Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2018 - 2 (vol. 88)

31.01.18, 22:20
Zakładam już dziś, żebyście od rana mogli pisać :)
Jakaś rozpiska wybranych pozycji z 1 i 2 może w okolicach weekendu ;)

A dodam tylko, że nowy serial "Korona królów" bardzo fajnie się rozkręcił i jestem jego stałą 'oglądaczką', brakujące odcinki (bo czasem się nie uda zdążyć) oglądam na vod, żeby nic nie uronić z intryg na dworze :)


--
Maniaczytania - blog
Obserwuj wątek
          • maniaczytania Re: cała naprzód ! Luty przed nami ! :] 01.02.18, 21:18
            macie rację z tą reklamą ;)

            Pierwsze odcinki rzeczywiście nie były najlepsze, chociaż z perspektywy nie były też takie złe. Jak to w telenoweli (pierwszy sezon ma mieć 84 odcinki), akcja rozkręca się powoli, dlatego dopiero w dalszych odcinkach, jakim wprowadzeniem i do czego były dwa pierwsze, bardzo specyficzne odcinki. Jeśli ktoś tylko te dwa obejrzał i na nich zbudował swoją opinię o serialu, to cóż, jego strata ;)
            A serial rozkręcił się pięknie, jest dużo intryg, dużo ciekawostek, dużo 'guglania' po, żeby posprawdzać różne rzeczy. Większość wydarzeń nie odbiega od tego, co wiemy o tamtych czasach, te, o których nie wiemy za dużo, są całkiem nieźle wymyślone. Są na pewno rzeczy, których w tamtych czasach jeszcze nie było, ale to takie drobnostki, które dla zwykłego widza, nie specjalisty-mediewisty pewnie są nie do zauważenia.
            Co jest fajne, bo powoduje lojalność widza? Bohaterowie i oczywiście wzbudzenie różnych emocji - tak, żeby widz chciał oglądać dalej i dowiedzieć się, co się będzie działo z jego ulubieńcami. I to jest spełnione. I, co bardzo, ale to bardzo mi się podoba, jest całe mnóstwo mało znanych do tej pory i 'nieopatrzonych' aktorów, którzy grają bardzo fajnie i potrafią zjednać sobie sympatię. I są to różne postaci - sam król Kazimierz - aktor nazywa się Mateusz Król (!) i choć nie jest oczywiście przystojny, to ma coś w sobie i ma jakąś taką charyzmę, że łatwo uwierzyć, że poddani go kochali ;) Do tego aktor ma duży dystans do siebie i roli, co pokazał w programie SNL:
            www.youtube.com/watch?v=aCS0PdMOJjg&t=9s

            Ale fajne są i postaci drugoplanowe - jak np. Olgierd, brat królowej Aldony-Anny, przyszły ojciec Władysława Jagiełły :) I litewska kucharka, i fajni rycerze, i bardzo ładna dwórka królowej o pasującym imieniu Cudka :)
            No, mogłabym tak jeszcze długo - pytajcie o co chcecie :)

            Bywa wzruszająco, jest sporo humoru, no naprawdę nie jest źle :)

            --
            Maniaczytania - blog
            • grek.grek Re: cała naprzód ! Luty przed nami ! :] 02.02.18, 09:43
              dzięki, Maniu :]

              miło przeczytać wreszcie recenzję pozytywną "Korony" :]

              mam 2 pytania : a] jak wypadają te kostiumy i charakteryzacja, o które upominają się krytycy - czy mają rację ?, b] stałym mankamentem polskich filmów/seriali historycznych było to, że postaci z epoki mówiły i zachowywały się jak współcześni, tyle że byli przebrani w stroje z dawnych czasów - jak to wygląda w tym serialu ?
              • maniaczytania Re: cała naprzód ! Luty przed nami ! :] 03.02.18, 17:58
                pyt. a - w pierwszych odcinkach mogło coś szwankować, natomiast dalej dużo, dużo lepiej. Jeśli chodzi o charakteryzację jest nieźle, choć trudno się przyzwyczaić do R. Gonery w długich blond włosach ;) A stroje, zwłaszcza królewskie są świetne, najpiękniejsze, prawdziwie królewskie szaty miała siostra Kazimierza, węgierska królowa Elżbieta :) No i koronacyjna suknia Aldony-Anny - ach! Co do rodzaju tkanin, kroju, itp. - przeciętny widz nie jest na pewno w stanie zauważyć, czy pasują do epoki, czy nie ;) Natomiast całkiem nieźle widać zróżnicowanie między poszczególnymi warstwami społecznymi, jeśli chodzi o stroje.

                pyt. b - to nie jest mankament do końca ;) i z pewnością nie tylko polski. Tu na plus zapisać można mówienie w różnych językach i próbę zmiany akcentów. Gdyby mówili, tak jak w epoce, nikt by nic nie zrozumiał ;)
                Mnie bardziej razi takie czasami bezpośrednie zwracanie się dzieci do rodziców - mamusiu, tatusiu, babciu (do królowej!), ale po fali krytyki, a także porównywaniu do np. "Królewskich snów", włączyłam sobie kawałek pierwszego epizodu tego serialu i tam, zaraz na początku córka mówi do króla Jagiełły - tato, grr ;)
                Ogólnie, jeśli chodzi o to przebranie w epokę, a współczesne zachowania - nie jest źle, myślę, że proporcja jest do zaakceptowania. Jakoś bardziej raziło mnie to w "Belle Epoque", może było tego więcej? A może o tamtych czasach mniej wiemy i dlatego dopuszczamy 'wypaczenia'?

                --
                Maniaczytania - blog
                • grek.grek Re: cała naprzód ! Luty przed nami ! :] 03.02.18, 18:15
                  dzięki , Maniu ! :]

                  cieszy fakt, że twórcy "KOrony" wyciągają na bieząco wnioski i czytają także te krytyczne recenzje, w których zapewne jest wiele cennych rad i podpowiedzi ? Twoje oceny wskazują na to, że robią postępy i poprawiają mankamenty, a to zawsze prowadzi do dobrych efektów.

                  o, "tato" - no nieźle :] Ale pierwsze koty za płoty, będzie/jest nad czym pracować i NA czym pracować, to ważne.

                  mnie też to raziło w "Belle Epoque", co Ciebie :] dlatego mam nadzieję na 2 serię w znacznie już lepszym anturażu i po korektach.
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Red Lights" 01.02.18, 10:16
      Niezly film... grozy ?

      No właśnie, to trudno jednoznacznie okreslić. Raczej może przewrotny lżejszego kalibru, choć nie komedia !, dramat.

      wątek wyjściowy skąinąd nieobcy : specjalistka od wyjaśniania zjawisk rzekomo-nadnaturalnych dr Matheson [Sigourney Weaver] wraz dwojgiem pomocników [Cillian Murphy, Elisabeth Olsen] specjalizuje się w demaskowaniu rozmaitych oszustów i cwaniaków nabierających poczciwych ludzi na "duchy", "głosy" i inne "strzygi".

      jest jednak ktoś, kto wydaje się być prawdziwym medium - niewidomy Simon Silver [Robert De Niro], gośc robi sporo zamieszania i wierzą mu chyba wszyscy dookoła. Idealny cel dla pani doktor i jej zespołu.

      nie pamiętam dokładnie, jak się to rozwija, opisu wolę nie czytać, bo będzie powtórka w piątek ;], a i Wam nie będę polecał, żeby nie psuć przyjemnością obejrzenia filmu, ale rzecz jest interesująca, choć raczej do kanonu gatunku nie przejdzie, o ile mam dobre skojarzenia : scenariusz tu i tam się poplątał.

      niemniej : obsada jest niezła i przynajmniej przez częśc filmu panuje należycie intrygująca atmosfera :]

      zabrakło może reżyserskiej fachowości ?, choć pan Rodrigo Cortes 2 lata wczesniej zrobił wysoko ocenianego "Pogrzebanego" [chyba jeszcze nie widzieliśmy ?].

      może więc jednak scenariusz :]
    • grek.grek 20:05 Polsat "Diabeł ubiera się u Prady" 01.02.18, 10:26
      z niepewnością, bokiem i wzrokiem upewniając się, że do wyjścia ewakuacyjnego jest blisko :], podchodziłem do tego filmu, bo wiadomo ; świat mody, hotte couture, stażystka której zależy i jej szefowa, która będzie ostra jak brzytwa, czyli ekstremalnie profesjonalna. Czy to temat na zajmujący film ?

      No i odpowiedź, wg mnie, brzmi : yes !

      bardzo dobrze się bawiłem, aczkolwiek trudno, wg mnie, oczekiwać od tego filmu jakichś nowych informacji o świecie, ludziach i życiu. Nie ma ambicji większych niż pokazać pewne stereotypy, trochę je później rozbić, a w środku cały czas mruży porozumiewawczo oko ":]

      świetna Meryl Streep, czyli aktorka która żadnej roli się nie boi i z każdego wyzwania umie wybrnąć obronną ręką !

      zrobił ten film jegomośc od "Seksu w wielkim mieście" i widać to w stylistyce oraz nowojorskich miejscówkach i dizajnach :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Adela jeszcze nie jadła kolacji" 01.02.18, 10:31
      doskonale !

      świetna komedia z mnóstwem zabawnych sytuacji, dziwnych postaci i zderzeniem wyobrażeń Czechów o amerykańskich bohaterach nowelek pre-komiksowych i amerykańskich bohaterach nowelek pre-komiksowych o Czechach :]

      główną postacią jest tu bowiem agent Carter, prowadzący śledztwo w sprawie Adeli, tajnej broni pewnego diabolicznego profesora. Zestawienie jak z Bonda, ale akcja kameralna ;]
    • grek.grek 20:20 Ct Art "Persona" 01.02.18, 10:42
      Czesi w nieustannych natarciu : "Powiększenie", "Służąca", "Wolny strzelec", Samba", "Skłóceni z życiem", a teraz "Persona", że pominę inne tytuły, które od początku 2018 zdązyli zaserwować.

      "Personę" pokazywała Kultura w przeglądzie filmów Bergmana, o ile pamiętam ?

      Wyspa, a na niej dwie kobiety : aktorka Elisabeth Vogler, która z powodu nagłego zaniku głosu wycofała się z występów i jej pielęgniarka Alma.

      I relacja między nimi, wyznania, zwierzenia, wspólne dni, a może wcale nie wspólne, może jest tam tylko jedna osoba ? A moze jednak są dwie, ale tworzą jedną ?

      Tak czy owak, jestem go ciekaw, bo mam wrażenie, ze nic nie pamiętam [oprócz oczywiście fantastycznych czarno-białych zdjęć Svena Nykvista i urodziwych Liv Ullmann i Bibi Andersson], może nie obejrzałem odpowiednio dokładnie, a może po prostu nie zdołałem tego filmu w pełni zrozumieć, odczuć, "wgryźć się", by choć w części spróbować go sensownie zinterpretować.

      Cieszę się więc na ten seans :]

      czy pamiętacie "Personę" ?


        • grek.grek "Persona" - po filmie o filmie 02.02.18, 10:58
          Pewnie powstały cięzkie opracowania na temat tego filmu, z dziesiątkami interpretacji, a mnie jakoś żadna szczególnie oryginalna do głowy nie przychodzi.

          Kilka sekwencji niewatpliwie z klasyki kina !

          Początek, czyli frenezja światła i obrazu, do góry nogami odliczane cyfry, a potem seria obrazów : fragmenty filmowej niemej komedii z facetem odzianym w strój kościotrupa, który nachodzi innego - ubranego w nocną koszulę, gwoździe wbijające się w dłonie, jakaś animacja, pająk, krew, wnętrzności, podcinanie gardła baranowi, a wreszcie śpiacy/zmarli? starsi ludzie i chłopiec - też wyglądający na zmarłego, pod białym prześcieradłem, lecz z łatwością budzący się na dźwięk dzwoniącego telefonu. Przewraca się na drugi bok, potem zaczyna czytać książkę, a wreszcie przesuwa ręką po wielkim ekranie, na którym jest rozmazana i niewyraźna kobieca twarz.

          Dowiadujemy się, że aktorka Elizabeth Vogler nagle zaniemówiła. Na scenie, podczas spektaklu. Przestała się odzywać i w takim stanie trwa od 3 miesięcy. Nie stwierdzono żadnej choroby. Po prostu - nie mówi.

          Zostaje jej przydzielona młoda pielęgniarka - Alma. Miła, gadatliwa i sympatyczna. Podziwia Elizabeth z powodu jej aktorstwa, poczytuje sobie za przyjemność pomagać jej, choć na początku ma wątpliwości, czy nie powinien się tym zajmować ktoś starszy. Elizabeth także ją akceptuje, tak przynajmniej można sądzić z jej mowy ciała, zwłaszcza gdy chwyta ALmę za dłoń i nie chce puścić.

          Obserwacja Elizabeth sugeruje wysoki diapazon wrażliwości : muzyka klasyczna [zapewne tytuł i autor ma znaczenie, ale nie znam :)] sprawia,że zastyga ona w bezruchu, obrazy mnicha tybetańskiego dokonującego samospalenia w proteście przeciw chińskiej okupacji wstrząsają nią i zapędzają do kąta jej szpitalnej izolatki.

          Kiedy ALma czyta jej list od skonfundowanego męża - Elizabeth wyrywa go jej i rwie, właśnie w momencie gdy mąz wspomina o jakimś "spacerze po lesie". Potem to samo robi ze zdjęciem syna.

          Lekarka stawia diagnozę i sugeruje, że Elizabeth cierpi na wewnętrzny konflikt pomiędzy własnym obrazem dla świata, a prawdą o sobie dla siebie. To milczenie jest ucieczką i odmową kłamstwa i buntem przeciw kłamstwu : w swiecie i w niej samej. Formą samobójstwa bez odbierania sobie życia. To jednak także rola : rola, dzięki której Elizabeth nie musi grać wszystkich innych ról.

          Pani doktor zaleca wiec wypoczynek na łonie natury. Elizabeth i Alma jadą do domku lekarki nad morzem. Jest lato, pięknie, ciepło. Idealnie. A okolica wyjątkowo urodziwa, skały nadmorskie tworzą atmosferę. Obie panie mają dobre relacje : zbierają grzyby, łowią ryby, czytają ksiażki, przesiadują.

          Elizabeth nic nie mówi, nadal milczy, ale w tym milczeniu wydaje się bardzo ekspresyjna, takie odniosłem wrażenie. Na tyle przynajmniej, zeby ALma czuła się w jej towarzystwie nader komfortowo. Właściwie mowa ciała, wzrok, sposób w jaki Elizabeth poświęća Almie uwagę nie wymagają słów. Słowa należa do tej drugiej.

          ALma cały czas o sobie opowiada. O swoim narzeczonym, o planach życiowych, czyli : praca, mąz, dziecko? Elizabeth bardzo to wszystko interesuje. Ośmielona Alma zwierza się jej z pewnej historii : pewnego razu, już jako narzeczona swojego obecnego męża, razem z koleżanką opalały się nago, kiedy pojawili się mężczyźni, a jej koleżanka uwiodła jednego z nich, zaś ALma poddała się nastrojowi chwili i zrobiła to samo z drugim. Alma mówi o tym przełamując jakoś wstyd, ale również z pewnymi emocjami natury jakże pozytywnej, powiada że do dziś wspomina to zajście z nieodpartą przyjemnością, choc wie, że zrobiła coś niemoralnego.

          Opowiada też o usunięciu ciąży, być może będącej skutkiem tej seksualnej przygody.

          W pewnym momencie Alma pozwala sobie na uwagę : "MYślę że jesteśmy podobne, fizycznie, ofk - pani jest ładniejsza !, ale jest podobieństwo, mogłybyśmy się zamienić i nikt by się nie zorientował". Potem mozna odnieśc wrażenie, ze Elizabeth coś do niej mówi, krótkie zdanie. Nie jest to jednak pewne.

          A w następnej scenie, rozegranej w białych kolorach ścian i zasłon, przyciemnionych tylko lekko : nocą Elizabeth odwiedza Almę, która wstaje z łózka, obejmują się i stają przed lustrem : patrzą w nie intensywnie, Elizabeth poprawia Almie fryzurę i "nurkuje" głow za jej głowę. Ikoniczna scena !

          Następnego dnia Alma pyta Elizabeth : czy mówiłaś wczoraj do mnie ? Elizabeth kręci głową przeczaco. A za chwilę : czy byłaś u mnie w nocy ? Znów ta sama odpowiedź.

          Kiedy Elizabeth pisze listy, Alma zawozi je na pocztę i wysyła. Nie mozę jednak oprzeć się pokusie, by poznać ich zawartość. Czyta jeden z nich, zaadresowany do lekarki, dowiaduje się, ze Elizabeth opowiada w nim o niej, o jej "niespójnych" myślach i wyznaniach, trochę się naśmiewa z naiwności Almy i tego "jak zabawne jest obserwowanie jej i słuchanie jej gadania". To Almę rozczarowuje i wzbudza rozżalenie. Po powrocie nie jest już taka wylewna i unika Elizabeth.

          Próbuje się na niej zemścić i kiedy rozbija szklankę na patio - nie sprząta wszystkich odłamków szkła. Jeden zostawia celowo na ziemi. Elizabeth omija go zgrabnie dwa razy, ale za trzecim następuje stopą i rani się wydając okrzyk bólu i zaskoczenia [wreszcie jakiś głos].

          Znów jest scena dziwna : jakby zacinała się taśma filmu, błyskawica przecina ekran, obraz sie "rwie", fragmenty twarzy obu kobiet jakby na siebie zachodziły ?, wracają obrazki z początku filmu, a wszystko rozjaśnia się kiedy do kamery zbliża się, z początku zamazana, postać Elizabeth.

          Alma zaczyna naciskać Elizabeth, żeby się odezwała, powiedziała cokolwiek, oskarża ją o to, ze wykorzystała jej dobrodusznosć i poczciwość, zaczyna płakać i przyznaje że przeczytała ten list do lekarki. Zaczyna histerycznie szarpać Elizabeth, a ta ja policzkuje. Almie puszcza sie krew z nosa. Łapie za garnek z wrzątkiem i grozi nim Elizabeth : "Boisz się ? MYslisz że zwariowałam, co ? O, zapamiętasz mnie, gwarantuję ci to !", rzuca gniewnie, ale za chwilę łagodnie dotyka jej twarzy palcami upaćkanymi własną krwią - wygląda to jak jakiś rytuał przejścia ? Elizabeth zaczyna się uśmiechać, ale Alma wycofuje się : "Mnie to nie bawi".

          Ważny jest moment, w którym Elizabeth ogląda zdjęcie : w centrum mamy małego chłopca z podniesionymi w górę rękoma w geście poddania, dookoła innych ludzi, a w tle niemieckich zołnierzy z karabinami. Wygląda to na fotografię z okresu II wojny światowej, być mozę z jakiegoś żydowskiego getta albo obozu koncentracyjnego ? Elizabeth tak wpatruje się w te postaci na fotografii, że uruchamia cała kakofonię przeskoków montażowych, a poszczególne twarze są filmowane z tak bliska, ze niemal się rozmywają. Towarzyszy temu ostra muzyka.

          Pojawia sie mąz Elizabeth. Nie wiadomo, do końca, jako on sam czy w formie wyobrażenia ? Kuriozalne jest to, ze rozmawia z Elizabeth mówiąc do Almy. To ją tytułuje imieniem żony, wyznaje jej swoją miłośc, zadaje pytania. Scena jest niewątpliwie groteskowa i stylizowana na surrealistyczną. Kiedy kamera zwraca się do męża, ma on na nosie czarne okulary, przez chwilę mozna odnieśc wrażenie, że być może jest niewidomy. Wątpliwosći rozwiane zostają po chwili. Elizabeth stoi tutaj na pierwszym planie, a relacja męza z nią/Almą rozgrywa się w tle. Czy mamy tutaj najwyższy stopień utożsamienia, połączenia, który sprawia ze nawet osoby trzecie wchodzą w jego orbitę ?

          Alma w jej imieniu, czy może... jako ona ?, oddaje mu uczuciowe wyznania i obdarza nimi takze ich syna, lecz za moment odpycha go i wykrzykuje z płaczem, że "to wszystko kłamstwo !". A zatem, Alma przejęła tutaj punkt widzenia Elizabeth i powiedziała to w jej imieniu, czy została tą optyką widzenia spraw zainfekowana z powodu zespolenia osobowości ?

          No i następna scena ikoniczna : Alma i Elizabeth siedzące naprzeciw siebie przy stole. Alma wygłasza dobitny monolog o życiu Elizabeth, a zwłaszcza o jej stosunku do syna.
          cdn

          • grek.grek Re: "Persona" - po filmie o filmie 02.02.18, 11:36
            Niezwykła jest to sytuacja, bo Alma mówi pewnym siebie głosem, z jednej strony : jakby torturujac Elizabeth tym wyznaniem jej własnych doznań, a z drugiej : wygłaszając je, niejako, za nią, stając sie jej medium.

            Mówi więc o tym, jak bardzo Elizabeth nie chciała tego dziecka, ale zaszła w ciążę, by zacementowac małzeństwo i związek z mężczyzną, jak później próbowała poronić, ale bez skutku, jak bała się bólu porodu, poczucia odpowiedzialności, braku instynktu macierzyńskiego, a wreszcie możliwego końca kariery aktorskiej. Odrzuciła syna, zanim się zjawił na świecie, a kiedy się już zjawił - oddała go pod opiekę nianiom i innym wynajętym pomocnikom, znienawidziła go. Wrócila na scenę, chciała zapomnieć o tym, co ją spotkało i jego istnieniu. On jednak... pokochał ją, czym dodatkowo przysporzył jej wyrzutów sumienia. Chciała by umarł, ale w zamian dostawał tylko miłość, której nie może, nie umie, nie chce, odwzajemnić.

            Za pierwszym razem - widzimy tylko twarz Elizabeth. Podczas powtórki tego monologu - twarz Almy, ale w taki sposób, żeby widoczne były również niektóre strzępki gestów Elizabeth, umiejscowionej w cieniu, z lewej strony kadru. Znakomita idea.

            To mówi Elizabeth przez Almę, a później Alma do Elizabeth. Trudne wyznanie własne i wysłuchanie o sobie gorzkiej prawdy. Cóż za pomysł !

            Na moment twarze, głowy, Almy i Elizabeth nakładają się na siebie, przenikają, ale Alma dopowiada "Nie jestem tobą, nie jestem jak ty, nie możesz sprawić, bym była tobą, mamy inne osobowości". Popada wręcz w konwulsje powtarzając ten manifest własnej odrębności. Mówi też "Dużo się tutaj nauczyłam", w sugestii : utraciłam niewinność, już nie będę wierzyła ludziom i otwierała przed nimi serca.

            Elizabeth chwyta ją za ramię, rozdziera jej skórę, ustami atakuje wytoczoną krew,a ALma policzkuje ją. POpularny rytuał "braterstwa" zakłada 'wymianę krwi", w każdym razem krew jest tam istotna, może i tutaj ten gest ma zastosowanie ?

