Uff, wreszcie mam chwile zeby odsapnac. Ledwie wrocilam od weta i wetknelam
okulala kroliczke do klatki a strzykawke z lekarstwem do kroliczego pyszczka,
gdy zadzwonil dzwonek do drzwi i przyszedl kumpel Zlota Raczka. Odbylismy narade
wojenna i zaplanowalismy jak ma wybrukowac drewutnie i zbudowac scianke oporowa,
zeby na podwyzszeniu mogly stac zbiorniki do wody. Skonczy te prace przed
weekendem, wiec na weekend zagonie Buszmena do przeniesienia drewna opalowego
pod dach i rozebrania starego rdzewiejacego zbiornika na wode, w ktorym trzymal
czesc drewna. Niech sie chlopak czyms zajmie, bo ja sama pojade w piatek na
kolejny medytacyjny weekend w Gory Blekitne ;o)
Na poprzednich pierdolach popelnilam kilka postow do Bluesa i Fed, nie
zauwazwszy ze wykonczylam nimi setke postow. No trudno, nie chce mi sie na nowo
wklejac linkow etc
Fed, dzieki za dobre zezwierzecone slowo ;o) Miska wyglada az zal bierze, ale
wet sprawdzila jej biodra i nie sa skrzywione, podpiera sie tez conieco na
nogach, wiec bilans wypadl lepiej niz przy poczatkowym zlamaniu. Mala ma teraz
siedziec w klatce i nie wariowac i przez piec dni brac znowu srodek przeciwzapalny.
Chyba pojde sie wykapac, potem wyczyszcze kroliczke i padne do lozka z magazynem
wnetrzarskim. Niech poniedzialek bedzie dla Was laskawy i pogodny.
Luiza-w-Ogrodzie
Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu.