Chyba to perspektywa dlugiego weekendu wyciagnela mnie z ogolnego dola, w jakim
tkwie od tygodnia. Dol wzial sie nie wiadomo skad - moze z powodu kurzu, albo z
depresyjnego widoku kroliczki ktora jakos nie moze sie wyprostowac...
A tymczasem zapowiada sie ogrodowy weekend a w niedziele pelnia Ksiezyca, co za
wspaniala perspektywa. Wlasnie przyszly burze z lekkim deszczem, w nocy maja
nadejsc ulewy, jutro bedzie caly dzien lalo a potem przez kilka dni maja byc
przelotne deszcze. W takim ukladzie lazenie po buszu odpada, ale sadzenie jest
stosowne jak najbardziej. Zobaczywszy owa prognoze zamowilam dzis rano metr
szescienny kompostu i rozrzucilam go na frontowym trawniku, zeby wsiakl z
deszczem. Bola mnie ramiona i kark, ale jest zrobione!
Po weekendzie czeka mnie krotki tydzien pracy - cztery dni i w dodatku bez
szefowej (ktora pojechala na tygodniowy urlop), a potem tydzien urlopu dla mnie,
wiec w sumie czuje sie jakbym miala dwa tygodnie wolnego ;o)
Teraz siedze przed kompem i sprawdzam kursy ogrodnicze w pobliskim koledzu,
chyba na poczatek zapisze sie na permakulturowy...
Pozdrawiam znad stolu zaslanego opakowaniami nasion i magazynami ogrodniczymi -
milego weekendu wszystkim! i gnam po corke, ktora zabalowala na zakupach.
Luiza-w-Ogrodzie
Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu.