Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać... cz. 2

19.05.09, 22:40
...czyli proponuję nowy wątek, bo w tamtym jest już ponad 500 postów
i niewygodnie się czyta. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 20.05.09, 12:12
      Bardzo dobry pomysł, zoey!


      „Upadek” - polecam nie tylko wielbicielom historii najnowszej.
      Znakomity film, świetnie się ogląda! (tylko ze względu na porę
      emisji musiałam zreygnować obejrzenia całości.).


      /Stary wątek ojej... jeszcze poruszę; muszę tam odpowiedzieć na post/
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 21.05.09, 13:21
          grek.grek napisał:

          Film jest w miarę wierną rekonstrukcją ostatnich dni Hitlera i ludzi
          z jego otoczenia (W tę wielką historię wpleciona jest jeszcze
          opowieść o małym chłopcu, który wraz z grupką innych czlonków
          Hitlerjugend usiłuje walczyć! z wkraczącą do Berlina Armią
          Czerwoną).
          A ponieważ mniej więcej znam z różnych źródeł, z artykułów dalsze
          losy Hiltera,Ewy Braun i niektórych osób z otoczenia Hitlera
          ukrywających się z nim w bunkrze – np. rodziny Goebelsów, to nie
          musisz mi już tego opowiadać, natomiast bardzo chętnie
          przeczytabym Twój komentarz do samego filmu.


          Lepiej zlecieć na łeb z mostu,
          Niż nie czytać grek.greka postów. :))
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 14:13
            Ho ho :)

            Wczoraj dziabnąłęm pierwsze 35 minut, dzisiaj być moze dokończę, na mam same pozytywne wrażenia.

            A dzisiaj (a w zasadzie jutro, bo od 0:50) się szykuję na "Królestwo demonów" w Polsacie, co ciekawe film jest podobno 120-minutowy, a w ramówce stacji zajmuje 165 minut. Przynajmiej wiem, ile będzie reklam, tiwiszopów i innych nocnych atrakcji :)

            A'propos Twojego ulubionego Henryka VIII w nowej Polityce jest ciekawy rys historyczny nt. jego osoby, w internet jeszcze go nie wrzucili, ale sądzę, że jak tylko numer wydania papierowego się zdezaktualizuje, z pewnością się zjawi.
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 15:19
              grek.grek napisał:

              > Ho ho :)

              :)


              >a mam same pozytywne wrażenia.

              Tak, warto obejrzeć "Upadek"!
              I żadnego tu wybielania postaci Hitlera tu nie ma, wręcz przeciwnie,
              wydaje się tu jeszcze bardziej przerażającym człowiekiem (jesli to
              jeszcze możliwe), np. kiedy w obliczu swej klęski mówi z pogardą o
              społeczeństwie niemieckim, że lepiej byłoby dla niego, gdyby zostało
              całkowicie unicestwione, bo pozostały już tylko same słabe, mało
              wartościowe jednostki.

              A dzisiaj (a w zasadzie jutro, bo od 0:50) się szykuję
              na "Królestwo demonów" w Polsacie,

              Do diaska! Co za upiorna pora!


              > A'propos Twojego ulubionego Henryka VIII w nowej Polityce jest
              ciekawy rys historyczny nt. jego osoby,

              Bardzo wdzięcznam za tę informację, bo wciągnął mnie ten serial tak
              bardzo, że postanowiłam w najbliższym wolnym czasie poszukać gdzieś
              informacji na temat Henryka VIII. :)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 15:40
              Własnie wypatrzyłam w programie na dziś film SF pt. "Kosmiczni
              kowboje" (TVN, godz. 23.40 ) i pewnie nie zwróciłabym uwagi na ten
              film, gdyby nie reżyser - Clint Eastwood (którego ostatnio
              szczególnie polubiłam) - a na dodatek jeszcze całkiem niezła obsada
              oprócz samego Clinta, Tommy Lee Jones, Donald Sutherland.
              Widziałeś już, grek.greku, ten film?
              Prawdę mówiąc nie wiedziałam, że Clint ma w swym dorobku także film
              SF!? Szkoda, że tak póxno.
              • misiania Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 15:44
                hm... biorąc pod uwagę treść filmu, to niby wszystko się zgadza, ale
                jakoś mi określenie sci-fi nie pasuje do Kowbojów. aha, muszę się
                zastanowić, czy mi się ten film podobał, chociaż na pewno wart jest
                obejrzenia.
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 15:48
                  misiania napisała:
                  > hm... biorąc pod uwagę treść filmu, to niby wszystko się zgadza,
                  ale jakoś mi określenie sci-fi nie pasuje do Kowbojów. aha, muszę
                  się zastanowić, czy mi się ten film podobał, chociaż na pewno wart
                  jest obejrzenia.

                  W takim razie poproszę kilka słów komentarza, koniecznie.

                  • misiania Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 15:55
                    Psuje się część jakiegoś starego satelity(?), stacji kosmicznej(?)
                    która fruwa w kosmosie nad naszymi głowami. obiekt jest tak leciwy,
                    że młode wilki z nasa nie mają pojęcia, jak go naprawić. dlatego
                    organizowana jest ekipa astronautów-emerytów z Eastwoodem na czele,
                    którzy kiedyś pracowali z takimi urządzeniami. i tak, jak
                    kompletowanie ekipy i jej trening bardzo mi się podobał, tak potem
                    sama akcja ratownicza już mnie nie wciągnęła. jakby coś się
                    pokruszyło w tym filmie. dlatego nawet nie pamiętam szczegółów
                    fabuły. ale początek obejrzę z przyjemnością. po raz kolejny :)))
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 22:11
        barbasia1 napisała:
        > „Upadek”... Znakomity film, świetnie się ogląda!>

        Widziałam jakiś czas temu (też nie w całości) i odniosłam podobne wrażenia.
        Jeśli grek.grek oprócz komentarza trochę by streścił, to byłoby miło :)
    • misiania Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 16:05
      hyhy, a ja spróbuję utrafić na jedną scenę z filmu, który mnie
      ogólnie nie zachwycił - Czego pragną kobiety. Dla przypomnienia -
      Gibson słyszy myśli kobiet, a widzowie wraz z nim słyszą nieustanny
      potok słów - myśli pracownic biura. ale kiedy Gibson wsiada do windy
      w towarzystwie dwóch sekretarek, zapada kamienna cisza... no cóś
      pięknego.
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 22.05.09, 22:59
      Na dziś wyszperałam komedią z obiecującym tytułem (!) "Mężczyzna moich marzeń" z
      Jean Reno (zawsze miałam słabość) i Juliette Binoche (polubiłam dopiero po
      "Niebie nad Paryżem"; z dojrzałością jej do twarzy). Może się skuszę? W GW
      piszą, że warto zobaczyć (trzy gwiazdki).
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.05.09, 12:32
      A'propos Upadku - dobry, nawet bardzo.
      Ostatnie kilka dni z życia Hitlera i jego otoczenia w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy, a przy okazji rzut oka na końcową fazę opanowywania Berlina przez Sowietów, czyli, de facto, ostateczną klęskę Niemców.
      Na podstawie wspomnień jego osobistej sekratarki, przyjętej do pracy właściwie w końcowej fazie agonii Rzeszy.

      Właściwie rzecz się rozgrywa na poziomie przedstawiania galerii postaw wobec definitywnego końca wojny, klęski - przez 80 % czasu akcja wiruje wokół Hitlera : facet nie umie się pogodzić z porażką, rozpaczliwie czepia się nadziei, nawet jeśli przesłanki ku niej są irracjonalne, oficerowie patrzą na siebie zdumieni, ale nie mogą zaprotestować fuhrerowi, czy to ze strachu, czy z mimowolnego szacunku i germańskiego posłuszeństwa, tylko między sobą wymieniają uwagi o tym, że Adolf odleciał, ciągle wierzy w odrodzenie i zwycięstwo, wmawia sobie i im, że, w rzeczywistści, rozbite i pozbawione zdolności do działania armie są w stanie kontratakować - po prostu bawi się w wojnę jak dziecko, siedzi sobie w bunkrze i przesuwa pionki po szachownicy nie mając pojęcia jak wojna wygląda na zewnątrz, o jej prawdziwych skutkach, żyje w świecie wirtualnym, we własnej bańce mydlanej; Hitler do końca wydaje rozkazy likwidacji zdrajców (Himmlera np.), wygłasza paranoiczne przemówienia, oskarża, grozi, peroruje jak z trybuny wiecowej i właściwie przez znaczną część filmu jest taki, jakiego go pamięta świat ze zdjęć archiwalnych, ze zjazdów NSDAP. Garstka pozostałych przy nim przybocznych słucha czasami z konsternacją, czasami z przerażeniem, ale zawsze z respektem, a niektórzy nawet z umiłowaniem. Jest przy okazji wizjonerem, np. kiedy pwykłada swój plan modernizacji Berlina, uczynienia z niego stolicy kulturalnej Europy.

      Kiedy ma przerwę w furiastycznych atakach, okazuje się bardzo subtelnym człowiekiem. MOże to właśnie zarzucano reżyserowi. Kiedy sekrateka przybywa na rozmowę w sprawie pracy i czeka, wraz z kilkoma innymi kandydatkami, Hitler wita je bardzo grzecznie, ma spokojne spojrzenie, jest niezwykle szarmancki, każdej podaje rękę, wypytuje o miejsce zamieszkania, słysząc w odpowiedzi pierwszych dwóch uniżone "mein fuhrer" na końcu przedstawienia się prosi o nie zawracanie sobie głowy tytułami; kiedy dowiaduje się, że nasza główna bohaterka jest z Monachium wybiera właśnie ją. Dyktuje jej list, a kiedy dziewczyna ze zdenerwowania gubi się i przerywa pisanie, podchodzi i ciepłym głosem mówi "proponują zacząć raz jeszcze". Kiedy wręcza odznaczenia dzieciakom również pokazuje pełen charm. Zjada ostatni posiłek, chwali i dziękuje swojej kucharce. Żegna się ze swoimi współpracownikami, także z sekraterką wymieniając serdeczne spojrzenie. Nie ma oporów przed pocałowaniem Evy Braun w obecności oficerów, truje swojego psa i widać, że nie przychodzi mu to z łatwością.
      Stając wobec śmierci - wybiera samobójstwo bez jakiegoś strachu, raczej z tępą determinacją.

      Te sceny robią znacznie większe wrażenie niż jego ataki
      złości i gniewu, pewnie dlatego, że się one mocno opatrzyły. Dotąd albo Hitlera parodiowano wykoślawiając jego postać do maksiumum, albo zasuwano po linii najmniejszego oporu i galopowano na wizerunku oszołoma. Tutaj jest wersja polifoniczna i to wielki atut tego filmu. I nie sądze, zeby ktoś tu przeszarżował.
      Bruno Ganz grający Hitlera - znakomity.

      Obok Adolfa przedstawiona jest cała grupa różnych postaci, w rózny sposób reagujących wobec nieuchronności klęski.
      Eva Braun (świetnie zagrana) przez chwilę wydaje się kompletnie oderwana od świata realnego. Tańczy, bawi się, pije, śmieje, jakby nie rozumiała powagi sytuacji, była emocjonalnie niedojrzała. W następnej chwili, przekonywana przez jednego z oficerów do porzucenia Hitlera i ewakuacji, kiedy jeszcze jest na to pora - reaguje poważnym, krótkim spojrzeniem, a potem wraca do zabawy i juz wiemy, że to nie inafntylna idiotka, tylko, że zachowała po prostu mnóstwo zimnej krwi, wie dobrze co ją czeka. Sama za to namawia sekratarkę do ucieczki, symoblicznie darowując jej drogie futro - "gdzie ja będę je nosić ?" pyta sekratarka, i dostaje odpowiedź "niech pani stąd ucieka !". Uśmiechnięta, wierna, próbująca oponować wobec wyroków śmierci wydawanych przez Hitlera na zdrajców - Eva Braun-dama, kobieta z klasą. Pewnie za to też reżyser dostał pałaszem przez plecy :)

      Magda Goebbels (kolejna świetna rola kobieca, może najlepsza w całym filmie w ogóle) - przeciwieństwo Evy Braun, fanatyczka narodowego socjalizmu, histeryczka rzucająca się do stóp Hitlera prosząc o to, żeby uciekał, a nie strzelał sobie w cymbał, szlochająca, że bez narodowego socjalizmu świat nie ma sensu i życie jej dzieci nie ma sensu - po śmierci Hitlera zabija je więc po kolei, całą piątkę. najpierw je usypia, a potem, podczas snu, wtyka każdemu kapsułkę z trucizną i naciskając na żuchwę i głowę pomaga przegryźć. Śmierć następuje momentalnie. Broni się tylko najstarsza córka - inne dzieci łykają środek nasenny, jako lekarstwo, tylko ta mała nie chce, wie co matka ma zamiar zrobić, nie chce umierać, ale zostaje przymusem napojona. Po otruciu dzieci popełnia samobójstwo razem z męzem. Mocne sceny - Goebbelsowie w już opustoszałym, wiejącym śmiercią bunkrze. Wychodząc na dwór, żeby się zastrzelić, Goebbels powiada do ciągle siedzącego przy
      telegafie adiutanta "dziękuję, nie będzie mi pan już potrzebny". To jest elegancja ;)
      Nasza sekretarka patrzy na całą akcję szeroko otwartymi oczkami, w zasadzie nie wie do końca co robić. Uciekać, zostać ? Wybiera ucieczkę, przebija się z małą grupą innych ucieknierów przez zrujnowany Berlin (dłuzszy fragment), dołączają do większego oddziału, a potem, kiedy decyduje się on złożyć broń, korzystając z zamieszania powstałego w momencie poddawania się Niemców Sowietom spokojnie przechodzi obok żołnierzy i udaje się jej wydostać. Przyłącza się do niej, w tym ostatnim momencie, mały chłopiec, którego losy są jedną z pomniejszych narracji w filmie - ma z 10 lat, rozwalił z rusznicy jakieś dwa radzieckie sprzęty (czołgi czy coś), dostał od Hitlera medal (w tej scenie również Hitler "inny"), taki mały bohater. Giną jego koledzy i koleżanki, AC wkracza na dobre do Berlina, rodzice popełniają samobójstwo, dzieciak ciągle musi uciekać przed kulami. Taki obrazek z cyklu - dziecko w chaosie wojennego zamieszania zawsze zostanie dzieckiem, bez wg na wszystko. To ten mały chłopiec doświadcza prawdziwej wojny - kul, bomb, smrodu, bliskości śmierci, strachu, a nie wódz Hitler, on potrafi tylko go odznaczyć za jakiś wyczyn, poza tym spędza czas z daleka od prawdy o niej. A może obaj jej doświadczają, tylko na różne sposoby. A może Hitler wręcza medal za zasługi swojej... ofierze. Symboliczny moment, w każdym razie.
      Więc Sekretarka i dzieciak wydostają się z okrążenia, znajdują jakiś rower i odjeżdzają, ostatni kadr łapie ich już na prowincji jadących na tym gruchocie, z daleka od zniszczonego, tonącego w dymie Berlina.

      Inna postać : doktor - rozsądny facet, do konca stara się ratować rannych, odwodzić żołnierzy od samobójstw, od zbytecznego oporu mogącego się zakończyć tylko śmiercią.

      Co i rusz któryś z Niemców strzela sobie w głowę, czy to bojąc się dalszego losy w radzieckiej niewoli, czy to z upokorzenia przegraną, czy to z rozpaczy klęski idei wielkiej Rzeszy. Strzelają nonstop - Hitler, Eva Braun, Goebbelsowie, wyżsi i niżsi rangą oficerowie i szarzy żołnierze, rozstrzeliwują zdrajców, wieszają niektórych na latarniach ze strosownymi tabliczkami na piersi informującymi za co zostali straceni. Robi się z tego niemal refren, po śmierci Hitlera już nikt nie ma oporów - jedni się poddają wbrew temu, co im całą karierę wpajano, że to hańba, drudzy samobója strzelają, mimo że to przecież też mało chwalebne, może jeszcze większa dezercja, tak jakby Hitlera obecność wiele osób podtrzymywała przy życiu, jak kroplówka, mimo że przecież z nim, czy bez niego - końcowy upadek był oczywisty od początku szturmu Sowietów na Berlin.





    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.05.09, 14:11
      A dziś - Szkoła czarownic, POlsat, 23.
      Film taki sobie, ot młodzieżowy horror jakich pewnie wiele.
      Jedna rzecz jest warta wysiedzenia 2 godzin -
      Fairuza Balk w roli Nancy - czarująca niesamowicie i
      pomylona jeszcze wspanialej. Jazda obowiązkowa.

      Ktoś oglądał wczoraj Królestrwo demonów ? :)
      (jeśli będzie zapotrzebowanie, nagryzmolę to i owo, bo to interesujący film był).
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.05.09, 15:11
        grek.grek napisał:

        > Ktoś oglądał wczoraj Królestrwo demonów ? :)
        > (jeśli będzie zapotrzebowanie, nagryzmolę to i owo, bo to
        interesujący film był).

        Ja składam druczek z zapotrzebowaniem! :)
        /Wiesz, kiedy przeczytałam tytuł tego filmu myślałam, że to jakiś
        horror... :))/



          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 23.05.09, 16:30
            „Żonkile”, w podzięce, ofiarowuję

            Żonkile

            Szedłem sam – obłok wolnym lotem
            Tak nieraz płynie długie chwile –
            Gdy nagle oczy olśnił złotem
            Rozmigotany tłum: żonkile!
            Wprawiał je w taniec wiatr – od skraju
            Jeziora po zarośla gaju.

            Gęste jak gwiazd gromada skrząca,
            Jak Mleczna Droga poprzez mroki,
            Pasmem ciągnącym się bez końca
            Obramowały brzeg zatoki;
            Dziesięć tysięcy aż po kraniec
            Widzenia – jeden wspólny taniec!

            Fale tańczyły też; lecz złoty
            Blask płatków bił żywością wszystko;
            Czy splami serce cień zgryzoty,
            Gdy takie ma się towarzystwo?
            Patrzyłem wiec nieświadom, ile
            Bogactwa wchłonę w jedną chwilę:

            Bo często dziś, gdy na wznak leżę
            W błogim sam na sam z własna myślą,
            Znów gwiazdozbiory kwiatów świeże
            Ku oczom duszy blask swój wyślą
            I serca znów cień trosk nie plami,
            Gdy tańczy, tańczy z żonkilami.

            William Wordsworth
            w przekładzie Stanisława Barańczka


            / wczuwam się w klimat filmu ... ;)/
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.05.09, 12:55
              Nie znam się na poezji, ale czuje, że nie sprostam jej banalnym opisem
              filmu :)

              Więc było to tak.

              Przyjęcie dla elity towarzyskiej Londynu (tak mi się wydaje), na którym ma być wręczana nagroda literacka, z tego co pamiętam, to idąca z samej góry, od króla. rej wodzi Wordswroth, on ma być główną postacią wieczoru, ma dostać wyróznienie za swoje poezje, mimo ze od pewnego czasu bardziej funkcjonuje jako krytyk literacki. POjawia się też Coleridge, jego przyjaciel. Mocno uzależniony od opium, jako człowiek mający opinię jak najgorszą, ale jako poeta znany i ceniony. JUż na początku wywołuje mały skandal, przewracająca w zwidzie narkotykowym kelnera z napitkami. Wordsworth przyjmuje go serdecznie, reszta gości jest zakłopotana jego zachowaniem, ale z szacunku dla znanego poety jakoś przełykają jego wyczyn, zachwycony jest za to nie kto inny jak Lord Byron, dopytujący się Coleridge'a o jego mityczny poemat Chan Kubla, nie dostając jednak jednoznacznej odpowiedzi, czy Coleridge zamierza go opublikować. Wyraźnie w kiepskiej formie przedostaje się na balkon, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i tutaj następuje retrospekcja, właściwa narracja, cofająca akcję do momentu poznania się
              obu jegomościów i ich losów aż do tego momentu ponownego spotkania.

              Coleridge, bo on tu jest głównym bohaterem, przedstawiony jest jako idealista, socjalista, występujący przeciw władzy królewskiej, przeciw jego dominacji, pragnący w narodzie krzewić kulturę, sztukę i za pomocą nowej poezji zmieniać ducha w społeczeństwie na oświeceniowy, demokratyczny, na modłę francuską. W Londynie prowadzi happeningi, pisze natchnione wiersze i rozrzuca je po mieście lecąc nad nim w balonie, cały czas w jakiejś konspiracji, z towarzyszami podobnie rozumującymi, pod okiem władz, dążących do rozbicia całej organizacji.
              Po aresztowaniach, ale i po agresywnych działanich Francji, w ktrą był zaptrzony, wyjeżdza na prowincję, ma żonę, dziecko, nadal utrzymuje kontakty z różnymi ludźmi, ale jednocześnie prowadzi dość rześkie i w sumie luźne życie.

              Wordsworth pojawia się w jego domu z przyjacielską wizytą, zaprzyjaźniają się dość szybko, wspólnie wędrują, chłoną przyrodę, rozmawiają, snują plany.
              Colderidge'owi wyraźnie pomaga towarzystwo zupełnie innego niż on
              człowieka - chłodnego, nieco zdystansowanego, mniej wybujałego, ale
              kiedy trzeba nie ustępującego mu kroku w humorze i zgrywie (komiczna scena, kiedy wdychają gaz powodujący kuriozalne podniesienie barwy głosu i właśnie pojawia się miejscowy, jak mi się wydaje, pastor, z córką - nie mogą wydobyć z siebie głosu, więc słuchają co mówi, nie odpowiadają na pytania, zachowują się oczywiście dziwacznie, a węzeł gordyjski przecina siostra Wordswortha bez skrępowania jadąca tym piskliwym, zniekształconym głosem, wywołując konsternację u obojga gości).
              Z Wordsworthem pojawia się także, jego ww. siostra - Dorota, emancypantka, zabawna, charakterna, energiczna, uciekająca od prozy życia i stuknięta na punkcie poezji, w stylu bycia podobna trochę do
              hrabniny Wąsowskiej z Lalki - tak mi się jakoś kojarzyła, od początku
              wykazująca zainteresowanie Coleridge'em jako poetą i jako mężczyzną
              też, z wzajemnością zresztą - są do siebie podobni, ona sama nie
              pisze wierszy, ale aktywnie uczestniczy w procesach twórczych jednego
              i drugiego, podrzuca inspiracje, gania z nimi, pomaga bratu dobierać/zmieniać słowa, dodaje im energii, taka patronka duchowa ich poczynań.
              Wkrótce przeradza się to w staroświecki półromans, skrywany przed
              zoną Coleridge'a - ładną, ale pospolitą dość kobietą, nie do końca umiejącą zaakceptować, ze nie jest utalentowaną i uduchowioną towarzyszką
              swojego męża, ale tylko żoną, którą wprawdzie kocha, ale nie traktuje jak Doroty. UJście znajdzie to w scenie wizyty u pewnego naukowca, który eksperymentuje z elektrycznością, potrafi stworzyć prymitywne życie w postaci otoczy, etc., w którego goszczą całą czwórką. Rozentuzjazmowany Coleridge porównuje siebie i Wordswrothów do kolejnych części urządzenia wywołującego małe błyskawice, a dopytująca się o swoją pozycję w tym kwartecie zona zostaje poinformowana przez nigo, ze jest stołem na którym ten wspaniały sprzęt stać raczy. Obraża się, ale nie na długo, Doroty jednak nie zakceptuje w pełni do końca już.

              W pewnym momencie pojawia się były towarzysz i przyjaciel Coleridge'a, po odsiedzeniu wyroku w Tower. Przyłącza się do ich wypraw i wędrówek (okolice naprawdę urocze, klasyka angielskiej prowincji). Po raz pierwszy ujawnia się dośc zaborczy charakter Wordswortha. Wymusza niemal na Coleridge'u, zeby odprawił tego człowieka, co się zresztą ziszcza wkrótce. Wordsworth twierdzi, że nie moze się przy nim skupić, ale prawdziwy powód, to raczej chęc posiadania przyjaciela dla siebie.

              Worsdsworth i Coleridge mają bowiem plan napisania wielkiego poematu, który miałby zachwycić cały świat, zmienić bieg historii i inne takie.
              Po iluś dniach przygotowań, zbierania inspiracji, nasiąkania energią, zasiadają do pisania. Coleridge ma napisać pierwszą cześć, Wordsworth druga, a trzecią - obaj. W jedną noc. Okazuje się, ze łatwiej powiedzieć niż zrobić. Siedzą nad papierem i nic. Coleridge'; zaczyna ćmić ząb, żona daje mu laudanum. Nieopatrznie wypija znacznie więcej niż powinien, wpada w haj i zaczyna pisać. Wychodzi świetnie, jego wielki talent znajduje swój katalizator. Wordsworth pozostaje z pustą kartką. Od tego momentu grzanie opium staje się główną metodą twórczą Colderidge'a. Dorota jest oczywiście pod wrażeniem jego wierszy, Wordswroth też, ale jednocześnie trawić go zaczyna zazdrość. Nie może przełknąć tego, że w tym tandemie to on się okazał słabszym kołem, właściiwe beztalenciem. Przy niesamowitej wyobraźni i skali mozliwości przyjaciela, napędzanej opium, jest jak ignorant i lebiega. Coleridge dobija go dodatkowo tym, ze nie zauważa niczego, jest pochłonięty tworzeniem i traktuje go nadal po partnersku, cały czas podkreślając,ze
              to ich wspólne dzieło, a Wordsworth jest mu niezbędny jako głos rozsądku
              tonujący jego nieopanowana fantazję. Wordswortha dopada frustracja-gigant i pewna złość. Sam próbuje coś tworzyć, siostra pomaga mu jak może, ale to co wychodzi z tych prób, nie ma żadnego porównania z przyjaciela wyczynami.
              Wydają poemat anonimowo, wywołuje on wielki rozgłos, wszyscy w Londynie są ciekawi, kto pisze takie cuda. Sukces wstrząsa Colderidge'em, a dodatkoow pogłębia problemy Wordswortha, który coraz bardziej dyatsnsuje się od przyjaciela, piszącego wybitnie, a zarazem coraz głębiej pogrązającego się w nałogu.
              Coleridge traci kontakt z rzeczywistości, doznaje wizji, i nonstop pisze, powstaje wtedy m.in ów legendarny Chan Kubla.

              W którymś momencie sytuacja dojrzewa i sprawia, że Wordswroth opuszcza dom Coleridge'a, oświadcza się tej córce pastora (jakiś wpływowy gośc) żeni się z nia i zaczyna pisać na własny rachunek, pragnąc zapomnieć o przyjacielu, być moze odnaleźć własny styl, przestać być w cieniu jego natchnienia, któremu nie moze sprostać. Odwiedzającemu go Colderidge;owi mówi, ze woli pisać "na czysto" rzeczy banalne niż wielkie dzieła jednocześnie się spalając w nałogach. Żona Wordswortha dodatkowo zachowuje się arogancko, tworząc niemiły klimat spotkania. Ich drogi się rozchodzą, aby się zejść właśnie na tym spotkaniu towarzyskim z okazji nagrody wręczania. Akcja wraca do tego salonu z początku filmu.
              Słowo do słowa, okazuje się, ze Wordsworth dostać miał nagrodę za te tomiki wierszy, które pierwotnie wydali anonimowo. Wordsworth podpisał je później własnym nazwiskiem. Coleridge wpada w złość, ujawnia, ze ma przy sobie Chan Kubla, chce go pokazać światu. Wordsworth z kolei oskarża go o zniszcznie życia Dorocie i rzuca, ze Chan Kubla trzeba spalić, bo nie można zadziwiać świata czymś, co jest efekem złamania dwóch istnień ludzkich. Okazuje się,ze i Dorota popadła w uzależnienie od opium. Widok jej, siedzącej na wózku, nie kontakującej, zachowującej się jak wariatka jest dla Coleridge'a prawdziwym szokiem. Wrzuca dzieło w ogień.

            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 24.05.09, 13:11
              Wordswortha czeka niemiła niespodzianka, okazuje się, ze figę dostanie, a nie wytęskioną nagrodę. Dostanie ją brat zony Coleridge'a za jakieś opowiastki dla dzieci.
              Wordswoerth dostaje dośc w rodzaju nagrody pocieszenia, jako dla krytyka.

              Coleridge nie wytrzymuje i przy wszystkich rzuca oskarżenie o kradzież i zdradę Wordswothowi prosto w twarz. Wykrzykuje, ze dlatego go zmusił do
              spalenia Chan Kubla, bo bał się mocy tego dzieła, że gdyby wyszło ono na jaw pokazałoby, że wszystko to, co sobie przypisał Wordsworth nie było nigdy jego zasługą i wytworem, a wyszło z ducha i instynktu Coleridge'a, niewazne - z opiumowego transu, czy nie z niego.

              Byron wtrąca się do całego zamieszania zaintrygowany, czy jednak Chan Kubla istniał naprawdę, czy nie. Nie ma na to dowodów.
              Ni z tego, ni z owego z drugiego pokoju wyjeżdza na wózku siostra Wordswortha, która zaczyna Chan Kublę recytować z pamięci, wszyscy zbierają się wokół niej, są w pełnym szoku, szczególnie obaj zwaśnieni
              przyjaciele.
              I koniec :)
              Z historycznych zapisów wiadomo, że Chan Kubla został wydrukowany z inspiracji Byrona, jako poemat Coleridge'a.

              I tak to było.
              Bardzo dobry film, nieprzesadnie spoetyzowany, nienachalnie udramatyzowany, bardzo poprawnie zagrany, kameralny,
              przede wszystkim ze wg na swoją psychologię trudnych relacji między
              kilkorgiem osób zamkniętych w pewnych kręgu wzajemnych zależności
              emocjonalnych, konfilktów ambicjonalnych, narastających problemów
              i zapętlonych motywacji.
              Ciekawe postaci, intresujące osobowości, liczne cytaty poetyckie
              wplecione w akcję.
              Udane zdjęcia, świetne pejzaże, urok prowincji pełej zieleni, domostw i domków, kilka scen miejskich zdeecydowanie dodających tylko wdzięku
              obrazkom wiejskim.
              Intryga, opiumowe wizje, zdrada - czyli to, co lubimy najbardziej ;)
              Świetny styl.

              Jeśli będziesz miała okazję - warto obejrzeć.



              • barbasia1 "Królestwo demnonów" 24.05.09, 18:02
                grek.grek napisał:
                "Królestwo demonów"

                Bardzo ciekawy film! ThnX!

                Tu frangment (fragmentu) słynnego wiersza

                Chan Kubla

                Chan Kubla kazał w Xanadu
                Pałac rozkoszy wznieść wysoki –
                Gdzie Alf, najświętsza rzeka, płynie,
                W bezmierne kryjąc się jaskinie,
                Nim runie w morza mroki
                Chan kazał - i w tym samym dniu
                Budowniczowie fundamenty
                Zaczęli kłaść pod mur zaklęty:
                I mur otoczył żyzny kwadrat gleby,
                Gdzie w ogrodach się mienił nurt strumieni kręty,
                Woń kadzidlaną gaje słały pod obłoki,
                A w puszczach, równie starych jak gór skalne żleby,
                Otwierały się polan słoneczne zatoki
                [...]
                (przełożył Stanisław Barańczak w: "Od Chaucera do Larkina")


                Z wierszem tym wiąże się słynna (w literaturze angielskiej) anegdota
                dotycząca okoliczności jego postania. Te okolicznosci opisał zresztą
                sam poeta w komentarzu do wiersza.
                Otóz pewnego dnia, po zażyciu środka przeciwbólowego zawierającego
                opium Coleridge zasnął w trakcie lektury dzieła podróżniczo-
                historycznego wzmiankującego XIII-wiecznego chińskiego chana Kublę,
                który zamierzał zbudowac pałac w rozxegłym ogrodzie. We śnie pojawił
                się gotowy poemat, liczący 200-300 wersów. Natychmiast po
                przebudzeniu Coleridge zaczął spisywać tekst i kiedy miał już
                napisane 54 wersy niespodziewanie zjawił się u jakiś człowiek w
                interesach . Po godzinnej rozmowie Colderidge chciał wrócić do
                pisania, jednak nie było to już możliwe, gdyż okazało się że dalsze
                wersy uleciały bezpowrotnie z pamięci.

                :)
    • maniaczytania na dzis/jutro? 24/25 maj 09 23.05.09, 15:25
      na tvp1 0.45 - Dom z piasku i mgly, kilka nominacji do Oscara, w
      rolach glownych Jennifer Connely i Ben Kingsley;
      na tvp2 24.00 - Sens zycia wedlug Monty Pythona;

      na Pulsie 23.45 - Piec osob, ktore spotkamy w niebie - slyszal ktos
      cos o tym filmie/serialu - warto czekac?

      Szkole czarownic dla Fairuzy - tez polecam i jeszcze dla slicznej
      Neve Campbell :)

      --
      hmm, co by tu napisac?
      • zoey7 Re: na dzis/jutro? 24/25 maj 09 23.05.09, 15:58
        Dom z piasku i mgły to b. dobry film (rola Kingsleya to
        majstersztyk!), ale ta pora...
        Monty Python to Monty Python :))))))))) akurat ja lubię.
        Pięć osób, które spotykamy w niebie - czytałam książkę, poruszająca,
        w roli głównej Jon Voight, więc raczej warto.
        Szkoły czarownic nie widziałam i jakoś tak mnie nie ciągnie do
        tego...
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.05.09, 14:17
      Tudej, bez konkurencji raczej "Grzech" w Polsacie (21:50).

      Ving Rhames w obsadzie trochę mnie deprymuje, ale za to Gary
      Oldman jednak skłania, żeby się przyjrzeć temu z bliska.

      twórcy filmu raczej nieznani, więc pozostaje liczyć na to, że to tylko
      świat się na nich nie poznał, bo mieli swoje życiowe 5 minut i scenariusz odpalił.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.05.09, 14:52
        grek.grek napisał:

        > Tudej, bez konkurencji raczej "Grzech" w Polsacie (21:50).

        > Ving Rhames w obsadzie trochę mnie deprymuje, ale za to Gary
        > Oldman jednak skłania, żeby się przyjrzeć temu z bliska.

        Może się skuszę, dla Gary'ego Oldmana, dawno go nie widziałam.
        W "Grzechu", rzuciłam okiem na info. Oldman w roli (podobno całkiem
        niezłej) "groźnego psychopaty"!
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 26.05.09, 13:17
        grek.grek napisał:
        > "Grzech" w Polsacie (21:50).

        > twórcy filmu raczej nieznani, więc pozostaje liczyć na to, że to
        tylko
        > świat się na nich nie poznał, bo mieli swoje życiowe 5 minut i
        scenariusz odpalił.

        Jednak scenariusz okazał się niewypałem jakich mało!

        Słusznie Gray Oldman zapadł się pod ziemię na końcu, wstyd grać w
        takim filmie!

        W ramach rekompensaty proszę Cię, greku.greku, opowiedz mi, jak się
        skończyła "Szkoła czarownic". Oglądałam do momentu, w którym Nancy
        (Fairuza) przemieniona w Sarę uwodzi na imprezie Chrisa (chyba
        dobrze zapamiętałam jego imię?).
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 27.05.09, 12:00
          Faktycznie, film nie pierwszej jakości, takich błędów i głupot w scenariuszu ze świecą szukać... ale Oldman jak zawsze wyśmienity i chociażby na fragmenty z jego udziałem warto było czekać - niestety, gdzieś do 3/5 filmu. Jeszcze w tym kościele mógł się wykazać, jeszcze przy biurku kazał "im wychodzić ze swojej głowy", a później oczywiście został potraktowany jak każdy przestępca - nawrócony, pozbawiony pazura i generalnie zrobiony na godnego współczucia chłopka.

          Co do "Szkoły", to wiele do opowiadania nie zostało, bo i filmik prościutki :)
          Więc nancy Chrisa nie uwiodła we właściwym znaczeniu tego słowa, bo weszła jej w paradę ta cała Sarah. Zamiast uwieść, wykopała go za okno i pozbawiła życia. Za następny cel obrała sobie Sarę, która wypowiedziała całej trójce lojalność, ze wg na sposób wykorzystywania przez Nancy nowo zyskanych zdolności.
          Więc najpierw Nancy "zmontowała" intrygę z fałszywą informacją telewizyjną o rzekomej smierci jej ojca w wypadku, a podłamaną Sarę dobiła wyczarowując w jej domu dżyliony gadów, płazów, jaszczurek, robactwa i wszelkiego innego tałatajstwa - czyli tego do strachu przed czym Sara się jej kiedyś nieoopatrznie przyznała - czym doprowadziła ją do załamania.
          Sara, już niemal get out, słyszy kontaktuje się nagle z matką na zdjęciu (hehehe, to jest właśnie cały urok takich filmów, scenarzyści szukając rozwiązania nie bawią się w jakieś prawodpodobne i logiczne rzeczy, tylko działają deus ex machina, zaskakują widza i wszystko gra - w tym wypadku zdaje się chodziło o to, że logika matczynego ujawienia się nagle, miałaby wyjaśniać, skąd Sara miała swoją naturalną moc - że odziedziczyła ją po matce właśnie) i, zgodnie z jej sugestią, znajduje moc w sobie - najpierw przyprawia je o panikę pozostałe dwie - sprawiając, że kiedy stają przed lustrem widzą, że "to co negatywnego dajesz innym, wraca po trzykroć", a więc : Murzynka widzi własną łysą głową,z resztkami włosów, a Neve Campbell blizny na połowie twarzy - oczywiście widzą to tylko w odbiciu, w rzeczywistości wszystko jest orajt, ale efekt osiągnięty - panika i ucieczka (dziwne, że skoro widziały w lustrze swoje oszpecenie, a w realu były bez zarzutu, n ie zadały sobie trudu popatrzeć na siebie nawzajem i przekonać się, że to tylko iluzja, no ale... kto by sobie głowę zaprzątał takimi wątpliwościami :)}; po wystraszeniu tych dwóch, staje do pojedynku z Nancy i pokonuje ją jakimś zaklęciami, a potem rzuca nią o lustro na ścianie i pozbawia przytomności oraz urody (zostaje jej na twarzy kilka szram) oraz "związuje swoją mocą". Pstryk i oto Sara jest na dziedzińcu przed domem, w tle tatulek, odwiedzają ją Murzynka i Neve, rozmawiają o d.pie Maryni, a na koniec pytają czy sara ma jeszcze jakąs moc - ta im nie odpowiada, ale kiedy odchodząc zaczynają miedzy sobą szeptać, ze pewnie jej już nic nie zostało w zapasie, Sara wywołuje błyskawicę i pierdut - tuż obok nich spada odstrzelony od pnia konar drzewa. Ostatnia scena - pocięta na dziobie Nancy w psychiatryku, przypięta pasami do łóżka, coś tam do siebie bełkocze. "Związała" ją zaklęciem, więc związaną być musiała ;))

          I tak to było :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 27.05.09, 12:22
            grek.grek napisał:
            ... ale Oldman jak zawsze wyśmienity i chociażby na fragmenty z j
            > ego udziałem warto było czekać

            Zgadzam się Gary Oldman obronił się w tym filmie.


            Przyznam, że nieco zaskoczyło mnie to dramatyczne zakończenie -
            smierć Chrisa, Nancy w psychiatryku. A tak niewinnie się zaczęło.
            No tak, nie ma żartów z czarami!

            Oczywiście za streszczenie końcówki "Szkoły" (tradycyjnie) dziekuję
            Ci (fajny filmik)
            i uśmiechy czarujące! dołączam :)))
    • ron_obvious 25.05 TVP1 Diament 25.05.09, 17:40
      Pewnego razu na Dzikim Zachodzie, będzie krótko:
      -Sergio Leone za kamerą
      -Ennio Morricone z batutą
      -Claudia Cardinale się poci:)
      -Henry Fonda morduje 10-latka
      -Charles Bronson gra na harmonijce
      -Jason Robarts się snuje

      Pierwsza części drugiej (po trylogi "dolarowej") amerykańskiej
      trylogii Sergio Leone, która miała opowiadac o korzeniach
      współczesnej Ameryki. Genialny film z jeszcze bardziej genialną
      muzyką, swego czasu niedoceniony obecnie w wielu plebiscytach
      uznawany za najlepszy western wszech czasów.

      25 maja, na jedynce o misyjnej 23.20
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 25.05.09, 18:53
      Dzisiaj o 21.35 teatr telewizji "Przyjęcie" m.in. z Marią Pakulnis (stały czas
      antenowy zabrały komitety wyborcze!) Szkoda, że tą uroczą aktorkę można
      podziwiać jedynie w serialu "Tylko Miłość", gdzie z J.Bończakiem tworzą
      znakomity duet.
      Co do "Grzechu" - Wyborcza dość mocno "zjechała" zwłaszcza udział Goldmana
      pisząc, że to nędza.
      Z czystym sumieniem mogę za to polecić "Wygrać z losem" na TVP Kultura godz.
      20.00 - o sparaliżowanej w wypadku aktorce i jej pielęgniarce też z lekka
      pokiereszowanej przez los. Dobrze się ogląda, ale chyba dla pań.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 29.05.09, 12:17
        grek.grek napisał:

        > Oldman za Oldmanem. Wczoraj/dzisiaj w "Ale jeździe !" w TVP 1.
        [...]> Ktoś oglądał ? ;)

        Pewnie wszyscy oprócz mnie. ;)

        Jeśli podobała Ci się "Ale jazda", to napisz coś, grek.greku, o tym
        filmie. Będziemy mieć drugiego Garego do kolekcji. :)

        A dziś w TVN o 20.00 "Wojna światów" (2005) w reż. Stevena
        Spielberga, a potem o 22.30 też niezły film, SF, "Dwanaście małp".
        Oba widziałam, oba polecam.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 29.05.09, 13:43
          Podobała mi się. Przynajmniej za 1 razem, z którego pamiętam jednak 5/10. Wczorajszą powtórkę nagrałem i po odświeżeniu sobie pamięci napiszę parę słów.

          12 Małp - Brad Pitt w psychiatryku : re-we-lac-ja,te miny, te pląsy z kijem od szczotki, po prostu jakby naprawdę był stuknięty, a do tego vis comica pierwszego sortu. Nigdy nie widziałem Pitta w takim świetnym wydaniu. Dla niego warto to zobaczyć :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.05.09, 12:14
            A propos artykułu z Polityki -

            Pomysł twórców „Dynastii Tudorów” by Henryka VIII zagrał tak
            urodziwy aktor jak Jonathan Rhys-Meyers (tu naprawdę znakomity) był
            jak najbardziej uzasadniony. Autor wspomnianego artykułu cytuje
            dokumenty, z których jasno wynika, że Henryk VIII w młodości był
            szalenie przystojnym mężczyzną - „Najjaśniejszy Pan jest
            najurodziwszym spośród wszystkich możnych władców, jakich w życiu
            widziałem, powyżej przeciętnego wzrostu, o łydce nadzwyczaj
            kształtnej, cerę ma jasną i bez skazy, włosy kasztanowe zaczesane
            gładko i krótko przycięte na modłą francuską, a twarz okrągłą, tak
            piękną, że pasowałaby do pięknej kobiety (!)”

            Bardzo ciekawy artykuł.
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.05.09, 15:29
      Dziś w TVP2 o 22.45 ponownie "Wesele" w reż. W. Smarzowskiego,
      a na Polsacie takze po raz kolejny "Z piekła rodem" - świetny
      thriller kostiumowy z Johnnym Deppem w roli inspektora Scotland
      Yardu tropiącego Kubę Rozpruwacza.
      Wielbicielom melodramatów TVN pokaże o 21.10 - "Dom nad jeziorem"
      (2006) z całkiem niezłą obsadą - z Sandrą Bullock i Keanu Reevesem.
    • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.05.09, 17:04
      Poza tym co napisała Barbasia w sobotnią noc będą jeszcze dwa interesujące filmy:
      TVP2 00.40 (po "Weselu") "Droga do wolności" - przyznam iż ogromnie intryguje mnie obsada (Robert Carlyle, Kiefer Sutherland, Mark Strong) a i recenzje film ma dobre. A mniej więcej o podobnej porze 23.40 Na TVP Kultura "Or" bardzo chwalony dramat izraelski. Oba filmy dla mnie za późno więc jeden mogę nagrać. Skłaniam się ku pierwszemu gdyż ostatnio odbieram Kulturę w okropnej jakości obrazu. Chętnie posłucham sugestii który film jest bardziej godny nagrania.
      • misiania Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.05.09, 17:42
        Jeśli ktoś jeszcze nie widział - na tv4 "Przyczajony tygrys, ukryty
        smok" o 20:00. ale ja akurat filmy kinowe wolę oglądać w kinie. bo
        niektórym nie przeszkadza przeniesienie na mały ekran, a niektórym
        niestety tak. największy nawet telewizor odbierze takiemu Tygrysu
        jego lekkość i rozmach.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.05.09, 18:00
        notteanapoli napisała:

        Sugeruję (oczywiście pod warunkiem, że obraz na TVP Kultura będzie
        jednak znośny) izraelski! „Or” /choć zupełnie nie wiem, czy lepszy
        jest on od „Drogi do wolności”/ i liczę na słów kilka komentarza po
        obejrzeniu.

