sen miejsko-pretensjonalny
Część pierwsza - jestem w NYC z moją dawną przyjaciółką i jej nowym
faciem. Razem udajemy się na koncert czyteż do teatru. Idziemy sobie
Szóstą z wolna przyspieszając. Ja się dopytuję o dokładny adres, bo
facio fąfeli ten adres zna. A on mi na to, że to w okolicy 100
ulicy, a nie 50-tej jest. Więc dojść na piechotę rady nie da, bo my
się w okolicy Macy's na 34 znajdujemy. Trzeba więc łapać taxi. I na
to się fąfeli facio zborsucza i protestuje, bo taxi to dodatkowa
kasa, a on tu tylko tyle przeznaczył, ale już widać, że to pretekst
tylko, bo od początku był wszystkiemu wbrew i sabotażu
dokonywał.Mnie szlag trafia, bo jakoś szczególnie mi na tym
przedstawieniu zależy, jest to cos symbolicznego dla mnie.A isc
samej jakos jednak nie chce mi sie.Liczylam na fajne towarzystwo,
rozmowy w kuluarach, drinki i spacer po - a tak? No i budze sie.
Druga czesc - mam samochodem z moim facetem (ktorym jest jeden z
moich bylych - tych fajnych) jechać na wycieczkę samochodową, w
kilka aut ze znajomymi, do Mediolanu. I też się rozłazi jakoś o coś -
nie możemy się znaleźć, komuś się psuje auto, cośtam się rozłazi. A
potem nagle zauwazam ze moj byly (ten fajny) sie zmienil w mojego
bylego meza (perdole). I mnie szlag trafia totalny bo juz wiadomo ze
z wycieczki nici, bo z pierdola nigdy nic wyjsc nie moze. A nawet
gdyby wyszlo, to i tak bym nie chciala - z pierdola. Pierdola mi
proponuje szybki wypad do Kopenhagi, tylko we dwojke, ale mnie to w
ogóle nie interesuje.
Więc ogólnie chodzi o pretensje, które mam względem innych ludzi.
Dlatego jest to sen "pretensjonalny", hahaha!
--
wasza pierdo