Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2019 - 11 (vol. 109)

01.11.19, 10:06
Spieszę z nowym wątkiem, bo widzę, że w starym pojawiły się już ciekawe 😉 rzeczy związane z listopadem 😊


Barbasiu, muszę zapytać, skąd skojarzenie?


--
"Pomyślę o tym jutro"
Obserwuj wątek
    • grek.grek ważkie zagadnienie dyń halloweenowych ;] 01.11.19, 10:30
      A jak u Was wygląda sprawa z... dyniami ? ;]

      wczoraj przeszedłem się wieczorową porą, zaskakująco sporo dekoracji z rozświetlonymi halloweenowymi dyniami zauważyłem przy domach :]

      A jakie są Wasze obserwacje ? :]

      ofk, Halloween, dynie nie mają wiele wspólnego z naszą tradycją, ale, mam takie wrażenie, zaczynają się całkiem nieźle uzupełniać. Jedno drugiemu nie szkodzi chyba ? ;]
        • grek.grek Re: ważkie zagadnienie dyń halloweenowych ;] 01.11.19, 12:18
          barbasia1 napisała:

          > Kiedyś kupiłam małą ceramiczną uśmiechniętą dynię na tealighta. Ale nie wystawi
          > am w oknie.

          O, znakomita idea, Barbasiu ! :]
          Może w przyszłym roku zdecydujesz się ? :]


          > Ieśli uzupełniają naszą tradycję, to dlaczego nie.

          Otóż to ! Mam podobne zdanie ! :]

          dzieciaki uwielbiają te popkulturowe nawiązania, sądzę że gros tych dyń przed domami, to właśnie dla nich dekoracje, u rodziców i dziadków wychodzone i wyproszone [?] ;]
      • maniaczytania Re: ważkie zagadnienie dyń halloweenowych ;] 01.11.19, 15:37
        ja dekoracji na zewnątrz nie robię, ale w domu dynię zawsze o tej porze mam i robię z niej pyszną zupę dyniową ;) Kupujemy też tonę halloweenowych słodyczy i objadamy się nimi oglądając jakiś film, specjalny oczywiście - to taka nasza tradycja od paru lat - był już "Hokus pokus", " Miasteczko Halloween", "Straceni chłopcy", a w tym roku "Sok z żuka".

        --
        "Pomyślę o tym jutro"
        • grek.grek Re: ważkie zagadnienie dyń halloweenowych ;] 02.11.19, 09:31
          maniaczytania napisała:

          > ja dekoracji na zewnątrz nie robię, ale w domu dynię zawsze o tej porze mam i r
          > obię z niej pyszną zupę dyniową ;) Kupujemy też tonę halloweenowych słodyczy i
          > objadamy się nimi oglądając jakiś film, specjalny oczywiście - to taka nasza tr
          > adycja od paru lat - był już "Hokus pokus", " Miasteczko Halloween", "Straceni
          > chłopcy", a w tym roku "Sok z żuka".

          Brawo, Maniu ! :]

          ZNakomita świecka tradycja ! :]

          Jaki smak mają potrawy z dyni, jeśli mógłbym spytać ? nigdy jeszcze nie jadłem takowych.
          • maniaczytania Re: ważkie zagadnienie dyń halloweenowych ;] 03.11.19, 17:55
            grek.grek napisał:

            > Jaki smak mają potrawy z dyni, jeśli mógłbym spytać ? nigdy jeszcze nie jadłem takowych.

            Hmm, trudno to właściwie określić, bo jest mało podobny do czegoś innego :) Dynia sama w sobie jest raczej mdła, może leciutko słodkawa. Smak podkręcają przyprawy, dobrze zagęszcza zupę-krem, więc się na nią super nadaje.

            --
            "Pomyślę o tym jutro"
            • grek.grek Re: ważkie zagadnienie dyń halloweenowych ;] 04.11.19, 09:20
              maniaczytania napisała:


              > Hmm, trudno to właściwie określić, bo jest mało podobny do czegoś innego :) Dyn
              > ia sama w sobie jest raczej mdła, może leciutko słodkawa. Smak podkręcają przyp
              > rawy, dobrze zagęszcza zupę-krem, więc się na nią super nadaje.


              Dzięki, Maniu :]

              Mam nadzieję kiedyś spróbować takiego specjału :] Coraz częściej, w różnych okolicznościach, słyszę o dyni jako źródle kulinarnych pomysłów, więc i mnie zaczyna intrygować :]
    • grek.grek 11:40 TVP2 "Prawdziwe męstwo" ['1969] 01.11.19, 10:36
      teleekspresowo o żelaznej klasyce na południowe godziny przewidzianej ;]

      oryginalny western Henry'ego Hathawaya, z oscarowym Johnem Wayne'em w głównej roli : gra on sfatygowanego, emerytowanego szeryfa, który za pieniądze zgadza się pomóc małoletniej pannicy odnaleźć i ukarać zabójcę jej ojca.

      W 2010 bracia Coenowie wykonali remake, z równie dobrym w głównej roli Jeffem Bridgesem, objawiając 13-letnią Hailee Stansfield oraz zdecydowanie uwspółcześniając formę, w której obrębie Dziki Zachód jest naprawdę dość dziki, ale już niekoniecznie na modłę romantycznego miejsca, gdzie wykuwał się charakter Ameryki i jej legenda :]
    • grek.grek 12:30 Stopklatka "Znachor" [1981] 01.11.19, 10:39
      Ekranizacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Jerzy Hoffman reżyseruje, w głównej roli Jerzy Bińczycki, któremu partnerują m.in ANna Dymna i Tomasz Stockinger

      o dziwo, dzisiaj w Stopklatce :]

      absolutnie niepodważalna pozycja w zestawieniu czołowych żelaznych klasyków ramówki świątecznej :]


      • grek.grek 0:00 Stopklatka "Znachor" [1981] 07.11.19, 10:57
        grek.grek napisał:

        > Ekranizacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Jerzy Hoffman reżyseruje, w gł
        > ównej roli Jerzy Bińczycki, któremu partnerują m.in ANna Dymna i Tomasz Stockin
        > ger
        >
        > o dziwo, dzisiaj w Stopklatce :]
        >
        > absolutnie niepodważalna pozycja w zestawieniu czołowych żelaznych klasyków ram
        > ówki świątecznej :]


        O, proszę !
    • grek.grek 12:55 TVN7 "Nędznicy" [2012] 01.11.19, 10:44
      musicalowa wersja powieści Victora Hugo, w sam raz na trzy Oscary : za dźwięk, charakteryzację i dla Anne HAthaway za rolę Fantine.

      sukces również komercyjny, nakłady zwróciły się z solidną nawiązką ;]

      reżyseruje Tom Hopper.

      na RT : 69 % z recenzji krytycznych i 79 % z opinii widzów, z podkreśleniem brawurowego aktorstwa i nie mniej należytego przygotowania całości przez drużynę pod wodzą reżysera.

      na Filmwebie : 7,4/ 10 od widowni, a pan recenzent przyznał 7/10, doceniając imponującą stronę wizualną i minimalnie odejmując za niedostatecznie, jego zdaniem, wybrzmiewający konflikt charakterów i osobowości głównych postaci.

      ach, dogonić ideał ! ;]
    • grek.grek 14:00 TVP1 "Trędowata" [1976] 01.11.19, 10:53
      romans jak w latynoamerykańskiej telenoweli, ale może tylko dlatego, bo zapominamy, że Polacy nie gęsi i... swoje konflikty i podziały klasowe też mieli; kto wie, może nawet jeszcze bardziej jaskrawe i wyraziste, jak w Brazylii, Peru czy Wenezueli lat dawno minionych.

      guwernantka i ordynat romantycznie są ze sobą związani, ale dookoła nich szemrze i syczy kłębowisko żmij, które nie akceptuje wejścia w ich hermetyczny świat osoby nieodpowiednio urodzonej oraz tytułów z dziada pradziada pozbawionej.

      akcenty są rozłożone iście manichejsko, z jednej strony czyste dobro, z drugiej podstępne zło, ale to chyba za mało na jawne okreslenie tej historii mianem "kiczu" ? ;] W dodatku, kostium epoki jest sporządzony jakże nienagannie !

      na podstawie powieści Heleny Mniszkówny.

      Grają : Elżbieta Starostecka, Leszek Telszyński, Jadwiga Barańska, Anna Dymna, Czesław Wołłejko.
      reżyseria : Jerzy Hoffman.

      w drodze dwa kolejne seanse : 11 listopada, w Kulturze i Stopklatce, jak przystało na żelazną... damę ramówki świątecznej ;]
    • grek.grek 15:40 Puls "Hrabia Monte Christo" [2002] 01.11.19, 11:00
      Chyba tę właśnie ekranizację widziałem :]

      wersja kanoniczna, czyli : kładąca akcent na sprawy najważniejsze : zdrada, siła przetrwania, przyjaźń, sprawiedliwa zemsta i odpłata, a nade wszystko przesłanie, że w najgorszym położeniu można znaleźć coś wartościowego, jakiś sens i motywację; profesjonalnie wykonana na poziomie kostiumów oraz z pietyzmem przygotowanych obrazków z epoki, no a te lochy filmowe - zaiste, straszliwe !

      reżyseria : Kevin Reynolds
    • grek.grek 16:15 Kultura "Miasto bezprawia" [1946] 01.11.19, 11:09
      western Johna Forda.

      odwołuje się do jednego z mitów Dzikiego Zachodu, czyli losów szeryfa Wyatta Earpa oraz jego braci i przyjaciół, na czele z "Docem" Holidayem, który za kołnierz nie wylewał, a i tak umiał zestrzelić zapałkę z nosa muchy siedzącej na ścianie ;]

      scenerią ich wyczynów było rzecz jasna miasteczko Tombstone, gdzie Wyatt pełnił swoją misję obywatelską.

      jesli jeszcze uda się zaangażować w akcję jakieś odpowiednio barwne czarne charaktery, to powinno być naprawdę nieźle ;]

      Poza tym, w dobie współczesnych antywesternów, antybohaterów, antyszeryfów i anty-wszystkiego, czasami dobrze jest wrócić do filmów ściśle gatunkowych, nieprawdaż ? :"]

      dzisiaj formuła dawnego westernu raczej nie da się wskrzesić, schemat osiągnął masę krytyczną, więc te powroty sentymentalne mogą być pięknymi momentami w biografii wielu kinomanów :]
    • grek.grek 16:20 TVN7 "Duma i uprzedzenie" [2005] 01.11.19, 11:18
      Ekranizacja powieści Jane Austen, ofk. Ponoć już... jedenasta , a siódma kinowa :]

      reżyseria : Joe Wright.

      cóż za obsada : Keira Knightley, Matthew Macfayden, Brenda Blethyn, Rosamund Pike, Donald Sutherland, Carey Mulligan, Tom Hollander

      & Judi Dench

      4 nominacje oscarowe : muzyka Dario Marinelliego, scenografia, kostiumy Jaqueline Durran oraz dla Keiry Knightley za aktorstwo pierwszoplanowe [ciekawe, co powiedziałaby na to Siostra ? :)]

      niestety, ksiązki nie znam, historii również, noga stołowa ze mnie, ale wiem skądinąd, że brytyjskie ekranizacje klasyki powieściowej wypadają zazwyczaj bardzo okazale i nastrojowo, więc życzę udanego seansu, Czcigodni :]

      mnie się raczej nie uda, u mnie wszelkie spotkania i "obrządki" okolicznościowe mają miejsce własnie w godzinach popołudniowych, niestety ;]


    • grek.grek 19:05,Historia Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny 01.11.19, 11:33
      Film z 1982 [nakręcony przy okazji realizacji serialu "Królowa Bona" ?].

      romans króla Zygmunta i Barbary Radziwiłłówny zamieszanie uczynił w królestwie polskim, wszak zawiązał się on potajemnie, matka króla, Bona, była przeciwna, a sam król musiał poszukiwać zgody na swoje plany małzeńskie w ówczesnym parlamencie.

      historia jest więc w tle, a porywy romantyczne na pierwszym planie, prawidłowo ;]

      grają : Jerzy Zelnik, Anna Dymna, Aleksandra Śląska, Bogusław Sochnacki, Zdzisław Kozień, Jerzy Trela

      reżyseria : Janusz Majewski.
      • grek.grek 14:50,Historia Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny 03.11.19, 09:40
        grek.grek napisał:

        > Film z 1982 [nakręcony przy okazji realizacji serialu "Królowa Bona" ?].
        >
        > romans króla Zygmunta i Barbary Radziwiłłówny zamieszanie uczynił w królestwie
        > polskim, wszak zawiązał się on potajemnie, matka króla, Bona, była przeciwna, a
        > sam król musiał poszukiwać zgody na swoje plany małzeńskie w ówczesnym parlame
        > ncie.
        >
        > historia jest więc w tle, a porywy romantyczne na pierwszym planie, prawidłowo
        > ;]
        >
        > grają : Jerzy Zelnik, Anna Dymna, Aleksandra Śląska, Bogusław Sochnacki, Zdzisł
        > aw Kozień, Jerzy Trela
        >
        > reżyseria : Janusz Majewski.

        Replay ! :]
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Filadelfia" [1993] 01.11.19, 11:49
      Raz jeszcze w ostatnich dniach "Filadelfia" w prime time.

      Data w kalendarzu skłania do refleksji i historia , w której śmierć odgrywa istotną rolę sama się narzuca okolicznościowo, aczkolwiek jest to również film o tym, jak coś się w człowieku rodzi.

      główny bohater walczy o swoje prawa i godność, co ma walor nie tylko emocjonalny, ale również edukacyjny, zmaga się ze śmiertelną chorobą, co nadaje wszystkiemu podniosły charakter i wzrusza bardzo, ale wg mnie : istotna jest obserwacja zachowań i postaw adwokata, który prowadzi jego sprawę w sądzie.

      to jest figura, w której istnieje konflikt. Okazuje się bowiem, że jako obrońca homoseksualisty chorego na AIDS, ten mąz i ojciec musi zmierzyć się z posądzeniem o to, ze sam jest gejem, co wzbudza w nim najpierw złość, zawstydzenie, a potem uruchamia empatię wobec swojego klienta.

      na początku krępuje się, by podać mu dłoń, wszak chodzą słuchy, iż HIV można złapać już w takiej sytuacji, lecz wkrótce zaczyna czuć, że ten człowiek jest mu bliski, bo coś w nim ulepsza, poprawia, otwiera go.

      cytując brytyjskie przysłowie-maksymę, tylko przeszedłszy milę w cudzych butach możemy starać się pojąć jego sytuację i myślenie.

      adwokat teoretycznie powinien mieć wrażliwszy nos, przecież rasizm w Ameryce nie jest tak całkiem melodią przeszłości, nawet na wschodzie, ale jeśli autorzy filmu trochę mu odejmują w tym względzie, to tylko po to, by publiczność mogła zobaczyć w nim siebie i z jego pomocą odkryć jakie to wielkie i niezasłużone obciążenie : być homoseksualistą [chorym na dolegliwość uznawaną wówczas za "karę Bożą" zesłaną na gejów] w czasach kulturowego wykluczenia.

      Oscar za "Streets of Philadelphia" Bruce'a Springsteena oraz za główną rolę Toma Hanksa.

      Znakomity Denzel Washington.

      I nienaganna reżyseria JOnathana Demme'a, przy całym ładunku emocjonalnym i wkładzie w debatę społeczno-kulturową o wykluczeniu, jest to przecież również niezwykle wciągający dramat sądowy.
    • barbasia1 Nagrobki na 1 listopada 2019 r 01.11.19, 11:51
      Tu spoczywają szczątki Grek.Greka zacnego,
      nie było i nie będzie forumowicza bardziej niż on pracowitego.


      Tu jest Maniczytania ostateczna kwatera.
      Wiedz, przechodniu, że była to patriotka szczera.


      Mała_ciekawostka tu pochowana została,
      na Forum T. w wielu dyskusjach dzielnie udział brała.



      Tu naszej kochanej Siostry_Bronte jest mogiła,
      wiele wspaniałych postów po sobie pozostawiła.

    • grek.grek 20:00 Polsat "Slumdog" [2008] 01.11.19, 12:02
      Osiem Oskardów, Akademia bywa iż się myli, ale jednak nie na taką skalę chyba ;]

      ogląda się ten film z największą sympatią i wzruszeniem, jak każdą historię opowiadającą o sukcesie bohatera skromnego i naiwnego, który nie zwariuje z tego nadmiaru pieniędzy, które zaraz dostanie ;] Poza tym, dla niego najważniejsza jest ONA, czyli miłośc życia, to dla niej występuje w tym turnieju, żeby go zobaczyła i odnalazła, bo on szukał wszędzie i jest w desperacji. Przypadkiem trafia mu się szansa na najwyższą nagrodę.

      A perfidni oraz źli organizatorzy nie wierzą, że chłopak ze slumsów może znać odpowiedzi na tak trudne pytania [ostatnie brzmi banalnie, ale z naszej perspektywy, takie mam wrażenie; w kręgu kulturowym Indii pytanie o imię muszkietera Dumasa musi być równie trudne jak u nas byłoby pytanie o jakiegoś bohatera ichniej epopeji albo krykiecistę wybitnej renomy, lub chociażby o autora Kamasutry ;)]

      dobry pretekst do opowiedzenia biografii, w której wielka miłość idzie pod rękę z opisem straszliwej biedy jaka panuje w tym miliardowym już państwie, gangsterskich układów w jakie wpadają pozbawione oparcia dzieci, o szczególnej przyjaźni, a takze o urodzie tamtejszej przyrody i zabudowy [wątek z Tadź Mahal]

      A podczas napisów końcowych wyskakuje... a jakze : Bollywood ! ;] Gdzieżby inaczej.

      No i przesłanie, że najlepszą szkołą jest uniwersytet życia. Gorzką miejscami, ale jednocześnie pełną okazji, możliwości i przynoszącą happy end, jakiego być może nie udałoby się osiągnąć w innych warunkach. Per aspera ad astra.

      reżyseria : Danny Boyle.
      scenariusz : Simon Beaufoy
      zdjęcia : Anthony Dod Mantle
      muzyka : A.R Rahman

      wszyscy nagrodzeni Oscarami :]
    • grek.grek 20:00 SuperPolsat "Blade Runner 2049" [2017] 01.11.19, 12:15
      niedawno premiery pokaz telewizyjny w Polsacie, a dziś w Super Polsat.

      cóż, ośmielając się, że w takim dniu głowy mi nie zmyjecie, podrzucę link do październikowych ujawnień a'propos ;] [4 wątek od dołu, a najcenniejsza bedzie tam recenzja Never, która pisała o "BR 2049" po seansie kinowym] :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,168759650,168759650,Ojej_co_tu_wybrac_2019_10_vol_108_.html?s=8#p168864342
      kino wspaniałych wprost obrazów z przyszłości - miast, wnętrz, przestrzeni rozmaitych i przeróżnych !

      czy fabuła dorównuje wizji, to już rzecz dyskusyjna, ale sądzę że wciąz stawia cenne pytania o to, co dalej i jak dalej z nami, czyli - no cóż : ludzkością, od takiego kwantyfikora uciec się tutaj nie da.
    • grek.grek 20:00 Puls "Zielona mila" [1999] 01.11.19, 12:30
      Frank Darabont znów kręci opowiadanie Kinga :]

      I znów z sukcesem !

      Historia na oko podejrzanie fantasmagoryczna, ale w bezpośrednim kontakcie : wzruszająca, wciągająca, zaangażowana [wymowa antyrasistowska dość oczywista], z nawiązniami do wątków ewangelicznych, a miejscami straszna w swojej interwencyjnej poetyce [scena wykonania kary śmierci na krześle elektrycznym].

      Dzięki, Mała Ciekawostko, za rekomendację, dzięki której miałem okazję obejrzeć :]

      Sięgając do początków naszych podróży i przygód filmowych, odkrywam również, że rekomendowały ten film również Barbasia i Mania - dzięki , drogie Panie ! :]

      Pepsic była trochę sceptyczna, ale to było parę lat temu, może dziś miałaby inną ocenę ? :]

      grają : Tom Hanks, David Morse, Michael Clarke Duncan.
    • grek.grek 20:35 TVP1 "Kamerdyner" [2018] 01.11.19, 12:47
      o, premiera !

      Rzecz się dzieje na Kaszubach u progu XX wieku i trwa do roku 1945.

      Główny bohater, Kaszuba, jako małoletni chłopiec trafia do arystokratycznego domu, gdzie nawiązuje romantyczną relację z niemiecką hrabianką.

      Nie jest im chyba dane spełnić się w tej miłości, bo wkrótce, wedle ustaleń traktatu wersalskiego, Kaszuby zostają podzielone, co staje się przyczyną niesnasek między przedstawicielami zamieszkujących te ziemie narodowości : polskiej, niemieckiej i kaszubskiej właśnie. II wojna światowa rozpędza te narodowościowe intrygi do rozmiarów zupełnie nieproporcjonalnych wobec rangi problemów jakie są do rozwiązania.

      grają : Janusz Gajos, Anna Radwan, Przemysław Fabijański, Adam Woronowicz

      reżyseruje Filip Bajon, dobrze że wraca do kina, wcześniej niezlymi "Paniami Dulskimi".
      scenariusz autorstwa panów Piepki, Pruskiego i Klata.

      Premiera, a zatem : dobrych wrażeń, Czcigodni ! Oglądamy, mam nadzieję ? :]

      pan recenzent Filmwebu przyznal 6/10, doceniając reżyserską biegłość i styl, ale narzekając na płytkośc emocji.




      • seidici "Kamerdyner" Sp o j l e r ! 04.11.19, 13:57
        Nie jest im chyba dane spełnić się w tej miłości
        Jest to niemożliwe z przyczyn moralno - biologiczno - prawnych, niczym w tytule "Jesień w hrabstwie Osage".

        A moja opinia brzmi tak: rozwleczone w czasie, bez tempa i spodziewanych emocji. Oglądać się nie da, przynajmniej ja nie dotrwałam do końca, bo piękne wnętrza i stroje z epoki to za mało. Mocno reklamowany przez publiczną i liczne zajawki, tymczasem co? Zawiedzione nadzieje.
        • maniaczytania Re: "Kamerdyner" Sp o j l e r ! 04.11.19, 18:01
          Och, jak ja się z Tobą zgadzam Pepsic 😊 Bardzo mnie ten film zawiódł. Był nudny i przez to nawet sceny, które były bardzo smutne, nie przejęły mnie, bo bardziej się w oczy rzucał 'artyzm' ich wykonania.

          --
          "Pomyślę o tym jutro"
        • grek.grek Re: "Kamerdyner" Sp o j l e r ! 05.11.19, 09:26
          seidici napisała:

          > Nie jest im chyba dane spełnić się w tej miłości
          > Jest to niemożliwe z przyczyn moralno - biologiczno - prawnych, niczym w tytul
          > e "Jesień w hrabstwie Osage".
          >
          > A moja opinia brzmi tak: rozwleczone w czasie, bez tempa i spodziewanych emocji
          > . Oglądać się nie da, przynajmniej ja nie dotrwałam do końca, bo piękne wnętrza
          > i stroje z epoki to za mało. Mocno reklamowany przez publiczną i liczne zajawk
          > i, tymczasem co? Zawiedzione nadzieje.

          O, dzięki za recenzję !

          Nie miałem okazji obejrzeć, ale może powtórkę złapię :]

          coś mi się wydaje, że kilka, nazwijmy to : podmiotów, sporo zainwestowało w ten film ? kampania reklamowa, jak celnie zauważasz, była przeprowadzona z rozmachem, wywiady tu, zwiastuny tam, a tu się okazuje, że jednak scenariusz zawiódł ?
    • grek.grek 20:45 Kultura "1900 : Człowiek legenda" [1998] 01.11.19, 12:54
      mocna konkurencja w Kulturze, na szczęście tutaj przewidziano powtorkę - bardzo nocną [2:30 z soboty/niedzielę], ale zawsze ;]

      reżyseruje Giuseppe Tornatore, a więc możemy się spodziewać zmysłowych obrazów i perfekcyjnej formy, czemu niewątpliwie sprzyjać będzie fakt, że akcja filmu odbywa się na przełomie XIX i XX wieku.

      A bohaterem historii jest pianista jazzowy, który całe swoje życie [dosłownie, bo jako niemowlę został znaleziony na pod pokładem] spędził na statku pasażerskim, wielkim transatlantyku, gdzie realizował swoją pasję muzyczną i zyskał bezdyskusyjną renomę wśród gości i kolegów z branży.

      Grają : Tim Roth, Pruitt Taylor Vince, Bill Nunn, Melanie Thierry

      Muzyka Ennio Morricone w sam raz na Złoty Glob :]

      Voila !
      • grek.grek 2:30 yikes! Kultura "1900:Człowiek legenda" [1998] 02.11.19, 12:58
        grek.grek napisał:

        > mocna konkurencja w Kulturze, na szczęście tutaj przewidziano powtorkę - bardzo nocną [2:30 z soboty/niedzielę], ale zawsze ;]

        reżyseruje Giuseppe Tornatore, a więc możemy się spodziewać zmysłowych obrazów i perfekcyjnej formy, czemu niewątpliwie sprzyjać będzie fakt, że akcja filmu odbywa się na przełomie XIX i XX wieku.

        A bohaterem historii jest pianista jazzowy, który całe swoje życie [dosłownie, bo jako niemowlę został znaleziony na pod pokładem] spędził na statku pasażerskim, wielkim transatlantyku, gdzie realizował swoją pasję muzyczną i zyskał bezdyskusyjną renomę wśród gości i kolegów z branży.

        Grają : Tim Roth, Pruitt Taylor Vince, Bill Nunn, Melanie Thierry

        Muzyka Ennio Morricone w sam raz na Złoty Glob :]

        > Voila !

        Nocny replay.

        Czy oglądaliście wczoraj, Czcigodni ?

        ja owszem ;] Zdradziłem polskie kino ["Kamerdyner" w Jedynce] i wybrałem jednak film Tornatore.

        I, niech mi będzie odpuszczone, nie żałuję !
        Znakomity jest ! :]

        Nie zdążę dziś napisać a'propos, ale jutro spróbuję :]

        A póki co, bardzo polecam powtórkę. MOżna ew. nagrać ?, jeśli macie możliwość - koniecznie skorzystajcie :]
          • grek.grek Re: "Człowiek legenda" 05.11.19, 09:30
            seidici napisała:

            > Masz moje błogosławieństwo:)

            :}]

            > Tak, kino warte uwagi, aczkolwiek sam pomysł niekonwencjonalny.

            Tak jest !

            I przy okazji sam w sobie stwarzający rozległe pole do iście jazzowej improwizacji : biografia fikcyjnego muzyka, w formie wspomnień, na dwóch planach czasowych - dla dobrego scenarzysty i reżysera, doświadczonego w tej materii ["Cinema Paradiso", "Malena"] : wymarzona konstrukcja :]

      • grek.grek "1900 : Człowiek legenda" - o filmie po filmie 1/2 03.11.19, 13:21
        Ha, może więc parę słów a'propos :]

        Reżyseruje Giuseppe Tornatore, więc zmysłowa uroda filmu jest rzeczą niemal oczywistą ;] Tym razem podziwiać może aurę i wnętrza sal rozmieszczonych na transatlantyku luksusowym, ale również przestrzeń muzycznego sklepu, a moze nawet - antykwariatu - w którym zaczyna się film, jest w stanie wywołać cenne wrazenia estetyczne.

        Zatem, zaczyna się wlaśnie tam : oto trębacz chce sprzedać swoją trąbkę starszemu panu, właścicielowi sklepu. Targują się, a kiedy w pewnym momencie ten drugi puszcza płytę z muzyką - właściciel trąbki wpada w zdumienie. Sądził, że ta płyta przepadła ! A jest na niej jedyny zarejetestrowany występ wybitnego pianisty, którego nigdy nie poznał świat, gdyż całe swoje życie spędził na statku, nigdy nie zszedł na ląd. Podróżował nieustannie z Europy do Ameryki i z powrotem, grając w jazz bandzie zabawiającym widzów.

        Pan trębacz, Max, zaczyna opowiadać historię swojej znajomości z tym pianistą, który nosił przedziwne nazwisko : Danny Boodman TD Lemon 1900. Był największym muzykiem swoich czasów, ale dał się zauwazyć i docenić nielicznym.

        Akcja przebiega w dwóch planach czasowych, o czym w trakcie napomknę :], ma pięknie poprowadzoną, melancholijną, nastrojową barwę, zamienia się w przypowieść w tonacjio realistycznej bajki dla dorosłych.

        1900 został znaleziony na statku. Jako niemowlę. Leżał w koszu na cytryny położonym na pianinie. Ten fakt niejako okreslił jego przyszłość.

        Malcem zajął się palacz z kotłowni, czarnoskóry, potęzny i poczciwy Danny, który dał chłopcu swoje nazwisko i zajmował się nim jak najlepsza matka na świecie. Zresztą, Danny junior vel TD Lemon stal się ulubieńcem całej załogi i zgryzotą dla jej kapitana, załamująćego ręce po kolejnych figlach dzieciaka-torpedy ;]

        Chłopiec nie miał żadnych dokumentów, papierów, zatem : jakby nie istniał naprawdę. Takim człowiekiem-duchem 1900 [od roku, w którym go znaleziono] już na zawsze zostanie dla postronnych, tych którzy go nigdy nie znali i nie mieli szczęścia spotkać.

