Przeczytalam artykul o otylych dzieciach. Okazuje sie, ze jest ich
bardzo duzo.
9,26% cierpi na otylosc, a 11,22% ma nadwage. Wychodzi na to, ze co
piate dziecko w Hiszpanii ma problemy z waga (na plus).
Niezaleznie od tego, ze badana populacja to 17 tys dzieci (nie
podano regionu, miasta czy wsie, przekroju spolecznego, statusu) i
ze blad statystyczny moze byc spory, nie da sie ukryc, ze golym
okiem widac duzo grubych dzieci.
I jest to nie tylko kwestia odzywiania (hamburgery, cocacola, chipsy
i wszystkie inne swinstwa, które maja tluszcze trans), ale takze
braku ruchu. Dzisiejsze dzieci spedzaja mase czasu przed komputerem,
konsola czy TV. Dzieci nie chodza do szkoly, tylko sa wozone, coraz
mniej biegaja, coraz mniej graja w pilke...
Ale co najbardziej mnie zbulwersowalo w tym artykule, to wstawka o
10 chlopczyku, który wazy 70 kg i urzad miasta gdzies tam w Galicji
(pólnocno-zachodnia Hiszpania) ma sadowy nakaz odebrania rodzicom
wladzy rodzicielskiej i umieszczenia dziecka w miejskiej placówce
wlasnie z powodu nadwagi chlopaka. Podobno dziecko wazylo jeszcze
wiecej (nawet 80 kg) i rodzice nie przylozyli sie z dostateczna
troska o uzyskanie prawidlowej wagi przez chlopca.
Ja nie wiem ile dziesieciolatek powinien wazyc? Moze Xurek jest
bardziej na biezaco? Ale 70 kg to chyba sporo, pewnie dzieciak jest
otyly, ale zeby odbierac wladze rodzicielska??
Prywatnie sie zastanawiam ile dzieci zyje w rodzinach
patologicznych, alkoholików, narkomanów i nie majac w reku zadnych
danych, jestem przekonana, ze naprawde duzo. Dlaczego te dzieci nie
sa odbierane rodzicom? Skad ta paranoja z tym grubym dzieckiem?