Dodaj do ulubionych

Okropna kuchnia polska

13.05.04, 22:38
Czy wyobrażacie sobie że kuchnia polska jest jedną z najbardziej cuchnących
na świecie?
Dla nas, wychowanych na bigosach, kapustach, kalafiorach i flakach, kuchniami
najbardziej cuchnącymi są kuchnie hinduskie i arabskie.
A gdzież tam! Wśród amerykanów żaden zapach hinduskiej curry bądż chińskiej
soi nie równa się siłą i przenikliwością ze smrodem gotowanych kalafiorów
bądż kapusty.
Mdły zapach gotowania galaretki mięsnej jest w stanie przyprawić niejedno
sąsiedztwo gdzie mieszkają Polonusi o eksplozję.
Nam się zawsze wydawało że hinduska kuchnia śmierdzi. Kochani, ona w ogóle
nie śmierdzi w porównianiu z polską! Tylko że my tego nie czujemy!
Oto zestawienie:
Przeciętny Amerykanin, i w ogóle przeciętny mieszkaniec globu, prędzej zje
ryż z ostrym curry (który notabene ja uwielbiam), a nie tknie za to flaków za
żadne skarby świata.
Gararetka mięsna jest w stanie przyprawić przeciętnego mieszkańca globu o
wymioty, daleko pod tym względem wyprzedzając w wymiotności nawet ślimaki.
Świeża polska kiełbasa przewożona ze sklepu, nawet zapakowana w kilka warstw
papieru i torebek plastykowych i włożona głęboko do bagażnika, jest w stanie
zaśmierdzić cały samochód na parę tygodni. I żadne wietrzenie nie pomoże.
Przyniesienie do biura na lunch porcji gotowanej kapusty lub kalafiora jest w
stanie wyrządzić parę razy większy popłoch i panikę wśród amerykańskich
współpracowników, niż cała armia gospodyń hinduskich.

Tak więc uważajcie moje polskie gospodynie zanim coś weźmiecie z domu do
pracy. Hindusi i arabowie nawet się do naszych smrodów nie umywają!

--
Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
Edytor zaawansowany
  • don2 13.05.04, 22:46

    Kto ci chlopie gotuje ? i co za wyroby kupujesz ? padla hamaryka na glowe juz
    zupelnie ? Ale nie martw sie to przechodzi z wiekiem :))
  • latwy2002 13.05.04, 22:48
    Niejedno żywe stworzenie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 13.05.04, 22:52
    Smierdzi nie smierdzi ale jakie to smaczne :)
  • swiatlo 13.05.04, 23:08
    Zapomniałem dodać, że jedynym, powtarzam: JEDYNYM, produktem polskiej kuchni
    atrakcyjnym dla ogólnoświatowej publiki sa pierogi.
    Są one do tej pory jedynym produktem polskiej kuchni jaki zrobił karierę.

    W swoim czasie usiłowałem reklamować wśród tubylców polskie pączki. Niestety
    jedynym wyrobnikiem polskich pączków w mojej okolicy jest pewna polska rodzina,
    która nie robi tego tak dobrze jak warszawskie cukiernie, więc nie miałem zbyt
    dużej siły przebicia. Tak więc nadal amerykańskie donuty są lepsze. Są słodkie
    jak cholera i nie porównują się głębią smaku z prawdziwym polskim pączkiem.
    Sęk w tym, że trzeba właściwej receptury na nasz pączek.
    Czy ktoś ma taką?
    Dodam że produktem ma być pączek lekki, puchowy, o lekko słodkim smaku z winnym
    głębokim podsmaczkiem. Takie, jakie jadłem w jednej cukierence koło SGPiS-u.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 13.05.04, 23:15
    Idz do Krispy Kream czy jakos.
    Caliem niezle a przy okazji wspomozesz firmy bo Ameryka zaczela sie namietnie
    odchudzac i Krispy stracil pieniadze, stock poszedl w dol.
  • jutka1 13.05.04, 23:19
    Swiatlo Drogi,

    mam zupelnie inne doswiadczenia.. Jak w Hameryce robilam bigos to cale
    sasiedztwo sie zlatywalo, i bynajmniej nie po to, zeby wymiotowac na progu.

    nozek w galarecie nigdy nie popelnilam, to prawda...

    czy masz dzis dzien wkurwienia i nawet polskie zarcie Cie drazni??

    z patriotyczno-kulinarnym pozdrowieniem,
    Jutka kucharka, najczesciej nie-z-Bozej-laski :))))))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • swiatlo 13.05.04, 23:55
    jutka1 napisała:

    > Swiatlo Drogi,
    > czy masz dzis dzien wkurwienia i nawet polskie zarcie Cie drazni??

    Nic z tych rzeczy Jutko. Mam się dzisiaj wyjątkowo świetnie i pogodnie.
    Niestety zapomniało mi się i przyniosłem do pracy gotowane kalafiory. Z
    masełkiem i zasmażką, wiesz jak się je robiło. No i teraz całe biuro
    zacuchnione i wszyscy mają ochotę przez okna wyskakiwać. Nawet nie wiedziałem
    że kalafiory tak niemiło pachną.
    A jak Hindus przynosi swoje curry, to wszyscy się tylko ze smaku oblizują.

    Ech, myślałem że mnie ktoś poprze, a tu wszyscy huzia że krytykuję polską
    kuchnię... Ech...

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 14.05.04, 00:00
    Kalafior smierdzi jak sie gotuje.
    Curry ladnie pachnie jesli nie jest tego w za duzych ilosciach.

    > Ech, myślałem że mnie ktoś poprze, a tu wszyscy huzia że krytykuję polską
    > kuchnię... Ech...

    hmm a co robisz? Chwalisz?
  • chris-joe 14.05.04, 00:00
    a ja od razu zauwazylem, ze swiatlo jest w szampanskim nastroju i caly swiat
    chcialby do lona przytulic: czy nikt z was nie zauwazyl, ze on postponuje
    kuchnie polska na korzysc hindusko/arabskiej? Toz to prawdziwa wolta, prawie
    gorna! Ze tez umykaja wam te drobne, ale jakze znaczace niuanse :)
  • swiatlo 14.05.04, 00:08
    chris-joe napisał:

    > a ja od razu zauwazylem, ze swiatlo jest w szampanskim nastroju i caly swiat
    > chcialby do lona przytulic: czy nikt z was nie zauwazyl, ze on postponuje
    > kuchnie polska na korzysc hindusko/arabskiej? Toz to prawdziwa wolta, prawie
    > gorna! Ze tez umykaja wam te drobne, ale jakze znaczace niuanse :)

    Kuchnię hinduską odkryłem niedawno. To znaczy mam na myśli kuchnię hinduską
    serwowaną tutaj w Ameryce. Choć musi być ona podobna do autentycznej, bo mój
    bardzo bliski kolega Hindus zaprowadził mnie do indyjskiej restauracji Swagat i
    bardzo ją wychwalał jako bardzo typową dla jego kuchni.
    A jedzenie było tam wyborne.
    Wybieram się teraz na lunch na jedzenie hinduskie co najmniej raz w tygodniu.
    Poza tym chińskie, czasami greckie, włoskie itd.
    Tak naprawdę to polskie jedzenie jemy nie częściej niż raz na dwa tygodnie.
    To być może dlatego że się odzwyczajam to zaczynam mieć tzw. zewnętrzne i
    niezależne spojrzenie na kuchnię polską.

    Kuchni arabskiej nie znam, wiem jedynie jak pachnie. A pachnie cudownie. Muszę
    się kiedyś wybrać do restauracji libańskiej która jest niedaleko ode mnie.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 14.05.04, 00:15
    Swiatlo sprobuj tajska kuchnie. Wysmienita.
    Zwlaszcza Pad Thai mmmmm palce lizac.
  • swiatlo 14.05.04, 00:19
    ertes napisał:

    > Swiatlo sprobuj tajska kuchnie. Wysmienita.
    > Zwlaszcza Pad Thai mmmmm palce lizac.

    Aaaa, kuchnię tajską znam i zachwalam..
    Coś jakby łagodniejsza i bardziej zachodnia wersja kuchni hinduskiej.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • chris-joe 14.05.04, 00:17
    ja natomiast w Vancouver bardzo sie kulinarnie orientalizowalem (duh!!!), tu
    natomiast wplywy orientu sa znacznie slabsze, z wyjatkiem kuchni wietnamskiej i
    tajskiej- tych jest sporo(wietnamska stala sie moja ulubiona). Sporo jest tez
    knajp arabskich, glownie libanskich, ale nie tylko. Wloskich jest na kazdym
    rogu po 3-4. Generalnie unikam z powodu przesytu.
    Ale, ale! Znam tez jedna knajpe polska, gdzie ostatnio sie delektowalismy
    absolutnie mistrzowskimi flakami i zurem. Niestety, schaboszczak i chicken
    kiev do kitu.
  • jutka1 14.05.04, 00:15
    swiatlo napisał:

    >> Niestety zapomniało mi się i przyniosłem do pracy gotowane kalafiory. Z
    > masełkiem i zasmażką, wiesz jak się je robiło. No i teraz całe biuro
    > zacuchnione i wszyscy mają ochotę przez okna wyskakiwać. Nawet nie wiedziałem
    > że kalafiory tak niemiło pachną.
    ********
    jak gotujesz kalafior wlej do wody troszke mleka. podobno zabija zapach.

    ja nie mowie, ze krytykujesz, sadze, ze dbasz o olfaktorowe (zna sie te...;)
    uczucia wspolpracownikow, co jest godne pochwaly. Ale w wypadku kalafiora z
    bulka tarta, powiem w krotkich i zolnierskich, i kij w oko: pierdol ich i
    zajadaj sie az Ci sie uszy beda trzesly!! narobiles mi smaka i zrobie w sobote
    na kolacje dla grona polskiego :))).

    cmok kulinarny, bynajmniej aseksualny (to dla pleciuchow ;))))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 14.05.04, 00:24
    Jutus, ja znalazlem w miescie gdzie mieszkam farme gdzie sprzedaja organic warzywa.
    Jakiez to jest pyszne. Ostatnio wlasnie kupilem sobie kalafiora. Ojejejej ale
    smakowal. Sklepowy sie nie umywa. A jakie maja rzodkiewki!
    Moja gruba zona wpiernicza ichniejsze truskawki. Nawet ja czasem sie skusze tak
    pachna.
    Ale kalafior byl po prosty wspanialy.
  • swiatlo 14.05.04, 00:27
    ertes napisał:

    > Jutus, ja znalazlem w miescie gdzie mieszkam farme gdzie sprzedaja organic
    > warzywa.
    > Jakiez to jest pyszne. Ostatnio wlasnie kupilem sobie kalafiora. Ojejejej ale
    > smakowal. Sklepowy sie nie umywa. A jakie maja rzodkiewki!
    > Moja gruba zona wpiernicza ichniejsze truskawki. Nawet ja czasem sie skusze
    > tak pachna.
    > Ale kalafior byl po prosty wspanialy.

    Jakbyś se kupił pare akrów ziemi i zmusił grubą żonę aby sama uprawiała warzywa
    organiczne, to by się zmieniła z grubej w czerstwą. A i tobie by to na zdrowie
    wyszło.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • jutka1 14.05.04, 00:30
    ertes napisał:

    > Jutus, ja znalazlem w miescie gdzie mieszkam farme gdzie sprzedaja organic
    warzywa.
    > Jakiez to jest pyszne. Ostatnio wlasnie kupilem sobie kalafiora. Ojejejej ale
    > smakowal. Sklepowy sie nie umywa. A jakie maja rzodkiewki!
    > Moja gruba zona wpiernicza ichniejsze truskawki. Nawet ja czasem sie skusze
    tak pachna.
    > Ale kalafior byl po prosty wspanialy.
    *******
    kalafior kupuje na marche d'Alma-Iena w takim stoisku, gdzie maja tylko
    organiczne oraz starodawne warzywa.. nie umywa sie do sklepowego.

    pozdrow gruba zone ;))))))))))))))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • chris-joe 14.05.04, 00:01
  • chris-joe 14.05.04, 00:03
    on jedynie jeszcze nie potrafi ganic X nie wywyzszajac Y, chwalic A nie
    dopier**lajac Z. On tak ma. Ale pracuje nad soba chlop. Trzymamy kciuki,
    Swiatlo :)))
  • swiatlo 14.05.04, 00:12
    chris-joe napisał:

    > on jedynie jeszcze nie potrafi ganic X nie wywyzszajac Y, chwalic A nie
    > dopier**lajac Z. On tak ma. Ale pracuje nad soba chlop. Trzymamy kciuki,
    > Swiatlo :)))

    Dopierdalanie jest solą i pieprzem wyrażania poglądów.
    Bez tego to jest tylko small talk, wzajemne kadzenie i pieprzenie młotka.
    Sam wychwalałeś pikantne słowa parę wątków temu. Z dopierdalaniem jest podobnie.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • swiatlo 14.05.04, 00:16
    Hehe, kiedy czytam CJ to tak jakbym czytał samego siebie, tylko że z innej
    strony. Chyba musi być jakiś bond między nami...

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • chris-joe 14.05.04, 00:20
    dodam tylko, ze pieprzy sie kotka mlotkiem, a nie pieprzy sie mlotka. Bo czym?
    Kotkiem?
  • swiatlo 14.05.04, 00:23
    Ponawiam swój apel o przepis na prawdziwe pączki!
    Czy ktoś to ma, dobrzy ludzie?

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • chris-joe 14.05.04, 00:26
    no, chyba powaznie nie liczysz na moja pomoc w rzeczonym temacie. Ach, sklep
    Wawel, o 5 krokow ode mnie, gdzie zaopatruje sie w kielbasy (vide: "Paczka z
    kielbasa"), sledzie, oraz napoje z Tymbarka, sprzedaje rowniez paczki. Bardzo
    dobre, tylko ze ja nie jadam.
  • ertes 14.05.04, 00:33
    Co tu duzo mowic: tego mi brakuje tutaj i to bardzo.
    W calym LA i okolicach sa 2 (slownie:dwa) polskie sklepy.
    Jeden ma nieswieze towary z Chicago i pierunsko drogie a drugi jest cale 100 km
    stad :(((
  • starypierdola 14.05.04, 02:04
    Erts, Ty mu tu wyjasnij stosunek Atkinsona do paczkow, i zwiazane z tym
    konsekwencej, i mamy sprawe zalatwiona. Chlopak z Oregonu to zrozumie ....

    SP
  • ani-ta 14.05.04, 10:05
    zima 2003 roku na bisie podalam przepis na babcine paczki z roza... pod wpisem
    owym pojawil sie potem wpis karelii na paczki z wisniami... obydwa
    przetestowane! obydwa pyszne! prawdziwe! idz i poszukaj se! o tego jest
    archiwum:)
    slodko pozdrawiam
    a.:)
  • sabba 14.05.04, 08:38
    ze jakis artykul przeczytales:) na forum kuchnia byla wlasnie chyba dyskusja ze gdzies tak we Francji na jakis targach zapromowala sie polska kuchnia i ze wanialo barem mlecznym. w szyscy byli oburzeni:)bo smierdzi jedzeniem. ajak do kurki wodnej ma smierdziec w kuchni moze chemia???? nie wiem do czego pijesz. Ja zapachu kalafioru nie lubie tez, ale kapusta pachnie wybornie. Kluski zwane pierogami jasne ze sa ulubiona potrawa amerykanow bo oni lubia tluste i miekkie:) jak sie zle bigos przyrzadzi i za dlugo go je to tez mozna dostac niestrawnosci. KUchnia hinduska zas to gama zapachow korzennych, nie moge powiedziec zeby smierdziala. Ale kuchnia azjatycka! Fuj te algi, te stueltnie jaja w zalewie...ale podobno dobre.
    A przepisu na paczki nie mam. Babcia robila kiedys ale wolalam te sklepowe...choc babcia miala dzem z rozy o niebo lepsze niz w cukierni....

    --
    Szable w dlon!
  • kan_z_oz 14.05.04, 13:16
    Swiatlo zgadzam sie, ze czesc kuchni polskiej smierdzi. Kapusta smierdzi
    przeokropnie, ale przeciez nie jadasz tego na codzien. Gotujemy tylko od czasu
    do czasu; bigos lub golobki wlasnie z tego wzgledu. Na temat flaczkow; kupuje
    gotowe, nie ma sily ktora by zmusila mnie lub druga polowe do gotowania.
    Rosol nie smierdzi wiec mozesz gotowac spokojnie. Kielbasy i wyroby polskie
    pachna i nikt mnie nie przekona,ze jest inaczej.
    Na temat kuchni hinduskiej, nie czaruj sie stary curry smierdzi przeokropnie.
    Sydney jest przepelnione Hindusami i zapach curry w powietrzu i w pracy jest
    nie do zniesienia. Curry jest natomiast doskonalym posilkiem ale tylko od czasu
    do czasu.
    Poniewaz pracuje w nieruchomociach to zdradze ci sekret. Wartosc domu z
    gotowanym regularnie curry jest znacznie nizsza niz innych. Wchodzi w sciany,
    zaslony, nie mozna usunac nawet po 3 miesiacach. 6 warstw farby potrzeba by
    odnowic sufit w kuchni.
    Podobnie jest Thai, gotowanym regularnie w jednym pomieszczeniu. Wydaje mi sie,
    ze urozmaicenie jest rozwiazaniem; troche polskiej, hinduskiej, thai czy
    chinskiej.
    Nie mam recepty na paczki.
    Pzd
  • tortugo 14.05.04, 16:48
    czyli, jak to mowia septyczni hamerykanie, one man's stink is another man's
    aroma (czy cos kolo tego). co kto lubi. powiem jeno, ze bez zapachu nie ma
    smaku :) podchodzic bez uprzedzenia, skosztowac, skosztowac raz drugi (popic
    odpowiednio dobranym trunkiem -- wazne!!), i wzbogacac wlasny smakostan :)

    mam osobista zasade, ze wszystkiego sprobuje choc raz. zlamalem ja tylko raz,
    na Taiwanie (w slynnej "snake alley" w Taipei), gdzie proponowano mi jakies
    male zyjatka wodne o gladkiej, szarej skorze, choc mogla to byc jakas bloniasta
    powloka, trudno powiedziec bo zyjatka jedno na drugim jak szproty w puszce i
    podrygiwaly jeno, co w sumie dawalo efekt zywej, szarej galarety. z tego co
    zaobserwowalem, nie pachnialy specjalnie, choc tam wszystko pachnie morzem
    (albo zielskiem wodnym, dla tych co zapachu morza nie lubia;)

    natomiast lubuje sie w gotowaniu potraw z wszelkich stron swiata, uwielbiam po
    prostu sushi, i jedynym zapachem kulinarnym, ktory nie sprawia mi przyjemnosci,
    to odgrzewana w mikrofalowce ryba (niestety, zdarzaja sie i tacy) ehehehe.

    Widelce w dlon! (nastepny plagiat rzulwia)
    ~:O:=o

    p.s. o zupie z rzulwia prosze nie wspominac, bo my chronione ;)
  • lucja7 14.05.04, 17:07
    Jednym slowem moznaby powiedziec ze cuchnie wszystko co obce.
    Normalne?
    lucja7.
  • tortugo 14.05.04, 17:39
    ale jak zwykle sie rozpamietalem, no i chce wam strasznie opowiedziec o tej
    snake alley w Taipei, bo to slynne i ciekawe.

    otoz "snake alley" to nocny rynek w centrum Taipei. zaczyna sie o 23:00 i trwa
    chyba do 4:00. ulokowany jest nie na jakims placu, jak to zwykle rynki, ale w
    waskiej alejce miedzy domami, na dlugosci 2 przecznic, czyli jakies moze 100m.
    nazwa "snake alley" pochodzi od pewnego rytualu, ktory tam sie regularnie
    odbywa (choc od kilkunastu lat jest zakazany). otoz pan straganiarz wyciaga z
    koszyka 2-3 kobry okularniki, kladzie je na straganie, i zaczyna paplac jak
    najety. mozna sie z grubsza domyslec ze zachwala towar. od czasu do czasu
    klap! reka kobre w leb, dla efektu, a te kobry juz stoja i gotowe do walki. i
    tak przez dobre 5 min papla i klapsy kobrom daje, az w koncu spod straganu
    wyciaga worek a z worka wielkiego jakiegos weza, 3 razy wiekszy od tych kobr.
    weza na taki kij z petelka na koncu, na drugi taki sam kij jedna kobre, i
    podjudzac zaczyna. po paru chwilach duzy waz cap! kobre za leb i trzyma.
    wtedy pan straganiarz weza na deske i ciach! leb mu ucial :)
    a naokolo tego wszystkiego tlum chinczykow, my z kolesiem gdzies w 4-tej
    warstwie z tylu, ale sie dzielnie przepychamy. wychodzi zza parawanika pani
    straganiarka, weza wiesza na haku i doi krew do miseczki. pozniej odziera ze
    skory i znika z tym dobytkiem za parawanikiem. a pan straganiarz w
    miedzyczasie wyciaga z innego worka rzulwia (O HORROR!) o miekiej skorupie,
    jakis taki wielkosci frisbee. caly czas japa mu sie nie zamyka, 100 mil na
    godzine nadaje, a bractwo jak urzeczone. w koncu i tego rzulwika pan an deske
    i ciach mu leb ucial i pokazuje wszystkim jak krew z szyjki jeszcze pulsuje.
    ale zeby nie zmarnowac, szybko podaje do reki co sie zza parawanika wlasnie
    wysunela. teraz pan straganiarz wyciaga flaszke jakiegos trunku i miesza go z
    krwia tego wielkiego weza, i mieszanke owa podaje za parawanik. 5 minutek i
    zza parawanika wyjezdza pani z ogromna taca, a na tacy miseczki parujacej zupy
    z rzulwika oraz kielonki (ot takie ok 100-ki) tego trunku z krwi i czegos tam
    jeszcze, chyba bimbru. w tym momencie pospolite ruszenie do tej tacy, w tym i
    my z kolesiem, ja za zupke, on za kielonek i w 5 sekund juz po wszystkim i
    spokoj, jeno siorbanie i mlaskamnie slychac:)) zupka byla pyszna, mimo ze
    wystawaly z miseczki jakies kikuty rzulwikowe, ale przemoglem. trunek
    natomiast ohydny, ale ze mocny i jako nieodlaczna czesc rytualu, zostal spozyty
    z odpowiednim namaszczeniem.

    a o co w tym wszystkim chodzi: podobno ten zestaw to mocny afrodyzjak, i
    miejscowe chinczyki spozywaja go przed wizyta do ktoregos z licznych burdeli w
    labiryncie malenkich zaulkow tuz obok. ten dlugi rytual, paplanina, walki
    wezy, to na wyzwolenie ich adrenaliny, podobno wzmacnia potencje zupki i
    trunku ;)

    no wiec poszlismy z kolesiem w te czerwone zaulki, zeby zobaczyc jak to tam
    wyglada. male chinki piszczaly z uciechy na nasz widok, bo my raczej duzi, i
    piora wtedy dlugie, i w ogole egzotyczni cudzoziemcy. obejrzelismy,
    poszlismy. bidota tam w sumie i jakos zupelnie pozbawione tego elementu co to
    ma uchodzic za erotyzm (o ile w ogole mozna o tym mowic w kontekscie seksu za
    pieniadze). ot, stoja takie mizerotki w dzwiach, pod czerwona zarowka,
    szlafroczkiem opatulone, jakies futerkowe klapki na bosych stopkach, nawet nie
    staraja sie reklamowac towaru, jakos tak... pasuje do tego jarmarku, jakby i to
    byly stragany. pomyslalem, ze trudno byloby lepiej to zaprojektowac jesli
    celem mialo by byc wywolanie uczucia podlosci u klienta. no, ale ja z zachodu
    i tamtych ichniejszych subtelnosci nie kumam ni w zab. w kazdym razie, nie
    bylo nam potrzeby odwiedzac kliniki chorob wenerycznych tuz po drugiej stronie
    ulicy ;))

    ~:O:=o
  • kan_z_oz 15.05.04, 12:08
    czytajac twoje wspomnienia, przypomniala mi sie moja wizyta na trydycyjnym
    przyjeciu chinskim w Sydney.
    Jedna z wielu potraw byla ryba, podana w calosci. Kelner nalozyl do miseczek;
    dostal mi sie kawalek z kostkami, ktore pieczolowicie powbijalam w glowe
    zostawiona na polmisku na srodku 11 osobowego stolu. Po naszpricowaniu glowy;
    dostalam wiadomosc od mojej sasiadki z lewa ku uciesze calego stolu; TO BYL
    NAJWIEKSZY PRZYSMAK zastawiony na koniec. Oznajmiono mi, iz teraz musze zjesc
    glowe ryby. Patrzac kochajaco w oczy mojego meza i rybiej glowy;
    zapytalam "kochanie czy masz chec na rybe", nie mial wyjscia, zjadl oczy...
    Milczenie trwalo w domu przez pare dni...
    Pzd
  • chris-joe 15.05.04, 12:30
    swego czasu spedzilem trzy miesiace na japonskim statku na samym srodku
    polnocnego Pacyfiku, karmiono mnie tam wieloma roznymi specjalami w tym salatka
    suto okraszona malymi bialymi korzonkami. Znacznie pozniej dowiedzialem sie,
    iz nie byly to zadne korzonki, lecz robaki-glisty-pasozyty wydobyte z rybich
    zoladkow.

    W Grecjii natomiast raz tylko zamowilismy pieczona owcza glowe- podawano ja na
    duzej kuchennej desce, po czym sprawnym ciosem topora platano ja na pol przed
    twoim nosem. Po mozgu przychodzila kolej na smakolyk- oczy, ktore nalezalo
    samemu wydlubac lyzka z owczego czerepa.
  • morsa 15.05.04, 13:15
    Zamowiliscie, ale czy skosztowales? Oczy?
    Bylam kiedys w malej tawernie pod Atenami,
    goscie tylko miejscowi, oprocz nas.
    Na stolik naszych sasiadow tez wjechal barani
    leb. Towarzystwo bylo widac zadowolone z wyboru
    dania.
    Ja zmienilam krzeselko, usiadlam tylem do smakoszy.
    brrrr
  • chris-joe 15.05.04, 14:31
    w tawernie wszystkie oczy zwrocily sie na nas, gdy zamowilismy ow specjal,
    wlasciciel musial sie az upewnic, ze rzeczywiscie o to nam chodzi. Owczy
    czerep jest tam specjalem, ale jakby troche sekretnym, "tylko dla nas
    Grekow", "Turistes sa na to zbyt delikatni" (cos jak japonska podpsuta i
    slimaczaca sie fasola "natto").
    Wiekszosc mozgu zjedlismy prawie bez problemu, jesli chodzi o oczy... no coz,
    spojrzenia i usmiechy politowania innych klientow nie pozostawialy nam wyboru,
    a kilka lufek ouzo dodaly kurazu. Wydlubalismy, wzielismy do buzi... szybki
    pojedynczy przegryz (to byla najgorsza czesc przedsiewziecia) i natychmiastowe
    polkniecie niemal calej galki... I spory lyk ouzo. Nigdy wiecej!
  • chris-joe 15.05.04, 19:14
    cholera jasna! my tu gadu gadu, a tymczasem Braz wlasnie wrocil z zakupow z
    torba pelna zywych krabow!!! Torba lezy i sie rusza!
  • basia553 15.05.04, 20:19
    Natychmiast grilluj! Wpadne, bo to möj przysmak!!! (kraby, nie Twöj Pele:)))))
  • don2 15.05.04, 20:55

    CANGREJOS DE LA RIBERA (kraby po hiszpansku ) bierzesz: cebula,2 marchewki,
    troche natki pietruszki,wino biale,5 lyzek smalcu (czystego)pokroic wszystkie
    skladniki,wrzucic do rozgrzanego szmalcu,dolac wina ,wrzucic kraby i delikatnie
    od czasu do czasu mieszac.PS Uwaga !!! kraby myjesz dokladnie przed wrzuceniem
    w ZIMNEJ WODZIE .Smacznego.
  • chris-joe 15.05.04, 21:38
    na razie wlozyl zywe do lodowki (ponoc zgodnie z zaleceniami sprzedawcy!) by
    je "zalatwic" tuz przed spozyciem- a to dopiero wieczorem. Zamieszana ma w to
    byc cytryna, piwo i jakies inne skladniki. Sie nie wtracam z wyjatkiem
    protestow, ze nie chce zadnych zywych zwierzat w lodowce. Udaje, ze nic nie
    wiem, poki ich nie zobacze na talerzu.
    Teraz wybieramy sie na pchli targ i diabli wiedza gdzie jeszcze.
    Niewykluczone, ze zawleczemy tez jego siostre do polskiej restauracji (wraca do
    Brazylii za 3 tygodnie).
  • ani-ta 15.05.04, 21:09
    wczoraj okropny polski obiad:
    mlode ziemniaczki obsmazane w koperku, watrobka drobiowa (w jabluszkach) i
    mloda kapustka:)
    dzisiaj okropny polski obiad:
    w miejsce kapustki, ktora niespodzianie zniknela (myszka zjadla?) pojawila sie
    mizeria ze szczypiorkiem:)

    uwielbiam wschodnie wynalazki, malo tego mam zgode na doswiadczenia kuchenno-
    kulinarne w domu (jak to Jedyny powiedzial..."najwyzej bedzie niezjadliwe:P"),
    ale jak tylko slonko przygrzeje... pojawia sie chec wieksza od pokus
    innych... "musze to zrobic!!!"... i wtedy mloda kapustka z mlodymi
    ziemniaczkami... sama wchodzi do gara... a potem sama znajduje droge do otworow
    paszczowych:)

    sa ludzie ktorzy powietrzem zyja i do takich przyziemnosci jak dobre jedzenie
    sie nie przyznaja... ja uwielbiam jesc!
    <to byla spowiedz lasucha!>

    a.:)

    P.S.
    w ramach zycia w unijnym kraju... jadlam hiszpanskie pomidory i greckie
    ziemniaki:)
    <to sie nazywa wytlumaczyc czynnik ekonomiczny:P cena greckich do polskich
    ziemniaczkow 1:2>

    P.P.S.
    co do smrodow wszelakich... mimo, ze w zasciankowie zyje... posiadam garnki z
    pokrywkami oraz okap kuchenny... siakos nie smierdzi:P
  • basia553 15.05.04, 21:47
    pewnych rzeczy nawet przykrywac nie wolno, bo to ujemnie na ich smak wplywa.
    W tej chwili przypominam sobie tylko kalafior, a to juz wystarczy.
    Poza tym: i ja mam okap i pokrywki, ale jak gotuje kapuste, to niestety pare
    dni mieszkanie ma zapach. Z tym sie nalezy pogodzic i basta.
  • ertes 15.05.04, 21:58
    I wlasnie o to chodzi. Co tu sie przejmowac zapachem.

    A co do mlodych ziemniakow to jest to tylko polskie.
    Bodajze Wlosi zasmazaja zeimniaki w bazylii czy czyms podobnym. I to jest tez
    pyszne.
  • ani-ta 15.05.04, 22:06
    ja robie tak na prawde pol na pol z natka pietruszki:)
    ale musze ukrywac ow fakt przed rodzina... ktora koperek uwielbia... a natke
    zdecydowanie mniej:) co nie przeszkadza jej palaszowac... ;)))

    generalnie mlode ziemniaczki smakuja milion razy lepiej jak sie je obsmazy... i
    w nosie mam cholesterol! grunt to orgazm podniebienia!:)


    a.:))
  • ani-ta 15.05.04, 22:01
    basienko:)
    wiem, ze cos czuc... ale zapewniam cie, ze podobnie ty jak i ja doskonale znamy
    pare duuuuzo mniej przyjemnych zapachow;)
    ja zdecydowanie wole odwiedzac domy, gdzie czuc gotowane jedzenie (nadzieja na
    poczestunek rzecz jasna zawsze jest:P), niz te gdzie czuc "cos innego".

    wspomnienia z lat studenckich... i koszmarne zapachy wydobywajace sie z kuchni
    w akademiku... boszzzz... jak ja wspolczulam znajomym, ze musza znosic
    pichcenie wietnamczykow!!!!... do momentu.... az zostalam ugoszczona... wtedy
    te smrody zamienilam na zapachy:)))))

    dobrze, ze mi o kalafiorku przypomnialas... w poniedzialek, jak Bog da a partia
    pozwoli, udam sie na bazar w celu nabycia:))))

    a.:) ktorej kuchnia kojarzy sie li tylko z przyjemnoscia;)
  • basia553 15.05.04, 22:10
    Ja dopiero dzis wieczorem wröcilam z Wloch i mam nowe ziemniaczki wypröbowane:
    podsmazone w oleju i z...rozmarynem! Pycha! Z tym ze ja w domu podsmaze mniej
    zdrowo, na maselku..
  • ani-ta 15.05.04, 22:16
    noooooo nieeeee
    albo oliwa (najlepiej z jakimis ziolkami w srodku) albo maselko!
    zwykly olej jest zbyt prozaiczny!

    basienko... juz pisalam... do diabla ze zdrowiem! grunt zeby PRZYJEMNOSC
    byla!:)))))))))))

    czego i tobie zycze!:)

    a.:)

    P.S.
    ide sprawdzac na mapie jak daleko jade na konferencje od ciebie.... moze nie az
    tak... jak mi sie wydaje?:)

    P.P.S.
    lepiej napisz co dobrego jadlas na urlopie? opalona? odprezona? szczesliwa?:)
  • ertes 16.05.04, 18:03
    Wlasnie o te ziemniaki mnie chiodzilo. Nie z bazylia a z rozmarynem.
    Pychotka.

    Mozna jeszcze dodac Olive Bread maczany w mieszance oleju z oliwek, parmezanu i
    octu.

    A z bazylia to najlepsza jest biala mozzzarella, z pomidorem i rowniez octem.
  • don2 16.05.04, 18:07

    zamien ocet na cytryne
  • ertes 16.05.04, 18:19
    Moja gruba zona tak czasami robi. Ale ja wole balsamic (balsamiczny?) ocet.
  • don2 16.05.04, 18:23
    jak przyjdzie czas i stane przed wyborem jak maja mnie balsamowac,to raczej
    nie octem.:)))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • jan.kran 15.05.04, 23:07
    Od kiedy kalafior jest typowo polska potrawa?
    Ja wiem , ze te kilka nacji co je spotkalm wsuwaja polski bialy ser i kielbase
    az im sie wszystko trzesie.
    Oscypek tyz jest niezly.
    nie wiem czy kapusta to typowo polski przysmak ale Niemiec a zwlaszcza
    Alzatczyk wsuwa rowno to smierdzace warzywo.
    Ja bym tam kilinariow nie uogolniala :-)) K.
  • kan_z_oz 16.05.04, 08:51
    Po przeczytaniu wszystkich postow; znowu jestem glodna. 20 min temu zjadlam
    obiad; marynowane 'eye filets' czyli polwdwica z krowy na BBQ w czerwonym winie.
    Utylam 5 kg od czasu korespondencji internetowej!!
    Prosze, nie podawajcie zadnych innych przepisow; kapusta i kalafior moze
    smierdza ale jakze smakuja...mniam.

    Pzd
  • lucja7 16.05.04, 12:59
    Mnie w kuchni polskiej najbardziej drazni slownictwo. Nie wiem dlaczego Polacy
    jedza chlebek z maselkiem, popijaja herbatka albo kawka, troche kielbaski,
    sledzika, flaczkow, i tak mozna w nieskonczonosc.
    Dlaczego te zdrobniale dziwolagi? Nie moga przy stole poprosic o maslo a nie
    maselko? Albo troszeczke zupki? Bleeeeeeeeeeeee
    lucja7.
  • don2 16.05.04, 13:16

    to nie w kuchni polskiej :)))))))) to taki maniakalny serwilizm kelnerski:
    " a moze szanowny pan mecenas kaze podac poledwiczke na grzaneczce i bulionik
    i mamy swiezutka rybke z wody " niestety pozostalosc prowincjonalnej kultury
    gastronomicznej.A jak ci sie podoba pytanie : a ryba swieza? i co kelner ma
    powiedziec? A w domu jak mama mowi do coreczki? wypijesz mleczko i zjesz
    buleczke z serkiem-potem pojdziemy na spacerek . Uklonki D.
  • jutka1 16.05.04, 15:44
    don2 napisał:

    > A w domu jak mama mowi do coreczki? wypijesz mleczko i zjesz
    > buleczke z serkiem-potem pojdziemy na spacerek . Uklonki D.
    **********
    nienienienienienie!! ................ :))))))
    MamUSIA mowi do corKI:
    dopij mleko, zjedz bule zesrem, i wynocha na podworECZKO ;)))))))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • don2 16.05.04, 17:08

    wypij mleko,zjedz bulke z kielbasa ( nie wydlubuj tluszczu ) potem pojdziesz
    na spacer...i masz wrocic przed 22.00 .wrocisz pozniej to Ci ojciec nogi z dupy
    powyrywa.
  • jutka1 16.05.04, 18:54
    don2 napisał:

    > wypij mleko,zjedz bulke z kielbasa ( nie wydlubuj tluszczu ) potem pojdziesz
    > na spacer...i masz wrocic przed 22.00 .wrocisz pozniej to Ci ojciec nogi z
    dupy powyrywa.
    **********
    hehehehe

    yes daddy, wroce po czwartej rano a jak sie nie podoba to sie wyprowadz,
    hihi ;)))))))))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • jutka1 16.05.04, 15:42
    Lucjo, zgadzam sie w calej rozpelznosci. ;)
    Tez mnie to drazni/irytuje, niepotrzebne skreslic. Jak mi ktos proponuje
    herbatke, to mam ochote powiedziec nie dziekuje, ale herbate poprosze.

    Nie wiem, skad sie bierze maniera.

    Jutka - nieznajka aka nieumialek
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • basia553 16.05.04, 16:52
    przypomina mi sie - niekulinarne - "caluje raczki, sciskam poledwiczke".
    Tak zartowano przeciez z tej krakowskiej maniery (Sabba, nie bij)
  • jutka1 16.05.04, 16:56
    Swiatlo, gosci szt. 4 przyjmuje dzis zalewajka na prawdziwym barszczu prosto z
    PL.
    Plus oczywiscie inne rzeczy, ale to nie z polskiej kuchni.

    No i co Swiatlo, zjadlbys domowej zalewajki??? :))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • don2 16.05.04, 17:00

    A ja nie zjadlbym zalewajki ...ja bym sie zalal !!
  • jutka1 16.05.04, 17:03
    don2 napisał:

    > A ja nie zjadlbym zalewajki ...ja bym sie zalal !!
    **********
    Don, chodz to sie zalejesz z nami!! :))
    Oprocz zalewajki sa industrialne ilosci wina w duzych kielichach ;))))

    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 16.05.04, 17:27
    Co to zalewajka?
  • don2 16.05.04, 17:40
    ertes napisał:

    > Co to zalewajka?
    <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

    taka Pani co sie zalewa
  • ertes 16.05.04, 17:42
    no, no to Jutki na imprezach panie sie zalewaja?
  • don2 16.05.04, 17:51
    ertes napisał:

    > no, no to Jutki na imprezach panie sie zalewaja?
    <<<<<<<<<<<<<<<<<<
    Ba ! glownie i tylko
  • szfedka 16.05.04, 18:07
    don2 napisał:

    > ertes napisał:
    >
    > > no, no to Jutki na imprezach panie sie zalewaja?
    > <<<<<<<<<<<<<<<<<<
    > Ba ! glownie i tylko

    Jasne, bo to to co warto, zalac sie warto...nic inne nie warto...


    --
    no i to by bylo na tyle...
    Wasza Psciolka
  • don2 16.05.04, 18:17
    No sa jeszcze jakies " rzeczy " co warto :))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • jutka1 16.05.04, 18:52
    zalewajka: zupa na bialym barszczu, z wedzonka i biala kielbasa

    mniam.
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • basia553 16.05.04, 18:56
    to przeciez zur (rzur), a nie jakas tam zalewajka :))))
  • jutka1 16.05.04, 18:59
    basia553 napisała:

    > to przeciez zur (rzur), a nie jakas tam zalewajka :))))
    **********
    Nie, Basiu, bo jest z ziemniakami i duza iloscia czosnku i bez
    jajka!!! :p)))))))

    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 16.05.04, 19:17
    Mnie rowniez to na zurek wyglada.
    Ale narobilas mi smaku.

    Bede musial zamowic u mamusi przed wizyta w PL.
  • don2 16.05.04, 19:32
    zalewajka to rzadki zur i koniec dyskusji .regionalne nzwy.np. w sosnowcu na
    zur mowia zalewajka a w katowicach .ZUR i na pomorzu tyz zur.W ksiazce
    kucharskiej z roku 1910i wyd.1926 nie ma zalewajki ! natomiast w ksiazce z r.
    2002 -Marzeny Kasprzyckiej,tyz nie ma zalewajki.
    W jezyku gospodyn domowych regionu slaskiego zur z kartoflami pokrojonymi w
    kostke nazywa sie " zeniaty" natomiast z kartoflami rozgniecionymi-" niezeniaty"
    zrodla: poinformowane i z pierwszej reki.
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • basia553 16.05.04, 19:54
    Masz racje Don, ale to sie nazywa "zyniaty" :))))))
    Widze ze Cie ta slaska narzeczona niezle podszkolila!
  • don2 16.05.04, 19:58

    Sluze Ojczyznie!! spocznij!
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • akawill 16.05.04, 20:17
    Według mojej szkoły zalewajkę robi się jak kartoflankę czyli główne składniki
    ziemniaczki i marcheweczka hehehe, bez wędzonki, zasmażka i pod koniec
    gotowania wlewany "koncentrat" żuru. Zgoda że mniam.

    --
    a poza tym to mu mu i kwa kwa
  • don2 16.05.04, 20:26
    tak wlasnie sie robi zur-te dodatki to juz jak kto lubi
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ani-ta 16.05.04, 20:34
    no to ja sie wypowiem i zapewne zakoncze temat:P
    u mnie zalewajka to wersja soft zuru:)
    bez jaja... taka delikutasna zupka jak dla dzieciaczkow:P
    zur natomiast jest ostry, kwasny, koniecznie z cebulka zasmazana, biala
    kielbasa i jajem:)
    bialy barszcz to wersja zuru ze smietana... czyli taki soft od zuru, ale mniej
    soft niz zalewajka;P

    swoja droga... skoro "zupka" razi... to zalewajka... powinna "zalewaja" byc?:)

    a.:))
  • akawill 16.05.04, 21:41
    don2 napisał:

    > tak wlasnie sie robi zur-te dodatki to juz jak kto lubi

    Tylko że jak się gotuje ziemniaki w zupie, jak w kartoflance, to wychodzi coś
    innego po dodaniu żurku na końcu (czyli zalewajka). Sam żurek chyba jednak
    robi się w dużej mierze jako "czysty" (pomijając wędzonkę) a te dodatki typu
    jajko + ziemniaki daje dopiero na talerz. Ale co ja tam wiem...

    --
    a poza tym to mu mu i kwa kwa
  • basia553 16.05.04, 21:46
    Akawillu, wlasnie nie gotuje sie tych ziemniaköw w zurku (sorry, w zurze)
    tylko naklada na talerz i ZALEWA, stad pewnie nazwa zalewajka?
    Ciekawe, ze mialam krewnych w Orzeszu (hehe, kto wie gdzie to jest)
    u ktörych bralo sie ziemniaki przysmazone z cebulka!
    Nawiasem möwiac nigdy nie spotkalam sie z zurkiem z jajkiem (jajeczkiem).
    Ale tez w moim domu nie gotowalo sie po slasku, wiec wiem co widzialam i jadlam.
  • don2 16.05.04, 21:50

    Swiatlo ci powie gdzie Orzesz,byla tam slawna jednostka LWP. A reszta to zna z
    bajki o orzeszku :))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • don2 16.05.04, 21:55
    W PRL z jakiem byla glownie szczawiowa,natomiast grochowka byla z " wkladka"
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ani-ta 16.05.04, 22:14
    szczawiowa z jajem;)
    grochowka z wedzonka (wedzona?:P):)
    OrzYsz... a i owszem jest:) jednostka, poligon, na trasie wawa-augustow mijamy
    zjazd do tego "raju";)
    a.:))
  • don2 16.05.04, 22:41
    Sprostowanie: Basia ma na mysli orzesz w strone bielska.My myslelismy o ORZYSZU
    na mazurach.Anito mea culpa (twoja tyz )
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ani-ta 16.05.04, 22:58
    biore poloweczke culpy na siebie;))
    chociaz gdybysmy te poloweczke wypili, to baska nic przeciw nie miala... toc
    dla zdrowotnosci:)

    a.;))))
  • morsa 16.05.04, 23:57
    Oj, same "gurmety" kulinarne tutaj.
    Ja sie nie znam, nie wiem jaka jest roznica miedzy zurem
    i zalewajka. ja zjadam wszystko, co leci.
    Moja kuchnia bardzo rzadko opiera sie na przepisach
    z ksiazek kucharskich. Ja tak jak Kajsa Warg - biore to,
    biore tamto, cos pomieszam, no i jakos da sie to zjesc.

    --
    Dobrze jest psiakrew, a kto powie, ze nie, to go w morde!
    (Witkiewicz)
  • starypierdola 17.05.04, 04:38

    > Swiatlo ci powie gdzie Orzesz,byla tam slawna jednostka LWP. A reszta to zna
    z bajki o orzeszku :)) <<

    Orzesze, tylko krok do Czerwionki!! A w Czerwionce krewnych nie mialas??
    :-)))
    SP
  • jutka1 17.05.04, 11:46
    basia553 napisała:

    > Akawillu, wlasnie nie gotuje sie tych ziemniaköw w zurku (sorry, w zurze)
    > tylko naklada na talerz i ZALEWA, stad pewnie nazwa zalewajka?
    *********
    skonsultowalam z wlascicielka wszelkiej tajemnej wiedzy kulinarnej. Akawill ma
    racje. Zalewajka, bo ziemniaki gotuje sie w zupie i na koniec zalewa sie zurem
    i dodaje czosnku. Zur sie goruje bez ziemniakow, podaje albo z jajkiem, albo i
    z jajkiem i z ziemniakami, ale wtedy ziemniaki purée wklada sie do talerza i
    dolewa zuru.

    Istnieje tez zalewajka z kaszanka, ktora jest przepyszna. Jadlam pare razy w
    miescie lodzi.

    NB, wczorajsza zalewajka wyszla ekstraklasa, tylko mam jeden problem, a
    mianowicie, ze znow ugotowalam za duzo. Bede dojadac caly tydzien (tzn. do
    piatku... :)))))

    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • swiatlo 17.05.04, 03:18
    jutka1 napisała:

    > zalewajka: zupa na bialym barszczu, z wedzonka i biala kielbasa

    My to jemy w Niedzielę Wielkanocną.
    Kiedyś też próbowaliśmy to jeść także w ciągu roku, ale przestaliśmy. To tak
    jakby jeść karpie albo pierogi z kapustą i grzybami poza Bożym Narodzeniem.
    To nie to samo.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • basia553 17.05.04, 08:17
    TAK! Ziutek masz racje, o to Orzesze chodzi. A w Czerwionce mialam znajoimego,
    ale wtedy jeszcze o tym nie wiedzialam :)))))))))))
    Swiatlo, z tym barszczem w ciagu roku..... Tez kiedys dorwalam karpia
    wspanialego chyba w lutym i nic, ale to nic mi nie smakowal!
    To zreszta tak jak z röznymi potrawami na urlopie. Pilismy w Grecji wspaniale
    winko, zachwycalismy sie, zabralismy pare butelek do domu. Zrobilismy przyjatko
    powitalne, moussaka jak trza, winko otwieram. a tu nic, zachwytu nie ma :((((
    Bo brakowalo dodatköw: tego greckiego ambiente, zapachu powietrza, muzyczki zza
    rogu, usmiechnietego wlasciciela knajpy, co nas juz z daleka wital itd.
    Kompletne rozczarowanie.
  • emre_baran 17.05.04, 08:26
    I tutuja znajduje potwierdzenie mojej tezy na temat chujowosci polandzkiego
    szkolnictwa, orzesze lerzy w samym sercu pieknej ziemi gorno slaskiej i nie w
    kierunku Bielska, bo to raczej Bielsko lerzy na kierunku Sosnica-Orzesze a o
    zworcie mozemy dyskutowac, pomijama "SEKMOWYM MULCZENIEM" fakt pomylenia Orzesza
    z Orzyszem.

    Ale! Basia i Orzesze pobudzaja u mnie czesc mozgo odpowiedzialnego za
    wspolnienie. Oboz pionierski w CSSR i Basia z Orzesa starsza odemnie chyba o lat
    5. slodkie mlodociane zauroczenie absolutnie platoniczne, jak wszystkie niestety
    moje zwiazki dotad.

    --
    www.beztrabek.prv.pl/
  • jutka1 17.05.04, 08:32
    Z barana nie wilk ale wilczyca-dziewica wylazla. Ide sie pochlastac tempym
    mydlem!!

    ;))))))))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • don2 17.05.04, 09:34

    Oczywiscie prawiczek baran myslal i wymyslil-to nie na Bielsko,ale Bielsko
    lezy na trasie :) A tak miedzy nami,to jak ja mialbym pamietac geografie polski
    po miejscach gdzie mieszkaly wszystkie cipki ,ktore znalem platonicznie i "
    nieplatonicznie" to ciekawy atlas by wyszedl ( nie chwalac sie ) I jak zwykle
    post byl o zupie a skonczyl sie na dupie :).
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • jutka1 17.05.04, 10:43

    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • xurek 17.05.04, 12:01
    Niemcom kapusta nie smierdziala, bo gotuja / jedza tez. Szwajcarom smierdzi.
    Niemcy na widok flakow robili sie jacys tacy bladzi – Szwajcarzy nie, bo jedza
    tez. Na temat kalafiora jeszcze nikt sie do mnie nie wyrazil, wiec nie wiem.
    Wszystkie znane mi nacje wykazuja na widok zoladkow ugotowanych w zurku albo na
    gesto te sama reakcje, ktora jest chec szybkiej ucieczki polaczna z checia
    zostania i zobaczenia na wlasne oczy, ze ja naprawde to zjem.
    Polskie wedliny dla wszystkich mi znanych pachna i wszystkim smakuja.
    Marynowane grzyby uwazane sa za powazny i dosc niesmaczny dziwolag – ogorki
    malosolne za przysmak. Bigos jak dotad smakowal wszystkim mi znanym
    innostrancom. Kapusta kiszona z suszonymi grzybami uwazana jest w pierwszym
    momencie za powazny mezalians – potem wszystkim smakuje. Gotowanie nerek (jak
    rowniez ich spozywanie) przyprawia wszystkich mi znanych lacznie ze mna o
    mdlace skrety zoladka.

    Curry niby nie smierdzi, ale powoduje w wiekszym stezeniu, przynajmniej u
    mnie, uczucie stechlizny i nieswiezosci. Poza tym curry zupelnie mi nie
    smakuje – ryz zreszta tez nie w kazdej postaci. Niektore nacje afrykanskie (np.
    Etiopczycy) uzywaja zjelczalego masla z jakimis ziolami jako przyprawy do
    gotowania. To jest najgorsze, co mi sie dotad udalo wachac. Zaraz po tym ida
    wszelkie rodzaje suszonych ryb i krewetek, na ktorych widok, zapach i smak robi
    mi sie rownie niedobrze – moja siostra natomiast wszstkie te elementy uwielbia.
    Ryba ogolnie jak jest przyrzadzana do przynajmniej dla mnie zawsze smierdzi –
    oprocz marynowanych badz innych surowych, ktore nie smierdza, ale za to mi nie
    smakuja.
    Wielu tubylcom zdecydowanie nie smakuje polaczenie miesa z owocami – ja bardzo
    lubie. Ja z kolei nie znosze ani miesza z mieta (kolega Anglik) ani z czekolada
    (kolega Meksykanin) ani z ryba (koledzy z Nigerii).

    Moje odczucie w czasie urlopu w Hameryce: amerykanskie zarcie nie ma ani
    zapachu, ani smaku, za to bardzo ladny wyglad :))).

    Piwo ma dla mnie dosc potworny zapach.

    A poza tym chwilowo zarcie kojarzy mi sie tylko i wylacznie z garem, ktory
    potem trzeba wyszorowac :)))).

    Xurek

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • don2 17.05.04, 15:18
    jak powiedziala matka do nauczycielki,wysluchujac uwag na temat czystosci swej
    pociechy " chlopak nie fiolek pachniec nie musi " :)))))))))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • swiatlo 17.05.04, 18:48
    xurek napisała:
    >
    > Moje odczucie w czasie urlopu w Hameryce: amerykanskie zarcie nie ma ani
    > zapachu, ani smaku, za to bardzo ladny wyglad :))).

    Musisz sprecyzować jakie jedzenie masz dokładnie na myśli. To prawda jedzenie w
    supermarkecie nie pachnie w ogóle bo jest wszystko popakowane w plastyki i w
    większości samo jest też plastykowe.
    A jeśli chodzi o restaurację to zależy w jakiej restauracji.
    Masz zresztą rację w dużej mierze. Nawet jedzenie etniczne w Ameryce jest
    przyrządzane pod gusta amerykanów, więc kuchnia chińska nie jest kuchnią
    chińską, ale kuchnią chińską dla Amerykanów. Podobnie z hinduską, włoską itd.
    Amerykanie w większości nie lubią ostrych zapachów i smaków. A jeśli się
    deklarują że lubią, to mają na myśli zamerykanizowane, czyli złagodnione wersje
    tych smaków.
    Podobnie piwa. Oczywiście piwa amerykańskie to takie lekko alkoholizowane siki.
    Bardziej słodkie i wodniste niż gorzkie. Nawet piwa importowane są też
    produkowane pod kątem gustów amerykańskich i są inne i łagodniejsze niż jakby
    kupić te piwa w krajach oryginalnych.
    No ale tacy są ci hamerykanie. Co kraj to obyczaj..

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • jutka1 17.05.04, 19:05
    swiatlo napisał:

    > Nawet piwa importowane są też
    > produkowane pod kątem gustów amerykańskich i są inne i łagodniejsze niż jakby
    > kupić te piwa w krajach oryginalnych.
    > No ale tacy są ci hamerykanie. Co kraj to obyczaj..
    *******
    Nie gusta ale przepisy. Mocniejszych nie mozna importowac, bo jest gdzies
    napisane, ze piwo zeby sie nazywalo beer musi miec mniej niz ilestam procent.

    To prawda, siki okrutne, ale sa tez dobre piwa, Sam Adams, Anchor Steam, Sierra
    Nevada, plus setki lokalnych z micro-breweries.

    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 17.05.04, 19:16
    Z piwem to tak jak w tym dowcipie:
    What is similar between makin love in a canoe and north american beer?



    ODP: Fucking close to water.
  • don2 17.05.04, 19:22
    znaczy gorzelnie mikrobow ?
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ertes 17.05.04, 19:24
    Znaczy?
  • jutka1 17.05.04, 19:32
    don2 napisał:

    > znaczy gorzelnie mikrobow ?
    ********
    hehehehehe

    ano. dobre. :))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 17.05.04, 19:34
    Przepraszam ale jestem chyba glupi bo nie jestem pewien ze rozumiem :(
  • don2 17.05.04, 19:35
    Nie jestes !
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • jutka1 17.05.04, 19:41
    ertes napisał:

    > Przepraszam ale jestem chyba glupi bo nie jestem pewien ze rozumiem :(
    *********
    Don zapytal, tongue in cheek, czy micro-breweries to gorzelnie mikrobow.
    No to sie zasmialam.

    :))))))))
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 17.05.04, 19:21
    I jeszcze w kwestii piwa: mnie te siki smakuja.
    Moje ulubione to Corona Light a kiedys kanadyjski Carslberg czy Molson Canadian.
    Choc czasami nie pogardze Sam Adams :)

  • swiatlo 17.05.04, 19:40
    ertes napisał:

    > I jeszcze w kwestii piwa: mnie te siki smakuja.
    > Moje ulubione to Corona Light a kiedys kanadyjski Carslberg czy Molson
    Canadian
    > Choc czasami nie pogardze Sam Adams :)

    Corona jest okropna, ale czy to nie jest meksykańskie piwo?
    Natomiast Molson Canadian jest dobre i to wcale nie siki. Podobnie bardzo lubię
    Labatt Blue. Pod warunkiej jednak że są butelkowe. Puszka zabija piwo.
    Zresztą kanadyjskie piwa w USA są tańsze.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • maria421 17.05.04, 19:42
    Noszzzz kurka wodna, Swiatlo, juz ci nawet polski bigos smierdzi?
    Ty w tej Hameryce zupelnie wech straciles, bo przeciez narzad nieuzywany
    obumiera, a gdzie Ty w Hameryce miales co wachac? Zarcie opakowane, gotowe,
    podgrzane w mikrofalowce nie pachnie niczym. A jak tu juz przede mna
    powiedziano, amerykanskie jedzenie jest bez smaku i zapachu. A jedzenie bez
    samku i zapachu jest po prostu sztuczne.
    Kazde pozywienie ma swoj zapach. Pamietasz jak pachnie jablko zerwane z
    jablonki? Albo swiezy pomidor czy ogorek?
    Kazda kuchnia musi pachniec w czasie obiadu. A to przysmazana cebulka, a to
    gotowanymi warzywami, a to smazonym czy prazonym miesem, a to ryba.
    Przyjezdzasz na obiad do domu i juz z daleka czujesz co zona gotuje...
    A od czasu do czasu dom musi pachniec pieczonym ciastem, plackiem drozdzowym
    albo jakim innym kolaczem. I tylko taki dom, Swiatlo, to dom, w ktorym sie chce
    zyc i mieszkac, tylko taki dom zyje.


  • ertes 17.05.04, 19:47
    Wcale nie jem opakowanego zarcia, gotowego i podgrzanego.
    A mieszkam w Ameryce.

    A bigos smierdzi. Tyle ze jest pyszny. Tak jak i kalafior.
  • basia553 17.05.04, 19:54
    Mieszkam w paropietrowym domu i jak stoje na parterze przy windzie to sie
    zloszcze albo na tych z lewej, co robia z cala pewnoscia pyszne podsmazane
    ziemniaki (ten zapach!!!), albo na tych z prawej, co ciagle cos wspanialego
    pieka. Cudowne zapachy! A ja lece wtedy do mieszkania i natychmiast musze cos
    wkuszac!
  • swiatlo 17.05.04, 19:55
    Mario, w 100%, co ja mówię, w 200% się z tobą zgadzam.
    Kalafior z zasmażką jest wspaniały. Jedynym problemem jest że jak go przyniosę
    do pracy, to wszyscy chcą przez okna wyskakiwać. Podobnie z gołąbkami.
    Curry uwielbiam, ale jak wchodzę do pokoju mojego hinduskiego kolegi w pracy,
    to chcę od razu wyjść.
    Tak więc lepiej jeść smakołyki w domu przy włączonym wentylatorze, ale do pracy
    przynosić plastykowe produkty.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • don2 17.05.04, 20:29
    Swiatlo gdzie ty chlopie pracujesz ? w pokojach jadacie przyniesione obiady?
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • swiatlo 17.05.04, 20:58
    don2 napisał:

    > Swiatlo gdzie ty chlopie pracujesz ? w pokojach jadacie przyniesione obiady?

    A gdzie mamy jeść? Na schodach?

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • don2 17.05.04, 21:10
    Swiatlo ,w europejskich miejscach pracy sa odpowiednie pomieszczenia do
    spozywania posilkow itd.Musialbym na leb upasc ,by jesc w pomieszczeniu
    biurowym lub na hali fabrycznej.Przypomniales mi PRL i kraje komunizmu.Panienki
    przy biurku z kanapka i szklanka herbaty.Do dupy macie socjalne warunki i
    zw.zawodowe.Juz nie bede Cie meczyl procentem pracownikow jadajacych w
    kantynach i barach okolicznych.Z jednym sie zgodze i znam to z
    autopsji:pracownicy jak ty to nazywasz "etniczni "jaja by se dali wyrznac a nie
    zaplaca w kantynie lub w barze " na miescie" kazdy ma jedzenie z domu.Nic w tym
    zlego ale maja odpowiednie warunki do jedzenia,naswt na budowach itp. A na
    filmach to wy hamerykancy jadacie albo w restauracjach albo w parku albo
    siedzac na 89 pietrze budowanego wiezowca na tej najbardziej odstajacej belce i
    pijecie cole :))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • swiatlo 17.05.04, 21:21
    Sa następujące możliwości w biurach:
    - wychodzenie 'out'. Jest to bodajże najpopularniejsza metoda. Kosztuje jednak
    więcej. Bo jak pomnożysz $6 razy 25 dni otrzymasz $150 miesięcznie. Niby nie
    dużo, ale to już rata za niedrogi samochód. Albo miesięczne ubezpieczenie
    samochodu.
    - przynoszenie jedzenia z domu. Jest to tańsze. Nie mówiąc że jest też
    naturalne branie do pracy resztek z wczorajszego obiadu. Ma się zmarnować?
    A jeść można w ogólnym pomieszczeniu lunchowym, jeśli takie jest. Są takie w
    dużych korporacjach, jednak w mniejszych firmach są one zwykle za małe aby
    pomieścić wszystkich. Zresztą jest przyjemnie przynieść sobie lunch do własnego
    biurka i jedząc łazić sobie po internecie. Co zresztą właśnie teraz robię.
    - jeździć na lunch do domu. Trzeba jednak niedaleko mieszkać. Ja mieszkam 5 mil
    od mojej pracy, więc to jest moja standardowa metoda. Jednak w czasie lata
    jeżdżę do pracy rowerem, więc na lato ta możliwość dla mnie odpada.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • chris-joe 17.05.04, 21:01
    Noszzzz kurka wodna, Mario, nie robze z Ameryki takiego kompletnego dziwolaga!
    Mozna tu (tam) bardzo porzadnie zjesc, moda na zdrowe zarcie pewnie tu (tam)
    silniejsza niz w Europie, restaurcji z calego swiata wybor tu (tam) rowniez nie
    mniejszy, niz na starym kontynencie, a byc moze nawet bogatszy.
    Jasne, ze sa tacy, co poza cola i burgerem nic w gebie nie mieli, ale i w
    Europie nie kazdy taki znow kulinarnie wyrafinowany. Prawdaz?
  • ertes 17.05.04, 21:03
    > Jasne, ze sa tacy, co poza cola i burgerem nic w gebie nie mieli, ale i w
    > Europie nie kazdy taki znow kulinarnie wyrafinowany. Prawdaz?

    pytanie raczej retoryczne. Gdziekowliek w Europie nie trezba jezdzic godzinami w
    poszukiwaniu McDonald's czy Burger King albo KFC.
  • chris-joe 17.05.04, 21:10
    i wcale bym sie nie zdziwil, gdyby sie okazalo, iz w Europie przypada wiecej
    bigmac'ow na twarz, niz w bigmac'owej ojczyznie.
  • maria421 18.05.04, 20:09
    chris-joe napisał:

    > Jasne, ze sa tacy, co poza cola i burgerem nic w gebie nie mieli, ale i w
    > Europie nie kazdy taki znow kulinarnie wyrafinowany. Prawdaz?

    Prawdaz, Chris, najprawdziwsza prawda-z :-)

    W Europie co kraj to obyczaj, ale smialo moge zaryzykowac twierdzenie, ze u nas
    jada sie wiecej swiezej zywnosci. Niektore nacje (Wlosi, Francuzi, Polacy)
    chetnie kupuja swieze produkty na rynku, w tych krajach jeszcze sie ostaly male
    sklepiki sprzedajace swieza zywnosc.
    W USA ludzie zaopatruja sie glownie w supermarketach, do ktorych czesto musza
    przemierzyc iles tam mil, wiec sila rzeczy robia zakupy na zapas i kupuja
    produkty o dlugiej konserwacji.
    Jezeli chodzi o gastronomie, to stwierdzam, ze USA maja wiele do nadrobienia.
    W Europie (chocby nawet w Niemczech) znajdziesz mase barow sprzedajacych swieze
    kanapki, bagietki przekladade czym dusza zapragnie, salatki, zupki etc. To
    wszysto jako szybki lunch.
    A nasze kawiarnie i kawiarenki z pysznymi tortami albo lodami? Macie cos
    takiego?
    No a potem oczywiscie jest cala plejada restauracji roznych kategorii
    serwujacych dania roznych kuchnii, ale na ogol nie trzeba brac zyranta po to,
    zeby nawet do najlepszej pojsc, nie trzeba wait to be seated, porcyjki sa
    odpowiednie do mozliwosci zoladka i nikt nie zabiera ze soba doggy bag...

    Ej, Chris, Ty pewno dawno w Europie nie byles...
  • ertes 18.05.04, 20:15
    Oj Mario, Mario jak Ty nie znasz Ameryki... a tyle o niej piszesz.

    hehe az ciezko taka niewiedze skomentowac hehe
    Operujesz jakims stereotypami ktore rzadko mozna znalezc.

    Masz jak zwykle problemy ze zrozumieniem ze inne nie znaczy gorsze ani lepsze.
    Po prostu jest INNE.
  • maria421 18.05.04, 23:16
    ertes napisał:

    > Oj Mario, Mario jak Ty nie znasz Ameryki... a tyle o niej piszesz.
    >
    > hehe az ciezko taka niewiedze skomentowac hehe
    > Operujesz jakims stereotypami ktore rzadko mozna znalezc.

    Oj, Ertesie, tylko mi nie mow, ze Twoja zona w LA codziennie na ryneczek albo
    do sklepiku za rogiem biegnie po swieza salate i wiejski serek...

    > Masz jak zwykle problemy ze zrozumieniem ze inne nie znaczy gorsze ani lepsze.
    > Po prostu jest INNE.

    INNE oznacza dla mnie zroznicowanie miedzy kuchnia polska, wegierska, tajska,
    wloska, francuska, chinska, japonska itp.
    Kryteria GORSZE lub LEPSZE stosuje sie do jakosci zywnosci, a na te jakosc
    sklada sie glownie swiezosc, czystosc, roznorodnosc i wartosci odzywcze.

    Sam przyznasz chyba, ze fast food nie tylko jest INNA ale i gorsza od modnej
    teraz slow food, czyli od potraw jakie gotowaly nasze mamy czy babcie, ktore
    same zagniataly makaron, a rosol z kury gotowaly pare godzin na malym ogniu.
  • ertes 18.05.04, 23:58
    > Oj, Ertesie, tylko mi nie mow, ze Twoja zona w LA codziennie na ryneczek albo
    > do sklepiku za rogiem biegnie po swieza salate i wiejski serek...

    Akurat u mnie jest troche inaczej gdyz to ja kucharze. Ale to na marginesie.
    Smiem twierdzic ze do swiezej salaty mam duzo lepszy dostep niz Ty gdyz mam
    farme w ogleglosci 5 minut od domu.

    Operujesz jakims wydumanymi stereotypami ktore maja sie nijak do rzeczywistosci.

    Co ma do tego wszystkiego fast food tez nie rozumiem.

    Masz zupelnie wypaczony obraz zycia w Ameryce Polnocnej.
  • don2 19.05.04, 00:11

    Maria ma racje !! i do tego jedzenie nozem i widelcem jest niedoscigniona
    umiejentnoscia dla przecietnego hamerykanina.No bo kto to widzial by najpierw
    odkroic kawalek kotleta potem przelozyc widelec do prawej reki odkladajac noz i
    zaczac jesc.:))))))))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ertes 19.05.04, 00:16
    Co to jest widelec? Noz to wiem bo odkraiwamy platy miesa z cielca.
    Czasami wrzucimy pare ziemniakow do ognia i tyz sie zezre ale rece sa czarne.
  • swiatlo 19.05.04, 01:08
    ertes napisał:

    > Co to jest widelec? Noz to wiem bo odkraiwamy platy miesa z cielca.
    > Czasami wrzucimy pare ziemniakow do ognia i tyz sie zezre ale rece sa czarne.

    Ja nic nie odkrawam, jeno pazurami odrywam. A czasami żrę zębami bezpośrednio z
    cielca.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • tortugo 20.05.04, 17:57
    sierra nevada z beczki to najlepsze piwo na swiecie, howgh!
    a cienkie zarcie znajdziesz wszedzie. (tu nie bede sie rozpisywal o naszej
    ojczyznie zeby patriotow nie urazic.) natomiast zeby nie bylo miskonsepszyn,
    ze w niby hameryce jest kiepskie zarcie... w san diego, np., jest zatrzesienie
    autentycznych meksykanskich knajpek, milion meksykanczykow niczego innego by
    nie tolerowalo. a na sushi chodze do knajpki gdzie rezerwacje musze robic co
    najmniej tydzien wczesniej, bo zapchane japonczykami, w tym japonskimi
    biznesmenami w delegacji. dalej, juz pomijajac autentyczna kuchnie etniczna,
    kuchnia amerykanska, ktora przyswoila sobie rozmaite aspekty i niuanse innych
    kuchni, wytworzyla wlasny charakter i jest bomba! tu powstaly m.in. Pacific
    Rim i nouvelle cuisine. California cuisine, oparta na potrawach morza i
    produktach lokalnej agrykultury jest niesamowita: urozmaicona, smaczna i
    zdrowa. w ogole amerykanska sztuka sztuka kulinarna nie rozni sie od innych
    dziedzin zycia w ameryce, zycia ktore jest unikalne pod wzgledem bogactwa
    zasobow, podloza kulturalnego, i idacej z tym reka w reke roznorodnosci i
    inwencji. Dlatego zawsze jak slysze uogolnienia na temat ameryki, chce mi sie
    z nimi dysputowac :))
    a za pierogami mojej siostry i tak tesknie ;)))
    ~:O:=o
  • don2 20.05.04, 18:04
    No no no kolego czerepacha,hamuj !! nouvelle cousin wynalazek czysto francuski
    glowny Bog i ojciec monsieur B. podal by cie za to do sadu i bys sie nie
    wyplacil.A tak to na forum oswiadczam ,ze znasz sie na temacie jak ja na
    basetli.nie obraz sie ale widac na tobie wplywy " urban legend "
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ertes 19.05.04, 01:16
    dla szanownego kolegi Swiatlo za najdluzszy watek na P2.

    Gratulacje.
  • swiatlo 19.05.04, 01:22
    ertes napisał:

    > dla szanownego kolegi Swiatlo za najdluzszy watek na P2.
    >
    > Gratulacje.

    Zawsze wiedziałem że ludzie najbardziej lubią o żarciu.
    Nawet bardziej niż o dupczeniu.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • lucja7 19.05.04, 09:21
    Dupczenie rownie wazne, ale bardziej uwazane za "sfere prywatna".
    lucja7.
  • don2 19.05.04, 10:58

    Szanowni wspolmieszkancy naszego forum Ertes i Swiatlo. Bardzo sie dziwie
    waszej reakcji na moj post-Panowie! Ja to pisalem o Amerykanach nie o Was.:))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • maria421 19.05.04, 14:37
    don2 napisał:

    >
    > Szanowni wspolmieszkancy naszego forum Ertes i Swiatlo. Bardzo sie dziwie
    > waszej reakcji na moj post-Panowie! Ja to pisalem o Amerykanach nie o Was.:))

    He, he , he...)))

    Ertes do tej pory nie ma innej odpowiedzi niz ta, ze my (ja) stereoptypami sie
    poslugujemy. Tylko z czegoz one sie biora te stereotypy? Ano na przyklad z
    opowiesci mojej corki, ktora przez 4 tygodnie pobytu w Huntington Beach
    (okolice Ertesa) , czyli nad morzem (!) rybe jadla tylko jeden jedyny raz i to
    w postaci jakiekosc fish burgera u McDonalda.
    W tym samym czasie ja z malzonkiem, na wakacjach nad francuskim Atlantykiem
    wcinalismy swiezutkie ryby i wszelkie dary morza dwa razy dziennie.
    Te stereoptypy biora sie stad, ze moje kolezanki w Chicago jezdza po chleb do
    polskich delikatesow, zamias kupowac amerykanski chleb gdzies w supermarkecie.

    itp itd.....
  • basia553 19.05.04, 14:44
    Nie kcem ale muszem obgadac moja amerykanska kolezanke tutaj. Otöz jak jej
    cöreczka byla mala, to sie kolezanka raz skarzyla, ze od meza nie dostaje
    regularnie na zycie i jej cöreczka raz plakala z glodu, to ona, kolezanka
    pozbierala wszystkie grosiki w domu, aby jej kupic hamburgera!!!! Chyba juz o
    tym pisalam. Na mysl jej nie przyszlo, zeby obgotowac pare ziemniaczköw czy
    nudli.
  • don2 19.05.04, 15:20
    he he he ,coreczka plakala z glodu !! serce mi peka i w gardle
    sciska.popierwsze to mogla zgasic tego papierosa-paczka fajek =3 mleka albo itd.
    a moze nie pali? egal.a pracowac nie miala?i ten "burger" !!!
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • basia553 19.05.04, 15:26
    Don, na ten temat to moglabym bawic towarzystwo godzinami, ale to nie ten
    wontek. Tu chcialam tylko powiedziec: znam jedna amerykanke, co poza
    hamburgerami nie zna innego srodka sycacego dziecko.
  • lucja7 19.05.04, 16:08
    Kilka razy w zyciu wyszlam z kina przed koncem filmu ktory mi sie nie podobal.
    Raz tylko wyszlam z restauracji w trakcie dania zachwalanego i polecanego przez
    hotelarzy. To bylo w San Diego, w La Jolla, langusty zupelnie bez smaku.
    Fast food chyba lepszy. Przykre wspomnienie.
    lucja7.
  • swiatlo 19.05.04, 16:33
    .. i powyżywali sobie na hamerykanach.
    Na zdrowie! :)

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 19.05.04, 16:37
    Bym cos napisal ale musze leciez z dzieckiem na sniadanie do McDonalds. Moja
    gruba zona zabrala mi wszystkie pieniadze ale znalazlem jakies grosiki i na Big
    Maca wystarczy a potem jade trzy dni swiniamy i jeden w zaprzegu chomikow kupic
    jakies groceries.
  • maria421 19.05.04, 18:49
    Ertes, Swiatlo! Z pewnoscia w pierwszych latach Waszego pobytu w Ameryce Pn.
    tez Wam uszami wychodzil amerykanski chleb i amerykanskie jedzenie. No, moze za
    wyjatkiem miesa, bo zeberka czy jakis steak z grilla sa calkiem dobre.
    Z pewnoscia snily Wam sie po nocach polskie smakolyki i kombinowaliscie gdzie
    by je kupic. Myle sie?
  • don2 19.05.04, 18:58
    hi hi ,po pirwszy ch 3 latach w svenssonii gornej.calowalem polski chleb.
    potem kupowalem niemiecki potrojna cena.Potem bylem zmuszony ozenic sie z polka
    bo powiedziala ,ze umi piec chleb.I td. Za tydzien jade do PL kupie maszynke do
    pieczenia chleba-taniej jak znowu zenic sie z polka.no i maszynka tansza w Pl.
    O innym zarciu w tym kraju sie wypowiadalem nieraz-Juz wiem co bede jadal w
    piekle :)))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ertes 19.05.04, 19:05
    Najwiekszym problem braku polskich potraw, wedlin smakolykow mialem zaraz po
    wyjezdzie z Polski. A mieszkalem w Niemczech. I to tam powstalo powiedzenie o
    "plastikowym" chlebie. Warzywa bez zapachu itp.

    Cale szczescie w Toronto bylo pod dostatkiem polskich sklepow ze swojskim zarciem.
    Jedynie co w Niemczech dobre to male, swiezutkie buleczki na sniadanie. Tyle ze
    tez plastikowe.

    Teraz i tak chleba nie jadam wiec nie mam problemu w Niemczech, USA , Polsce czy
    w jakimkolwiek kraju na swiecie.

    A jesli chodzi o ryby to najlepsze jadlem na Kubie. Prosto z morza, swierzutkie,
    pyszne. Wszystkie inne moga sie schowac. Zreszta na Kubie zarcie wogole jest
    doskonale.
  • don2 19.05.04, 19:35
    moj ranking piekarnictwa :niemcy,polska,francja i wlosi balkany i hiszpanie po
    rowno
    wyroby wedliniarskie: polska potem dlugo dlugo nikt i hiszpania z jednym
    produktem-szynka serrano= parma wloska.Reszta nadaje sie do wyzucenia w chwili
    kupna.
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ertes 19.05.04, 19:42
    To mogloby sie zgadzac gdyz moi znajomi zaopatruja sie w chleb w pobliskim
    niemieckim sklepie :)
    Czasami kolega Wietnamczyk przynosi bulki z wietnamskiego sklepu i musze
    przyznac ze tak dobrych bulek jak te jeszcze nie jadlem.

  • basia553 19.05.04, 19:43
    Faktycznie u nas w Niemczech wieksza ilosc wspanialych chleböw. Ale jesli
    chodzi o Wlochy, to pewnie od regionu do regionu inne chleby sa dobre i trzeba
    sie znac. W Toskanie stwaiaja zaraz na stole tak wspanialy chleb, ze najpierw
    wacham go dluzszy czas upajajc sie zapachem, a potem jem bez niczego, bo
    smakuje jak najlepsze ciasto. A w Ligurii juz byla dupa blada, chlebek suchawy
    i bez smaku, ze o zapachu nie wspomne.:(((((
  • swiatlo 19.05.04, 19:48
    Oczywiście że się mylisz :)
    Dodam, że nie byłem wyjątkiem od reguły i zajęło mi parę lat aby się
    zasymilować. Jednak nie miało to nic wspólnego z kuchnią.
    To raczej w Polsce masz do wyboru w zasadzie jeden rodzaj jedzenia i musisz się
    nieźle napocić jeśli na przykład jesteś Hindusem, Chińczykiem czy Grekiem.
    Niezależnie od tego jak dobra jest kapusta i kotlety mielone, jeśli ktoś
    pochodzi z innej kultury i ma raczej ochotę na korzenie z glistami, to w Polsce
    ma dość ciężko. I dopiero on może się nawściekać na Polaków!
    W Hameryce nie masz przymusu kupować watowego chleba, plastykowych wędlin bądź
    chemicznie kolorowanych pomidorów o smaku wody. Jeżeli w czasie waszego pobytu
    w tym kraju tylko to kupowaliście, to tylko o was źle to świadczy.
    Masz tutaj do wyboru całą gamę produktów farmerskich, naturalnych bądź
    etnicznych i w ogóle co tylko ci przyjdzie do głowy.
    Muszę powiedzieć także że przeciętny Amerykanin ma dietę znacznie bardziej
    urozmaiconą, lżejszą i zdrowszą, niź przeciętny Polak. Bardziej opartą na
    warzywach, róźnorodności i równowadze, niż jednostronna i cięzka kuchnia polska
    oparta właściwie na tym samym: kapuście, kartoflach i ciężkim tłuszczu.
    Zdarzają się tutaj rednecki którzy jedzą tylko frytki i colę, i tak zresztą też
    wyglądają, podobnie jak na polskich wsiach jedynie co się je to smalec, kapustę
    i wódkę. I też nie lepiej wyglądają. Na zdrowie!

    No ale fajnie jest naigrywać się z hamerykanów, tak było od zarania dziejów,
    jednak cóż, takie jest ryzyko bycia ogólno-światowym mocarstwem w dziedzinach
    od militarno-politycznej, poprzez ekonomiczną do kulturowej i medialnej.
    Nastawiasz się na zakompleksione reakcje. Takie jest życie...:)
    Najlepszą miarą jest ta, że Europejczycy tak uwielbiają się naśmiewać z
    hamerykanów, natomiast hamerykanie nawet głowy sobie nie zaprzątają
    Europejczykami.

    A moja w tym pozycja? Muszę szczerze powiedzieć że watowanego chleba nie jem,
    hamburgerów nie cierpię, no może raz na pół roku, jem warzywa z farmy, chleb z
    piekarni i wędlinę ze sklepu niemieckiego, a poza tym też mnie męczy ta
    mocarstwowość Ameryki i sam bym jej życzył większej pokory.
    No ale taka hameryka jest. Europa zresztą też nie lepsza....

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 19.05.04, 19:54
    chemicznie kolorowanych pomidorów o smaku wody. Jeżeli w czasie waszego pobytu
    > w tym kraju tylko to kupowaliście, to tylko o was źle to świadczy.

    Swieta prawda kolego. Smiac mi sie chce jak czytam te glupoty na temat tego co
    my tu jemy od ludzi ktorzy byli pare dni na wakacjach i jedyny wysilek jaki
    zrobili to pojsc do MC.
  • don2 19.05.04, 20:16
    wiesz co swiatlo,ja bym chcial mieszkac w kraju bogatym silnym i aroganckim-
    pokora to dobre w kosciele.w zyciu silny zawsze wygrywa( jak by nie bylo )a
    zycie jest krotkie.
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • don2 19.05.04, 20:22
    kolego swiatlo .przyjm do wiadomosci .ze te twoje opowiadania o restauracjach
    i produktach # etnicznych " jak to pieknie nazywasz datuja sie do dawno
    zapomnianych czasow.Nawet w polsce juz nie ma GDZIE ZJESC PO POLSKU.
    A w sklepach tych etnicznych " robakow" ile kto chce.oczywiscie nie w Zagraju
    Dolnym.polazil bys po miastach europy to bys oczka otworzyl.egzotow ile kto chce
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ertes 19.05.04, 20:28
    Swialto zapomnialem gdzie Ty mieszkasz.
    Wyglada na to ze bede w Oregonie w lipcu, chce podjechac do Creater Lake.
    Jestes gdzies w poblizu?
  • swiatlo 19.05.04, 20:42
    ertes napisał:

    > Swialto zapomnialem gdzie Ty mieszkasz.
    > Wyglada na to ze bede w Oregonie w lipcu, chce podjechac do Creater Lake.
    > Jestes gdzies w poblizu?

    Hehe, to jeszcze jakieś cztery godziny na północ. Ja jestem w Portlandzie.
    Kiedy w lipcu?

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 19.05.04, 22:50
    A to rzeczywiscie daleko :(
    Nie mam jeszcze sprecyzowanych planow. Po prostu wybieram sie na polnoc
    Kalifornii wiec moze i o Oregon zachacze ale Portland ciut za daleko.
  • jutka1 19.05.04, 20:30

    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 19.05.04, 20:39
    Czy to wazne kiedy byl?
    ON nie widzial wiec nie ma. Czyz to nie to samo niz w postach na temat zarcia u
    nas? Ja kiedys bylem w Paryzu i widzialem psia kupe na chodniku. Alez ci
    Francuzi to brudasy! A w Niemczech zatrzymalem sie na siku i smierdzialo. Niemcy
    to chyba wogole sie nie myja! W Polsce jak bylem to gotowala mama. Czy Polacy
    nie umieja prowadzic ZADNYCH knajp??? Ale syfilis w tej Europie.
  • don2 19.05.04, 20:51
    Ertes tylko ,bez nerw.osobiscie nie mam nic do waszego jedzenia.bylo by bzdura
    twierdzic ,ze w kraju wszystkich nacji brak mozliwosci wyboru i kupna.ja do
    polskiego sklepu musze jechac 250 km i nie bylem tam nigdy.Co nie znaczy ,ze
    nie ma.mam do Gdyni blizej niz do polskiego sklepu.lobalizacja i konkurencja i
    bitwa o ceny doprowadzila do tego ,ze kupuje argentynskie jablka i francuska
    kapuste.zaden baran nie zalatwi owocow lub jarzyn z PL-PL ma niezbyt dobra
    opinie jako kraj producentow rolno spozywczych.Bo najdalej do sasiada,jak mowi
    znane kazachskie przyslowie.Powinno juz to sie zmienic-nie ma granic i durnych
    ograniczen.
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • jutka1 19.05.04, 20:53
    swiatlo napisał:

    > 1998.
    > W Warszawie jest co jeść, to prawda. Nawet byłem w chińskiej restauracji.
    > Jednak na wsiach dalej się je smalec z kapustą i pół litra do popicia.
    > To się nie zmieniło. Przynajmniej w mojej obserwacji.
    *********
    Wybacz ale pozwole sobie sie z Toba nie zgodzic.
    Na wsiach w Hameryce tez masz diners i nic wiecej. Wiem, bo spedzilam sporo
    czasu jadac na wskros podczas przeprowadzki z jednego wybrzeza na drugie, i
    innych podrozy w miejsca dziwne i niezwykle.
    W PL nawet w malych miastach juz sa knajpki roznej proweniencji, zna sie te
    wyrazy dziwne ;), a PL z 1998 roku a PL dzisiaj to dwie inne PL (choc z roznych
    powodow), ktore dzieli 6 lat, jak by nie bylo.

    Pozdrawiam
    J.
    --
    Wasza Muszka- Pyton-i-ja -Jutunia
    Pis of end hepines
  • ertes 19.05.04, 23:03
    Co mnie denerwuje to takie pieprzenie o wyzszosci bozego narodzenia nad
    wielkanoca przez kogos kto wielkanoc zna z opowiesci.
    Kazdy, wszedzie, znajdzie cos dla siebie. Jesli chce szukac. Czasami jest
    trudniej a czasami latwiej.
    Wiadomo ze gdzies na zadupiu jest duzo trudniej lub tak jak twierdzi Jutka a
    czasem wrecz nie ma.
    fakt, jest tu inaczej niz w Europie ale bez przesady! Chcesz niemiecki chleb,
    jedziesz i kupujesz, chcesz wloskie wedliny, jedziesz i kupujesz itp itd.

    Kilka lat temu jezdzilismy troche po Niemczech i bodajze drugiego dnia po
    przylocie trafilismy do Baden-Baden. Padalem na nos (jet lag) i szukalem kawy.
    Tak na szybko, wypic kubek kawy. Gdzie? Nigdzie nic nie ma tylko same knajpy i
    knajpy a ja mialem w nosie knajpe ja chcialem kubek kawy! Cale szczescie na
    glownym rynku jest MacDonalds to moglem wskoczyc, kupic kawe w papierowym kubku
    i poleciec dalej ogladac zamiast siedziec i zlopac z porcelanowej filizanki.
    I co? Teraz mam wszystkim i wszedzie a zwlaszcza tym ktorzy mieszkaja w
    Niemczech opowiadac jak tam jest kiepsko bo nie potrafilem nic innego znalezc?
  • swiatlo 19.05.04, 20:46
    1998.
    W Warszawie jest co jeść, to prawda. Nawet byłem w chińskiej restauracji.
    Jednak na wsiach dalej się je smalec z kapustą i pół litra do popicia.
    To się nie zmieniło. Przynajmniej w mojej obserwacji.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • don2 19.05.04, 20:55
    o cholera ! jak sie jada smalec z kapusta? tak sam? czy do tego kawal miecha?
    a co do pol litra to nie przesadzajmy-mowisz na RYJA CZY NA KILKU ? jak na
    ryja to ok.I niech zyje prowincja oraz utrzymywanie tradycji.nasi przodkowie
    etnicznie nie jadali a jebaki byli przednie :))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • don2 19.05.04, 21:02
    Uwaga ! My nie od wczoraj swiatowi.Juz w latach 60-tych byla w warszawie
    chinska rest: bodajze Pekin.jak tam bylem to nawey pamietam bylo niezle
    mimo ,ze wtedy mialem pojecie o chinskiej kuchni jak swinia o blyskawicy.
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • ani-ta 19.05.04, 21:16
    no to ja rzucam pisanie baaaardzo waznego wystapienia na temat rozwoju nauki w
    panstwie Irlandia... i gnam do nocnego po slonine, smalec i kapuche! i biada im
    jak mi w zamian % zaproponuja!!!!:)))))

    na glebokiej prowincji w miescie Tomaszow Mazowiecki (kondolencje dla
    mieszkancow) w samym cietrie gorada stoi... budka wietnamczyko-chinczyko-
    podobnych... 2 lata temu bylo to JEDYNE miejsce gdzie odwazylam sie zjesc:)

    aaa... i powiem babci na wsi... ze te kalafiorki, rzodkieweczki, marcheweczki
    i... uwaga!!!... szparagi... z jej upraw maja sie z powrotem schowac pod
    ziemie... trza kapuche siac!:)))))
    a jak mi znowu zamiast dyni arbuza sprezentuje... to sie obraze na cale zycie i
    jeszcze na jeden dzien dluzej!
    swoja droga... dobre pytanie... kto wie gdzie w PL jest zaglebie arbuzowe?
    ha?!:) nie sa one co prawda tak czerwone i slodziutkie jak te zachramaniczne...
    ale sa... prosto z ogrodka... dobre;)
    konkurs rozwiaze... jak odnajde post wsrod miliona postow w watku swiatlowym o
    kuchni;)))))))))

    "ło jej babo ło jej miej ty w glowie olej!!! z pierwszego tloczenia dawaj do
    pieczenia!!! na kujawskim smaz, na kujawskim piecz... olej do smazenia to jest
    dobra rzecz!!!!":)))))))))))))))))))))

    a.:)))
  • swiatlo 19.05.04, 21:21
    Hehe, sama widzisz!
    Zobacz jak się obruszacie na naszą stereotypowość! Ech wy hipokryci! :)

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • maria421 19.05.04, 22:59
    ze w Hameryce nigdy zakupow robic nie musialam, ani nie musialam gotowac. Nie
    musialam tez tego robic w innych krajach w ktorych bywalam na urlopie.
    Moje doswiadczenia kulinarne sa doswiadczeniami turysty.
    Tak wiec, jako turysta, twierdze ze porownanie gastronomii francuskiej-
    greckiej-wloskiej- hiszpanskiej- wegierskiej pod wzgledem dostepnosci,
    swiezosci, roznorodnosci, i samaku zywnosci z tym, co oferuje gastronomia USA
    wypada jednoznacznie na korzysc krajow europejskich.
    Nawet w Niemczech turysta jezeli chce cos szybko zjesc moze sobie kupic po
    drodze swiezutka buleczke przekladana czym dusza zapragnie, tak jakby ja mama
    wlasnymi rekami przygotowala. Podczas mego ostatniego pobytu w NY oddalabym
    krolestwo za taka wlasnie normalna bulke z szynka, salata i pomidorem....

    Ertesie, Swiatlo to nie jest zadna ujma dla wspanialych USA, jezeli sie
    otwarcie powie, ze cos takiego jak amerykanska kuchnia wlasciwie nie istnieje i
    ze Wy na pochwale gastronomii amerykanskiej macie glownie jeden argument: ze
    przeciez w USA sa restauracje ze wszystkich kuchni swiata. No i co z tego? U
    nas tez sa bary sushi, pizzerie, restauracje z calego globu. Ale kto w nich sie
    zywi na codzien?

    Zeby sie dobrze zywic na codzien nalezy miec latwy dostep do swiezych
    produktow, no i oczywiscie checi zeby z nich cos ugotowac. Ja mam w zasiegu
    paru minut na pieszo dwoch piekarzy i jednego rzeznika, u ktorego moge zamowic
    np. swieza cielecine na sobote, albo zamarynowane steaki na grilla. Mam tzw Bio-
    laden z produktami ekologicznymi w zasiegu 5 min. samochodem. Mam hale targowa
    w zasiegu 15 min samochodem, gdzie kupuje super warzywa i owoce. No i mam
    jeszcze spozywczy 5 minut na piechote.

    Dobra kuchnia zaczyna sie od zakupow dobrych produktow. I tu pewnie Don sie ze
    mna zgodzi...
  • ertes 19.05.04, 23:10
    > wlasnymi rekami przygotowala. Podczas mego ostatniego pobytu w NY oddalabym
    > krolestwo za taka wlasnie normalna bulke z szynka, salata i pomidorem....

    Kiepsko szukalas gdyz NYC slynie z sieci Subway...

    A co do swiezych? Juz ci pisalem ze mam w poblizu farme. Wiec produkty sa dzis
    zebrane-dzis sprzedane. To ze masz spozywczy 5 minut na piechote wynika z
    zuplenie czego innego. Po prostu z zabudowy. Gdyby u nas postawic bloki zamiast
    domkow to bysmy chyba sie obijali o sklepy. Nie mozna porownywac. Jest inaczej
    Mario.
  • maria421 19.05.04, 23:22
    ertes napisał:


    > Kiepsko szukalas gdyz NYC slynie z sieci Subway...

    ...ktore przywedrowaly rowniez do Niemiec i serwuja bagiety king size po 1,5
    kilo.
    Ale nie o to mi chodzi.

    > A co do swiezych? Juz ci pisalem ze mam w poblizu farme. Wiec produkty sa dzis
    > zebrane-dzis sprzedane. To ze masz spozywczy 5 minut na piechote wynika z
    > zuplenie czego innego. Po prostu z zabudowy. Gdyby u nas postawic bloki
    zamiast
    > domkow to bysmy chyba sie obijali o sklepy. Nie mozna porownywac. Jest inaczej
    > Mario.

    Ertesie, ja mieszkam na przedmiesciu, wsrod domkow, nie wsrod blokow.
    Tu jest po prostu inne zapotrzebowanie, inne zwyczaje, stad popyt na swieze
    produkty.
  • ertes 19.05.04, 23:37
    Aaaa to tylko na przedmiesciach mozna swierze kupic?
    Ja mieszkam w srodku miasta i moge.
    Widzisz o ile jest lepiej? Acha, i cale szczescie ze nie mieszkac 5 minut
    piechota do sklepu bo nie lubie halasu ani smrodu samochodow.
  • don2 19.05.04, 23:13
    absolutnie !! a jako akcent humorystyczny na dobranoc:widzialem kiedys taki
    reportaz zrobiony przez TVP.Francuski szef kuchni z koszyczkiem w reku chodzil
    po hali targowej i wachal oraz wybieral i kupowal produkty do restauracji -
    garstke jakiejs zieleninki,rybke malutka kilka karczochow itp.w sumie koszyczek
    byl wielkosci zblizonej do tego z jakim czerqwony kapturek szedl do babci.
    dumnie zapowiedzial ,ze on osobiscie co dzien tylko swieze i na tym targu
    kupuje.tyle co on kupuje normalna gospodyni domowa majaca 3 osoby do
    nakarmienia-ot jak mozna lipe walic.:))))))))
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • swiatlo 19.05.04, 23:26
    Mario, błagam cię! Zostaw tych biednych jankesów w spokoju! Oni już ledwo
    dychają od tych waszych niesłusznych krytyk.
    Co do kuchni amerykańskiej, to zauważ że Ameryka powstała na bazie brytyjskiej,
    i to bynajmniej nie z tej artystokratycznej części.
    Czy możesz coś powiedzieć pozytywnego o kuchni angielskiej?
    Ameryka to kultura ludowa i nowobogacka. Wraz z wszystkimi zaletami i wadami
    tego faktu. Dla mnie egalitaryzm Ameryki jest cnotą absolutną i z całą dumą
    przeciwstawiam ją elityzmowi kultur europejskich.
    Nic dziwnego że fast food tak szybko tutaj urósł do miana kultu. Zresztą
    niemieckie wursty czy to nie także fast food? W czym one są lepsze od
    hamburgerów? W hamburgerach przynajmniej masz trochę sałaty i cebuli, podczas
    gdy w wurstach jeno ociekający tłuszcz.

    Powiem coś więcej: nawet istnieje coś takiego jak tradycyjna kuchnia
    amerykańskich anglosasów. I nie jest to bynajmniej burger ani frytki. Kuchnia
    ta jest oparta na ziemniakach puree, fasoli, kukurydzy, klopsikach mięsnych,
    indykach w różnych formach, pancakes, różnych syropach itd. Masz prawo tego nie
    lubić, ale nie są to fast foody.
    Czy jadłaś kiedyś coś z kuchni teksańskiej? Czy wiesz w ogóle co to jest?
    Wyobraź sobie że coś takiego istnieje. A jest to kombinacja fasoli, chili,
    indyka, wołowiny, różnych sosów itd. Bynajmniej nie hamburgera.
    Ludzie, nie przesadzajcie z tymi fast foodami! Na miłość boską, fast food jest
    ewenementem światowym tak samo charakterystycznym w Europie, jak i w USA,
    Australii i Japonii. Po prostu jest wynikiem innego modelu życia!
    I zarówno ani w Japonii, ani w USA, ani w Europie nie stanowi nigdzie głównej
    diety przeciętnego obywatela.
    Czy spagetti na papierowym talerzyku w Itali to nie fast food? A wspomnianie
    niemieckie wursty, albo pizza, albo kebabcze? Toż to jedno i to samo co
    hamburgery!

    Powtarzam: przeciętny Amerykanin nie jada hamburgerów na codzień. Podejrzewam
    że jak ty Mario przyjechałaś do USA to więcej jadłaś tego świństwa, niż
    przeciętny Amerykanin.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • chris-joe 20.05.04, 00:23
    Maryska!

    "Ertesie, Swiatlo to nie jest zadna ujma dla wspanialych USA, jezeli sie
    otwarcie powie, ze cos takiego jak amerykanska kuchnia wlasciwie nie istnieje i
    ze Wy na pochwale gastronomii amerykanskiej macie glownie jeden argument: ze
    przeciez w USA sa restauracje ze wszystkich kuchni swiata. No i co z tego? U
    nas tez sa bary sushi, pizzerie, restauracje z calego globu. Ale kto w nich sie
    zywi na codzien?"

    -nie usilowalem w zaden sposob udowadniac wyzszosci kuchni amerykanskiej nad
    kuchnia europejska (czy tez kuchni starej Europy nad kuchnia Europy nowej :),
    sklonny jestem sie nawet zgodzic -choc moge sie tu mylic- ze
    kuchnia "europejska" jest roznorodniejsza nizli amerykanska (mimo, ze pamietac
    nalezy, ze do kuchni "amerykanskiej" naleza, jak wspomnial swiatlo, kuchnie
    lokalne jak teksanska, new-england's, najprzerozniejsze
    kuchnie "autochtonskie", quebecka, czy np. murzynska "soul food" i wiele
    innych). Podobnie nie istnieje takze kuchnia "europejska" lecz francuska,
    wloska, grecka, ukrainska a i te nalezaloby dalej zregionalizowac. Jesli
    Ameryka nie ma jednej wszechogarniajacej i uniwersalnej kuchni "amerykanskiej"-
    nie ma tu powodow do wstydu, wszak nawet jezyka amerykanskiego niet.
    Jesli natomiast swiat zawojowala firma powstala w US- McDonald's- to o
    Europejczykow wyobrazni zle swiadczy jedynie, jesli na podstawie tejze firmy
    usiluja oni opisac ten kolosalny fenomen, jakim jest Ameryka. Krotkie
    wycieczki turystyczne stereotyp taki tylko potwierdzaja- bo taki jest
    psychologiczny mechanizm. Jesli jednak Amerykanie wyobrazaja sobie Europejki
    na podstawie np. pokazow mody Lagerfelda, czy kosmetykow Diora, to wizyta w
    Europie moze ich bardzo rozczarowac. Chyba, ze dostrzega -co jest bardzo
    mozliwe- tylko te eleganckie Europejki i stereotyp sie umocni.

    "Zeby sie dobrze zywic na codzien nalezy miec latwy dostep do swiezych
    produktow, no i oczywiscie checi zeby z nich cos ugotowac. Ja mam w zasiegu
    paru minut na pieszo dwoch piekarzy i jednego rzeznika, u ktorego moge zamowic
    np. swieza cielecine na sobote, albo zamarynowane steaki na grilla. Mam tzw Bio-
    laden z produktami ekologicznymi w zasiegu 5 min. samochodem. Mam hale targowa
    w zasiegu 15 min samochodem, gdzie kupuje super warzywa i owoce. No i mam
    jeszcze spozywczy 5 minut na piechote."

    -mieszkam w Montrealu -ktory z Paryzem, wbrew powszechnym stereotypom nie ma
    NIC wspolnego- jest to ot takie sobie przecietne miasto polnocnoamerykanskie.
    Moje zabiegi o "zdobycie" swiezego zarcia nie sa zbyt bardziej skomplikowane
    niz w twoje. Tak, jako Polak, zawsze narzekam na klopoty z odpowiednim
    chlebem. Jednak znam pare piekarni, na ktore moge liczyc. Nawiasem mowiac,
    gdy klocimy sie o chleb, to nie klocimy sie o lepsza jego "jakosc", lecz o
    nasze wlasne kulinarne nawyki. Pajda "europejskiego" razowca wcale nie jest
    specjalnie "zdrowsza", niz stostowana waciana kromka lokalnego
    czteroziarnistego chleba- tak sie chleb tutaj je i tyle.

    Kazde miasto, a zwlaszcza miasteczko pln.amerykanskie ma w weekendy (badz na
    okraglo) tzw. farmer's markets, gdzie zjezdzaja sie lokalni wyrobnicy, by
    upchnac troche towaru. Wiele tego towaru to autentyczne wyroby chalupnicze,
    drobno-rzemieslnicze, ktore swietnie odpowiadaja trendom na zarcie zdrowe,
    genetycznie niemutowane, hodowane "naturalnie". Czy to aby nie Ameryka rowniez
    rozpowszechnila te niekiedy smieszna mode w calym swiecie zachodnim?

    "Dobra kuchnia zaczyna sie od zakupow dobrych produktow."

    -swieta racja. Mnie zawsze Europa olsniewa roznorodnoscia towarow. Zwlaszcza
    ze sila nawyku wygladam tam rzeczy, ktore w Ameryce nie sa tak szalenie
    popularne. Jednakze, gdy porownamy JAKOSC odzywcza, zdrowotna itp.
    przecietnego domowego obiadu we Frankfurcie, Brukseli, Mediolanie z tym z
    Montrealu, San Francisco, czy Dallas- czy dasz glowe, ze porownanie to wypadnie
    na korzysc "Europy"? Ja nie.
  • ertes 20.05.04, 00:35
    CJ jak zawsze coolheaded :)
  • swiatlo 20.05.04, 00:42
    chris-joe napisał:

    > Jesli jednak Amerykanie wyobrazaja sobie Europejki
    > na podstawie np. pokazow mody Lagerfelda, czy kosmetykow Diora, to wizyta w
    > Europie moze ich bardzo rozczarowac. Chyba, ze dostrzega -co jest bardzo
    > mozliwe- tylko te eleganckie Europejki i stereotyp sie umocni.

    Czy masz na myśli że na podstawie pokazów Lagerfelda mogą dojść do wniosku że
    wszyscy Europejczycy to obleśni i zmanierowani starcy, natomiast Europejki to
    same wypindziowane anoreksyczki?

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • starypierdola 20.05.04, 18:17
    >>Podczas mego ostatniego pobytu w NY oddalabym
    krolestwo za taka wlasnie normalna bulke z szynka, salata i pomidorem....<<

    Gdzies Ty chodzila??/ Toz na kazdym rogu mozesz dostac swiezego sandwicza /
    buleczke przyrzadzonego i przyprawionego do smaku! I jak sobie zazyczysz to
    moze byc nawet kosher!!

    SP
  • don2 20.05.04, 18:24
    se llama TORTUGA,tortugo ? que cono significa?
    --
    ******BOZE WSPIERAJ,BOZE CHRON NAM CESARZA I NASZ KRAJ*
  • tortugo 20.05.04, 18:11
    cytujo mnie! JESTEM SLYNNY!!!

    jeno z czego...? - nie musicie odpowiadac ;)
  • starypierdola 20.05.04, 18:26
    Gratulacje, pokazales ze Kalifornia gora!!

    SP
  • basia553 20.05.04, 18:24
    Po tym cytacie z tartugi nabralam ochoty na Ameryke. Nie znam jednak jezyka -
    czy ktos sie ofiaruje mnie po tym przepieknym i arcyciekawym kraju (to na serio)
    i jego przewspanialych knajpkach (o tym musze sie najpierw przekonac) poholowac?
    Zgloszenia prosze przysylac ze zdjeciem i swiadectwem dobrego prowadzenia sie.
  • tortugo 20.05.04, 18:31
    zglaszam swa kandydature. uwielbiam sie bawic w przewodnika, zwlaszcza
    kulinarnego :) (acha, czy wspominalem, ze sam znakomicie gotuje? i znam sie na
    winach! a moj terapista mowi, ze upichcic dobra kolacyjke to znakomita forma
    foreplay'u ;)

    ________
    | |
    zdjecie: | ~:O=o | (wiadomo, rzulw)
    |________|

    swiadectwa dobrego prowadzenia sie nie posiadam, jako ze pod tym wzgledem nie
    odbiegam od otoczenia (prawda, forumowicze?) ;)))

    I will await your favorable reply with keen anticipation.
    rz.
  • ertes 20.05.04, 18:32
    Basiu ja Cie zapraszam do siebie.
    Co prawda nie jestem knajpianym typem ale cos sie znajdzie.
  • starypierdola 20.05.04, 18:37
    Nie zapomij ze mi tez piwo obicales. Moze Basia sie u mnie zatrzyma po drodze
    do Ciebie / Was to przyjedziemy razem. Ona nie pijaca; co najwyzej pinacolada.

    SP
  • ertes 20.05.04, 18:39
    A w St. Luois laduja samoloty???
  • starypierdola 20.05.04, 19:09
    Na czas przyjazdu Basi ubiore sie odswietnie i wroce do San Mateo ("Stara"
    California!).

    SP
  • basia553 20.05.04, 19:25
    Alez Ziutek, nie przebieraj sie! W tym dresie jest Ci naprawde dobrze.
    Popros tylko jakas Dobra Kobiete, zeby Ci te dziury pod pacha zaszyla:)))))
  • ertes 20.05.04, 18:35
    Basia teraz to masz zagwozdke gdzie wybrac hehe
    My som oddalone od siebie jakies 120km.
  • basia553 20.05.04, 18:58
    Macie ze mna problem: postanowilam Was po kolei odwiedzac, bendem sobie tak
    po Hameryce taka duza landara jezdzic i podziwiac. Wezme se szofera.
    Chociaz u Was sie tak powoli jezdzi, ze i za kierownica mozna landszafty
    podziwiac:))))))
  • starypierdola 20.05.04, 19:10
    Nie chce CIe zrazac ale masz troche pecha. Na razie wszystkie zaproszenia do
    Kalifornii. A tam same kalafiory!

    Ziutek
  • tortugo 20.05.04, 19:33
    nie same! sa i guakamole (to taki rodzaj starych ramoli, jak np. SP ;))))))
    a landszafty za kierownica to nowy rodzaj kiczu? ;)

    ale kochani, jaki ja kicz widzialem w zeszly lykend na lonie natury! Osiol na
    rykowisku, doslownie: stoi sobie jeden dziki osiol (burro) wysoko na skale w
    dumnej pozie i wzrokiem panskim ogarnia swe posiadlosci. piekne to bylo samo w
    sobie, ale do paly od razu naplynely skojarzenia z prototypami tego rodzaju
    obrazkow, wspanialymi kozlami gorskimi, co to poroze maja godne miana korony.
    a ten tu burro co mial? dlugie uszy (przynajmniej mu staly). no kicz, KICZ,
    mowie wam :)))

    (sorki, nie ten wontek, ale jak wiadomo rzulwie sa "powolne")
  • ertes 20.05.04, 19:23
    A skad wiesz ze powoli?
  • basia553 20.05.04, 19:53
    U nas Tartugo jak sie jedzie z Freiburga do jeziora Titisee, to jedzie sie
    wsröd görek, w niektörych miejscach prawie ze womwozem. No i w jednym takim
    miejscu na skale stoi zajebisty jelen z rogami! Jak tylko znajde pocztöwke z
    tym jeleniem, to zamieszcze w galerii!
  • tortugo 20.05.04, 20:48
    no to klasyk masz:)

    a ja onego burro zza kierownicy podziwialem i pstryknac nie bylo jak, bo to
    moment. ale ten byl prawdziwy, taki wylenialy i zakurzony jakby sie wlasnie
    wytarzal, a w ogole goronc byl taki ze jaszczurki sie chowaly pod glazami, a
    ten ani oczu nie przymruzyl, jeno paczyl i paczyl. i nie drgnal nawet na
    samochod przejezdzajacy, a to przeca dzicz i bezdroze. taka ci z niego
    szlachetna bestia!

    donosze rowniez, ze te pasiaste zwierzaki zaprzegniete do dorozek w Tijuanie to
    nie zebry. To malowane na zebry osly. (nie wiezyc dorozkazom!)
  • luiza-w-ogrodzie 25.05.04, 03:05
    Podjelam tylko jedna probe przyniesienia do pracy bigosu. Robiony klasycznie,
    pieciodniowy, z polska kielbasa, ze sliwkami i suszonymi grzybami, po
    podgrzaniu roztaczal swoisty aromat na cale pietro. Koledzy popatrzeli do
    wnetrza garnka na brazowawa mase kapusty przemieszanej z bigosowymi
    roznosciami, powachali, zapytali o przepis i uciekli. Zostalam na polu bitwy
    sama z garnkiem. Pod koniec dnia bylo to juz tylko pol garnka - podjadalam w
    czasie pracy.

    Widac nie kazdy potrafi docenic bigos ;o(. Teraz jak mamy w pracy skladkowe
    imprezy, przynosze szarlotke albo chlebek pomaranczowy.

    Pozdrawiam
    Luiza-w-Ogrodzie

    "have your fun and keep lafing" ©joanna

    .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
  • swiatlo 27.05.04, 18:47
    luiza-w-ogrodzie napisała:

    > Podjelam tylko jedna probe przyniesienia do pracy bigosu. Robiony klasycznie,
    > pieciodniowy, z polska kielbasa, ze sliwkami i suszonymi grzybami, po
    > podgrzaniu roztaczal swoisty aromat na cale pietro. Koledzy popatrzeli do
    > wnetrza garnka na brazowawa mase kapusty przemieszanej z bigosowymi
    > roznosciami, powachali, zapytali o przepis i uciekli. Zostalam na polu bitwy
    > sama z garnkiem. Pod koniec dnia bylo to juz tylko pol garnka - podjadalam w
    > czasie pracy.
    >
    > Widac nie kazdy potrafi docenic bigos ;o(. Teraz jak mamy w pracy skladkowe
    > imprezy, przynosze szarlotke albo chlebek pomaranczowy.

    Ja już dawno się tego nauczyłem. Jedynym polskim jedzeniem jakie nie wzbudza
    kontrowersji to pierogi z mięsem albo z serem.
    Od wszystkiego innego ludzie uciekają na odległość.
    Swoją drogą Luizo nie jadłem jeszcze bigosu ze śliwkami. Jakoś mi to nie
    pasuje. Może dlatego uciekali...

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • ertes 27.05.04, 18:48
    Swiatlo! Przeca do bigosu dodaje sie kilka suszonych sliwek dla koloru i zapachu!
  • ertes 25.05.04, 07:41
    Dojdziemy do 200 postow?
  • starypierdola 25.05.04, 07:44
    N/T
    SP
  • ertes 25.05.04, 07:47
    Juz dales.

    A te N/T wpisuj w tytule a nie w tresci aparacie.
  • swiatlo 27.05.04, 18:48
    Liczy się tylko 200 merytoryczne, a nie posty o dobijaniu do liczby.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • starypierdola 27.05.04, 18:51
    Gratulacje, Swiatlo!

    Ale nieprawda ze "zadne stworzenie nie zostalo skrzywdzone".
    Robiac ten 200+ wpis skrzywdziles mnie bo pisalem wyzej ze : no way Jose!!
    :-)))
    SP
  • ertes 27.05.04, 18:51
    Kurna olek! Przeczytaj ten link co podalem! To o zarciu bylo nie bylo w tej
    "zdrowej" i "szczuplej" ewropie.
  • basia553 27.05.04, 18:35
    Hej Ertes, czys Ty zwariowal? Najstarsi Indianie nie dociagaja do 200:))))))
    I co to za zycie w tym wieku?
  • ertes 27.05.04, 18:39
    Pozyjemy, zobaczymy Basiu. Juz niedaleko ;)
  • basia553 27.05.04, 19:04
    hehe, dziadku!!!
  • ertes 04.06.04, 00:47
    But while Europe develops a more uniform identity, it is also gravitating slowly
    toward an American lifestyle. The champions of the Mediterranean diet, whose
    olive oil and wine is sold worldwide, are losing ground to burgers and TV, as
    Italy battles one of the highest rates of child obesity in Europe.

    "The European Union is just beginning to take shape," Menotti says. "When it
    does, it is likely to be more like America than the old Europe."



    www.csmonitor.com/2004/0604/p07s01-woeu.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.