            Ważne są też stroje : kiedy Alma i Elizabeth zaczynają jednocześnie ubierać te same, zazwyczaj czarne, bluzki [ale i kostiumy kąpielowe czy kurtki] - trudno nie odnieśc wrażenia, ze symbolizuje to jakąś gruntowną identyfikację. Kiedy ALma wdziewa strój pielęgniarki, moze to oznaczać, że połączenie zostało zerwane.

            Ostatni raz stają przed lustrem i patrzą na siebie, Elizabeth przeczesuje włosy ALmy, ich głowy tworzą jedną figurę geometryczną.

            I następuje zamknięcie całej opowieści : bez słowa Elizabeth pakuje swoje rzeczy, a Alma swoje. W krótkim ujęciu widać plan teatralny i kamerzystów na wysięgniku, w obiektywie twarz kobiety, możliwe że Elizabeth. Wyjazd Almy filmowany jest z dystansu : zatrzymuje się autobus, ona wsiada z walizkami.

            Epilog stanowi powrót to sceny z początku : chłopiec przesuwający dłonią po wielkim ekranie na którym jest rozmazana kobieca twarz.

            Wyglada to na opowieść o głębokiej relacji dwóch kobiet, opartej na : z jednej strony - podziwie Almy dla elizabeth, z drugiej - na potrzebie posiadania przez Elizabeth medium, które powie za nią to, czego ona mówić już nie moze albo nie chce.

            Schodzą sie w jedną osobę, doświadczają siebie nawzajem, przenikają. Elizabeth przejmuje niewinnośc i swieżośc Almy, Alma wlewa w siebie doświadczenie i gorycz Elizabeth. Formują na nowo swoje osobowości. To dlatego Alma pożąda jej, ale i broni się przed bolesną wiedzą ludziach i świecie, którą oferuje jej Elizabeth, a Elizbeth kurczowo walczy o to, by dostać w zamian zastrzyk energii i szczerości, dzięki której - jak sugeruje zakończenie - będzie mogła wrócić na scenę i być mozę znaleźć w sobie miłośc do dziecka.

            sprzeczności : ból wiedzy i radość czystości tworzą pełnię człowieka, może dlatego mowa jest o "personie" ?

            Jest to jakiś rytuał wzajemnego przenikania się, napełniania, uzupełniania/dopełniania siebie innym/inną.

            Ciekawa jest ta początkowa sekwencja, świetnie zrobiona, są tam obrazy śmierci, okrucieństwa, krwi, pożądania, naturalizmu życia w jego skrajnych przejawach. Możliwe, ze jest to zapowiedź i określenie psychologicznej relacji jaka połączy obie kobiety.

            Chłopiec najpewniej ściśle jest powiązany z tym, co o macierzyństwie Elizabeth dowiadujemy się w filmie, choć ofk symbolika może być tutaj zdecydowanie bardziej rozwinięta. Zapewne wyspa, kamienisty brzeg, czarne stroje, akcentowane zbliżenia kadrów, gwałtowne muzyczne akordy - zawierają kluczowe sensy i mam wrażenie, że jeden seans nie wystarczy, aby wszystko znaleźć, zrozumieć i zinterpretować :]

            Poza tym, cos mi się wydaje [czasami], że te wszystkie sięgające aż do samego spodu odczytania podobnie nasyconych symbolami filmów, to nadmierna odpowiedź na oczekiwania samych reżyserów. Moim zdaniem, te historie nie są aż tak pogmatwane i skomplikowane, pogmatwana i skomplikowana jest głównie forma, sposób ich przedstwienia i opisania. Ale - to tylko taka impresja ;]

            tak czy owak : wg mnie, film jest znakomity, aktorki wspaniałe, zdjęcia niesamowite, a Bergman wybitnym reżyserem jest nie tylko dlatego, że ma ambicję opowiadać o sensie człowieka, ale takze dlatego ze robi to tworząc niepowtarzalny nastrój, stany ducha i emocji traktuje jak postaci, zdarzenia niemal materialne, wyprowadza je z bezcielesności i czyni bohaterami filmu, aktorki/postaci są tylko i aż ich fizycznymi wcieleniami.



            • grek.grek Re: "Persona" - po filmie o filmie 03.02.18, 10:44
              PS : w recenzjach dominuje freudowski klucz interpretacyjny oraz sugestia wedle której mamy do czynienia z jedną osobą.

              no cóż, w takim razie ja sie gdzieś zaplątałem i zabłądziłem, bo nadal nie wykluczam, ze to są dwie kobiety, między którymi następuje zbliżenie niemal mediumiczne, może także w granicach wyznaczanych przez wzajemną wyobraźnię, dzięki czemu uzupelniają się i porozumiewają w sposób arcyzmysłowy :]

              są sugestie tej dwoistości jednej osoby, choćby tytuł, zachowanie męża Elisabeth, ale jeśli zejśc z tym na poziom metafizyczny, w poetykę snu, surrealizmu, to nagle nie wszystko jest takie oczywiste i "persona" moze oznaczać jednośc sprzecznosci w dwóch postaciach.

              ale kanon zdaje się już został opisany i określony :]]
    • grek.grek 22:10 TVN7 "Z Archiwum X" odc 2 01.02.18, 10:47
      3 odcinek !

      świetny sezon, jak na razie, otwarcie z mocnym akcentem, w 2 odcinku interesująca zagadka i śledztwo, Mulder i Scully wciąz są sobą, a w tle coś się tli, jakaś większa afera, którą zasygnalizował odcinek pierwszy.

      tym razem : rzecz dotyczy zwłok znalezionych w lesie, obrażenia sugerują atak zwierzęcia, ale świadek agresora opisuje jako coś znacznie gorszego niż zwykły misiek.

      świetnie, ze znów mamy w telewizji "Z Archiwum" ! :] to prawdziwy klasyk nad klasykami :]
            • grek.grek "Z Archiwum X" odc 3 ! - świetny ! 02.02.18, 10:07
              yes, Mała Ciekawostko :]

              zwłaszcza, że są bardzo dobre !
              Wczorajszy, 3 [przepraszam za pomyłkę w nagłówku !], rzeczywiście - jak zapowiadałaś - był pełen świetnego humoru.

              Od początku ten zielony stwór nie wyglądał mi na niebezpiecznego, poruszal się zbyt frywolnie, jak na dziką bestię. A kiedy został przegoniony torebką przez transseksualną prostytutkę, jak dla mnie, stało się oczywistym, że to musi być jakiś zabawny gość :] Kiedy chowa się w toi toi, a Mulder znajduje tam tylko pewnego dżentelmena w pozie jednoznacznej - tajemnica się wyjaśniła.

              Znakomity jest ten jego monolog, który odwraca klasyczne motywy : to nie on człowiek pogryziony przez zwierzę staje się bestią, ale bestia pogryziona przez człowieka staje się homo sapiens :]

              I doświadcza wszelkich związanych z tym utrapień oraz rozczarowań. Zielony jaszczur gotowy jest wręcz umrzeć, byle tylko te metamorfozy się zakończyły. "Zabij mnie, nie chcę jutro znów iśc do pracy !", prosi Muldera i jest to rewelacyjna opowieść.

              W pewnym momencie rzuca : "Pomyślałem, zeby rzucić tę głupią i zbędną pracę, ale zaraz dopadło mnie pytanie : jak opłacę rachunki ? co z kredytem ?" ;] A najlepsze, że : "Musiałem znaleźć jakąś pracę i wtedy dowiedziałem się o sobie, że umiem bezbłędnie wstawiać ludziom kit. Plotłem coś, nie rozumiejąc ani jednego słowa, i szybko zostałem kierownikiem" ;]

              Odkrywa, w komicznej tonacji, rzecz prosta, że cierpienie, kłamstwo i obłuda, to znaczące segmenty ludzkiego świata. Oraz gniew.

              Przydarza mu się też fantazja erotyczna ze Scully, w którą Mulder nie wierzy, ofk, ale i tak wyglada to i brzmi przezabawnie, bo Scully w roli uwodzicielki jest stosownie przerysowana.

              Niezły jest też dialog Muldera ze Scully, zanim Mulder poznaje osobiście człowieka-jaszczura : już na tym etapie jest jednak przekonany, ze mają do czynienia z "potworem", peroruje więc ile sił, że tak własnie jest, a ilekroć Scully zbiera się, zeby z nim polemizować, nie pozwala jej dojśc do głosu za każdym razem w jednakowy sposob : "Wiem, co powiesz..." - i mówi swoje :]

              Rozbrajająca sytuacja z tym gościem, który gryzie ludzi [w ten sposób pogryziony , jaszczur został człowiekiem na poł etatu] - kiedy atakuje Scully, ona akurat dzwoni do Muldera, który słyszy w słuchawce, ze coś się dzieje. Wzywa posiłki, przyjeżdzają na miejsce i... widzą zdemolowane pomieszczenie, powalonego i skutego gościa i Scully, której nawet fryzura się nie skrzywiła ;'] Napastnik jest wyprowadzany, zaczyna się tłumaczyć, ale policja zabiera go do auta, gośc nie wytrzymuje i rzuca : "Ale jak to tak ? Przygotowałem przemowę !" :]]

              No i w finale Mulder "chce uwierzyć" i dostaje potwierdzenie : zielony przemienia się na jego oczach, choć najpierw musial się rozebrać do rosołu, co dla Muldera ewidentnie było przeżyciem traumatycznym ;]

              Swoją droga, Mulder ma plakat z takim napisem i powtarza : "Chcę uwierzyć", ale nie postępuje zgodnie ze swoim życzeniem : on oczekuje dowodów, nie wiary. Chce mieć fakty, a wiara, jednak, obchodzi się zwykle bez faktów i z braku faktów powstaje :} Ale to taka uwaga poza kolejką.

              Tak czy owak : kapitalny, pastiszowy odcinek, ze świetnymi dialogami ! Doskonały sezon znakomitego serialu ! jak dotąd, jest to pyszna zabawa trochę zużytymi kliszami, najpierw UFO i spisek rządowo-korporacyjny, potem wariacja na temat legend o golemie, a teraz historia wilkołaka a'rebours.

              Nie mogę się doczekać następnych odcinków ! :]
    • grek.grek 22:35 Polsat "Zła kobieta" 01.02.18, 10:57
      zdecydowanie polecam :]

      potencjalnie jest to kolejna opowiastka z życia amerykańskiego szkolnictwa, czyli stuknięci nauczyciele, krnąbrne dzieciaki, trochę grepsów.

      ale tym razem jest to lepsze niż zawyczaj, głównie z powodu bohaterki.

      Tak jak w "Łatwej dziewczynie" błyskotliwe monologi głównej postaci unieważniała wszystkie wątpliwości dot. fabuły i otoczenia, tak tutaj całą komedię zapewnia tytułowa Zła ;]

      jest ona najgorszą nauczycielką świata : kompletnie w nosie ma zajęcia, zamiast prowadzić lekcje puszcza... filmy :],. sama zaś zapada w niedźwiedzi sen.

      Nie brata się z nauczycielską ferajną, zbywa rodziców dopytujących się o postępy w nauce swoich pociech, robi wszystko żeby nic nie robi.

      poza unikaniem jakiegokolwiek zaangażowania jej plan na życie ma jeszcze 2 podpunkty : a] znaleźć męża, najlepiej z kasą, b] kasę wydać na poprawienie sobie urody, ściślej : biustu

      i na tym kończą jej ambicje, za to jak tym ambicjom hołduje ! to dopiero jest wydarzenie ;]

      ofk, jak to w dobrodusznej komedii o złym człowieku bywa : tak i tutaj łaska pańska jeździć będzie na pstrym koniu, bo w końcu znajdą się takie dzieciaki, którym warto będzie pomóc, świetni mężczyźni niekoniecznie pasujacy do rysopisu, a cele życiowe nie muszą być koniecznie aż tak warte zachodu :]

      rewelacyjna Cameron Diaz !, rewelacyjna !
      ale i świetny scenariusz [duet Eisenberg/Stupnitsky].
    • grek.grek "Belle Epoque" - 2 sezon... w planach :] 01.02.18, 15:54
      nie chwaląc się [bo i nie ma chyba czym, ;)] byłem jednym z nielicznych, którzy obejrzeli wszystkie odcinki, nawet jesli po góra trzecim wiadomo było, że nie jest to serial zbyt wysokich lotów.

      mimo wszystko, coś było w nim interesującego, wg mnie : może czołówka, może te nawiązania sherlockowsko-watsonowskie, może stylizacje wizerunkowe, może niektóre aktorskie wcielenia.

      zabrakło tak wielu waznych elementów dobrego serialu, że łatwiej wymienić zalety ;]

      2 sezon niedawno był zapowiadany jako pewnik, teraz sprawy się zagmatwały, ale ciągle mam nadzieję, że "BE" powróci z odrobioną lekcją po sezonie 1 :

      film.onet.pl/wiadomosci/2-sezon-serialu-belle-epoque-jest-w-planach-prace-scenariuszowe-sa-kontynuowane/yblzrh
      PS : coś czuję, że scenariusz to tylko zasłona dymna, bardziej chodzi o budżet ;] jak sądzicie ?
    • grek.grek w kinach : "Niemiłość" 01.02.18, 16:00
      sukces w Cannes, gdzie Złotą Palmę dostał "The Square", ale "Niemiłość" zrobiła chyba największe wrażenie.

      Andriej Zwiagnicew, to jest jeden z tych reżyserów, którzy nie kręcą projektów komercyjnych, nie podchlebiają się Hollywood, w nadziei że go tam zaproszą, absolutnie oddany idei kina autorskiego. Dlatego każdy jego film, to wydarzenie :

      www.filmweb.pl/review/Zadyszka-20081
    • grek.grek w kinach : "Ja, Godard" 01.02.18, 16:03
      też film z Cannes, gdzie też miał dobrą recepcję.

      [raz jeszcze z F-web, ale to tylko dlatego, że akurat teksty imć pana recenzenta jakoś szczególnie lubię ;)] :

      www/filmweb.pl/review/Pogarda+Godarda-20099
    • grek.grek 20:20 Kultura "Pewnego razu w Anatolii" 02.02.18, 11:45
      może wreszcie obejrzymy ? :]]

      jak to w kinie Nuriego Ceylana akcja jest mało istotna, a kluczem są rozmowy, gesty i emocje. Tutaj podstawa ma charakter kryminalny : prokurator, lekarz i policjanci wybierają się w drogę z podejrzanym o zabójstwo, który ma wskazać miejsce ukrycia zwłok, ale ta cała podróż i poszukiwania są - idąc za opisem - zaledwie pretekstem do śledzenia powstających między bohaterami relacji.

      zgodnie umieszczany wśród najlepszych filmów 2011 roku, z sukcesem w Cannes.

      No i w dobrym terminie, a takzę przy stosunkowo niewielkiej konkurencji :]]
      • grek.grek "Pewnego razu w Anatolii" - po filmie o filmie 03.02.18, 11:28
        Trzy samochody jadą nocą przez pustkowia, filmowane z dystansu, świecące reflektorami. W środku : prokurator, lekarz, kilku policjantów, "kopacze" i dwóch podejrzanych o zbrodnię zabójstwa. Podróż ma na celu odnalezienie zwłok, ktore podejrzani zakopali gdzieś w polu. Zabili w pijanym widzie, moze w samoobronie. Teraz kompletnie nie mogą sobie przypomnieć, gdzie się znajdują. Jeździ więc cała kawalkada aut od Annasza do Kajfasza, a jedno miejsce do drugiego podobne jak dwie krople wody, w dodatku jest ciemno.

        Po calonocnych poszukiwaniach rankiem udaje się odszukać właściwe miejsce. Trup zostaje wyciągnięty, raport spisany. Cała ekipa wraca do miasta : podejrzani ląduja w areszcie, a lekarz i prokurator sporządzają raport końcowy oraz sekcję zwłok [sam lekarz].

        I to tyle jak chodzi o intrygę oraz akcję w tym filmie.

        To co najważniejsze, odbywa się na postojach, w momentach gdy rezyser pozwala zapomnieć o nadrzędnej celowości tej całej eskapady. Kluczowe sensy są niejako w tle, pojawiają się znienacka, wchodzą na scenę tylnymi drzwiami.

        Oto jedzie w aucie pięciu mężczyzn, podejrzany siedzi z tyłu. Rozmowa toczy się o zwyczaju popijania bawolego jogurtu przez ludzi na prowincji, o tym że jeden z mężczyzn powinien się zbadać, bo w tym wieku trzeba kontrolować prostatę, ktoś odbiera telefon od żony, mówi o chorobie syna i czy lekarz nie mógłby przepisać jakiejś recepty - normalny codzienny dialog. Kamera ustawiona jest tak, że w centrum kadru pozostaje podejrzany, milczący i zgaszony. Zza tylnej szyby rozbłyskują światła reflektorów następnego auta w kolumnie, tworzy to wrażenie aureoli nad jego głową. W jednej z recenzji T. Sobolewski wspomina, że w kulturowym dziedzictwie tamtych stron ktoś kto popełnił przestępstwo "jest pod szczególną ochroną, jest jednym z nas, kimś kto przekroczył granicę". Lecz czy na pewno jest to morderca ?

        Lekarz i prokurator, ludzie wykształceni, znajdują szybko wspólny język. Przez cały film, w trzech czy czterech sekwencjach, roztrząsają pewną historię opowiedzianą przez prokuratora : dotyczy ona kobiety, która zapowiedziała datę własnej śmierci i faktycznie tego dnia zmarła. Tuż po urodzeniu dziecka. Powiedziała, ze "teraz już może [umrzeć]" i tak się stało. Z przyczyn naturalnych, twierdzi prokurator. Jest to dowód na niepoznawalnośc praw rządzących światem,, wg niego.

        Lekarz stara się dociekać : moze brała jakieś leki ? Są takie medykamenty, których przedawkowanie może wywołać zawal serca.

        Rozmowę kończą już po znalezieniu zwłok, przed spisaniem raportu w prosektorium. Powstaje między nimi jakaś dziwna nić porozumienia, może nawet zalążek przyjaźni, choć gdy się rozstają dzieje się to szybko i bez dodatkowych wylewności. Pomogli sobie w tym momencie, w tej życiowej sekwencji, wykonali dobrą pracę - to wszystko.

        Wspaniale filmowana jest przyroda. Cudownie niemal ! Panoramy trawiastych pól, drzewa kołysane wiatrem, jakieś wzniesienia i małe uskoki, ściezki i drogi gdzieś daleko od miasta - w świetle samochodowych swiateł wyglądają fenomenalnie !

        Na jednym z postojów któryś z policjantów zauważa jabłoń - skacze niezdarnie i udaje mu się złapać owoc. Inny spada z drzewa i toczy się w dól ku strumieniowi. Kamera podchwytuje i podąża za nim przez długą chwilę. Czy jabłko zatrzyma się tam, gdzie powinny był poszukiwane zwłoki ? Nie, po prostu wpada do strumienia, jak kilka innych przed nim, i zatrzymuje się. Nie wskaże żadnej tajemnicy. Ona pozostaje w ukryciu.

        Tak samo jak motywy zbrodni. Wiadomo, że główny podejrzany Kenan, miał zatarg z ofiarą, okazało się, ze Kenan jest ojcem jego syna. Nie wiadomo jednak, co naprawdę zaszło, czy walczył w obronie swojego życia, i życia niepełnosprawnego intelektualnie brata [on się nawet przyznaje do zabójstwa, ale wszyscy to ignorują, a Kenan każe mu milczeć]. Przyjmuje winę jednak. Może nie chodzi o TĘ winę, a o winę zdrady, w końcu miał romans z czyjąś żoną ? może w ten sposób chce siebie ukarać ? Przyjmuje bez słowa protestu wszelkie docinki i razy ze strony szefa policji, ktory najpierw daje mu w ucho za to, ze Kenan nie potrafi wskazać miejsca zbrodni, a potem niemal się rzuca na niego, gdy wykopane zwłoki okazują się być skrepowane sznurem. Zarzuca mu "brak szacunku dla ludzkiego ciała", "sadyzm !".

        Kenan pytany o te liny, odpowiada po prostu : "Gdybym go zakopał zwyczajnie, to by się "rozlazł" ". Inna rzecz, ze podobno zabił w stanie upojenia alkoholowego. Jak zatem po pijanmu mgł dojśc do tak logicznych konstatacji i przeprowadził procedurę wiązania, która na oko prezentowała się dośc solidnie ?

        Małe gesty mają wielką wagę.

        Kenan prosi lekarza o papierosa. Lekarz zdobywa go dla niego. Szef policji na to : "Dlaczego go częstujesz ? Uwierz mi, doktorze, w innych warunkach ten człowiek okradłby cię bez skrupułów i może nawet zabił". Lekarz ciut się zawstydza, ale w samochodzie słyszy od Kenana ciche "dziękuję". człowieczeństwo być mozę najpełniej dochodzi do głosu, gdy dobrym słowem i uczynkiem odnosi się do tych potępionych, którzy spadli poza margines ?

        PO drodze cała grupa zagląda do sołtysa wioski stojącej na drodze. Zajadają, popijają, dyskutują o planach sołtysa, który ma zamiar zbudować we wsi kostnicę, aby "zwłoki zmarłych nie cuchnęły". Kiedy rozmawiają - wylącza się prąd. Sołtys tłumaczy, że to z powodu wiatru, i że zaraz włączy się z powrotem. "MOże wydalibyście publiczne pieniądze na naprawę sieci energetycznej zamiats na kostnicę ?", pyta ktoś pół żartem, pół serio.

        Kiedy tak siedzą przy kampach naftowych, zjawia się córka sołtysa - piękna dziewczyna, i rozdaje im małe filiżanki z herbatą. Każdemu osobno i z ceremoniałem. Wszyscy spoglądają w jej urodziwą twarz i doznają jakiegoś uniesienia niemal religijnego, chociaż w głębokiej ciszy i dyskrecji. Nie mogą oderwać wzroku.

        Kenan takze dostaje herbatę i do oczu napływają mu łzy. Dziewczyna potraktowała go tak jak innych, nie jak zbrodniarza, ale kogoś równego pozostałym. Ze wzruszenia zaczyna płakać. Jest to scena naprawdę niezwykła. Choćby tylko z jej powodu filmowi należa się wszelkie honory. Piękny moment w kinie.

        Równie niezwykła scena ma miejsce przy spisywaniu raportu z odnalezienia zwłok. W szczerym polu zostają znalezione, wydobyte i teraz trzeba je opisać. Prokurator dyktuje więc tekst siedzącemu na stołeczku protokulantowi z laptopem. W pewnym momencie powiada : "nieboszczyk podobny jest do Clarka Gable'a..." - zapada cisza i nagle wszyscy zaczynają chichotać. Sam prokurator się uśmiecha. Po chwili ktoś sugeruje : "prokuratorze, pan jest podobny do Clarke'a Gable'a". Moment wesołości mija po chwili, prokurator dyktuje dalej...

        Czy to jest niestosowne w obliczu śmierci ? A moze sama śmierć jest tak absurdalna i groteskowa, że powinno się jak najambitniej rozpraszać zebrane wokół niej nastroje powagi i zadumy, które są w dużej mierze sztuczne, bo wymuszone konwencją i modelem ? A co, jeśli ktoś ma ochotę się zaśmiać ? czy profanuje zmarłego i tzw. majestat śmierci ? Cóż w niej majestatycznego ? :]

        Kiedy wracają i zatrzymują się na placu więzienia : Kenan zostaje wyprowadzony przez szefa policji. Więźniowe obecni na placu zaczynają mu wygrażać, inni policjanci muszą się z nimi szarpać, a stojący niedaleko syn zabitego mężczyzny rzuca kamieniem i trafia w głowę Kenana. A scena ta odbywa się w kontekście sugestii, że przed śmiercią mężczyzna pobłogosławił Kenana jako prawowitego ojca chłopca [nie tylko biologicznego]. Nie jest to jednak film obyczajowy, nie będzie rozwinięcia tego wątku, spotkania ojca i syna, etc. Nie o to tutaj chodzi.

        Na rozpoznanie zwlok przybywa żona zamordowanego. Identyfikuje je, po kilku ponagleniach ze strony prokuratora. Chłopiec probuje zaglądać przez drzwi, pracownik prosektorium zabawia go sztuczką iluzzjonistyczną ze znikajacym papierosem, ale mały zachowuje powagę.

        Potem prokurator dyktuje protokolantowi raport. cdn
        • grek.grek Re: "Pewnego razu w Anatolii" - po filmie o filmi 03.02.18, 11:39
          Gdy kończy, żegna się i wychodzi - do działania przystępuje lekarz. Zamyślony, co i rusz podchodzący do okna [na moment widzi wdowę i jej syna wracających do domu]. Asystent zwraca uwagę na to, że muszą się posługiwać przestarzałym sprzętem i wypadałoby wreszcie kupić jakieś nowoczesne narzędzia.

          Odkryta zostaje w płucach ziemia. To mogloby sugerować, ze ofiara żyła kiedy ją krępowano i zakopywano. Zapada milczace wyczekiwanie : co postanowi doktor ? Taka konkluzja w raporcie zapewne mogłaby zmienic kwalifikację czynu ?

          Lekarz nie decyduje się , by ją podyktować protokolantowi. Asystent na moment się usztywnia, ale zaraz kontynuuje swoja robotę, cóż go cała reszta moze obchodzić. Lekarz decyduje, on jest tylko od krojenia.

          Nie dowiemy się, może nikt sie nie dowie, niczego o tej zbrodni. Ani : jak ? ani : dlaczego ? Ani : kto ?

          wszystko pozostaje w ukryciu. Życie i natura są nierozpoznawalną enigmą. Dociekanie niewiele zmieni, o ile ktokolwiek zechce sie w to wpakować na własną zgubę.

          Film jakże urodziwy, jakże nienatrętnie mądry i wspaniale poprowadzony, z wieloma długimi ujęciami, bez pośpiechu, bez natłoku zdarzeń i wątków, skoncentrowany na kilku scenach i motywach rozwijanych konsekwentnie i z namysłem. Reżyser Nuri Ceylan istotnie wysokiego formatu poetą kina jest. Podobno jego wzorcem jest Andriej Tarkowski. Nie znam przesadnie dobrze jego kina, eufemistycznie rzecz ujmując, bo widziałem tylko jeden z siedmiu filmów rosyjskiego maestro, ale znając je trochę z lektur i nielicznych obrazków : widać to w "Pewnego razu...", widać to było takze w "Klimatach" czy "Trzech małpach", które swego czasu oglądaliśmy.

          Brawo, Kultura !

          www.youtube.com/watch?v=jJOFUsO_N20
    • grek.grek 21:00 TV6 "Okręt" cz.1 02.02.18, 11:52
      chociaż - oto konkurencja :]

      świetny film wojenny, z fabułą rozgrywaną w łodzi podwodnej. Klaustrofobiczny, prawdziwy i intrygujący. Wojna wykańcza, zamknięcie i jego warunki wpędzają w psychiczne koleiny, bitewne potyczki i polowania są źródłem nie tylko ożywienia, ale i oczywistego stresu, a każdy z bohaterów odbiera tę rzeczywistośc w swoisty sposób.

      szkoda, ze w 2 częściach, zwykle dzień po dniu, ale taki już los kinomana ;]
    • siostra_bronte "24 tygodnie" 02.02.18, 16:37
      Znakomita premiera w Ale kino i to całkiem świeża. Film Anne Barreched z 2016 r.

      W miarę krótko o fabule. Bohaterka filmu, Astrid jest popularną stand-uperką (komiczką?). Jej partnerem jest Markus, także jej menadżer. Mają dom i kilkuletnią córkę.

      Astrid jest w ciąży, ale wciąż występuje. Wszystko świetnie się układa. Niestety, kolejne badania wykazują, że dziecko ma zespół Downa. Astrid i Markus są w szoku.

      Ale szybko godzą się z sytuacją. Na pewno sobie poradzą. Oboje chcą tego dziecka. Idą do zajęcia grupy chorych, żeby oswoić się z problemem. Astrid chodzi też na zajęcia nauki rodzenia.

      Matka wspiera Astrid i po pierwszej odmowie decyduje się przeprowadzić do niej, by pomóc w opiece nad dzieckiem.

      Niestety, kolejny cios. Kolejne badanie usg wykazuje, że dziecko ma wadę serca. Wkrótce po urodzeniu czeka je operacja, potem kolejne. A to i tak pod warunkiem, że jedna z komór serca urośnie...Astrid i Markus są oczywiście załamani.

      A jednak, po pierwszym szoku, wciąż chcą mieć to dziecko.

      Pierwsza temat podejmuje matka Astrid. Nagle pyta ją przy obiedzie, czy nie myślała o przerwaniu ciąży. Córka i Markus reagują gwałtownie. Co to za pomysł? I dlaczego wtrąca się w ich sprawy! Matka wycofuje się. Tłumaczy niepewnie, że może warto przemyśleć wszystkie możliwości...

      Astrid i Markus odwiedzają szpital, w którym będzie rodzić. Znakomita opieka, odział intensywnej terapii, wszystko wygląda świetnie. Astrid przygląda się maluszkowi w inkubatorze, podłączonemu do wielu rurek. Matka tłumaczy, że to już kolejna operacja i będą następne.

      I coś się zmienia. Astrid idzie do psychologa, bez wiedzy Markusa. Mówi mu o tym po fakcie, bo nie chciała go niepokoić. Markus jest wkurzony, przecież ma prawo o tym wiedzieć.

      Astrid jedzie na kolejny występ, ale staje przed publicznością i nie może wydusić słowa. Schodzi ze sceny. Nie jest w stanie dalej pracować. Mówi Markusowi, że jest z nią źle.

      Astrid i Markus idą razem do psychologa. Astrid przyznaje, że myśli o aborcji. Markus gwałtownie reaguje, przecież jest ojcem dziecka, też ma prawo o tym decydować! Ale tutaj kompromis jest niemożliwy, a ostatecznie decyduje matka. Astrid zarzuca mu, że nie jest w stanie jej zrozumieć. Markus odgryza się, że szuka kolejnych wymówek i chce ratować "gó...aną karierę". W ataku gniewu rozwala rzeczy z regału pani psycholog, aż trzeba go wyprowadzić.

      W końcu Astrid wyjeżdża do kliniki na zabieg. Markus zostaje w domu. Obserwuje ją przez okno. Widać, że nie akceptuje jej decyzji, ale nie może nic zrobić.

      Astrid przez zabiegiem odwiedza lekarz, który informuje ją o szczegółach. Astrid wiedziała wcześniej jak to wygląda. Dziecku wstrzykuje się przez brzuch matki substancję, która zatrzymuje akcję serca. Potem wywołuje się poród. Rodzi się już martwe dziecko...

      Sytuacja jest tym trudniejsza, że Astrid robi to w ostatnim momencie, w tytułowym 24 tygodniu, ale takie są przepisy w Niemczech. Dziecko ma już 6 miesięcy.

      W rozmowie z empatyczną położną Astrid mówi, że czuje się winna, bo jest zbyt słaba, żeby mieć to dziecko. Położna odpowiada, że nikt nie może podjąć tej decyzji za nią i nikt nie ma prawa jej oceniać.

      Niespodziewanie w klinice zjawia się Markus. W drodze na salę operacyjną Astrid tłumaczy, że nie robi tego tylko dla siebie, ale też dla dziecka, żeby nie cierpiało. Markus jej przerywa, to nieważne dlaczego, po prostu nie możesz...

      Cała procedura jest pokazana z chirurgiczną dokładnością i robi wstrząsające wrażenie. Markus cały czas jest przy Agnes.

      Agnes wraca do domu, nie wiadomo jak długo dochodzi do siebie. Widać jak leży całymi dniami w łóżku.

      W ostatniej scenie jedzie na wywiad do radia. Markus uważa, że robi błąd. Bo Agnes mówi o tym co zrobiła. Nie chce wymyślać kłamstw o poronieniu (była osobą publiczną, a jej ciąża nie była tajemnicą). "Nie wiem czy zrobiłam dobrze czy źle". Może to jej zaszkodzić, ale Agnes ma zamiar ponieść wszystkie konsekwencje tej decyzji.

      Znakomity, poruszający film. Nie ma tu propagandy ani łatwego moralizowania. Jest tylko dramat kobiety, która musi podjąć niezwykle trudną decyzję. I każda decyzja będzie zła. Agnes będzie musiała zmagać się z tym przez lata, a może i całe życie.

      Dla nas oczywiście ciekawe jest to, że uwarunkowania społeczno-medyczne jeżeli chodzi o aborcję są w Niemczech zupełnie inne niż u nas. Agnes nie musi walczyć z systemem, a "tylko" sama ze sobą.

      Świetne role Julii Jentsch i Bjarne Madela.

      Trailer. Co prawda po niemiecku, ale i sam obraz dużo mówi.

      www.youtube.com/watch?v=0CfxIUOTxw8
      • grek.grek Re: "24 tygodnie" 03.02.18, 10:24
        dzięki, Siostro !

        wyrazista konfrontacja dwóch postaw, z której zwycięsko wychodzi prawo do wolności wyboru, czyli to, co dla wielu jest nieakceptowalne, gdy efektem jest aborcja.

        NA dodatek zawiera wzmocnienie przekazu, bo odbywa się między żoną i mężem, a nawet ewentualną matką i ewentualnym ojcem, również mającym święte prawo zabrać głos w sprawie.

        Słusznie i celnie napisałaś, że zawsze decyzja spoczywa na kobiecie i to ona ponosi wszelkie konsekwencje, antyaborcyjne środowiska nie doceniają tego aspektu tzw. legalnej aborcji, wydaje się im, że to takie szast prast i po krzyku.

        Sądzę, że ich pohukiwania i operowanie językiem, który przez wszystkie czasy i funkcje odmienia termin "zabicie dziecka" też nie pomaga decydującym się na ten zabieg kobietom.

        Poza tym, kluczem pozostaje zawsze jakaś forma solidarności i wsparcia, zrozumienia dla podjętej decyzji, szacunek dla czyjegoś wyboru. To co prezentuje mąż w drugiej części filmu.

        Truizmy piszę, ale wciąz za rzadko się o tym mówi, zwłaszcza u nas, gdzie dyskusja o aborcji zamienia się od razu w okładanie pałkami, którego pierwszymi ofiarami padają logika wywodu, fakty naukowe i właśnie obopólny szacunek.

        Niedawno Irlandia zliberalizowała znacznie swoją ustawę, co powoduje, ze poza Polską, już chyba tylko mała Malta, ma równie restrykcyjne przepisy, a szykuje się dokręcanie śruby przez rząd, na żądanie jakiejś grupki fanatyków.

        miejmy nadzieję, że niebawem ten film pojawi się w jakiejś mainstreamowej telewizji, w prime najlepiej.

        świetna opowieść, Siostro ! dzięki raz jeszcze ! :]
    • mala_ciekawostka Przypominam o sobotnim Bondzie:) 02.02.18, 17:07
      Tym razem "Jutro nie umiera nigdy", o 20:15.

      Całkiem fajny film, intryga nawiązująca do jednego z ważnych problemów współczesnego świata - tak jak w GoldenEye twórcy dobrze wyczuli, że to jest i może być w przyszłości ważne zagadnienie. Istotne zarówno w trakcie powstawania filmu, jak i dziś (a minęło już przecież 20 lat!).

      No i Teri Hatcher - już znana i popularna, ale jeszcze przed "Gotowymi na wszystko". Michelle Yeoh też jeszcze przed "Przyczajonym tygrysem..."

      Polecam! Naprawdę warto obejrzeć!:)
      • grek.grek Re: Przypominam o sobotnim Bondzie:) 03.02.18, 10:35
        świetnie, Mała Ciekawostko ! :]

        oglądam !

        dzięki Tobie, Siostrze, dzięki Wam Wszystkim, wciągnąłem się w tę bondowską poetykę i zamierzam trzymać się tego kursu ! :]

        tym razem Pierce Brosnan [ponownie] w roli Bonda. w "GoldenEye" miał momenty rózne, raz znakomite, a raz trochę znikał, ale sposób prowadzenia filmu, wg mnie nie pomagał głównemu bohaterowi. Mam nadzieję, ze w "Jutro..." wygląda to okazalej, a pan aktor choć trochę szarżuje ? :]

        o, interesująca zapowiedź.

        yes, znam Teri Hatcher, oglądałem dobre 3 albo 4 sezony "Gotowych na wszystko" ! :] dopoki Polsat pokazywał je w godzinach wieczornych. Znakomity serial, szkoda że zdjęty i przełozony na inny termin.

        oglądamy ! :]
        • mala_ciekawostka Re: Przypominam o sobotnim Bondzie:) 03.02.18, 11:42
          Super!:)

          Według mnie P. Brosnan jest dobry we wszystkich filmach, więc w tym także, ale tu odzywa się mój brak obiektywizmu;)

          Ja "Gotowe..." widziałam od pierwszego do ostatniego odcinka, nie opuściłam żadnego:) Masz rację, znakomity serial, zwłaszcza pierwsze sezony, jeden z moich ulubionych!:)

          A za dwa tygodnie "Świat to za mało", chyba najlepszy, najmroczniejszy z serii z Brosnanem. Z Sophie Marceau, moim zdaniem najbardziej "stylową" dziewczyną Bonda - nie wierzę, że to piszę, ale bardziej stylową nawet od Evy Green:) Skradła cały film! Przypomnę jeszcze o emisji:)
          • grek.grek Re: Przypominam o sobotnim Bondzie:) 03.02.18, 12:08
            cieszę się ! :]

            :]

            świetnie ! serial wybitny ! napisany po mistrzowsku, dekoracje słonecznych przedmieśc Kalifornii [?] , a niemal wszystkie intrygi kręcą się wokół kłamstwa, manipulacji, rywalizacji, obsesji i zbrodni nawet nierzadko. W końcu narratorką jest jedna z bohaterek, która popełniła samobójstwo. Co ją sprowokowało do tego, przecież miała wszystko co oferuje american dream : dom, ogródek, pieniądze, szczęsliwą rodzinę, przyjaciółki ? Już sam punkt wyjścia sugeruje, i potem tak sie dzieje, że jest to dekonstrukcja amerykańskiego ideału życia, a przy okazji uczłowiczenie jego uczestników, bo w filmach i broszurach propagandowych prezentowani są jakby nie mieli ludzkich wad, a więc również i ludzkich zalet byli pozbawieni, czyli generalnie : jakby byli odhumanizowani.

            A błyskotliwośc scenariusza, kapitalne poczucie humoru i groteska, to już są bonusy w pakiecie :]]

            dzięki, Mała Ciekawostko ! trzymam/my za słowo !

            Bond wciąz w akcji w TVP ! :]
            • mala_ciekawostka Re: Przypominam o sobotnim Bondzie:) 03.02.18, 12:38
              Masz rację do "Gotowych...", bohaterowie pokazują american dream na zewnątrz, a my możemy poznać jak to wszystko w rzeczywistości wygląda - myślę, że najlepiej to widać na przykładzie Bree (czego ona nie wymyślała, żeby ukryć różne niewygodne fakty!) i właśnie narratorki Mary Alice Young (z czasem poznajemy prawdę o jej życiu i co skłoniło do ją do samobójstwa).

              Ja najbardziej lubiłam właśnie groteskę i humor w tym serialu:)

              Tak, Bond w akcji - fajnie!:)
              • grek.grek Re: Przypominam o sobotnim Bondzie:) 03.02.18, 17:00
                absolutnie tak, Mała Ciekawostko ! :]

                Bree, fakt świetna postać : Pani Perfekcja dla siebie i otoczenia.
                każda z tych bohaterek momentami z narażeniem życia... swojego lub innych ;], walczy o ten swój wizerunek, zachowanie komfortu materialnego, zepchnięcie przeszkód z drogi swojej lub rodziny. Bywają bezwzględne, ale jednocześnie zdarza im się wykazac wielkodusznością i poświęceniem dla innych, ta interesownośc i egoizm są świetnie niuansowane doskonale poprowadzonymi motywacjami i zaskakującymi ujawnieniami empatii.

                racja :] na pocztówkach z krainy szczęśliwości, czyli kalifornijskich przedmieśc, zawsze pokazywani są/byli ludzie nieprawdziwi. W "Gotowych..." zostali oni uczłowieczeni, wyposażeni w cechy zupelnie zrozumiałe i naturalne, wszak w ludzkiej społeczności człowiek kieruje się także zupełnie zwierzęcymi instynktami, nie jest zywą reklamą z foldera zachęcającego do kupna domku.

                ja też ! :] czarny humor w tym serialu jest rewelacyjny ! I ma swoją elegancję :]

                :]
      • grek.grek Przypominam o sobotnim Bondzie:) - to ja o nim :] 04.02.18, 10:36
        obejrzałem ! :]

        I znów bawiłem się świetnie. Pomyśleć, że bez Twojej, Waszej, pomocy - może nigdy bym tych bondowskich filmów nie zobaczył ! :] Dzięki znów, raz jeszcze i będę dziękował jeszcze niejednokrotnie :]

        Nie mogłem sobie przypomnieć, kto śpiewa piosenkę, ale - yes, no przecież ! Sheryl Crow :]

        Niezła czołówka z lustrami, kobiecymi sylwetkami w digitalnych formach, nawiązująca do terytorium przestępczego, na którym grasuje szwarcharakter Carver : posiadacz medialny, kreator dezinformacji, z którymi dociera do odbiorców na całym świecie i tworzy przychylną swoim interesom rzeczywistość. Czyli, dysponuje czymś w rodzaju dzisiejszego portalu internetowego i rozprowadza fake newsy ? :]

        Okazuje się, to interesujące, że próbuje on wywołać konflikt między Chinami, a Wielką Brytanią nie po to, by doprowadzić do wojny wywracającej porządek świata, ale po to, by zmienić władze w Chinach i zdobyć koncesję na nadawanie w tym [ludnym] kraju, a więc gośc jest po prostu.... rzutkim biznesmenem ! ;]

        Oczywiście, Bond dokonuje cudów zręczności, aby pokonywać kolejnych przeciwników i przeskakiwać przeszkody : steruje samolotem za pomocą kolan, jednocześnie walcząc z duszącym go od tyłu podstępnym napastnikiem oraz unikając ostrzału rakietowego z myśliwca, który na niego poluje.

        A potem wykonuje brawurowy rajd zdalnie sterowanym samochodem po podziemnym parkingu, siedząc na tylnej kanapie ! :] Czegoś takiego nie było jeszcze w kinie ! I jaką on ma z tego zabawę, robi miny jak chłopiec bawiący się kolejką, a przecież strzelają do niego seriami, próbują wykoleić i nawet pojawia się agresor z bazooką - na nic to wszystko, Bond umyka, wyskakuje niepostrzeżenie, a auto wykonuje skok z dachu na ulicę. Jest to więc próba wykiwania pościgu, poprzez upozorowanie własnej śmierci. Nie pierwsze chyba i na pewno nie ostatnie, bo drugiego Bond dokonuje w akcji finałowej na statku morskim.

        Dziewczyna Bonda jest nieoczywistą figurą, wg mnie : żona Carvera [Teri Hatcher] pojawia się na moment i ginie wkrótce, znacznie dłużej na ekranie przebywa chińska agentka Wei [Michelle Yeoh], która karate ma w małym palcu i kopami z półobrotu rozstawia po kątach tuzin chińskich gangsterów, ostatecznie przecież w finale Bond w zamaszysty sposób ją całuje - pod wodą ! :] Nie jest to tylko podanie tlenu, w końcu : tutaj tlenu może wręcz zabraknąć :]

        Scena, w której skuci kajdankami oboje na jednym motocyklu uciekają przez uliczki, stragany, bazary i inne zaułki chińskiej dzielnicy : kapitalna. Prowadzą razem, ale za to jak zgodnie :] Pewien konflikt dało się zaobserwować w momencie uruchamiania tego pojazdu : oboje chcieli zająć główne miejsce, ostatecznie jednak wygrała wersja tradycyjonalistyczna ;]

        Carver nieprzesadnie dziwny, na pewno z osobowością, wyrażoną w sposobie mówienia i gestykulacji [ta ironiczna sekwencja ruchów naśladująća karate Wei ;')], trochę fanatyk swojej technologii, ale jednocześnie z tymi okularami i czarnymi golfami zbliżał się do postaci Steve'a Jobsa ;]

        Samochód Bonda posługujący się damskim głosem - cud techniki ! Nie sposób go uszkodzić nawet młotem, zamknięty nie daje się dotknąć i razi prądem, jeździ sterowany na odległośc, jak zabawka dla dziecka.

        Tutaj Bond jest 'dużym chłopcem" na pełny etat i dosłownie, widać ewidentną autoironię twórców serii. W jednym z dialogów Bond gratuluje Wie sprawnego posługiwania się łomem, na co ona : "Tak to jest, jak się dorasta w biednej dzielnicy... a ja podziwiam twoje umiejętności jazdy na motorze", na co Bond : "Tak to jest, jak się w ogóle nie dorasta" ;]

        UNieszkodliwienie helikoptera, Miga, demolka bazy wojskowej gdzieś w górach, wreszcie rozwałka zupełna statku Carvera : Bond ma sporo frajdy z tego co robi. I jeszcze ratuje starą dobrą Anglię przed kłopotami. Przyjemne z pożytecznym łączy :] A sceny są jakże efektowne.

        No i ten przeskok motocyklem z dachu na balkon przeciwległego domu : to było coś ! :}

        Albo moment, kiedy stary magazyn zamienia się w bazę najnowszych technologii, ukrytych pod ścianami i dekoracjami. Z wachlarza śmigają śmiercionośne strzałki, na co Bond rzuca z podziwem : "Zawsze byłem fanem chińskich technologii" ;]

        Q ten sam, zacząłem się przyzwczajać do charakterystycznego aktora w tej roli. Moneypenny znów uwodzi Bonda, a pieprzu nie brakuje w tej ich skróconej relacji : oto Bond dowiaduje się, ze na potrzeby śledztwa spotka się ze swoją dawną kochanka, dzisiaj żoną Carvera, na co M bezwzględnie zaleca : "Odnów znajomośc i wypompuj z niej wiadomosci", co Money doprawia : "Od ciebie zależy jakiej pompy użyjesz", na co 007 : "Najchętniej użyłbym jej na tobie" : no to już nie pozostawia złudzeń, co do wzajemnego oddziaływania ;] Oczywiście, ją to bawi, a on kupuje ten układ.

        W pierwszej scenie Bond ściga się z czasem, bo musi umknąc samolotem z bazy, w którą zaraz huknie wystrzelony pocisk. I ten pocisk leci sobie przez górskie panoramy i widokówki, wyglądające jak z katalogu podróżniczego.

        W finale znów 007 musi wygrać taki wyścig, znów grozi mu wybuch, ale tym razem nie tylko jemu, a całej Anglii. Na szczęście, jak zawsze wychodzi cało z kabały. Wiadomo od razu, że wyjdzie cało, ale to nie jest interesująće, interesujące jest to co go spotka po drodze :]

        Pierce Brosnan lepszy niż ostatnim razem, chociaż przecież i wtedy nie był zły, raczej jakby zbyt poważny w scenach, w których nie musiał żartować i puszczać oka :]

        Bondowski klasyczny motyw muzyczny - w pierwszej godzinie zjawia sie bodaj 2 razy tylko, i to na moment, na szczęście później jest go więcej i w dłuższych sekwencjach, bez tego motywu nie ma Bonda, łatwo by było zapomnieć, że to jednak film z 007 :] Tak mi się już jakoś wdrukowało, a Tobie ? A Wam ?

        oczywiście, interesujących kobiet nigdy za wiele : Paris Carver, agentka Wei, konferensjerka Carvera, duńska modelka w Oksfordzie ;], Moneypenny, jedyną która otwarcie przyznaje się, ze Bond na nią "nie działa", to M - moze dzięki temu tak hojnie szafuje jego zdrowiem i życiem ? ;']]

        świetna zabawa !

        dzięki raz jeszcze !


        • mala_ciekawostka Re: Przypominam o sobotnim Bondzie:) - to ja o ni 04.02.18, 10:54
          Dziękuję, Greku:)

          Fajnie, że Ci się podobało. Fajnie też, że w tym filmie P. Brosnan bardziej Ci spodobał;)

          Film rzeczywiście ma już więcej klasycznych motywów muzycznych. Ma też dużo humoru: ja lubię zwłaszcza ten moment w drukarni Carvera, kiedy Bond ucieka ostrzeliwany ze wszystkich stron, a Wei w tym czasie spokojnie wspina się na lince po ścianie i jeszcze mu macha na pożegnanie - jego mina jest bezcenna:)

          To rozciągnięcie czasu do wystrzału rakiety: "T minus 1 minuta", które trwało dobre 5 minut - zawsze mnie zastanawia;)

          Akurat tę Moneypenney lubię najbardziej ze wszystkich z całej serii. Wiesz jak się nazywa aktorka ją grająca?
          Samantha BOND :)) Ciekawie się złożyło, prawda?;)

    • siostra_bronte "Na ostrzu szpady" 02.02.18, 19:42
      Dlaczego nikt nie zapowiada? :)

      Dziś wieczorem w Jedynce. Dobre kino kostiumowe w starym stylu. Znakomita obsada (Daniel Auteil, Fabrice Luchini). Może czasem się ciągnie, ale warto zobaczyć.
      • grek.grek Re: "Na ostrzu szpady" 03.02.18, 10:39
        dzięki, Siostro ! :]

        kino płaszcza i szpady w nowych dekoracjach kinowych ? :]

        oglądałem tydzień temu "Hrabiego Monte Christo", udany film, wg mnie. Chętnie zobaczę także "Na ostrzu..." - w nocy będzie powtórka. Spróbuję się zaczaić :]

        "ciągnące się" fragmenty filmów kostiumowych mają zaletę, można się przyglądać strojom i całemu otoczeniu, takie mam wrażenie.

        Zatem, Twoja zapowiedź brzmi intrygująco, Siostro - mam nadzieję obejrzeć :]
    • grek.grek "Grzeczny świat" via Nova 03.02.18, 11:59
      Nastolatek z Chicago przeprowadza się do Seattle. jego rodzina przeżyła traume, w postaci śmierci jego starszego brata, więc zmienia otoczenie, aby zapomnieć o tej tragedii.

      Nowa szkoła to klasyczna amerykańska high school, pokazana w ikonicznych obrazkach i z ikoniczną muzyką light rockową ;]

      Rządzi w tej szkole grupa mlodzieży idealnej : doskonale się uczą, schludnie się ubierają i czeszą, żadnego buntu, wyskoków, używek. Są jak bractwo, noszą granatowe kurtki, takie jak w szkołach średnich w Ameryce przysługują członkom elitarnych stowarzyszeń i drużyn sportowych. Tutaj dotyczy to także dziewczyn.

      Steve'a w mikrokosmos szkoły wprowadza Gavin, wkrótce przyłącza się takzę Rachel, rockowa dziewczyna w skórzanej kurtce [gra ją Katie Holmes].

      JUż od początku wiemy, że z tymi elitarnymi coś jest nie tak, w pierwszej scenie jeden z nich zabija policjanta, a drugi gliniarz pomaga mu to zatuszować. Cała grupa jest więc pod osłoną policji. A także nauczycieli. W szkole i poza szkołą mogą liczyć na specjalne traktowanie i niemal bezkarnośc. Mogą pobić innych uczniów, zdemolować stołówkę albo sklep, kopnąć innego na lekcji - zawsze po uszach dostaje ten drugi.

      Ich ambicją jest wciąganie w swoje szeregi wszystkich tzw buntowników. Polują na nich i w specjalnym rytuale przejścia metamorfozują w podobnych sobie Idealnych. POrządkują otoczenie. Jak się kto sprzeciwia, to dostaje w nos, a potem trafia na czarną liste.

      Steve i Rachel wkrótce docierają do odkrycia, ze mają do czynienia z zainfekowaną sektą, a sprzymierzeńcem w ich staraniach o ujawnienie prawdy staje się zdziwaczały woźny szkolny [to poza, dzięki której jest bezpieczny i sekta idealnych oraz ich osłona policyjno-nauczycielska o nic go nie podejrzewa].

      Muszą działać, bo ofiarą sekciarzy zostaje Gavin.

      Cóz, schemat cokolwiek zgrany, ale tempo jest żywe, scenariusz nie obraża nawet mojej inteligencji ;], a krytyka jest skierowana w stronę [tutaj pokazanych na modłę niemal faszystowską] presji uniformizacji, odnoszenia sukcesów, nieskazitelności prezencji, dostosowania się do modelowych wzorców i pod przemocą wyrzeczenia się buntu, który przecież jest kołem zamachowym kreatywności i postępu.

      muzykę napisał Mark Snow, twórca niezapomianej ściezki dźwiękowej "Z Archiwum X"

      www.youtube.com/watch?v=ipcvwwIoEHo

    • grek.grek w kinach : "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" 03.02.18, 17:04
      Złote Globy [dla filmu, Martina McDonagha i Frances McDormand] wręczone, Oscary w drodze :], dla niektórych krytyków już dziś jest to najważniejszy film roku.

      wybieracie się może do kina ?

      film.interia.pl/recenzje/news-trzy-billboardy-za-ebbing-missouri-recenzja-wscieklosc-i-wrz,nId,2516940
      • never_never Re: w kinach : "Trzy billboardy za Ebbing, Missou 03.02.18, 17:56
        widziałam i jestem zachwycona :)
        choć przemknęła mi w trakcie oglądania myśl, że może niektóre postaci są jednak zbyt przerysowane, to z błędu wyprowadził mnie znajomy, który dobrze zna amerykańską prowincję
        sam film niesamowicie porusza emocje, aktorstwo świetne - co tu zresztą pisać, pochwalnych recenzji jest multum, sześć (!) gwiazdek od recenzenta Gazety i tym razem się z nimi zgadzam :)
        zobaczcie koniecznie!

        btw zaliczyłam kilka "oscarowych" pozycji i "Trzy billboardy..." to na razie mój faworyt
        obsypany nominacjami "Kształt wody" nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, nawet sama się sobie dziwię, bo jestem fanką "Labiryntu fauna" del Toro
        "Call me by your name"/"Tamte dni tamte noce" - podobnie, oczywiście estetycznie piękny, i zawsze miło się ogląda włoskie lato w środku polskiej jesienio-zimy, ale jeżeli chodzi o emocje, to już bardziej mnie poruszył trochę podobny tematycznie, ale szorstki i surowy "God's own country"/"Piękny kraj" (nominacja BAFTA, nagroda w Sundance)
        natomiast "Uciekaj" to ciekawy thriller/horror, ale raczej nie na miarę Oscara

        PS. Podziękowania zbiorowe dla Was za posty, recenzje, opisy - czytam z opóźnieniem, dlatego nie komentowałam już pod nimi, ale doceniam i podziwiam, że poświęcacie na to swój czas :)
        I też ze "Skłóconych z życiem" pamiętam głównie scenę z mustangami... ;)




        • never_never Re: w kinach : "Trzy billboardy za Ebbing, Missou 03.02.18, 18:08
          a, i jeszcze reżysera/scenarzystę "Trzech billboardów..." znacie dobrze, bo pamiętam dyskusje w "Ojejku" na temat jego filmu "In Bruges"/"Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj"

          a tu ciekawy wywiad z Martinem McDonagh'em:

          wyborcza.pl/7,143363,22972965,trzy-billboardy-za-ebbing-missouri-martin-mcdonagh-rezyser.html




          • grek.grek Re: w kinach : "Trzy billboardy za Ebbing, Missou 03.02.18, 18:20
            dzięki, Never :]

            yes, Mc Donagha znakomicie zna Siostra, od razu zorientowała się, ze to niebagatelny reżyser i scenarzysta.

            a ja mam wyrzuty sumienia, bo Siostra 5 razy zapowiadała "Najpierw strzelaj...", a mnie się udało zaledwie raz obejrzeć, a i to w mniejszości. Trzeba słuchać mądrzejszych od siebie, powtarzam sobie i wychodzi mu to słabo :]

            ale - zawsze mam nadzieję na kolejną powtórkę, którą wreszcie upoluję i "zjem" w całości :]
        • grek.grek Re: w kinach : "Trzy billboardy za Ebbing, Missou 03.02.18, 18:10
          dzięki, Never ! :]

          jakże zachęcająca recenzja !

          w takich momentach mam impuls, żeby chwycić w internecie film i od razu obejrzeć ":] ale zaraz włącza się lampka ostrzegawcza : czy godzi się oglądać takie filmy w sieci ? czy nie lepiej zaczekać na okazję obejrzenia ich choćby w telewizji [albo : na ekranie telewizora, z dowolnego nośnika :)] ?

          o, świetnie, widzę że trzymasz rękę na plusie nowości ! :]

          A "Niemiłośc" Zwiagnicewa - czy udało Ci się obejrzeć ? Co sądzisz o tym filmie ?

          dzięki za ciepłe słowa, Never !
          w wzajemnością również dla Ciebie ode mnie, od nas :]

          o yes, to scena ikoniczna ! ileż tam niezwykłych znaczeń i sensów zawartych jest !


          • never_never Re: w kinach : "Trzy billboardy za Ebbing, Missou 03.02.18, 18:33
            cześć Greku :)

            nie widziałam "Niemiłości", ale to drugi po "Trzech billboardach..." film, który dostał w tym tygodniu sześć gwiazdek w recenzjach "Co jest grane"
            też jest ciekawy wywiad z reżyserem w Gazecie, ale chyba tylko dla prenumeratorów, więc nie linkuję

            dużo dobrego kina ostatnio, no i jeszcze nowości serialowe , ach, chciałabym tak jak Ty funkcjonować nocami oglądając, oglądając, oglądając...;)



            • grek.grek Re: w kinach : "Trzy billboardy za Ebbing, Missou 04.02.18, 09:42
              cześć, Never ! :]

              yes, wysokie oceny zbiera, świetne recenzje. Już w Cannes miał znakomite przyjęcie i ponoć zasługiwał na Palmę, którą ostatecznie dostał "The Square".

              dzięki, spróbuję znaleźć ten wywiad w guglu, moze uda się go otworzyć :]

              to prawda, świetne nowości wchodzą, niedługo "Kształt wody" także, o którym wspominałaś, świetnie że je na bieżąco oglądasz, wyprawy do kina mają swój wspaniały klimat ! :]

              nocne seanse posiadają niewątpliwy czar :]
    • grek.grek zmarł reżyser Wojciech Wójcik 03.02.18, 17:12
      spojrzałem na reżyserskie resume pana Wójcika i zdziwiłem się, bo znalazłem tam tytuły filmów, które zawsze oglądam z sympatią i docenieniem właśnie reżyserskich pomysłów :

      "Karate po polsku" przepięknie zaplanowane i przeprowadzone w okolicznościach mazurskiego lata, ale też z pewnym akcentami niemal egzystencjalnymi; "Trójkąt bermudzki", przewrotna historia o zbrodni doskonałej i jeszcze doskonalszej karze; "Prywatne śledztwo" z Romanem Wilhelmim, jak to się modnie mówi : studium przypadku człowieka rozpaczliwie zbierającego się po tragedii życiowej.

      No i jakże ceniony i popularny swego czasu serial "Ekstradycja".

      Nie mialem zielonego pojęcia, ze to były filmy właśnie jego ! NIgdy nie zwracałem jakoś uwagi na to, kto reżyserował, mimo że reżysera doceniałem : i trzeba dopiero takiej okoliczności, żeby go wreszcie zlokalizować. Ech, życie nie jest sprawiedliwe !

      choć... lepiej późno niż wcale :]



    • maniaczytania kinowo - Atak paniki 03.02.18, 18:11
      byłam wczoraj - naprawdę świetny film!

      Niewiele mogę napisać, bo samodzielne śledzenie kilku przeplatających się historyjek i próba rozgryzienia, w jaki sposób się łączą i jaka jest ich właściwa chronologia, to bardzo duża część kinowej frajdy.
      Nie oglądajcie zwiastuna, który sugeruje kolejną trochę 'głupawą' komedię. To nie jest komedia, choć owszem jest sporo zabawnych momentów. Ale to pocięcie, poszatkowanie, niezły montaż, znakomita gra wielu aktorów, wątki traktujące o tym, co dotyka właściwie każdego z nas w różnym stopniu i w zasadzie codziennie, o współczesnych skrywanych lękach i próbach ich zagłuszenia różnymi rzeczami - chapeau bas! :)


      --
      Maniaczytania - blog
      • grek.grek Re: kinowo - Atak paniki 03.02.18, 18:25
        brawo , Maniu !

        dzięki ! :]

        jakie wrażenia z kinowej eskapady !? :}

        intrygująca recenzja.
        z okazji Gdyni'17 widziałem porównanie "Ataku..." do "Dzikich historii" Szifrona. Twój opis sugerowałby, że tak jest, tyle że u Szifrona były to zamknięte nowele, z tego co pamiętam, a tutaj jest struktura puzzli ?

        brzmi jakże zachęcająco !

        polskie kino atakuje ! :]

        • maniaczytania Re: kinowo - Atak paniki 03.02.18, 18:33
          oj, wrażenia były bliskie atakowi paniki ;) - strasznie dużo wczoraj było ludzi 'niechlujnie' jedzących popcorn, tzn. bardzo głośno ;)

          Nie widziałam tego filmu, więc do porównań się odnieść nie mogę, ale też o nich słyszałam. Tak, tu są puzzle, które jakoś tam się składają i zamykają, ale nic więcej nie napiszę, bo naprawdę popsuję przyjemność z oglądania ;)

          Niech tak atakuje dalej! Zdaje się, że to nadchodzi nowe pokolenie reżyserów! Hurra, wreszcie :)
          Jeszcze muszę nadrobić "Cichą noc", też podobno bardzo dobrą. W ogóle ubiegłoroczna Gdynia kilka niezłych filmów miała. Cudownie :)

          --
          Maniaczytania - blog
          • grek.grek Re: kinowo - Atak paniki 04.02.18, 09:49
            haha, świetne, Maniu ! :]

            chrupanie nad uchem może być nieznośne, podobnie jak szeleszczenie papierami, niektórzy kinomani uwazają, że prawo do takich "przeszkadzajek" mają w cenie biletu ;]

            dzięki :]

            otóż to, mamy nowe pokolenie filmowców, przede wszystkim : chcą oni kręcić historie uniwersalne, zrozumiałe dla widzów na całym świecie, o problemach i radosciach wspólczesności, dystansujące się od wątków historii lat 80-tych - dług wobec nich polskie kino już chyba spłaciło :]

            "Cicha noc" - recenzje w i po Gdyni były świetne ! w ogóle, ostatnia Gdynia to był symbol tej zmiany pokoleniowej, może jeszcze wejdzie kilka innych tytułów do kin ?
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Obcy. Ósmy pasażer Nostromo" 04.02.18, 10:41
      niedawno były wszystkie filmy z Obcym, ale widać Stopklatka wykupiła podwójny pakiet ? ;]

      Nic to - "Ósmy pasażer Nostromo" jest wybitnym filmem, zresztą : może nie wszyscy widzieli ostatnim razem ?

      Niesamowita scenografia, kapitalnie, z rozmysłem i bez pośpiechu, budowany nastrój i dramaturgia, wreszcie sam Obcy, pokazywany zawsze na mgnienie oka, w kawałku, nigdy w całości, dzięki czemu intryguje i pozostaje nieodgadniony.

      przełomowy film, historia filmu science-fiction po "Obcym" nigdy już nie będzie/była taka sama.


    • grek.grek 20:40 Kultura "Komornik" 04.02.18, 10:50
      Nic nie poradzę : gdzieś ten film pęka w momencie, gdy tytułowy bohater zaczyna się modlić do Matki Boskiej i zmienia się o 180 stopni.

      Pierwsza godzina to świetnie nakręcone i zmontowane kilka dni z życia ambitnego chuligana, który w wyprasowanym garniturze i pod krawatem wykonuje niby tylko pracę i jest stuprocentowym profesjonalistą, ale w istocie po trupach robi karierę, rozbija się łokciami, a przy okazji odgrywa się na ludziach, bo ich nie znosi, gardzi nimi, ma rachunki do wyrównania, whatever.

      Andrzej Chyra w mistrzowskiej formie, a w tle wałbrzyska infrastruktra filmowana w jesiennych szatach, które podkreślają tonację moralną scenariusza.

      A później... ta przemiana ma oczywiście motywację, ma swoją historię, można ją tłumaczyć szokiem osobowościowym i wieloma innymi względami, albo potraktować jako senny objaw wyrzutów sumienia. Jakkolwiek jednak, cała opowieść nagle zamienia się w na siłę grany moralitet.

      Feliks Falk klasowym jest reżyserem, zrobił co do niego nalezało, ale ciekawe czy jemu ten scenariusz napisany przez Grzegorza Łoszewskiego nie zgrzytał ? ;]
    • grek.grek 22:40 Puls "Podziemny krąg" 04.02.18, 11:01
      klasyka !

      ekranizacja powieści Chucka Palachniuka, kultowe role Brada Pitta i Edwarda Nortona [ale i Heleny Bonham-Carter], no i wywrotowe przesłanie wzywające do buntu przeciw konsumpcjonizmowi, do wysadzenia w powietrze podstaw korporacyjno-ekonomicznego ładu współczesnego świata.

      Mamy cierpiącego na bezsennośc Narratora, pracownika firmy ubezpieczeniowej, białego kołnierzyka, którego marzenia życiowe sprowadzają sie do kolekcjonowania mebli i wszelkich przedmiotów zapewniajacych prestiż. A jednak nowa sofa czy krawat nie poprawiają jego samopoczucia, cierpi na apatię i marazm. Chodzi więc na nocne terapie uzależnień czy dla zmagających się z cięzkimi chorobami, aby tam doznać oczyszczenia słuchając wynurzeń ludzi faktycznie doświadczonych przez los.

      Kiedy poznaje wystrzałowego kolegę, Tylera Durdena, wszystko się zmienia.

      Trzeba to obejrzeć ! Kino kultowe, niewątpliwie ostre, bo kilka scen bijatyk w Klubie Walki, który zakładają obaj panowie, epatuje krwią i przemocą, ale jest to przemoc nieporównywalna w swojej celowości i motywacji z przemocą w jakimkolwiek innym filmie.

      skrzy się ten film od humoru, kpiny, kapitalnych dialogów i monologów, uwag rzucanych mimochodem, choć ich recepcja zależy w znacznej mierze od odwagi przekładu, a nie wszystkie kursujące w obiegu są równie finezyjne, nie wszyscy lektorzy czują tzw. bluesa :]

      wybitny film.

      David FIncher w życiowej formie, tercet aktorski również.

      • never_never Re: 22:40 Puls "Podziemny krąg" 04.02.18, 13:37
        tak, wybitny film, który jest ciągle inspiracją dla innych twórców
        choćby niedawno pewnych zbieżności doszukiwali się widzowie serialu "Mr Robot", bo choć tematyka zupełnie inna, to niektóre rozwiązania jakby znajome
        • never_never Re: 22:40 Puls "Podziemny krąg" 04.02.18, 14:13
          i jeszcze przypomniał mi się niemiecki film "WhoAmI" Barana Bo Odara (ostatnio znanego ze świetnego serialu "Dark") - ale reżyser nie ukrywa chyba swoich inspiracji, skoro w pokoju głównego bohatera wisi plakat filmu "Fight Club"

          no i tak idąc drogą dziwnych skojarzeń chciałabym już teraz zapowiedzieć środowy nocny seans Stopklatki "American Psycho" - film z tego samego okresu, również na podstawie kultowej powieści, bardzo kontrowersyjna tematyka i wybitna rola Christiana Bale'a



          • grek.grek Re: 22:40 Puls "Podziemny krąg" 04.02.18, 16:43
            o, nie znam tego filmu, ale jesli inspirowany "Podziemnym kręgiem", to na pewno godny uwagi.

            dzięki za zapowiedź, Never ! :]

            pamiętam ten film, do dziś robi wrażenie, a główny bohater uzbrojony w piłę tarczową, gotów zabić kolegę z pracy za to, ze tamten ma wizytówkę ładniejszą i kosztowniejszą od niego - istny upiór współczesnego szaleństwa konsumpcyjnego. I jego ofiara.

            choć koniec końców, można odnieśc wrazenie, ze to całe wariactwo odbywa się w jego umyśle, a nie na jawie, prawda ?

            [nie wiem, jak jest to opisane w literackim oryginale, którego nie czytałem]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka