Dodaj do ulubionych

Czy jest jakaś praca dla absolwenta architektury?

IP: *.acn.pl / 10.64.7.* 19.01.03, 14:10
Czy jest jakiejkolwiek praca w Warszawie dla absolwenta Wydziału Architektury
PW? Mam tu na myśli pracę legalną za co najmniej 1500 zł / mies. Jeżeli ktoś
ma jakieś informacje na ten temat, to proszę o odpowiedź. Może ktoś mógłby
się podzielić swoimi doświadczeniami z pracy w warszawskich biurach
architektonicznych lub innych firmach (nie tylko przy projektowaniu)?
Edytor zaawansowany
  • gandzia27 19.01.03, 20:55
    Cześć,
    Wybacz, że lekko nie w temacie - ja mieszkam w Krakowie i niewiele Ci pomogę.
    Jednak nie mogę się powstrzymać od podzielenia się spostrzeżeniami.
    W pięknym mieście K. wszystkie murzyńskie stanowiska dla absolwentów
    architektury są obstawione przez krewnych i znajomych królika. Najczęściej robi
    się po 10 godzin dziennie za 600 zł. Dobrze, gdy jest możliwość zrobienia
    uprawnień - po czterdzistce masz szanse że Twoja pieczątka będzie cokolwiek
    znaczyła. Gdy mając uprawnienia chcesz zarabiać przed czterdziestką musisz
    znowu zdać się na układziki (skąd weźmiesz zlecenia?).
    Ja dałam sobie spokój już na początek. Proponuję Ci to samo, jeśli Cię nie stać
    na pracę przez 10 lat za 600 zł. (jeśli tę pracę znajdziesz...). Powiem
    szczerze: branża projektowania wnętrz jest zdecydowanie bardziej rozwojowa.
    Możesz też przekwalifikować się na grafikę komputerową - ufam, że jako młody
    architekt masz predyspozycje.
    Poza tym - nie zapominaj, że ukończyłeś najbardziej prestiżową uczelnię
    architektoniczną w kraju (czego nie mogę powiedzieć o sobie...) i masz duże
    szanse na normalną pracę za normalne pieniądze w UE (dyplom PW uznaje chyba
    większość państw).
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.
  • Gość: zibi IP: proxy / 193.82.16.* 26.01.03, 08:48
    tak,jest -sprzedawanie ubezpieczen-zarobki do 30 000 zl/mies(srednio
    300zl/mies),powodzenia!
  • Gość: Karol_K IP: 62.233.233.* 26.01.03, 11:13
    Nie ma pracy nawet dla doświadczonych architektów
    ze znajomością przepisów, programów: AutoCADa, 3DStudio, Microstation,
    ArchiCADa, Corela, Photoshopa etc.

    Zauważ, że przez ostatnie trzy lata sektor budowlany w Polsce przeżył załamanie
    i wszyscy wróżą mu dalszy spadek, poza zawodowymi optymistami z redakcji kilku
    czasopism.
    Zauważ, że wiele dużych, nawet notowanych na giełdzie firm branży budowlanej
    właśnie bankrutuje (np. wybrzeżowy Mostostal) a w tych które jeszcze się
    trzymają panuje walka na śmierć i życie o przetrwanie przy użyciu metod
    wzietych z dżungli.

    Projekty często robią urzędnicy, którzy je następnie sobie sami zatwierdzają w
    urzędzie gminy. Ilość pracy im spadla ostatnio, bo coraz mniej mają decyzji do
    wydania, a pogłowie administracji wzrosło. Ilość wydawanych pozwoleń na budowę
    w ostatnim okresie spadła dramatycznie. Mają więc sporo wolnego czasu.
    Jak nie mają na to sami czasu to zatrudniają "murzynów".
    Efekt?
    Widać gołym okiem - domy budowane na przekór wszelkim przepisom i zdrowemu
    rozsądkowi.
    Cena kompletnego indywidualnego projektu domku jednorodzinnego z wszystkimi
    uzgodnieniami w ten sposób spadła na prowincji do 1000- 1500 PLN.

    A do podobnego projektu architektowi przychodzącemu z zewnątrz urzędniczka każe
    zrobić na przykład 68 uzgodnień z róznymi instytucjami (to przykład z realnego
    zycia: 68 uzgodnień!) Każde uzgodnienie to minimum dwie jazdy tam i z powrotem
    do danego urzędu, no i trzeba na to niemało czasu i nerwów. Przepisy
    poszczególnych instytucji są nawzajem ze soba sprzeczne, więc jedno pozwolenie
    na budowę już nie wystarcza do postawienia nawet niedużego domku.
    Projektowanie trwa dwa tygodnie, a przepchnięcie projektu przez urząd zajmuje
    od trzech miesięcy w górę. I to nie jest okres oczekiwania, ale okres użerania
    się i gorączkowej bieganiny.
    Absurdalność i dowolność interpretacji przepisów skutecznie eliminuje z rynku
    zdrową konkurencję. Ci zdolniejsi i pracowitsi już wyjechali z Polski.

    Ale architektów z roku na rok u nas przybywa w zastraszającym tempie.
    Nie mam pojęcia po co sie pchają na te studia, zamiast na np. pielęgniarstwo,
    które jest na liście zawodów poszukiwanych na całym swiecie.

    Wytłumaczeniem może być wysoki status materialny i społeczny rodziców tych
    studentów. Wielu z nich zdobywa w ten sposób szybko ciepłą posadke w urzędzie,
    co w jakiś sposób tłumaczy ogólne oderwanie od rzeczywistości tych ostatnich.
    Ale absolwent nie zawsze chce/może do końca życia mieszkać na garnuszku
    rodziców, którzy do wszystkiego się wtrącają i przez których żona się dąsa.
    Przypuszczalnie niektórzy z nich pragną niezalezności finansowej.

    W Trójmieście chodzą od pracowni do pracowni i proszą o umożliwienie im pracy
    za darmo, byle mogli sie wykazać i zdobyc staż.
    Wszystkim jest z tego powodu przykro.
    Nie dostają jej, bo pierwszeństwo w przetrwaniu mają dzieci krewnych i
    znajomych, a roboty nie ma i firmy się zamykają, zwalniając ludzi.

    Ja chcę przekwalifikować się na informatyka albo wyemigrować.
    Mam dyplom mgr inż. arch. z 1998 roku
    + doświadczenie przy sporych i słynnych projektach warszawskich (Agora, Focus,
    etc) i trojmiejskich + rzadką specjalizację i nic mi to nie pomogło.

    A na przyklad w takiej Anglii albo w stanie Virginia w USA brakuje architektów,
    kierowników projektów, kreslarzy i techników.
    Ale nie sposób tam wyjechać, bo z reguły firmy architektoniczne są zbyt małe i
    nie stać ich na sponsorowanie wizy cudzoziemcowi, nawet jeżeli go bardzo
    potrzebują.

    Architekci z Polski aby móc zdobyć uprawnienia zawodowe muszą w prawie
    wszystkich państwach świata ponownie studiować i ponownie zdobywać dyplomy
    uczelni. Wyjatki to Białoruś, Libia, Korea Północna, Kuba, Kirgizja, Kazachstan
    i jeszcze kilkanaście podobnych państw z którymi Polska ma podpisane umowy
    międzynarodowe o wzajemnym uznawaniu dyplomów.
    Architekci, podobnie jak prawnicy i lekarze to zawody wymagające licencji, a
    taką zdobyć można jedynie po uzyskaniu dyplomu z akredytowanej uczelni.
    Nowa Zelandia z tego powodu w swych programach imigracyjnych nie przewiduje w
    ogóle wpuszczania do siebie architektów zza granicy.
  • Gość: tes IP: *.acn.pl 26.01.03, 13:39
    Dzięki za obszerną opowiedź.

    Dotychczas miałem wrażenie, że recesja dotyka tylko ostatnich absolwentów
    Architektury, ale teraz dociera do mnie, że sytuacja jest gorsza niż myślałem.
    Wydawało mi się, że ci, którzy wcześniej skończyli studia lub podjęli pracę w
    trakcie studiów i zdobyli jakieś doświadczenie są teraz w lepszej sytuacji.
    Nieprawda. Nie opłacało się zarywać studiów i ryzykować, że się ich nie
    skończy. Uczucie gorzkiego zwycięstwa, że pomimo wielu trudności udaje mi się
    kończyć ten trudny wydział, przegrywa z goryczą zmarnowania 6 lat życia. Teraz
    widzę, że nie opłacało się zarywać nocy przy komputerze, ślęcząc nad
    projektami.
    Czy ktoś ma pomysł, co zrobić z wiedzą zdobytą na Wydziale Architektury PW?
    Czy okres studiów, jest rzeczywiście zmarnowany?
  • Gość: Karol_K IP: *.gda.cdp.pl / 62.181.161.* 26.01.03, 17:10
    Dlaczego od razu zmarnowany?
    Wiedza, którą zdobyłeś jest twoja i nikt ci tego nie odbierze,
    a gorzkie doświadczenie to najlepsza nauka.

    Możliwości są przeróżne i wielorakie.
    Można:

    1) Uczyć się języka i emigrować.

    a) Robić na czarno za wyrobnika w zagranicznych biurach projektowych. Pojawiło
    się w Stanach ostatnio wiele ogłoszeń od architektów z Polski oferujących pracę
    za darmo, żeby tylko ktos zechciał im wypisać zaproszenie. Każdy ma nadzieję,
    że sie wykaże, zabłyśnie i już później zostanie normalnym pracownikiem (dalej
    na czarno ale za kasę). Ja sam właśnie takie ogłoszenia rozsyłam.

    b) Złozyć papiery emigracyjne na pobyt stały do Australii lub Kanady. Czeka się
    kilka lat, płaci kupe forsy, wypełnia mnóstwo kwitów, zdaje testy, etc. Oba
    kraje uznają ekwiwalentność polskich dyplomów, ale do Australii sam musisz
    przeprowadzić procedurę weryfikacji w ichnim Zrzeszeniu Architektów (AACA).
    Po latach oczekiwania dostajesz decyzję i jeżeli mialeś szczęście to zdobywasz
    tam normalny status rezydenta z prawem do pracy i uzyskania obywatelstwa. Na
    Licencję odbębniasz praktykę zawodową, zdajesz egzaminy, przedstawiasz
    portfolio i już.

    c) Przekwalifikowac się. Państwa bogatsze publikują "shortage occupational
    lists" gdzie od dziesięcioleci na pierwszych miejscach są pracownicy medyczni
    (ale nie lekarze) i IT. ( Akurat ostatnio pracownicy IT są mniej poszukiwani.)
    Tacy imigranci rozpatrywani są poza kolejnością.
    Przeglądaj ogłoszenia "dam pracę" np. na www.cad.pl Pojawiają się czasem
    rodzynki. Jeżeli jesteś elastyczny to się wpasujesz w lukę.
    Na przyklad, wyczytałem że w Niemczech od dawna poszukiwani są np. operatorzy
    programu CATIA, jeżeli dobrze znasz język niemiecki to naucz się tego programu
    (trudny do zdobycia, ale czasem się pojawia) za to jest podręcznik w
    księgarniach i skorzystaj.
    Są też różne proste rzemiosła np. technicy i monterzy klimatyzacji w Australii.

    2) Jeżeli nie możesz wyjechać to weź interes w swoje ręce. Zajmij się czymś
    nielegalnym, a dochodowym, np ściąganiem haraczy albo rozbieraniem kradzionych
    samochodów na części. Umiejętności zdobyte na studiach architektonicznych
    przydają się też bardzo w pracy fałszerza. Dokumenty, banknoty, numery VIN
    nadwozi i silników pewna ręką architekta podrabia i przerabia się łatwiej.
    Albo przemyt - prosty i pewny zarobek, a można się wykazać umiejętnością
    artystycznego maskowania skrytek, i wyżyć sie twórczo.
    Nawet jeśli ciebie złapią, to po wyjściu z więzienia jesteś ustawiony - masz
    solidny fach w ręku, szacunek w dzielnicy i forsę. Tylko kumple mogą ci się
    wydawać jacyś tacy trudni do zniesienia i mało kulturalni.
    Posada, niestety, dożywotnia.

    3) Popracowac wolontarystycznie w organizacjach humanitarnych. Poznasz
    fantastycznych ludzi i zobaczysz, ze jest wielu takich, którym jest jeszcze
    gorzej, a ty im będziesz mógł pomóc. Poprawisz swój własny wizerunek,
    wydoroślejesz, znajdziesz się w nowych sytuacjach, nauczysz się różnych fajnych
    zawodów, a z czasem może zdobędziesz wolontarystycznie staż przy zajęciu, do
    którego naprawdę zostałeś stworzony, ale dzisiaj jeszcze o tym nie wiesz.
  • purparanda 26.01.03, 19:49
    Drogi Karolu,

    Podziwiam twoja odpowiedz ktora pozwala mi w tobie widziec wyjatkowo
    inteligentnego czlowieka i az dziwi mnie ze piszesz z adresu w Polsce...

    Catia jest dobra. Dobry jest AutoCad (ostatnia wersja) i chyba jeszcze lepsze
    jest SOlidworks. I dziesiatki innych programow ale od czegos musi zaczac.
    jezeli ma 24 lata, jako osoba zarywajaca noce to wszystko idzie wedlug planu.
    Ma jeszcze wiele czasu zeby podjac decyzje, ale... realizacja decyzji musi sie
    zaczac... TERAZ. Jak chcesz miec dobrze za 10-20 lat to musisz teraz brac
    wezelek w garsc i przepchanc sie przez kilka granic. Nikt ci tu nie pomoze.
    Przespales kilka lat i teraz trzeba to nadgonic. To ze studia masz to dobrze,
    nie jestes juz analfabeta. Ale jedyna szansa zeby wybic sie ponad przecietnosc
    to tylko na zachodzie. Tak robili wszyscy wielcy Polacy.

    Jedno jest niedobrze ze uwazasz ze cos ci sie nalezy po studiach. Nic ci sie
    nie nalezy i wszystko musisz sam sobie wyrwac. A to ze sie napracowales na
    stidiac to twoja sprawa bo ja uzywalem tyle ile wlazlo, bralem wszystkie
    dziekanki jakie byly i mozna bylo wyciagnac i bardzo dobrze ze tak robilem.
    Trzeba bylo tylko wyjecahc wiele lat wczesniej. POlska jest pieknym krajem ale
    nie dla takich jak ty, nie rozumiesz?
  • big.lebowski 26.01.03, 19:55
    Hej Karol,
    Przykro sie robi jak ludzie z konkretna wiedza, wyksztalceniem i
    checiami do pracy musza sie tak poniewierac w tej chorej Polsce.
    Ja mysle, ze jezeli ktos jest w miare silny psychicznie i chce dobrze
    wykorzystac swoje zdolnosci, umiejetnosci, wiedze, to powinien przynajmniej
    czasowo wyjechac z tego kraju. Nie polecam wchodzenia na drogi dzialalnosci
    nielegalnej bo predzej czy pozniej placi sie duza cene za to. Wiem ze obecnie
    jest recesja w krajach rozwinietych, ale w perspektywie 2-3 lat sytuacja sie
    powinna poprawic, poza
    tym nawet w czasie recesji w krajach jak Kanada czy USA prace mozna znalezc.
    Wydaje mi sie ze sytuacja na rynku pracy w Poslce bedzie bardzo kiepska przez
    conajmniej 5-10 lat, do momentu az jakis sily polityczno-spoleczne nie wymusza
    prawdziwych reform spol-gospodarczych. Natkanalem sie dzis na takie zdanie
    we...Wprost (choc uwazam ze ten magazym w ostanich latach znizyl sie do poziomu
    g..na) Prof. Stanisław Gomułka, ekonomista z London School of Economics,
    zapowiada, że do 2010 r. polski rynek pracy będzie coraz trudniejszy dla ludzi
    młodych.
    Wydaje mi sie ze jak ktos na kilka lat wypadnie z zawodu, ktory wymaga non-stop
    doszkalania i poglebiania wiedzy to w zasadzie ma nikle szanse do niego wrocic.
    Mysle ze wyjazd do Kanady ma najwiekszy sens (najlatwiej) z uwagi na rynek
    pracy Kanada i USA.
    Pozdrawiam i zycze wytrwalosci.

    Gość portalu: Karol_K napisał(a):

    > Dlaczego od razu zmarnowany?
    > Wiedza, którą zdobyłeś jest twoja i nikt ci tego nie odbierze,
    > a gorzkie doświadczenie to najlepsza nauka.
    >
    > Możliwości są przeróżne i wielorakie.
    > Można:
    >
    > 1) Uczyć się języka i emigrować.
    >
    > a) Robić na czarno za wyrobnika w zagranicznych biurach projektowych.
    Pojawiło
    > się w Stanach ostatnio wiele ogłoszeń od architektów z Polski oferujących
    pracę
    >
    > za darmo, żeby tylko ktos zechciał im wypisać zaproszenie. Każdy ma nadzieję,
    > że sie wykaże, zabłyśnie i już później zostanie normalnym pracownikiem (dalej
    > na czarno ale za kasę). Ja sam właśnie takie ogłoszenia rozsyłam.
    >
    > b) Złozyć papiery emigracyjne na pobyt stały do Australii lub Kanady. Czeka
    się
    >
    > kilka lat, płaci kupe forsy, wypełnia mnóstwo kwitów, zdaje testy, etc. Oba
    > kraje uznają ekwiwalentność polskich dyplomów, ale do Australii sam musisz
    > przeprowadzić procedurę weryfikacji w ichnim Zrzeszeniu Architektów (AACA).
    > Po latach oczekiwania dostajesz decyzję i jeżeli mialeś szczęście to
    zdobywasz
    > tam normalny status rezydenta z prawem do pracy i uzyskania obywatelstwa. Na
    > Licencję odbębniasz praktykę zawodową, zdajesz egzaminy, przedstawiasz
    > portfolio i już.
    >
    > c) Przekwalifikowac się. Państwa bogatsze publikują "shortage occupational
    > lists" gdzie od dziesięcioleci na pierwszych miejscach są pracownicy medyczni
    > (ale nie lekarze) i IT. ( Akurat ostatnio pracownicy IT są mniej
    poszukiwani.)
    >
    > Tacy imigranci rozpatrywani są poza kolejnością.
    > Przeglądaj ogłoszenia "dam pracę" np. na www.cad.pl Pojawiają się czasem
    > rodzynki. Jeżeli jesteś elastyczny to się wpasujesz w lukę.
    > Na przyklad, wyczytałem że w Niemczech od dawna poszukiwani są np. operatorzy
    > programu CATIA, jeżeli dobrze znasz język niemiecki to naucz się tego
    programu
    > (trudny do zdobycia, ale czasem się pojawia) za to jest podręcznik w
    > księgarniach i skorzystaj.
    > Są też różne proste rzemiosła np. technicy i monterzy klimatyzacji w
    Australii.
    >
    > 2) Jeżeli nie możesz wyjechać to weź interes w swoje ręce. Zajmij się czymś
    > nielegalnym, a dochodowym, np ściąganiem haraczy albo rozbieraniem
    kradzionych
    > samochodów na części. Umiejętności zdobyte na studiach architektonicznych
    > przydają się też bardzo w pracy fałszerza. Dokumenty, banknoty, numery VIN
    > nadwozi i silników pewna ręką architekta podrabia i przerabia się łatwiej.
    > Albo przemyt - prosty i pewny zarobek, a można się wykazać umiejętnością
    > artystycznego maskowania skrytek, i wyżyć sie twórczo.
    > Nawet jeśli ciebie złapią, to po wyjściu z więzienia jesteś ustawiony - masz
    > solidny fach w ręku, szacunek w dzielnicy i forsę. Tylko kumple mogą ci się
    > wydawać jacyś tacy trudni do zniesienia i mało kulturalni.
    > Posada, niestety, dożywotnia.
    >
    > 3) Popracowac wolontarystycznie w organizacjach humanitarnych. Poznasz
    > fantastycznych ludzi i zobaczysz, ze jest wielu takich, którym jest jeszcze
    > gorzej, a ty im będziesz mógł pomóc. Poprawisz swój własny wizerunek,
    > wydoroślejesz, znajdziesz się w nowych sytuacjach, nauczysz się różnych
    fajnych
    >
    > zawodów, a z czasem może zdobędziesz wolontarystycznie staż przy zajęciu, do
    > którego naprawdę zostałeś stworzony, ale dzisiaj jeszcze o tym nie wiesz.
  • Gość: Pio M. IP: *.dhcp.uno.edu 28.01.03, 05:24
    Jesli chodzi o falszowanie banknotow to problem jest ze znalezieniem
    prawdziwego oryginalu, pryznajmniej jesli chodzi o walute amerykanska. Ocenia
    sie ze polowa ze znajdujacych sie w uzyciu studolarowek poza terytorium US jest
    falszywa. Pomysl, widzisz, niezbyt oryginalny, ale jak sytuacje skomentowal
    urzednik rezerwy federalnej, w koncu nawet falszywe banknoty spelniaja swoja
    funcje srodka platniczego prawidlowo.
  • Gość: t.o IP: *.tor.aei.net 28.01.03, 06:41
    dobrze myslicie, ale na architekta w Kanadzie tez nie ma co liczyc. moi znajowi dlugo wyrabiaja bez papierow (tu nie
    uznaja zazdrosnie) lub robia w real estate. inna sprawa ze tu nikt (w zasadzie) nie "robi projektow domkow" =
    masowka. moze w UAE?

    zgadzam sie tez ze zdaniem o "nalezeniu sie" - zjawisko to nazywam "miekkie kolana" a tu trzeba zapiepszac nawet
    pare lat w gorszych pracach. problem ze nowe pokolenie w Polsce juz-juz chapnelo sie dobrego zycia i Unii, a moje
    pokolenie spipszalo przed wojem i komuna.\\

    powodzenia

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka