Dzisiaj ciąg dalszy boskiej pogody, świeci cudne słońce i świergolą
ptaki.
W sobotę byłam na krótkim warsztacie psychologii procesu w ramach
festiwalu popKreacje. Było o trudnościach w realizowaniu celów i ja
chciałam popracować z zagadnieniem "nieiścia" moich warsztatów
biżuterii. No więc się okazało, że moja energia dotycząca tych
warsztatów jest skrzynią. Ta skrzynia bardzo lubi żeby do niej
wkładać ale nie cierpi żeby coś z niej wyjmować. Kłapie wtedy
wściekle wiekiem a to wieko ma zęby. Warsztaty jej nie interesują bo
postrzega je jako uszczuplanie zawartości!!! Ha!!!
Więc z niejakim zażenowaniem ale też i ulgą pozbyłam się
swojej "gęby" jako osoby chętnie się dzielącej wiedzą,
umiejętnościami, chojnej, rozdającej lekką ręką na prawo i lewo - bo
tak siebie postrzegałam. A tu - nic z tych rzeczy!!! Przynajmniej
jeśli chodzi o te warsztaty - gdzieś, coś we mnie się czuło
uszczuplone, zubożone i wkurzone tym. Cieszę się, że do tego
doszłam, bo tyle w życiu straciłam, że mam pełne prawo nie być zbyt
chętna do dawania teraz. I co za ulga z pozbycia się
niewygodniej "gęby". Zastanawiam się teraz nad wieloma rzeczami.
Skoro tak naprawdę te warsztaty były wbrew moim potrzebom - to skąd
upór w prowadzeniu ich?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.