wlasnie skonczylam dzisiejszy kawalek roboty nad wielkim pitchem
(chyba go tutaj bede nazywac wielka picza, bo to bardziej oddaje
prawde o tym gownie :))).
Przeszlismy do fazy dwa, dostalismy cala mase ohow, ahow i oklaskow
od headquartera (hamerykanskiego ofkors) i jeszcze ciasniejsze
terminy i glupsze zadania niz w fazie I plus gowniany system znow
nie dziala ale siem wycwanilam i miast dzwonic na hotlajna do
Szwabow zadzwonilam do Hamerykanow i pan okazal sie znacznie milszy
i mnie przyslal mailem to co potrzebuje.
Jutro i pojtrze bede dalej produkowac cyferki plus przygotowywac
dziecie na pierwszy szkolny oboz plus uladzac mieszkalny
rozpizdziel bo maz na wystawie (ktora montowalam razem z nim w
przerwie miedzy faza I i faza II w czwartek). Wystawa trwa juz drugi
dzien i procz troche bizuterii nie sprzedal sie ani jeden obraz ale
za to tyle bylo ohow i ahow, ze gyby mozna bylo sie za nie najesc to
pekly by nam brzuchy. Wiele obrazow meza ma napisane historie. Sa
one w ilustrowanej ksiazce, ktora na wystawie mozna zakupic za 45
CHFow. A ludziska wola godzinami sleczec nad obrazem i czytac a
niektore to nawet sobie te teksty do notesika przepisuja i zdlecia
usijua zrobic a kilku nawet o kopie tekstow poprosilo. Czy to
znaczy, ze Szwajce juz nie maja 45 CHFow na zbyciu????
Jestem zmeczona i zdolowana i nic mi sie nie chce - nawet spac mi
sie juz nie chce...
--
czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful
bad boy!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.