu śmierci, pokazuje się Szekspirowi bez peruki, co ją ogromnie rozbawia, wskazuja palcem na niego i na siebie dostrzegając podobieństwo. "Przyjdzie czas, gdy naród będzie sam decydował o sobie", powiada, przewidując nadejście demokracji.

    Trzyma za rękę Szekspira, ma nagły atak paniki. Do łózka przypada biskup i probuje podyktowac jej modlitwę "Wierzę w Boga Ojca...", ale Elżbieta - słaba już bardzo - ignoruje kompletnie jego kilka podpowiedzi i mówi : "Wierzę... w piękno życia... w mądrość [biskup sufluje : BOga !"]... natury, wierzę w... nieśmiertelnośc dzieł Williama Szekspira". Czyż Bóg nie jest tym właśnie ? życiem, naturą i sztuką ?

    "Ale tej peruki i mojego strachu, nie opisuj, Szekspir", zaraz dodaje Elżbieta. Ciągle tak do niego mówi, per "Szekspir" :]

    Wreszcie Lady Southwell zbliża się do królowej, bo ta ma do niej pytania. Lady przekazuje je Szekspirowi : "Ile pan królowej przyzna punktów za./. umieranie ?". Szekspir na palcach pokazuje : 10. I to uspokaja Elżbietę, pozwala jej zasnąć bez lęku.

    "Umarł król, niech żyje król", konstatuje Jakub w swoim frywolnym stylu.

    W ostatniej scenie Szekspir siedzi... wśród statywów i całego teatralnego oprzyrządowania i wreszcie mówi własnym głosem. Powtarza krotki monolog królowej, że "ziemski krol najbliższy jest Bogu, gdy sprawiedliwośc słodzi miłosierdziem", ale ten tekst jest teraz bardziej rozbudowany, od Elżbiety wziął inspirację i główne zdanie, reszta to już - jak można się domyślać - częśc wykonanego przez Szekspira zadania napisania sztuki o Elżbiecie. A sztuką tą jest... ten spektakl.

    świetne :]

    reżyserował Zbigniew Zapasiewicz.
    Maja Komorowska jest znakomita, swobodna, ironiczna, myśląca, Elżbieta jest ideałem mądrego władcy. Artur Zmijewski gra Jakuba, który drwiący stosunek do wszystkiego, co się dzieje, a zajęty jest głównie podrywem, poważnieje, keidy Elżbieta wbija mu szpilki obniżając jego rangę królewską [jest wszak królem Szkocji]. Jan Peszek/Biskup próbuje królową czy to nawrócić czy zmusić do myślenia "po katolicku", ale jest jak byczek na corridzie ciągle oszukiwany przez zręcznego torreadora. Olga Sawicka/Lady Southwell w niebieskiej sukni, marząca o aktorstwie, sugerująca że "skoro dla śmierci trzeba mieć widownię, najlepiej umierać na scenie".

    Wreszcie Leon Charewicz/Szekspir. Wpatrzony w królową, zasłuchany, dyskretny, niezrażony sposobem w jaki pomiatają nim i śmieją się z niego biskup z Jakubem. Dla niego ta cała noc, on ma dać świadectwo prawdzie o Elżbiecie. I dostrzega w niej wspaniałośc, nie królewski majestat, ale prawdziwego człowieka.
  • grek.grek 12.12.17, 11:08
    Wyciek jakiejś substancji po katastrofie promu kosmicznego, epidemia, ludzie zachowują się coraz bardziej kuriozalnie, a więc musi to mieć coś wspólnego z inwazją kosmitów ! :]

    pani doktor pierwsza wpada na trop.

    gra ją Nicole Kidman, obok niej Daniel Craig.
    reżyseruje Oliver Hirschbiegel, mający na koncie zarówno znakomite "Upadek" i "Eksperyment", jak również średnią "Dianę".


  • grek.grek 13.12.17, 11:51
    Czy oglądaliście ?

    wg mnie - niezasłużenie ten film ma niskie oceny, chociaż zasłużenie mówi się, ze powiela pewne koncepcje, no i jest jednak remake'em ;]

    Katastrofa kosmicznego promu Patriot w Ameryce. Wyciek jakiejś dziwnej substancji. Pierwsi padają jej ofiarą pracownicy promu. POtem zaraza szerzy się po świecie, nie tylko Ameryce !

    Zapłodnienie wirusem następuje na drodze kropelkowej. Ostrzyknięcie przez nosiciela, wypicie lub zjedzenie czego zakażonego, kontakt przypadkowy - każda metoda działa niezawodnie. Metamorfoza następuje podczas snu, w fazie Rem? Ram ? Człowiek się zmienia, a powodem tego jest powstające w jego organizmie mikrożycie złożone z ledwie paru komórek, ale zupelnie zmienajace jego genotyp. To robota kosmitów :]

    Efektem widomym przemiany jest oblekanie się śpiącego w kleistą maź. Po przebudzeniu, człowiek nie jest już człowiekiem. Przestaje odczuwać emocje,zachowuje się jak po wzięciu końskiej dawki środków uspokakających, a mozę nawet jak manekin.

    Najgorsze jest to, że metamorfozanci zaczynają terroryzować otoczenie. Zmuszają perswazją, zastraszeniem albo przemocą wszystkich innych do przyjęcia toksyny i przemiany. Policja już jest zarażona, wiec działa z mocy swojego autorytetu. Wszędzie chodzą stada pozmienianych ludzi i tropią, ścigają, otaczają w ciszy i z hiponotyzującymi spojrzeniami tych, którzy jeszcze są ludźmi.

    Ludzie zaś szybko uczą się, że można zmienionych oszukać. Trzeba tylko zachowywać się jak manekin. Sprawę utrudnia pocenie się i jakieś drżenie rąk etc., Zamienieni nie odczuwają takich przypadłości.

    Normalny faszyzm się szerzy, albo jesteś z nami, albo siłą zostajesz zmieniony w jednego z nas. A ludzie, którzy nie są podatni na zmiany, odporni na wirusa, podlegają eksterminacji.

    Doktor Carol Bennell odkrywa wirusa stopniowo :> widzi dziwne zachowania w swoim otoczeniu, a jest psychiatrą. Pacjenci skarżą się, ze ich bliscy nagle zachowują się dziwnie, a potem uciekają od tych swoich bliskich, znajome dzieci są jak manekiny, ludzie w samochodach i na ulicach jakby byli w transowej koncentracji przyglądają się jej i próbując wybadać czy ona jest już z nimi, czy trzeba ją dopiero zmusić do tego.

    Epidemia rozszerza się i kiedy wchodzi w fazę terroru, pani doktor musi co i rusz uciekać przed niebezpieczeństwami. A to atakują ją na ulicy, a to w domu jej byłego męża, który został zmieniony i ją też chce zmienić, a to w markecie, gdzie ukrywa się ze swoim synem, który jest odporny, a więc grozi mu śmierć i ona go musi uratować.

    Tutaj pojawia się problem, bo mąz pani doktor skutecznie ją zaraził i teraz Carol nie moze zasnąć. We śnie dokonuje się przemiana, a więc zachowuje ona cały czas przytomnośc, walczy o to by nie usnąć, a jak już usypia, to poinstruowany wcześniej syn robi jej zastrzyk z adrenaliny w samo serce.

    Pomaga Carol dobry przyjaciel, może nawet kandydat na męża - Ben, też naukowiec. Dzieki niemu udaje się jej wyjśc cało z paru opresji, ale ostatecznie i Ben ulega zarażeniu, razem z towarzyszami chce zmusić Carol by zasnęła i dokonała się przemiana. Carol może go zabić, ma pistolet, a zamienieni nie są odporni na śmierć. Nie robi tego jednak. Unieruchamia go tylko strzałem w nogę. Innych zabija, m.in własnego byłego męża, ale nie jest heroiną kina, jak strzela go zamyka oczy i wydaje urywane okrzyki, jak osoba, która nie miała do czynienia z bronią i działa w stanie wyższego pobudzenia :] eks-mąz dostaje młotkiem ;]

    Z miasta udaje się wyjechać koledze Carol, który jest naukowcem. Pracuje z innymi naukowcami w laboratorium nad szczepionką.

    W ostatniej sekwencji Carol pędzi samochodem przez nocne miasto, gonią ją całe bandy zmienionych, siedzą i leża na aucie, tak że karoserii nie widać, potem podpalają przednią stronę samochodu, ale Carol nie daje się pokonać. Kolega naukowiec zawiadamia ją, ze leci po nią z wojskiem - helikopterem. Lądują na dachu, a Carol udaje się tam dotrzeć wraz z synem i odlecieć w bezpieczne miejsce.

    epilog : szczepionka została opracowana, sytuacja opanowana, Carol żyje, Ben też, tworzą rodzinę.

    Ben przy śniadaniu czyta gazetę i wygłasza niepochlebny komentarz na temat kolejnych wojen i kryzysów na świecie. A pani doktor ma zatroskaną i niepewną minę. A jesli ONI mieli rację ?

    no własnie, bo idea "onych" polega na zahamowaniu w człowieku emocji, temperamentu. Dzięki temu skończą się wojny, świat będzie żył w pokoju, ustanie przemoc i nienawiść. Tym własnie próbują wytłumaczyć swoje postępowanie.

    A jednocześnie... człowiek bez emocji przestanie być człowiekiem, przestanie odczuwać wyższe uczucia, przestanie być zdolny do wzruszeń, do odbioru sztuki, do miłości. Róza ma kolce, miłośc idzie pod rękę z nienawiścią, szlachetnośc z podłością, wzruszenie ze złem. Tę ideę stara się ocalić pani doktor i w ogole ludzkośc, a na dodatek pani doktor nie ma wyjścia, bo jej syn musi zostać zabity, jako organizm, którego nie można poddać konwersji [z powodu przebytej choroby jego genotyp się zmienił i nie podlega kombinacjom wywoływanym przez wirus].

    nie oryginalne, ale akcja jest szybka, Nicole Kidman emocjonalnie wiarygodna, zwłaszcza w scenach gdy walczy ze snem albo musi opanować sie i udawać zmienioną [co ciekawe, co i rtusz spotyka innych ludzi, którzy udają i zwracają jej uwagę na pewne niuanse, by udawanie było doskonalsze], a zamienieni ludzie przerażajacy : niby normalni, zwyczajnie ubrani, ale nieruchomi, wpatrujący się psychotycznym wzrokiem w innych, funkcjonujący jak "na lekach".

    www.youtube.com/watch?v=5836c74IaDg
    I gdybym tylko nie zaspał na "Mr Nobody", to byłby perfekcyjny wieczór [teatralno]filmowy :]




  • grek.grek 13.12.17, 11:01
    hit na dziś premierowy :]

    Denis Villeneuve zrobil "Blade Runner 2049", wcześniej m.in doskonale ocenianego "Sicario", "Nowy początek". zgodnie chyba oceniany jako jeden z tych reżyserów, którzy umieją zrobić kino ambitne, a jednoczesnie efektowne wizualnie i nadać całości niezwykłą atmosferę.

    "Labirynt", jako rzecze opis, to historia porwania 6-letniej dziewczynki, która urasta do rangi antycznej tragedii, gdy zawiedziony zachowaniem policji i prokuratury ojciec dziecka bierze sprawy we własne ręce.

    świetna obsada : Jake Gyllenhaal, Hugh Jackman, Viola Davis, Terrence Howard, Melissa Leo.

    dobra godzina :]

  • grek.grek 14.12.17, 11:06
    Czy oglądaliście ?

    ależ znakomity thriller ! naprawdę, to może być za parę lat kanon gatunku.

    Nie będę opowiadał całości, TVN może go niebawem powtórzyć, a tutaj następstwo zdarzeń i twisty są wszystkim, więc najlepiej odkrywać to samodzielnie :]

    Akcja dzieje się na typowych przedmieściach gdzieś na północy Ameryki, gdzie przed każdym domem stoi połciężarówka, mężczyźni noszą koszule robocze, a kobiety obowiązkowe dżinsy. Brakuje tylko square dance ;]

    Dwie rodziny spotykają się weekendowo, widać że są ze sobą bardzo zaprzyjaźnieni, mieszkają o kilka domow od siebie. Czarnoskórzy Birchowie i biali Doverowie mają po dwoje dzieci, i co ciekawe : w podobnym układzie : jeden nastolatek i jedno kilkuletnie.

    Spotkanie odbywa się u Birchów, obie rodziny szykują się do kolacji, pan Birch rozbawia do łez rzępoląc na trąbce jazzowej, atmosfera sielska. Paroletnie córki z obu rodzin, zakumplowane ze sobą : Anne i Joy szukają jakiegoś gwizdka, którym chcą się bawić. Chyba został w domu Doverów, więc rodzice pozwalają im tam pójśc i poszukać, ALE w asyście starszego rodzeństwa. Mimo, że to biały dzień i odległość o rzut beretem. Nie zaniedbują zasad bezpieczeństwa, chociaż... zawsze można dyskutować.

    Bo oczywiście dziewczynki nie zawiadamiają swoich nastoletnich opiekunów. A kiedy po jakimś czasie nie wracają - rodzice zaczynają się niepokoić. Najpierw zaglądają od niechcenia w rózne kąty, sądząc że małe muszą się gdzieś bawić, potem chodzą po okolicy, a potem biegają po niej sprintem w najwyższym podenerwowaniu, bo dzieci zniknęły jak kamfora.

    Starszy brat Anny przypomina sobie, że wcześniej spacerowali z dziewczynkami po ulicy i stał przy niej kamper, dzieci nawet próbowały wdrapać się na niego. Chłopakowi wydaje się, ze w środku kampera ktoś był.

    Teraz kampera nie ma. I dzieci też nie ma. Zbieg okoliczności ? Dzwonią więc po policję i ruszają poszukiwania zakrojone na szeroką skalę. Sledztwem zajmuje się detektyw Loki.

    To pierwsze 10 minut filmu, według receptury mistrza Hitcha : zacznij od trzęsienia ziemi. On sam rzadko tak robił, najpierw przez 45 minut-godzinę budował rzeczywistośc i postaci, aby potem nagle w tę już opisaną rzeczywistość wprowadzić element grozy/thrillera.

    Tutaj zaczyna się od porządnego trzęsienia, a potem naprawdę napięcie tylko rośnie, aż do finału, który ma logikę i sens, choć czy jest zaskakujący... :] Ale nie zawsze chodzi o to, co jest na końcu, lecz o to, co jest po drodze do tego końca.

    Jak rzadko w thrillerach postaci są nieźle narysowane : tata Dover - preppers, nauczony zaradności, wierzący, tradycyjna głowa rodziny, z wbudowanym kompasem moralnym, ale też uznający prawo stosowania każdej metody działania w drodze do osiągania celów wyższych; detektyw policyjny Loki coś chyba ukrywa, nie ma żony, nie ma dzieci [nie żeby to był wymóg, ale mimo wszystko, w tamtych okolicach jest to standard i reguła, więc policjant jest na swój sposób nietypowy], jakieś przejścia, traumy ? niby nie widać żadnych takich naleciałości, niemniej jest to postać z jakąś tajemnicą ? Pracoholik ? Też jakby nie o to chodzi.

    Moze to zasługa ciekawej gry aktorskiej i współpracy z reżyserem. Jake Gyllenhaal znakomicie się tutaj prezentuje, z tym ospałym spojrzeniem i jakąs taką ledwie wyczuwalnym podejrzeniem o flegmatyczność, podobnie wysoko oceniam Hugh Jackmana grający Dovera, ten z kolei bywa wybuchowy, miotają nim sprzeczne emocje, wyraża sobą całe rozczarowanie światem, ktore dodaje mu sił i podnosi zaciekłośc w dążeniu do celu, na dodatek on musi sam siebie przełamywac, własne opory, własne sumienie.

    Ich wzajemne sceny są świetne, zwłaszcza gdy zmienia się ich charakter, a Dover zaczyna kluczyć i grać podwójną partię szachów : ze sobą i z nim.

    warto też dopisać malzeństwo Birchów [świetny jak zawsze Terrence Howard i znakomita Viola Davis], którzy muszą zdecydowac czy iśc za Doverem i zgodzić się na jego pomysły, czy zaprzeczyć im w imię wartości humanistycznych, a może w poczuciu legalizmu czy tylko pragnienia pozostania w zgodzie z prawem. Ten moment decyzji, w którym Dover zdejmuje z nich presję, ma swoją moc. Najpierw Birch, a potem jego żona, muszą wyjśc z szoku i postanowić co jest ważniejsze : moralne pryncypia czy życie dziecka.

    Jest też żona Dovera [Mario Bello], która wpada w depresję i stany lękowe, przy czym - od razu można uspokoić - nie ma czasu na schematyczny wątek małzeńskiego kryzysu, w którym zrozpaczona żona oskarża męża, że zawinił, a on oskarża sam siebie. Jesli Dover czuje się winny, to przed sobą samym, a jesli przed innymi, to dlatego że jest zmuszony przez okoliczności, by grać taką rolę.

    Denis Villeneuve istotnie utalentowanym reżyserem jest, w dodatku pracuje na wyśmienitym scenariuszu by Aaron Guzikowski.

    Hollywoodzkie filmy zakładają ekonomię ekranową, każda scena powinna coś wnosić do fabuły, nie powinno być momentów "białych". Kino arthouse'owe na odwrót :] Problem kina hollywodzkiego, wg mnie, jest taki, że probując każdą scenę nasycić wydarzeniami i pchać akcję do przodu czasami robi to na siłę.

    Nie tutaj jednak :] Tutaj każda scena ma znakomite uzasadnienie, rozwija akcję, ale nie popycha jej palcem do przodu, pozwala poruszać się samodzielnie, płynnie.

    Pytania się mnożą, wątki rozwijają w nieoczekiwanych kierunkach, a zachowania osób, które mogłyby wyjaśnić zagadkę jest kapitalnie enigmatyczne i jednocześnie irytujące - dlaczego oni, do diaska, nic nie chcą powiedziec, o co chodzi z tym "labiryntem", co to za jakaś maskarada ?! :] Tak to działa, zyczę Wam zebyście się o tym przekonali, bo to świetna filmowa okoliczność :]

    Rozwiązanie zaskakuje ! Może tam nalezało szukać tropów, ale kto byłby w stanie taki wariant wydarzeń przewidzieć ? Któż by sądził, ze to mogło wyglądać tak, a nie inaczej. Pewnie co zmyślniejsi dotarli do tego odkrycia wcześniej, ja chyba nie zastanawiałem się nad nim, mimo przerw reklamowych ';] - dlatego uważam, że i tutaj scenarzysta nie zawiódł, jak to czasami bywa.

    Pada obficie deszcz, mamy jesień bez odrobiny słońca, a nawet zimowe plenery się zdarzają, moze to z powodu bliskości gór, a może jest styczeń ? Tak czy owak, otoczenie jak z pierwszorzędnego thrillera skandynawskiego. Wiele scen dzieje się noca, w zamkniętych małych pomieszczeniach, a aktorzy - takie mam wrażenie - są odziani i ucharakteryzowani w taki sposób, by jak najmniej rzucali się w oczy. Liczy się śledztwo, akcja, tajemnice, zwroty fabularne, suspens. Nic nie odwraca uwagi od spraw najistotniejszych.

    Wciąga ten mikrokosmos, a reżyser dba o to, by się w nim rozgościć, zestawia go z ponurym charakterem zdarzeń, może nawet jedno z drugiego wydobywa, nietrudno zrozumieć, ze w takim świecie żyją tacy ludzie. W dodatku zniknięcie dzieci wpędza bohaterów w łzy, zacietrzewienie, depresję, piętnuje ich, twarze im tężęją. W najdrobniejszym szczegole scenografii cięzar gatunkowy emocji i przeżyć rodziców i policjanta jest odzwierciedlony. Brawo reżyser !

    Na scenę wprowadzane są małe klaustrofobiczne domki, węże, brudne samochody, stare kurtki, pustostany, informacje o dawnych samobójstwach, znęcanie się nad zwierzętami, przemoc, zagracone podwórka, i ten deszcz falami zalewający szyby samochodów. Nawet ci aktorzy, ludzie w komplecie przecież urodziwi, sa brzydcy na swoj sposób, ewentualnie filmowani w taki sposób, zeby ich uroda nie odgrywała żadnego znaczenia, albo i obracała się przeciwko ich bohaterom.

    Słowem : film koniecznie do obejrzenia !


  • mala_ciekawostka 14.12.17, 16:54
    Dzięki za opis. Brzmi ciekawie. Trzeba będzie przy którejś powtórce obejrzeć!:)
  • grek.grek 15.12.17, 09:45
    dzięki ! :]

    zdecydowanie ! zachęcam bardzo, dobry thriller nie jest rzeczą
    codzienną, a tutaj naprawdę TO się udało :]
  • grek.grek 13.12.17, 11:07
    świetne kino !

    walka o wolnośc Irlandii w latach 20-tych XX wieku, z perspektywy postaw dwóch braci : młodszy porzuca karierę lekarza, by bić się o ideały, a kiedy z niepodległego państwa irlandzkiego Anglia wyłącza 6 hrabstw - staje po stronie tych, którzy walczą dalej, nie godząc się na kompromis.

    starszy brat uznaje, ze należy przyjąć propozycję, bo lepszej nie będzie, a dalsza walka spoowoduje utratę tego, co już udalo się osiągnąć.

    piękne plenery wyspiarskie, dobra lekcja historii, świetna reżyseria Kena Loacha.

    Złota Palma w Cannes, absolutnie zasłużona, na mój gust :]
  • siostra_bronte 13.12.17, 13:27
    Nareszcie zobaczę ten film! Jakoś nie miałam do niego szczęścia, był kilka razy w tv.

    Zapomniałeś napisać o Cillianie Murphy, którego kariera zaczęła się od tego filmu :)
  • grek.grek 13.12.17, 15:06
    świetnie, Siostro ! :]

    ciekaw jestem Twojej recenzji i wrażeń !
  • siostra_bronte 14.12.17, 09:59
    Mogę się tylko podpisać, Greku!

    Znakomity film!!

    Już początek jest mocny. Zabicie młodego Michaela. Przyznam, że nie miałam pojęcia, że Brytyjczycy byli tak bezwzględni. A to była prawdziwa okupacja!

    Świetna, emocjonująca historia. Ze wszystkimi dylematami (jak zabicie młodego chłopaka, który wsypał) walki o wolność i ceny, jaką trzeba za to zapłacić. Finał -dramatyczny. Przyznam, że musiałam sięgać po chusteczki.

    Znakomite aktorstwo nie tylko Murphy'ego, ale i całej obsady. No i jeszcze piękne zdjęcia. Ta niesamowita zieleń niemal w każdym kadrze!

    Niezwykłe, że reżyserem jest właśnie Loach, specjalista od kameralnego kina społecznego!




  • grek.grek 14.12.17, 10:08
    dzięki, Siostro :]

    yes !

    zdecydowanie, motywacje Irlandyczyków są wyraziste, a forma władzy Anglików - tak opresyjna i
    naładowana niemal osobistą wrogością, że ci bohaterowie budzą sympatię i odruch solidarności.

    a to ciekawe jest także dlatego, że ani na moment nikt nie wyraża wątpliwosci : a może jednak powinno być jak jest ?, wszysycy są zgodni, że trzeba walczyć, a dylemat polega na tym, czy przyjąć propozycję pokojową czy bić się dalej.

    tak jest ! świetna rola.

    Irlandia piękna jak zawsze :] "Bo Irlandia podobno jest taka zielona, jak włosy syreny o świcie/A Irlandia podobno jest taka szalona, jak wiatr co ma czapkę podartą" ;]

    własnie !

    cieszę się, że film Cię urzekł, Siostro :]
  • grek.grek 13.12.17, 11:13
    Operacja Oscarowa ;]

    pamiętam, ze wśród nas opinie były podzielone :]

    ale zaryzykuję, że warto obejrzeć, historia wydostania amerykańskich dyplomatów z ogarniętego rewolucją Iranu ma swoj smak ekranowy, zwłaszcza za pierwszym razem, bo koncepcja i realizacja planu są same w sobie niezwykle ciekawe, a reżyserujący Ben Affleck dobrze trzyma sensacyjno-szpiegowsko-nerwową tonację.

    no i, wg mnie, jest to film bardzo dobrze wystylizowany, opowiada o wydarzeniach z lat 70-tych i nawet na poziomie filmowania, kadrów, wizualu generalnie - jest faktycznie uderzająco podobny do kina z 70s, no może lekko przełamanego... 90s ;]

    warto ! :]
  • siostra_bronte 13.12.17, 13:29
    Zdecydowanie przereklamowany film!

    Owszem sprawnie nakręcony, z dobrym aktorstwem i stylizacją na epokę, ale za co te nagrody nie mam pojęcia :)
  • grek.grek 13.12.17, 15:11
    sprawdziłem, w 2013 "Argo"konkurowało m.in z "Wrogiem numer jeden", "Django" czy "Bestiami z południowych krain", samymi znakomitymi filmami, wg mnie.

    może zdecydował fakt, że to historia chwaląca amerykański spryt ? ;]
  • maniaczytania 13.12.17, 18:54
    wymienione przez Ciebie lepsze od "Argo" nie były ;)
    Ja jestem wielką orędowniczką tego filmu - to jest znakomite kino w starym dobrym stylu!

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 14.12.17, 09:37
    :]

    byl to dobry oscarowy rocznik, Maniu :]
  • never_never 14.12.17, 00:26
    Powtórka w piątek 0.45, zaraz po „Córkach dancingu” (ha, widziałam jedno i drugie...:)

    Pozwolę sobie zapowiedzieć „The Good Doctor” powtórnie, po nieopatrznej zapowiedzi listopadowej…;)

    To serial produkcji amerykańskiej (ABC), ale oparty na koreańskim pierwowzorze z 2013 roku. Showrunnerem “The Good Doctor” jest David Shore, twórca „Doktora House’a”. W roli głównej Freddie Highmore, który bardzo dobrze grał młodego Normana w „Bates Motel”.

    Tym razem bohater też nie jest zwyczajny – to młody chirurg ze spektrum autyzmu (dość łagodne objawy, więc raczej stawiałabym na Aspergera) i jednocześnie z zespołem sawanta.
    Jeżeli przypomnę, że sawanta grał Dustin Hoffman w słynnym filmie „Rain Man”, to każdy zapewne będzie wiedział, o co chodzi (genialne zdolności i pamięć przy upośledzeniu intelektualnym – w przypadku „dobrego doktora” są to raczej zaburzenia społeczne: trudności w relacjach z ludźmi, brak empatii, braki w komunikacji pozawerbalnej, itp.).
    Mam dawne doświadczenia w kontakcie z podobną osobą i jest to naprawdę ogromnie trudne, dlatego wcale się nie dziwię, że zarząd szpitala Św. Bonawentury w San Jose, dokąd właśnie wybiera się nasz bohater, głosuje przeciwko przyjęciu go do pracy. Ale wydarzenia na lotnisku, w których weźmie czynny udział „dobry doktor” sprawią, że trafi na czołówki wszystkich mediów i w końcu zostanie przyjęty do zespołu chirurgów szpitala.

    Odcinek pilotowy jest dynamicznie i ciekawie zrealizowany, sceny teraźniejsze przeplatane retrospekcjami z dramatycznego dzieciństwa bohatera, a podczas diagnozowania widzimy na ekranie fragmenty z podręczników, na ciało pacjenta nakładany jest np. schemat układu krwionośnego, itp. – wszystko, by przybliżyć sposób, w jaki rozumuje „dobry doktor”.

    Serial miał tak dobrą oglądalność (w pewnym momencie był najchętniej oglądanym serialem w Ameryce), że stacja zamówiła pełen sezon – 22 odcinki. I co najważniejsze – jest to zupełna „świeżynka”, ABC pokazała dopiero 10 odcinków przed przerwą świąteczną.

    Ja wprawdzie po pilocie nie sięgnęłam po dalsze odcinki - m.in. trochę mnie zniechęca fakt, że przy takiej ich liczbie nie da się uniknąć tzw. zapychaczy (jednak wybitne seriale zwykle nie przekraczają 10-13 odcinków na sezon). Ale słyszałam głosy, że kolejne odcinki miały swoje wzloty i zwykle były lepsze, niż pilot, więc jest to z pewnością dobry „procedural” dla tych, którzy lubią tematykę medyczną.

    Myślałam, że to będzie opłacalna strategia TVP, aby kupować i pokazywać tak świeże rzeczy, które się jeszcze nie opatrzyły w sieci, zwłaszcza, że w Polsce seriale medyczne cieszą się dużą popularnością. I że jeżeli uda się z „Dobrym doktorem”, to będziemy mieli okazję zobaczyć inne, może nawet ciekawsze pozycje. Jednak wygląda na to, że TVP sama sobie strzela sobie w stopę – kupiła hitowy serial, pokazuje o dobrej godzinie, a zupełnie go nie reklamuje.
    A przynajmniej ja nic takiego nie zauważyłam, poza paroma artykułami w sieci, pytałam się więc kilkoro starszych znajomych/krewnych, którzy sporadycznie lub w ogóle nie korzystają z internetu, natomiast oglądają na „Dwójce” serial „Na dobre i na złe” (i inne też), czy cokolwiek wiedzą o emisji „The Good Doctor”. No i nic, zero, nikt nic nie słyszał, a w czwartek zamierzają oglądać „Ojca Mateusza” i panią Jaworowicz...
    Choć może „To nie jest House dla starych ludzi”, jak brzmiał tytuł jednej z internetowych recenzji, to jednak dla kogo TVP emituje ten serial? Młodzi wielbiciele medycznych procedurali już dawno widzieli te 10 odcinków w internecie.
    Zatem czarno widzę wyniki oglądalności...


    Zwiastun:
    www.youtube.com/watch?v=fYlZDTru55g

  • grek.grek 14.12.17, 10:00
    dzięki, Never :]

    świetna zapowiedź !

    TVP chyba mocno sparzyła się na "Mieście skarbów", które miało wyjątkowo słabe recenzje,
    więc próbuje się odkuć, przynajmniej na gruncie jakości proponowanego tytułu :]

    zawsze byłem zdania, że lepie stawiać na seriale kupowane, sprawdzone, które odniosły sukces
    wśród widzów w innych krajach, najlepiej w kilku naraz. Chociaż jak już TVP wpada na taki pomysł, to robi wszystko, zeby go popsuć : "Homeland" kupiła po to, by go pokazywać późno w nocy, na uwagę : po co pokazywac taki serial tak poźno ? ówczesny prezes TVP powiedział, że ma niską oglądalnośc, a to dlatego że wielu widzów już go widziało w sieci. Po co więc kupił ? I od kiedy TVP zajmuje się oglądalnością ? ;]

    Potem to samo, już za obecnego kierownictwa, z "American Crime Story" - jak widać, nieważne jaka władza kogo na stołki sadza, myślenie jest identyczne.

    1 odcinka "Doktora" raczej nie obejrzę dziś, w KUlturze film Truffauta, więc spróbuję zapolować na powtórkę :]

    W Twojej zapowiedzi brzmi naprawdę interesująco, jak odpowiedź albo intrygująca wariacja na temat "House'a", której chyba nie da się uniknąć w takich serialach, bo on w ogole ustawił wiele rzeczy w tej branży. Przed "HOuse'em" modelowa główna postać serialu nie była antybohaterem, teraz właściwie musi nim być, żeby kogoś to zainteresowało. No a jak doktor, to już paralele są wymowne :]

    22 odcinki, to fakt trochę sporo, ale "House" też czasami miał ich po 20, może to kwestia jakości scenariusza, a może państwo od skryptów wpakowali w tę jedną serię wszystko, co mieli, bo po co oszczędzać na drugą, której może nigdy nie być ? ;]

    o yes, dobre seriale zwykle do 12 odcinków, swoją drogą nasze "Dyzma" czy "Lalka", to tylko 7-9, ale za to można oglądać na okrągło :] Ale już Kloss miał chyba 17 albo 21 ?

    nie da się ukryć, że widownia TVP ma raczej inne gusta, dlatego z dobrą oglądalnością utrzymują się wciąz "Mateusz", "Klan", "Barwy szczęśćia" czy "M jak Miłość".

    mam wrażenie jednak, że TVP za dużo uwagi zaczeła przykładać do oglądalności. Ciągle się o nią wykłóca, ciągle się nią chwali, jakby była stacją komercyjną.

    Czekam na pierwszego prezesa TVP, który powie : proszę państwa, jako medium publiczne mamy do wykonania misję, nas nie obchodzą wskaźniki oglądalności, jak chcecie mieć oglądalnośc zamiast ambitnej rozrywki i kultury, to nas sprywatyzujcie.

    MOże dlatego żaden prezes nie odwazył się jeszcze na taki speech, bo z tą ambicją jest średnio ? ;] telenowele i reklamy przez większośc czasu antenowego, to jednak czynniki hamujące podobne wykwity elokwencji ? ;]

    świetna zapowiedź, Never !
    ja się zapisuję na listę chętnych do obejrzenia ! :]
  • mala_ciekawostka 14.12.17, 17:43
    Dzięki za polecenie i za opis. Ja jednak z braku czasu muszę spasować, mam za dużo innych seriali na liście do obejrzenia:)
  • maniaczytania 14.12.17, 18:30
    Dzięki za piękną zapowiedź! Ja oglądam, zwłaszcza, że wielką sympatią darzę odtwórcę głównej roli, którego pamiętam jako wspaniałego Artura z Minimków i ciekawa jestem, jak się rozwinął aktorsko :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 14.12.17, 22:18
    bardzo mi się podobał pierwszy odcinek! Oj dawno nie oglądałam serialu medycznego, a swego czasu je uwielbiałam wprost - "Ostry dyżur", "Dr House", "Chirurdzy".
    Świetny pierwszy odcinek, tylko strasznie, ale to strasznie smutny ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 15.12.17, 09:48
    dobrze, że jest powtórka w nocy - będę próbował :]
  • never_never 15.12.17, 16:17
    ja też się "wychowałam" na tych samych serialach :)))

    ten odcinek rzeczywiście był emocjonujący i emocjonalny
    a co sądzisz o roli Freddie'go?
    możesz ocenić obiektywnie, bo ja za bardzo mam w pamięci niedawną rolę Normana i jego gra kojarzy mi się z tamtym serialem

  • maniaczytania 16.12.17, 19:23
    :)))

    trudno powiedzieć tak po jednym odcinku, ale wydaje mi się, że potencjał, który miał jako dziecko, ten swój specyficzny urok i naturalność wielką zachował jak najbardziej :) Ma wielką zdolność 'porywania' widza, a o to chyba chodzi w aktorstwie ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 16.12.17, 10:13
    yes, 1 odcinek zachęcający.

    widać inspirację "House'em", w znaczeniu : nasz bohater ma być antyhousem ';] też z piętnem inności, ale to ma być inna innośc, sympatyczniejsza.

    już widać, ze tym złym będzie aktualny mistrz złota rączka w szpitalu, który wyraźnie nie lubi młodego sympatycznego doktora - jest to nielubienie od pierwszego wejrzenia.

    dziwi mnie trochę ten zabieg scenariuszowy.

    chłopak ratuje życie dziecku, dwukrotnie : najpierw warunkach polowych na lotnisku, potem, już w szpitalu, stawia diagnozę, o której się złotej rączce i jego kolegom nawet nie śniło - i nadal są wątpliwości, czy go zatrudnić ? aaa ! ;]

    dylemat jest taki : z powodu swojego "feleru" doktor może zarówno być najlepszym lekarzem świata, jak i najgorszą zmorą pacjenta, bo gotów palnąc głupstwo. Dlaczego miałby je palnąć, nie wiadomo.

    co rozwiewa wątpliwości zarządu i zapewnia doktorowi posadę ? - klasyka amerykańskiego filmu : speech ! :]

    ale to sa dopuszczalne ;] chwyty, sama postać doktora z autyzmem i przeszłością, który złotej rączce grzecznie zwraca uwagę na jego "arogancję [czy ona pomaga panu w pracy ? pytam, bo chciałbym się uczyć od pana ?]" - interesująca.

    a przeszłośc istotnie smutna, ale i kluczowa dla jego aktualnych zdolności, co ogólnie prowadzi do interesującego, choć nie nowego wniosku, że czasami zło jest niezbędnym czynnikiem, aby zaistniało dobro.
  • maniaczytania 16.12.17, 19:28
    zgadzam się co do antyhouse'a :) Dokładnie takie samo wrażenie odniosłam!

    No wiesz, mnie ten zabieg nie dziwi - nadal jest bardzo mała wiedza na temat funkcjonowania ludzi z różnymi spektrami autyzmu, więc ta nieufność wydaje się uzasadniona.

    Ciekawy swoją drogą byłby spin-off House'a i Good Doctora :) Jak House odnosiłby się do Shauna? Czy Shaun jego też zapytałby, czy arogancja pomaga w pracy? :)))

    Mnie by przekonało, gdyby do zawodu lekarza skłoniłby go sam przypadek ukochanego królika, naprawdę ta druga sprawa była już za bardzo ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 17.12.17, 10:31
    dzięki, Maniu :]

    zgadzam się z Tobą, nieufnośc jest uzasadniona, bardziej chodziło mi o to, że państwo w filmie
    jakby nietrafnie rozkładali proporcje między nimi, a faktem, ze przed chwilą ten sam człowiek uratował ludzkie życie, ta druga historia jakby wcale większego wrażenia na nich nie robi :]

    a to by było ciekawe, fakt :]

    yes, spiętrzenie nieszczęść zaiste wysokiej rangi.

    a co powiesz o tym, ze po ucieczce z domu rodzice nie szukali obu chłopców ? moim zdaniem, nawet surowy i dośc prymitywny ojciec szukałby swoich synów, gdyby nagle zniknęli, nie mówiąc już o matce, która przecież nie była jak ojciec. A tutaj : zupełna cisza. Wyłączono ich rodzicom naturalny instynkt opiekuńczy ?
  • maniaczytania 17.12.17, 20:39
    ojciec może i by szukał, ale matka możliwe, że nie; może rzeczywiście postąpiła tak, jak mówił młodszy chłopiec - nie będzie nas poszukiwać, bo wie, że tak nam będzie lepiej ... Poza tym wydaje mi się też możliwe, że to trwało kilka dni,, a my nie znamy jeszcze całej historii ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 18.12.17, 09:52
    kupuję to wyjaśnienie, Maniu :]

    aczkolwiek, matka mogłaby ich odnaleźc choćby po to, by wiedzieć, że żyją. Ale - jak
    napisałaś : możliwe, że ta historia ma ciąg dalszy, możliwe że matka będzie próbowała
    odnaleźć doktora teraz ?
  • grek.grek 14.12.17, 11:15
    przegląd filmów Francoisa Truffauta - odsłona druga [TVP jeszcze się trzyma ! ';)]

    Siostro, czy znasz ten film ?

    no proszę, okazuje się ze po "400 batach" Truffaut kontynuował historię Antoine'a Doinela.
    "Skradzione pocałunki", to trzeci film z tym bohaterem. I co ciekawe nadal z tym samym
    aktorem Jeanem-Pierrem Leaudem.

    "400 batów" kończą się niezapomnianą sceną niezapomnianego biegu Antoine'a nad morze.

    w "Pocałunkach" jest on już po wojsku, to znaczy : wyrzucono go z niego ;] Wraca do Paryża, spotyka swoją dziewczynę, znajduje pracę - w hotelu, a potem zapewne będzie to szło w zgodzie z duchem oryginału, bo "400 batów" to tytuł ponoć źle przetłumaczony z francuskiego, znacznie lepszy wariant brzmiałby : "Z deszczu pod rynnę" :]

    I takie zapewne musi być całe życie Antoine'a, więc i "Pocałunki" takze ? ;]


  • siostra_bronte 14.12.17, 14:01
    Dawno temu widziałam kawałek, ale nie mam pojęcia dlaczego nie obejrzałam go do końca. Chyba byłam zaskoczona, że to komedia :)

    Tak, potem Truffaut zrobił jeszcze "Uciekającą miłość" z tym samym bohaterem.

    Oczywiście oglądam!

  • grek.grek 14.12.17, 16:17
    dzięki, Siostro :]

    bardzo jestem ciekaw tego filmu, "400 batów", to było dla mnie odkrycie filmowe : bohater, styl, wymowa - wszystko :]

    jeśli "Pocałunki" choć częściowo odtwarzaja tamte znaczenia i nastroje - musi być dobrze !

    oglądamy ! :]
  • grek.grek 15.12.17, 10:21
    Jakie wrażenia, Siostro ?

    Czcigodni ?

    wg mnie - dobra kontynuacja "400 batów", Antoine jest sensownie - rzec by można : kontynuowany, jako postać. Mają 20-parę lat posiada w sobie jakąs taką dziecięcą niewinność i ten rodzaj niewymuszonej nonszalancji, którą miał jako dziecko w oryginalnym filmie.

    Jean Pierre Leaud świetnie gra za pomocą minimalnej ekspresji, niewiele wyjaśnia, po prostu działa, jak w tej scenie w domu publicznym : idzie z jedną dziewczynę do pokoju, ale ona marudzi : tu nie całuj, tu nie dotykaj, bluzki nie zdejmę, wiec zostawia ją bez słowa, zbiega po schodach, znajduje inną, zamyka się z nią w pokoju. Jakby biegał od półki do półki na zakupach, co brzmi może niefortunnie w kontekście okoliczności, ale chodzi mi tylko o ekspresję, o sposób w jaki on to robi.

    Jest Balzak oczywiście, do którego powieści odnosi się Antoine w liście do Fabienne. Balzak, którym zaczytywał się jako dziecko w "400 batach" i dla którego postawił kapliczkę w swoim mieszkaniu. Potem spłonęła w fatalnych okolicznościach, jesli mnie pamięć nie zawodzi.

    W "400 batach" Antoine'a spotykają rózne nieprzyjemności, ale nigdy się im nie poddaje, nigdy nie narzeka, nigdy nie kwęka. "Z deszczu pod rynnę" wpada, otrząsa się i idzie dalej, jakby dziecięca pamięć nie mogła długo nosić uraz i żalów, które żyją krótko, bo za chwilę znów coś się dzieje i pochłania właściciela bez reszty, wymazuje niedawne przykrości.

    Tutaj też jest ten motyw : z wojska go wyrzucają, a generał serwuje mu speech ilustrujący spodziewane opłakane konsekwencje tej sytuacji [Antoine słucha go z coraz większym rozbawieniem], pracę w hotelu traci w trymiga, detektywem jest koszmarnie beznadziejnym [sposób w jaki śledzi ludzi na ulicach jest przekomiczny !] i przyznając się do romansu z Fabienne prosi się o awanturę z szefem i oczywiste wymówienie... klapa goni klapę, do 400 batów, czyli nieudanych gagów/momentów/akcji dołącza kolejne.

    ROmans też wychodzi jakiś taki chwilowy, ale za to w okolicznościach wyjątkowych :] No i na końcu jednak zostaje z Christine, która dziwnie kluczy przez cały film, wymyka się, nie chce się z nim spotykać, nie oddaje pocałunku, jakby cos przed nim ukrywała, może to że wcale go nie kocha ?

    A ten nieznajomy mężczyzna w ostatniej scenie, który z głupia frant wyznaje Christine miłość ? Kto to jest ? Mam wrażenie, ze to jakaś zapowiedź Antoine'a za 20 lat. Tylko on mógłby coś takiego zrobić, chociaż... w Paryżu może być takich oryginalnych egzemplarzy więcej ;]

    Kapitalna scena w hotelowym pokoju : zdradzany mąz nakrywa żonę z kochankiem, kochanek chowa sie pod kołdrę, a mąż zaczyna demolować otoczenie : zaciekle drze bieliznę żony, a detektyw [który nakrył kochanków] podpowiada : wazon ! wazon ! Podaje mu wazon, a mąż zamiast go rozwalić o ścianę - wyciąga kwiatki i rzuca nimi w żonę ;] Wazon rozbija dopiero po chwili, pouczony przez detektywa co i jak :]

    Sztuczka ze sznurkami na scenie kabaretu - rewelacja !

    Fikcyjny egzamin na pakowacza ! - haha :]

    I sam właściciel sklepu - przychodzi do agencji detektywistycznej, żeby przeprowadziła śledztwo i dowiedziała się... "dlaczego ludzie mnie nie lubią" ;] I to uzasadnienie : "Czuje, ze jestem nielubiany, ale nie wiem przez kogo" ;]

    Antoine musi zdać ten egzamin - mimo że pakować towar umie równie dobrze, co śledzić ludzi na ulicy - żeby nie budząc podejrzeń móc codziennie podsłuchiwać rozmowy pracowników sklepu, podejrzanych o "nielubienie właściciela", ale zamiast pracować - kocha się w żonie właściciela. Swoje robocze raporty sprawozdaje przez telefon sekretarce : kiedy zostaje zapytany o żonę właściciela zaczyna ją opisywac jakby tworzyl poetycki pean na cześć jej urody, więc sekretarka upomina go : "TO ma być raport, a nie manifest miłosny !" :]

    A o co chodziło w scenie przed lustrem, kiedy naprzemiennie powtarza imię i nazwisko Fabienne, potem Christine, a później własne ? No to dopiero intrygujące, nieprawdaż ? :] Ćwiczył akcent czy co ? ;]

    Oko TRuffauta do kobiet - wyborne : Claude Jade/Christine, Delphine Seyrig/Fabienne, dziewczyna ze sklepu, sekretarka w zielonym/pomarańczowym : wszystkie rewelacyjne :]

    I Paryż z 68 roku.

    I faktycznie, jak powiedzieli panowie w rozmowie przed filmem, ani słowa o pamiętnych wydarzeniach tamtego roku.

    Jakoś zresztą nie wyobrażam sobie Antoine'a w roli politycznego agitatora. Jest postacią
    zbyt osobną, by szukać spełnienia w takiej roli.

  • siostra_bronte 15.12.17, 15:30
    Dzięki, Greku :)

    Przyznam, że jestem trochę zawiedziona!

    Owszem, sympatyczny, lekki film, ale jednak błahy i trochę o niczym. Ma zabawne momenty (egzamin na pakowacza, Antoine nieporadnie śledzący swoje ofiary, sceny w biurze), ale jest ich za mało, żeby określić go jako prawdziwą komedię.

    Główny bohater jakiś niewyraźny, bez właściwości, co zapewne było zamierzone, ale stworzyło dystans. Trudno powiedzieć co czuł czy myślał. Raczej figura niż prawdziwy człowiek.

    Na plus piękne panie, zwłaszcza Delphine Seyring i znakomita rola drugoplanowa Michaela Lonsdale'a. Ciekawe, że oboje spotkają się kilka lat później w "Dniu szakala". I oczywiście Paryż w tle.

    Nic nie poradzę, Greku :)
  • grek.grek 15.12.17, 17:59
    :]

    w istocie, Siostro, wydaje mi się, że mogli wybrać jednak "400 batów", które o
    Antoine' mówi znacznie więcej i znacznie ciekawszym językiem filmowym.

    kontynuacja niezła, ale oryginał to oryginał ":]

    myślę, że chodziło tutaj o dalszą drogę bohatera, chyba sam reżyser, mający do tej
    postaci osobisty stosunek, musiał to zrobić dla własnego spokoju ducha ;]

    o yes ! :]

    dzięki, Siostro :]

  • grek.grek 14.12.17, 16:29
    jeden z niezawodnych polsatowskich hitów, czyli takie coś, co stacja raz na 3 miesiące pokazać
    musi, choćby się paliło i żabami biło ;]

    ale ma to swoje zalety, bo raz na 2 lata zawsze można wrócić do przysłowiowego "Azylu", zwłaszcza gdy okazji nie brakuje :].

    noc, sceneria pustego domiszcza w centrum Nowego Jorku, za oknami wiatr i burza, a w środku trzech złodziei kontra samotna kobieta z chorą córką.

    tak się mówi, ale mając do dyspozycji tak ograniczoną przestrzeń trzeba dobrego scenariusza, by trzymał widzów w oczekiwaniu i uwadze przez 2 godziny. "Azylowi" to sie udaje. I to w Polsacie co 3 miesiące ;]

    błogosławieni, którzy jeszcze "Azylu" nie widzieli, albowiem dziś dostąpią :] a serio : dobry thriller, profesjonalna robota w wykonaniu sprawdzonego zespołu weteranów znających wszystkie sztuczki.

    jesli na planie spotykają się reżyser "Siedem", lokomotywa aktorska "Milczenia owiec" i scenarzysta... "Parku Jurajskiego", to nie ma mowy, aby wspólnie nie poczęli czegoś, co ma ręce i nogi ! ;]


  • mala_ciekawostka 14.12.17, 16:52
    Widziałam!:) Fajny, wciągający film:)
  • grek.grek 15.12.17, 09:43
    otóż to, Mała Ciekawostko :]
  • siostra_bronte 15.12.17, 10:12
    Przypominam, jutro w Super Polsacie o 11.35.

    Nie wiem co mogę jeszcze napisać o tym filmie. Absolutne arcydzieło. Film "większy niż kino". Tworzący swój własny świat. Wykraczający poza wszelkie schematy. Jest jak sen, fantasmagoria. To po prostu czysta magia kina!!

    Życzę niezapomnianych wrażeń!!!!
  • grek.grek 15.12.17, 10:25
    dzięki, Siostro ! :]

    pamiętam Twoją recenzję, teraz tak znakomite zapowiedzi i rekomendacje - nie
    może być inaczej : oglądam ! :]
  • siostra_bronte 15.12.17, 15:25
    Cieszę się bardzo :)

    Obiecuję Ci, Greku, że "Rękopis..." pozostawi Cię w stanie zachwytu i osłupienia :) Że TAKI film w ogóle udało się zrobić i to w tak perfekcyjny sposób.

    Liczę też na drogie forumowiczki :)
  • never_never 15.12.17, 16:27
    czując się wywołana do tablicy (bo nie wiem, czy "droga", ale forumowiczka na pół gwizdka raczej tak...;)
    przyznaję, że "Rękopis..." widziałam na tyle dawno temu, że z pewnością należałoby zobaczyć go powtórnie, ale pora emisji jest dla mnie absolutnie nieakceptowalna, niestety
    już bardziej pasowałaby mi ciemna noc...:(
    ale na pewno przeczytam Wasze opisy, wrażenia, zachwyty... :)



  • siostra_bronte 15.12.17, 20:23
    :)

    No niestety, pora rzeczywiście fatalna.
  • grek.grek 15.12.17, 17:54
    :]

    dzięki, Siostro, czekam na seans w najwyższym zaintrygowaniu ! :]

    ja też ! :]
  • siostra_bronte 16.12.17, 11:31
    Już za chwilę...

    Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń, Greku!

    Widziałam "Rękopis..." 5-6 razy, w tym raz w kinie, ale za każdym razem to wspaniała, niezapomniana przygoda. Jakbym go oglądała po raz pierwszy!

    Jest tu tyle tropów, wątków, możliwych interpretacji, że jeden seans to absolutnie za mało. To labirynt, z którego chyba nie ma wyjścia. Za każdym razem odkrywa się coś nowego.

    Życzę wspaniałych wrażeń, Greku!
  • siostra_bronte 16.12.17, 15:39
    Greku, żyjesz?? :)
  • grek.grek 16.12.17, 15:42
    ledwie, ledwie, Siostro ;]]

    żartuję.
    żyję, że hej ! :]

    zaraz zabieram się do napisania o "Rękopisie..." :]
  • grek.grek 16.12.17, 16:34
    Siostro, wrażenia są absolutnie znakomite ! atmosfera tego filmu wypełniła mi rzeczywistość
    i mam nadzieję, ze pozostanie przynajmniej do jutra :]]

    Właściwie nie wiem od czego zacząć, bo podobało mi się oraz urzekło mnie wszystko.

    Nawet te czaszki, wisielcy, sępy, węże i impodobne obrazki ;]

    zmysł kompozycj kadru i wyobraźnia Hasa są niezmierzone ! Jak w polskich realiach roku '64
    stworzyć łudząco podobne do oryginałów hiszpańskie miasteczko, z dokładnie odmalowanymi szczególami ? to jest wyczyn. A te sceny plenerowe, skały - znaleźć takie miejscówki, to jeszcze nic, ale filmować to wiarygodnie - tu już objawia się mistrzostwo.

    Park, w ktorym młody senor Soares spotyka pannę Moro - poezja. Chętnie bym tam dyskretnie zamieszkał, tak od kwietnia do września, hehe ;]

    A wystroj wnętrza zamku Kabalisty ? Miniatury krokodyla i rekina zawieszone na nitkach pod sufitem, pokaźne regały z ksiązkami, klepsydra, meble, globus, księga na stojaku, wisząca ozdobna waza, malunki na scianach, sprzęty laboratoryjne, wchodzi się szerokimi schodami z dołu, a są też i schody na górę. Oraz ozdobne poręcze i balustrady. Chętnie bym się tam natychmiast wprowadził, powiedzmy od marca do kwietnia, a potem od października do grudnia - bo wiosna i lato w parku ;]] Naprawdę wspaniałe przestrzenie filmowe. Doskonale wyreżyserowane.

    Stroje , charakteryzacja, te wszystkie mniej lub bardziej bujne i zakręcone peruki - rewelacyjnie przygotowane rekwizytorium, a aktorzy noszą je z niesłychanym wdziękiem. Podobne jak te sztuczne wąsy, bródki, a aktorki - dekolty i suknie, chociaż najkorzystniej wypadają dziewczyny bez tych udziwnien, czyli sąsiadki młodego senora Soaresa ;]

    Nie wyobrażam sobie tego filmu w kolorze, mam nadzieję że nikt nie wpadnie na to, by go kiedyś pomalować. Byłaby to zbrodnia. Czarno-biały prezentuje się perfekcyjnie.

    No a fabuła... ileż tam historii. Jedna z drugiej wyrasta, rodzi trzecią, a z tej dwie nowe powstają. A wszystkie świetne i wciągające. Już ta pierwsza jest znakomita, kiedy rękopis znajduje zołnierz walczących w mieście wrogich wojsk. Zasiada do oglądania i czytania, zapomina o całym świecie, a dołącza do niego za moment oficer przeciwnej drużyny, też raz dwa puszczający w niepamięć, ze powinien swojego wroga raczej zaaresztować niż z nim wspólnie pochłaniać literaturę :]

    I o cóż mogło w tej całej historii chodzić ? Finał jest wielce zagadkowy, jak dla mnie. Najpierw Alfons zostaje poinformowany, ze wmanerwowano go w tej spotkania i przygody, by sprawdzić jego honor i godnośc jako ostatniemu z dumnego rodu, potem nagle wypija jakiś płyn, widzi samego siebie idącego z dwiema kochankami na pustynię, ale jego alter ego wraca, by po chwili Alfons znów obudził się u podnoża skały wśród czaszek. Spał ? Skąd więc wziął ksiegę, we śnie ? podarowaną przez szejka/mnicha ? W zajeździe ponownie spotyka te same dwie kochanki, znów w scenie symbolicznej, na patio przy wiszącym lustrze. POrzuca je, ciska księgę w kąt i z rechotem histerycznym co koń wyskoczy pędzi ku skałom z wyraźnie zarysowanymi szubienicami, na których wiszą bracia Soto, którzy wszelako mieli być podstawieni, a nawet w tej "podstawce" nie mieli być martwi ? Zupełny mętlik ;]

    Za dużo ogólnych wrażeń, chyba, żebym teraz mógł to poskładać, o ile w ogóle miałbym do tego głowę ;]

    Spojrzenia wymieniane przez bohaterów, których spotyka Alfons, wymowne zachowania [np inkwizytorów], rozmowy Kabalisty z Rebeką dobitnie wskazywały, że faktycznie Alfons przebywa w świecie inscenizowanym.

    Cały czas mowa jest o duchach, strachach, diabłach, które w każdej opowieści okazują się historiami o ludzkich komediach, przypadkach i zwykłym zabobonie, który nie musi się wysilać, by człowieka skołować, bo ten wierzy w nonsensy sam z siebie, tak... z ducha epoki ;]

    Ale istnieje też inna możliwość : skoro "największym sukcesem diabła jest to, ze przekonał świat, że wcale go nie ma" - może to faktycznie jakaś uknuta przez złe moce historia celem zdobycia duszy Alfonsa ?

    Z opowieści wynika bowiem, ze jego matka jest wysłanniczką diabła albo diabłem we własnej osobie. Jego ranny i spragniony ojciec wyraża przecież życzenie : "Oddam duszę za kroplę wody" i jak rusz na te słowa zza skał wychodzi urodziwa dziewczyna w stylizacji "egipskiej" z dzbanem wody. ZOstała później jego żoną, a z tego związku narodzil się Alfons. KIm więc jest Alfons ? Aż strach powiedzieć na głos ! ;]

    Opętany Pacheco jest wszelako przekomiczny w swoim udawaniu, i wywiera jednak jakiś wpływ na Alfonsa, zwłaszcza ze jego historia zdaje się być niezwykle podobna do tej, którą sam Alfons przeżył; mąz Frasquity bojący się zwykłe "uuu !" też jest niezły, bo przecież boi się nie ducha, ale własnego sumienia, a koniec końców pada ofiara własnej zazdrości o żonę, knowań i lęku przed zemstą z zaświatów.

    świetna jest opowieść o kupcu Soaresie procesującym się o to, by szlachcic Moro przyjał od niego 2 miliony ichnich złotych, ktorych szlachcic ten wspanialomyślnie sie zrzekł na korzyśc kupca. Dla Soaresa to obraza majestatu :]

    Historia don Torresa bawi do łez. Wskutek pomyłki i przypadku jest przekonany, ze nawiedza go duch zmarłego przyjaciela, i usłyszawszy ze istnieje czyścieć,wdziewa włosienicę i z hulaki oraz rozpustnika zostaje pokutnikiem. Lezy krzyżem na schodach przed kościołem, ale kiedy tylko jego zacny sługa Avadoro wyjaśnia mu nieporozumienie - momentalnie, z ulgą stwierdza "koniec pokuty" i wraca do normalnego życia ;] Oczwyiście, za chwilę znów podejmuje pokutniczy trud, znow wskutek fatalnej pomyłki, tym razem zaczyna od okładania się po plecach wiechciem badyli, które kiedyś były powojami na ścianie :]

    Postać bezczelnego gaduły Busquerosa - rewelacyjna ! Tak sie przykleić do naiwnego syna boagtego kupca, tak nim zawładnąć, tak się wpleśc, tak się nie dać oderwać nawet siłą i szpadą - to prostu rekord świaa :] NO i doprowadza przecież do ślubu Lopesa z donną Moro, a zwaśnionych ojców do zgody. Jakże pięknie z jego strony.

    Równie świetny jest Avadoro, żebrak, który zachowuje się z wielkopańskim gestem, bo "moje żebractwo jest zrządzeniem losu, nie zależy od szlachectwa urodzenia". Zostaje zresztą cyganem i prowadzi swój wesoły tabor, nie szczędząc gościom zamku Kabalisty opowieści.

    A ta gitarra hisszpańska ciagle w tle ? Jaki nadaje rytm i styl całej historii :] A te dźwięki, mające niepokoić, które przypominają głuche echo, gdzies w tle, oddające lęki bohaterów, zwłaszcza Alfonsa, albo podbijające bębenek niesamowitości ? Znakomite :]

    No i Velasquez, szlachcic racjonalista, piewca rozumu ? świetna postać.

    A maska, w którą zakuty zostaje Alfons, przez co nie widzi dokładnie jakie przedstawienie odgrywają bracia Soto i inkwizytorzy ? ci pierwsi "wyciągają go" z łap tych drugich, a walka wygląda na zabawną komedię.

    Komu zależy na tym, by Alfons uwierzył, ze diabła nie ma, wiara w duchy została ośmieszona, a triumfował racjonalizm ? :]

    I czy cel zostaje osiagnięty ? Moze Alfons w końcu odkrywa, że infomacja o inscenizacji całej historii też była inscenizacją ?

    Wspaniałe role aktorskie mozna chyba wyliczać bez końca : Holoubek/Velasquez, Niemczyk/Avadoro, Kobiela/Torres, Pieczka/Pacheco, rewelacyjny Maklakiewicz/Busqueros, Pawlikowski/Kabalista, Kłosiński/mąz Frasquity, no i równie świetna kobieca drużyna : Czyżewska/Frasquita, Raksa/Inezilia, Jadwiga Krawczyk/donna Moro, Iga Cembrzyńska/Emina.

    oraz Zbigniew Cybulski, jak zawsze kapitalny, naturalny, a jednocześnie idealny rozumiejący i wygrywający konwencję.

    wybitny film.

    I do oglądania :] Jak powiedziałaś : wielokrotnego i nieustannego :]

    dzięki, Siostro, za doskonałą rekomendację, jak zawsze niezawodną :] świetny seans, świetna atmosfera :} Z takich filmow nie chce się "wychodzić" :]

    Jaką symbolikę miały cykliczne przebudzenia Alfonsa
  • grek.grek 16.12.17, 16:45
    PS : i język ! wspaniały język, którym posługują się bohaterowie, a aktorzy władają z gracją i naturalnością, archaiczny być może, ale jakże odświeżający i wytworny na tle tej współczesnej polszczyzny filmowej :]

    I z jaką klasą odnoszą sie do siebei pojedynkujący się ojciec Alfonsa i jego przeciwnik oderwany własnie od obiadu, kiedy to przyczyną zwady staje się... wypadek drogowy ;]

    Przeciwnik rani van Wordena, a ten przeprasza go za fatygę, za co tamten rewanżuje mu się troskliwy pytaniem, czy może wyjąc szpadę z jego piersi, bo zamierza udać się na posiłek, który "miejmy nadzieję jeszcze nie wystygł". Cóż za galanteria i ogłada, całkiem serio i bez cienia ironii :]

    Przypomniała mi się jeszcze scena, w której młody Alfons słyszy jak ojciec dyktuje skrybie swoją opowieść o walce z... kościotrupami. 150 pojedynków na koncie i jeszcze musi zmyślać, ech ! ;]
  • mala_ciekawostka 16.12.17, 16:49
    Dzięki za opis filmu i opis wrażeń Greku:)! Ja niestety wiedziałam, że mogłabym oglądać tylko do ok. 12:30 dlatego wolałam w ogóle nie zaczynać. Kiedyś NA PEWNO I NA 100% go zobaczę w całości i też napiszę o swoich wrażeniach:)
  • grek.grek 17.12.17, 10:03
    dzięki, Mała Ciekawostko :]

    szkoda, że tym razem nie miałaś możliwości obejrzeć, ale - trzymam/y za słowo, że obejrzysz
    wkrótce :]

    świetna zapowiedź ! będę/będziemy wyglądać Twojej recenzji ! :]
  • mala_ciekawostka 17.12.17, 10:41
    Dzięki:)
  • grek.grek 17.12.17, 11:41
    dzięki również, Mała Ciekawostko :]
  • siostra_bronte 16.12.17, 17:35
    Dzięki, Greku :)

    Znakomity opis! Aż się dziwię, że tak szybko wszystko ogarnąłeś! :)

    Fabuła faktycznie jest niezwykle pokręcona. Najpierw wspomniani przez Ciebie żołnierze znajdują księgę z historią Alfonsa. Tak ich wciąga, że zapominają, że są wrogami i trwa bitwa. "Jesteśmy otoczeni! Co robić" woła wojak. "Zamknij drzwi, bo jest przeciąg" odpowiada dowódca :) I to on rozpoznaje, że księga opisuje losy jego dziadka.

    No, a potem mamy historię Alfonsa, zmierzającego do Madrytu przez niebezpieczne, nawiedzone ponoć przez duchy, góry. Alfons spotyka kolejnych ludzi, każdy z nich opowiada kolejną historię, a w niej ktoś opowiada kolejną. I w pewnym momencie już nie wiadomo kto zaczął, ale to wcale nie przeszkadza :)

    No właśnie, na końcu wydaje się, że to wszystko była ukartowane przez szejka Gomezów, aby sprawdzić odwagę i honor Alfonsa. Zresztą wcześniej można było to zauważyć, choćby w scenie "odbijania" Alfonsa z rąk inkwizycji, gdzie walka była raczej miarkowana :) No i w scenie w zamku kabalisty, gdy ten macha nieznacznie do skradających się "inkwizytorów", żeby się wycofali :))

    Tyle, że po rozmowie z szejkiem i dwiema księżniczkami Alfons budzi się, w tym samym miejscu co zwykle :) I tak, to wszystko mógł być tylko sen. Ale właśnie, przecież ma ze sobą księgę, w której opisano jego losy. Skąd się wzięła? Tę samą księgę porzuci w gospodzie, a potem po latach znajdą ją żołnierze z oblężonej Saragossy. Kto ją w końcu napisał? Nie znajduję odpowiedzi na te pytanie. Ale może wcale jej nie ma?

    W finałowej scenie Alfons pisząc jeszcze coś w tej księdze, zachowuje się jak niespełna rozumu. Widzi znowu obie księżniczki, wyrzuca księgę i rusza przed siebie. Wygląda na to, że kompletnie oszalał. Pomieszał fikcję i rzeczywistość. Choć może to tylko moja interpretacja.

    Historie wysnuwające się jedna z drugiej, powracające sceny, wątki łączące się ze sobą dopiero po jakimś czasie - konstrukcja filmu jest jak labirynt, w którym można zabłądzić. Z pewnością to film do wielokrotnego oglądania i odkrywania wciąż czegoś nowego.

    Te kolejne przebudzenia Alfonsa pod szubienicą i powroty do gospody, są niepokojące, jakby bohater zapętlił się w czasie. Niesamowite sceny, ale nie potrafię ich do końca rozszyfrować :) A przecież okazuje się, że to wszystko był sen. No ale znowu, skąd ta księga? :)

    Strona wizualna fantastyczna. Piękne, czarno-białe zdjęcia Mieczysława Jahody. Ileż tu się dzieje w każdym kadrze! Ileż szczegółów, bibelotów, obrazów, naczyń itd. Wystrój wnętrz niesamowity.

    O aktorstwie już nie będę pisać. Rewelacyjna obsada.

    A, ten park z opowieści Soaresa jest we Wrocławiu, przy Hali Tysiąclecia :)

    Miło mi, Greku :) O zdecydowanie, "Rękopis..." zostaje w głowie na długo!




  • siostra_bronte 16.12.17, 19:06
    A może jednak to nie był sen i wszystko wydarzyło się naprawdę? :)
  • grek.grek 17.12.17, 10:26
    wszystkie interpretacje są możliwe, takie mam wrażenie, Siostro :]

    zauważyłem, ze "Rękopis" określany jest jako powieść "surrealistyczna", no i sam Has chyba
    lubował sie w przesuwaniu granicy pomiędzy widzialnym, a wymarzonym ?, więc mozę jednak
    z tym snem coś jest na rzeczy ? a może, właśnie !, jest on tylko pułapką i chodzi o to by ją ominąć ? ;]
  • grek.grek 17.12.17, 10:23
    dzięki, Siostro ! dzięki ! :]

    o, narracja jest klarowna, spodziewałem się większego galimatiasu, chociaż nie podjąłbym się
    odtworzenia : która opowieśc z której, do której, przez którą... musiałbym jednak to rozpisać ;]

    yes, ten "przeciąg" był kapitalną puentą :]

    zaraz po tym oświadczeniu i wyjaśnieniu, szejk i całe otoczenia znika. Moze to dalsza częśc testu ? A może ten napój, który podano Alfonsowi ma moc wymazywania zdarzeń z pamięci ? Albo istotnie uśpił go i kilka następnych scen, to jego marzenia senne ?

    otóż to, Siostro. może tylko pierwsza scena jest prawdziwa, a cała reszta to sen ?, bo już ta wystrzałowa komnata w głębi gospody wiejskiej, z czekającymi tam księżniczkami, wydała mi się dośc podejrzanie fantazyjna ;]

    A moze Alfons jest tylko bohaterem utworu literackiego, czyjejś fantazji, tak jak i cała reszta ? jego losy nie muszą więc podlegać prawom logiki, bo autor może nimi żonglować dowolnie, jak chce i jak mu wygodnie ? :]

    yes :] ta finałowa scena zupełnie wytrącająca jest, bo co on takiego odkrył nagle ?

    A może toczy się tutaj także gra o duszę Alfonsa ? diabeł nawraca go na racjonalizm, przekonując tym samym, że jego samego nie ma, a wszelkie zło i sytuacje irracjonalne można wytłumaczyć działaniem człowieka - i dochodzi do opętania ? Może ta ostatnia sekwencja
    dowodzi, że cel został osiagnięty ?

    Alfons pędzi ku widocznym na horyzoncie szubienicom. Czyżby chciał się przyłączyć do wisielców ? lecz - dlaczego ?

    to prawda, Siostro, historie są czytelne, ale połączenia między nimi, symbolika i znaczenie w kontekście ostatecznych ustaleń - trudne do ustalenia po jednym seansie :]

    absolutnie tak ! Jerzy Has i jego operator dokonują tutaj mistrzowskich wyczynów. Nie dziwi wcale, ze "Rękopis" ma tak wielu oddanych miłośników na Zachodzie. chyba nie mniej niż w samej Polsce :]

    znakomite aktorskie role, ale także : jakie trafne decyzje obsadowe, nieprawdaż ? np. Kobiela jako don Torres, Maklakiewicz - Busqueros, albo Pawlikowski do roli Kabalisty, obsadzeni niby po tzw warunkach, a przecież olśniewająco idealnie :]

    o, proszę ! świetna informacja ! :]

    dzięki, Siostro, raz jeszcze ! znakomita rekomendacja w Twoim wykonaniu i autorytetem
    Twoim wsparta - nie mogłem nie obejrzeć ! :]

    mam na to nadzieję :]




  • siostra_bronte 17.12.17, 11:09
    :)

    Też myślałam o tym, że Alfons może być tylko postacią literacką. Przecież w księdze opisano jego losy :) Ale jeden z tych dwóch żołnierzy powiedział, że opisuje losy jego dziadka, więc musiał istnieć naprawdę?

    Podobno w niektórych zagranicznych wydaniach dvd jest rozpiska, kto komu opowiada jaką historię :) Gdzieś doczytałam, że film ma 6 poziomów narracyjnych. Pierwszy to ten z 2 żołnierzami, potem losy Alfonsa itd...

    Ciekawe, że na końcu historia nie wraca do punktu wyjścia, do owych żołnierzy czytających księgę...

    O, ja myślę, że "Rękopis..." jest bardziej doceniany za granicą niż u nas!

    Dzięki, Greku :)
  • siostra_bronte 17.12.17, 11:11
    W wikipedii znalazłam rozpiskę :)

    pl.wikipedia.org/wiki/R%C4%99kopis_znaleziony_w_Saragossie_(film)#/media/File:Kto_co_komu_opowiada_w_filmie_rekopis_znaleziony_w_saragossie.svg
  • grek.grek 17.12.17, 11:47
    dzięki, Siostro ! cenna pomoc naukowa :]
  • grek.grek 17.12.17, 11:46
    :]

    to prawda.
    zauwazyłaś, że ojciec Alfonsa w pewnym momencie dyktuje swojemu skrybie własne przygody do zapisania ? m.in opowiada o walce z... kościotrupami.

    Moze historia ALfonsa też jest, jak to celnie zauwazyłaś, wymieszaniem fikcji z rzeczywistością, może tak w ogole wygląda stan ludzkiej pamięci, nie wiemy po latach, co było prawdą, a co nie, a jesli prawdą, to jak wyglądały szczegóły. Może i trochę o to tutaj chodzi ?

    fakt ! historia płynie.

    też mi się tak wydaje, Siostro :]

    chociaż, niedawno była prestiżowa ankieta "12 filmów na 120 lecie kina" i w kat. filmów polskich "Rękopis" był drugi, tuż za "Ziemią obiecaną", a przed "Popiołem i diamentem". Pytanie : na ile przyczyniło się do tego reklamowanie go właśnie zagranicą ? ;]

    cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]


  • grek.grek 15.12.17, 10:30
    film Abbasa Kiarostamiego.

    po Teheranie chodzi mężczyzna, próbuje znaleźć kogoś, kto - za opłatą ... zasypałby jego grób,
    po tym jak on popełni samobójstwo.

    kolejni kandydaci odmawiają tłumacząc się w różnoraki sposób.

    następny, pracownik Muzeum Historii Naturalnej, wdaje się w polemikę z bohaterem i próbuje go przekonać, że życie jest warte zachodu i ma swoje niezawodne piękno zawarte w otaczającym ich świecie, w naturze.

    Złota Palma w 1997 roku.

    brzmi co najmniej interesująco !
  • siostra_bronte 15.12.17, 15:20
    Widziałam!

    Ciekawy, refleksyjny film. Choć czasem akcja snuje się zbyt wolno. No i zupełnie nie zgadzam się z puentą filmu :)

    Na pewno warto zobaczyć.
  • grek.grek 15.12.17, 17:49
    dzięki, Siostro :]

    mam nadzieję obejrzeć :]
  • grek.grek 16.12.17, 10:56
    racja, Siostro :]

    To taki film, który gdyby był nowelą 40-minutową też by był świetny, a może dla części widzów bardziej przystępny.

    Ale mnie się wydaje, ze w wersji blisko 100 minutowej - też się sprawdza i jest to duże osiagnięcie reżyserskie.

    już sam początek, który trwa dobry kwadrans, a właściwie cały czas widzimy mężczyznę jeżdzącego wolno autem po mieście - budzi najwyższe zaciekawienie. Dlaczego przygląda się innym, kogo szuka, o co mu chodzi ?

    Oczywiście, czytaliśmy zajawkę i wiemy, ale gdybyśmy nie wiedzieli - ten wstęp byłby kapitalnie wciągający, mimo swojej pozornej dłużyzny i przeciągania w nieskończonośc momentu wyjaśnienia motywów bohatera.

    Zresztą, kiedy znajduje odpowiedniego człowieka - nadal nie dowiadujemy się z ekranu, o co chodzi ? Wiezie go za miasto, mówi ze mu zapłaci za usługę, skojarzenia seksualne odpadają, bo to nie ten adres kinowy, a więc zainteresowanie rośnie proporcjonalnie do wydłużania czasu tej samochodowej jazdy w jakieś ostępy podmiejskie.

    A potem już wiadomo : pan Badii, człowiek zamożony, chce by ktoś udzielił mu ostatniej posługi. Chce się otruć środkami nasennymi, położyć w dole wykopanym za miastem, i trzeba zaufanego człowieka, który przyjdzie w to miejsce z samego rana, najpierw zawoła go dwa razy, na wszelki wypadek, a w razie braku odpowiedzi zasypie zwłoki ziemią. I dostanie za to 200 tys ichnich złotych, czekać będą w zaparkowanym nieopodal samochodzie. Sredni dzienny zarobek robotnika to pewnie jakiś tysiąc. MNóstwo forsy.

    Najpierw Badii wypatruje młodego żołnierza, Kurda. Ten odmawia, na nic odwoływanie się do odwagi kurdyjskich bojownikow. Nie i już. A nawet ucieka w pole. Tak na niego podziałała propozycja. Nie zwyciężyła w nim żądza pieniądza, mimo że jest biedny. Pan Badii nie znajduje zatem pomocnika, ale dostajemy informację, że w tym kraju ludzie nie zrobią wszystkiego dla kasy. TO pochlebna recenzja.

    U nas pan Badii nie musiałby długo szukać, takie mam wrażenie.

    Drugi, młody student teologii, też odmawia, bo Bóg zabrania odbierać sobie życie samemu. Nie pozwala i kropka. On również jest w potrzebie finansowej, żeby opłacić studia i jeszcze pomóc rodzinie, musi zasuwać jako robotnik. I również nie godzi się złamać własnych zasad w zamian za świetną kasę.

    Pan Badii jest więc w kropce.

    Następny kandydat zjawia się w aucie pana Badiiego w taki sposób, ze nie wiemy, kiedy do tego doszło. Tym razem widzimy w oddali znajome auto i słyszymy z offu rozmowę. Mówi ten drugi, pan Bagheri [nazywa się tak samo jak grający go aktor, co sugeruje niedwuznacznie, ze mamy
    do czynienia z amatorem].

    Przyjmuje propozycję Badiiego, ale nie ot tak sobie, przeciwnie : zaczyna do niego mówić i klarować, że śmierć niczego nie rozwiązuje. MOże i daje ulgę, ale tę samą ulgę można odnaleźć w życiu, a na dodatek w życiu naprawdę można ją poczuć.

    Nie tylko ulgę nawet, ale w ogole radość z bycia tutaj. Pan Bagherii sam kiedyś chciał się zabić, wdrapał się nawet na drzewo i miał ze sobą sznurek. Żyje nadal, ponieważ przechodzące pod drzewem dzieci poprosiły go o zerwanie garści owoców. Było to bowiem drzewo morwy. Pan Bagherii zerwał dla nich, a potem sam spróbowa i doznał uleczenia duszy.

    "Problemy nie zniknęły, o nie, ale zmienił się mój sposób patrzenia na nie, moje nastawienie do siebie, życia i świata", powiada.

    Mowi bez egzaltacji i patosu, normalnie, jak człowiek do człowieka. O pięknie świata, wspaniałości wschodu słońca i jego zachodu, wodzie, powietrzu, zapachach, kolorach. Pan Badii słucha, nie przerywa, nie niecierpliwi się, co dowodzi, wg mnie, że nie jest samobójcą, jest człowiekiem w kryzysie, który potrzebuje takiej rozmowy, na innym pozioomie abstrakcji niz codzienne kontakty z ludźmi, a może właśnie... ich brak ?

    Nie znamy motywów jego decyzji, wiemy tylko, ze jest "zmęczony". Ma pieniądze, jest bogaty wręcz, markowy samochód, który na "budujących się" obrzeżach miasta budzi niemal zazdrośc, wszyscy się oglądają za nim. Nie jest też chyba chory ? Nie wiadomo, mozę ktoś mu zmarł ?

    A może po prostu uleciał mu sens życia ? Może brak impulsu, który znów uruchomi w nim wiarę w dalszy ciąg ?

    Pan Bagheri wysiada przy Muzeum Historii Naturalnej,gdzie pracuje. Powtarza, ze wypełni obietnicę, będzie na miejscu punkt szósta rano. Przy tym wyraża nadzieję, ze pojawi się tam tylko po to, by podać rękę panu Badiiemu i wyciągnąc go z tego niedoszłego grobu.

    Badii chodzi trochę po okolicy, jest zaintrygowany. Zrywa się znienacka, by odnaleźć Bagheriego i raz jeszcze upewnić się, że ma do niego zaufanie. Ogląda miasto siedząc na ławce, słucha głosów i dźwięków, zachód słońca obserwuje, poproszony - robi zdjęcie jakiejś młodej parze. Jakby się coś tam działo. Od początku nie był pewien, ze to zrobi [ kandydat miałby przyjśc na miejsce i najpierw zawołać go, upewniając się dopiero czy Badii nie żyje]. A teraz ?

    Cały wieczór spędza w domu, a my obserwujemy go z zewnątrz, w oświetlonym pokoju. Wreszcie wychodzi. jest noc. Jedzie na miejsce. Ciemno, ze oko wykol.

    Kładzie się do tego dołu i ogląda gwiazdy. Ciemno, tak że końca własnego nosa nie widac. I ostatecznie - nie wiadomo, czy umiera czy nie, ja nie zauwazyłem by tam nastąpił jakiś ruch.
    Ale nie wierzę w taki wariant, myśle że dobitnie już sam tytuł sugeruje, iż Badii doznał odwrócenia znaczeń. Ofk, pan reżyser nie mógł tego pokazać wprost, w geście patetycznym i
    wzruszajacym w sposób oczywisty. Musial to zostawić bez puenty, dlatego nadał filmowy taki, a nie inny tytuł :]

    Ale film nie kończy się w tych egipskich ciemnościach.

    Budzi się bowiem nowy dzień, a w pobliżu odludnego miejsca akcji robi się tłoczno : to ekipa filmowa, sam reżyser, aktor grający główną rolę, żołnierze z pobliskiego garnizonu i wszyscy coś kręca kamerą, ustawiają się, rozmawiają między sobą albo kiwają do obiektywu.

    Kawałek filmu po filmie o filmie ;] Bez słów, bez dodatkowych wyjaśnień odnośnie fabuły, za to przy dźwiękach jakże przyjemnej miejscowej muzyki. I w pięknych okolicznościach porannego i przedpołudniowego słońca.

    The Koniec :]]

    wspaniały film.

    prosty, bez wielkich słów i gestów, bez ambitnych aktorskich wyczynów, a traktujący przecież o sprawach fundamentalnych ! I dlatego, tym bardziej wiarygodny i poruszający. Wybitnie wyreżyserowany !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.