Re: Pokojowy Nobel dla Obamy
Czytam: dewaluacja Nobla, dostal na zapas, dostal za nic..., a
pomine juz te zlosliwe, bo nie na poziomie, oszczedze sobie.
Czytam wiec duzy zawod. Ale sadze ze zawod moze dotknac jedynie tych
ktorzy tesknia i wspominaja ze lza w oku "sukcesy" swiatowej
polityki Busha.
Jak nam wiadomo historia ma swoja dynamike, a to ze szef
najwiekszego mocarstwa swiatowego (ciagle jeszcze) odwraca o 180°
metode operowania na swiecie nie wystarcza? gdy powiada ze nadszedl
juz czas by Ameryka nareszcie zaczela podejmowac decyzje konsultujac
innych?
Nagrody te sa coroczne, dostaje je wiec ktos, kto w danym czasie, a
nie innym, naznaczyl jakis slad na drodze pokoju. I tak bylo z
Rabinem, tak tez bylo z Arafatem (wrzaski na tutejszej sali
huuuuu...), bez rezultatow zreszta, wystarczyl bowiem jeden zamach
izraelskich ekstremistow zeby marzenie pokoju zamienic znow na
bijatyke.
No a argument ze skoro Gandhi nie dostal, nic sie nie liczy i jest
do dupy...prosze wybaczyc.
Kim byl Gandhi w latach 30tych, 40tych?
Lewakiem?, anarchista? "robta co chceta", jak cytuje tu Maria
extremistow nazistowskich dzisiejszych, w zgodzie z nimi?
zawalidroga ustalonego porzadku? Kto, pytam kto mialby w tamtych
czasach tyle odwagi by ukoronowac faceta ktory powodowal generalny
burdel? W swiecie znakomicie zreszta jeszcze skolonizowanym?
Przyznaje ze moglabym czytac podobne propos w latach 40tych, nie
dzis. Dzis juz po bitwie, moje milutkie serduszka.
Latwo wiec dzis powiedziec, ach Gandhi, najwiekszy Gandhi. Zbyt
latwo.
A Obama? Problem ten sam. Zbyt latwo wyrzucac wszystko co robi,
podejrzewac, czekac, podsluchiwac i pogdakac sobie. Zbyt latwo.
A propos, kto to taki ten Obama? Czy to ten opalony z rownie opalona
zona?
Wstretne spaghetti à la Berlusconi.
Ucieszylabym sie gdyby to forum pozbylo sie cuchnacych kolorow sosu
pomidorowego.
--
lucja,
kobieta wyuzdany luksus