1980 - W poszukiwaniu straconego czasu
1980. Miałem wtedy 22 lata, byłem młody, silny i pełen energii. Cały świat stał przede mną. Na studiach poznawałem ludzi, była nieustanna wymiana idei, nieskończone dyskusje na wszystkie tematy - polityka, społeczeństwo, filozofia, sens życia, kobiety. To był prawdziwy sens tamtego życia.
Jak chciałem się zobaczyć z kolegą, to nie wysyłałem sms-u, ale wsiadałem na rower. Rowery i nasze własne stopy to były nasze sms-y i facebooki.
Jak chciałem się zobaczyć z koleżanką na Ursynowie, to jechałem do niej kilkoma autobusami z Centrum z nadzieją że jest w domu, bo telefonu żadne z nas nie miało.
Jak chciałem posłuchać Pink Floydów albo innej muzyki, to się słuchało taśm z magnetofonu szpulowego.
To był rok słynnego konkursu Chopinowskiego ze skandalem wokół Ivo Pogorelica. Szturmowaliśmy gmach Filharmonii aby się dostać na jego koncerty.
Wejściówki na Filharmonię były po 10 zł. Za te dziesięć złotych oglądałem i słuchałem Światosława Richtera, Argerrich, Kulkę, Zimermanna, Narcisso Yepesa. Wszystkie koncerty, lepsze i gorsze jakie były w Filharmonii albo na Tamce. Kilka razy w tygodniu.
To był czas pieszych wędrówek po bieszczadzkich Połoninach w kilkumetrowych zaspach śniegowych. To był czas przemokniętych składanych kajaków na deszczowych spływach. To był czas poznawania magicznej krainy Łemków i Beskidu Niskiego. To był czas odkrywania Puszczy Solskiej i zaczarowanego Roztocza. Roztocza które nie było na wyciągniecie ręki jak dzisiaj, ale które było jak niedostępny matecznik, do którego się można było dostać jedynie poprzez 10 godzin męczarni w zatłoczonym pociągu. Którego kultura była załkowicie wyizolowana od reszty cywilizacji. Ze swoim wschodnim slangiem, obyczajami, przesądami, zapachem seradeli, krowiego nawozu i sosnowej żywicy.
To był sens życia w tamtych czasach. Czas wielkich idei. Czas rozwiązywania problemów wszechświata. Czas całonocnych dyskusji. Czas całonocnego brydża. Czas niewinnej miłości i nierozerwalnych przyjaźni.