A wiesz, chciałabym żeby to było takie oczywiste jak u Ewy. Mieć
takiego jednego "culprita" - jeśli nawet nie winnego wszystkich
moich nieszczęść to przynajmniej odpowiadającego za uciążliwość
jakiejś konkretnej sytuacji.
Niestety skłaniam ku teorii, że te pretensje to sama do siebie mam.
Niedawno przyszło mi na myśl, że czuję się jak cała grupa osób
związanych sznurkiem, z których każda co innego chce, i w kompletnie
inną stronę ciągnie. Cała grupa wkłada wiec mnóstwo wysiłku, usilnie
drepcze nogami, ale się ruszyć nigdzie nie może. Każda czynność jaką
chcę wykonać powoduje jakiś wewnętrzny protest i totalny dyskomfort
jakiejś części mojej osoby. To fatalne jest i mam nadzieję, że
kiedyś uda mi się ten motłoch którym jestem jakoś okiełznać i
pogodzić - chociaż obecnie nic nie wskazuje na to. br\
--
wasza pierdo
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.