Re: wolnosc (dowolnego?) slowa i (obrazu?)
A ja absolutnie jestem przeciw kneblowaniu kogokolwiek w imię
jakiekolwiek. Bowiem to tylko prowadzi do większego ciśnienia,
przyspiesza fermentację, a późniejszy nieuchronny wybuch czyni
dotkliwszym. Nie można zakazać ludziom czuć, a jeśli czują - to
powinni to móc powiedzieć.
Co mnie wnerwia w naszych demokracjach "dojrzałych"
i "wpółdojrzałych" to to, że dorabiamy sobie tę wszechprzyzwalającą,
tolerancyjną, ogólniekochającą gębę, a potem się dziwimy, że
powstają wydżyzdy xenofobiczne i nienawistne. Ja się przyznaję od
razu - żyję w państwie kościelnym i patriarchalnym. W związku z tym,
ekspansję jakiejkolwiek religii odbieram jako zagrożenie. A
jawne symbole ucisku kobiet - jakimi są czadory - uważam za coś
niewyobrażalnie gorszącego i naruszającego moje podstawowe wartości.
Myślę, że pomiędzy zakazywaniem publikacji takich plakatów, a
zakazywaniem noszenia burek powinno być miejsce na dyskusję i
społeczne negocjacje. Jeśli arabskie kobiety istotnie tak się palą
do noszenia tych burek, to niech nam to wyjaśnią, przedstawią swój
punkt widzenia, niech się starają przekonać. Proszę bardzo, niech
chodzą do szkół, rozmawiają z uczniami, nauczycielami. Część pewnie
się dała by przekonać. A część - pewnie nie. Być może także część
Arabek dała by się przekonać by z czadoru zrezygnować. Czemu nie ma
takich negocjacji? Czemu są tylko roszczenia i żądania z jednej
strony, a zakazy i nakazy z drugiej. Przeciwko temu ja protestuję!
--
wasza stokrotka