Tak mnie dzis glowa boli, ze chyba nadejdzie tornado albo co. Wedlug
biura meteo raczej nie ma na to szans. Czuje sie marnie, wiekszosc
weekendu przespalam (z przerwami na pojscie na basen) bo od czasu
burzy piaskowej w srode (z malymi poprawinami w sobote rano) kaszle
i kicham, i ciezko mi w plucach. Ohyda.
W piatek w ogrodzie zladowal roj pszczol i zawisl na kalistemonie
nad sciezka do szopki z narzedziami i kompostownika, wiec przemykamy
tamtedy szybko i w przykurczu, zeby glowa nie zahaczyc o ciezko
zwisajace pszczele klebowisko. Jeszcze nikogo nie dziabnely.
Zadzwonilam do stowarzyszenia pszczelarzy i ktos dzisiaj wpadnie je
zabrac. Chetnie bym sama zalozyla ul w ogrodzie, ale nie mam czasu
na jego obsluge.
Dzis oprocz nuuuudnych rzeczy w pracy mam przed soba do przejrzenia
i wypelnienia stos formularzy zwiazanych z przeniesieniem sie corki
do innej szkoly. Nastroju nie poprawia mi brak zmiany w stanie
naszej kroliczki - po dwoch tygodniach nadal glownie pelza, choc
nieco wiecej odpycha sie nogami, ale w porownaniu z poprzednim
zlamaniem, kiedy niemal kazdy dzien przynosil poprawe, tym razem
wyglada to bardzo zle. Pewnie w tym tygodniu wezme ja do kroliczego
specjalisty i zobaczymy co zawyrokuje, ale mam zle przeczucia. A
tymczasem od nadchodzacego weekendu zaczynaja sie dwa tygodnie
szkolnych wakacji zas po nich roczne egzaminy corki, uspienie
kroliczki w tym momencie grozi zawaleniem jej swiadectwa...
Strasznie dlugi dzien dzisiaj, czuje sie jakbym pracowala 20 godzin,
tymczasem zostaly jeszcze dwie godziny do konca! Gdzie jest
marudzacy watek? Chyba pierwszy raz w historii forum odczuwam
potrzebe wyproznienia sie na nim w stanie pomrocznosci ciemnej...
Luiza-w-Ogrodzie
Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.