Stokrotka bije sie z Marysia o piekarzy, ja wymienilam buty i chodze
wciaz troche oglupiala, niedawno powrócona i ogluszona nadmiarem
ogladactwa.
Wsród prezentów znalazl sie serial angielskiej TV "Brideshead
Revisited" nakrecony na podstawie powiesci Ewelyn Waugh, najlepszy
serial jaki widzialam. W 2009 Hollywood poczul potrzebe nakrecenia
filmu fabularnego o tym samym tytule. Z góry uprzedzam, ze gniot,
zakalec i kit. NIE warto. Ale, jesli ktos ma dostep do serialu
Granada Television 1981: Derek Granger i Martin Thompson to bardzo,
bardzo goraco polecam.
Jest to okolo 12 godzin znakomitego kina, barwnej historii, tej
przerwy na zycie jaka byl okres miedzywojenny. Od pierwszego momentu
kiedy Charles Ryder (mlody Jeremy Irons w stanie absolutnej gracji)
poznaje Sebastiana Flyte (Anthony Andrews) nawiazuje sie miedzy nimi
nic glebokiej przyjazni, która balansujac na krawedzi milosci
towarzyszyc im bedzie przez reszte ich zycia. Oxford, zamek w
Brideshead, Wenecja, Londyn, Paryz, Maroko to scenerie do portretu
rodziny we wnetrzu. To po raz kolejny luksusowa oprawa do samotnosci
i braku komunikacji, sztywne kanony wychowawcze i nieokazywanie
uczuc.
Film ma znakomita sciezke dzwiekowa Geoffreya Burgona. Mnie
osobiscie bardzo podobaly sie oboje na poczatku kazdego odcinka
(jest ich 11).
Fotografia jest rewelacyjna. Szczególnie piekne ujecia sa z Oxfordu.
Oddaja one nastrój Charlesa i Sebastiana od radosnego po mroczny
(kiedy musza sie rozstac).
Poza tym obsada: Jeremy Irons jest rewelacyjny w roli Charlesa.
Claire Bloom wspaniala w roli matki dewotki, która niszczy meza i
syna. Ponadto znakomici Laurence Olivier, John Gielgud, Diana Quick.