Ach, mozna wrecz grac w ruletke gdze by tu ruszyc? W które strone? A
moze z Puerta del Sol przez Carrera de San Jerónimo, zatrzymujac sie
na Plaza de Canalejas (koniecznie przyjrzec sie budynkom: Casa Tomás
Allende, Banco Hispano-Americano, Edificio Meneses... wszystkie z
przelomu XIX/XX wieku, klasyczne, ale bardzo piekne), Plaza de las
Cortes (statua Cervantesa ufundowana ze zbiórki spolecznej i
wzniesiona w 1835 r, Hotel Palace inaugurowany w 1912 roku, a dzis
zaliczony jako Dobro Kulturalne, Palac ksiazat Villahermosa z XVII
przeksztalcony w Muzeum Thysen-Bornemisza, Palac Kongresu wybudowany
w 1850 roku na podwalinach kosciala Ducha Swietego...) i stad prosto
do barrio de las Letras. Aby dojsc do ulicy Cervantesa, Lope de
Vega, nalezy zejsc ulica Duque de Medinaceli az do Plaza de Jesus.
Tam znajduje sie Bazylika Jezusa z Medinaceli.
Zbudowana na starym zakonie z poczatków XVII wieku jest w stylu
barokowym i moze nie wspominalabym o niej gadyby nie slawa cudownej
figury Chrystusa z Medinaceli, rzezbionej w pierwszej polowie XVII i
zabranej z ojcami kapucynami na misje do Mehdía czy Mamora w Maroku.
Zgodnie z przekazem, w roku 1681 zakonnicy i figura padaja lupem
muzulmanów i sa wlóczeni po ulicach Mequinez, po czym sa uratowani
przez Trinitarios (rozumiem, ze ma to zwiazek z Trójca Swieta).
Przyjazd do Madrytu juz jest w swietle swietosci i do dzis czci sie
figurke w kazdy pierwszy piatek marca. Kolejki wiernych, które
tlocza sie zeby zlozyc hold figurze Chrystusa wlasnie w ten pierwszy
piatek marca sa imponujace i niekonczace sie.
Od Bazyliki przechodzisz do ulicy Cervantesa, do Lope de Vega,
Ventura de la Vega.
Wsród tych ulic, w tym samym czasie zyli wielcy twórcy Zlotego Wieku
literatury hiszpanskiej. Najwiekszy z nich, oczywiscie Miguel de
Cervantes. Ale tez i Lope de Vega, znakomity dramaturg, Miguel de
Quevedo, filozof, satyryk, poeta, którego machistowskie "cuantas
mujeres hay son mi tarea" czyli "ile jest kobiet to moje zadanie"...
a mimo tego, cudny z niego pisarz byl i pono kobiety go uwielbialy,
Calderón de la Barca, komediopisarz, Miguel de Góngora filizof i
poeta, wszyscy oni w jednym czasie przemierzali te uliczki, spierali
sie i klócili w kawiarniach, nie lubili sie (zwlaszcza Quevedo i
Góngora, bo Quevedo babiarz a Góngora swietojebliwy), a jednak zyc
bez siebie nie mogli, bo zeby tworzyc musieli sie spierac i klócic,
dyskutowac i polemizowac. Lubie pójsc tam i pochodzic. Dobrym
zwyczajem sa tam ksiegarnie, kawiarnie, ciekawy nastrój i czasami
masz wrazenie ze zza mgly wyloni sie Quevedo.
A stamtad maly krok na mily plac Cánovas del Castillo. To juz Paseo
del Prado. Fontanna z Neptunem. I powoli powrót do hotelu. Odpoczac
czas.