        Kapitan chce go raz jeden oddać do sierocińca, ale wtedy 8-letni Danny przepada na amen. Mundurowi szukają go wszędzie, a on znika jak kamień w wodę. Zna ogromny transatlantyk jak własną kieszeń , więc mogą go szukać do woli ;]

        Odnajduje się w sensacyjnym położeniu : gra na fortepienie w sali balowej. Wszystkim szczęki opadają ! Skąd ta umiejętność ? Nikt nie ma pojęcia. Danny senior uczył go czytać [zaśmiewali się przy imionach koni wyścigowych w rubryce sportowej], geografii trochę, ale nigdy nie sadzał przy pianinie !

        Tak brzmi legenda, którą Max poznał, gdy już zaciągnąl się na statek i poznał dorosłego już 1900.

        Sekwencja jest wyborna : nocą 1900 zasiada przy fortepianie na statku, który płynie przez fale i kołysze się jak korek rzucony na wodę. Max rzucany jest od ściany do ściany, miotają nim torsje, a tymczasem 1900 chodzi sobie prosto jak struna, nie przechyla się nawet o milimetr, nie chwieje, a nawet lepiej : każe zwolnić zaczepy cumujące fortepian i zaczyna grać. Poddawany rytmowi kołysania się statku nstrument krązy po całej sali, wyjeżdza na korytarze, sunie jak auto po szosie, 1900 wirtuozersko wygrywa na nim swoje melodie, a Max niemal zapomina o swoich dolegliwościach związanych z chorobą morską. Finalnie rozwalają ścianę i znów kapitan łapie się za głowę ;]

        Akcja na moment wraca do współczesności, gdzie Max najpierw znajduje w sklepie muzycznym fortepian, który nalezał do 1900, a potem dowiaduje się, ze jest on tutaj dlatego, bo transatlantyk Virgnian, dom 1900, został opróżniony i jako zardzewiały już grat zostanie wysadzony w powietrze.

        Max pędzi zaraz do portu, widzi statek, dopada go sentyment i przekonuje ludzi odpowiedzialnych za jego losy, by pozwolili mu wejść do środka, gdyż z pewnością znajduje się tam człowiek ! Max wie, czuje, że 1900 nie zszedł na ląd. Dlaczego - o tym niebawem.

        tak czy owak, w asyście dwóch mundurowych Max zostaje wpuszczony i przeszukuje wraz z nimi cały statek, od pokładu aż po ładownię, w poszukiwaniu przyjaciela.

        W trakcie tej wędrówki i nawoływania poznaje kolejne sale i miejsca, dziś zrujnowane [ale jak artystycznie !], które przywołują mu na myśl kolejne wspomnienia związane z 1900. Opowiada swoim towarzyszom następne anegdoty i historie, które rysują pełny portret Danny'ego 1900, opisują jego muzyczną doskonałośc oraz wyjaśniają dlaczego nigdy nie został największym pianistą świata, którym przecież jak najbardziej był, tyle że nieoficjalnie.

        Max szybko znalazł zatrudnienie w statkowym jazz bandzie. Jego szef również załamywał ręce nad 1900, bo ile razy by prosił, żeby pianista gral "normalnie", tyle razy po pięciu minutach 1900 łamał wszelkie konwencje i zaczynał improwizować, porywając widownię, wprawiajac w podziw kolegów z zespołu oraz przyczyniając się do paliptacji serca szefa ;]

        Jakże pokazane jest życie statku ! Ludzie, sala balowa, światła, stroje, korytarze, nawet maszynownia, nie mówiąc już o szczelnie zapełnionych rurkami, rurami i wszelakiej maści żelastwem konstrukcjach znajdujących się na dolnych pokładach tego giganta - perfekcja filmowej prezentacji !

        1900 uwielbia grać dla ludzi z 3 klasy, czyli na niższych pokładach, zbierają się wokół niego całym tłumem, tańczą, klaszczą, a on ich wprawia w ekstazę. To ludzi łączy : bogaci, biedni, wszyscy ulegają magii jego gry ! Kiedy jednak statek zawija do Ameryki, oni schodzą na ląd, a on zostaje sam.

        A on, kiedy tak gra, podróżuje w myślach, wyobraża sobie dalekie krainy do których może kiedyś zawita, o ile znajdzie odwagę, a moze poczucie sensu ?, by zejść na ląd, opuścić swoje miejsce pod słońcem. Wspaniały jest moment, kiedy nocą 1900 idzie przez oświetlony pokład zacumowanego Virginian, na tle panoramy Nowego Jorku.

        Kiedy Max pyta 1900 skąd bierze swoje kompozycje, on opowiada mu o tym, jak obserwuje ludzi, ich ruchy, gesty, spojrzenia, mimikę. Jak ich CZYTA : osobowość, losy, perypetie, nadzieje, marzenia, zapachy, miejsca, które oni na sobie noszą, a on je dostrzega. Oto jego inspiracje, same układają się w melodie, on je przekłada na język dźwięków. Jest to przepięknie wykonana i napisana scena.

        Któregoś wieczora, gdy statek cumuje przy Nowym Jorku, a 1900 jest sam, bo cała załoga poszła w miasto, nagle wpadają dwaj czarnoskórzy, 1900 instynktownie rzuca się do ucieczki, a oni ganiają go po całym statku ;] Wreszcie zziajani uspokajają, że nie chcą mu zrobić krzywdy. Przynoszą wyzwanie do pojedynku fortepianowego, który 1900 rzuca "Jelly Roll" Morton, "wynalazca jazzu", który dowiedział się, ze istnieje wirtuoz podobnej rangi, który "dziesięc róznych odmian jazzu połąćzył w jedno" ;]

        Jelly Roll to elegant, odziany w biały garnitur, epatujący złotem, arogant pewny siebie aż do przesady.

        Pojedynek ma miejsce w sali balowej, a obserwują go zarówno bogaci goście z pierwszej klasy jak i fani 1900 z niższych pokładów. Wszyscy chcą być świadkami tej batalii, która zresztą staje się największą sceną w filmie.

        Jelly Roll gra jak z nut, wspaniale, gładko, lekko, tak mocno, a jednocześnie kunszrtownie, że z nadpalonego papierosa położonego na brzegu fortepianu nie opada ani odrobina popiołu.

        1900 jest jego techniką urzeczony tak bardzo, że ze wzruszenia łzy mu lecą, a zamiast własnych kawałków naśladuje to, co gra tamten. Nikt nie zwraca uwagi na fakt,że umie je powtórzyć nuta w nutę, choć słyszy po raz pierwszy w życiu. Max i reszta są raczej zawiedzeni, że 1900 pozwala błyszczeć rywalowi, a sam nie pokazuje swojej kreatywności. Postawili zresztą na niego kasę i wygląda na to, że zaraz przepadnie. Widownia daje aplauz Jelly Bean, a 1900 nagradza zdawkowo.

        Jelly Roll trochę jest podminowany zachowaniem 1900, uważa chyba że on sobie żarty z niego stroi.

        Aż wreszcie wzruszenie 1900 przechodzi. Siada przy klawiaturze, demonstracyjnie kładzie papieros nie zapalony na brzegu i daje taki popis jakby trzech pianistów grało jednocześnie. Wszystkim szczęki opadają, a nawet peruki z głó
        • grek.grek "1900 : Człowiek legenda" - o filmie po filmie 2/2 03.11.19, 13:53
          A on kończy swój mistrzowski pokaz, bierze ten papieros i... odpala go od rozgrzanych do czerwoności strun fortepianu, by włożyć go w rozdziawione usta swojego rywala. Cóż za scena ! Sala wybucha szałem, 1900 noszony jest na rękach, aplauz nie ma końca.

          Jelly Roll zamyka się w swojej kajucie na resztę rejsu, a potem wysiada po cichu. Jego arogancja ulatuje bezpowrotnie.

          Zaraz później 1900 nagrywa jeden kawalek na płytę. Pod grafomonowe "mikrofony", w warunkach raczkujacych metod fonograficznego zapisu, ale to jego najlepsza kompozycja. W jej trakcie patrzy za okno, gdzie zauważa piękną dziewczynę. Ona go nie widzi. A on ją obserwuje i zapewne czyta w niej same wspaniałości, ,skoro powstaje tak zjawiskowa muzyka.

          Ale nie pozwala tej płyty wynieść na zewnątrz, mimo że szef wytwórni obiecuje mu kokosy i sukces. Zabiera płytę ze sobą. Opiera się wdziękom komercji, dziś byśmy powiedzieli.

          Ta płyta ma być dla niej. Dla pięknej nieznajomej. 1900 obserwuje ją, chodzi za nią, nawet próbuje ukraśc całusa, kiedy ona śpi [w sali dla pasażerów 3 klasy, nie jest więc bogata], aż wreszcie, kiedy pokład tonie w deszczu, a ona stoi pod parasolem i patrzy za burtę, zbiera się na odwagę by do niej podejść, lecz ktoś ją porywa, jacyś inni ludzie, a przygotowana na prezent płyta zapakowana w papier, zostaje mu w rękach. Zalewa ją woda, gdyż mokry papier rozchodzi się w palcach.

          Udaje mu się zamienić z nią słowo, gdy ona wysiada. Ze strzępków jej rozmów z innymi dociera do niego, ze kiedyś poznał jej ojca. Jegomośc płynął z Italii do Ameryki, aby odnaleć siebie, usłyszeć 'głos morza', jego "krzyk", a w nim siebie. Ona powtarza te same inspiracje, płynie do niego, do swojego ojca. 1900 opowiada jej o tym zdarzeniu. Rozmawiają krótko, ale 1900 dostaje od niej pocałunek w policzek i zaproszenie do nich, ojciec prowadzi sklep z rybami, wraz z adresem. Musiałby jednak zejść na ląd...

          Może własnie jest to dobry moment by się przełamać ?

          Zasmucony łamie płytę i wrzuca ją do kosza [to Max znalazł ją później, posklejał, włożył do fortepianu, gdzie odnalazł ją z kolei właściciel antykwariatu].

          Az pewnego dnia, Max porównuje ten moment do sytuacji gdy obraz wiszący całe lata na gwoździu, nagle spada na ziemię, i nikt nie wie : dlaczego, 1900 decyduje się zejść na ląd. Niewatpliwie inspiracją jest miłośc do tej pięknej dziewczyny i nadzieja na wspólną przyszłośc. Max jest dumny, tyle razy namawiał 1900 do tego, by wyszedł na ląd, zrobił karierę muzyczną, znalazł żonę i miał dzieci.

          Żegna się z całą załogą, wszyscy są wzruszeni, bierze walizkę, jest w połowie schodków i... zatrzymuje się. Patrzy na Nowy Jork w całej krasie przed sobą, deliberuje, aż nagle wyrzuca kapelusz do wody i wraca na statek. Nikt nie wie dlaczego nie schodzi, dlaczego teraz wrócił, to jego tajemnica, którą objaśnia dopiero w ostatnim akcie.

          Trochę odchorowuje ten moment, ale z czasem wraca do swoich zajęć, gra swoje, pasażerowie słuchajacy jego muzyki kochają go, jest u siebie, nawet jesli ukradkiem patrzy na ludzi schodzących z pokładu, gdy statek przybija znów do brzegów Ameryki.

          Max opuszcza Virginian w 1933 roku, idzie na wojnę, no i spotyka ponownie w momencie gdy rozpoczyna się akcja filmu.

          Retrospekcje zakończone, czeka nas jeszcze rozwiązanie w czasie aktualnym. Bo w końcu Max natrafia na 1900, który - zgodnie z jego podejrzeniem - nie opuścił statku.

          Wspominają, Max zwierza mu się, ze tylko muzyka trzymała go przy życiu w okopach wojny.

          Zachęca 1900, by teraz opuścił statek , przecież zostanie on wysadzony w powietrze. Ale 1900 odmawia. We wzruszającej scenie finałowej, opowiada Maxowi o sobie. Wyjaśnia, że nie schodził nigdy na ląd, bo się obawiał, że o ile "na skończonej liczbie klawiszy fortepianu" umie grać nieskończone kompozycje, o tyle na "nieskończonej liczbie klawiszy świata" najpewniej nie byłby w stanie zagrać niczego. Cięzar takiej sytuacji by go przygniótł, a tylko tutaj, na małej przestrzeni statku, czuje się swojsko, pewnie i bezpiecznie. Piękna to metafora przywiązania do swojego miejsca.

          "Ląd to za duży statek, zbyt piękna kobieta, muzyka której nie umiem tworzyć, zbyt mocne perfumy. Nie zejdę ze statku, prędzej zejdę z tego świata. I tak dla nikogo nie istnieję. Tylko dla ciebie - jestem, mój przyjacielu. Wybacz, ale zostaję", powiada 1900 do Maxa i gwarantuję, że tylko Max przejęty jest do łez jego przemową, lecz każdy widz przed ekranem, albo prawie kaŻdy :]

          Max rozumie go, jak przyjaciel przyjaciela, żegnają się, Max z ciężkim sercem opuszcza statek, a na odchodnem 1900 bawi go anegdotą, co to będzie jak zapuka do bram Raju , odźwierny spostrzeże że nie ma reki [czeka go śmierć w wybuchu, więc wszystko możliwe] i zaproponuje mu rezerwową : drugą prawą i na dodatek czarnego koloru ;l] Rozstają się w uśmiechu przez łzy. Max schodzi na ląd. Schodki zostają odsunięte. To koniec.

          Następnego dnia statek zostaje wysadzony w powietrze. Efektowna eksplozja. I jakŻe symboliczna i przejmująca, choć przecież taka historia nie może się kończyć "na smutno", wszak 1900 żyje dopóki przyjaciel go pamięta, a odchodzi na własnych prawach.

          "f.. wybuch !', zakrzyknałby w swoim stylu, jak miał w zwyczaju gdy coś uważał za nieważne i niewarte zachodu i nadmiernej uwagi, pewnego razu krzyknął nawet "f... jazz !', ale to chyba tylko wobec muzyki, którą mieliby reprezentować tacy jak Jelly Roll ;]

          Wzruszony do głębi starszy pan z antykwariatu wręcza Maxowi jego własną trąbkę, którą od niego kupił. Oddaje mu ją, bo muzyk nie może żyć bez swojego instrumentu, nawet jeśli bieda zmusza go by go sprzedał. Nie wolno kupić tak cennej rzeczy. Albo można, lecz zaraz trzeba oddać. Bo to święte sprawy są.

          Piękne kino. Ujmujące. Niezwykłe ! :]

          znakomity Tim Roth w głównej roli, wiele rewelacyjnego fortepianowego jazzowania, estetyka uwodzicielska, oscarowe sentymentalne tło autorstwa Ennio Morricone.

          Uczta ! :]



    • grek.grek 22:25 Polsat "Pasja" [2004] 01.11.19, 13:01
      kto powiedział, że tylko raz w roku może być ?

      reżyseria : Mel Gibson

      a w zgiełku dyskusji o to, czy aby sens przesłania etycznego i uniwersalnego nie zniknął pod natłokiem absurdalnej przemocy, w dodatku zaczerpnietej z objawień pani zakonnicy, niekoniecznie rozsądnych i zgodnych z historycznymi przekazami dotyczącymi starorzymskich metod wykonywania zasądzonych kar, właściwie umyka taka choćby zaleta filmu jak używanie przez bohaterów języków, które są skraju wymarcia albo już dawno nie istnieją w mowie potocznej.


      • grek.grek 20:00 SuperPolsat "Sami swoi" [1967] 02.11.19, 10:33
        grek.grek napisał:

        > wiadomo !
        >
        > jutro będzie o 20:00 ;]
        >
        > Cała kopalnia cytatów, brawurowe aktorstwo pp. Kowalskiego i Hańczy, ale i ciek
        > awy rzut oka na dawną polską wieś kresową.
        >
        > reżyseria : Sylwester Chęciński.


        Replay, czy może : seans właściwy :]

        W kolorze ! ;]
    • grek.grek 0:35 TVP2 "Nie ma mowy !" [2015] 01.11.19, 13:16
      udało mi się wczoraj obejrzeć spróbuję napisać a'propos jutro, dzisiaj raczej nie zdążę :]

      A póki co, z pelną odpowiedzialnością, polecam - może uda się Wam nagrać, Czcigodni ?
      Bardzo to zabawna, ale i refleksyjna miejscami, historia o przepracowywaniu żałoby, spotkaniu które daje nadzieję na otwarcie nowego etapu, pożegnaniu z duchami albo wprost przeciwnie : o harmonijnym z nimi ułożeniu się.

      akcja kręci się wokół postaci zmarłego tragicznie kultowego muzyka folkowego, który nagral wybitną płytę, a potem znikł z radarów, by odnaleźc się zmarłym z powodu upadku ze skały w górach.

      pan z wydawnictwa nowojorskiego chce napisac o nim w swojej antologii tragicznych postaci muzyki, ale wdowa nie chce mu pozwolić na zajęcie się swoim eks-mężem, w dodatku sama jest w trakcie pisania jego biografii. zatem, ich pierwsza rozmowa wypada bardzo źle, konflikt interesów wydaje się nie do przezwyciężenia, ale szybko pani wdowa odkrywa, że z powodu nazbyt emocjonalnego stosunku do materii, nie jest w stanie napisać tej ksiązki, a że równolegle zależy jej na uhonorowaniu zmarłego - kontaktuje się z panem literatem , prosząc by przyjechał i zajął się składaniem tej biografii.

      Pan literat przyjeżdza, wprowadza się do jej górskiego domu, poznaje miejsca i ludzi, z którymi obcował takze pan muzyk, póki żył, pani wdowa z czasem poznaje go również z coraz większą ilością detali dotyczących osobowości męża, jak również z rzeczami, które do niego należały, a zwłaszcza te związane z twórczością mają bezcenną wartość dla biografa.

      Co dalej : sprobuję dopisać jutro ;]

      reżyseruje Sean Mewshaw, niezłe główne role : Rebecca Hall i Jason Sudeikis, ona rozwazna i romantyczna, on : taki Hank Moody bez pikanterii i zgryźliwości ;], w sumie bardzo sympatyczna para.

            • grek.grek "Nie ma mowy !" - o filmie ;] 04.11.19, 12:30
              maniaczytania napisała:

              > Czekam na Twoje wrażenia to sprawdzimy ;)

              A to mnie zastrzeliłaś, Maniu ;]

              Właściwie nie wiem, co miałem na myśli mówiac o egzotyce tego filmu, kiedy mówiłem o jego egzotyce ;]

              Może głównie chodziło mi o to, że zalicza się go tu i tam do kategorii "komedia romantyczna", a to wcale nie jest tego rodzaju historia, choć rozwija się i kończy w sposób odpowiadający wymogom gatunkowym.

              Relacja między nią, a nim w zasadzie spełnia funkcję modelową : trudne początki, zaintrygowanie, spotkanie z konieczności, obiecujaco rozkręcająca się współpraca [chociaż podczas obiadu rodzinnego wyraźnie zawiodła taktyka ;)], kiełkujące uczucie, rozstanie, a potem triumfalny powrót i pocałunek bez słów :]

              Może specyfika polega na tym, że ich relacja rozwija się w trójkącie ze zmarłym jej byłym chłopakiem ?

              Ona wspomina go nieustannie, w rocznicę ślubu rusza samotnie w teren, by świętować ją siedząc na skale i patrząc w przestrzeń, w drewutni zrobiła wręcz sanktuarium ku jego pamięci, znosząc tam wszystkie rzeczy jakie do niego należały, zwłaszcza związane z jego twórczością muzyczno-poetycką. Jest w nim na zabój zakochana i tak już pozostanie, nawet jeśli ma mu za złe również to, że odszedł, możliwe iż śmiercią samobójczą, nawet wyznając w ostatnim liście, że kocha ją wiernie i wyłącznie. Więc : jeśli pani decyduje się związać z panem pisarzem, to on musi zaakceptować, że zawsze będzie wierna swojej pierwszej i jedynej miłości.

              Z kolei pan pisarz, takie odniosłem wrażenie, w zasadzie do samej ostatniej sceny nie zapomina o tym, że pomimo uczuć jakimi darzy wdowę, liczy się również szansa wydania biografii jej zmarłego męża, w dużej mierze dzięki wykorzystaniu zbiorów jakie ona osobiście zgromadziła. Rozstają sie [by ponownie się spotkać], w dużej mierze dlatego, bo nie mogą znaleźć wspólnej płaszczyzny myślenia o tej książce, a siła rzeczy : również o postaci jej zmarłego męża. Wg mnie, istotna jest tutaj sprawa z odkryciem nagranej na magnetofonie piosenki pana muzyka, która straszliwie zapala pisarza w kierunku ujawnienia jej światu, może nawet sporządzenia płyty, słowem : zrobienia z tego sensacji rynkowej, podczas gdy dla wdowy stanowi ona intymną pamiątkę.

              Tekst traktuje o śmierci i odchodzeniu, w jakiś sposób wpisuje się w kult muzyka, ale pani wdowa rozwiewa sugestie pisarza , zdradzając że tekst napisała ona [wydała dwa tomy poezji, więc ma to ręce i nogi] , a mąz dopisał tylko muzykę i zaśpiewał. Diagnozuje obsesję pisarza na punkcie śmierci jej męża, a moze - w ogóle śmierci, wszak pisarz leczył się z depresji.

              Tymczasem, jak sama mówi, jej mąż muzyk kochał życie. Nie jest ona zainteresowana związkiem z kimś, kto próbuje zmieniać jego tożsamość dla własnych potrzeb albo potrzeb książki - ona potrzebuje przeciwwagi do swojej własnej żałoby po jego śmierci, a nie wspólnoty w jej przeżywaniu, przez którą w ogóle może się z niej nie wydostać. Chce pamiętać o zmarłym męzu jako energicznym optymiście, którym zginął pechowo w górach [tak opisują sytuację również jej rodzice, którzy dobrze poznali jegomościa], a nie samobójcy z niewiadomych powodów.

              Dla pisarza jest to pewne rozczarowanie, tak coś mi się zdaje ? Biografia kultowego, enigmatycznego muzyka BEZ wątku samobójstwa ? Nie mówiąc już o zerwaniu powolnego utożsamienia się z jego postacią, jaka w pisarzu następowała. A możliwe, że pisarz w swojej dowcipno-autoironicznej [dobrze napisane teksty, wg mnie :)] wersji towarzyskiej jest właśnie bliższy temu prawdziwemu wizerunkowi zmarłego muzyka. W swojej twórczości oddawał nastroje delikatne i ciemne, ale w życiu prywatnym był zupełnie inny.

              Wdowa tęskni za tym jakim on był na codzień, widząc w pisarzu może jakieś podobieństwa do zmarłego męża [gdyby chciała prostej recepty na oderwanie się od wspomnień i postaci męża, wybrałaby tego amanta, rybaka ?, który ją odwiedza, a w pisarzu widzi konkurenta do skasowania ;)], a pisarz ciągnie w stronę jego wizerunku artystycznego i stworzonej mitologii, bo widzi go okiem biografa mającego apetyty na sprzedanie pasjonującej książki. Siła odśrodkowa musi ich w końcu rzucić w przeciwne strony.

              Kochankowie muszą się rozejśc, by w finale znów się zejść, ale wątek wokół którego następuje ten schematyczny zwrot jest zupełnie z innej bajki niż zazwyczaj. MOżna by powiedzieć : to komediodramat, a nie komedia romantyczna, więc nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że w komediodramacie zwrotów i zakończeń absolutnie ze świata filmów komedioromantycznych nie widuje się za wiele ;]

              Zatem, taki jest mój punkt widzenia, nie wiem czy sensowny i wartościowy, ale chyba właśnie to miałem na myśli, kiedy chodzi o "specyfikę" filmu :]

              A jak Ty to widzisz, Maniu ? Jakie są Twoje interpretacje tej "szczególności" jaką ów się odznacza ? :]


    • grek.grek 0:15 Stopklatka "Dług" [1999] 01.11.19, 13:27

      wybitny film !

      rewelacyjny jako dreszczowiec, bezcenny jako ilustracja nowych stosunków w polskiej rzeczywistości okresu transformacji oraz moralitet, w ktorym zło ma twarz trywialną i bezbarwną, więc tym bardziej potworną, a bohaterowie zostają postawieni w obliczu opresji, wyzwań i dylematów rodem z greckiej tragedii, cokolwiek bowiem uczynią - skutkować będzie najgorszymi konsekwencjami.

      zostaje w pamięci tak wiele, że trudno wyróznić jeden czy są dwa momenty, ale groza spojrzenia jakim Tadeusz odprowadza kolegów wywożących w noc Gerarda i jego pomagiera oraz pytanie Adama do Stefana "Wracać ? Do czego chcesz wracać ?", w momencie krytycznym, niezmienie robią na mnie wrażenie szczególnie istotnych i emblematycznych.

      surowy realizm, dialogi, wiarygodny, niemal reportażowy zapis dramatu - nadzwyczajnie zrobiony film.

      Krzysztof Krauze w najwyższej formie.

      fenomenalna, drażniąca, zacinająca po uszach muzyka Michała Urbaniaka. Ascetyczne zdjęcia Bartosza Prokopowicza.

      I bardzo dobrze czujący konwencję aktorzy, pp.Gonera, Borcuch, Kosiński, no i rewelacyjny wręcz Andrzej Chyra.
    • grek.grek 2:05 Kultura "Metropolis" [1927] 01.11.19, 13:34
      Czy oglądaliście, Czcigodni ? Jakie wraŻenia ?

      udało mi się zobaczyć wczoraj, jak raz odzyskałem obraz w TVP Kultura, hehe ;]

      a miałem raczej niewielkie na to nadzieje, przez ostatnie 2 dni zupełnie nie łapałem sygnału wieczorami, tylko rano działało, jak na złość : idealnie ;]

      mam nadzieję, że wczoraj został zrobiony dobry początek i teraz już wszystko zostanie w najlepszym porządku, ;']

      nie zdołam dziś podzielić sie wrażeniami, czas goni, ale jutro spróbuję.

      raz jeszcze link do świetnej recenzji i opisu autorstwa Siostry [8 od dołu, 18 od góry] :

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,158590676,158590676,Ojej_co_tu_wybrac_2015_9_vol_59_.html?s=2#p158850741

      Bardzo dobra i cenna również rozmowa panów ekspertów przed filmem, warto wysłuchać :>]
      • grek.grek "Metropolis" - o filmie po filmie 02.11.19, 13:25

        > raz jeszcze link do świetnej recenzji i opisu autorstwa Siostry [8 od dołu, 18
        od góry] :

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,158590676,158590676,Ojej_co_tu_wybrac_2015_9_vol_59_.html?s=2#p158850741

        właściwie złapałem się na tym, że wszystko co mógłbym pootencjalnie ciekawego powiedzieć o swoich wrażeniach, jest w recenzji i opisie Siostry :]

        powtórzę więc za Nią, że o ile fabuła i sama idea przez nią wyrażona jest tak optymistyczna, że aż ryzykownie naiwna, to samo widowisko filmowe jest z najwyższej półki, zwłaszcza że film powstał w 1927 roku.

        rekordowy budżet widać wyraźnie i dzięki temu złożone obrazy pracy i apokaliptycznego rozpadu maszynowni oraz powodzi i ruinacji miasta robotników są tak imponujące.

        podobnie jak sceny zbiorowe, dzięki udziałowi wielkiej liczby statystów i przy okazji bardzo dobremu ich prowadzeniu, nawet na dalekim planie każdy gra swoją mikro-rolę, dzięki czemu, gdy dochodzi do rewolucji ekran wypełnia tłum składający się z setek fizycznie i mimicznie zaangażowanych jednostek.

        oczywiście, scena mijania się kolumn robotników, idących do pracy i wychodzących z pracy, a wyglądających tak samo bezosobowo i przygnębiająco.

        Znakomite są również sekwencje pościgów po szerokich ulicach i korytarzach, a także scena, w której Freder poszukując Marii wpada do budynku, w którym drzwi otwierają się przed nim i zamykają za nim w sposób automatyczny i niepowstrzymany.

        zdjęcia Karla Freunda są wybitnej jakości, wg mnie, nawet jak na standardy wspołczesnego kina.

        aktorzy oczywiście epatują nadekspresją, ale w kinie niemym obowiązują zupełne inne konwencje gry, więc w zgodzie z nimi są to role bardzo udane, tak mi się wydaje.

        zwłaszcza Brigitte Helm, która gra w zasadzie trzy różne role zawarte w jednej postaci : Marii - świeckiej świętej dla robotników, Marii - kusicielki wywołującej nastroje dekadenckie w środowisku synów posiadaczy oraz tej samej Marii, fałszywej "Wolności wiodącej lud na barykady", prowokującej masy pracujące do bezmyślnego buntu i niszczenia podstaw własnej egzystencji.

        podobnie Rudolf Klein-Rogge vel Rotwang, kiedy tak się skrada ku Marii z rozczapierzonymi palcami wygląda jak postać z horroru, hrabia Dracula co najmniej.

        W ogóle, dużo tutaj interesujących, wyrazistych twarzy, poszczególnych bohaterów łatwo rozpoznać z daleka, co pomaga zwłaszcza przy zdjęciach z pewnej odległości kręconych ;]

        wybitny film.

        Nie miał początkowo sukcesu, uznano - jak celnie napisała Siostra - że fabuła nie spełnia standardów, ale teraz, po latach, wypada jednak docenić kunszt Langa, znaczenie tego filmu dla rozwoju kina, o czym świadczy obecnośc obrazów i wątków z niego wyciągniętych, w szeroko pojętej kulturze filmowej, obrazkowej i nawet popkulturze.

        A co najciekawsze, takie mam wrażenie podsumowujące : ten film doskonale się-ogląda. Zwyczajnie i po prostu, co zaświadcza dobitnie o tym, że jest perfekcyjnie wyreżyserowany :]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka