Napisałam już obok, że zachwyciłam się. Dialogami, muzyką, kontrastem wizji i
muzyki, oświetleniem, zdjęciami (nawet odrąbywane kończyny mi nie przeszkadzały).
Z tego zachwytu postanowiłam dziś obejrzeć po raz drugi część 2. I na samym,
samym końcu doznałam rozczarowania z piekła rodem. Wczoraj nie zwróciłam uwagi,
dzisiaj aż się za głowę złapałam. To ja gupiajezdem i nie zrozumiałam, czy
Tarantino popełnił kardynalny (sic!) błąd? Porównajcie przedostatnia i ostatnią
scene, i powiedzcie ludzie, bo będzie mnie to dręczyć...
--
Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
Wysadzam skrzynki balkonowe
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.