snilo mi sie ze z moja kolezanka wybralysmy sie na jakies swieto
zydowskie do jej babci, ktora ona z uporem nazywala ciotka.
Wybralysmy sie w trojke na malym skuterze, Dana, ja i....Jutka:))))
Bylo ciasno ale wesolo. U babci/ciotki bylo duzo krewnych-i-
znajomych-ciotki, a ja sie denerwowalam bo po pierwsze nie
pamietalam czy to pessah czy inne swieto i nie wiedzialam jakie
zyczenia skladac. Po drugie mialam bardzo ciasna sukienke z
czerwonych cekinow, pozbawiona ramiaczek itd. ciagle ja podciagalam
na biuscie. Swietowalismy pieknie, az wybuchla awantura, bo ciocia-
babcia zaczela poszczegolnym swietoszkowatym krewnym wypominac ich
rozne grzeszki. Wiec trzeba sie bylo zabrac i uciekac stamtad. I
wtedy okazalo sie ze po pierwsze ktos nam skuter rabnal, a po drugie
Jutka okazala sie byc Edda i wziela jakies dwa rowery i odjechaly z
Dana do domu, ktory byl oddalony o wiele km, bo to bylo inne miasto.
A ja zaczelam szukac dworca lub autobusu, nie moglam znalezc, a
ludzie udzielali mi roznych sprzecznych informacji gdzie i o ktorej
cos odjezdza. Dworzec byl prowincjonalny, pelno blota i nic
ciekawego do czytania. A potem sie obudzilam. Nic z tego nie wynika,
ale dobrze mi zrobilo opowiedziec Wam ten sen:))) Przepraszam, jesli
zanudzilam.
PS: ta sukienka z czerwonych cekinow istnieje naprawde, ale nalezy
nie do mnie, tylko do corki Dany:))) widocznie zrobila na mnie
wielkie wrazenie:)))
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.