Śniło mi się całą noc, że świat opadła jakaś katastrofa, nie do końca wiadomo
było, co - ale ludzie znikali, płaczące dzieci pałętały się po ulicach, szukano
się nawzajem. Jakaś taka atmosfera bezprzyszłościowa była, moja ukochana
kawiarnia zamknięta a właścicieli ani widu ani słychu, chociaż pod koniec snu
objawiła się właścicielka ale całkiem siwa i potem znów ją zgubiłam. Właściwie
nikt nie wiedział, czy to był jakiś wybuch, czy zaraza, czy co tam jeszcze, w
mieście huczało od plotek, jedna pani drugiej pani etc. Pod koniec snu okazało
się, że na całym świecie jest powodź i idzie wielka woda, ale miałam nadzieję że
moje miasto oszczędzi ze względu na dość wysokie położenie.
Był system sprawdzania, czy ktoś żyje - w komputerze wprowadzało się adres
mailowy danej osoby i pokazywało się, czy są na linii. I każdy miał prawo do 15
telefonów za darmo. Tylko mnie się baterie w komórkach wyczerpały i nie miałam
pieniędzy na nową baterie, ani ładowarki.
Okropny sen. BR\
--
Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
Wysadzam skrzynki balkonowe
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.