Wczoraj miałam ciekawe przeżycie. W drodze na popołudniowe zajęcia,
akurat jak się miałam przesiąść do metra, odkryłam że portfela nie
mam!
Nie, nie zajebali, po prostu w domu zapomniałam.
Więc znajduję się w środku miasta, bez biletu, pieniędzy ani
dokumentów. Do metra wsiąść się nie da, bo bramki się biletem
otwiera. A na zajęcia dotrzeć muszę, bo akurat wiozłam sprawdzone
testy, ludzie czekali na nie w nerwach cali. Tramwajem postanowiłam
więc pojechać. A tu się okazuje, że tramwaje na Żoliborz nie kursują
z przyczyny remontu estakady. Więc z tramwaju wysiadłam, wemknęłam
się bocznym wejściem do metra i bramkę sforsowałam skacząć. Potem
się za słupami kryłam łypiąc czy aby kanarzy się nie zbliżają.
Czułam się jak James Bond, hahaha! Na zajęciach zaś pożyczyłam 3
złote na bilet od moich kursantów. Ale to nie koniec komunikacyjnych
pierepałków. Dzisiaj portfel wzięłam, za to wracając do domu
wsiadłam w zły autobus i omal nie skończyłam na przystanku
Sanktuarium Siekierki. Palec boży jednak mnie czujnie wypchnął na
przystanku pod Łazienkami, gdzie się jeszcze mogłam we właściwy
autobus przesiąść. Jakaś komunikacyjna dintojra się rozpętała, ki
fjute?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.