Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2018 - 6 (vol. 92)

01.06.18, 11:00
Z lekkim spóźnieniem zakładam nowy wątek - myślę, że ... przeważnie piłkarski!

W końcu zaczyna się wielkie święto futbolu :)

Ale mam nadzieję, że dla tych, co nie lubią ;) znajdzie się również w tv coś innego :)

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • grek.grek 01.06.18, 14:06
    dzięki, Maniu ! :]

    yes, najpewniej mundial zdominuje drugą połowę tego miesiąca, no i mundial znów z polską drużyną, więc nie może być inaczej ;]

    otóż to ! miejmy nadzieję, że oferta poza-piłkarska będzie bardzo dobra, wszak nie samą piłką żyje człowiek; zwłaszcza stacje komercyjne mają szansę na tym polu rywalizować z TVP ":]
  • grek.grek 01.06.18, 14:16
    w takim układzie, może raz jeszcze zapowiedź dzisiejszej premiery w Kulturze filmu, który mamy w archiwum, dzięki Siostrze :]

    "Sils Maria" dzieje się w alpejskiej wilii, gdzie renomowana aktorka przygotowuje się do spektaklu teatralnego, w którym ma zagrać rolę kobiety dojrzałej doprowadzanej do obłąkania przez młodą uwodzicielkę.

    Kiedyś grała w tym spektaklu, ale to ona uwodziła, czy ta zamiana ról oznacza wejście w smugę cienia [w zawodowej karierze przynajmniej] ?

    zwłaszcza, że partnerować jej ma koleżanka sprawdzająca się, póki co, głównie w cyrkowych blockbusterach.

    nieodłączną towarzyszką aktorki jest asytentka, znacznie młodsza, przyjaciółka, prawa ręka. Zapewne relacja ta może mieć znaczenie specyficzne, jako analogia do sytuacji scenicznej.

    główne role : Juliette Binoche, Kristen Stewart, reżyseria Olivier Assayas.

    wg Siostry, film nie ma dostatecznej temperatury emocjonalnej, jest "przegadany", niezbyt intrygujący, a Binoche zawodzi aktorsko, na plus są krajobrazy, czyli scenografia i naturalistyczne dekoracje :]

    zatem, uwaga na mielizny !

    ale i jest szansa, by może po seansie zainicjować polemikę z recenzją Siostry :]
  • zielony.promien 01.06.18, 15:06
    Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń :)
  • grek.grek 01.06.18, 15:56
    dzięki, Siostro ! :]

    nie omieszkam ich zreferować :]

    btw, zauważyłaś "Kobietę w oknie" Fritza Langa jutro w Kulturze ? o 16:40 ":]

    po cichu, a teraz już : całkiem głośno, mam nadzieję na Twoją rekomendację tego filmu :]
  • zielony.promien 01.06.18, 19:06
    Tak, zauważyłam! Ale myślałam, że ten film już był w czasie przeglądu Langa parę lat temu?

    Świetny, polecam gorąco!!
  • grek.grek 02.06.18, 09:12
    o, możliwe, Siostro, zaraz sprawdzę w archiwum :]

    dzięki ! własnie szykuję się do obejrzenia, mimo że termin Kultura wybrała wyjątkowo niekorzystny :]
  • grek.grek 02.06.18, 11:00
    Siostro, zgadzam się z Tobą, brakowało silniejszych namiętności, jakiejś większej energii w tym filmie.

    I góry są naprawdę efektowne, chociaż te "quasi-bawarskie" pomysły muzyczne, podczas ich pokazywania, były wg mnie lekko "obok" całej konwencji psychologicznej ;]

    wg mnie, obie aktorki wypadają nieźle, moze dlatego Juliette Binoche budzić może wątpliwości, gdyż ma trudniejsze zadanie, jej postać ma jednak jakiś rys pretensjonalności ?

    bardzo dobre jest, wg mnie, wszystko co dotyczy roli jaką ma zagrać Maria i spektaklu, w którym ma to zrobić.

    Niby wiadomo : 20 lat temu już w tej sztuce grała, ale rolę młodej uwodzicielki, a nie dojrzałej ofiary, Heleny. Fakt, ze teraz ma grać ofiarę, trochę ją konfunduje, bo sugeruje, że sie zestarzała, uleciał z niej młodzieńczy wigor, tak jak 20 lat temu, to ona grała nowocześnie i śmiało i nie znosiła swojej koleżanki w roli Heleny za jej konwencjonalnośc i sztucznośc. czy ona sama dzisiaj stała się własnie taka sztuczna i konwencjonalna ? INteresująca sytuacja, choć ofk ciut schematyczna :]

    Kim jest Valentine ? Czy jako asystentka Marii nie zaczyna odgrywać roli takiej jaką w sztuce odgrywa młoda uwodzicielka ? Trochę to tak wygląda, i sceny czytania tekstu, które prowadzą w górskiej willi zaczynają przekładać się na ich życiowe relacje.

    Miałem wrażenie, że Valentine celowo próbuje sprowokować Marię : udaje związek z jakimś fotografem, zeby wywołać w niej zazdrość; komplementuje młodą, zadziorną aktorkę, JoAnn, mającą grać uwodzicielkę w tej sztuce teatralnej z Marią, czym wzbudza w Marii nieznośne poczucie bycia starą i niemodną; wreszcie coraz śmielej wygłasza własne interpretacje tekstu scenicznego, czego już Maria zupełnie nie moze spokojnie znieść.

    jednocześnie jest jednak od Valentine jakoś uzależniona. Musi ją mieć przy sobie, nie tylko w celach całkiem praktycznych, ale i z powodów emocjonalnych. To jedyna bliska jej osoba.

    Wydawało mi się, ze Valentine albo rozgrywa z nią jakąś swoją psychologiczną gierkę, próbując zemścić się na niej za lata zycia w cieniu Pani Aktorki, albo spełnia rolę instrumentu, dzięki któremu Maria mozę nastroić się do roli teatralnej, poprzez przeżycie w rzeczywistości tych stanów ducha, które dominują w postaci Heleny.

    Skoro Val w końcu znika, jaka jest odpowiedź ? :]

    Val coraz bardziej wydawała mi się postacią wymyśloną, nierzeczywistością. Myślałem sobie na początku, ze mogłaby mieć uraz do Marii, bo przecież one bez przerwy rozmawiają tylko o niej, o tym co Maria czuje, co Maria robi, co Maria planuje, co Maria myśli o roli itd. Nigdy nic o życiu Val.

    Ale zaraz... Val nie ma życia. Ona żyje Marią i tym, co wyczyta na rozmaitych pudelkowych portalach w internecie. Podziwia jakąs aktoreczkę, za to że jest ona "sobą", co oznacza w tym przypadku brak manier i wulgarność.

    Czy Val jest projekcją Marii czy może uprawia prowokację, aby swojej przyjaciółce pomóc przygotować się do roli stwarzając odpowiednie środowisko naturalne w codzienności ?

    Maria nie znosi Heleny, "przegranej, słabej, starej", nie znosiła jej wtedy, 20 lat temu, tak bardzo, że wkurzała ją nawet aktorka, która - zapewne - grała tę rolę nalezycie i z wyczuciem. Wg Marii, "upajała się tym".

    Ten moment zderzenia z rzeczywistością, z upływem czasu, z myślą, że wektory odwróciły się o 180 stopni, jest zapewne strasznie trudny i wymagający wiele sił. wg mnie, Juliette Binoche staje na wysokości zadania. Często się smieje, a to z internetowych głupstw, a to z psychologii filmów Marvela, których głębi próbuje bronić Val - z sukcesem, bo w końcu w finale widzimy jak maria przyjmuje rolę w kolejnym filmie science-fiction, zatem argumenty, ze i w tej cudacznej formie można zawrzeć wiele niegłupich przemyśleń, znalazły podatny grunt; a może Maria wierzy, ze odmłodzi ją taka rola ? - a to znów z zalotów dawnego amanta, który też jakoś posunął się w latach, a ona przez jego pryzmat widzi siebie, starszą o 20 lat : i zawsze ten śmiech jest czymś smutnym, desperackim, brak mu szczerości, jakby pokrywała nim niepewnośc, lęk i jakieś rodzące się na poczekaniu kompleksy związane z metryką.

    cdn


  • grek.grek 02.06.18, 11:21
    Zabawna i smutna jest, kiedy upiera się, ze mogłaby znów zagrać uwodzicielkę. "Mario, masz 40 lat, a do tej roli potrzeba młodej dziewczyny", taktownie zostaje upomniana.

    Te próby i dyskusje na temat sztuki, jaka ma zostać odegrana, są wg mnie bardzo dobre,. jej rózne interpretacje, zwłaszcza ta, w której Maria sugeruje, ze Helena chce w istocie popełnić samobójstwo i to nie młoda uwodzicielka doprowadza ją do tego, ale ona sama wykorzystuje ją, aby siebie pogrążyć i zdobyć się w efekcie na zadanie sobie ciosu.

    Wg mnie, jest to też film o władzy, bo : kto kogo kontroluje ? wybitna aktorka swoją skromną asystentkę czy skromna asystentka wybitną aktorkę ? Kto kogo bardziej potrzebuje ? To zadziwiające momenty, kiedy nagle Maria zdejmuje koturny, by wprost prosić Valentine, by nie odchodziła, nie zostawiała jej.

    Valentine zresztą odchodzi, a nawet po prostu znika, rozpływa się, nie ma jej, ot tak. I nie wraca. Czy była przywidzeniem, projekcją Marii ? NIby nie, bo przecież obejmowała się z nią żona zmarłego poety i podawali jej rękę JoAnn i jej chłopak, ale i tak jest to postać w połowie nierealna.

    Ciekawa jest ta końcowa scena, kiedy Maria jest przymusowym świadkiem iście tabloidowej historii : żona chłopaka JoAnn nie może znieśc ich romansu i próbuje się zabić, pudelki polują na JoAnn, reżyser teatru dwoi się i troi, zeby pomóc swojej młodej aktorce, a Maria siedzi przy tym wszystkim, obserwuje, milczy, i chyba czuje sie odstawiona na boczny tor. Nikt nie mówi o sztuce, nikt nie mówi do niej/o niej, a ona trochę nie wie, jak się zachować : uciec nie wypada, angażować się emocjonalnie też jakoś nie bardzo, w sumie sytuacja zupełnie dla niej nowa.

    I w nowych realiach uprawiania aktorstwa, bo pudelki, sieć, tabloidy, to świat obcy Marii, zasmiewającej się z zażenowaniem z głupawych odpowiedzi JoAnn na jakiejś konferencji prasowej, którą ogląda w internecie.

    Nie wszyscy jednak oczadzieli :] Oto zjawia się młody reżyser, który proponuje jej rolę w science-fiction, ale jednocześnie komplementuje jej aktorską dojrzałośc, uniwersalizm, ponadczasowośc i zwierza się, ze on nie czuje tych obecnych czasów, jest duchem w innej epoce [kina i kultury]. Jeszcze filmy nie zgineły, póki my żyjemy ! ;]

    Dośc konwencjonalne kino, ale wg mnie im więcej klasycznie zrobionych filmów, w XXI wieku, tym lepiej :]

    Pewną dystrakcją jest tutaj scena na górskiej szosie, we mgle, gdzie Valentine zatrzymuje auto, którym wyjechała na rzekomą randkę. Włącza się jakaś transowa muzyka, kamerzysta wpada w ton oniryczny, jakby i jemu udzieliła się choroba wysokościowa [Val wymiotuje, zapewne z powodu wzrostu ciśnienia], w sumie : robi się jakoś niepokojąco ["Dzisiaj to słowo stosuje się w najbardziej banalnych sytuacjach", krytykowała Maria, i nie bez racji :)]. Ciekawe wejście.

    Podobnie jak scena ostatnia, kiedy Maria i JoAnn są tuż przed rozpoczęciem spektaklu i Maria prosi, zeby w scenie ostatecznego upokorzenia Heleny, Jo Ann przedłużyła moment wyjścia swojej bohaterki, dała postaci Heleny kilka dodatkowych sekund życia na scenie. Ale JoAnn odmawia : "Ona przegrała, po cóż się dalej niż zajmować ?".

    Maria widzi w niej siebie sprzed 20 lat, w sobie : ją za lat 20. Wymowny jest ten wyraz twarzy. Zdziwiony cynizmem młodej dziewczyny, a jeszcze bardziej faktem, jak bardzo ona sama się zmieniła przez te dwie dekady, jak bardzo kiedyś nie rozumiała, ze młodośc nie jest wieczna i mądra.

    Dobry film, wg mnie :]

    Gdyby miał więcej frenezji, zapewne byłby jeszcze lepszy, ale : na poziomie scenariusza i aktorskiej ekspresji, wg mnie : zadowalający :]
  • grek.grek 01.06.18, 14:21
    nowy film POlańskiego, recenzje różne są, ale pewnie część głosów krytycznych i wyrażających niepełną satysfakcję bierze się z faktu, że od najlepszych oczekuje się czegoś więcej niż tego, co w przypadku gros innych rezyserów wywołałoby entuzjazm :]

    tak czy owak, intryga brzmi ciekawie, spotkanie dwóch intrygujących aktorek na planie - jeszcze ciekawiej, no i z opisów wynika, że po teatralnych z ducha "Rzezi" czy "Wenus w futrze", reżyser wrócił do opowiadania historii, które zawsze lubił najbardziej, a my/ja razem z nim [ ??? ] ;]

    www.filmweb.pl/review/Prawda+i+fałsz-20124
  • mala_ciekawostka 01.06.18, 17:07
    Waham się i waham czy iść na niego do kina. Jeśli jeszcze dłużej się "powaham" to w końcu zejdzie z ekranów;))
  • grek.grek 02.06.18, 09:11
    :]]

    Mała Ciekawostko, nie wahaj się ! raz się żyje ! :] mam nadzieję, że wybierzesz się do kina, będziesz się wspaniale bawiła przy świetnym filmie, a później opowiesz nam o filmie, i o wyprawie kinowej :]
  • mala_ciekawostka 02.06.18, 12:14
    :))

    Dzięki za zachętę:)! Mam powód, żeby film obejrzeć (E.G.), jeśli się zdecyduję na pewno napiszę o wrażeniach:)
  • grek.grek 02.06.18, 13:13
    miło mi, Mała Ciekawostko :]

    trzymam kciuki ! :]

  • mala_ciekawostka 02.06.18, 13:31
    :)
  • grek.grek 02.06.18, 15:27
    :]]
  • grek.grek 01.06.18, 14:26
    triumfator ostatnich Cezarów, wziął 7 nagród, m.in za najlepszy film, miał też 7 nominacji. świetnie wypadł również w Cannes, gdzie dostał Grand Prix.

    kulturaliberalna.pl/2018/05/29/gora-nieodrobiona-lekcja-empatii-recenzja-filmu-120-uderzen-serca/
  • grek.grek 01.06.18, 14:28
    z cyklu : co w filmowej trawie piszczy :]]

    kulturaliberalna.pl/2018/05/22/grzegorz-brzozowski-dokumenty-milosci-i-mroku-festiwal-docs-against-gravity/
  • grek.grek 01.06.18, 14:31
    wg krótkich opisów i recenzji, było idealnie, gdyby udało się wszystkie te filmy pokazać w telewizji :]

    kultura.onet.pl/film/wiadomosci/58-krakowski-festiwal-filmowy-george-michael-rosyjski-sport-i-dzihadysci-subiektywny/03cjmxs
  • grek.grek 02.06.18, 09:21
    Siostro, "Kobiety..." nie było w przeglądzie filmów Langa, nie mamy jej też w archwium. Zatem... premiera ! :]

    film z 1944 roku, już się cieszę na te czarno-białe, piękne kadry i tę elegancję, klasę, o której pisałaś, Siostro, swego czasu.

    jest to thriller, jak wynika z opisu.

    pan Wanley, profesor, mąz i ojciec na dodatek, ma do spędzenia samotne popołudnie, bo rodzina chwilowo wyjechała.

    przechodząc ulicą widzi w witrynie sklepowej zdjęcie urodziwej kobiety, którą niebawem ma okazję poznać osobiście.

    zauroczenie to sprowadza na niego cięzkie kłopoty, zostaje wzięty za jej kochanka i musi bronić się przed jej narzeczonym, co kończy się tragicznie.

    I zdaje się, że to dopiero początek całej historii ?

    Edward G. Robinson [osobiście, pamiętam go ze świetnej roli w "Podwójnym ubezpieczeniu" Billy'ego Wildera] i Joan Bennett w głównych rolach.

    no i mistrz Lang reżyseruje.

    koniecznie musimy obejrzeć, Czcigodni ! :]
  • zielony.promien 02.06.18, 14:47
    To w takim razie dziwię się, że taka kiepska pora!!

    O, z pewnością będziesz zadowolony.

    I ten kapitalny twist! Ale nie zdradzę o co chodzi...

  • grek.grek 02.06.18, 15:36
    dzięki, Siostro ! :]

    pora istotnie mogłaby być lepsza, ale dla noir z '44 Langa - dzięki Tobie i Twojej admiracji dla kina z lat 40- i 50-tych oraz umiejętnościom przekazywania tej pasji ! :) - gotów jestem mataczyć i manipulować otoczeniem ;]], byle tylko wykręcić się od rozmaitych okoliczności przyrody i taki film koniecznie obejrzeć.

    tak na pewno będzie, Siostro :] już się cieszę na seans.

    o, brzmi rewelacyjnie !


  • grek.grek 03.06.18, 10:14
    dzięki raz jeszcze, Siostro ! :]

    Absolutnie świetny twist, na sam koniec, a po nim oddech ulgi i komediowe w gruncie rzeczy momenty finalizujące film :]

    klasa, elegancja, filmowa elokwencja, ekonomia fabularna, no i te stare samochody, klasyczne zupełnie ujęcia ulicy w wieczornym deszczu, garnitury i suknie jako codzienne stroje bohaterów - już sama sceneria i otoczenie wprowadza w znakomity nastrój podczas seansu.

    Profesor Wanley teoretycznie wie sporo o przyczynach popełniania morderstw i wie także, że zabójstwo w samoobronie musi być usprawiedliwione, ale kiedy jemu przydarza się taka historia, co robi ? Oczywiście, instynkt bierze górę nad rozumem i zamiast iśc na policję, pod wpływem podszeptów przypadkowo poznaje towarzyszki tego wieczoru, decyduje się zatrzeć ślady, pozbyć zwłok, przy czym popełnia szereg drobnych, minimalnych błędów, które oczywiście prowadząca śledztwo policja bezbłędnie wyłapuje i profesor ma wrażenie, że dzień po dniu, wolno, lecz nieuchronnie pułapka zatrzaskuje się wokół jego szyi.

    Błędem założycielskim jest, rzecz prosta, znajomość z urodziwą młodszą kobietą, Alice, sensacyjnie spotkaną na chodniku przed wystawą sklepową, na której jest... jej portret. Wieczór u niej, wpada kochanek, atakuje profesora, dziewczyna wciska mu w dłoń nożyczki, a profesor działa intuicyjnie i pozbawia nimi agresora życia.

    Złapać oddech, trupa zawinąc w koce, pod osłoną nocy i deszczu zapakować do auta, wywieźc za miasto, porzucić w ustronnym miejscu : brzmi makabrycznie, ale : da się wykonać. Tylko te drobiazgi : tutaj spóźniony lokator kamienicy, który mógł go widzieć, tam zadrapanie na ogrodzeniu, pozostawiona krew i infekcja bluszczem - podczas wyrzucania ciała, po drodze koniecznośc opłaty za przejazd przez most u strażnika, a na dodatek zostawia u niedoszłej kochanki osobisty gadżet [pióro ?] z inicjałami. Na rozmokniętej szosie ślady kół samochodu, ślady butów, zaś ciało jakże szybko znajduje jakiś młodociany skaut.

    Policja idzie jak po sznurku, o czym informuje prokurator prowadzący sprawę, prywatnie przyjaciel Wanleya z klubu dla dżentelmenów, w którym spędzają wieczory. Wszystkie ślady i tropy wyłapują, bezbłędnie odtwarzają przebieg wypadków z feralnego wieczora i wszystkie czynności jakie po morderstwie wykonał profesor. Domyślają sie, ze była kobieta, ze była walka, że kobieta i morderca ukrywają się. Wszystko wiedzą, a profesor co chwila łapie się na tym, że dopowiada do tych objawień rzeczy, które potencjalnie mógł wydedukować z narracji prokuratora, ale gdyby nie był jego przyjacielem, to wzbudziłby podejrzenie : skąd wie ? dlaczego tak łatwo się domyślił ? :]

    Zabity był waznym finansistą, policja ma priorytet w szukaniu mordercy, a na dodatek ochroniarz faceta wiedział o schadzkach z Alice i ją szantażuje, żądając pieniędzy, z czym ona od razu zwraca się do Wanleya. Ochroniarz jest cyniczny i oślizły, wiadomo ze się nie odczepi, więc profesor zaczyna poważnie myśleć o tym, by go zabić. Kupuje truciznę, Alice ma ją mu podać, kiedy przyjdzie po kasę, ale gośc jest kuty na cztery nogi. Nie daje się nabrać. Wykończy ich finansowo, albo pójdzie na policję, bo z łatwością wydedukował, że Alice ma na sumieniu to morderstwo oraz kim jest jej wspólnik.

    Co może zrobić profesor, załamany już i mocno zdumiony prędkością z jaką jego uporządkowane, stateczne życie osuneło się na skraj przepaści i zawisła nad nim ciemna chmura przyszłości na krześle elektrycznym ?

    Zasnąć na zawsze zażywając truciznę. Niech się dzieje, co chce.

    No i ten twist jest tutaj przepięknym wydarzeniem :] A potem szatniarz okazuje się zabitym finansistą, szwajcar w mundurku - występnym szantażystą, no a kobieta spotkana w dokładnie takich samych okolicznościach jak Alice... śmiertelnym zagrożeniem, od którego trzeba uciec pędem, bo nie wiadomo, jak rozwinie się tak zapoczątkowana znajomość :]

    klasyka !

    I wszystko to, teoretycznie ;], wtedy kiedy 40-letni mężczyzna zostaje sam w domu, bo zona i dzieci jadą na wakacje, a on spędza wieczory w klubie z kolegami, gdzie głównym tematem rozmów są możliwości jakie ma jeszcze w życiu pan w tak podeszłym wieku ;]

    świetny Edward G. Robinson !

    ale najlepsza jest reżyseria Fritza Langa, perfekcyjnie poprowadzony film i kolejne sceny. Płynie się przez tę historię, idealne są kolejne sekwencje, każdy ruch aktorów i dialog, sceny dwójkowe wybitnie rozegrane.

    mistrzostwo !
  • grek.grek 02.06.18, 09:28
    o, kolejna premiera chyba ?

    londyński bankier dziedziczy po zmarłym wuju piękną posiadłość w Prowansji. Z dodatkową atrakcją w postaci 30-letniej winnicy.

    jedzie więc na miejsce, ale ma zamiar raczej wykonać niezbędne reperacje i sprzedać swój nowy nabytek, niż się tam rozgaszczać.

    przed przeszłością nie ma jednak ucieczki, pan bankier spędził tutaj wspaniałe i pełne radości dzieciństwo, więc obrazy i nastroje sprzed lat wracają [pewnie w retrospekcjach ? :)], bankier mięknie i myśli coraz częściej o tym, by tutaj pozostać na stałe.

    jest to film Ridleya Scotta, co ciekawe. Można się więc spodziewanej plastycznej i malowniczej wizji świata przedstawionego.

    w głównych rolach : Russell Crowe, Albert Finney, Marion Cotillard - świetny zespół :]
  • maniaczytania 02.06.18, 11:30
    był już kilka razy w tvp :) I wydaje mi się, że już o nim pisaliśmy.

    Mnie się bardzo podobał - to bardzo przyjemny film. Piękne widoki (ach, te Włochy!), całkiem ciekawa historia, no i to włoskie jedzenie, mniam :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 02.06.18, 13:11
    o, dzięki, Maniu :]

    poszukam w archiwum śladów i tropów ;]

    no właśnie tak brzmi sympatycznie w opisie, właściwie wiadomo trochę, czego można się spodziewać, ale jakoś wcale nie działa to zniechęcająco, a wprost przeciwnie, prawda ?
  • maniaczytania 02.06.18, 16:50
    Dokładnie tak ☺

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 03.06.18, 09:22
    dzięki, Maniu :]

    obejrzałem ! :]

    zaraz spróbuję parę zdań napisać a'propos.
    w ogóle, sobotę miałem na piątkę - pięć filmów zobaczyłem :]]
  • maniaczytania 03.06.18, 16:41
    grek.grek napisał:

    > w ogóle, sobotę miałem na piątkę - pięć filmów zobaczyłem :]]

    Ja w czwartek - cztery :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 04.06.18, 09:26
    tak trzymać, Maniu :]

    i proszę, prosimy, o recenzje ! :]

  • grek.grek 03.06.18, 10:31
    o yes :]

    wszystko tutaj od razu wiadomo, ale zmysłowość scenografii jest obezwładniająca ! cóż za piękne miejsce, ta stara willa, winnica, ten kort na którym dwóch facetów nie umiejących grać w tenisa rozgrywa najbardziej zacięty mecz w historii ;], te mury, te pokoje i korytarze, że aż czuje się zapach morza, które przecież musi byc tuż w pobliżu posiadłości, która nadmorską przypomina aż nadto :]

    bankier z Londynu musi odnaleźc przeszłość, porzucić wyścig szczurów na giełdzie i zakochać się w rezolutnej i śmiałej francuskiej kelnerce, która przy bliższym poznaniu okazuje się sympatyczna i miła, ale na początku musiała być groźna, bo przecież arogancki bankier prawie potrącił ją na rowerze rozbijając się swoim samochodem na wąskiej drodze.

    odkryć musi, że zmarły ukochany wuj nie był dumny z faktu, że on "przestał umieć cieszyć się drobnymi przyjemnościami" [i skupił się na robieniu kasy], co rzecz jasna przygnębia go motywująco.

    Poznać musi, co było zupełnie do przewidzenia, sekret wuja, czyli nieślubną córkę, która przyjeżdza tutaj z Ameryki, by dowiedzieć się czegoś o ojcu. Podoba mu się, zwłaszcza że wcale nie musi być córką wuja. No ale jednak nią więc, poza tym on i tak kocha kelnerkę.

    Miałby sprzedać ten dom ? Skoro w 15 minucie filmu mówi, że to zrobi i bezceremonialnie się do tego zabiera, to znaczy, że nigdy już stąd nie wyjedzie :]

    Nawet jeśli wino, jakie robił wuj, a teraz robi przyjaciel wuja, a jego samego kolega z dzieciństwa, to napój strasznej jakości, zaś sama winnica wydaje się nie do uratowania.

    Co nie jest pogrzebane, to żyje i da się mu pomóc, głosi stara jak świat zasada :]

    Miejscowe życie go wciąga : familiarnośc niewielkiej wioski z własną restauracją, gadulstwem, zabawą, przyjaznym otoczeniem, kolacje z przyjaciółmi na świeżym powietrzu, wino do śniadania, obiadu i kolacji [to lepsze !], jedzenie, widokówki, kobieta inna niż wszystkie, które dotąd znał. I masa wspomnień, twarz wuja, który może i lubił chlapnąć, ale byl człowiekiem, co widział w rzeczywistości prawdziwe piękno i ta nauka nie tak całkiem poszła w las. Bankier odkrywa w sobie ślady tych lat spędzonych z wujem, jego cenne rady, radosne oblicze.

    dzięki telefonii komórkowej, nie ruszając się z Prowansji może wpływac na giełdowe transakcje, pogrążać nielubianych kolegów i konkurencję, a kiedy wraca, to tylko po to, by ostatecznie zamknąć ten rozdział w swoim życiu.

    Pieniędzy ma dośc, teraz ma takze dom, przyjaciół, sympatyczne kłótnie kumpla-winiarza z nieślubną córką wuja, którzy oboje będą prowadzić winnicę, wesołą żonę winiarza oraz Francuzkę inną niż wszystkie Brytyjki u boku ":]

    bajka :]

    jakże sympatyczny seans, idealny na letni wieczór, kiedy aż tak daleko Polska od Prowansji nie leży ;]


  • grek.grek 02.06.18, 09:38
    rety, trzecia premiera z rzędu ? ;]

    oparte na faktach, autbiograficzna historia Alberta Pierrepointa, brytyjskiego kata który wykonał wyroki śmierci na nazistowskich zbrodniarzach skazanych w Norymberdze.

    pan Pierrepoint traktował swój zawód bardzo profesjonalnie, jako zaszczytną kontynuację rodzinnej tradycji, do czego szkolił się niezwykle sumiennie, poznając swój fach w najdrobniejszych szczegółach i detalach.

    ukrywa swój fach przed bliskimi, dla niepoznaki niezmiennie pracuje w branży warzywniczej.

    aktywność powojenna, podczas której musi uśmiercić ponad 200 skazanych zbrodniarzy wojennych, coś w nim zmienia, jak również zmienia jego życie prywatne.

    Timothy Spall w głównej roli.

    scenariusz Jeffa Pope'a, wg którego oscarowego skryptu "Tajemnicę Filomeny" niedawno oglądaliśmy.

    reżyseria Adrian Shergold, doświadczony w telewizji, oby to nie skutkowało telewizyjnym z ducha filmem ;]
  • grek.grek 03.06.18, 10:51
    stanowczo, bardzo dobry film ! ależ szkoda, ze prawdopodobnie nigdy nie zostanie pokazany np o 20:00. Za dużo scen drastycznych.

    Jest to opowieśc o tytułowym "ostatnim kacie", czyli brytyjskim mistrzu tego fachu Albercie Pierrepoincie.

    Obejmuje on swoją posadę w 1932 roku. Ma około 30 lat. Zawsze się do tego momentu sposobił. Nie wyobrażał sobie, że może być inaczej. "Miałem to w sobie", powiada. Jak ojciec i jak wuj. To rodzinna tradycja.

    Wuj mu gratuluje, ale matka... "Będziesz nieszczęsliwy", prorokuje i dodaje "Pamiętaj, nie przynoś tej pracy do domu".

    Najpierw są szkolenia dla kandydatów. To z nich, a także zapewne z pamięci ojcowskich praktyk, Albert dowiaduje się, że kluczową rzeczą dla kata jest ustalenie wagi, wzrostu i formy fizycznej skazanego. Dzięki temu można ustalić dokładną długośc sznura, na którym zostanie powieszony. Chodzi o to, by śmierć nastąpiła błyskawicznie, poprzez przerwanie 2 i 3 kręgu szyjnego. Skazany nie męczy się, nie dusi, umiera od razu, bez bólu.

    Podczas pierwszej egzekucji, przeprowadzanej z kolegą, to ALbert zachowuje zimną krew. Kolega, wesołek i żartowniś, w momencie próby zupełnie się załamuje. Po wykonaniu zadania, oddaje Albertowi całą dniówkę. "Weź, to ty wykonałeś całą robotę", powiada, i rzuca "Zabiliśmy go, wiesz o tym ?".

    Albert przez całe życie zawodowe od tego się odżegnuje : on nie zabija. Jego tam wcale nie ma.

    Po pierwsze : on wykonuje swoją pracę. Nie interesuje go : za co skazaniec zostać ma stracony. Kiedy słyszy o historiach tych ludzi, ich zbrodniach, musi o tym zapomnieć. Nie moze da się ponieśc moralnemu oburzeniu czy czemukolwiek w tym guście. NIC nie moze wpłynąc na profesjonalną etykę. Albert jest perfekcjonistą i zawodowcem.

    To nie on skazał ich na śmierć. Rząd to zrobił. On wykonuje pracę.

    Po drugie : od momentu, gdy rankiem wyprowadza skazanego z celi śmierci, łagodnie mówi "chodź za mną", zakłada stryczek na szyję, potem chustkę na głowę i pociąga za dźwignię : to nie on robi. To Kat. Albert Pierrepoint w tym nie uczestniczy.

    Kiedy pewnego razu naczelnik pyta go, co powiedziała do niego przed śmiercią skazana kobieta, Albert odpowiada "Nic o tym nie wiem". Ale ona mówiła, tyle że nie do Alberta, lecz do kata. A więc on, jako Albert nie może o tym wiedzieć.

    To pokazuje, ze ten człowiek wypracował w sobie mechanizm wyparcia. Inaczej nie mógłby swojej pracy wykonywać. Postawił granicę między sobą, a zawodowymi obowiązkami.

    Jest skoncentrowany, bardzo szybki i niezwykle precyzyjny.

    "Nas nie obchodzi to, co zrobił skazaniec, nas obchodzi jego waga, wzrost i forma fizyczna, które wskazują nam jak długi ma być sznur, abyśmy mogli wykonać naszą pracę bez powodowania u niego cierpienia" - oto credo zawodowe Alberta, które wykłada swojemu asystentowi.

    Jest najlepszy : srednia 14 sekund na egzekucje, potem schodzi poniżej 13, jak jego własny ojciec, a wreszcie bije rekord : 7 sekund. "Jestem numerem jeden", powiada z cichym triumfem w głosie.

    Swój zawód ukrywa. Taka jest reguła zawodowa.

    Na codzień prowadzi sklep z warzywami, odwiedza matkę, poznaje pania Fletcher z drogerii i z jej inicjatywy idą do kina, na tańce, wreszcie zamieszkują razem. Są małzeństwem. ALbert jest everymanem, miłym i nawet zabawowym, w pubie chętnie śpiewa na dwa głosy ze swoim bliskim kolegą Tishem. Jest lubianym, poczciwym gościem.

    cdn
  • grek.grek 03.06.18, 11:09
    Żona domyśla się jego profesji. Albert co jakiś czas wyjeżdza do Londynu, nie mówi po co, ale w domu prowadzi dziennik, a daty jego wyjazdów dziwnie pokrywają się z informacjami gazetowymi o planowanych egzekucjach.

    Żona mogłaby zajrzeć do dziennika, dowiedziałaby się, że Albert zapisuje tam wszystkie detale dotyczące każdej kolejnej egzekucji, lecz nie chce. Bierze notes do ręki, ale nie otwiera go, odkłada na miejsce. Woli nie wiedzieć na pewno.

    W którymś momencie ALbert decyduje sie powiedzieć jej prawdę, i pyta : "Dlaczego nigdy sama nie zadałaś mi tego pytania ?", na co pada odpowiedź : "Chciałam, żebyś sam mi to powiedział".

    Skazańcy są rózni, mężczyzni, kobiety. Przed śmiercią proszę o wybaczenie, modlą się, a potem widzą już tylko skupione oczy Alberta stojącego przed nimi i zakłądajaćego stryczek na szyję. Albert ma własną rutynę : posiłek zawsze taki sam i cygaro - przed i po. Prawdopodobnie ma też własny zestaw myśli lub obrazów, których używa wtedy dla zachowania psychicznej higieny.

    Po smierci sam myje i ubiera straconych ludzi. Bardzo się do tego przykłada. "Oni swoją cenę zapłacili tam, na szafocie. Odpokutowali. A teraz są niewinni, należy im się szacunek i troska", mówi swojemu asystentowi. I oburza się nie na żarty, jeśli dla skazanego zabraknie np. trumny. Musi być trumna, "ten człowiek zasługuje na szacunek !", mówi ze świętym gniewem w głosie.

    Więzienie ładnym miejscem nie jest, filmowane w kolorystyce brudnej szarości, niebeskości i przytłumionych odcieniach szarości. Egzekucje przyjemne nie są, ale film skupia się na pracy człowieka, na jego psychice, na tym jak zachowuje trzeźwość umysłu i spokój wykonując taki zawód. Bo to przecież niebagatelne obciążenie dla układu nerwowego, trzeba mieć system i drobiazgowo go przestrzegać, wyrobić w sobie odpowiednie nawyki, a przede wszystkim : racjonalizować sens całego działania, aby móc to robić latami, tak jak Albert.

    KOńczy się wojna. Zaczyna zaś proces niemieckich zbrodniarzy nazistowskich z Belsen. Kronika filmowa opisuje odrażające zbrodnie jakich sie dopuszczali. Albert do słyszy, bo akurat jest z żoną w kinie.

    Kilka dni później przychodzi oficjalna nominacja na kata, który ma wykonać egzekucje wszystkich skazanych w tym procesie. Żona jest z niego dumna, on sam też z siebie. Uważa że został doceniony zawodowo, uznany za numer 1.

    Jedzie na tydzień, nie wie jednak, że nie będzie to jedna egzekucja dziennie, ale... łącznie prawie 200. 13 za jednym zamachem. Najpierw go to uderza, ale zaraz bierze się w garśc i skupia na organizacji pracy, na tym jak zachować pełen profesjonalizm, a jednocześnie zachować wydajnośc i szybkośc działania.

    Ma tam innego asystenta niż w swoim więzieniu w Londynie. Rzecz się bowiem dzieje w Niemczech. I ten asystent mówi o zbrodniach skazańców, Albert kontruje go w taki sam sposób jak tamtego poprzedniego : "Kolego, mnie to nie interesuje. Ja mam do zrobienia pracę i mam ją zrobić w sposób humanitarny, profesjonalny, czysty". A po straceniu jakiegoś faszystowskiego zbrodniarza robi awanturę o to, że nie ma dla niego trumny. Odmawia kategorycznie pochowania go na noszach. "On już odpokutował. Teraz trzeba mu okazać szacunek !", mowi jak zawsze. Mlody asystent jest trochę skonsternowany.

    Pewna Niemka jest agresywna, zarzuca mu że robi brudną robotę za złych ludzi. Albert nie traci rezonu, przeciwnie : dostrzega w niej strach i lęk, bo jest najmłodsza i najbardziej przeraża ją sytuacja. Dokłada szczególnej troski, by zmarła szybko i bez bólu.

    Wraca po tygodniu do domu i odkrywa, że pod domem czatuje dziennikarz z fotografem. Mówili o nim takze w radio. Foto było w gazecie. "Anioł zemsty", mówią o nim. Wszyscy już wiedzą, czym się zajmuje zawodowo. A teraz na dodatek jest bohaterem narodowym, bo "wieszał tych drani". Gratulacje na ulicy, śpiewy w pubie, oklaski. On sam przyjmuje to z trudem, żona nie wie, co myśleć. Sądzili, ze da się zachować sekret, tak byłoby lepiej.

    cdn
  • grek.grek 03.06.18, 11:23
    Wracając na moment, nadzwyczajna jest scena, kiedy Albert taśmowo wręcz wykonuje wyroki, szafot stoi w ogromnej pustej sali magazynu, a towarzyszy tej sekwencji WALC grany z zacięciem - niezwykły moment filmowy.

    Odbierając te kolejne uliczne hołdy, Albert zaczyna przebąkiwać o emeryturze. To miała być praca, to żadna "zemsta", a z niego żaden "Anioł", lecz sumienny pracownik państwowy. Wszystko to, co się dzieje, stoi w sprzeczności z jego etyką i pojmowaniem istoty swojego zawodu. Albert źle się czuje z tym, jak błędnie widzą to ludzie.

    Żona proponuje, zeby wydali oszczędności na zakup pubu. U "anioła zemsty" każdy zechce się napić. Tak też robią. Kupuja i rozkręcają pub, zwłaszcza ona się realizuje w tym przedsięwzięciu. Goście chętnie przychodzą i stawiają drinki Albertowi. Tyle że nie sposób nawet zabrać się do konsumpcji, gdyż jest ich stanowczo zbyt wiele.

    Nadal pracuje w londyńskim więzieniu. Robi swoje. A kiedy mijają czasy rozliczeń powojennych, pojawia się nowa fala : demonstracje przeciw karze śmierci w samej Anglii. Pierrepoint staje się wygodnym celem dla aktywistów, interpretującym karę śmierci jako zbrodnię państwową, a nie "karę", bo w istocie, co to za kara, skoro odbiera się w jej ramach życie ?

    Jego przyjaciel, Tish, miał romans z temperamentną Jenny. Młoda i ostra dziewczyna za nic ma konwenanse, o czym przekonują się Pierrepointowie pewnego wieczora, kiedy żona Alberta dyplomatycznie nie chce iśc z Tishem i Jenny do baru, a Jenny wyraża o nich niepochlebny komentarz.

    Jenny zrywa z Tishem, wraca do męża, z którym któregoś wieczora zjawia się w pubie Alberta. Tish próbuje z nią rozmawiać, ale zostaje odepchnięty, a jej mąz daje mu w twarz. Kiedy Albertr próbuje załagodzić sytuację : Jenny atakuje go "nie dotykaj mnie tymi rękami, są we krwi unurzane !", a gdy żona ALberta się odzywa, mówi do niej :"Jak ty mozesz dać mu się dotykać, skoro wiesz, co on tymi rękami robił ?!".

    I żona milknie, łzy napływają jej do oczu. Jenny powiedziała to, co ona czuje : skrępowanie, że jej mąż to KAT. Cieszyła się z jego sukcesów, z pieniędzy, ale zawsze miała dyskomfort związany z jego zajęciem, z otoczką, z faktem że on zadaje śmierć ludziom.

    świetna scena.

    "Muszę panować nad tym, co w głowie, a dzieją się tam rózne rzeczy... - powiada Albert - czekają aż opuszczę gardę... Lecz kontroluję je, panuję nad nimi, sypiam wciąz jak dziecko", dodaje.

    Dochodzi jednak do przesilenia.

    cdn.
  • grek.grek 03.06.18, 11:48
    Pewnego dnia, kiedy wynosi wino z piwniczki do pubu, nachodzi go kobieta. W histeryczny, szalony, sposób błaga go, by pomógł jej synowi, niejakiemu Corbettowi. Ma on być stracony za zabójstwo. Albert chowa się w piwniczce i odruchowo zapala cygaro, opanowując nerwy i popadając w całkowite skupienie, chłodny odlot.

    Następnego dnia przeżywa szok : podczas oględzin Corbetta, idąc do jego celi, nagle słyszy znajomy śpiew. To Tish ! Jak zwykle zagląda przez wizjer do celi, aby ocenić wzrost i wagę skazańca. Tak : Corbett, to Tish. Jego najlepszy i jedyny przyjaciel. Albert nigdy dotąd nie poznał jego nazwiska, znał go z ksywki.

    TEraz dowiaduje się, ze jutro ma wykonac egzekucję najblizszego sobie człowieka. I dowiaduje się także, że Tish wyraził nadzieję, ze ALbert "przyzna sie do niego", co 'sprawiłoby mu radość i ulgę".

    Tish zabił Jenny, udusił ją w hotelu w Liverpoolu.

    Już wieczorem, podczas zwyczajowej kolacji, Albert niespodziewanie denerwuje się, ze posiłek jest zimny.

    Nie śpi przez całą noc.

    Rankiem : egzekucja. "Witaj, Albercie", powiada Tish kiedy przychodzi do niego rano. ALbert łamie swoje zasady i wita go jak znajomego "Witaj, Tish, nie martw się, wszystko będzie dobrze". Tish wzrusza się tym, ze Albert traktuje go po przyjacielsku, że odezwał się, popatrzył mu ciepło w oczy. Uśmiecha się ze łzami w oczach i z ufnością idzie pod stryczek. W ostatniej chwili dziękuję Albertowi,ze "nie wyrzekł się go".

    TO cięzki moment dla Alberta. Robi swoje, potem myje i ubiera do trumny zwłoki Tisha, lecz to już nie rutyna, kiedy pozbawiasz życia przyjaciela, choćby i w ramach zawodowych obowiązków.

    W domu czeka Alberta dramatyczna, niezwykle emocjonalna, rozmowa z żoną.

    Wraca podpity, ale wciąz opanowany i dyskretny, a ona nic. Nie pyta, nie chce wiedzieć. On mówi co się stało, a ona - chociaż dusi jej krtań - zmienia temat. Raz i drugi. Wreszcie on nie wytrzymuje "Nie chcesz wiedzieć, naprawdę ? Że zabiłem przyjaciela ? Że patrzyłem mu w oczy ? że dziękował mi za to ?!". Ona z wielki trudem broni się, ze "nigdy nie rozmawialiśmy o twojej pracy, tak się umówiliśmy, i teraz też nie będziemy".

    A keidy ALbert osuwa się na kolana, chce się do niej przytulić, prosi by powiedziała,ze "nie jest [on] złym człowiekiem", żona odsuwa się, przywiera do sciany twarzą, odwraca się i duka, ze "nie mogę tego powiedzieć, po prostu nie mogę". Wychodzi z niej całe cierpienie, cała konfuzja z jaką żyła przez te lata. Kocha go, kochała zawsze, ale jednocześnie czuła obrzydzenie z powodu jego pracy, śmierci jaką zadawał, i jaką zawsze - w jej oczach - był naznaczony.

    Kolejna egzekucja. Młoda blondynka. Uśmiecha się w ostatnim momencie. ALbert z coraz większym trudem chyba znosi te okoliczności. Profesjonalizm techniki działa, ale emocjonalnie coś pękło, kiedy stracił Tisha.

    "ja ich zabiłem, wszystkich", mówi wyrywając kartki ze swojego notatnika, w którym zapisywał kolejne egzekucje i parametry skazańców oraz czas egzekucji.

    Ma sny z Tishem, w estetyce impresjonistycznych obrazów, znajduje go na polu zbożowym jako strach na wróble. Obejmuje po przyjacielsku.

    Po śmierci tej młodej uśmiechniętej dziewczyny, o ciepłych oczach, Ruth Ellis, podnoszą się liczne demonstracje przeciw karze śmierci. Albert, jako kat nr 1 w Anglii, jest wrogiem aktywistów, społeczeństwo zaczyna uznawac argumenty przeciwników "KS". Albert decyduje się złożyć dymisję.

    Żona pomaga mu w tej decyzji.

    Dotąd było tak, że Albert dostaje pieniądze za skazańca, o ile nie zostanie ułaskawiony. Wtedy kasa przepada. Debata o zniesieniu KS, walka aktywistów, protesty uliczne powodują, ze ułaskawień jest coraz więćej, a Albert nie dostaje pieniędzy.

    Żona namawia go, zeby złożył rezygnację, ale wiedząc że on tego nie zrobi ot tak sobie, podsuwa mu ideę, zeby zrobił to dlatego, bo źle go traktują jako zawodowca.

    Oboje wiedza, ze to wybieg : on chce odejśc, bo ma dośc, ale nie ma pretekstu, więc ona mu go podsuwa, a on kupuje, udając że nie wie, o co chodzi.

    Tak kończy się film. Dymisja zostaje przyjęta.

    I krótka infomacja, że Albert Pierrepoint stracił 608 skazańców. Po zakończeniu "kariery" powiedział : "Nie mam wątpliwości, że kara śmierci jest tylko i wyłącznie formą zemsty".

    wspaniała muzyka - te nostalgiczne, delikatne skrzypce w tle. Piękne.

    wspaniała, stonowana, psychologiczna rola Timothy'ego Spalla, znakomita w roli żony JUliet Stevenson i znów świetny Eddie Marsan/Tish.

    właściwie można by wyróznić kilka szczególnie emocjonujących scen, co starałem się wykonać w opisie :], ale tak naprawdę film jest spójną całością i jako całośc niezwykle sugestywny i głęboki, wg mnie.

    znakomita reżyseria się tutaj kłania, Adrian Shergold, doświadczony reżyser telewizyjny, doskonale poradził sobie z materiałem stricte filmowym.

    wybitny film, wg mnie.
  • grek.grek 03.06.18, 11:49
    jeszcze trailer :

    www.youtube.com/watch?v=W5zf8Xb7Wbc
  • grek.grek 02.06.18, 10:02
    moim zdaniem : znakomity film !

    widać że budżet wynosił grubo ponad 100 mln, ale dzięki temu wszystkie zamierzone pomysły udało się zrealizować filmowcom.

    już pierwsza sekwencja, wyścigi motorami po dachach Stambułu, potem walka na pędzącym pociągu, to akcyjny majstersztyk.

    a potem jest tylko lepiej i lepiej.

    wspaniałe miejscówki, prócz Stambułu : supernowoczesny Szanghaj, ofk deszczowy Londyn, japońska wyspa Hashima z niezwykłym wizualnie, opuszczonym dawnym... fortem ?, a takzę szkockie mgliste i górzyste przepiękne krajobrazy.

    w istocie bowiem , ideą tego Bonda jest konfrontacja rzeczywstości cyfrowej z analogową. Bond jest tym analogowym "przeżytkiem", w dodatku solidnie poturbowanym emocjonalnie, który ze staromodnym karabinem w garści musi stawić czoło przestępcom operującym w sieci, dysponujących wiedzą technologiczną na najwyższym poziomie, zdolnymi powodowac eksplozje i chaos z bezpiecznego miejsca dla siebie. Musi ich wciągnąc w walkę na starych zasadach, w miejscu, w którym ich przewaga nie będzie miała zastosowania.

    przeciwnikiem Bonda, ale przede wszystkim - wrogiem M. - jest Silva, dawny agent, którego motywacje mogą być świetnie rozumiane, są rozsądne, logiczne i dalekie od komiksowości.

    Javier Bardem jest kapitalny w tej roli, pojawiający się na scenie niczym doktor Frank N'Further z "Rocky Horror Picture Show", czyli zjeżdza windą ":], a na dodatek jego personalna relacja z Bondem sugeruje z jego strony pewne dwuznaczności, może to częśc gry, dzięki której próbuje go zwerbować, a może jednak coś więcej.

    dziewczyna Bonda jest na ekranie może ze 3 minuty, co zaskakuje i brzmi jak herezja, ale w istocie najważniejszą dla Bonda kobietą w tym filmie jest M. Daniel Craig & Judi Dench w scenach wzajemnych są duetem bezbłędnym, para chłodnych profesjonalistów, którzy stają przed koniecznością dokonania życiowego rachunku sumienia i desperackiej walki, nie tylko o dobre imię, powrót na właściwą ścieżkę w zawodoweej aktywności, ale wkrótce także o własne życie. I potrzebują siebie nawzajem, co prowadzi do konieczności wzniesienie się ponad , nie takie małostkowe znów, urazy, gdyż zwłaszcza Bond może mieć wobec M. poważne pretensje. Jednoczy ich jednak wspólny cel i oczywiście dobro Wielkiej Brytanii, Boże chroń Królową ;]

    Q jest młodziakiem od laptopów, a jego rozmowa z Bondem w galerii sztuki, to majstersztyk kolejny, wg mnie :] Ben Wishaw idealnie dobrany.

    Moneypenny tym razem w akcji, z karabinem i za kółkiem, niezwykle istotna postać, no i arcyangielską Samanthę Bond zastąpiła przepiękna ciemnoskóra Naomie Harris, choć sama postać się nie zmieniła zanadto, z tego co się zdązyłem zorientować : nadal ma fliciarskie talenty :]

    no i chyba jedna z lepszych piosenek w historii bondowskiej : "Skyfall" Adele. następuje zaraz po otwierającej sekwencji i doskonale buduje nastrój.

    moim zdaniem, świetny, świetny film ! Czcigodni, nie wahajcie się ! :]

    Mała Ciekawostko, mam nadzieję, że uda Ci się obejrzeć ! jestem ciekaw Twoich wrażeń ! :]




  • mala_ciekawostka 02.06.18, 12:18
    Dzięki:)!

    Na bank będę oglądać, nie wiem tylko czy uda mi się zobaczyć całość:) Spróbuję napisać później o wrażeniach:)

    To prawda, piosenka Adele jest super!
  • grek.grek 02.06.18, 13:16
    :]

    hurra ! :] cieszę się, mam nadzieję, że zdołasz obejrzeć w całości, finałowa rozgrywka w szkockich plenerach jest naprawdę warta uwagi.

    świetnie ! interesujące, jak też, jako fanka i znawczyni Bonda, ocenisz ten film, jak Ci się spodoba :]

    o yes, w filmie dodatkowo pojawia się tuż po intensywnej i zakończonej w wymowny sposób scenie [choć wiadomo, że Bond still alive ;)], czym dodatkowo wzmaga atmosferę.
  • grek.grek 02.06.18, 13:17
    * scenie początkowej :]
  • mala_ciekawostka 02.06.18, 13:34
    Dzięki:) Miło mi:)

    Po Twojej rekomendacji nie mogę go przegapić:)
  • grek.grek 02.06.18, 15:31
    cieszę się, Mała Ciekawostko :]

    mam wrażenie, że, tak jak "Casino Royale", to nie tylko zacna część bondowskiej serii, ale i sam-w-sobie pierwszorzędny film [sensacyjno-akcyjny].

    btw, budżet wyniósł 200 mln ;]

    ale oglądając raczej się nie pamięta, za ile to było kręcone, prawda ? :]
  • mala_ciekawostka 03.06.18, 10:33
    Oglądałam całość, Greku:) Straciłam może pierwsze 3-5 minut, więc właściwie tyle co nic:)

    To naprawdę bardzo dobry film w swoim gatunku, intryga ciekawa i dobrze zawiązana. Super efekty specjalne! W nowych Bondach są o wiele bardziej spektakularne niż we wcześniejszych częściach - tu widzę różnicę między nimi. Tak samo plenery są bardziej zapierające dech w piersiach - np. te ujęcia Singapuru z lotu ptaka robiły wrażenie.

    Aktorsko też wypadło bardzo fajnie - J. Dench wiadomo, że to klasa sama w sobie, będę tęsknić za M.

    J. Bardem również dobrze się spisał - zaskoczył mnie jego prawdziwy wygląd, to była mocna scena.

    Naprawdę mi się podobało:)

    Dodam jeszcze tylko, że wątek zemsty na M już się wcześniej pojawił - w "Świat to za mało", chyba nie miałeś jeszcze okazji go oglądać, prawda?

    Rzeczywiście oglądając nie myśli się o kosztach filmu;)
  • grek.grek 03.06.18, 12:01
    brawo, Mała Ciekawostko ! wiedziałem, że Ci się uda ! :]

    o, zdecydowanie masz rację, efekty, zdjęcia i miejscówki są świetne ! cieszę się, że przypadły Ci do gustu :]

    to prawda, M. będzie brakowało, już w "Spectre" można to zauważyć było.

    tak jest, to jedna ze świetnych scen, no i ten monolog o szczurach i w ogole sposób w jaki rozmawia z Bondem, jakby go uwodził, prawda ?

    świetnie ! cieszę się ! :]

    o, dzięki ! nie, jeszcze nie widziałem tego filmu.

    yes :]

    I ja oglądałem wczoraj "Skyfall", nie wiem czy zwrociłaś uwagę na pewną scenę : kiedy Bond decyduje się wyjechać z M. do Szkocji, by tam wydać bitwę Silvie i jego najemnikom, wybiera się w drogę starym samochodem, M. pyta "Dokad jedziemy ?", na co on "W przeszłość" i wtedy na pełny regulator odzywa się klasyczny lejtmotiw muzyczny Bonda, ale w absolutnie oryginalnym brzmieniu ! niejako w ten sposób odbywa się nawiązanie do przeszłości serii filmowej, a nie tylko przeszłości, którą ma na myśli w tym momencie Bond :] ujął mnie bardzo ten moment.

    w pewien sposób... wiesz, Bond w "Skyfall" mierzy się ze specami od elektroniki, komputerów, technologii supernowoczesnym, sam czując się jak przeżytek, który wszelako ostatecznie podejmuje decyzję podczas finalizowania akcji przygotowanej przez wywiad, więc ta "przeszłosć" oznacza cofnięcie się do czasów, w których komputerów i telefonów komórkowych nie było, stąd te szkockie wrzosowiska i podziemne tunele :"], ale jest to też jakiś rodzaj powrotu do początków serii filmowej, prawda ?

    Kiedy Bond wygrywał sprytem i szybkością, a przeciwnicy stosowali dośc konwencjonalne środki :]

    No i komiczny moment, kiedy ten stary, zabytkowy samochód zaczyna odpalać bomby i nagle orientujemy się, ze to auto projektował dawny Q :]]

    nowy Q ma tylko specjalny pistolet i nadajnik dla Bonda. Nic spektakularnego, resztę mają załatwić komputery, jakże inaczej niż dawniej bywalo !. PIękny żart autotematyczny, prawda ? :]
  • mala_ciekawostka 03.06.18, 12:55
    Dzięki:)

    Warto było obejrzeć ten film:)

    Tak, tak, zauważyłam tę scenę ze starą melodią ( to chyba jedyny raz, kiedy się w filmie pojawia) - fajne nawiązanie do przeszłości, tak samo z samochodem i jego wybuchowo-wystrzałowymi gadżetami i z całą akcją w Skyfall:) Podobało mi się to. Wiesz, że ta melodia w "Dr No" była melodią czołówki z napisami? Trudno się do tego przyzwyczaić;) Dopiero w następnych częściach "trafiła" na swoje właściwe "miejsce" czyli w sam środek akcji filmowej:)

    Właśnie, też się zdziwiłam, że Bond od Q dostał tylko ten nadajnik. To nowość w porównaniu z wcześniejszymi filmami:)
  • grek.grek 03.06.18, 15:54
    :]

    cieszę się ! :]

    o, świetne ! nie miałbym absolutnie nic przeciwko temu, by pomysł z "Dr No" został zachowany w całej bondowskiej serii, a np. kultowe "piosenki bondowskie" leciały na koniec ? Albo w jakimś ustalonym momencie fabuły, zawierającej np zwyczajową wideoklipową sekwencję specjalnie na potrzeby zaprezentowanie piosenki ? wiem, trochę się chyba zapędzam w tych dziwnych pomysłach ;], ale ten lejtmotiw jest naprawdę świetny i niezastąpiony :]

    o yes :]

    w zabawny sposób 007 wyraża zdziwienie : "Pistolet i radio ? nie postarałeś się" ;]

    a zauważyłaś w jaki sposób Bond pokazuje to radio zaskoczonemu Silvie, kiedy na wyspie nagle zjawiają się helikoptery rządowe ? jakby reklamował ten nadajnik do kamery, prawda ? ;] też zabrzmiało to żartobliwie, wg mnie.
  • mala_ciekawostka 03.06.18, 18:27
    To prawda, melodia jest znakiem rozpoznawczym "Bondów":)

    Rzeczywiście, Bond dosyć długo trzymał to radio w górze ;)
  • grek.grek 04.06.18, 09:28
    absolutnie tak, Mała Ciekawostko :]

    zawsze mi brakuje tego muzycznego motywu, kiedy mija kwadrans, albo i pół godziny, filmu, a on się nie pojawia :]

    yes ;]
  • mala_ciekawostka 04.06.18, 18:39
    Mi też;))
  • grek.grek 05.06.18, 09:28
    :}]

    ale jak już wybrzmiewa, to... hurra, prawda, Mała Ciekawostko ? :]

    od razu Bond is 007 ! ;]]
  • mala_ciekawostka 05.06.18, 14:41
    Dokładnie tak:)!
  • grek.grek 06.06.18, 09:31
    :]
  • grek.grek 03.06.18, 09:29
    terroryści napadają na Biały Dom [jakim cudem ?! poza tym, tam żadna władza nie urzęduje ;)] i tylko główny bohater, czyli dzielny agent może pomóc opanować sytuację.

    brzmi schematycznie i naiwnie, ale był to mocno reklamowany film kinowy i kto wie, może zyskuje przy bliższym poznaniu ? :"]

    reżyser Antoine Fuqua zrobił świetny "Dzień próby", niezłe "Łzy słońca", dobrego "Króla Artura", a niedawno przyjął propozycję wykonania remake "Siedmiu wspaniałych", czyli popełnił grzech świętokradztwa ;]




  • grek.grek 03.06.18, 09:37
    rewelacyjna inscenizacja XIX wieczna, dekoracje, stroje, charakteryzacja, a opowieść jest o tym, jak powstało miasto Nowy Jork.

    powstało zaś zgodnie z procesem kształtowania się obrazu przestępczości, układania się między sobą gangów, oczywiście złożonych z imigrantów.

    tutaj dochodzi, rzecz jasna, wątek personalny : chłopaka, o znaczącym imieniu Amsterdam, który jako malec świadkuje śmierci ojca w jednej z potyczek [a wyglądają one jak "dzielnica na dzielnicę" :)], a jako nastolatek incognito chce przystać do gangu, którego hersztem jest zabójca ojca, by w sprzyjającym momencie zemścić się na nim.

    rzecz prosta, chłopak świetnie sobie radzi w tym gangu, zostaje zaufanym człowiekiem herszta, a na dodatek gośc mu imponuje i w młodym dżentelmenie myśl o zemście zaczyna konkurować z figurą ojca, jaką zaczyna pełnić jego zabójca.

    przewrotne intrygująco !

    na dodatek, herszta gra Daniel Day-Lewis, a chłopca Leonardo Di Caprio, a o atmosferę, szczegóły i przebieg akcji dla Martin Scorsese.

    absolutnie świetna propozycja na dziś !
  • grek.grek 03.06.18, 09:45
    szkoda, że tak późno !

    thriller.

    główna bohaterka jedzie do siostry bliźniaczki w odwiedziny. Znajduje ją martwą, powieszoną. Samobójstwo ? Tak twierdzi policja, ale Julia ma wątpliwości, więc na własną rękę zaczyna badać kontakty zmarłej. Ustala, ze spotykała się z jakimś mężczyzną, ale nie udaje się ustalić jak wyglądał.

    zmarła była niewidoma, cierpiała na dolegliwość, którą zaczyna doskwierać także Julii, która z wolna zaczyna tracić wzrok, co oczywiście utrudnia dalsze śledztwo.

    hiszpańskie dreszczowce mają swoją własną osobowość, zawsze są ciekawe, tu na dodatek jest też dobra obsada : Belen Rueda z "Sierocińca" czy Lluis Homar z "Przerwanych objęć".

    "Oczy Julii" nie miały chyba wzięcia z okazji nagród Goya, ale : kto wie, może po prostu zostały przegapione :]
  • grek.grek 04.06.18, 11:05
    udało mi się obejrzeć ;]

    cóż, dobre kino, choć scenariusz najpierw trochę szarżuje, a potem schematyzuje ;]

    W pierwszej sekwencji młoda niewidoma kobieta popełnia samobójstwo w swojej piwnicy, ciągle wzywając i wyzywając mężczyznę, którego nie widać. Denerwuje ją, ze włączył muzykę, której ona nie znosi, a potem prowokuje go wchodząc na stołek i zakładając sobie na szyję stryczek. I nagle... ktoś kopniakiem wystrzeliwuje spod jej stóp ten stołek.

    Policja stwierdza samobójstwo. Pani miała na imię Sara. Na miejscu zjawia się jej siostra bliźniaczka - Julia. Z mężem Isaacem.

    Dla Julii cała sytuacja jest wstrząsem, o tyle dotkliwym, że każda taka okolicznośc powoduje u niej pogorszenie stanu zdrowia, a ściślej : kolejny postęp choroby, która z wolna odbiera jej wzrok. Mąz mityguje ją ciągle, dba o unikanie stresu.

    Julia odkrywa, że Sara słuchała tej nielubianej muzyki i to ją niepokoi. Dlaczego miałaby sobie ją puszczać ?

    Na pogrzebie zjawia się tylko pan Rojas, sąsiad. Jego córka, Lea, kolegowała się z Sarą. Lea jednak nie chce wyjśc z auta.

    MOze to z powodu sytuacji, nerwów, a może wcale nie... Julia ma wrażenie, ze w domu Sary ktoś się kręci, jakiś cień przemyka jej za plecami. Czuje dłoń na ramieniu, sądzi że to mąz, ale mąż z grabarzami właśnie rozmawia, więc to nie on. Julia odwraca się błyskawicznie, ale właściciela dłoni nie widać. Czy ma halucynacje ? Możliwe.

    Sara znała także starszą panią, Soledad, mieszka ona w domu obok. Też jest niewidoma, a łączy ich domostwa sznurek rozciągnięty wzdłuż muru, dzięki któremu Sara mogła ją odwiedzać.

    Według Soledad Sara ostatnio rzadko u niej bywała, bo miała znajomych w klubie dla niewidomych.

    Julia odwiedza ten klub, słyszy jak niewidome dziewczyny w szatni rozmawiają o Sarze i o tym że miała jakiegoś mężczyznę. Kiedy próbuje się dowiedzieć, co to za mężczyzna, jedna z dziewczyn wyczuwa obecność obcej osoby w pobliżu. Faktycznie, ktoś jest. Mężczyzna. Julia goni go, ale udaje się gościowi uciec.

    Znów pogarsza się jej wzrok. Mąz domaga się, by zaprzestała swojego śledztwa.

    W rzeczach Sary Julia znajduje rachunki z hotelu, gdzie ponoć Sara spotykała się z tym swoim przyjacielem. Bierze męża pod włos, obiecuje że da spokój śledztwu i prosi, żeby spędzili wieczór w hotelu... tyle że mąz nie wie, że ów hotel Julia zamierza spenetrować na okolicznośc poszukiwania śladów siostry.

    Kelner pamięta Sarę, nawet początkowo bierze Julię za nią, bo "obiecała mu, że pokaże się jak już odzyska wzrok". Natomiast nie pamięta zupełnie jej partnera.

    Isaac wyznaje jej, ze wiedział o operacji jakiej poddała się Sara. I która zakończyła się fiaskiem. Opowiedział mu o tym prowadzący Sarę - doktor Roman.

    Coś wie hotelowy woźny. NIe opisuje jednak mężczyzny towarzyszącego Sarze. Mówi raczej o człowieku, który jest niezauważalny dla innych, niewidzialny, ktoś kogo omija się codziennie i nie dostrzega jego istnienia. Ale jednocześnie miał "furię w oczach". Woźny zauważył go, bo... "jest taki sam jak on". Podaje też Julii klucz, który Sara zostawiła.

    Niebawem woźny zostaje zabity, ktoś wrzuca mu elektrykę do wanny podczas kąpieli.

    Ponoć mężczyzna miał furgonetkę. Julia sprawdza na parkingu, gdzie jest monitoring. Moze zachowały się nagrania. Kiedy tam przebywa, nagle ma miejsce wyładowanie prądu, robi się ciemno całkiem, parkingowy próbuje naprawić usterke, ale kiedy wraca okazuje się, ze taśmy z montoringu znikły, ktoś je w tym czasie ukradł. Ktoś kto bardzo dba, aby Julia nie odkryła kim jest.

    W całej tej gmatwaninie, znika mąz Sary, Isaac.

    Znów za Julią przemyka jakiś cień. Ktoś ją śledzi, ktoś jej towarzyszy wciąz i wciąż. Kiedy wzywa ona policję do hotelu, kamera porusza się trasą przemierzaną przez kogoś kogo twarzy nie widzimy. Ten ktoś mija Julię i gliniarzy, gości hotelowych, korytarzami idzie. NIkt nie zwraca na niego uwagi. To ten poszukiwany. Tak wygląda świat z jego perspektywy.

    Doktor Roman bada Julię, uważa że został jej góra miesiąc, muszą znaleźc dawcę, zrobić operację, inaczej będzie za późno.

    Doktor nie pamięta narzeczonego Sary, możliwe że wcale go nie miała ?

    Julia dowiaduje się od policji, że możliwe iż to mąz zabrał taśmy z parkingu, a także że doktor Roman ponoć wcale mu nie mówił, ze Sara miała jakąś operację. Czyżby mąz był zamieszany ?

    Kiedy policjant odwozi Julię do domu [mieszka w domu zmarłej siostry], widzą światło palące się na piętrze. Idą tam, policaj z pistoletem, ale nikogo nie zastają. Policjant znajduje na łózku list. To od Isaaca do Julii.

    A w pokoju obok... wisi Isaac. Popełnił samobójstwo wieszając się.

    Ze znalezionego listu wynika, ze Isaac miał romans z Sarą. W telefonie Isaaca policja znalazła też liczne połączenia z telefonem Sary. Wygląda na to, ze sprawa rozwiązana. To był Isaac.

    Znajduje się dawca dla Julii, przechodzi ona operację. Teraz przez 2 tygodnie nie mozę zdejmować bandaży. Wymusza niejako na doktorze, zeby pozwolił jej mieszkać w domu Sary.

    Ciekawi ją jeszcze ten klucz, który dostała od woźnego, a który należał do Sary. Na jej prośbę, policja sprawdza, ale nie pasuje on do żadnego zamka w domu.

    Następnego wieczora zjawia się niejaki Ivan. Mówi, ze szpital wysłał go do opieki nad Julią. Jest kulturalny i taktowny, Julia najpierw traktuje go z dystansem i szorstko, ale z czasem zaczyna go lubić. Oraz jego głos. Ivan jest bardzo pomocny. Tyle że nie widzimy jego twarzy, więc wiemy już, ze ten Ivan jest mężczyzną, który doprowadził do śmierci Sarę. I zapewne ma podobne plany wobec Julii.

    cdn.


  • grek.grek 04.06.18, 11:51
    W domu bywa tylko za dnia, ale zostawia Julii swój pager, na wszelki wypadek. Kiedy ktoś łazi po domu, Julia od razu korzysta z tej pomocy i wzywa Ivana na pomoc, a on pomaga jej na odległośc. Skąd tak dobrze zna dom, że nie będąc na miejscu nawiguje ją do wyjścia w sposób wyliczony co do jednego kroku ?

    Kiedy Julia w panice ewakuuje się z domu, ktoś zabiera klucz, który nalezał do Sary.

    Ktoś jest w nocy w pokoju Julii. Szykuje się do zrobienia jej zastrzyku. Pamiętamy, ze i Sara taki zastrzyk dostała zaraz przed śmiercią.

    Jest deszczowa noc. Julia ucieka do sąsiadów - Brasco [nie "Rojas" ;)]. Pan Brasco przystawia się do niej, nie mogą się powstrzymać : ładna sąsiadka w stroju do spania, z bandażami na oczach... Julia z trudem zachowuje spokój, a potem korzysta z okazji i ucieka. Brasco szuka jej po obejściu, ale bez skutku.

    Na wezwanie pagera zjawia się Ivan i zabiera Julię do siebie.

    Jakim cudem dociera tutaj Lea, córka Brasco, przyjaciółka Sary ? Nie wiadomo, ale dziewczyna ostrzega Julię przed Ivanem. Mówi, że to jest ten amant Sary. I ze ten człowiek igłą oślepił jej siostrę, kiedy ta miała nadzieję na odzyskanie wzroku po operacji. Oślepił, by zatrzymać przy sobie, ale Sara wolała umrzeć niż żyć bez nadziei na odzyskanie wzroku.

    To on zmusił Isaaca do napisania listu, podyktował mu go, i zabił go. Zatem, mąz nie zdradzał Julii.

    Julia jest, ofk,w cięzkim szoku. Sprytnie prosi Ivana o coś, co sprawia ze musi on pójśc do innego pokoju, a w tym czasie Lea próbuje jej pomóc uciec, ale nie udaje się. Ostatecznie obie kobiety umawiają się na spotkanie w łazience. Lea ma nóż, możliwe że chce zabić albo sterroryzować Ivana.

    Julia w łazience, w desperacji, zdejmuje bandaże. Zostały 4 dni do terminu zdjęcia, ale sytuacja jest awaryjna. Widzi ! Okazuje się, ze widzi. Operacja się udała.

    Słyszy głuche uderzenie z zewnątrz, a potem głos Ivana. Chyba Lei się nie udało [w istocie : Ivan ją zabił].

    Julia musi teraz, już bez bandazy na twarzy, udawać niewidomą. Widzi wreszcie twarz Ivana. To mężczyzna po 30-tce, młody, ale faktycznie : just another face in the crowd, "niewidzialny", "niedostrzegalny", ani bardzo piękny, ani bardzo brzydki, ani wyjątkowy w żaden inny sposób. I ma twarz we krwi, zabił przed chwilą. Sporo Julię kosztuje ta gra aktorska w obliczu takiej prawdy. Przy okazji, widzi że kiedy Ivan dzwoni do szpitala i niby rozmawia z doktorem, to w istocie słuchawke ma przyciśniętą do ramienia i obserwuje czujnie Julię.

    W jednym z pokojów odkrywa ścianę od góry do dołu obwieszoną zdjęciami swoimi i Sary. Także zdjęciami Sary z tej nocy, podczas której powiesiła się. Ivan był wszędzie. Widział wszystko.

    Ivan sprawdza Julię, czubek ostrza noża przytyka niemal do jej gałki ocznej. Julia gra bardzo dobrze, Ivan się uspokaja.

    Na moment, bo kiedy chce poczęstować Julię herbatą, ona wykorzystuje moment nieuwagi i zamienia kubki. Ivan orientuje się. Nie daje po sobie poznać, prowadzi ję jednak do zamrażarki, naprowadza na zamek, otwierawa i Julia mimowolnie cofa się wstrząsnięta : w środku są zwłoki prawdziwego Ivana, opiekuna dla niewidomych. Jej prześladowca już wie, ze Julia widzi.

    Kim więc jest ten Ivan" ?

    Ma na imie Angel, jak się później dowiadujemy. Opowiada jej o sobie, o tym że tylko niewidome kobiety go dostrzegają, cokolwiek znaczy dla nich jego obecnośc i pomoc. Dlatego w Sarze szukał bliskości i spełnienia, tak jak teraz w Julii. "Musimy być razem" mówi z naciskiem. Zakłada jej bandaże na nowo.

    Angel próbuje ją wywieźć gdzieś, ale Julii udaje się uciec, trochę widzi. PO sznurku ucieka do mieszkania pani Soledad. Angel trafia tam za nią. I wtedy okazuje się, ze... pani Soledad nie jest niewidoma. A Angel, to... jej syn.

    Julia dostaje od Soledad po głowie i pada na podłogę. A starsza pani przemawia do syna, sugerując, ze "wreszcie się na nawrócił i zrozumiał, ze tylko w domu może być szczęsliwy, ze swoją matką". Angel wcale tak nie uważa i dusi matkę na śmierć. Jedna toksyczna relacja za drugą się tutaj ujawnia.

    Julia budzi się w piwnicy. Angel mówi, że nic jej nie zrobi, nie oslepi ją igłą, poczeka aż choroba zrobi swoje i Julie oślepnie sama. Wtedy będą razem. Nie rozumie, że skoro Sara wolała być martwa niż ślepa, to i Julia będzie to wolała, ponieważ ślepoty nie można zaakceptować nigdy.

    Stołek i stryczek dalej są w tej piwnicy. Angel zostawia jej wybór. Tyle że Julia nie moze się zabić. Angel od razu to wykorzystyuje i zapewnia ją, ze są dla siebie stworzeni. Ona potrzebuje jego, a on jej.

    Kiedy próbuje ją objąć, Julia maca i znajduje za paskiem jego spodni nóż, który wbija mu w plecy. I ucieka na górę, zamykając go w piwnicy, kluczem który należał do Sary. Wciąż na tyle jeszcze widzi. Dzwoni na policję. Angel wściekle się dobija do drzwi.

    Aby wyrównać szanse Julia niszczy elektrykę. Chowa się w ciemnościach, ale Angel, kiedy wydostanie się z piwnicy, szuka jej za pomocą błysków lampy fotograficznej, jak fotograf broniący się przed zabójcą w "Oknie na podwórze" Hitchcocka.

    W tych błyskach lampy rozgrywa się większość finałowej sceny. Angel w końcu dostaje w głowę jakimś pogrzebaczem od Julii i pada.

    Policja zjawia się chwilę później. Angel żyje, próbuje się ukryć w kącie, a naświetlany latarkami policyjnymi prosi "Nie patrzcie na mnie" i podcina sobie gardło.

    Julia traci wzrok. Za wcześnie zdjęła bandaże, nowa operacja już nic nie zmieni, zmiany są nieodwracalne; doktor Roman rozkłada ręce : "nie zobaczy pani następnego świtu".

    W ostatnim momencie Julia staje przed lustrem i przypomina sobie słowa Isaaca : "W twoim oczach widzę cały wszechświata". I wtedy kamera wjeżdza w jej oko, gdzie kosmos się rozciąga, a potem stopniowo wygasa i zostaje ciemnośc.

    Ładny finał, niekoniecznie optymistyczny, ale czy taki fatalny ?

    Czarny charakter nietypowy, bo to człowiek smutny i pragnący bliskości, możliwe że skrzywdzony przez matkę, przezroczysty dla ludzi, chronicznie osamotniny, tyle ze dążący do realizacji swoich społecznych potrzeb metodami pozbawiającymi swoje wybranki wolności i zdrowia.

    filmowe zło z ludzką twarzą.

    dobra rola Belen Ruedy, aktorki równie urodziwej, co utalentowanej.

    z udanym supportem Pabla Derquiego/Angel/.

    niezła scenogarfia, klaustrofobiczne zdjecia, reżyser i operator nie zdecydowali się na większą ilość ujęć z punktu widzenia osoby niewidomej, tracącej wzrok. Mogłoby to pomóc w paru miejscach filmowi.

    ale i tak jest zupełnie dobrze. thriller może nie na miarę kanonu gatunku, lecz do obejrzenia nocną porą : jak najbardziej :"]









  • grek.grek 04.06.18, 11:53
    trrailer :

    www.youtube.com/watch?v=Q65h4eRCPCA
  • mala_ciekawostka 03.06.18, 11:40
    Ma być we wtorek na Kulturze o 20:00. Z Barbarą Krafftówną w roli głównej, spektakl z 1971 r.

    Ja widziałam nowszą inscenizację, z 2001 r (nawet dwa razy i zainspirowana nią również przeczytałam sztukę) z Krystyną Jandą i Jerzym Stuhrem - bardzo mi się podobała. Wspaniała gra aktorów i bardzo udanie dobrane plenery.

    Ciekawe czy wcześniejsza wersja jest równie dobra, pewnie tak, bo trafiła do "Złotej Setki" Teatru TV. Myślę, że to pozycja obowiązkowa na wtorek:) Mogliby też przy okazji powtórzyć kiedyś ten nowszy spektakl:)
  • grek.grek 03.06.18, 12:04
    dzięki, Mała Ciekawostko !

    świetna zapowiedź !

    o, 1971 rok - nomen omen, złote czasy polskiego teatru telewizyjnego, na pewno spektakl będzie wspaniały !

    absolutnie, obowiązkowa pozycja na wtorek ! :]

    miejmy też nadzieję, że powtórzą nowszą wersję, o której piszesz, chociaż obsada aktorska składa się z państwa wobec obecnych "władków" TVP dośc kłopotliwej, więc... ;]
  • mala_ciekawostka 03.06.18, 12:59
    Dzięki:)

    Też spodziewam się wspaniałego spektaklu:)

    Kto wie, może mimo wszystko jakieś szanse na emisję nowszej wersji jednak są. Trzymajmy kciuki:)!
  • grek.grek 03.06.18, 15:55
    :]

    tak będzie ! na pewno ! :]

    ja również liczę na przyjemne zaskoczenie, teatr ponad polityką ! :]
  • maniaczytania 03.06.18, 16:12
    grek.grek napisał:

    > ja również liczę na przyjemne zaskoczenie, teatr ponad polityką ! :]

    Greku - już któryś raz powtórzę - nie bądź naiwny z tym pomieszaniem polityki z tvp ;)

    Ku mojemu 'niezdumieniu' sponsorem kilku ostatnich odcinków "Korony królów" oraz chyba "Wiadomości" albo może "Jednego z dziesięciu" były kremy marki "Janda" :))))) Cóż, jak pisałam wcześniej - pieniądz nie śmierdzi ;) , a żyć z czegoś trzeba.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 04.06.18, 09:25
    no, to rzeczywiście interesująca informaacja, Maniu :]

    jasne, że pecunia non olet, ale mimo wszystko ostatnie filmy z p. Jandą, jakie TVP pokazuje, to tylko takie, w których gra ona pijaczkę albo "puszczalską", która zaniedbuje własną córkę ;]
  • mala_ciekawostka 03.06.18, 18:28
    :)
  • mala_ciekawostka 03.06.18, 18:29
    Tak jest, Greku:)!
  • grek.grek 04.06.18, 09:28
    :]
  • grek.grek 05.06.18, 09:32
    mala_ciekawostka napisał(a):

    Ma być we wtorek na Kulturze o 20:00. Z Barbarą Krafftówną w roli głównej, spek
    takl z 1971 r.

    Ja widziałam nowszą inscenizację, z 2001 r (nawet dwa razy i zainspirowana nią
    również przeczytałam sztukę) z Krystyną Jandą i Jerzym Stuhrem - bardzo mi się podobała. Wspaniała gra aktorów i bardzo udanie dobrane plenery.

    Ciekawe czy wcześniejsza wersja jest równie dobra, pewnie tak, bo trafiła do "Złotej Setki" Teatru TV. Myślę, że to pozycja obowiązkowa na wtorek:) Mogliby też przy okazji powtórzyć kiedyś ten nowszy spektakl:)


    dla przypomnienia, bo spektakl dziś już :]

    reżyseria Jerzy Gruza
  • grek.grek 06.06.18, 10:12
    jakie wrażenia po obejrzeniu spektaklu, Mała Ciekawostko ? :]

    Czcigodni ?

    [nie udało mi się zdążyć, czego żałuję, i mam nadzieję na powtórkę]
  • mala_ciekawostka 06.06.18, 19:00
    Mi udało się obejrzeć i jednak bardziej podoba mi się nowsza inscenizacja, głównie dlatego, że mniej jest w niej "egzaltacji" i pewnej "przesady" w grze aktorów. Nowsza wersja jest bardziej na "serio", bardziej stonowana.

    To pewnie mało teatralne, ale wolę ją też ze względu na bardzo dobrze dobrane plenery - wspaniale pokazano podupadłe Gulen (nie pamiętam już jakie miasteczko grało tę miejscowość).

    Z kolei mam wrażenie, że ta atmosfera "egzaltacji" i "przesady" we wczorajszym spektaklu jest bliższa literackiemu oryginałowi. Czytając sztukę tak właśnie ją odebrałam i to samo czułam oglądając wczorajszą inscenizację. Natomiast nie odebrałam w ten sposób nowszej wersji.

    To tak na szybko o moich wrażeniach:) Może niedługo, dla świeżego porównania, TVP wyemituje spektakl z 2001 r:)
  • grek.grek 07.06.18, 09:40
    dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

    interesujace wrażenia i porównanie !

    w pewnym sensie klasyczny teatr jest teraz uzupełniany własnie chwytami z filmu, performance'u scenicznego i innych form sztuki, i - jak piszesz - może to sprzyjać bardziej współczesnym odczytaniom kanonu.

    zdecydowanie ! nowa wersja "Wizyty..." mogłaby się pojawić np. w TVP 1 w poniedziałek, prawda ?

    trzymajmy kciuki ! :]

    dzięki raz jeszcze :"]
  • mala_ciekawostka 07.06.18, 17:50
    Dzięki:)!

    Dokładnie, trzymajmy kciuki:)
  • grek.grek 08.06.18, 09:36
    :]

    trzymam kciuki :]
  • mala_ciekawostka 08.06.18, 17:31
    :)
  • grek.grek 03.06.18, 15:57
    wracajcie, kiedy tylko będziecie mogli ! pamiętamy o Was ! :]

    specjalnie dla Was, maestro, music ! :] :

    www.youtube.com/watch?v=YQ5Vg44YTdM
  • grek.grek 04.06.18, 09:41
    jeśli na ekranie mamy duet Cate Blanchette - Judi Dench, to film jest obowiązkowo do obejrzenia :]

    Blanchette gra nauczycielkę Shebę, która zaczyna pracę w nowej szkole. Poznaje tam Barbarę, tę gra Dench. Dzięki jej pomocy, Shebie łatwiej się zaaklimatyzować.

    Zwrot następuje w momencie, gdy Sheba wdaje się w romans z uczniem, a Barbara przypadkiem odkrywa ten fakt.

    staje się zazdrosna i nawet agresywna, miała bowiem nadzieję, że Sheba będzie tylko dla niej i że w istocie młodsza koleżanka jest tak samo wyobcowana, jak ona.

    zawiedziona Barbara robi więc wszystko, aby ten romans przerwać, unicestwić, storpedować, zasłania się względami moralnymi i literą prawa, ale w istocie jest to całkowicie osobista motywacja.

    Judi Dench nie zagrałaby postaci bez osobowości, więc właśnie osobowośc Barbary jest szczególnie rozwinięta w scenariuszu, ta jej zaborczośc wynika z doskwierającej izolacji i niespełnionej potrzeby przyjaźni z kimś sobiepodobnym. Blanchette również ma emocje i psychologię do zademonstrowania, nie tylko jako ofiara w tej relacji, ale także jako kobieta poszukująca bliskości, choćby w relacji z uczniem, który w oczywisty sposób nadziei żadnych spełnić nie jest w stanie, na dodatek ma przecież rodziców.

    dobre kino brytyjskie, Londyn miejscem akcji, interesujący splot psychologicznych okoliczności.

    zdecydowanie warto :]
  • grek.grek 04.06.18, 09:52
    powtórkowo, wreszcie :]

    pan kupuje za grosze na jakiejś wyprzedaży pudła ze szpargałami, które należały do jakiejś pani; może tam znajdzie się jakiś drobiazg, który mu się przyda do przygotowywanej właśnie pracy.

    w pudłach pan odkrywa 100 tysięcy negatywów zdjęć, zainteresowany daje je do wywołania, potem wrzuca do internetu i wzbudzają one sensację.

    przedstawiają codzienność Nowego Jorku lat 40, 50 i 60-tych, są pomysłowe, zabawne, a autor wykazał się niebagatelną inwencją.

    pan uaktywnia się celem znalezienia owego autora i ustala, że zdjęcia robiła pani Vivian Maier, jak się okazuje niezwykle utalentowana... niania, która uprawiała swoje hobby przez całe życie, ale nigdy nikomu wykonanych fotografii nie pokazywała. robiła je dla siebie i dlatego, ze miała taką przyjemność.

    kim była ? jaka była ? jak robiła swoje zdjęcia ? jak zapamiętali ją ludzie, którzy mieli z nią styczność ? o tym wszystkim traktuje film, świetnie zrealizowany i skomponowany.

    naprawdę klasowa rzecz, no i przede wszystkim historia przypadkowego odkrycia autorki, która z dnia na dzień właściwie, pośmiertnie, stała się klasykiem fotografii miejskiej.

    cóż za opowieść !




  • grek.grek 04.06.18, 10:11
    parodia, pastisz filmów bondowskich i wszelkich innych szpiegowsko-agenciarsko-przygodowych historyjek.

    główny agent organizacji Kingsmanów, która mieści się, co za kamuflaż !, w sklepie z męską garderobą, ma dług wobec przyjaciela z przeszlości i spłaca go, wciągają do całej zabawy jego syna, szkoląc młodzieńca na najwyższej klasy agenta realizującego przeróżne zadania w terenie.

    agenci Kingsmanowscy są eleganccy, wysportowani do przesady, poważni i brytyjscy w sposób arcybrytyjski :]

    młodzieniec ma trudne życie, ciągle walczy z jakimś gangiem w swojej dzielnicy, w domu się nie przelewa, więc przyjmuje propozycję, musi przejść bardzo przebiegle prowadzoną rekrutację, a potem staje się towarzyszem swojego mentora Harry'ego Galahada.

    rzecz jasna, czeka ich niezwykle trudna i wymagająca idealnej sprawności i timingu akcja przeciw korporacji, na czele której stoi planujący przejąc władzę nad światem Valentine :]

    słowo daję, że to jest kino warte swojej ceny ! ilośc odniesień do Bonda, - niezliczona, wraz z komentarzami dot. serii o 007, kapitalnie przerysowane postaci agentów, sceny akcji perfekcyjne i komiczne, bo kiedy Colin Firth w nienagannytm garniturze rozprawia sie z paroma dresiarzami w jakimś pubie, używając kapelusza i laski, to walor komiczny jest niezbędny, aby to kupić :] Samuel L. Jackson, jako nowoczesny-staromodny szwarccharakter wcale nie gorszy od najlepszych bondowskich [przynajmniej tych, których poznałem :)].

    ma to wszystko stosowny rozmach i tempo, a nawet pewien rodzaj markowanego przepychu.

    fabuła jest czysto pretekstowa, a humor zawiera się nie w gagach, ale w tym jak kolejne sceny, wątki i motywy naśladują i subtelnie wyolbrzymiają albo minimalnie wykoślawiają klasyczne figury kina akcji, Bonda, Mission Impossible, pewnie Bourne'a i innych także :]

    pierwszorzędna zabawa !

    kingsmanowska elegancja ["tak brzmi nasza pierwsza zasada"] oraz filmowa bezpretensjonalnośc z zachowaniem miny Bustera Keatona - perfecto mundo ! ;]


  • grek.grek 04.06.18, 10:14
    wg S. Dygata

    z 2018, w reżyseri Agnieszki Glińskiej.

    romans chłopaka z zamożnej rodziny z fordanserką z warszawskiej Pragi, 1939 rok, maj, ojciec chłopaka próbujący zapobiec rozwojowi tej znajomości, no i wojna wywracająca świat do góry nogami.

    główne role : pp. Soliman, Hycnar, Stelmaszyk
  • grek.grek 04.06.18, 10:31
    Jasmine miała męża bogatego finansistę, który ją rozpieszczał i zapewniał luskusowe życie w centrum Manhattanu,. rauty, przyjęcia, pilates, rejsy po Morzu Śródziemnym i piękne domy.

    kiedy okazał się oszustem zarabiającym na przekrętach, straciła wszystko, a on sam popełnił samobójstwo w celi.

    jedyne co zostało Jasmine, która na poczet spłaty mężowskich wyczynów została ogołocona przez sąd ze wszystkiego, to podróż do San Francisco, gdzie mieszka jej siostra przyrodnia, Ginger.

    jej się w życiu nie powiodło, Jasmine zawsze miała ją za nieudacznicę, a teraz musi szukać u niej kąta do zamieszkania.

    jak tu się wziąć w garść po takiej traumie, jadąc na lekach, nie mając żadnego zawodu, wciąż wspominając lepsze czasy ? Jasmine ma naprawdę pod górkę, ale nawet histerycznie monologując sama do siebie albo do innych [ale wtedy też do siebie, tak naprawdę] budzi współczucie sposobem, w jaki obnosi resztki swojej wielkopańskiej arogancji, w sytuacji, gdy znikły wszelkie znamiona warunków, w których jej uprawianie miałoby choć odrobinę sensu. No i trudno nie żałować kogoś, kto utracił zycie, jakie naprawdę kochał.

    portret ten, w wykonaniu fenomenalnej Cate Blanchette, naprawdę zasłużył na tego Oscara :]

    I morał jakże istotny : skromna Ginger, budująca swoje małe szczęście na uczciwości, ląduje w końcu lepiej niż domagająca się luksusów Jasmine, której życie sponsorował mąż dorabiający się na ludzkiej krzywdzie.

    świetne, arcyallenowskie kino, z jazzową muzyką w tle, pięknymi miejscówkami, kapitalnie poprowadzonymi scenami i oczywiście rewelacyjnie napisane.

    Przy okazji, wszyscy : Jasmine, jej mąz, jego syn, Ginger i jej eks-mąz, Oggi, to są ofiary ostatniego kryzysu ekonomicznego, zatem jest to także fabuła bardzo konkretnie odnosząca się do społecznej rzeczywistości przełomu lat 00's i 10's.

    mistrzostwo !
  • grek.grek 05.06.18, 09:44
    film ze stajni Luca Bessona, który po wybitnych "Wielkim Błękicie", "Nikicie" i "Leonie" przeszedł do reżyserii i produkcji filmów totalnej akcji ;]

    tutaj głównym bohaterem jest dżentelmen, który odziewa się a garnitur markowy i sportowym samochodem przewozi zlecone przesyłki, jakich nie sposób puścić pocztą - kurier dla gangsterów, innymi słowy.

    ma swoje żelazne zasady, jest lakoniczny i profesjonalny, oraz ładnie mieszka w Nicei nad samym morzem.

    oczywiście, film polega na tym, że w którymś momencie swoje zasady łamie, dla urodziwej dziewczyny, a na dodatek pewien gangster okazuje się nieuczciwym łobuzem. A od tego krok już tylko do sensacyjnej fabuły :]

    akcja prawie nonstop, ale to jest dobra akcja, opakowana w interesującą ścieżkę dźwiękową [jest taka scena, kiedy kurier walczy na kung fu w jakichś ciasnych pomieszczeniach i towarzyszy tego naprawdę kapitalna elektroniczna muzyka], kameralne widoki, no w głównej roli Jason Statham gra w obrębie swojego emploi.

    w Kulturze dzisiaj znakomitośc teatralna, must-see w dzisiejszej ramówce !...ale gdybyście zostali zmuszeni do oglądania "Transportera" przez jakichś złych ludzi ;], to spieszę donieść, że mozna ten seans przetrwać jakoś ;]
  • grek.grek 05.06.18, 09:53
    stypa po śmierci kolegi staje się okazją do spotkania przyjaciół sprzed lat, którzy swoją młodzieńczą młodość przeżywali w końcówce lat 60-tych. No i, z tego co głosi opis, wnioski do jakich dochodzą nie są zbyt optymistyczne : z dawnych ideałów niewiele zostało, a ich samych porwał wir codziennnej rutyny.

    film jest z roku 1983, czyżby naprawdę miał aspiracje rozliczeniowe ? tytuł wydaje się bardzo sugestywny, nieprawdaż ?

    3 nominacje oscarowe : za film, scenariusz i dla aktorki [Glenn Close]. obok niej są Jeff Goldblum, Wiliam Hurt czy Tom Berenger.

    reżyseria Lawrence Kasdan, który napisał też scenariusz, a rzecz interesująca jest taka, ze to także ten pan napisał skrypt do najnowszych "Gwiezdnych Wojen", czyli "Hana Solo", które właśnie grasują w kinach.
  • grek.grek 05.06.18, 10:02

    klasyka !

    Clint Eastwood celujący z magnum 44 do przestępcy, z tekstem : "zastanawiasz się, czy strzeliłem 5 czy 6 razy, prawda ? przyznam szczerze, że ja sam nie wiem, czy została mi jeszcze jedna kula czy już żadna..." - ech :] doskonałe kino 70s.

    I chyba pierwszy, albo jeden z pierwszych, gliniarzy, którzy naginają albo wprost łamią prawo, by chwytać bandytów.

    skuteczności policjanta nie może ograniczać żadna norma, krępować jego ruchów nie może jakiś papierowy przepis, bo w grę wchodzi życie ludzkie - tak brzmi reguła, jaką kieruje się inspektor Callahan. jesli bandyta przekracza prawo, policjant musi również mieć takie możliwości, inaczej zawsze będzie o krok za nim.

    do dzisiaj kino wyprodukowało" setki takich gliniarzy, ale Harry był pierwszy :]

    świetne kino ze słonecznymi miejskimi widokami San Francisco. Niezła jest też sama intryga, potyczki Callahana z przełożonymi, znakomita muzyka. 47 lat od premiery, a ogląda się wciąz bardzo dobrze, a oszczędny, ciut surowy styl kina lat 70-tych nie tylko nie traci swoich walorów, ale wręcz działa coraz lepiej :]
  • mala_ciekawostka 05.06.18, 14:39
    Harry był pierwszy i najlepszy:) Najważniejszy cytat filmu to oczywiście: I know what you're thinking. "Did he fire six shots or only five?" (...) you've got to ask yourself one question: "Do I feel lucky?" Well, do ya, punk?

    Drugą część serii też widziałam - pamiętam, że zakończenie zrobiło na mnie duże wrażenie. Ciekawe czy dadzą wszystkie filmy z serii?
  • grek.grek 06.06.18, 09:31
    tak jest, Mała Ciekawostko ! :]

    kultowy cytat w pełnym brzmieniu, dzięki :]

    yes, te film to "Siła magnum", a potem "Pula śmierci".
    mam też wrażenie, że nawiązywały do "Harry'ego" takze inne policyjne filmy z Eastwoodem, np "Lina", prawda ?
  • mala_ciekawostka 06.06.18, 18:25
    Dzięki:) O tak, to kultowy cytat i do tego jak wypowiadany przez Clinta - mistrzostwo!:)
    Okazuje się, że widziałam trzeci film z serii (z kobietą jako partnerką Harry'ego, znam go pod tytułem "Egzekutor") i to jego zakończenie zrobiło mnie wrażenie. A filmów z Callahanem było aż pięć:)
  • grek.grek 07.06.18, 09:34
    właśnie ! celna uwaga ! wykonanie tego one-linera jest bezbłędne ! :]

    o, spory materiał do powtórki dla TVN :]

    I mnie ten "Egzekutor" gdzieś w pamięci się kręci, ale nie dam głowy, czy również oglądałem. Twój pomysł z powtórką wszystkich filmów z Callahanem jest znakomity :]
  • mala_ciekawostka 07.06.18, 17:48
    Dzięki:)
    Akcja "Egzekutora" dotyczyła m.in. porwania burmistrza San Francisco - jeśli dobrze kojarzę.

    Może jakaś szansa na emisję wszystkich części jest;))
  • grek.grek 08.06.18, 09:36
    tak jest ! :]

    o, możliwe, że istnieje taka szansa. przekonamy się w najbliższym czasie. w sumie, byłyby to idealne seanse w sezonie wiosenno-letnim :]
  • mala_ciekawostka 08.06.18, 17:30
    Tak jest:)
  • grek.grek 09.06.18, 09:23
    otóż to :]

    w tzw. sezonie fory zwykle mają komedie romantyczne i im-podobne ;]
  • mala_ciekawostka 09.06.18, 13:45
    :)
  • grek.grek 05.06.18, 10:07
    ostatni odcinek :]

    niby przestępca złapany, ale tytułowy labirynt ciągle chyba kryje jeszcze jakieś zagadki, nieprawdaż ?

    no i ten wybuch bomby, który kończył odcinek 6, a którego skutków jeszcze nie widzieliśmy. Oby tylko zakończenie nie zostało zdominowane wątkami pobocznymi, czyli porządkowaniem strat po bombowym zamachu i jednak skupiało się na wątkach dotyczących kryminalnego śledztwa.

    życzę nam wszystkim zaskakujących finałowych konkluzji serialowych ! :]


  • maniaczytania 06.06.18, 00:44
    ech, muszę na gorąco - ale miałam jednak nosa, że ta scena z prologu jest istotna ;)

    Chyba za dużo kryminałów czytam i oglądam ;)
    Ale mimo że taki przewidywalny, to i tak fajny serial!

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.06.18, 09:33
    yes, Maniu :]

    dobry nos, to podstawa ! :]

    zdecydowanie, dobry serial !
    spróbuję ten 7 odcinek również opisać, za moment :]
  • grek.grek 06.06.18, 10:41
    6 odcinek wyjaśnił całkiem sporo, ale nie wszystko !

    Zabójcą okazał się niejako Karel Dorf. Mścił się za brata, pedofila skazanego za molestowanie dziecka, który w więzieniu popełnił samobójstwo.

    Zamordowani przez Dorfa mieli udział w skazaniu jego brata : Karas oskarżał, a Matula skazał.

    Uwięziona pani Wagnerowa była molestowaną, która doniosła na policję, a porwany i wtrącony razem z nią do metalowej klatki biskup - był świadkiem oskarżenia, gdyż 12-letnia wówczas Wagnerowa, wychowanka klasztornej szkółki, o pomoc zwróciła się właśnie do niego.

    Dorf wygląda także na religijnego fanatyka, stąd te formy zadawania śmierci, inspirowane "Sądem Ostatecznym" Boscha.

    Są jednak pytania : kim w całej sprawie jest pan Kovar , którego córki porwał i jedną zabił Dorf ? Wiemy, że jakieś powiązanie musi być, bo wśród wielu zdjęć jakie dostaje do rozpoznania, Kovar wybiera fotografię Dorfa-pedofila, brata Karela.

    W ostatniej scenie 6 odcinka policja zabezpiecza posesję Dorfa : aresztuje go, uwalnia porwaną śledczą Hrońską, aż tu nagle dochodzi do eksplozji bomby.

    I teraz :

    Komisarz Remes żyje, bo nie zdązył wejśc do budynku. Miał szczęście. Ginie jednak Grosman, ginie Hrońska i sześć innych osób. Co ciekawe, technicy nie mogą zidentyfikować wśród nich Dorfa. Czyżby przeżył ? Jak to możliwe ?

    na Remesa i policyjną panią psycholog spada obowiązek poinformowania żony Grosmana o śmierci jej męża. Bez słów. Kiedy otwiera drzwi i widzi ich, milczących, poważnych, sama odkrywa powód ich wizyty i wpada w płacz.

    Policja grzebie w rodzinnych sekretach Dorfów. Okazuje się, ze Karel żył z pieniędzy, które familia dostała za sprzedaż jakichś gruntów ? pewnej cypryjskiej firmie.

    Matka Dorfa żyje, ale jest w cięzkim stanie, leży w łózku otoczonym sprzętem medycznym, pomaga jej pielęgniarka. Dostępu do niej chroni adwokat Bliks.

    Remes naciska jednak na rozmowę tak bardzo, ze ostatecznie zostaje zaproszony na pokoje.

    Pani Dorfowa źle przyjmuje informację o prawdopodobnej śmierci Karela. Nic jednak szczegółówego nie chce o nim powiedzieć. A coś by się przydało, bo przecież ciągle trwają poszukiwania biskupa i Wagnerowej. Pani Dorfowa mówi, ze Karel od 2 lat jej nie odwiedził, był zajęty, ciągle się wykręcał.

    Jest tak poruszona,że adwokat próbuje wyprosić Remesa, za co komisarz rzuca nim o podłogę. Zapewne komisarza motywuje bardzo śmierć przyjaciół, psuje mu nerwy.

    Adwokat grozi mu donosem do szefostwa, Remes grozi jemu i Dorfowej więzieniem, jesli coś ukrywają.

    Policaje podczas narady dochodzą do wniosku, że głównym celem całej akcji mógł być biskup i zgadzają się, ze to nie koniec całej ponurej historii, a może dopiero jej przydługi początek.

    W klatce siedzą Wagnerowa i biskup, nie mając pojęcia o tym, co zaszło, wciąż wierząc że Dorf wróci i albo biskup zabije ją, albo zabici zostaną oboje. Ona płacze i mówi, żeby biskup ją zabił, bo ona i tak bez męza żyć nie chce, no i że to może słuszna kara za porzucenie zakonu dla mężczyzny. Ale biskup wybija jej to z głowy, "miłość to nie grzech", powiada.

    A identyfikacja Dorfa nadal nie nastąpiła. MOżliwe, ze żyje ?

    Korytyarz spod kościoła, gdzie nastąpił wybuch w 5 odcinku, który zamaskował porwanie biskupa, prowadzi na teren tej cypryjskiej firmy. Dorf miał też drugie mieszkanie,. Wszystko to trzeba sprawdzić.

    I faktycznie, na terenie rzekomo należącym do firmy, policja znajduje fotografie, komputery i inne akcesoria z widocznymi śladami użytkowania przez Dorfa. Tutaj więc swoje plany szkicował do realizacji. "Kopalnia dowodów", powiada komisarz rozglądając się po ścianach obwieszonych zdjęciami zabitych ofiar Dorfa.

    W laptopie odkrywają nagrania z podsłuchów. Każda z ofiar miała pluskwę".

    Na jednym z komputerów leci live przekaz z celi biskupa i Wagnerowej. Od razu technicy ruszają z próbami namierzenia sygnału.

    Jest też... Dorf ! Na żywo ? czyżby przeżył ? Występuje i plecie te swoje androny o karze za grzechy.

    cdn

  • grek.grek 06.06.18, 11:08
    Policja odkrywa, że pomocnik Dorfa, którego Dorf później osobiście uwędził, a wcześniej sprowokował do zgwałcenia Wagnerowej i wykorzystal do budowy klatki - Sandera : siedział w jednej celi z bratem Dorfa. Najpewniej zgwałcił go i pobił, bo brat Dorfa siedział za pedofilię.

    Cóż za zemsta...

    Remes dowiaduje się od jednego z policyjnych ekspertów o teorii religijnej, wedle której istnieje droga do zbawienia poprzez zabicie tzw Erebów, a sposób na to przedstawia własnie "Sąd Ostateczny" Boscha. Głosił taką teorię niejaki Levi, w średniowieczu. Skąd jednak Dorf miałby się dowiedzieć o niej ? Nie występują wzmianki o niej w żadnych kanonicznych pismach kościelnych czy związanych z religią katolicką.

    Remesowi coraz częściej chodzi po głowie, że Dorf nie był sam, a cała ta historia nosi znamiona zemsty rodzinnej za, wg niej, niesłuszne skazanie jednego z nich.

    Ciekawt fakt, ze proces Dorfa zaczął się 2 lata po postawieniu zarzutów. Według wygrzebanego raportu medycznego, Dorf miał wypadek. I wygląda na to, ze sprawcą tego wypadku był... Kovar. Potwierdza to matka jego nieślubnej córki, która padła pierwszą ofiarą Dorfa, pani Uchodcikova. Wygląda na to ze kiler Dorf namierzył tę dziewczynę śledząc i inwiligując KOvara.

    Remes odkrywa, ze adwokat Dorfów, Bliks, często jeździł w ostatnich miesiącach do Brazylii, na Bahamy i Cypr. Na Cyprze miała być ta firma, która kupiła ziemię od Dorfów, a Brazylię i Bahamy łączy to, ze nie mają umowy ekstradycyjnej z Czechami. Karel Dorf szykował się do ucieczki.

    Policja ustala skąd Dorf nadawał, gdzie było jego drugie mieszkanie. Są tam opuszczone magazyny, jeden rechoczący komputer i kilka innych splątanych w sieć. Gdzież znajduje się serce tego systemu ?

    Remes podejrzewa Bliksa. Nie wyglada na fanatyka, ale za to wygląda na biznesmena : jesli obaj bracia Dorfowie zmarli, a matka dogorywa, to on - jako adwokat rodziny mający dostęp do wszystkich papierów i umów - bez trudu może doprowadzić do przejęcia majątku jaki po nich zostanie.

    Przy okazji wychodzi na jaw, ze pan Dorf senior zmarł poprzez utopienie się. Przypadek ?

    Remes nocą, przez płot, wchodzi na teren domostwa Dorfów i włamuje się do środka. I tutaj : sensacja ! Znikła pani Dorfowa. Łózko puste, zaścielone, zadnego sprzętu medycznego, dom jak wymarły.

    Dopiero po chwili Remesa nakrywa Bliks. Remes tym razem nie bawi się w dyplomację i traktuje go per noga oraz grozi mu pistoletem. Adwokat okazuje się nie wiedzieć o niczym, również choroba pani Dorfowej [rzekomy "nowotwór w ostatnim stadium"] nie była prawdą, a teraz nie wiadomo gdzie się podziała starsza pani. Adwokat raczej nie kłamie, w końcu ma lufę pistoletu przystawioną do czoła.

    Remes zabiera Bliksa do auta i jadą znów do siedziby tej cypryjskiej firmy. Wśród komputerów, gdzie na żywo leci przekaz z celi Wagnerowej i biskupa, na ścianach są obrazki, obrazy i "Sąd OStateczny" oraz zdjęcia ofiar... sensacyjnie zachodzi ich od tyłu pani Dorfowa, całkiem zdrowa.

    A więc to ona była mózgiem całej operacji. Karel Dorf zaś, tylko wspólnikiem i narzędziem, tak jak Klima, Sandera i ten trzeci od budowy celi byli narzędziami w jego z kolei rękach.

    Matka Dorfowa i Karel Dorf, syn, nie wierzyli w winę ich brata. Ojciec wierzył i wstydził się, więc "się utopił", a wiec został zamordowany przez nich.

    Matula, Karas, Sandera, Kovar, jego córki, Wagnerowa i biskup mieli zaś umrzeć według instrukcji na "Sądzie Ostatecznym".

    Pani Dorfowa wierzyła, że to nie są ludzie, ale Ereby, złe duchy. I jeśli się te Ereby w odpowiedni sposób zabije, bo uzyska sie drogę do zbawienia.

    Chciała w ten sposób zbawić swojego syna, pedofila.

    "Nie wie pan , co czuje matka, gdy rozmawia ze swoim synem w więzieniu, i widzi go pobitego i zgwałconego", mówi Dorfowa do Remesa, a on jej odpowiada : "Dokładnie tak samo on potraktował swoją ofiarę".

    I tak Remes ją prowokuje, tak źle mówi o jej synach obu, ze doprowadzona do furii Dorfowa chce zabić go rękoma Bliksa. Adwokat odmawia, cały struchlały, a Remes w końcu wykorzystuje moment nieuwagi jejmości i strzela jej prosto w czoło. Odruchowo naciska ona spust, adwokat zostaje ranny, ale jedyną śmiertelną ofiarą tej potyczki jest pani Dorfowa, co sugeruje zamknięcie sprawy.

    Ostatecznym znakiem jest zaś informacja, ze zidentyfikowano Karela Dorfa. Zginał jednak w tym wybuchu. Pojawił się i przemawiał na ekranie komputera zapewne za sprawą swojej matki, która wykorzystała wcześniej sporządzone nagranie, ewentualnie włączyło się ono, bo wcześniej Dorf tak to zaprogramował w komputerze.

    To jednak wciąz nie koniec, nie zostali odnalezieni biskup i pani Wagnerowa

    cdn.


  • grek.grek 06.06.18, 11:21
    Policja szuka ich w podziemiach na terenach zakupionych przez tę cypryjską firmę.

    Zanim jednak ich znajda, dochodzi do tragedii. Pani Wagnerowa szalejąc z rozpaczy, sama sie zabija nożem, wierząc że w ten sposób uratuje biskupa. Nie wie, ze Dorf już nie żyje i nic im nie grozi, nie muszą rozstrzygać żadnych dylematów. Remes jest tego świadkiem, widzi całą sytuację na przekazie lecącym live w sieci. Na jednym z komputerów w siedzibie zabójczego klanu Dorfów, gdzie właśnie zlikwidował panią Dorfową.

    Kiedy policja ich znajduje : biskup modli się nad zwłokami Wagnerowej. Drzwi do podziemia były zaspawane, na kłódce ładunek wybuchowy, który trzeba było zdetonować, słowem : biskup i Wagnerowa nigdy już mieli stąd nie wyjśc.

    Ktoś zwraca uwagę, że samobójstwo jest uznawane przez Kościół za grzech cięzki, ale biskup powiada : Czy zabicie siebie dla ratowania bliźniego, to grzech ? Według mnie, jest to poświęcenie.

    Remes staje do raportu przed ludźmi z wydziału wewnętrznego i mówi to wszystko, co już wiemy, w 5 zdaniach streszcza całą kryminalną intrygę z jaką mieliśmy do czynienia przez te 7 godzinnych odcinków :]

    Dodatkowo pojawia się informacja, ze adwokat Bliks zmarł wskutek postrzału od Dorfowej.

    Jeden z wewnętrznych powiada do Remesa : ma pan szczęście, bo gdyby przeżył - pan prawdopodobnie straciłby pracę za nadużycia podczas śledztwa.

    W miejsce Grosmana do wydziału zostaje powołany policjant Soucek, z małego komisariatu pod Brnem, który przyczynił się do odnalezienia bunkra, w którym Dorf przetrzymywał Alenę Kovarową i Hrońską.

    Remes doznaje nostalgii i zasmucenia, kiedy trafia do niego notes, jaki pozostawiła po sobie Hrońska. Cóż, otwierała się tam szansa na jakąś bliższą znajomość.

    Wraca komisarz do domu, gdzie zjawia się niebawem córka, wysłana wcześniej do matki. Wychodzą na miasto, siedzą nocą na dachu, palą papierosy, a dookoła światła miasta. Jakby się uśmiechają do siebie.

    Koniec :]

    dobry scenariusz, prawda ? tempo świetne, akcja gęsta, fakty co chwila nowe, logika przyczynowo-skutkowa na wysokim poziomie, czeskie realia - czego chcieć więcej... ;]

    chyba tylko 2 sezonu już niebawem, jak mi się wydaje ? :]
  • maniaczytania 06.06.18, 17:53
    Greku - dzięki za wszystkie opisy i za ten również :)

    Jedno sprostowanie - cały plan morderstw został opracowany nie przez matkę Dorrfów. On został wymyślony przez pedofila - ten pokój 'finalny' z planem na ścianie, to było dokładne odtworzenie jego celi.

    Przyznam jednak, że ten ostatni odcinek odstawał od reszty. Był jakiś taki na szybko montowany, widać było jakby luki, cięcia. Jakby chcieli szybko, szybko wyjaśnić, a że niekoniecznie się trzyma 'kupy', to już trudno.
    No i żal tego najsympatyczniejszego policjanta :(

    Podsumowując - jak napisałam wcześniej - choć był przewidywalny bardzo i tak trzymał w napięciu, a i sam pomysł, by oprzeć zbrodnie na obrazie - bardzo intrygujący.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 07.06.18, 09:29
    dzięki, Maniu :] cała przyjemność po mojej stronie !

    I przepraszam za wszystkie błędy, gdyż pisałem szybko ;] dziękuję za fabularne sprostowania i wyrozumiałość :]

    o, nie miałem pojęcia o tym, ależ ciekawa informacja ! te rysunki na ścianie wiszące, fakt, wyglądały jak sporządzone odręcznie, pewnie właśnie przez więźnia Dorfa.

    coś w tym jest, Maniu. w ostatnim odcinku zrobili kolejne twisty, wprowadzili dwie nowe postaci, no i mieli 2-3 nowe wątki do rozsupłania, faktycznie tempo trochę im nogi poplątało ;]

    yes ! w pełni się zgadzam - to dobry serial. Szkoda, że tak poźno leciał. pomijając niektóre okoliczności zabójstw, nie był aż tak brutalny czy okrutny, zdecydowanie - wg mnie - mógłby zostać wyświetlony zaraz po 22:00 :"]

    moze niebawem doczekamy się 2 sezonu - podobno major/komisarz Remes nie będzie najważniejszą postacią, ma być dwoje nowych śledczych, a wątek kryminalny znów kręcić się będzie wokół seryjnych zabójstw, i tym razem w srodowisku polityczno-lobbingowo-zamożnych przedsiębiorców i wyższej klasy średniej [tzn. "będzie" dla nas, bo 2 sezon już miał premierę w CTV i właśnie wyszedł na DVD] ?

    I ten sezon pokazany zostanie o nieco bardziej przyjaznych dla widza [większosci widzów :)] porach ?

  • mala_ciekawostka 06.06.18, 18:14
    Dzięki za opis, Greku:) Za opisy wszystkich odcinków:)! To bardzo fajny, wciągający serial. Teraz musimy trzymać kciuki za jak najszybszą emisję drugiego sezonu:)
  • grek.grek 07.06.18, 09:31
    dzięki, Mała Ciekawostko ! :]

    przepraszam za wpadki i błędy :] na szczęście Mania korygowała je na bieżąco :]

    otóż to, w pełni popieram : 2 sezon będzie mile widziany !
    już wyszedł na DVD w Czechach, więc może na jesieni w TVP ? :]


  • mala_ciekawostka 07.06.18, 17:42
    Dzięki:)

    Nic się nie stało:)

    No właśnie, ciekawe czy będzie emisja na jesieni?

  • grek.grek 08.06.18, 09:34
    dzięki, Mała Ciekawostko :]

    świetnie by było ! pytanie, ile trwa tzw. okres ochronny dla filmów/seriali wchodzących na DVD ?

    no i czy TVP jest w ogóle zainteresowana ? ;] chociaż, wiesz, to interesujące, że ktoś w publicznej w ogóle wypatrzył ten serial. Chyba nie był przesadnie drogi ? ;]
  • mala_ciekawostka 08.06.18, 17:30
    Oby TVP była zainteresowana:)!
  • grek.grek 09.06.18, 09:21
    oby, Mała Ciekawostko :]

    I może, tym razem, wybierze jakąs wcześniejszą godzinę emisji odcinków ;]
  • mala_ciekawostka 09.06.18, 13:45
    Właśnie;))
  • grek.grek 09.06.18, 15:19
    yes :]

    cześć, Mała Ciekawostko :]

    jak mija Ci sobota ?

    jak mija ona Wam, Czcigodni ? :]
  • mala_ciekawostka 09.06.18, 16:01
    Cześć:)
    Sobota mija mi spokojnie:) W gorącu;))
  • grek.grek 10.06.18, 09:23
    miejmy nadzieję, że niebawem trochę się ochłodzi :]

    witaj w niedzielę, Mała Ciekawostko :]

    witajcie, Czcigodni ! :]

  • mala_ciekawostka 10.06.18, 09:56
    Cześć:)

    Podobno na krótko w połowie tygodnia ma się lekko ochłodzić:)
  • grek.grek 10.06.18, 10:06
    cześć ! :]

    o, dobra informacja !
  • mala_ciekawostka 10.06.18, 13:14
    Wprawdzie to ma być podobno krótkie ochłodzenie (o parę stopni), ale dobre i to:)
  • grek.grek 10.06.18, 15:26
    zawsze to jakiś oddech do złapania, Mała Ciekawostko :]]
  • mala_ciekawostka 11.06.18, 17:57
    Tak jest. Dziś już pada, ale nadal gorąco:)
  • grek.grek 12.06.18, 09:31
    tutaj pada od dziś rano, przez cały czas :]

    I chłodniej, faktycznie :]
  • mala_ciekawostka 12.06.18, 16:32
    :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka