Ostatni dzień maratonu (odpukać). Wstałam, a raczej zwlokłam się z łóżka,
wcześniej, żeby dotrzeć wcześniej do biura, żeby zdążyć ze wszystkim mimo
zawodowego lunchu i postanowienia wyjścia z pracy punkt 18:00. Niematotamto,
muszę ten koszmarek skończyć, nawet jeśli za cenę jednej godziny snu.
Nie wiem co gada meteoparis, bo im się stronka zacięła.
Miłego dnia.
--
Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
Wysadzam skrzynki balkonowe
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.