        O filmie „Or” znalazłam tylko taką oto info: „[...] "Or" (2004)
        Keren Yedaya, dzieło z wyraźnym przesłaniem społecznym: nastoletnia
        córka prostytutki usiłuje ratować swój rodzinny dom [...]” Zdobył
        Złotą Kamerę - nagrodę za debiut w Cannes. /Za: stopklatka.pl/

        Ale oczywiście ostateczny wybór nalezy do Ciebie...

        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 30.05.09, 18:51
          Do wymienionych pozycji dołożę dramat amerykański "Afera firmy E" na TV Puls o
          godz. 20. Nie mam pojęcia, czy warto? Może zerknę na Johnny Depp'a na Polsacie.
          A swoją drogą, nie przypuszczałam, że ma 44 lata!
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.05.09, 12:46
          Miało być coś o "Ale jazda", więc, w telegraficznych skrócie...

          Jest sobie chłop, 22-latek z St.Louis, Neal mu na imię, który ni cholery nie wie, co w zyciu robić.
          Jest wielkim miłośnikiem malarstwa, ale nie ma przekonania do swojego talentu, waha się czy wysłać pracę na konkurs malarski, jaki mógłby być dla niego jakimś startem w artystyczną przyszłość. Pozostaje też pod wpływem bogatego ojca, który wciska mu studia prawnicze (już mu umówił rozmowę kawalifikacyjną do jakiejś tam prestiżowej uczelni), w ogóle traktuje jak młodszą wersję siebie samego i jak dla siebie dla niego wybiera, wmawiając mu, że jako artysta kariery nie zrobi. Chłopak pracuje w jakimś podrzędnym magazynie spożywczym, nosi paczki, rozładowuje etc., co daje mu niezależność od starego. Dziewczyna mu nie odpowiada, bo ma zacięcie do rozpracowywania go psychologicznie, poza tym śni mu się ciągle jakaś blondynka i za bardzo go to intryguje, żeby się zaangażować w inną relację.
          Któregoś razu, siedząc z kumplem w barze dowiaduje się o tym, że i, stnieje pewien facet - ktoś w rodzaju dżina, maga, który spełnia życzenia, nazywa się O.W Grant, nosi muszkę, ma rude włosy i pali oryginalną fajkę, a spotkać go można na Drodze nr 60, z tym, że ta droga, jak wskazuje mapa, w ogóle nie istnieje.

          Pewnego dnia, podczas uroczystych urodzin, w drogiej knajpie, zachęcony przez kelnera w muszce i z rudymi włosami, wypowiada życzenie - "chcę wiedzieć jak żyć". Dostaje prezenty, w tym czerwone wypasione auto od starego, mimo że ani nie go nie chciał,ani nie lubi czerwonego koloru, a dobija go, ze ojciec w wyborze prezentu dla niego,kierował się własnymi gustami. Stoją sobie przy tym czterokłółku, kelner zza winkla patrzy na całą sytuację, zapala fajkę, a zielony dym dociera na piętro do robotników, zaczadza jednego z nich, ten wywraca wiadro,,które wali prosto w czerep naszego Neala.

          W szpitalu odwiedza go facet w kitlu, niby lekarz, który przedstawia się jako Ray, przeprowadza z nim test zdrowotny, czy łepetyna pracuje należycie - pokazuje szybko karty, a neal ma mówić, co to za kolor - pik, karo i tak dalej. Chłopak zgaduje na pozór bezbłędnie, tyle, że za chwilę okazuje się, ze g.wno prawda, bo piki, które pokazywał Ray są czerwone, a kiery czarne. Za bardzo polegasz na mechanicznym doświadczeniu, a nie zadajesz sobie trudu, żeby się rzeczom przyglądać
          jakimi naprawdę są, chłopaku. Na to neal, ze nie ma gry z czerwonymi pikami i czarnymi kierami. A chrzanisz, mówi mu Ray, na Drodze 60 to jest możliwe.
          Neal przymyka na chwilę oczy, otwiera, a tu przy łózku siedzi zupełnie inny facet, w innymi kitlu i mówi, że ni chchu Raya żadnego nie zna.

          Haluny zaczynają się mnożyć. W chińskiej restauracji Neal otwiera ciastko z niespodzianką, w środku widnieje data jego rozmowy kwalifikacyjnej i pytanie "jesteś pewien ?". Za chwilę napis znika i oczywiście jego przyjaciele sądzą, że mu się przywidziało.
          POtem na bilboardzie widzi dziewczynę ze swoich snów, napis brzmi "jest inny wybór". Chcąc poznać jej dane dzwoni na nr telefonu z bilboardu i dowiaduje się, ze jest on od dawna pusty. Jedzie, patrzy, ożesz ty w cara... faktycznie. Czyżbym dostał kręćka ? Dzowni raz jeszcze i jakiś głos w słuchawce umawia go na spotkanie, na 13 piętrze pewnego biurowca.
          Jedzie tam, się okazuje - nie ma 13 piętra, ale winda zatrzymuje sie, wyłazi z niej i idzie... idzie, by napotkać Raya ze szpitala, który najpierw go zadziwia tym, że w kopercie ma dowód na to, że przewidział pytanie Neala "o co tu chodzi ?", i dokładną godzinę jego zadania,a potem mu zleca zadanie - masz pojechać Drogą nr 60 do DAnver, z paczką dla niejakiego Robina Fieldsa, masz ją dowieźć na czas i do rąk własnych oddać, nie wolno ci jej otworzyć. I uważaj, bo gdzieś tam czeka na ciebie morderca. Neal podpisuje, własną krwią zresztą, i wyrusza.

          Drogi nr 60 ni grzyba nie ma na mapie. Są, póki co bilboardy z dziewczyną ze snu, cały czas służące mu jakby za kierunkowskaz. Wreszcie wpada na rudego z fajką i w muszce. O>W Grant nie owija w bawełnę i informuje go, że ma zamiar spełnić jego życzenie wypowiedziane z okazji urodzin, do tego darowuje mu nowoczesny model szklanej kuli, która działa jak jakiś dżipies - odpowiada na jego pytania w zakresie "co robić, kiedy i gdzie, którędy itd ?". Teraz D-60 znajduje się w trymiga i z z filmu d-chuulia-nie-podobnego zaczyna się konkretny film drogi w krajobrazie Kolorado, Arizony czy innyego łajomink. Grant jest zgrywusem, jest wygadany, sympatyczny, świetny kompan, generalnie. Nie ma genitaliów, co pozwala mu byc wolnym od ciągłego myślenia o seksie, które, jego zdaniem zubaża życie, poza tym zdaje się być wszechwiedzący, wszechmogący, a ulubioną formą rozrywki jest "mieszanie ludziom w głowach".

          Pierwszy przystanek - knajpa przydrożna. Pojawia się niepozorny facet i zamawia całą górę jedzenia, na miejscu. Szok. Od razu idą zakłady o to, ze facet nie da rady, że to absurd. Po godzinie z fury żarcia nic nie zostaje. Okazuje się, ze gość kiedyś był strasznie łakomy, chciał móc zjeść konia z kopytami, bo tak go wabiło jedzenie na wystawach. Więc dżin w muszce spełnił jego życzenie i dał mu ogromny żołądek, który zmieści każdą ilość jedzenia. Od tej pory nie tyle może jeść ile chce, co MUSI i jest nieszczęśliwy z tego powodu, bo to kosztuje i zmusza go do ciągłego naciągania frajerów po knajpach.
          Dalej jest atrakcyjna dziewczyna zabrana z autostopu - zalicza kolejnych facetów, szukając idealnego kochanka, ciągle wierząc,ze następny raz może być lepszy od poprzedniego a więc w zasadzie w nieskończonośc. W kajecie zapisuje wszystkich po kolei, a żaden jeszcze nie odmówił. Neal ma być numerem 2461. Dziewczyna jest do rzeczy, ale Neal odmawia jej, wolę być pierwszym, który odmówił i którego zapamiętasz i będziesz się gryzła, że może to był "ten idealny raz" niż 2461 numerkiem. Dziewczyna jest wściekła, bierze się więc za Granta i po odkryciu jego specyficznej budowy - doznaje szoku, a obaj panowie dostają ataku śmiechawy.

          Następna jest zrozpaczona kobieta, która zatrzymuje ich na drodze i prosi o podwiezienie do niejakiego Banton, dokąd uciekł jej syn. Grant wysiada, Neal wiezie ją tamże, potrzebuje kasy na benzynę, a do tego jakaś ciekawość go gna.
          Banton okazuje się być miasteczkiem, w którym panuje specyficzny porządek. Władze, wychodzą z założenia, że ludzie chcą być na haju i nic ich przed realizacją pragnień nie powstrzyma, zalegalizowały bardzo mocny narkotyk - euforię. Jest on zapłatą dla młodych ludzi, którzy w zamian muszą pracować. Taki barter. Nie ma przymus, władza lojalnie ostrzega przed skutkami, a kto chce w to wchodzi. Uzależnieni mieszkaj swoistym gettcie, pracują w dzień, wykonując najprostsze czynności, a wieczorem dostają dawkę koksu i tańcują do rana. Euforia tłumi popęd seksualny, daje szczęscie, pozwala władzy sprawować kontrolę nad młodzieżą. Matka odnajduje syna, który nie chce z nią wracać, jest uzależniony i szczęśliwy. Szef policji (k.Russell gościnnie) daje jej 3 opcje do wyboru : zostanie w strefie wolnej od narkotyków i będzie widywać syna, wróci do domu i o nim zapomni, sama weźmie narkotyk i dołączy do niego. Matka wybiera trzecią opcję, a Neal wyjeżdza.

          Kolejnym autostopowiczem jest niejaki Cody. Chce aby Neal go podrzucił, ale jako jego pracownik, wynajęty, a nie za darmo i z grzeczności, a on mu zapłaci za każdą godzinę stałą stawkę i będzie miał monopol na wybór muzyki, inicjowanie rozmów i Neal ma mu mówić przez "sir". neal kasy potrzebuje, a poza tym jest naprawdę miłym i ujmującym chłopakiem, więc się zgadza.
          Cody okazuje się mieć palmusa na punkcie prawdy. Kiedyś pracował w branży reklamowej, kłamał jak najęty, aż kiedyś ktoś postardał życie przez te łgarstwa. Kiedy tylko dowiedział sie, że ma raka i zostało mu pół roku zycia, powziął postanowienie, ze spędzi je jako stróż prawdy.
          Wyłapuje i notuje kolejne kłamstwa z radia, krytykuje reklamy i mówi o granicach, z których najważniejsza jest na Drodze 60 - "dla tych, którym coś w życiu chodzi". cdn.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.05.09, 13:30
          Orajt, lecę dalej.

          Więc Neal z tym całym Codym zatrzymują się na stacji benzynowej. Podchodzi facio z kartką "pracuję za jedzenie. Cody mówi : jak tak, to umyj szybę, a ja ci dam jabłko. Gośc wyraźnie jest zdegsutowany - za jabłko, same se myj. Wściekły Cody oskarża go o kłamstwo. Na to tamten wyciąga nóz. Cody rozchyla poły marynary i okazuje się, ze jest obwiązany pasem z ilością dynamitu starczającą na rozwalenie PKiNu - mnie tam wisi, ja mam raka, a ty się zastanów, czy chcesz umierać ze mną. GOśc się poddaje i szybkę pięknie musi zmyć. Neal patrzy na to w szoku,trochę jego pasazer go przeraża teraz, ale koniec końców rozstają się jak najlepsi i Neal dostaje wizytówkę "w razie, jakby co".

          Nastepne jest Muzeum Fałszywych Dzieł Sztuki, gdzie wiszą obrazy, które są rzekomymi kopiami oryginałów wybitnych dzieł mistrzów. Nikt ich nie chce kupować. Właścicielka (Ann Margret, ciągle piękna) zdradza Nealowi, że galerię stworzył jej mąż (na portrecie jest nim oczywiście O.W Grant) - pożyczał arycydzieła z muzeów, kopiował i oddawał. Tyle,że oddawał kopie. Na ścianach Muzeum Fałszywych Dzieł Sztuki wiszą więc najprawdziwsze oryginały, a ludzie nie kupują, bo wierzą, że są to tylko kopie.

          Neal dociera do rozdwojenia dróg - jedna jest na DAnver, gdzie ma dostarczyć paczkę, a druga do Marlow. Z billboardu znów patrzy na niego dziewczyna ze snów i zachęca, jedź do Marlow. Chłopak pyta kuli, czy moze ją tam spotkać - całkiem możliwe, brzmi odpowiedź, więc szybko kalkuluje, że zdązy odwiedzić Marlow i wrócić na trase do danver.

          Marlow jest miasteczkiem, w którym mieszkają sami prawnicy. Żeby móc przeżyć oskarżają się o wszystko, każdy każdego, oraz wszystkich przejezdnych i przyjezdnych, żeby móc im zaoferować swoje usługi - w ten sposób mają na chleb. Neal od razu zostaje oskrżony o potrącenie przed 3 tygodniami kota jakiegoś jegomościa i na nic tłumaczenia. Potrzebuje adwokata,pierwsza jest atrakcyjna Valerie, informuje go, że sprawa może się ciągnąć kilka tygodni. Neal oponuje, chce uciec, ale zostaje zamknięty w celi. Przez okno w sąsiedniej puszce widzi dziewczynę ze swoich snów. Postanawia się więc działać. Przewidując,ze potrzebny będzie świadek, wykorzystuje wizytówkę Cody'ego i jego wzywa na pierwszą rozprawę. Szantażując Valerie zwolnieniem i wynająciem innego adwokata zmuszą ją do zapytania, czy świadek wie, że cały ten proces jest ukartowany. Cody dostaje oczywiście świra i wykonuje klasyczną akcję z epatowaniem tym, co ma pod marynarą. Neal zostaje zwolniony, a przerażony sędzia ogłasza amnestię dla wszystkich trzymanych w więzieniu i oczekującym na procesy. Czy Cody był rzeczywiście choty i zdesperowany, czy blefował - kogo to obchodzi :)

          Teraz Neal mozę się spotkać z dziewczyną, przekonac się, że jest oczywiście miła, sympatyczna i tak dalej, ma na imię, Lynn, dowiedzieć się, ze ona też pewnego dnia wypowiedziała życzenie "chcę spotkać tego jedynego" spędziła rok w więzieniu, jak w baszcie, czekając na rycerza i że billboardy były znakami, które miał odczytać właśnie ten "jedyny", moze spędzić z nią noc, ale i musi ruszyć z paczką następnego dnia. Kula go ostrzega go,że na drodze czeka morderca.
          Zostawia więc odnalezione szczęście i jedzie. Dał słowo w końcu, podpisał ten cyrograf, czy co to tam było.
          CIągle się jednak waha, teraz mam jechać, teraz, kiedy odnalazłem ją...
          Zawraca gwałtownie, ale zaraz spotyka policjanta, który informuje go,ze trwa obława na mordercę w czerwonym kabriolecie, dokładnie takim jak jego. Róznica polega na tym, ze wóz mordercy ma białą plamę z farby na bagazniku. Pewna ulga.
          CIągle martwi się o to, czy nic nie grozi lynn, a kiedy próbuje się z nią skontaktować i dzwoni z budki, jakieś łebki przejeżdzając autem wylewają na jego auto białą farbę. Teraz już pasuje do opisu, jak trzeba.
          Daje więc w długą przez te góry.
          Nasłuchując radia dowiaduje się,że poszukiwany ma broń w pudełku. Czyzby paczka zawierała rzeczywiście armatę ? Nie otwiera jej jednak,. Trzyma sie danego słowa.
          Drogi są poblokowane, więc jedzie na przełaj, wysiada, puszcza auto w przepaść. Wtedy pojawia się nad nim helikopter, ale nie ściga jego. Ściga identyczny do jego czerwony wóz, który pędzi przez most, wpada na kordon policyjnych aut i w strzelaninie eksploduje.
          neal schodzi na dół, chce zobaczyć kim był kierowca auta, ale zwłoki są w stanie nienadającym się do identyfikacji. Policjant informuje go, ze był to student prawa z St.Louis, który oszalał i zabił własnego ojca :)
          CO dalej... Neal chce zapytać kuli, ale stwierdza - a po grzyba mam pytać jakiś kawałek plastiku i wywala ją w cholerę.

          Stopem Neal dostaje się z paczką na miejsce jej dostarczenia, a tam czeka na niego nie kto inny jak Ray, wraz z O.W Grantem, swoim kuzynem, czyli "robinem Fieldsem".
          "teraz przesyłka ma wartość, wiąże się z nią opowieść", tak powiada Nealowi Grant.
          W paczce jest nowa fajka dla Granta. Zapala ją, dmucha zielony dym, Neal mdleje i budzi się... na łózku szpitalnym, z kartą 9 czerwony pik obok łózka (dostał ją od Raya podczas podpisywania umowy). Więc chyba jednak jawa... a może sen jednak...

          Wie co ma robić - ojcu mówi wprost, ze prawa żadnego studiować nie zamierza, żeby mu nie kupował żadnych rzeczy kierując się własnym gustem, w ogóle żeby przestał za niego podejmować decyzje.
          Chce zostać malarzem.Ojciec mu na to, że nie sprzedał żadnego obrazu, więc z czym do ludzi.
          Jak w wenezuelskiej telenoweli na te słowa wchodzi siostra Neala i informuje, że jego obraz wysłany na konkurs znalazł nabywcę. Voila.
          Tyle, że Neal ni grzyba nie wysłał żadnego obrazu. Wiadomo, kto zrobił to za niego, taki z muszką rudy.
          Nabywcą obrazu okazuje się być... Lynn, która (w realu ?) reprezentuje wydawnictwo poświecone sztuce i ma dla niego dodatkowo ofertę namalowanie serii obrazów, a tak btw, "to ma wrażenie, że się, gdzieś, kiedy spotkali już". Oczywiście, wiadomo, co się dalej musi stać :)

          Wystpąili :
          Gary Oldman, jako O.W Grant,
          Greg Marsden, jako Neal.

          Bardzo przyjemny klimat, zdjęcia, krajobrazy plus zawarte w aranżowanych sytuacjach, kilka prostych wskazówek - są czerwone piki na świecie, nie polegaj na rutynie, szukaj własnej drogi, miej otwarte oczy, wybieraj sam itd., podanych w lekkiej, bezpretensjonalnej formie.

          Warto samodzielnie obejrzeć, nawet znając kolejnośc wypadków :)

          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 31.05.09, 14:15
            grek.grek napisał:


            Nie ma co, oryginalny film, jak i sam jego telegraficzny skrót tu.
            Warto było nie oglądać (a trzy miesiące temu, kiedy leciał o
            wcześniejszej porze trafiłam na jakiś fragment, alepóxniej
            przełaczyłam ... ), żeby przeczytać to streszczenie! :)

            > Grant, Neal i szklana kula model najnowocześniejszy :

            Od czasu do czasu przydałaby się taka nowoczesna szklana kula,
            nieprawdaż!? :)


            /Drugim linku, /tam gdzie „ryż i mysz” :)/ wystąpił error, więc
            konieczny byłby riplej, pliz!/
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.06.09, 12:08
              Obawiam się, ze riplej nie pomoże, bo link, zdaje się, jest nieaktywny...

              Nie spojrzałem wczoraj do programu, przełączam się z Młodzież kontra, w którym spostponowany został brutalnie Wojtuś Wierzejski, i co widzę... Wróg publiczny w Dwójce. Prawie zapomniałem, jaki to dobry film jest, w kategorii sensacyjnych naprawdę wysoka półka. Will w najlepszej dla siebie kombinacji, więc oczywiście musiał wypaść brawurowo - trochę miejsca na właściwy mu humor, trochę akcji, trochę efektownie zgryźliwego Hackmana, bardzo dobry, scenariusz, idealne tempo, interesujący, spójny, dobrze nakręcony, zaskakująco mało głupot i absurdów, szukanie rozwiązań racjonalnych, a nie jakichś cudów na patyku, generalnie : kino pierwsza klasa.




              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.06.09, 15:55
                grek.grek napisał:
                > Nie spojrzałem wczoraj do programu, przełączam się z Młodzież
                kontra, w którym
                > spostponowany został brutalnie Wojtuś Wierzejski,

                :)
                Ale biedaczyna musi się poświęcać, żeby dostać się do tego
                znienawidzonego Europlarlamentu!?

                "Wróg publiczny" > w Dwójce.
                Nie było zapowiedzi na forum nie oglądaliśmy, a właściwie
                obejrzałam tylko fragment – szaloną ucieczkę Willa jakimiś
                kanałami, potem tunelem w kierunku przeciwnym do rozpędzonych aut...
                Całość - innym razem.


                A ja nastawiłam się na włoski film (też wypatrzyłam zbyt późno ,
                więc nie pisałam już na forum) - „Kiedy pojawią się dziewczyny?”
                (2005) o 22.15. w cyklu „Uczta kinomana”. Niestety, wbrew tytułowi
                cyklu nie była to żadna uczta, a jedynie jakaś marna przekąska.
                Jedynym w miarę jasnym punktem tego filmu była muzyka, jazz. Główni
                bohaterowie założyli zespól jazzowy, więc pogrywali tu i tam.
                A w tym zespole oprócz 2 głównych bohaterów same osobliwe typki,
                dwaj bracia wyglądający raczej na rockmenów i to w stylu hard,
                którym myliły się imiona ich dziewczyn oraz pasjonat komet i
                uwodziciel pań z wyższych sfer w jednym, jeżdżący po mieście (po
                Bolonii) autem, w którym brakowało ... tylnych drzwi (przecież to
                impossibile!? ). Ot, włoska fantazja! ;)

                A dziś nic ciekawego nie widzę!
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 01.06.09, 18:57
                  Barbasia1 napisała:
                  "Nie było zapowiedzi na forum nie oglądaliśmy"

                  Przyłączam się i potwierdzam;)
                  Natomiast mi przypadł w udziale fragment początkowy, kiedy Willowi postawiono
                  ultimatum, że za tydzień ma wskazać, kto nakręcił film video. Potem przerzuciłam
                  na ww.spostponowanego Wojtusia W.(albo na odwrót) wspominając z łezką w oku, jak
                  to kiedyś w telewizji wesoło bywało, a także Szkło Kontaktowe, o czym w winnym
                  wątku.
                  "A dziś nic ciekawego nie widzę!"
                  Niestety ja również, nawet teatru TV nie ma, choć to tradycyjny poniedziałek.
                  Jak widać każdy chwyt dozwolony, aby widz nie poczuł się za bardzo kulturalnie.
                  Jak nie konferencja do pustych krzeseł, to Żółwie Ninja. Nie za późno, jak dla
                  dzieci?
                  Pzdr.
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.06.09, 12:22
                    pepsic napisała:

                    > Natomiast mi przypadł w udziale fragment początkowy, [...]

                    Nasz honor uratowany! :)

                    > [...] nawet teatru TV nie ma,

                    i nie będzie przez najbliższe trzy? miesiące - sezon wakacyjny (i
                    powtórkowy) się zaczął. Trzeba odpocząć od tego bardzo poważnego
                    repertuaru w TV! ;)
                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.06.09, 14:36
                      Gdzieś mi mignął program na przyszły tydzień.
                      11 czerwca, i kilo trotylu : Papillon (polsat), Wielki Szu (tvp)i Californication (tvn) .
                      Odpowiednio (moje) : nr 1, Top 10, Top 15.
                      To będzie uczta :)

                      Dzisiaj chyba tylko Monster na tvp 2, z oskarową Theron, tyle, że oglądając 2 czy 3 lata temu ten film nie dostrzegłem tego poziomu
                      niebotycznego o jakim się tu i tam rozpisywano a'propos jej roli.
                      Na mój gust, duże wrażenie zrobiła jej fizyczna przemiana - z młodej, umakijażowanej idealnie pięknotki w steraną życiem babinę. Grała dobrze, ale ja bym nie powiedział, że w sensie samego aktorstwa, to było
                      jakieś kosmiczne doświadczenie, do zapamiętania na całe życie. Chyba, że dla niej samej :)
                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.06.09, 15:20
                        grek.grek napisał:

                        > 11 czerwca, i kilo trotylu : Papillon (polsat),

                        To jakaś specjalna prze-mowa musi tu się pojawić na okoliczność
                        emisji Twego numeru 1 w rankingu filmów!? :)

                        /Mam nadzieję, że pora emisji będzie przyzwoita?/
                        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 02.06.09, 15:47
                          Nie, nie, to już przerobiliśmy za pierwszym razem, kiedy leciał w tiwi - raczej niczego nie napiszę, bo to mój ulubiony film i mam do niego szczególny stosunek. Musiałbym zalatywać nieznośnym patosem, a tego juz by było za wiele :)

                          O, pora będzie dobra - godzilla 13 z groszami.
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.06.09, 12:31
      Odnotowuję, że obejrzałam wczoraj „Krwawą profesję” w reż. Clinta
      Eastwooda (TVN godz. 20.05) – /a myślałam, że tylko sam koncerty
      rocznicowe 4 czerwca w telewizji/).
      W telegraficznym skrócie -
      Do Terry’ego McCaleba (w tej roli Clin Eastwood) emerytowanego
      agenta FBI, który dopiero co przeszedł ciężką
      operację /transplantację serca, zwraca się z prośbą o pomoc w
      odnalezieniu mordercy siostry piękna, o urodzie meksykańskiej
      Graciela Rviers.
      McCaleb mimo, że nie jest to wskazane ze względu na jego stan, daje
      się przekonać do poprowadzenia tej sprawy, kiedy dowiaduje się, że
      w jego piersi bije serce zamordowanej siostry Gracieli.

      Scenariusz (na podstawie powieści) nie jest jakiś specjalnie
      odkrywczy, oryginalny, raczej powiedziałabym bardzo schematyczny,
      ale dla Clinta warto było obejrzeć .
      Polecam ten film przede wszytkim fanom twórczosci Clinta
      Eastwooda. :)
      Czy ktoś oglądał?


      A dziś Dynastia!
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.06.09, 13:08
        E tam, Dynastia bez Alexis, to jak Urban bez odstających uszu ;)

        Ale mignęła mi tam kiedyś przez parę minut i jak tak się pokazał
        pan Rhys-Meyers, to ja już wiem dlaczego kobietom się te serial tak
        podoba... (hehe)

        Na Jedynce będzie Piła 3, zdaje się coś o kobiecie z problemem alkoholowym. Trzecia część, więc pewnie będzie próbowała wychylić
        trzy półlitrówki. Z półtorej godziny to musi potrwać, jak nic :)
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.06.09, 13:54
          grek.grek napisał:

          > E tam, Dynastia bez Alexis, to jak Urban bez odstających uszu ;)
          :)))))))) /śmieję się!/


          > Ale mignęła mi tam kiedyś przez parę minut i jak tak się pokazał
          > pan Rhys-Meyers, to ja już wiem dlaczego kobietom się te serial tak
          > podoba... (hehe)

          Ja podziwiam przede wszystkim talent oraz umiejętności pana Rhys-
          Meyersa! ;)

          Ale panowie też mają co / kogo oglądać w Dynastii. Mogą oko
          zawiescić na uroczej Natalie Dormer w roli Anny Boleyn. (czy Ty
          czasem Grek.greku nie wspominałeś kiedyś o niej?).

          > Na Jedynce będzie Piła 3, zdaje się coś o kobiecie z problemem
          alkoholowym. Trz
          > ecia część, więc pewnie będzie próbowała wychylić
          > trzy półlitrówki. Z półtorej godziny to musi potrwać, jak nic :)

          Do "Pił" nawet nie podchodzę, omijam szerokim łukiem!
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.06.09, 23:13
          grek.grek napisał:

          > Ale mignęła mi tam kiedyś przez parę minut i jak tak się pokazał
          > pan Rhys-Meyers, to ja już wiem dlaczego kobietom się te serial tak
          > podoba... (hehe)
          >

          Hmm, jednak wiekszosc kobiet, ktore znam ( mnie wliczajac) oglada
          ten serial nie dla Henryka VIII (J. Rhys- Meyers), a dla jego
          przyjaciela Brandona ( Henry Cavill - mniam :) )


          --
          hmm, co by tu napisac?
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.06.09, 15:15
            maniaczytania napisała:
            > Hmm, jednak wiekszosc kobiet, ktore znam ( mnie wliczajac) oglada
            > ten serial nie dla Henryka VIII (J. Rhys- Meyers), a dla jego
            > przyjaciela Brandona ( Henry Cavill - mniam :) )
            >
            Brandon, i owszewm, ale co król to król! :)
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 05.06.09, 14:18
        Na sobotni wieczór w Ale Kino! o godz. 21.55. polecam komedią
        francuską "I żyli długo i szczęśliwie" i gorąco zachęcam. Rzecz o
        trojgu przyjaciołach i ich rozterkach damsko-męskich, a także ich
        połowicach. Wspaniale, lekko zagrane, a większość scen to
        wysmakowane perełki (np. w hotelu po schadzce przyjaciela, czy
        deszczowy niedzielny poranek na łonie rodziny). Nie brakuje
        niedopowiedzeń, niespodzianek, zaskakujących zwrotów, których
        oczywiście nie zdradzę, ale nie przegapcie (zwłaszcza panie) sceny w
        sklepie muzycznym - rewelacja! Może tylko wspomnę, że w epizodzie
        pojawia się nadal piękna Anouk Aimee i nie tylko... GW też nie
        zaprzątała sobie głowy recenzją. Żaden z krytyków nie ogladał? W
        Wirtualnej Polsce w ogóle napisali bzdury w streszczeniu. Reżyser i
        aktor grający jednego z głównych bohaterów musi być niezłym
        obserwatorem życia codziennego w tym szczególnie rodzinnego i
        bezlitośnie sobie kpi, ale za to z wdziękiem. Naprawdę dawno nie
        oglądałam tak przyjemnego filmu (oprócz 10-lecia w Ale Kino!). Do
        tego świetna muzyka. Czy trzeba coś więcej?

        PS. Do Barbasi - Eastwooda niestety nie oglądałam, wybrałam zasady
        domina ze Scorpions-ami - nie żałuję.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.06.09, 15:30
          > PS. Do Barbasi - Eastwooda niestety nie oglądałam, wybrałam zasady
          > domina ze Scorpions-ami - nie żałuję.

          Widziałam fragmenty, niezły, mam sentyment do Scorpionsów, więc
          liczę na jakąś powtórkę w TV.

          /Wracając do "Krwawej profesji", tak sobie pomyślałam, że
          meksykańskie (po przeszczepie) serce w piersi bohatera granego przez
          Clinta (McCaleba), to pewnie ukłon "niepoprawnego politycznie",
          podobno oskarżanego nawet o rasizm Eastwooda w stronę mniejszości
          meksykańskiej w Stanach!?/

          "I żyli długo i szczęśliwie" -
          Ciekawa rzecz, będe pamiętać o tym tytule!
          • notteanapoli Re: I żyli długo i szczęśliwie 07.06.09, 12:51
            Obejrzałam "I żyli długo i szczęśliwie" i powiem tak: film inteligentny i zabawny ale chwilami za dużo w nim schematów (francuskie samce itp.). Mam takie wrażenie że Attal miał świetny pomysł i kilka błyskotliwych anegdot i połączył je w film nie do końca przejmując się całością kompozycji. Zamiast pogłębić postaci poszedł w fantazję i senne majaki/marzenia co trochę mnie irytowało. Jednocześnie film się broni ostrym poczuciem humoru, bezkompromisowością i nie kwestionowanym okiem reżysera do tworzenia niezapomnianych scen. Wykład jednego z bohaterów o małżeństwie "tutaj jest moja żona a tutaj reszta kobiet i ja wybrałem moją żonę" to scena która ubawiła mnie niesamowicie i będę ją długo pamiętać. Dużo fajnych epizodów i dobre aktorstwo, trochę emocjonalnego smalcu i rzewnego kocham/nie kocham, sporo schematów i uproszczeń ale jest też genialna muzyka. Film jest wart obejrzenia głównie dla niesamowitego soundtracku. Niestety połowy wykonawców nie udało mi się zidentyfikować a bardzo bym chciała wiedzieć kto tak pięknie grał. No i oczywiście nie sposób nie wspomnieć o epizodach z Johnnym Depp we wcieleniu a la "Dziewiąte wrota". Przeczytałam gdzież iż w ciągu tych kilku minut Depp robi większe wrażenie niż wszyscy bohaterowie przez cały film i jest w tym odrobina prawdy :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.06.09, 15:52
      Eksperyment - to dzisiaj w nocy, albo, jak kto woli, jutro wczesnym rankiem (0:45).

      Fabuła na podst. "eksperymentu stanfordzkiego" Philipa Zimbardo.

      Byle się nie okazało, że lepiej poczytać o powyższym niż oglądać
      o tym film...
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.06.09, 16:09
        grek.grek napisał:

        > Eksperyment - to dzisiaj w nocy, albo, jak kto woli, jutro
        wczesnym rankiem (0:
        > 45).
        > Fabuła na podst. "eksperymentu stanfordzkiego" Philipa Zimbardo.
        > Byle się nie okazało, że lepiej poczytać o powyższym niż oglądać
        > o tym film...

        Jeśli okaże się, że to jednak niezły film, napisz później grek.greku
        słów kilka.

        Czytałam kiedyś artykuł o tym eksperymencie Zimbardo - bardzo
        ciekawa sprawa!

      • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 06.06.09, 16:19
        Widziałam "Eksperyment" dość dawno ale pamiętam iż oglądało się przyjemnie. Ale jest to kino jednak z założenia sensacyjne gdzie fabuła i losy bohaterów są ważniejsze niż psychologia czy filozofia. Na szczęście film jest oryginalny, kameralny i nie ma maniery amerykańskiej. Polecam. Sama bym chętnie ponownie obejrzała gdyby był emitowany wcześniej.
      • barbasia1 Dziś "Kochankowie z Marony" TVP1 , godz. 23.10 07.06.09, 13:48
        pepsic napisała:

        > Dzisiaj o 21.55 powtórka w Ale Kino! "Jabłka Adama". To niezła
        odmiana wśród
        > amerykańskiej papki, ale uprzedzam mordobicia nie zabraknie.

        A potem o 23.10 "Kochankowie z Marony" na TVP1,- raz jeszcze
        zapowiadam, bo poprzednia zapowiedź zagubiła się wyżej.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 13.06.09, 13:41
        Dziś chyba jeszcze gorzej niż wczoraj.
        W programie na sobotę widzę tylko "Kabareton Opole 2009" o 22.40.
        Ale czy będzie śmiesznie? - oto jest pytanie!

        /Przez chwil kilka oglądałam wczorajsze Premiery Opolskie, pani
        Justyna Steczkowska śpiewała(przez dłuższy moment) w przedziwnej
        pozie zwisając z krzesełka głową dół - no takich popisów to jeszcze
        Opole nie widziało i ja też! :)) /
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 28.06.09, 12:49
        "Ojej, co tu wybrać?" - zadaję dziś sobie pytanie. :)
        Na TVP 1 o 22.40 w Uczcie Kinomana czesko-słowacki
        komediodramat "Słoneczne miasto" (2005)


        "Bezrobocie i czeski, słowacki humor. Ostrawa. Robotnicy Karel,
        Vinco, Tomáš oraz Milan właśnie stracili pracę - ich fabryka została
        sprzedana zachodnim inwestorom. Karel ma na utrzymaniu żonę i cztery
        córki. Tomasz - żonę i dwoje dzieci. Milan sam wychowuje
        dorastającego syna. W najlepszej sytuacji jest najmłodszy z nich,
        Vinco, który tymczasem martwi się tylko o siebie. Czwórka przyjaciół
        nie poddaje się losowi i na różne sposoby próbuje ułożyć swój byt.
        Udaje im się zgromadzić trochę pieniędzy, za które kupują od byłego
        pracodawcy starą ciężarówkę. Próby rozkręcenia własnego interesu
        kończą się coraz bardziej przykrymi n iepowodzeniami i choć złość
        czy rozpacz nie mają sensu, to początkowy optymizm szybko ustępuje
        miejsca rozczarowaniu. Okrutny los wciąż stawia im na drodze kolejne
        przeszkody. Bohaterowie rozpaczliwie starają się zachować godność.
        Upokorzenia spychają ich coraz niżej, wystawiając, na nie zawsze
        zwycięską próbę życie rodzinne i przyjaźnie. Film, porównywany do
        słynnego już "Goło i wesoło" przywodzi na myśl angielskie komedie
        społeczne, zachowując jednocześnie wyjątkowe poczucie realizmu i
        pełne ironii poczucie humoru. Choć koniec filmu zawiera w sobie
        pewien element optymizmu, to jednak cała historia daleka jest od
        szczęśliwego finału."
        www.telemagazyn.pl/program/3490233711.html
        W Polsacie od 20.00 do północy "Spocka Noc Kabaretowa"! Mam
        nadzieję, że będzie równie udana, jak poprzednie części
        TOPtrendowego Festiwalu.


        A fani piłki nożnej w TVP2 mogą obejrzeć mecz finałowy Pucharu
        Konfederacji, czy jak to się tam nazywa.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.06.09, 11:57
      Coś być miało o Eksperymencie, więc voila - streszczywuję :)

      Jest se Tarek (gra go Moritz Bleibtreu, zdaje się jeden z najgłośniejszych od jakiegoś czasu niemieckich aktorów - wżarł mi się w pamięć, po rekordowej swego czasu, dawce "Biegnij,Lola...", swoją drogą - mineła dekada, a nie zanosi się, by Niemcy powtórzyli takiego hiciora nawet za 20 lat; do tego zagrał Baadera w "Baader-Meinhof" z ub.roku), człowiek robi na taksie i dowiaduje się z gazety, że jest casting do tytułowego eksperymentu. Pomyka najpierw do redakcji jakiejś gazety i składa ofertę naczelnemu - mogę zrobić reportaż o tym. Proponuje mu jegomość 10 tauzenów papierów i zastrzega, że musi być ze zdjęciami. Z tego, jak zostaje tam powitany i z rozmowy wynika, że 2 lata wcześniej pracował dla tej gazety, ale został wysiudany; za co - tego nie precyzuje scenariusz.
      Zaraz potem dokonuje zakupu tajnych okularów z wmontowanymi aparatem fotograficznym i kamerą video, którymi będzie się oczywiście posługiwał w róznych okolicznościach.

      Pierwsza wizyta w Instytucie, w którym ten cały pier.dzielnik ma się odbywać - poznaje pobieżnie innych kandydatów, robią im badania, testy na wydolność pikawy, do głowy doczepiają jakieś kable i pokazują zbitki zdjęć, wywiadują (wracają później co i rusz fragmenty tego castingu, wplatane w akcję właściwą, z których wynika, że motywacją większości jest kasa, ew. ciekawość, i żaden nie miał nigdy nic wspólnego z więzieniem w żadnej roli; są to urzędnik, kioskarz, nauczyciel, facet zarabiający naśladowaniem Elvisa, pracownik naziemny lotniska, czyli normalsi ) etc. Wodzami całego zamieszania mają być profesor Thon, doktorka co ma na imię Juta (nazwisko wyleciało mi z pamięci) i jakiś asystent.
      Generalnie - wszyscy są mili, profesjonalni i wszystko cacy.

      WRacając na chawirę Tarek ma wypadek. Zderza się z autem niejakiej Doro. Dziewczyna akurat pochowała starego, potrzebuje towarzystwa, Tarek sam mieszka, zaprasza ją do siebie, spędzają noc - seks itepe., ale i rozmawiają, co będzie parę razy powracało w retrospekcjach; m.in w tej rozmowie nasz taksiarz wyjawia, ze jako dziecko został zamknięty w ciemnym pomieszczeniu przez ojca i przeżył chwile grozy, a w pewnym momencie przestał nawet krzyczeć ze strachu - to jakby ma wyjaśniać jego rózne zachowania w trakcie eksperymentu właściwego.
      Rano dziewczyna znika, ale zostawia mu namiary. Pełna kultura.

      Za udział w 14-dniowym eksprymencie, po jego zakończeniu, każdy ma dostać 4 tauzeny, i każdy ma prawo zrezygnować w dowolnym momencie. Używanie jakiejkolwiek przemocy jest zabronione, pod karą wykluczenia z dalszego udziału i anulowania wypłaty, wszędzie są kamery, pełny monitoring, sztab naukowy w kanciapie przygląda się całej akcji.
      Dzielą 20 wybranych kandydatów na 8 strażników i 12 więźniów; Tarek jest więźniem. S. dostają mundury, pałki, profeska. W. coś a'la miszmasz koszuli nocnej i ponczo, plus japonki na stopy, oraz są ponumerowani; siedzą po 3 w celi. "Więzienie" wygląda jak więzienie - cele, korytarz, itd : www.montrealmirror.com/ARCHIVES/2002/101702/images/film4.jpg . Ma być realistycznie, ma to wpłynąc na zachowania obu grup - S.mają się poczuć strażnikami, W. więźniami. S. mają własny pokój, szafki, jak w klasycznej puszce. Mogą opuszczać teren instytutu, przychodząc jak do normalnej pracy. Więźniowie pozostają w zamknięciu cały czas. Profesor mówi S. : "macie być strażnikami, nie udawać, macie nimi być naprawdę". Ważne słowa.
      S. mają pilnować porządku, dyscypliny i przestrzegania zasad, które już na samym wstępie zostają odczytane - W. mają słuchać ich we wszystkim, spłeniać wszystkie polecenia, zwracać się per "panie strażniku", posiłki zjadać w całości, a do siebie mówić po numerze.

      1 dzień.
      Zaczyna się na luzaku - dowcipy, wspólne granie w kosza, jakby byli na dobrze płatnych wakacjach. S. rutynowo strażnikują, W. więźniują jak na pikniku, mówią do siebie per "ty", albo po imieniu. Jeden tylko, w celi Tareka, chłop (gra go Christan Berkel, doktor Schenk z "Upadku") się zachowuje powściągliwie, nie chce podać swojego nazwiska i zawodu, i rzeczywiście mówi po numerze.

      Pierwszy punkt zapalny - podczas posiłku kioskarz nie chce wypić mleka. Lekkie naciski strażników. Małe napięcie, które rozładowuje Tarek wypijając to mleko za kioskarza.
      Pierwsza narada strażników - trza trzymać ich krótko, taką mamy rolę, mają nas szanować. Kończą 1 dzień, pokazują sobie zdjęcia dzieci, rodzin, pytają Elvisa (taki raczej przeterminowany Elvis) o dzieci, ale widać trafiają w czuły punkt, bo Elvis wściekły wstaje z krzesła i wychodzi trzaskając drzwiami. Idzie do celi Tareka i każe jemu i pozostałych dwóm robić pompki (pierwszy minus dla Tareka, na drugi dzień jego współsiedzący nie spojrzą na niego łaskawym okiem - po co się wtrącał,nie ?). Co kryje Elvis ? Tu sobie można dośpiewać rózne intepretacje.

      2 dzień.
      Znów sprawa z mlekiem. Tym razem Tarek zachęca, zeby wszyscy zrobili pompki zamiast kioskarza. I robią. Solidarność taka. Strażnicy lekko zdezorientowani.
      W pokoju S. sobie drwią ukradkiem z niejakiego Berusa - facet wydziela nieprzyjemny zapach, taką ma przypadłość i ewidentnie go to frustruje, wie, ze inni czują, że kpią za plecami, więc cierpi na niezłą paranoję.
      Aby odzyskać kontrolę nad sytuacją S. robią nalot na celę Tareka, gdzie zostają przez niego na moment zamknięci. W. przyjmują to aplauzem. Widać, ze traktują to ciągle jako grę, zabawę, podczas gdy wśród S. gęstnieje atmosfera i wyraźnie zaczynają oni szybciej tracić kontakt z rzeczywistością. A może po prostu chcą być poważni i przerasta ich zarówno zakres władzy jak i obowiązków. W. nie mają żadnych, to oni mają być kontrolowani. Do tego dochodzi strach o kasę : jak nie zrobimy swojego jak należy, to nam nie zapłacą. Tak kalkulują strażnicy.

      Berrus stwierdza, że należy W. upokorzyć, żeby nauczyć ich moresu. Wpadaja więc w nocy, robią kocioł, wywalają im łóżka na korytarz, traktują jakimś gazem z gaśnic, każą się rozbierać o naga i wykręcają ogrzewanie, czy coś, w każdym razie W. siedzą w zimnych celach na golasa. Tareka skuwają na zewnątrz, za rękę z kratą celi, uwalnia go później "ten dobry niemiec" wśród strażników, niejaki Bosch.
      Profesor zbiera ich na odprawę i uczula na stosowanie mniej drastycznych środków dyscyplinowania W., jakkolwiek chwali ich za przywrócenie porządku.

      3 dzień.
      POdczas apelu S.Kamps namawia W. do rozsądnego zachowania - nie róbmy sobie koło d.py, dotrwajmy do końca, bierzmy kasę i szlus.
      Tarek jednak nie ma zamiaru się podporządkować. W końcu ma zrobić reportaż, coś się musi dziać. Prowokuje więc Berrusa, zarzucając mu, że śmierdzi od niego, jak z klozetu, obraża go, wyzywa, prowokuje do uderzenia, ale tamten w ostatniej chwili się powstrzymuje. Wiadomo - 4 tysiaki piechotą nie chodzą.
      Jego tajemniczy współwięzień, odkrywa sekret okularów, które co i rusz Tarek zakłada - dochodzi do rozmowy, w której Tarek wyjawia mu kim jest, a okazuje się, ze ten drugi jest żołnierzem, majorem-pilotem dokładnie, ma złożyć raport z tego, co się tutaj dzieje.
      Co jakiś czas pojawiają się przebitki na tę całą Dorę, szwędającą się, łazącą, itp. OKazuje się, że mieszka ona w chałupie Tareka, ma jakieś sprawy do załatwienia w związku ze śmiercią ojca, ma wyjeżdzać, to znów się szwęda...

      A w mamrze imprezka po godzinach - S. mają winko, Elvis cichcem przemyca pistolet gazowy, i robią Tarekowi nalot. Krępują go, wynoszą z celi, golą głowę, powalają i sikają na na niego. Sztab naukowy nic nie wie, bo jest tylko asystent i to w dodatku w trakcie wymiany kaset video w poszczgólnych magnetowidach.
      Do tego, następnego poranka, S. dają cynk profesorowi, że niby się Tarek chce wycofać z interesu. ten musi dementować.
      Wprowadzają też nową zasadę - za każdy wybryk Tareka odpowiada cała grupa. Jak widać, nie trzeba mieć więziennych doświadczeń, żeby wpadać na takie pomysły. Pełniona rola sama zawiaduje wyobraźnią
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.06.09, 13:03
      I dalej alej - (bez "dzień taki i taki")

      W. piszą listy. Kioskarz nie ma do kogo, więc Tarek radzi mu - pisz na mój adres, do mnie. Sam swój list demonstracyjnie drze, jak tylko dowiaduje się, że przed wysłaniem będą czytane.
      W tym czasie sZtab naukowy odkrywa, co się działo poprzedniej nocy, że wynoszono więźnia z celi. rzecz w tym, że całe golenie głowy i reszta miały miejsce w jakiejś bardaszce niemonitorowanej, więc mogą się tylko domyślać, co się stało. W każdym razie - przemoc miała miejsce. Profesor nie godzi się na przerwanie eksperymentu, mimo sugestii ze strony tej całej Juty.

      Idzie panika - jeden z W. popada w odrętwienie, inny ryczy, dochodzi do bójki, w której sfrustrowany W. rzuca się na S.Berrusa, trafia go w zęby, i sam dostaje pałką w sagan, i ląduje w szpitalu ze wstrząsem mózgu.
      Tego co ryczy, S. przykuwają na zewnątrz celi na golasa z tabliczką "MIęczak". Klimat zagęszczony jest maksymalnie - Pilot zarzuca tarekowi, że ekskaluje napięcie, nie chce mu w niczym pomagać - za chwilę jednak pomaga mu, kiedy Tarek ma napad paniki, to ich wyraźnie do siebie zbliża; sztab naukowy się kłóci, co dalej z tym pasztetem - panna Juta naciska, zeby dać spokój - w 4 dni osiągnęliśmy co trzeba, skończmy to, ale profesor upiera się jednak by kontynuować, bo sytuacja się rozwija i daje niepowatarzalną szansę na dojście do niezwykłych odkryć naukowych; S. dochodzą do wniosku, że "muszą uważać na W., przy każdym kontakcie, w pełnej gotowości byc do odparcia ataku" - więc juz kipi na gazie mleko, pytanie kiedy się wyleje.
      Do tego pojawia się wielkie czarne pudło, a'la sejf, taki karcer niby - profesor uważa, że to będzie dobre narzędzie wywierania presji na W., ale nie do użytku praktycznego. Ale, wiadomo, jak wisi strzelba na ścianie, to w 3 akcie musi wystrzelić :)

      dzień odwiedzin. Do kioskarza nikt nie przyszedł, Berrus kpi z niego na apelu i odczytuje przyjacielski list, który napisał on do Tareka i sugeruje, ze kioskarz, to gej; tarek na to chce mu przywalić, ale powstrzymuje się w ostatniej chwili, co nie powstrzymuje S. przed skierowaniem go do mycia klozetu własnymi ciuchami oraz wstrzymanie odwiedzin wszystkim innym. Po umyciu muszli musi ubrać na siebie ponczo i zostaje w celi. Wyprowadza go stamtad S.Bosch i daje mu nowy ciuch, Tarek idzie dalej - prosi go żeby przekazał osobie go odwiedzającej gryps. W sali widzeń czeka na niego owa Doro, znalazła w jego chacie umową z naczelnym gazety i przejeła za niego prawo do odwiedzin. Sugeruje, zeby przerwał udział w całej szopce i wyjechał z nią do Kanady, ale Tarek odmawia i mówi jej o informacji jaką ma jej przekazać strażnik w barku na piętrze.
      Plan torpeduje jednak Berrus, który odbiera gryps Boschowi i sam idzie na to spotkanie, gdzie mówi Doro, że Tarek przekazuje jej, ze "zmienił zdanie".
      W międzyczasie profesor udaje się na jakąs konferencję, czy coś takiego, nie ma więc głównego szefa.
      S. podczas kolejnej nasiadówy dochodzą do wniosku, że ktoś tu ich próbuje przetestować - profesora nie ma, doktorka Juta jest za przerwaniem cyrku, tarek bruździ i przeszkadza - chce się ich sprawdzić, jak się zachowują w obliczu nieprzewidzianych okoliczności, nie moga dać ciała, bo kasy nie dostaną; ewidentnie odpłynęli, bo przecież nie chodziło o to, żeby się sprawdzili na ocenę, jako strażnicy.
      I tutaj już kończy się psychologia i zaczyna akcja totalna.

      Strażnicy Postanawiają wprzejąć kontrolę nad całym więzieniem do powrotu profesora.
      Atakują Boscha i degradują go do roli więźnia. Przejmują kanciapę naukowców i aresztuję asystenta profesora, ale zanim to zrobią, asysten zdązy zobaczyć na monitorze co sie dzieje i zostawić informację na sekretarce telefonu profesora. Berrus prowokuje Tareka mówiąc, ze rozmawiał z jego dziewczyną i co z nią zrobi przy następnym spotkaniu. Tarek oczywiście obrywa i ląduje w karcerze, a kioskarz za wykrzykiwanie pod adresem strażników "naziści" - dostaje w palnik i traci przytomnośc; przywiązują go do krzesła, gdzie się ostatecznie wykrwawi na śmierć; reszta więźniów kneblują i krepują im ręce z tyłu. Do Instytutu dzwoni dziwnie zaniepokojona całą sytuacją Doro, nikt nie odpowiada, więc jedzie tam; pojawia się doktorka Juta, ją też pakują do celi, z Berrus zmienia kod dostępu otwierający drzwi do tej części Instytutu, gdzie się odbywa cała zabawa; profesor odsłuchuje wreszcie wiadomość i chodu na miejsce akcji; pojawia się Doro, przyjmuje ją Berrus, prowadzi na górę i każe czekać na wizytę Tareka.
      Ten cały czas pracuje w sejfie nad wydostaniem się z niego, za pomoca znalezionego tam śrubokrętu. Udaje mu się odkręcić górną płytę i wyłazi na zewnątrz. W porę, bo Elvis właśnie próbuje zgwałcić więzniarkę Jutę. Zaalarmowany wyłazi z celi i dostaje na dzień dobry gonga, Pilot przytrzymuje go przez kraty, Tarek zabiera mu klucze i wypuszcza wszystkich. Ale galopują już na odsiecz inni strażnicy. Wszędzie mają pozamykane przejścia, ale odkręcają płytę ze ściany celi i wydostają się - część biegnie do drugiego skrzydał I-tutu, Pilot z Tarekiem zostają chwilę dłużej, żeby ciało kioskarza położyć na łózku i przykryć i spanikowany Bosch ucieka sam. Pierwszych dopadają strażnicy i skuwają. Bosch stacza pojedynek z Elvisem, który chwilę wcześniej strzela w twarz profesorowi, i wygrwa dowalając mu gaśnicą ze ściany - nie mogąca usiedzieć na miejscu Doro natyka się na nich, widząc co sie dzieje i nie mogąc się dogadać ze zwycięzcą pojedynku :), zabiera pistolet; Tarek z Pilotem wpadaja w łapy S. i piora się z nimi, jest remisowo, kiedy włazi ww.Doro i pistoletem robi przewagę. Zawzięty Berrus rzuca się w ostatniej szarży z nozem na Tareka, ale ten łapie ten nóz za ostrze, krew się leje, Berrusowi robi sie słabo, puszcza nóz i duka tylko "to ty zacząłeś...". Teraz na niego rzuca się Pilot i go dusi, powstrzymuje go przed samosądem Tarek. I koniec. Dalej jest policja, fragement Dziennika z informację, że dr.Juta oskarża psora o narażenie życia ludzi, że Berrusa aresztowano, że są trupy, a jeszcze dalej - Tarek z Doro siedzący na plaży i patrzący w horyzont, ona się uśmiecha pod nosem, on też. The End, kaniec filma, fine.

      Psychologia plus akcja.
      Dobre role, Bleibtreu bez zarzutu, ciekawa ta jego dziewczyna - neurotyczna, nic jej w sumie nie dziwi, strzela z kamienną twarzą, pojawia się na miejscu eksprymentu, widzi pobojowisko - żadnego grymasu zaskoczenia... :)
      Klaustrofobiczny, fajny klimat, może trochę nie dostatecznie duszny i cięzki, ale może nie o to chodziło. Dobrze w sumie oddana atmosfera i okoliczności narastania stresu w jednych u drugich, eskalacji napięć i konfliktów, tego jak rola się człek przejąć może i zapomnieć, że bierze udział w symulacji, jak nieprzewidywalna jest ludzka natura, jakim motorem napędowym są pieniądze, jak ujawniają się i zaczyną dominować ukrywane frustracje i jaki piętno pozostawiają przeżycia z dzieciństwa.

      Triumfujący Tarek i jego magiczne okulary :

      www.calendarlive.com/media/photo/2002-09/4486324.jpg
      Tarek z Pilotem Pirksem :

      www.dvdtimes.co.uk/images/dasexperiment5.jpg
      Tarek, okulary i dobry Niemiec Bosch w momencie, gdy dowiaduje się, ze ma przekazać gryps :

      www.dvdtimes.co.uk/images/dasexperiment1.jpg
      Tarek w ataku paniki i pomagający mu Pilot Pirks :

      gfx.filmweb.pl/ph/22/68/32268/131552.1.jpg
      Doktor Juta i jej głośny wielbiciel Elvis :

      www.diddvd.com/auto/sawatzkiaa.jpg
      Psor i jego chłopaki, dzień 1, drugi od prawej, a pierwszy od prawej psora - Berrus - kluczowy SS-man :

      www.haro-online.com/stuff/dasexpe2.jpg



        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 09.06.09, 13:48
          Alle przyjemność po meine stronie :)

          Mam nadzieję, że się da połapać w tym co skrótowo napisałem : że jak "tarek uwalnia wszystkich. biegną na pomoc strażnicy. Wydostaja się wykręcając... i uciekają...", to "wykrecają & uciekają" więźniowie i uciekają jakimś inszym korytarzem, bo to instytut naukowy, a zaimprowizowane więzienie, to jakby jeden z jego poziomów; że jak "elvis zabiera się go gwałtu", a za chwilę "wyłazi z celi", to że
          tego gwałtu na Jucie usiłuje dokonać w celi; że jak się pojawia profesor, mimo, że "Berrus zmienił kod dostępu do drzwi", to znaczy się wszedł innym wejściem, "na-około". Itd.

          MÓwię o tym, bo wiem, ze uważnie czytając można wyłowić pewne nieścisłości czy niedopowiedzenia.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.06.09, 10:50
      No to dzisiaj jest co polecać :

      13:25 Papillon, P-sat.
      15:50 Żądło, 2.
      20:00 Lot nad kukułczym gniazdem, Kultura (farciarze, wy
      co macie ten kanał dzisiejszego dnia)
      23:15 Wielki Szu, 1.
      23:40 Californication, tefałen.

      Że powtórki ? Et, są takie filmy, które można oglądać choćby i
      co pół roku - po prostu chce się poczuć ten klimat, usłyszeć
      te teksty, zobaczyć te gesty, zdjęcia, ujęcia, dialogi,
      sytuacje itd.itd
      Jak by to powiedział Clint w "Za wszelką cenę" : "Nigdy nie
      zrezygnuję, za bardzo lubię ten smrodek" :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.06.09, 11:42
        grek.grek napisał:

        > No to dzisiaj jest co polecać :

        > 13:25 Papillon, P-sat.

        Więc "Papillona" obejrzymy razem! :)

        /Ale "Wielki Szu" i "Californication" lecą niemal w tym samym
        czasie!? Jak Ty to wszystko zdołasz obejrzeć?
        Zdobyłeś drugi telewizor na tę okoliczność? :)/
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 12.06.09, 15:42
            P> S : Oglądam Szu rekordowy, tysięczny raz i dwie rzeczy mnie zastanawiają : jedna - kompletnie oderwane od realiów pokazanie gry w pokera, gdzie nie da rady wygrywać pokerem, fullem, czy stritem -
            tego się nie da nawet najlepszemu oszustowi ustawić. W realu rzecz cała
            polega w 50 % na skrupulatnym wyliczaniu procentowych szans na to, że ma się lepsze karty od przeciwnika, że on coś ma, albo nie ma, w następnych 25 na psychologii i taktyce (obserwowanie ruchów, gestów rywala, próby jakiejś stereotypizacji jego zachowań, rozsądek w grze, passowanie, kiedy nie ma się odpowiednich szans na wygranie, wchodzenie do gry tylko za niewielką część kwoty bazowej itd.) kolejnych 25 % na liczeniu na uśmiech losu.
            Tutaj Szu pokazuje Jurkowi "marychę", ledwie dostrzegalnie, odcieniami czerwieni na malutkim cypelku powierzchni, znaczone karty, które Szu potrafi rozpoznać z dużej odległości, a nawet w grze, kiedy karty tylko śmigają, przeciwnik przecież ja zasłania... demonstruje kompletnie nieprawdopodobne sztuczki a'la "kobyłka" czy "wyciąg" i Jurek nagle wszystko łapie : "marychę" już dostrzega, jakby miał w oczach rentgena, wyciąg za grzyba nie wiadomo na czym polega, ale on już umie, nauczył się poprzez samo patrzenie :) Bajka dla dorosłych. Świetnie się ogląda, ale "Hazardziści" z Damonem i Nortonem, to jednak bardziej wiarygodna opowieść, pod wg ukazania samego sensu i prawdziwej twarzy pokera - tam, z tego co pamiętam, się wygrywa parką, trójką maksymalnie, albo wręcz blefem. Tutaj - samymi wybujałymi figurami.

            Oczywiście - kto zabił Szu ? Fajnie, że Purzycki z Chęcińskim oparli się pokusie wyjawienia kto jest mordercą, to pozostawia iks wariantów do analizy i sprzeczania się do u.sranej śmierci :)
            Ale jedno jest dyskusyjne : dwaj śmieciarz sprzatają kartony pod hotelem i odkrywają zwłoki Szu, jeden mówi "ale go załatwili", drugi "ale kto ?".
            I tu już jest przegięcie. Drugi śmieciarz ewidentnie wypowiada pytanie, jakie sobie każdy widz zadaje, lecz jednocześnie oraz przy okazji... pytanie to jest kompletnie nienaturalne i brzmi idiotycznie w jego ustach. Co śmieciarza, który pierwszy raz na oczy widzi konkretnego gościa, obchodzi "kto zabił ?". My znamy losy Szu i cały przebieg zdarzeń, więc sobie je od razu zadajemy, a filmowy śmieciarz nie może mieć o tym pojęcia, nie zna Szu, nie widział go nigdy i nie ma pojęcia o niczym. Trochę tu panowie przekombinowali, ale to taka mała czepiałka z mojej strony, bo przy wszystkich swych przeszarżowaniach i niewiarygodnościach film jest świetny.
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 12.06.09, 21:09
              grek.grek napisał:

              > P> S : Oglądam Szu rekordowy, tysięczny raz i dwie rzeczy mnie
              zastanawiają
              > : jedna - kompletnie oderwane od realiów pokazanie gry w pokera,
              gdzie nie da rady wygrywać pokerem, fullem, czy stritem -

              Muszę Ci się przyznać, że poker to dla mnie czarna magia, ale też
              czasmi podejrzliwie patrzę na takie sceny, w którzych
              bohaterowi, "znakomitemu graczowi" tak "wspaniale" idzie karta
              (znaczona albo i nie), że wygrywa (oczywiście w ostatnim rozdaniu,
              żeby było dramtyczniej) fortunę.

              /Chciałabym się kiedyś nauczyć grać w pokera! :))
              A może lepiej brydża???/

              Pozdrówka :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 12.06.09, 21:03
            grek.grek napisał:

            > I jak tam "Papi" wczoraj ? Przypadł Ci do gustu ?

            Bardzo, grek.greku!

            Fantastyczny film /właściwie miałam napisać Ci już wczoraj, ale
            zapatrzyłam się na „Żądło”, a potem ... ech! /.

            Z całą pewnością nie będę oryginalna, pewnie zabrzmi to banalnie
            ale powiem, że „Papillon” to fantastyczna, optymistyczna opowieść o
            tym, że nie nigdy nie należy się poddawać, że trzeba walczyć do
            samego końca o wolność, o życie, o siebie, o to wszystko, co dla nas
            jest najważniejsze...

            Naprawdę wspaniałe kreacje stworzyli w tym filmie Steve McQuenn i
            Dustin Hoffman.
            Można by wskazac wiele scen, w których i jeden i drugi wykazali się
            aktorstwem najwyższej próby, ale na mnie duże wrażenie zrobiła
            bardzo przejmująca scena, w której Steve McQuenn, czyli Papillon na
            w pół obłąkany z wyczerpania, z chłodu, z głodu, po miesiącach, czy
            właściwie już po latach pobytu w ciężkim karcerze resztką sił zjada
            karteczkę informacją o kokosach i pozdrowieniami ( czy raczej
            słowami wsparcia - „Jestem z tobą myślami”) od Dega, zaraz po tym,
            jak tłumaczył strażnikom, że już zupełnie nie pamięta, nazwiska
            człowieka, który posyłał mu owoce kokosu.

            Znakomite są też sceny końcowe/, które dzięki Tobie widziałam już
            wcześniej / – scena pożegnania, bardzo zresztą wzruszająca oraz
            ostanie sceny - skok ze skały i potem okrzyk Papiego – „Żyję, ciągle
            jestem” / przepraszam, jeśli niedokładnie zapamiętałam/
            w kontekście całego filmu poruszają jeszcze bardziej, jeszcze
            mocniej.

            A na zakończenie - scena z Dustinem Hoffmanem i zabawny dialog z
            filmu.
            Jakieś nowoprzybyły więzień pyta Dega - Jak się tu dostałeś? Ten
            odpowiada – Po znajomości. :))

            > Wczoraj rozpusta, dzisiaj asceza - nic godnego uwagi nie
            > wywęszyłem :) A Wy ?

            Jak to nic dziś nie wywąchałeś!?
            A 46. KFPP Opole 2009 i ... Premiery! Oraz Debiuty po 20.00 ;) –
            czyli już!

            A poza tym na TVP2 wypatrzyłam komedię „Był sobie chłopiec” / ale to
            już było! i znowu powróciło?! ... :/

            oraz coś ciekawego , myślę, dla Ciebie bo o 0.25 – w cyklu „Mocne
            kino nocne” –film USA/Wielka Brytania/ Japonia - „Brat”.
            W moim dodatku piszą o tym filmie –
            „Barwna wielokulturowa saga gangsterska według Takeshiego Kitano” !??
            oraz „Twardy jakuza narzuca nowe reguły gry półświatkowi Los
            Angeles. Nie bez walki. Wyjątkowo brutalnie, ale - o dziwo - nie
            bez romantycznych akcentów” !

            Nie wypatrzyłam za to dziś mego ulubionego Henryka VIII!
            A to skandal!

            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 13.06.09, 13:45
              No to cieszę się, ze Ci się podobał Motylek.
              Mnie nieodmiennie bawi scena polowania na krokodyla :)
              I ten dialog -
              Papi : jak udało ci się to załatwić ?
              Louis : To był rażący przypadek korupcji...
              hehe :)
              A poza tym... to sama widziałaś i dobrze spuentowałaś, o czym
              ten film jest.
              Do tego też jest dialog, kiedy już są na wyspie i mają własne
              chatki z gospodarstwami, a Papi chce mimo to znów uciekać.
              Louis : nie uda ci się.
              Papi : to nieważne...

              Wczoraj próbowałem oglądać "EFekt Motyla" w polsacie, ale jakoś
              mnie nie przekonał. Ashton Kutcher chyba do końca świata zostanie
              już wyłącznie męzem swojej żony, czyli Demi Moore i "pierwszą dziesiątką
              najsłodszych facetów" w jakichś zestawieniach w Bravo Girl. Aktor z niego
              żaden, instynkt dramaturgiczny nikły, charyzma zerowa, wiarygodność psychologiczna żadna.
              Film też bez specjalnego polotu, może ze 2 sceny ciekawe, ogólne przesłanie ginące w tłumie rozwlekłego scenariusza. Zdecydowanie nie polecam :)

              "Brata" nie zobaczyłem, może powtórzą kiedyś...

              A dzisiaj Kabereton w Opolu z KMN, oglądasz ? ;) - a przedtem jublieuszowy program Paki, dwie części w Dwójce, podobno tez z udziałem KNN.

              Byłoby nieźle, gdyby nie fakt, że z tych 2-3 godzin Kabaretonu 3/4 wypełnią zapewne Młodzi Panowie, Chatelet i parę innych "gwiazd".
              Jakieś 2-3 tygodnie temu oglądałem program kab. Ciach i powiem Ci, że
              naprawdę może się podobać, chociaż nie zagrali najlepszego skeczu - o gościu, co chce wykupic wycieczkę i szuka najbardziej obskurnych i odrynarnych miejsc, bo tylko takie go jeszcze kręcą :)
              Generalnie - KMN, Hrabi, Ciach, AMM i może być Jacek Ziobro i ew.Grupa Rafała Kmity to moja Top 6. Z pozostałych tylko czasami coś ciekawego się przydarzy.
              Filmu chyba żadnego nie ma, poza tym, że w TVP Kultura o 1:00 Funny Games. Jaka szkoda, że nie w Dwójce...



                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 13.06.09, 15:10
                  grek.grek napisał:

                  > Tu jest ten skecz Ciach, "biuro turystyczne" się nazywa :

                  Wiesz, kiedy pierwszy raz widziałam ten skecz, jakiś czas temu, to
                  zapominając zupełnie, że to kabaret i że trzeba brać wszytsko z
                  humorem , zbulwersowałam się strasznie i ... tych Gliwic długo
                  darować im nie mogłam (jestem trochę patriotką regionalną :))


                  /No bo jak można tak utrwalać negatywne stereotypy! :/
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 13.06.09, 15:04
                grek.grek napisał:
                > Do tego też jest dialog, kiedy już są na wyspie i mają własne
                > chatki z gospodarstwami, a Papi chce mimo to znów uciekać.
                > Louis : nie uda ci się.
                > Papi : to nieważne...

                Papiemu się udało.
                Ale w życiu często bywa tak, że osiągnięcie upragnionego celu
                okazuje się niemożliwe (albo możliwe jest tylko w jakiejś części),
                wtedy samo dążenie, sama walka jest już wielką wartością.

                > Wczoraj próbowałem oglądać "EFekt Motyla" w polsacie, [...] Ashton
                Kutcher chyba do końca świata zostanie > już wyłącznie męzem swojej
                żony, czyli Demi Moore [..] Aktor z niego żaden, instynkt
                dramaturgiczny nikły, charyzma zerowa, wiarygodność psychologic
                > zna żadna.

                Nie przypominam sobie, żebym w jakimś filmie widziała Ashtona
                Kutchera!?
                Urodę ma, dojścia i koneksje też ma, brak „tylko” talentu, co za
                straszny pech! :)

                > A dzisiaj Kabereton w Opolu z KMN, oglądasz ? ;) - a przedtem
                jublieuszowy prog
                > ram Paki, dwie części w Dwójce, podobno tez z udziałem KNN.

                A więc dziś wieczór kabaretowy, nie ma wyjścia ;)
                Dawka potężna, obyśmy się tylko nie nabawili jakieś
                niestrawności. :)
              • barbasia1 Ashton Kutcher 21.06.09, 13:21
                Ashtonowi Kutcherowi (i Demi Moore) Susan Boyle zawdziecza
                popularność w Ameryce.

                Ashton Kutcher na sewisie społecznościowym Twister umieścił link do
                wstępu Susane w eliminacjach do programu "Britain's Got Talent" z
                dopiskiem: "Dzięki temu mój wieczór był udany" oraz komentarzem Demi
                Moore "Mnie to doporowadziło do łez"...

                (z wczorajszej prasy - Wysokie Obcasy, 20.06.2009, s. 40)
      • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 11.06.09, 11:57
        grek.grek napisał:

        > No to dzisiaj jest co polecać :
        >
        > 13:25 Papillon, P-sat.
        > 15:50 Żądło, 2.

        Szykuję się na te dwie pozycje chociaż się nieco nakładają. Ale jak się pokombinuje to może coś z tego będzie. Za to chciałam się oficjalnie pożalić że jak dla mnie to w czwartkowy świąteczny wieczór w TV jest DNO i pięć metrów mułu. Czyli nie ma co oglądać i niestety nie kręcą mnie wymienione przez greka tytuły. Bardzo mnie wkurza iż w taki bardziej luźny wieczór nie ma co oglądać a w poniedziałek w nocy lecą dobre filmy których nie mam możliwości oglądać ze względu na porę nocy i tygodnia. Po prostu krueswtwo do kwadratu.

        Koniec przemowy!
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 13.06.09, 13:47
      /raz jeszcze/

      Dziś chyba jeszcze gorzej niż wczoraj.
      W programie na sobotę widzę tylko "Kabareton Opole 2009" o 22.40.
      Ale czy będzie śmiesznie? - oto jest pytanie!

      /Przez chwil kilka oglądałam wczorajsze Premiery Opolskie, pani
      Justyna Steczkowska śpiewała(przez dłuższy moment) w przedziwnej
      pozie zwisając z krzesełka głową dół - no takich popisów to jeszcze
      Opole nie widziało i ja też! :)) /
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 14.06.09, 12:47
      A jednak wczoraj coś było..."Czeka na nas świat", polski komediodramat.
      Widziałem jakiś czas temu i wczoraj sobie przypomniałem, zupełnie
      przypadkiem natrafiając nań.
      Gorzki momentami, w refleksji nad kondycją polski, ale momentami przezabawny (sonda uliczna, Bieg Alkoholika, konsumpcja ogórków w supermarkecie, rywalizacja żebraków pod kościołem, to są po prostu rewelacyjne momenty).
      Bardzo sugestywna rola Sebastiana Pawlaka, warto to nazwisko zapamiętać. Vis comica, ale i talent niewątpliwy.
      POjawia się jerzy Trela w epizodycznej roli właściciela komisu mięsnego.
      Ale,co ja będę wiele ględził. Jest na youtube, więc oglądajcie i patrzajcie (a zaczniecie klaskać sami - mam nadzieję, że nie raz i nie dwa razy) :
      1 część (pozostałych 7 na pasku z prawej) :

      www.youtube.com/watch?v=dKQz_7HtLAk
      Dzisiaj poleciłbym "Śmiertelnie proste" Coenów, późno bardzo (1:05 w Jedynce), ale kto wytrzyma dostanie nagrodę, bo film jest bardzo dobry.

      1:05, kur... tak jakby nie mogli dać w Dwójce o 21 czy o której tam lecą filmy teraz. Proste, logiczne, do bólu rzęs oczywiste dla każdego kto patrzy na to z boku i ma chociaż dwie szare komórki na chodzie (jak ja na przykład). Ale co się dziwić jakimś dewotom z LPR czy burakom z Samoobrony... jak kogoś ogranicza wrodzona tępota, lub nabyty droga obcowania z niewłaściwym otoczeniem i wszelaką ideologią obskurantyzm, to nawet rzeczy oczywiste urastają do wymiaru czarnej magii.


      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... cz. 2 14.06.09, 13:10
        grek.grek napisał:

        > A jednak wczoraj coś było..."Czeka na nas świat", polski
        komediodramat.

        Żeby w polskiej telewizji nie można było obejrzeć polskiego filmu
        (i to całkiem przecież nowego, poruszającego aktualne problemy) o
        przyzwoitej porze, ja tego nie pojmuję!

        > Dzisiaj poleciłbym "Śmiertelnie proste" Coenów, późno bardzo (1:05
        w Jedynce),
        > ale kto wytrzyma dostanie nagrodę, bo film jest bardzo dobry.

        > 1:05, kur...
        No właśnie! :) więc może zamówiłabym u Ciebie jakieś streszczenie
        tego filmu!?