obracam sie glownie w niemieckim towarzystwie i czasami - choc
rzadko, wynikaja z tego sytuacje jak wczoraj: bedac nad tym
kamieniolomem powiedzialam o tych pieknych na Dolnym Slasku.
I powiedzialam, ze tam tez byl Oboz Gross-Rosen i ze w czasie wojny
Niemcy chetnie sytuowali obozy kolo "miejsc pracy". Ze taki oboz tez
byl w poblizu Ueberlingen nad Jeziorem Bodenskim. Zero reakcji.
Osoby same wyksztalcone, kulturalne, a moja wypowiedz naprawde tonem
takim "ach, wlasnie mi sie przypomnialo". Pomyslalam, ze wsrod
mlodych osob wywolalabym zywa dyskusje na ten temat, tymczasem moi
rowiesnicy (plus minus) maja jednak jakies zahamowania w tym
wzgledzie. Nie wiem jakbym ja po tylu latach "obchodzila" sie z
faktem, ze moi rodzice, albo conajmniej ich pokolenie, brzydko sie
bawili.
Potem juz z rozpedu znowu cos palnelam: moja psipsiolka wedrowkowa
pochodzi z Prus, jej rodzina zyla gdzies w okolicach Torunia, a ona
urodzila sie w czasie ucieczki w 1945 gdzies na Pomorzu. Poniewaz
wybieramy sie na wiosne w tamte strony, ucieszyla sie, ze zobaczy
gdzie i co i jak. Poniewaz powtarzala nazwe tej miejscowosci to po-
wiedzialam, ze wszystko na ten temat przeczytalam w internecie i
wiem ze w tej okolicy w wyborach 1933 80% ludnosci glosowalo na
NSDAP. I znow zero reakcji. Jak myslicie, komu bylo glupio? Jasne:
mnie. Ale moze powinnam sie jednak powstrzymac od takich uwag?
Wynikaja one z tego, ze ich traktuje jak siebie (albo odwrotnie), ze
dla mnie nie sa to "ci Niemcy" tylko znajomi z ktorymi o wszystkich
sie mowi. Ale ich reakcja, a raczej brak reakcji dla mi do myslenia
i sadze ze bede w przyszlosci bardziej uwazac.