Wczoraj od rana jakiś dzień rozrumchany, musiałam znowu stoczyć
batalię w sprawie drzew. Od jakiegoś czasu grupa dziadów prowadzi
kampanię na rzecz wycięcia całej okolicznej roślinności. A bo to
jest siedliskiem robactwa (!). A bo to liście spadają i ktoś się
może poślizgnąć (!!). A bo to widok (!!!) z okien zasłania. Piszą
petycje do adm, a adm ochoczo tnie. Bo co im tam. Spełniają życzenia
lokatorów a firma dbająca (!!!) o zieleń se zarobi. Więc wczoraj
znowu agitowałam w sprawie niepodpisywania kolejnego pisma o zgodę
na wycinkę, a w międzyczasie przyleciał dziad z góry (od tych co się
znęcają nad staruszką i dziećmi) i huzia mi tu od głupich bab
urągać! Hahaha! Już się miałam za niego zabrać, ale zwiał. No ale ja
tu już parol na niego zagięty mam, jak go tylko gdzieś dorwę to mu
rypcium-pypcium takie zrobię że mu się odechce. Wszystkiego at
lardż. Tylko się zastanawiam. Skąd się biorą takie ludzie, co im
drzewa i krzewy przeszkadzają?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.