Dodaj do ulubionych

O pierdułach -- Odc. 227 :-)))

30.07.13, 02:07
Otwarte :-)

--
Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
Wysadzam skrzynki balkonowe
Obserwuj wątek
    • jutka1 Tom się podowiadywała :-) 30.07.13, 02:40
      Człek się od komputera oddali na jeden wieczór, a tu od razu nowiny. Rose na dragach, CDG4 okropny terminal (że co?), Ertes 6 kilo utył w Europie (przy Twoim wzroście, sweetums, to 6 kilo to betka) i prawie ze Światłem się spotkał... Mózg mi sie przez Was zlasuje. :-D
      A ja, jak widać, nocnomarkuję. Oh well. :-)

      --
      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
      Wysadzam skrzynki balkonowe
      • iwannabesedated Re: Tom się podowiadywała :-) 30.07.13, 11:41
        ... utył, się przegrzał, oraz został zasmrodzony... Biedny Ertes ;) To mi przypomina historię opowiadaną przez kolegę, którą tutaj z lubością przytaczam, o tym jak na fali pierwszych wyjazdów masowych w latach '90-tych pojechał na wycieczkę zorganizowaną do Afryki, a potem musiał być świadkiem w sądzie. Bo oburzony klient podał biuro podróży do sądu, bo w basenie hotelowym Murzyn się kąpał :) I sędzia, z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, egzaminował powoda - "Pan pojechał do Afryki na wakacje i się zdziwił że tam są Murzyni?" ;)

        Wczoraj było już solidnie ciepło i mój pozbawiony instynktu zachowawczego pies dostał lekkiego udaru. Nie dość bowiem, że nie pije wody, to jeszcze wylazł w samo południe i się zborsuczył w słońcu wywalając brzuch i jaja. No i dwie godziny potem musiałam reanimować psa schładzając go w wannie chłodną wodą. Dzisiaj już mu lepiej, ale gała czerwona mu się zrobiła, nie wiem czy to pokłosie udaru czy osobnie sobie zafundował jakieś zapalenie spojówek. Kąpię mu więc tę gałę w borasolu za pomocą kieliszka. Zresztą dzisiaj już chłodniej, spochmurzniało i zapowiadają nawałnice i burze. Więc będzie miał szanse znowu na jojczenie naród, tym razem, że pada, lub wieje, czyco. Żeby nie musiał jojczyć na tę samą nutę ciągle, tylko mógł wyśpiewywać chórem różniste arie jojczące. Apropos, czy aria może być na chór, czy to tylko wyłącznie jest solo?



        --
        wasza stokrotka
    • jutka1 Wtorek, chłodniej 30.07.13, 12:11
      Ochłodziło się, poszarzało, w nocy była burza.
      Planowałam wyjazd do miasta, ale mi się nie chce.
      Siedzę więc na wsi.

      --
      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
      Wysadzam skrzynki balkonowe
      • maria421 Re: Wtorek, chłodniej 30.07.13, 14:52
        Na szczescie chlodniej bo mialam dzis duzo roboty w kuchni.
        Goscie juz w drodze, za jakies 2-3 godziny powinni dojechac. Mam wiec troche czasu na kawe i na odpoczynek.

        U corki tragedia, bo wysiadl jej laptop (po 9 latach mial do tego prawo), wiec ona nie wyrobi sie z praca ktora ma oddac jutro. I to w dzien po tym jak jej chlopak polecial do USA zabierajac ze soba swoj laptop jak tez wiedze jak naprawic jej starego grata.

        Zaproponowalam pozyczke na MACa, ale moja corka bardzo dumna jest . No coz, niech sobie radzi.

        A propos turystow, ostatnio GW drukowala rozne wspomnienia przewodnikow, ale oczywiscie turysta skarzacy sie ze w Afryce Murzyn sie w basenie kapie to jest szczyt szczytow.

        Kiedys, dawno juz temu, we Wloszech zaprosilismy (moj maz i ja) dwoch polskich inzynierow na kolacje. Kolacja byla bardzo przednia, ale jeden z panow zazadal sobie.... herbaty do popijania wloskich specjalow.... I bardzo sie dziwil, ze w takiej restauracji herbaty nie podaja...
        • iwannabesedated Re: Wtorek, chłodniej 30.07.13, 15:38
          Tak, na brak fizycznego kontaktu z obcymi ludźmi w PL narzekać nie można. Wystarczy stanąć w kolejce w markecie, aby mieć przytulone do pleców co najmniej jedną i dwie osoby. Przy odrobinie szczęścia przytulaniu może towarzyszyć szturchanie twardym narzędziem. Czyli wóżkiem zakupowym :)

          Odnośnie popijana, no to jak to? A czym miał popijać, może surową wodą? Żeby się zatruć??? W temacie absurdalnych pomysłów oraz straszenia ludzi, to prócz trwającej od lat mediowej histerii kleszczowej, wymyślono na wzmocnienie, aby odstręczyć ludzi od jeżdżenia do lasu - coś fajniejszego. Otóż, lisy szczają na jagody i roznoszą się tą drogą supergroźne OWSIKI !!! Nie wolno takich jagód absolutnie jeść, ani zbierać, ani dotykać! Jagody przyzwoity obywatel nabywa w TESCO. I w ogóle do lasu się nie udaje, tylko spędza niedziele w centrum handlowym, jak pambóg przykazał, kupując dużo rzeczy na kartę kredytową. Ku chwale wzrostu gospodarczego. A nie tam, się po lasach pałęta i jagody jakieś sobie zbiera. Państwo z takiego rozpasanego anarchistycznego zbieractwa nic nie ma! Ani VAT'u ani CIT'u, no nic kompletnie.
          --
          wasza stokrotka
          • ertes Re: Wtorek, chłodniej 30.07.13, 16:18
            A rzeczywiscie slyszalem cos na ten temat i sie dziwilem skad raptem to sie wzielo. A bylo to przy okazji jechania do Bialegostoku gdzie przy drodze siedzieli ludzie ze sloikami smakowitych jagod.
            Jedno co mnie dziwilo to ich odwaga gdyz siedzieli na brzegu jezdni po ktorej ciagiem jada tiry i szalenczo wyprzedzajace te tiry samochody.
            Choc mielismy ochote na jagodki to jednak nie odwazylismy sie zatrzymac.
            • iwannabesedated Re: Wtorek, chłodniej 30.07.13, 16:45
              No tak. Na takie rozpuszczane przez oficjalne media "legendy", ludność nie pozostaje dłużna i rozpuszcza "anty-legendy". Ostatnio w PL jest popularna opowieść o tym, że do żarcia w MacDonaldzie dodają środki przeciw-wymiotne. "W trosce o komfort spożywania" :D. Firma wypuściła już oficjalne dementi, twierdząć iż środków antyrzygawicznych do hamburgerów nie dodaje. Lisy tymczasem, żadnego dementi, że szczają owsikami na jagody - nie wydały. Lis jako polska odmiara Tylerdurdena, zamiast pierdzieć w bezy, to szczy w dary lasu :)

              --
              wasza stokrotka
              • chris-joe Re: Wtorek, chłodniej 30.07.13, 20:20
                Region, gdzie lezy i kwitnie Macierz spolegliwy chyba wogole jest na epickie historie gadane i przekazywane z ust w usta. Bo chyba nie tylko w PL tak lubia.

                Wiele mi chodzi po glowie. Ale jedno przytocze. Pamietacie czasy, gdy Jaruzelski panowal, nie? Lud go nie lubial, oj nie lubial. Ale procz, panie, polityki, trza bylo ta nielubialnosc wytlumaczyc bardziej racjonalnie. Tak, zeby tego Jaruzela nie lubic juz wcale a wcale i zeby wyjasnic i wiedziec, czemu z niego taka antypolska szuja.
                Wiec chlopy na zamojszczyznie, gdzie skad inad bywalem czesto, wywiedzialy sie nazwy wsi, z ktorej on pochodzil, a byla ta wies w regionie i Kurow sie nazywala. I ruszyla historia, ktora mi ciotka pedziala. Ano, ze chlopy wybrali sie do tego Kurowa o Jaruzelskich rozpytywac. I co sie okazalo?! Otoz o Jaruzelskich nikt nie slyszal, za to starszyzna wiejska pamietala, ze przed wojna mieszkal tam Zyd, co sie Jeruzal zwal, czy jakos tak. I to byl koniec historii. I jej puenta wszystko przeciez natychmiast wyjasniajaca, slow szkoda, dalsze gadanie po proznicy. Wszystko jasne.
                Region, moze to i przypadek, gremialnie glosowal na Tyminskiego, pozniej na LPR, teraz na PiS.
                Dodac tez moge, ze to roztoczanskie miasteczko o ktorym mowa, a o ktorym pisalem juz i ja, i Swiatlo, to byl do wojny sztetl, a jego dzisiejsi mieszkancy niemal wszyscy gospodarza na 'pozydowskim'.

                --
                Atenção, curva perigosa!
                • iwannabesedated Re: Wtorek, chłodniej 31.07.13, 10:22
                  Hm, no wobec widmeu polskiego antysemityzmu przywołanego przez Krisa to stosowne się kajam i tarzam i w ogóle. Jednocześnie jednak zauważam, iż przypowieść o Żydzie Jaruzelu jest z kategorii kiepawych a właściwie kupawych, bo się logicznie nie trzyma kupy. Jak może starszyzna wiejska cokolwiek pamiętać z czasów przedwojennych skoro jest napływowa? To już wolę historie o czarnej wołdze lub pasztetowej z ludzi. Tam też puenta była w domyśle i pewnie chodziło o to, że robili to Żydzi. Chociaż wydaje mi się, że w jednej wersji to wołgą jeździły dwie zakonnice i ksiądz. Co jest interesujące, bo by wskazywało, że kler się nie cieszył wtedy estymą u narodu, a przecież oficjalnie to odwrotnie jest. Że kler z narodem ramię w ramię przeciw komunie.


                  --
                  wasza stokrotka
                  • chris-joe Re: Wtorek, chłodniej 31.07.13, 12:02
                    Historia, nie dosc ze autentyk, to jeszcze ma pelen garnitur konczyn.
                    Bo gdzies ty wyczytala, ze starszyzna naplywowa? Lokalna jak najbardziej. Bo przeciez sasiedzi w trymiga zasiedlali 'pustostany', a nie jacys migranci z Kresow dajmy na to.
                    Sztetle przeciez byly etnicznie mieszane, a nie zamieszkane jedynie przez Zydow. Taka byla miescina ciotki, taki tez byl Kurow.

                    --
                    Atenção, curva perigosa!
                    • iwannabesedated Re: Wtorek, chłodniej 31.07.13, 12:15
                      Ach sorki. Pomyślałam, że to urbańska legenda, bo napisałeś w odpowiedzi na mojego posta o takowych... Tym bardziej kajam się i tarzam :) Tak przez analogię do "poniemieckich" mień/mań, skonstatowałam, co się okazało błędną konstatacją.

                      Tarzanie i kajanie za grzechy przodków i własne aside, konstatuję jeszcze, że pogoda jest niebiańska. I tego tutaj pewna jestem, błędu być nie może. Groźby o nawałnicy wczoraj nie uiściły się, temperatury nieco spadły, zebrane jagody zostały przerobione na 10 słoików przetworu, reszta zjedzona, a infekcja gały psa się okazała po prostu ukąszeniem przez niesfornego owada powieki psiej.

                      --
                      wasza stokrotka
                      • chris-joe Re: Wtorek, chłodniej 31.07.13, 20:31
                        Historia autentyk, ale jednak wlasnie z tych rural legend. Bo daje glowe, ze nikt do Kurowa nie jezdzil dowiadywac sie o siuraka generala, Jaruzelscy zas to dosc patriotyczna polska szlachta zagrodowa.
                        Niemniej wiesc krazyla po polskich wsiach, miasteczkach i miastach.

                        --
                        Atenção, curva perigosa!
    • xurek I'm back 31.07.13, 14:11
      Zameldowuje sie wrocona z urlopu. Badz raczej z czegos, co nalezaloby nazwac zamiana pracy biurowej na rodzinny kociol i budowlany sajgon.

      Rodzinnie jak zwykle, tyle tylko, ze mamusia przeskoczyla sama siebe o pare dlugosci na raz, ale w kierunku znanym wiec niezaskakujacym. A kumpel bardzo pomogl i znalazl dla Fame nowy dom z labradorem, dwoma kotami i pania ktora zakochala sie w niej od pierwszego wrazenia oraz panem zabierajacym ja codziennie do pracy, bo Fame nie lubi byc sama, nawe z labradorem nie.

      Budowlanie sajgon sie rozrosl, bo do projektu nadmorskiego doszedl wiejski i obecny. Dzungla przepisow budownanych: miesjowych, unijnych i konfederacyjnych jest cuzamen do kupy trudniejsza do przebicia sie niz amazonska, z tym ze o dziwo ja chyba lubie te rodzaj dzungli z wszystkimi jej dodatkami typu jezyk budowlanzy z kurwa w postaci przerywnika tudziez walki z innymi uzytkownikami castoram wszelkich o zaposiescie na czas pobytu rzadkiego egzeplarza pracownika takowej badz tez wsadzanie lapy w cudze nadupne kieszenie roboczych kombinezonow i zostawianie w nich PLZ 50ciu ktore to zamieniaja niemoznosc wystawienia Faktury VAT 0 w moznosc wystawienia takowej albo niemoznosc transportu w konkretny dzien po konkrentej cenie w moznosc takowego itd. Budowlancem albo architektem jakowym powinnam byla zostac, ot co :).

      No i te rezultaty: moja lazienka obecna, juz skonczona, jest moim zdaniem przesliczna, mam pierwsza herbate z naszej wlasnej lipy, swierki niedlugo zaslonia widok na zakurzona droge i nieobrobiony odlog sasiada, pokoj Piranhii w wiejskiej chalupie az zapiera dech swoim wiejskim bialo-drewnianym spokojem.

      Pogoda dopisala niesamowicie wrecz, co okazalo sie byc sajgonem najwiekszym bo nasze 300 krzewow i 70 drzew plus 6000 m2 trawy musialo z racji mlodego wieku tudziez uskutecznionego beztrosko skoncentrowanego nawiezienia byc podlewane codziennie wezami z koncowkami tak dupiastymi, ze lamaly sie najpozniej po piatym przepieciu. Niby mieli to robic nazpraszani do mojego miniszalasu bez mojej wiedzy i mojego pozwolenia przez (moja niestety) macierz goscie, ale robili niestety tylko tlok w naszym malenkim domku. Nawet zachodu slonca nie udalo mnie sie tym razem sfotografowac a plon miejscowych foklkorystycznych plot tez bardzo mizernie wypadl.

      Najgorszym przezyciem byly skutki uboczne cortyzonowych lekow na astme, ktore zamienily moje zycie w koszmar nie do przyjecia, wiec po przytyciu 7 kilogramow wody (nagromadzonej glownie w moich nogach i napuchnietej gebie), skurczach wszedzie i zapadaniu w spiaczke nie do opanowania o kazdej porze dnia wyrzucilam wszystkie do kosza i zabralam sie za siebie na wlasna reke. Masaze limfatyczne po dwoch tygodniach zrobily ze mnie moja „przedcortyzonowa wersje”, magnez plus zelazo pomogly pozbyc sie tych skurczow i spiaczki, troche sie co prawda dusze ale po gruntownym wypucowaniu wszystkich domostw plus auta zdaje sie byc lepiej. W poniedzialek mam termin u nowego lekarza, ktory musi znalezc jakies inne wyjscie bo ja i cortyzon nie mozemy zyc razem w jednym ciele.

      Teraz mam tydzien urlopu w pracy, bo Piranha z babcia (i niechcianym goscmi) wciaz jeszcze nad morzem, ekipa do odnowy chalupy przyjedzie dopiero w przyszlym tygodniu, maz szlifuje i maluje w owej chalupie, Behemot i U. na urlopie, wiec ja mam dla siebie cale biuro i cale mieszkanie i caly ogrodek. Nie macie pojecia co to za frajda nie musiec do nikogo geby otworzyc :).

      No i jak fajnie miec dostep do internetu i foruma, ktore czytalam cale bite dwie godziny. O zdjecie stokrotkowej kwadratowej tartoformy co to w poprzednim wcieleniu byla artefaktem zajaca tez usilnie prosze :).



      --
      czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
      • jutka1 Re: I'm back 31.07.13, 20:20
        Stokroć mi świadkiem, bom jej dziś telefonicznie referowała, że idąc po wsi obok jarzębin śp. sąsiadki pomyślałam o Tobie, i że na jakiejś głuszy zniknęłaś, i gdzie jest Twój polski numer. :-)))
        No to welcome back. :-)

        --
        Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
        Wysadzam skrzynki balkonowe
        • blues28 Re: I'm back 31.07.13, 20:57
          Xur, witaj powrócona :-)
          Cieszę się, że wyszłaś zwycięsko ze zmagań z kortyzonem, ale ubolewam nad brakiem plotek ze wsi. No i pogubiłam sie gdzie te ekipy remontowe, ale chyba jednak nad polskim morzem, bo to klepanie po tylnej kieszeni z 50 zeta chyba by sztywnych Szwajcarów mało mobilizowało :-)
          Rozkoszuj sie ciszą i pisz, bo jeden post to jakby mało na tak długi pobyt.

          Jutka, jak tam zmagania z meszka?

          Ja wczoraj i dzis miałam zmagania ze spółka Intercity i dziwnie zgodna jestem z Ertesem. Gorąco, zaduch, spóznienia, stanie w polu i naród wsiadający i wysiadający na moich plecach mimo miejscówek. Nosz kurnia, przeciez babcie nie musza walczyć o siedzenie! Ale szturm na drzwi musiał być.
          I niech mi tu Stokrotna nie borsuczy, bo po to sa pierduły żeby jojczyć. Czy to na pogodę, czy to na tłok czy to na jakąkolwiek rzecz, która jego jest!

          Głowa mnie boli to sie oddalę, choc ciekawi mnie czy chłopcy ze wsi X nie skrzyknęli sie gromko żeby wspólnie sprac mordy chłopcom ze wsi Y (tej od Jaruzelskiego vel Jaruzela) na zabawie w remizie, festynie czy jarmarku. Takie mordobicie pasuje mi klimatycznie do opisów CJ a i dawniejszych Światły.
    • chris-joe Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 31.07.13, 21:45
      Z wyczekiwania mebli zrezygnowalismy, tzn. czekamy, ale nie wyczekujemy. Pieprze, kiedy beda, to beda. Teraz zas przesuneli na 17 sierpnia, albo pozniej...
      Przeoralismy kilka innych sklepow na zywo i w sieci, jednak tego czego szukamy (i w cenach nam odpowiadajacych) nigdzie indziej nie znalezlismy.
      Lezakujemy na dawnym lozku goscinnym, w salonie zas obsiadamy krzeselka, miast kanapy. Dzieci nie mamy, kocica nie narzeka. Przezyjemy.

      Za to wybieramy sie do Vermont na weekend, a tu sie okazuje, ze nasz ulubiony kemping zostal niemal zmieciony przez ostatnia burze, piec stanowisk zniszczonych, droga wjazdowa sie obsunela. Dramat! Naprawiaja co sie da, lecz do 10 sierpnia z pewnoscia nie otworza.

      Mamy pare kempingow zapasowych, ale szkoda wielka.

      A pogoda bardzo sprzyjajaca.

      --
      Atenção, curva perigosa!
    • jutka1 Czwartek, znowu upalnie + dziwne pytanie 01.08.13, 11:39
      Upały wracają, w weekend ma dojść do 35C w cieniu. Mam zaproszenie na czeską stronę gór, ale nie wiem, czy będę na siłach.
      Dzisiaj zaś wyjeżdżam do miasta na zakupy apteczne, kosmetyczne i na herbatę ze znajomym. Pełen dzień zajętości. Może uda mi się rozpakować łazienkę?

      A pytanie dziwne mam takie. Czy lodówka musi stać w kuchni? Nie może na przykład stać przed drzwiami do kuchni, w sieni, w której już zarezydował kredens?

      --
      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
      Wysadzam skrzynki balkonowe
        • blues28 Re: Czwartek, znowu upalnie + dziwne pytanie 01.08.13, 13:18
          No własnie! A niby dlaczego MUSI stac w kuchni? Może stac w spiżarni albo w sieni. Nie stawiałabym jej np. na strychu żeby nie latać z każda duperelą po schodach, ale w sieni to jest i poręcznie i ekonomicznie (zakładam że w sieni panuje miły chłód i lodówka zużywa mniej energii).

          A w Hiszpanii nikt nie stawia pralki w łazience. No, nie ma takiej opcji architektonicznej. Albo jest full wypas z oddzielna pralnia, albo, w metrażach tzw. normalnych, jest wnęka i stosowne kraniki, łacza w kuchni. Juz tak do tego przywykłam, że wrecz dziwi mnie gablota pralki w polskich łazienkach :-)

          Pogoda piękna, rzeska, słoneczna. taka jaka lubię. Odbyłam wędrówke rowerowa, przy okazji załatwiając w urzedzie sprawy schorowanej kuzynki. Płynnie, gładko i bez fochów. Bardzo uprzejma i pomocna urzędniczka. Czy to juz tak na zawsze czy miała dzień dobroci dla zwierzat to nie wiem ale wyszłam pełna wiary w ludzkość.
          • jutka1 Re: Czwartek, znowu upalnie + dziwne pytanie 01.08.13, 13:58
            Pocieszyłyście mnie dziewczyny, bo zbieram siły na odpieranie ataków na mój napływ "non-linear" czy też "lateral thinking".
            Brakuje mi w kuchni miejsca blatowego, a też potrzebuję zmywarkę. Bez zmywarki odmawiam dalszego życia. Lodówka w kuchni uniemożliwia mi te dwie rzeczy skutecznie, a bez niej nagle wszystko jest możliwe.
            Sień, o której mówię, jest na piętrze, tak jak i kuchnia "górna". Rzeczywiście jest w niej chłodniej niż w kuchni, good point Bluesie. :-)

            No to mogę się szykować na rodzinne ataki. :-)))

            --
            Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
            Wysadzam skrzynki balkonowe
            • xurek Re: Czwartek, znowu upalnie + dziwne pytanie 01.08.13, 21:44
              Jutencjo, kradniesz mi mysli i pomysly :)

              W naszym nowym starym domu polowa kuchni stala bedzie niejako poza kuchnia a mianowicie w takim korytarzyku laczacym kuchnie, salon i mieszczacym schody na pietro :). Umiescimy tam zamrazalke i kredens.

              Malo tego, uchwyty na reczniki kapielowe lazienki dolnej zostaly wyeksmitowane z owej do korytarza przed a w lazience gornej nie tylko wieszaki ale rowniez lazienkowe szafki zamieszkaja w korytarzyku przedlazienkowym. W naszym domu panuje po prostu nadmiar korytarzy i niedomiar przestrzeni kuchenno lazienkowej, ktory to mankament skutecznie wyrownamy :)

              Jezeli zas chodzi o pralke i suszarke to juz poprzedni wlasciciel wyeksmitowal owe do pomieszczenia gospodarczo - ogrzewniczego w ktorym moim zdaniem maja sie bardzo dobrze, bo reszty domu nie szpeca.

              ---
              czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
    • jutka1 TGIF :-))) 02.08.13, 10:36
      TGIF, indeed! Co za tydzień, KJAP.
      Ale sukcesem sie pochwalę, że dzisiaj po raz pierwszy po przebudzeniu lekkim koło piątej, zawinęłam się i spałam dalej do 7:30, czyli w sumie prawie osiem godzin. Yeah! Od razu czuję się inaczej. :-)

      I na koniec tygodnia zaczynam wracać do prawie normalnego rytmu. Dwie sprawy bankowe do załatwienia telefonicznie/internetowo, telekonferencje z moją wspólniczką i współpracownikiem, w południe z siostrą jedziemy do mamy, a po powrocie skończę rozpakowywać i układać łazienkę. Wieczór robię sobie wolny, pooglądam jakieś filmy albo seriale.

      --
      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
      Wysadzam skrzynki balkonowe
      • xurek Re: TGIF :-))) 02.08.13, 11:19
        Jutka, zazdroszcze Ci siedzenia w tej pieknej pogodzie w obszernym chlodnym domu otoczona wielkim ogrodem. Siedzac na moim tarasie i patrzac na miniogrodek wobrazam sobie taka prztestrzen przede mna i az ckno sie robi :).

        My wybieramy sie do Polski w pazdzierniku, ale nie wiem jeszcze, czy nad morze czy na Slask, wiec kto wie, moze Cie w ZD nawiedzimy :).

        A tutaj rewelacja calkowita: z braku kasy i dziecka i zaistnienia narodowego swieta przesiedzielismy wczoraj caly dzien w naszym mieszkaniu, spozywajac posilki na tarasie, wylegujac sie na kanapach, saczac przywiezione z Polski nalewki i delektujac sie soba i brakiem zajec tudziez planow wszelkich. Prawdziwy miodowy dzien :).

        A dzisiaj pan maz odjechal do wiejskiej chalupy a ja postanowilam pracowac z domu, co wychodzi mi nienajlepiej gdyz wiekszosc poranka przemedytowalam z kawa na tarasie, ktory rano jest w cieniu. Po poludniu ta strona domu zamieni sie w patelnie, wiec pospuszczalam wszystkie markizy i zaluzje i usiadlam do compa, ale jak widac nie calkiem jeszcze do biurowych spraw :)

        Wieczor szykuje sie samotno telewizyjny a jutro planuje poranna prace w ogrodzie i powitaniem pana meza tarasowym lunchem. A wieczorem comiesieczne spotkanie czlonkow mezowego plemienia na szwajcarskiej banicji, czyli wrzeszczacy i wijacy sie kociol plus gorace rytmy i ostre potrawy, po tygodniowej samotniej ciszy nawet sie ciesze.

        --
        czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
    • blues28 Sobota upalna :-) 03.08.13, 07:28
      Znowu zaczynamy udawać,że jestesmy Hiszpanią albo inną Grecją. Ma to potrwać circa about tygodnia. No cóż, ja wolę bardziej +25 niz +33 ale już wsadzam morde w beke po śledziach coby nie było, że jojczę.
      A powody mam!
      Właśnie rozpoczęto ocieplanie domu, w którym przebywam i nie dość, że za oknem lata młodzian w koszulku czerwonym i opadającym kombinezonie, to używa jakiejś okropnie ryczącej maszyny. No bo cisza nocna kończy sie o szóstej, to chłopcy sie biora do roboty tak ok.6.30
      Mam tez wrażenie że w tej spiekocie trzeba będzie zamykac okna, bo kurzy sie okropnie od tej tokarki czy innego świdra.
      Zas jak spróbuje spojrzec przez okno perspektywicznie to natykam sie na gustowną toy-toykę, czyli śliczny niebieski przenosny klopek ulokowany w cieniu dobrego drzewa.
      Trza będzie z domu uciekać.

      Może wybierzemy sie do Łaźni (mówie o galerii sztuki) bo jest wystawa fotografii Chrisa Niedenthala, który z zapałem fotografował polskie lata siedemdziesiate i osiemdziesiąte. To może byc ciekawa wycieczka w przeszłość.
      Chociaż w Gdańsku akurat trwa Jarmark Św. Dominika, a to oznacza wszedzie tłumy, stragany i z dziesięciu turystów na cm kwadratowy. Zobaczymy.
      A drogiemu forumowi życzę miłego weekendu :-)
      • iwannabesedated Re: Sobota upalna :-) 03.08.13, 10:59
        No i tak oto nam rzeczywistość bruździ.... Pamiętam jako wołek roboczy, cały rok odliczałam do urlopu, który spędzałam w egzotycznych lokalizacjach troskliwie przez ten czas oczekiwania wybieranych. A potem ta upragniona sielskość była na różne sposoby borsuczona. Mnie przedewszystkim bruździł mój własny organizmus, który się w te dwa tygodnie urlopu na które czekałam przez pozostałe 50 tygodni - rozkraczał. Ale nie tylko. Na Majorce na dwa baty zostałam potraktowana, z jednej strony atakami wątroby, co uniemożliwiało korzystanie z uroków życia gastronomicznego, i alkoholicznego, czyli generalnie w ogóle z uroków... to jeszcze przed hotelem, dokładnie pod moim balkonem remontowano chodnik, głównie piłując pod wymiar chodnikowe płyty jakąś tokaro szlifierą co powodowało hałas tak straszny i przenikliwy, że człek chciał się rzucić w kibinimater głową w dół, wszystko jedno, ze schodów, z balkonu czy wręcz do klozetu aby umknąć przed ogarniającym go obłędem. Dodać należy, że gdy nad ranem odpuszczała mi wątroba pozwalając usnąć, to panowie zaczynali szlifierować, z owego upragnionego, dopiero co osiągniętego snu brutalnie wyrywając. I tak oto biednych ludzi, rzeczywistość urlopowa ze snu budzi... Mimo to, urlop był udany, jadłam sałatę, piłam wodę, pływałam w przecudnym krystalicznym i ciepłym morzu, spałam trochę w trakcie siesty. A po tygodniu wg. grafika ustalonego rok wcześniej, przeniosłam się na Ibizę, co prawda nadal z rozsierdzoną wątrobą, ale już bez panów ze szlifierą. Co ciekawe, problemy z wątrobą zniknęły jak ręką odjął wraz z urlopem. By w trakcie następnego urlopu powrócić, chyba, nie pamiętam dokładnie, w formie jakiejś okropnej duszącej alergii na wszystko...

        HAHAHA!
        --
        wasza stokrotka
      • jutka1 Re: Sobota upalna :-) 03.08.13, 11:09
        Musiałam przeczytać dwa razy, żeby zrozumieć, że jesteś ciągle w Polsce, Bluesie. :-)
        U nas też apogeum upału, zapowiadają na dziś 35-36C w cieniu. Jutro 28C i burze, od pojutrza znowu pod trzydzieści i pełne słońce. Powoli, taktycznie zmieniając miejsca przebywania w domu na najmniej nasłonecznione w danej porze dnia, dam radę. :-)

        Po kilku rozmowach w sklepiku wiejskim i z lokalnymi mieszkańcami, i po kilku zaobserwowanych scenkach rodzajowych, mam ochotę reaktywować staaaaaary wątek "Idzie Grześ przez wieś"... Chyba tak i uczynię. :-)

        Ale na razie czekam na skajporencję (cycat) zawodową, piję wodę żywiecką bez gazu i słucham cudnej płyty. Dostałam w Paryżu od kumpla, który przerzucił się całkowicie na mp3, dwa pudła płyt CD. Stały tam w piwnicy :-D - teraz je przeczesuję, segreguję na "yes/nos/maybes", a przy okazji słucham. I znalazłam cudeńko: "The Great Divide" Willie Nelsona. 2002 rok, część piosenek sam, część w duetach np. z Leeann Womack, Bonnie Raitt, Sheryl Crow, Brian McKnight, Kid Rock. Cudmniódmalyna. Mniam mniam i mru mru. :-)

        Miłej soboty życzę. :-)




        --
        Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
        Wysadzam skrzynki balkonowe
    • blues28 Niedziela też upalna 04.08.13, 07:35
      Po pierwsze primo, to Ertes upolował okrągły numerek, o sea 148700. Kiedyś się takowe ścigało, był nawet stosowny wątek. Jakby nie patrzeć, congraty!
      Po drugie primo, to już 10 lat? Łał!! Ja jestem „młodsza”, późniejszy narybek, ale rocznica imponująca.
      Jut, ja nie jestem JESZCZE w Polsce, ja jestem ZNOWU w Polsce, od 10 dni, ściągnięta jak zwykle w sprawach rodzinnych, o czym donosiłam. No i kto teraz nie czyta? <foch> :-)))
      Jakoś źle spałam tej nocy i po bezskutecznej przewalance z boku na bok wstałam bardzo wcześnie choć dziś przy niedzieli nikt nie lata po rusztowaniach, kurwy nie fruwają, jak to w normalnych pogawędkach robotników bywa i tylko błękitna sławojka pozdrawia mnie nieustannie.
      Zapowiada się upalna sierpniowa niedziela. Lepka jakby. Umyłam głowę i leniwie czekam aż mi wyschnie. Potem wsiądę na rower i pojadę na działkę pozbierać resztę porzeczek i stawić czoło wysypowi malin.
      Dzień zapowiada się wybitnie rodzinny, obiady w gronie, kawy w pokrewnym składzie i odbiór miodu u zaprzyjaźnionego pszczelarza.

      W nawiązaniu do wynurzeń Stokroci, przypomniałam sobie mój pobyt (jedyny w charakterze urlopu) na Majorce. Wyspa wyginała sie pod nietypową dla niej fala czterdziestostopniowych upałów i choc plaża była piękna, a woda nadzwyczajna, tzw. otoczka wyleczyła mnie na amen z wczasowania sie na Majorce. W każdym ogródku - a było ich multum - restauracje grilowały na potegę ryby i mięso i dym snuł sie wokól potegując uczucie gorąca. Na każdym winklu ryczała dyskoteka ( z nieznanych mi przyczyn królował Elvis Preslay, a to był koniec lat dzieiwęćdziesiatych), wszędzie przewijały sie hałaśliwe tłumy... A może juz miejsc gdzie słychać szum morza zamiast presleya a oddycha sie ozonem a nie dymem z kiełbasek juz nie ma?? Pity!
      Zas wybierającym sie do Brazylii (może CJ poświadczy) polecam gorąco codziennie swiezy sok z kokosa. Stoiska sa wszędzie, ścinaja "pokrywkę", wreczają ci kokos ze słomką i mozna spożywać. Mnie pomogło. Nie miałam żadnej dolegliwości turystycznej. Prawdziwe panaceum.

      No, to teraz miłej niedzieli gronu życzę :-)
      • jutka1 Re: Niedziela też upalna 04.08.13, 09:31
        Ad. pkt 2: to, że jeździsz fteiwefte ;-) tego lata, to przecież wiem. :-p Przeczytaj sobie pierwsze zdanie Twojego wpisu, to zrozumiesz, dlaczego się musiałam zastanowić. A nie fochy strzelać! ;-))))

        Co do jubileuszu, to szmat, czasu, fakt. A zważ, że zanim założyliśmy P2, to pisywaliśmy razem na innym prywatnym forum polonijnym, a niektórzy to się w ogóle poznali jeszcze wcześniej, na tzw. Primie, czyli publicznym gazetowym forum polonijnym, czyli co? 15 lat temu? KJAP...
        :-)))))))))


        --
        Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
        Wysadzam skrzynki balkonowe
      • jutka1 Niedzielny poranek przychmurzony, przedburzowy 04.08.13, 10:22
        Przychmurzyło się zgodnie z prognozami pogody, ma być burza. No i dobrze, niech rośliny trochę odetchną. A i nam się przyda pooddychać nie w saunie. :-)
        Może nawet po południu ugotuję leczo?

        Na froncie rozpakowywania, wczoraj opróżniłam 6 kartonów z zawartością kredensu. Wygląda dokładnie tak, jak wyglądał w Paryżu. :-) Tylko otoczenie jakby inne, hahaha. :-)
        Na dziś mam w planie z 5 dalszych pudeł, może kilka obrazów, zobaczymy.

        Miłej niedzieli :-)


        --
        Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
        Wysadzam skrzynki balkonowe
          • iwannabesedated Re: Niedzielny poranek przychmurzony, przedburzow 04.08.13, 13:03
            Przychodzi człek na Pierdulon, a tu się jakieś zaglądanie koniowi w darowane zęby i w kalendarz obywa... To mówię ja, dinozaur z Prima, nadal tu chodzę, żyję i piszę, chociaż inni już dawno przestali, bo umarli, lub co gorsza - znormalnieli... HAHAHA! Tak czy owak gratulacje wszystkich co nadal są i trwają w swoim oszołomstwie niezmienni jak ten śfinks :D Też gratulacje dla waczących z malinami i z pudłami. Co do mordy jeża, tfu, zająca, o której zdjęcie jestem tutaj namolniakowana, to oświadczam iż owa morda jest intymną częścią gospodarstwa domowego i nie będzie pokazywana. A także dlatego, że wyklepana do kwadratu zającowa część się rozpadła zaraz po dostarczeniu tej tarty, nie zwytrzymawszy gorącego stosunku z piekarnikiem, czy w ogóle życia at lardż, które się okazało zbyt najeżone zasadzkami. Wczoraj byłam na filmie Reds 2 z cudnym Johnem Malkovichem, Helen Mirren i jakiś Bruce Willis oraz Anthony Hopkins się tam pałętali, polecam jako lekką rozrywkę, całkiem zacny. W nocy natomiast mnie się śnił sen co mnie wymęczył, pójdę go opiszę na Snulum, jak się tylko ogarnę trochę, bo sen mnie trzymał w kleszczach prawie że do południa i się czuję wycęcniona.


            --
            wasza stokrotka
            • xurek Re: Niedzielny poranek przychmurzony, przedburzow 04.08.13, 14:12
              Boze, to juz tyle lat! Ja tez jeszcze z Pirma i Bisa i innych tajemnych forow (to jeszcze istnieje? zaglada tam kto?). I jak mnie teraz przypomnieli to sie mnie Eme Baran, Baloo, Robert, Anita, Don, Karelia, JanKran, Ickis (albo podobnie) i Szwajcarka przypomnieli. Wie kto cos o nich (oprocz Baloo, o ktorym dowiedzielismy sie ostatnio wszyscy :()

              U mnie blogiego lenistwa w pogodzie przecieplej ciag dalszy, ale juz w ostatnich podrygach, bo tak sie rolzeliniwilam, ze mi sie napietrzylo i musze od dzis popoludnia zaczac robote odwalac.

              Z panem mezem sielanka taka ze az mysle, ze na jakims snulum sie znajduje :). Brak dziecka = powodow do kontrowersji brak, wiec tak miodowo sie zrobilo :). A z kasa tak krucho, ze do konca wrzesnia musimy obracac kazdy (doslownie) grosz, wiec nam na ten przyklad wyszlo, ze na ten tydzien mamy tak malo na zywnosciowe zakupy, iz musielismy uskutecznic je w Aldim kupujac co najtansze :). Dzis na sniadanko byly dwa toasty z dzemem przywiezionym z Polski :).

              Za to wczoraj sie obzarlismy na afrykanskiej fecie a ja opilam sie piwem Guiness. Normalnie to ostrozniejsza z wieszka iloscia tak ostrego zarcia jestem, ale jako ze glodna bylam, to zezarlam duzo i dzisiaj mam "ostra biegunke". Przy okazji dowiedzialam sie ze "women are good and bad and very dangerous" i dlatego powinny siedziec w kuchni, gdzie za wiele szkod narobic nie moga plus wyrkeowano nowy jezyk pod tytulem "Hot-deutsch". Hajlajtem zas bylo, jak E. sprul sie tak, ze omal sie nie zabil potykajac o nie zapiete sandaly wiec grono doszlo do wniosku, ze mu owe trzeba zapiac po czym otwarlo palawer na temat kto ma to zrobic uwzgledniajac w dyskusji wiek, plec, pozycje spoleczna, przynaleznosc etniczna, stopien pokrewienstwa z plemiennymi wladzami, ilosc i wyksztalcenie dzieci tudziez posiadanych w Nigerii domow. Przez ten caly czas P (najmlodzszy w gronie) podtrzymywal zas chwielacego sie E. Rozwiazanie bylo dla mnie calkowicie nieoczekiwane: buty zapial prezytent klubu, jeden z najstarszych i najzamozniejszych jego czlonkow.

              W owym klubiku wiekszosc czlonkow ma 40-50 (rodzice) badz 10-15 (dzieci) lat, mamy jednak dwoch chlopakow w wieku 20-30 z czego jeden takiej urody i takiego smaku, ze trudno wzrok oderwac. Wczoraj ubrany byl w niezwykle fascynujaca "afrykanska jasnoszara wariacje na temat europejskiego garnituru i orientalneych wzorcow w srebrze (guziki plus bransoleta plus pierscien mialy te same ornamenty)". Chyba kiedys zapytam P. czy moge go zaczac fotografowac i robic album :).

              A mnie z tej szczescliwosci i blogosci tak padlo na mozg, ze sie dopasowalam do klubikowego folkloru zalkadajac piaskowe pumpsy, biale leginsy i "lekko przeswitujaca szate" w kwiaty w tonacji piaskowo-zolto-pomaranczowo-rozowo-czerwonej plus obwieszajac sie bizuteria w kolorze zlotym. Grono najpierw nie poznalo (ja w 90% wypadkow preferuje kolor czarny a w pozostalych 8% kolory zblizone), potem zbaranialo a potem wybuchnelo entuzjazmen niesamowitym wrecz. Takie afrykanskie party to pozwala czlowiekowi na ekscesy, na ktore w "normalnym towarzystwie" by sie nie wazyl, np. takie grube nozie w bialych legginsach i pantofelkach na obcasie :)

              Nosze sie z dzisiaj z zamiarem zrobienia dzemu z porzeczek, bo a) porzeczek u nas mnostwo i b) na ciezkie czasy przydac sie moze. Nie mam pojecia o robieniu dzemow, z konsultacji telefoniczno-internetowych mam taki plan, ze porzeczki zmiksuje a potem z dodatkiem cukru bede gotowac na wolnym ogniu az zgestnieja. Czy to dobry plan?

              Jutka, jak ty teraz wszystkie kredensy wypakowujesz z pudel to potem wiosna znow je bedziesz pakowac ? Na sama mysl robie sie zmeczona :)

              --
              czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
              • jutka1 Re: Niedzielny poranek przychmurzony, przedburzow 04.08.13, 15:26
                Xurku, nie, też bym umarła, gdybym miała wiosną to samo wieźć curik naabarot. ;-) Wiosną sobie znajdę coś małego umeblowanego na początek, a potem coś trochę większego i się znowu umebluję. To akurat lubię, więc spoko. :-)
                Aaaaaa, i chyba zapomniałam dopisać wcześniej, że w październiku w zależności od daty mogę być akurat w ŻD. Kilka podróży mogę mieć, ale jeśli dam radę z Wami skoordynować (czytaj: jeśli ja będę panią dat podróży w przypadku kolizji czasowej), to zapraszam, absolutnie!

                Sielanka mnie cieszy, reportaż z fety afrykańskiej takoż. :-))))

                Idę sobie bobu ugotować. :-)))

                --
                Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
                Wysadzam skrzynki balkonowe
              • xurek Analiza Dzemowa 04.08.13, 20:40
                Najpierw z godziny jakies dwie S zbieral i obieral i czyscil owe porzeczki. A potem ja z godziny nastepne dwie robilam z nich dzem (no powiedzmy czasu aktywnego na mieszanie, przecieranie i sloiczkowanie wyszlo z jakies godziny pol).

                Z calego obsianego krzaka, ktory wydawal nam sie byc nie do spozycia wyszedl dzemu sloik jeden. Smakuje tak samo jak ten ze sklepu i zdecydowanie gorzej niz ten od pani z Rusinowa z truskawki i dzikiej rozy. Dzem kosztuje u nas w Aldim Franki 3, w jakims sklepie superzdrowym moze 8? Tak wiec zaoszczedzilam (pod odjeciu energii i wartosci cukru) pewnie ze jakies Frankow w najlepszym raze 5. Czyste szalenstwo.

                Nie bede mowic ile w tym czasie zarobilabym siedzac przed kompem i robiac dalsze medialne strategie, z cala pewnoscia wystarczyloby jednak na kilkuletni zapas dzemu dla naszej rodziny. I dlatego teraz wracam do kompa a maz bedzie musial dolozyc z jedna pracogodzine by posprzadac burdel, ktory zrobilam przy tym dzemie, bo tak sie sklada, ze ja mam jeszcze troche placonej roboty, ktora moge dzisiaj wykonac a on nie, hahahahahahaha

                PS: wpadlismy w jakis taki szal samoprzetworstwa ze maz obcial wszystkie lawendowe kwiaty i cale wiechcie miety, oregano, estragonu i macierzanki ktore teraz szuszy podwieszone pod sufitem tarasu. Cos mnie sie wydaje, ze sznurek plus sruby zuzyte na przebiegla suszalnicza konstrukcje kosztuja wiecej niz te wszytkie ziola. Ta lawenda to on ponoc bedzie "upachnial" nasza wiejska chalupe. Pachnie troche jak mydlo z Aldika :)

                --
                czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
                • jutka1 Re: Analiza Dzemowa 05.08.13, 09:30
                  A mnie się wydaje Xurku, że wśród ludzi ten pociąg do przetworów domowych to może być równie dobrze, a może bardziej, przyjemność (czy uspokojenie, wyciszenie) czerpana z samego procesu, niż kwestie ekonomiczne. Plus wiedza, co tam w środku jest, czego w przypadku rzeczy kupionych w sklepie nie wiesz. Nawet, podejrzewam, takie własne oregano może być lepsze i zdrowsze od tego ze sklepu, bo kij wie jaka chemia była obecna podczas suszenia przemysłowego. :-D
                  Co mi przypomina, żeby zerwać i ususzyć oregano i miętę. :-)))

                  --
                  Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
                  Wysadzam skrzynki balkonowe
                  • iwannabesedated Re: Analiza Dzemowa 05.08.13, 10:57
                    Mogę się podzielić doświadczeniem przetwórczym, bo jakoś w ubiegłym tygodniu była "akcja porzeczki". Najpierw chłop mój u sąsiada co ma stragan z warzywami, zamówił 10 kg. czarnych porzeczek. Porzeczki zostały zakupione na giełdzie i dostarczone chłopu, chłop je przywiózł w worze na plecach rowerem (łubianek sztuk cztery). Potem żeśmy skubali te porzeczki. Następnego była panika, bo skitrane w lodówce co miały grzecznie czekać na przetworzenie do następnego dnia wieczór - czekania odmówiły i zaczęły puszczać sok gniotąc się wzajemnie w łubiankach. Z obłędem w oku chłop porzucił płatne zajęcie i przygnał do domu, by wespół w zespół stawić czoła na froncie porzeczkowym. Przy okazji przywiózł słoiki sprzedawane w markecie jako słoje do ogórków - bo małych nie było. Umyliśmy porzeczki i wyrzuciliśmy na malarską folię w pokoju do osuszenia, przy czem okazało się, że pies popadł w manię porzeczkową i skradał się i je po jednej jagódce - kradł, uprowadzał na leże, i tam, mymlając - zżerał. Na wszelki wypadek pojechaliśmy do Tesco (inkryminowane z powodu afery mordo-jeżowo-awokadowej) aby sprawdzić czy może są tam zwykłe małe słoiki, były, więc kupiliśmy. Potem tylko chłop przez całą noc mełł te porzeczki, pakował do słoików i pasteryzował (bo nie robiliśmy dżemu tylko galaretkę). Spożytkowaliśmy wszystkie słoje, włącznie z ogórkowymi, mamy galaretki do herbaty na rok. Pachnie cudnie... No a rano pojechaliśmy na jagody i mamy 10 słoików jagód...

                    Suma summarum, doszłam do wniosku, paralelnego do wniosku Pytona, że jedyne co ma sens to to co no nie ma ekonomicznego sensu :)


                    --
                    wasza stokrotka
    • ewa553 a to ja! 05.08.13, 01:00
      nie mogac zasnac, wpadlam tu poczytac. A niech Was licho! Przeczytalam cale pierduly nr 225, jeszcze dwiescie wpisow do przeczytania no i inne wontki. Proponuje aby wpisy o pogodzie odbywaly sie w kolorze czerwonym: omijalabym je aby dowiedziec sie wazniejszych rzeczy, problemy z pogoda to ja mam na codzien. Takich upalow jak my od tygodni mamy, to nawet Blues nie uswiadcza. Koncze na dzis czytanie, zanim mi sie nowa soczewka w oku odklei:))) Pozdrawiam Szanowne Kolezenstwo!
      --
      "Nie trac czasu ani slow na darmo,
      nigdy juz ich nie odzyskasz"
    • blues28 Poniedziałek, zeby nie było, tez upalny! 05.08.13, 08:18
      Czyli Biuro rzczy znalezionech zadziałało i znalezlismy Ewę!
      Ewo witaj serdecznie!! Jesli nieobecność była spowodowana zabiegami ocznymi, to dozuj sobie kompa powolutku.

      Xurku, ja tu spieszyłam z radami dżemowymi (nie moimi, to siostra ma skarbnice wiedzy zaprawowej po babci i mamie), a tu dżem już wyprodukowany, a nawet prawie zjedzony:-) :-)
      Ja teraz bywam świadkiem zapraw musów jabłkowych z papierówek, soków i dzemów z czarnej porzeczki i niekończących sie zapraw ogórków, których wysyp jest tak straszliwy, ze juz wszyscy sąsiedzi sa obdzieleni, a ogórki dalej rosną!
      A tymczasem w szklarence czerwienia sie juz pomidory malinowe i papryki.

      Wczorajszy dzień był bardzo lepki jakis, ale po południu spadła cudna ulewa i odświezyła powietrze. Dzis jednakowóż słońce z uporem maniaka świeci i grzeje prawie parząć. Juz o tej porze jest powyżej dwudziestu.

      Czytam zmagania Jutki z przeprowadzkami i włos mi się jeży. Ja organicznie przeprowadzek nie znosze, jestem zwierze terytorialne i naprawdę musi sie stac cos bardzo istotnego żebym pakowała cały majdan i przenosiła w inne miejsce. W życiu przeprowadzałam się cztery razy (zawsze siła wyższa) i póki co nie zamierzam robic tego po raz kolejny. Podziwiam zatem i twoja i CJa lekkość ręki: w pudła i z pudeł, w pudła i z pudeł....
      Podziwiam z głębi serca, bo mnie opadaja witki na sama myśl :-)

      Zeby nie uczestniczyc w rozmowach panów ganiających po rusztowaniach nastawiłam radio program I. Rano lubie cisze ale teraz sie nie da i to na dłuższy czas.
      I pierwsza wiadomość polskiego radia, ze oto wyrusza z Warszawy do Czestochowy pielgrzymka!! Potem było o żolnierzu, który zginąl w Afganistanie, ale to była wiadomość drugiego sortu, bo prosze państwa pielgrzymka wyruszyła! Były nawet wywiady z radosnymi pielgrzymami. Czy ja latając w te i wefte nie pomyliłam lotnisk i nie wyladowałam w Iranie?
      • maria421 Re: Poniedziałek, zeby nie było, tez upalny! 05.08.13, 09:32
        Tu tez zapowiada sie upal, ale to juz chyba koncowka, bo od polowy tygodnia temperatura ma sie znacznie obnizyc.

        Nie posiadam wlasnych owocow, wiec eksperymenty z przetwarzaniem plonow mi nie groza.
        Owszem, jesienia zamroze ziola z doniczek, zamrozone sa bardziej aromatyczne niz suszone.

        Bluesie, niemieckie media niedawno informowaly o tym, ze muzulmanie rozpoczynaja ramadan....
        To dopiero mozna sie poczuc jak w Iranie :)
        • chris-joe Re: Poniedziałek, zeby nie było, tez upalny! 05.08.13, 21:20
          U nas tez bardzo wielu muzulmanow, wiec o Ramadanie jak najbardziej sie wspomina. Tak jak wspomina sie o Bozym Narodzeniu, czy Wielkiejnocy. Jednak o pielgrzymkach do Lourdes, czy Mekki- nie. Bo to sa juz sprawy wewnatrzparafialne, czy tez osobiste, i radiowezly parafialne tym sie winny zajmowac.

          --
          Atenção, curva perigosa!
          • maria421 Re: Poniedziałek, zeby nie było, tez upalny! 06.08.13, 09:15
            Chris, malo sie znasz na kulturze wlasnego kraju. Sierpniowe piesze pielgrzymki na Jasna Gore naleza od prawie 600 lat do polskiej tradycji.
            Tu zarys historyczny:

            www.niedziela.pl/wiad.php?p=200808&idw=126
            Wszelkie inne pielgrzymki sa sprawa wewnatrzparafialna i sie o nich nie wspomina.
      • jutka1 Poniedziałek, chłodniejszy, bardzo przyjemny 05.08.13, 10:23
        Baśka, nie czytaj tego akapitu! ;-) Wieczorem i w nocy były burze, więc jest dość rześko, chłodniej. Ciągle jakieś chmury wiszą, więc może znowu popada.
        Zaraz jadę na pocztę (znowu) i do kantoru, zrobie jakieś małe zakupy, potem pudła ;-), jakies skajporencje (cycat) zawodowe. Wieczorem spotykam sie z przyjaciółką.
        Poniedziałek, o dziwo, bardzo przyjemny.

        A co do przeprowadzek, to odniosę się jak wrócę "z miasta". :-)

        Miłego dnia :-)

        --
        Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
        Wysadzam skrzynki balkonowe
        • iwannabesedated Re: Poniedziałek, chłodniejszy, bardzo przyjemny 05.08.13, 11:16
          Dziewczyny, nie frasujcie się. Tak, Iran rośnie w siłę, u mnie księża znad jeziorka popadli w jakiś szał dzwonienia dzwonami codziennie w samo południe. Łomoczą aż echo dudni.... następnie sobie pewnie megafon zainstalują aby słowem bożym chłostać całą dzielnicę zabijając hukiem kaczki w locie i ryby w Wiśle.... Proponuję jako antidotum sobie Wróżbitę Macieja zarzucić naprzemian z Pamiętnikami z wakacji :)))

          Ewentualnie w uszy czopki i robić przetwory ...


          --
          wasza stokrotka
          • maria421 Re: Poniedziałek, chłodniejszy, bardzo przyjemny 05.08.13, 12:48
            Dorota, lepsze dzwony koscielne w samo poludnie niz zawodzenie muezzina z minaretu 5 razy dziennie:)

            Do mnie czesto dociera glos dzwonu cmentarnego, ale to bardziej dzwonek niz dzwon.
            I wtedy, czesto przypomina mi sie ten tekst :

            Komu dzwonią temu dzwonią
            Mnie nie dzwoni żaden dzwon
            Bo takiemu pijakowi
            Jakie życie taki zgon

            Księdza do mnie nie wołajcie
            Niech nie robi zbędnych szop
            Tylko ty mi przyjacielu
            Spirytusem głowę skrop

            W piwnicy mnie pochowajcie
            W piwnicy mi kopcie grób
            I głowę mi obracajcie
            Tam gdzie jest od beczki szpunt

            W jedną rękę kielich dajcie
            W drugą rękę wina dzban
            I nade mną zaśpiewajcie
            Umarł pijak ale pan

            A po smierci na mym grobie
            Beczka wina będzie stać
            I gdy przyjdziesz się pomodlić
            Możesz kufel sobie wlać
    • xurek Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 05.08.13, 18:31
      Data historyczna. Po raz pierwszy internautuje z wiejskiej chalupy, internet ze sticka jak w moim szalasie, ale troche szybszy :)

      Tutaj niby tez Szwajc, ale jakze inny od tego z Zugu. Odbylismy dzisiaj pierwsza rozmowe z architektem co ma przebudowac rozwalajaca sie rzeznie na nasze nowe domostwo. Miast garnituru dzinsy i t-shirt, miast skorzanych butow tenisowki, miast stylowej mlodej sekretarki podajacej kawe zona w hippi-outficie podajaca wlasnym sumptem skomponowana owocowa zimna herbate. Podoba mi sie tutaj i chyba bardziej tu pasujemy.


      Kiedys u takiego stolarza co mi robil szafy widzialam na drzwiach wejsciowych taki napis „wir leben weit über unsere Verhältnisse und immer noch tief unter unserem Niveau” . W przetlumaczeniu cos na ksztalt „zyjemy duzo powyzej naszych finansowych mozliwosci ale wciaz jeszcze znacznie ponizej naszego poziomu”. To powiedzonko przypomnialo mi sie od razu jak achritekt nam wyluszczyl, ze 1/3 naszych pomyslow mozemy skreslic od razu a nastepne 20% wykonac w sposob znacznie prostszy i jakosciowo gorszy. Czegos na ten ksztalt sie wlasnie obawialam, no ale warto bylo sprobowac wybudowac 200m domu z trzema tarasami, sauna, kominkiem, lazienka dla kazdego i stropem w sypialni na wys 5m za niewielka sumke, co nie :)?

      W sumie mimo zejscia na ziemie bardzo fajna rozmowa, bardzo fajni ludzie i pomysly na zastapienie naszych marzen tez nie najgrosze. W sobote architekt wydaje gardenparty na 140 osob (to chyba z pol wsi:)) i nas zaprosil, czasowo nie bardzo nam pasuje, ale chyba pojdziemy, bo chcemy poznac miejscowa ludnosc.

      Siedze tutaj od godzin sama (maz pojechal demontowac wystawe), dom jeczy i steka i szumi – zupelnie inaczej niz nasze solidnie wybetonowane mieszkanie. Troche niesamowicie, nie jestem pewna, czy chcialabym tak od razu spedzic tutaj samotna noc. No ale nie grozi, bo S wroci przed wieczorem.

      Poza tym pierwsze budowlane kwiatki: 3 tony kafelek przybeda ciezarkowka bez windy, wiec musimy zorganizowac ludzi do rozladunku, ekipa robocza z Polszy spozni sie na dzien dzisiejszy o dwa dni, co w biurokracj Szwajcarskiej nie jest przewidziane wiec musze biegac i zmieniac ich pozwolenia na prace, Cablecom przybyl zainstalowac telewizje i internet i swierdzil oslupialy, ze nie myslal, ze to taki stary dom i ze w takim razie to on na dzien dobry inne ustrojstwa potrzebuje, by dokonac podlaczenia i ze takowe to on musi najpierw zamowic i ze przyjdzie znow za dwa!!! tygodnie, panowie co maja wykonac i zamontowac kuchnie przybyli i kleli prawie jak na polskiej budowie, bo sciany u dolu maja inne wymiary niz u gory a taka Szwajarska kuchnia prosze pana to musi chodzic jak szwajcarski zegarek, wiec musza jakies blendy i skosy i cudakwiatki, ktorych nie ma w umowie a podnosza ich koszty wiec powinnam byla im powiedziec, na co ja, ze proponowalam, by najpierw przyszli zmierzyc to im sie nie chcialo.


      --
      czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
    • luiza-w-ogrodzie Z jesieni do wiosny bez zimy 06.08.13, 08:17
      Mieliśmy strasznie deszczowy i ciepły czerwiec, lipiec cieplejszy od czerwca (to jakby u Was styczeń był cieplejszy od grudnia...), ostatnie 10 miesięcy to najcieplejszy czas w notowanej historii Australii. Zimy nie było, wiosna według roślin i ptaków zaczęła się sześć tygodni wcześniej, czyli w zeszłym tygodniu a ja jeszcze nie skończyłam prac zimowych! Teraz na gwałt wykańczam co się da z zimowej listy a już czas nawozić i przygotowywać ogród pod wiosenne zasiewy. Wariatkowo klimatyczne, o! Dobra jego stroną jest mniejsze niż zwykle zużycie drewna opałowego ;)

      Przeleciałam przez forum i wcale nie wygląda na to, że macie sezon ogórkowy. Widzę że Jutka się przeprowadziła, Ertes, Światlo i Blues przemknęli przez Polskę (no, Blues trochę dłużej niż przemknął), Xurek wreszcie dorwał się do Internetu z epopeją na temat blasków i cieni nowego życia, Stokroć i C-J w dobrej formie literackiej. Poza tym pojawiły się nowe oraz dawno nie widziane nicki i generalnie jest ruch jak w Rzymie. Fajnie, cos się dzieje!

      Co u mnie? Za kilka tygodni mam urodziny i czas na planowanie i na Wielkie Sprzątanie, bo impreza pewnie odbędzie się w ogrodzie a i chata i dom sa raczej zabałaganione. Duńska uczennica z wymiany jest urocza, pozytywna i śliczna, moje dziecko w szale studiowania i pracy (żeby zarobić na podróżowanie), Buszmen pracuje a wiosna objawia sie u niego szałem pisania artykułów polemicznych na temat globalnego ocieplenia. Plecy znowu zaczęły mi dokuczać i byłam wczoraj u chińskiego lekarza - to temat na osobny post, powiem tylko że wsadził mi około 30 igieł - od czaszki do ścięgna Achillesa i za tydzień będzie ciąg dalszy...

      Wracam do mojego wariatkowa, życząc Wam pogodnego lata i mnóstwa jagód. Moje krzewy borówek kwitną od dwóch tygodni, podejrzana sprawa...

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Jak gadać z królikami
      • blues28 Re: Z jesieni do wiosny bez zimy 06.08.13, 08:39
        Luizo, zawczasu serdeczności urodzinowe!! Życzę skuteczności igieł i jak już pisałam troche zazdraszczam tej alternatywnej możliwości, bo w Hiszpanii to jeszcze mocno w powijakach. Nie jest uregulowane wcale i niby można pójść i dać sie pokłuć, ale tak naprawdę to nie wiesz do kogo.
        Ocieplenie zwala nam sie nieuchronnie na głowę, następne pokolenie będzie miało jeszcze gorzej, no ale wielcy tego świata uprawiają carpe diem, bo co się będą szczypac przyszłością?
        • luiza-w-ogrodzie Sprawozdanie z wizyty u chińskiego lekarza 07.08.13, 12:49
          Bluesie drogi, robię sie coraz bardziej alternatywna i jeśli nie potrzebuję L-4, szwów albo zrobienia badania krwi, omijam europejsko szkolonych lekarzy baaardzo szerokim łukiem. Wszystkich, oprócz mojego żydowskiego okulisty, oraz tradycyjnych chińskich lekarzy. Do medycyny chińskiej i ajurwedyjskiej jest u nas bardzo dobry dostęp a i ubezpieczalnie pokrywają zabiegi takie jak akupunkturę, lecznicze masaże a nawet jogę.

          Ostatnio wkurzyłam się ciągłymi problemami wędrującymi z miejsca na miejsce przez moje plecy i poszłam do Chińczyka poleconego mi przez znajomą, której akupunkturą wyleczył żylaki. Dla ciekawych sprawozdanie poniżej:

          Stawiłam się punktualnie w skromnym, chłodnym gabinecie. Na spotkanie wyszedł mi maleńki, siwiejący Chińczyk z rączkami jak laleczka. Najpierw wypełniłam klasyczny formularz typu imię, nazwisko, historia medyczna, opis problemu z jakim przyszłam a potem lekarz wziął się za półgodzinne diagnozowanie. Przechodziłam takie badania wcześniej, ale może jako ciekawostka Was to zainteresuje, więc opiszę dokładniej. Najpierw długo oglądał mój język, potem przez kilka minut trzymał palce na pulsie każdej ręki a następnie zaczął mi zadawać pytania na temat mojego oddychania, diety, picia oraz hmmm... metabolizmu, z uwzględnieniem częstości, konsystencji i koloru ;)

          Po zakończeniu badań zostałam zaproszona na stół do masażu, gdzie padłam twarzą w dół. Chińczyk włączył nagrzewającą lampę i zabrał się do szykowania igieł, opowiadając mi co będzie robił. Zasugerował, żebym zdjęła koszulę z długim rękawem, bo będzie musiał mi wkłuwać igły w szyję, na co zapytałam się czy mam zdjąć podkoszulek. Cichutko odpowiedział, że to byłoby jeszcze lepiej. Mówie na to, że może biustonosz też zdejmę? na co z ulga odetchnął i wyjaśnił, że w ten sposób daję mu możliwośc prawidłowego wkłucia się wzdłuż całych meridian. Zaczął od karku, potem wzdłuż kręgosłupa aż doszedł do bolącej kości krzyżowej i miednicy, następne igły poszły pod kolana, po obu stronach ścięgien Achillesa oraz po jednej igle w każdy nadgarstek. Jak zawsze w trakcie zaczęłam odpływać, nawet chyba lekko sobie chrapnęłam... Po kwadransie pokręcił igłami, znowu je zostawił, wyjął wszystkie gdzieś po pół godzinie.

          Wytłumaczył mi, że zrobi mi masaż leczniczy i zapytał czy miewam problemy z mocnym masażem, ale ja, kobieta Buszmena, niczego się nie boję, więc ruszył do dzieła, polewając masowane okolice olejkiem ziołowym. Dopóki gniótł mi nogi, plecy i kark, było OK, ale gdy dobrał się do obolałych bioder, aż zawyłam pod naciskiem tych małych rączek. Okazało się, że byłoby lepiej, gdyby mógł mi uprzednio wsadzić igły również w biodra, na co z wyrzutem zapytałam się, dlaczego tego nie zrobił? Wybąkał cichutkim głosikiem, że przecież miałam na sobie spodnie, na co ja powiedziałam: "ale przecież jesteś lekarzem, trzeba było mi powiedzieć, żebym wszystko zdjęła!". W końcu wyjaśnił, że wiele kobiet odmawia rozbierania się do bielizny, a co dopiero do naga i że on obawia się zarzucania mu wykorzystywania seksualnego i naruszania prywatności. Żalił się też że z tego powodu nie może dobrze leczyć kobiet chorych na astmę, które odmawiają zdjęcia biustonoszy, bo im trzeba zaaplikowac igły między piersiami.

          Dodał do diagnozy że mam "mokrą" watrobe, śledzionę i nerki oraz "gorące" plecy i kręgosłup. Zakazał jedzenia ostrych przypraw i umówił się ze mna za dziesięć dni, zapowiadając, ze oprócz akupunktury będzie powoli dawał mi następne porady i zioła. Rezultat był taki, że wyszłam od niego zataczając się z lekka, taka byłam poprzestawiana, ale nic mnie nie bolało. Wczoraj i dzisiaj też czułam się o wiele lepiej.

          No to tyle wieści z mojej łączki, a właściwie sprzed nabuzowanego piecyka ;o)
          Pozdrawiam

          Luiza
          • blues28 Re: Sprawozdanie z wizyty u chińskiego lekarza 07.08.13, 17:46
            Luizo, przeczytałam co do najmniejszej kropki i głęboko pozazdrściłam. Życzliwie oczywiście, ale pozazdrościłam, bo w Hiszpanii medycyna alternatywna to jest w powijakach i absolutnie jakoś nieucywilizowana jeszcze. Żadnej kontroli nad tym kto dopuszczany jest do uprawiania praktyki medycznej, brak jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa, że oto nie zajął sie tobą właściciel straganu, któremu nie wyszło i postanowił popróbować a akupunkturze. Troche to trzeba brać na wiare a ja taki niewierny Tomasz jestem.

            Skwar leje się z nieba, wóciłam z pogrzebu, który trwał długo, na cmentarzu (w nowej części) nie ma nawet smetnego drzewka, zatem ani skrawka cienia i czuję się zmeczona.
            Zalegnę na kanapce i pozbierm siły bo od piatku będe robic na trzech etatach a wieczorem ide na wesele. Taki lajf.
    • blues28 Wtorek ditto 06.08.13, 08:45
      Xurku, widzę że prace na folwarku szwajcarskim tez ruszają z kopyta. :-) Jak to było: mierz siły na zamiary czy vice versa? Bardzo mi się podoba Wasz architekt, może wypośrodkuje cos pomiędzy marzeniami a realnymi możliwościami.
      Donos z sobotniego rautu mile widziany!!

      U mnie upały pną się pracowicie po termometrze zabierając radość i komfort poruszania się rowerem. Oczywista oczywistość, że używam kremów z filtrem, ale i tak mam wrażenie, że słońce dosłownie kąsa skórę niczym wygłodniały wilk.
      Od samego rana po rusztowaniach latają chłopy, burczą wiertarki i, of course, fruwają kurwy, bo jak inaczej robotnik ma się porozumieć się z majstrem, hę? Coś mi się zdaje, że kasków nikt nie nosi. A rusztowanie wysokie. Wczoraj po południu zakleili otwory okienne jakąś folią, co ma niby chronić przed pochlapaniem okien i zakurzeniem mieszkań, ale skutecznie tamuje dopływ świeżego powietrza. Jak tylko otworzą Brico o dziewiątej, lecę po taśmę malarska i co wieczór ostrym nożem będę sabotowała zaklejone okna, a rano zalepiała dziury taśmą. Nie wyobrażam sobie nie mieć dopływu powietrza i to w tych upałach.
      Żebyśmy się zanadto nie cieszyli to odcięli nam ciepłą wodę, bo ponoć konserwują sieć. Bierzemy zatem bardzo rześkie prysznice. Mimo upałów z rur leci woda lodowata!! Ale stanowczo odmawiam grzania jakichś tam czajników i brechtania w miednicy. Jak ta generałowa Zajączkowa będę piękniała w lodowatej wodzie.
      Niestety mamy pogrzeb w rodzinie, spodziewany acz niemniej smutny.
      Oznacza to również zjazd rodzinny i przekrzykiwanie się z kuzynostwem celem zagłuszenia panów drących mordy za oknem i hałasu sprzętu ciężkiego. Z uwagi na spartańskie warunki kuzynostwo pewnie zwinie się szybko i nie będzie podziwiało cudów przyrody regionu.

      To i dobrze bo w ten weekend mam wesele w innej gałęzi rodziny. Oraz wizytę z nocowaniem najmłodszego pokolenia czyli dziedziczek w wieku lat trzech i półtora roku. Chyba, jak ten Icek pójdę i kupię kozę.
      • maria421 Re: Wtorek ditto 06.08.13, 09:23
        Wczesnym rankiem spadl deszcz i ladnie orzezwil powietrze. I zdaje sie ze najwieksze upaly juz za nami i ze w koncu bedzie czym oddychac. Podobno jednak rekord temperatury z 2003 roku nie zostal pobity.

        Wczoraj wszystkie telewizje doniosly o hamburgerze z probowki, czyli z miesa wyhodowanego z krowich komorek macierzystych. Taka produkcja ma ograniczyc hodowle krow, ktore straszliwie zasmiecaja atmosfere wydzielajac ogromne ilosci CO2. Nie powiedzieli jednak skad bedziemy mleko brac. Tez z probowki?

        Mnie sie taka laboratoryjna wizja swiata nie podoba.

      • xurek czarny wtorek 06.08.13, 14:04
        zapomnialam wyslac listu w sprawie urzedowej, ktory mial deadline 5. sierpnia. Znalazlam go dzisiaj w plecaku, do ktorego sie wczoraj przepakowalam. Wyslalam ale chyba nic to juz nie da.
        Kafelki miast dzisiaj przybeda jutro a ja zapomnialam badge do tego klienta, gdzie bede pracowac rowniez jutro i pojutrze. Poruszanie sie tutaj bez badgea jest niemozliwe, nawet klop nie otwiera sie bez. Zapomnialam go w mieszkaniu a nocujemy dzis w chalupie, wiec po pracy, meetingowym maratonie bede musiala najpierw 50 km do mieszkania a z tamtad 70 do chalupy, miast 60 w linii prostej. Wieczor spedze wiec w pociagach a ksiazka mi sie konczy i ne mam czasu nowej nabyc.

        Do tego goraco jak w piekle, co szczegolnie daje sie odczuc po wyjsciu z tego ostro sklimatyzowanego biura.
        --
        czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 06.08.13, 16:44
      Melduje: odcinek 226 przeczytany. Pod jego wplywem (a raczej Ertesa) stwierdzilam dzisiaj, ze u mojego ortopedy jest amerykanska klima: jak mi zawialo lodem w dupsko na klopie, to az sie przetraszylam. Niech zyje nasza umiarkowana Europa! Ide czytac odc.227. Czyli zostaje tutaj, ale przejde do pierwszego wpisu:)))
      --
      "Nie trac czasu ani slow na darmo,
      nigdy juz ich nie odzyskasz"
    • ewa553 Ufff! 06.08.13, 17:23
      pierdoly zaliczone. Mialam byc na zebraniu, ale byla burza i ulewa i choc sie na czas skonczyly, to uzylam ich jako wymowki: przeciez w mojej dzielnicy moglo dluzej lac. nespa?

      Kolowacieje od niektorych wpisow, jestem szczesliwa ze choc jutka przemieszcza sie w turnusie polrocznym i niemusze przez pare miesiecy myslec o tym czy siedzi na balkonie czy na tarasie:)))

      Xurek i Blues doprowadzaja mnie natomiast do rozpaczy, ale moze sie przyzwyczaje. Moze byscie pisaly w roznych kolorach z roznych miejsc? to jest dobry pomysl.

      U mnie dzieja sie rozne rzeczy, mam ciagle jakies pieprzone mniejsze i wieksze terminy, za duzo jestem w drodze i to mnie meczy, szczegolnie przy tej pogodzie. Pocieszam sie jezdzac (a raczej bedac wozona) co tydzien na wspaniale koncerty, jutro jade bardzo daleko na koncert mojej ulubionej orkiestry (Il Giardino Armonico), barok wloski. Perelka.

      W domu remont, czyli glosno. Rozbieraja do zera nasz podziemny garaz do ktorego wchodzilam sucha noga z domu i jak juz przestana halasowac i kurzyc to sie zabiora do pracy: buduja zamiast garazu Car Port. Shit. Opis remontu u Bluesa przypomnial mi jak nasz dom ocieplali. Byl caly otoczony rusztowaniami. Ja lezalam kiedys na kanapie, zaczytalam sie i jak na moment podnioslam oczy to zobaczylam faceta przechodzacego przed oknem. Mieszkam na 4 pietrze. To byl obled, bo oczywiscie o tym rusztowaniach przez ksiazke zapomnialam:))))

      Cejocie, czy masz juz siatke dla kotow? Jestem pewna, ze u Was tez sa takie jak u nas. Sa dwa warianty: czarny i zielony. Bierz koniecznie czarny, bo sie wogole nie rzuca w oczy, noe psuje widoku. Ja mam na obu balkonach i moge spac spokojnie nie bojac sie o moja trojke.
      Cos mnie zastanowilo: zamiesciles zdjecie z zielona siatka na boku balkonu: czy to w starym czy nowym mieszkaniu? Bo chyba mieszkacie teraz wysoko, a tu drzewa przed samym balkonem.

      Jutro dowiem sie kiedy znowu musze isc na pare dni do szpitala: moja dyskopatia (z 1.06) nie chce sie wyleczyc, a ja nie chce operacji. Wiec znowu bede Wam (Jutka i cejot) konkurencje
      zastrzykiem cortizonu w kregoslup, przy uzyciu aparatury "wgladowej":((((

      Ale oko (zacma) goi sie pjenknie, stopy rowniez, wiec zycie jest pjenkne. I tym tonem pozdrawiam Was udajac sie do dalszych wontkow.
      --
      "Nie trac czasu ani slow na darmo,
      nigdy juz ich nie odzyskasz"
      • maria421 Re: Ufff! 07.08.13, 09:23
        To mi sie podoba, Ewa. Nie bylo Cie dlugo, ale za to walnelas porzadny raport :)

        Tu po wczorajszej burzy temperatura spadla o 10 stopni. I niech juz tak zostanie.
        Co do klimatyzacji, to pewnie Hameryka juz mocno do Niemiec wkroczyla, bo moja corka nabawila sie anginy po weekendzie spedzonym we Frankfurcie, w sali gdzie jej stopy marzly.

        Milego dnia!
        • iwannabesedated Re: Ufff! 07.08.13, 10:58
          Nie mam co prawda mrożących dupę doświadczeń z klimą, ale ostatnio mi w kinie nogi zmarzły. No i notoryczne marznięcie w miejskich autobusach, gdzie się wsiada z rozprażonej ulicy wprost w arktyczny dujący lodem ziąb. Do bani z takim czymś...

          Xurkowi zazdraszczam przemieszczenia się w rejony gdzie ma większe uczucie dopasowania do ogółu, bo ja coraz dotkliwiej odczuwam surrealność otoczenia. Jakieś bańki normalności się tu i ówdzie unoszą, natomiast większość narodu wraz z całą formalną sruturą tonie w jakichś koszmarnych oparach absurdu bekając bańkami gazu stamtąd o szatańskiej sile rażenia.
          --
          wasza stokrotka
          • jutka1 Re: Ufff! 07.08.13, 17:58
            Uffff... ufff... ufff...
            KJAP. Gorąco.
            Mam ochotę zastygnąć i ruszyc się dopiero koło północy. Ufff.

            --
            Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
            Wysadzam skrzynki balkonowe
      • chris-joe Re: Ufff! 07.08.13, 19:47
        A dajcie mi fote, czy linka do tych legendarnych siatek antykotnych, bo nie wiem o co biega.

        Ewa, to moj nowy balkon, tyle ze za oknami mamy korony wysokich drzew i, rzeczywiscie, stwarza to wrazenie, jakbysmy mieszkali na parterze. Drzewa sa dosc geste, wiec trzeba sie porzadnie wychylic, by dostrzec glebe daleko w dole. A ze mam lek wysokosci tego nie robie i udaje, ze mieszkam nisko. Gdy liscie opadna skonczy sie najpewniej ten pic i do barierki wogole nie bede podchodzil.

        --
        Atenção, curva perigosa!
        • jutka1 Re: Ufff! 08.08.13, 07:52
          No co Ty, BratSister! Popatrz tutaj:
          www.google.pl/search?q=balcony+nets+cats&client=firefox-a&hs=hIf&rls=org.mozilla:en-US:official&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=uzEDUoqzF8WlO-bbgRA&ved=0CCsQsAQ&biw=1067&bih=446
          "Balcony nets for cats", znajdziesz miliony linków do wyboru do koloru. :-)

          --
          Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
          Wysadzam skrzynki balkonowe
          • blues28 Re: Ufff! 08.08.13, 08:03
            No własnie. Też się zadziwiłam :-)
            Mnie sie podoba ta:
            http://www.e-lecznica.pl/sites/default/files/breska3.JPG

            Kicia patrzy na świat i wydaje się bezpieczna i szczęśliwa :-)

            P.S. Przepraszam za zbyt duzy format
    • luiza-w-ogrodzie Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 05:31
      Uff, od rana kilka telefonow i stos emaili plus zalegle lekcje do odrobienia, nie mam szansy, zebym sie wyrobic ze wszystkim. I wlasnie wysiadly mi polskie czcionki. A Yahoo odmawia wysylania poczty. !@!&#!

      Idzie wiosna, wiec zaczynaja sie ogrodowe festiwale, festyny i pokazy a w wielu z nich biore udzial albo jako osoba publiczna (permakultura i Rotary) albo jako wlasny biznes. Mam dwa warsztaty do poprowadzenia (w sobote i srode), zebranie lokalnej grupy permakulturowej w niedziele i gminna wystawke w poniedzialek, co oznacza ze przez reszte weekendu bede ryla jak czolg poprzez ogrod i garaz, zeby wyrzucic wszystkie niepotrzebne rupiecie. Nastepne dwa weekendy zapowiadaja sie nawet bardziej zatloczone.

      Wracam do mojego kalendarza, potem skocze po dwie taczki kompostu na kolejna grzadke, odbiore Duneczke z przystanku autobusowego, zrobie obiad, nakarmie drob i nierogacizne, przytaszcze drewno z drewutni (dzis zimno i pada) i pognam na joge. Pewnie bede zaraz znowu potrzebowac akupunktury :o(

      Zycze Wam spokojnego i relaksujacego czwartku...

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Jak gadać z królikami
      • jutka1 Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 07:49
        Znowu zmęczyłam się tak od rana, od czytania o Twoim harmonogramie, Luizo. :-)
        Wielce jestem, jak zawsze, pod wrażeniem, tylko nieśmiało zasugeruję: wpisz sobie systemowo do kalendarza codziennie godzinę nicnierobienia, bo skończy się na coraz częstszych wizytach u Chińczyka. I nie mów mi proszę, że "chodzisz na jogę". Oprócz jogi, we własnym domu, w ulubionych kątach domu czy ogrodu, GODZINA DZIENNIE. Nierobienianic. Farniente.
        Bo nam się kobieto wypalisz.
        Amen.


        --
        Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
        Wysadzam skrzynki balkonowe
        • blues28 Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 08:10
          Jutka, co Ty robisz tak rano? Zgaduję, że upaliszcza nie daja spać.
          U nas dzis maja padac jakies rekordy, a niech ich szlag.

          Luizo, podpisuję sie przed przedpiszczynią. Joga joga ale w domu tęz warto odpocząć poza spaniem. Czytując Ciebie i Fedo (brak mi postów naszej Fedo) czuję się żółwiem, powolnym wielce. A od dzis i do końca weekendu potrzebuje Twojego powera, bo musze niczym sztachanowiec wyrobic conajmniej 300% normy.

          Zatem życze forumowi miłego dnia i zaczynam od sterty prasowania :-)
          • iwannabesedated Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 12:08
            Ludzie, przestańcie! Bo czytanie foruma miast być oazą wdzięcznych polemik, lekkich żartów i frywolnych uwag, się staje jakąś orką na ugorze i coraz bardziej przypomina ruchy ocipiałej ludności w "realnym" matriksie.... Boszz.... się umęczyłam samym czytaniem, idę prysznic chłodny wziąć. Mnie też się niestety zdarzają takie dnie, ale walczę z "biegaczką" jak z uporczywą sraczką - na osobności i w klozecie. "Nie jest to temat odpowiedni, ani do ody ani do elegii" cycat M.Miłosz ;)




            --
            wasza stokrotka
            • jutka1 Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 12:30
              Niezrozumienie tego, kogo właściwie i za co opieprzasz, Stokrotku, po namyśle zwalam na karby upału i mojego parującego mózgu (a właściwie jego resztek). :-)

              --
              Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
              Wysadzam skrzynki balkonowe
              • iwannabesedated Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 12:36
                Całokształt opieprzam :))) Przecież jasne jest, że każdy może pisać co chce, a ja to uwielbiam czytać. Lubię się też z forumem poprzekomarzać.

                A gorąco to i jest. Żar się z nieba leje, i w dzień jest ok, bo się można jakoś prysznicem schłodzić, ale w nocy się źle śpi. Ja się notorycznie budzę ok 3 nad ranem i tak do 7 pokutuję. Ale narzekać nie będę, bo całą pierdoloną zimę czekałam aby się wygrzać porządnie :)))


                --
                wasza stokrotka
                • maria421 Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 12:42
                  U nas dzisiaj calkiem przyjemnie, czyli niewiele ponad 20 stopni. Wczoraj wieczorem padal deszcz, troche orzezwil powietrze a wypalona upalami trawa jakby znow probowala sie zazielenic.

                  Ja sie w takiej temperaturze o wiele lepiej czuje, lepiej funkcjonuje, lepiej spie i lepiej siusiam. Dorota, czy na tym forumie wolno o siusianiu ? :)

                • jutka1 Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 12:59
                  Aaaaaaa jak całokształt, to OK. :-))))))))

                  Ja, o dziwo, dobrze śpię. Pewnie dlatego, że sypialnia od wschodu nie jest w nocy nagrzana. Budzę się koło siódmej, i szlus. Dzisiaj jednak w tym upale chyba strzelę sobie sjestę, bom w temperaturze 36-38C ciut podupadłszy. :-)


                  --
                  Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
                  Wysadzam skrzynki balkonowe
                  • iwannabesedated Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 13:12
                    Tak, ja się też czuję trochę podupadła, jak to Rzymskie Imperium... Apropos, ktoś widział może film Biznacjum (Byzantium)? Bo mam ochotę na coś nieziemskiego trochę, czuję się zbyt udupiona realem. Myślę też, że nas tutaj ogłuszonych skwarem dlatego zaskakuje ruchliwość naszej Luizy - a toż u niej wiosna przecie, wiosenna wylinka wraz z wiosennym osłabieniem.

                    Co do możliwości podjęcia tematu siku, to Marysiu, koniecznie napisz do admina. To Ci może błogosławieństwa udzieli na pisanie, jeśli Ci na tym zależy. Możesz dla pewności mały konspekcik tego co zamierzasz napisać załączyć, ot istne nic, parę dosłownie zdań, do tego listę spodziewanych odpowiedzi, jakieś proponowane odpowiedzi, uzasadnienie celowości pisania o siku, no i może nie bezwzględnie konieczna, ale na pewno mile by była widziana próbka moczu.

                    --
                    wasza stokrotka
                    • jutka1 Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 13:17
                      A ja zamiast pisać o siku to pójdę je zrobić. :-)))))))))))))))))))))

                      Bisantium nie widziałam. Teraz zaczęłam oglądać "Devious Maids", ale jeszcze nie jestem przekonana.

                      --
                      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
                      Wysadzam skrzynki balkonowe
                        • jutka1 Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 13:39
                          maria421 napisała:

                          >
                          > Swoja droga, ciekawe jakby Admin zareagowal na probke moczu przeslana droga poc
                          > ztowa :-)))
                          *************

                          Poczułby się olany.
                          HAHAHAHAHAAAAAA

                          Chyba się, nomen omen, posikam. :-)))))))))))

                          --
                          Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
                          Wysadzam skrzynki balkonowe
                          • xurek Re: Czwartek w pogoni za wlasnym ogonem 08.08.13, 13:44
                            ja tu w wordzie plodze powazny post a w tym czasie forum sie zalewa fekaliami. I jak ja mam tutaj tera te nude wkeic? No ale moze dlugosc postow przebija i siki i pawie i kupy? Jak juz napisalam, to wkleje, a co :):

                            Wczoraj byl jeszcze upal a dzisiaj leje od rana. Pol godziny sie zastanawialam, czy wyjsc i zjesc cos na miescie czy ogladac dzeszcz przez szybe biura i zdcydowalam w koncu na wyjscie. Kupilam ksiazke a potem kaczke w sosie hong kong i zjadlam w dziwnym miejscu. Otoz w SihlCity nad rzeka Sihl (to takie centrum handlowe w Zurychu) zadaszono przewiazke laczaca dwie czesci centruma na wysokosci ok 10 badz 15 m. I pod ta przewiazka chinczyk wystawil stoly i mozna bylo zjesc bez halasu, ale za to w takiej jakby deszczowej mgielce, bo tak wysoki dach chroni jakos inaczej. Pobodalo mi sie tam, lubie zreszta te czesciowo „zadaszona autostrada“ rzeke.
                            Wczoraj wreszcie przyjechali budowlancy. Z dwudniowym opoznieniem, bo niby jeden mial taki wypadek ze mu paznokiec sciagac musieli, ale jak zdjal bandaz i zapomnial zalozyc nowy to paznokiec byl caly. Cudowne ozrdowienie hahahahaha. Spojrzalam, usmiechnelam sie ironicznie i zrezygnowalam z pytania czy nie wyrobili sie z poprzednia budowa.
                            Potem sie okazalo ze chlopaki tak mi poprzednia raza wymierzyli lazienke, ze drzwi do prysznica sie nie zmiescily a rurki do umywalki po rozkuciu sciany okazaly sie byc przedpotopowe i spawane a nie skrecane, wiec wieczorem bylo, ze musimy znalezc miejscowego hydraulika bo oni spawac to nie maja czym i kupic nowe drzwi do prysznica po szwajcarskich cenach.
                            Dzisiaj po poludniu okazalo sie jednak, ze chlopaki zlazeli sposob na powiekszenie drzwiowego otworu poprzez zmniejszenie komina wentylacyjnego i jakos przerobili te rurki tak, ze hydraulik niepotrzebny. Tak wiec jak widac wszystko we wszechswiecie jest relatywne.
                            Opis Luizy tez mnie zmeczyl, szczegolnie ze mnie roboty ziemne wszelkiego rodzaju mecza nieslychanie wrecz, nawet te o ktorych tylko mysle. Luizo, podzwiam energie, szczegolnie przy bolacych na dodatek plecach.
                            W niedziele wraca Piranha, w poniedzialek ma rozpoczecie szkoly a we wtorek dwudniowa wycieczke. Szkola nie przyslala listy potrzebnych materialow, co mnie bardzo zdziwilo wiec maz zadzwonil a oni na to, ze lista nie potrzebna bo szkola wszystko oprocz szkolej teczki dostarcza. Co za ulga, ze nie musze ksiazek oprawiac, zeszytow podpisywac i piornika kompletowac.

                            --
                            czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
      • luiza-w-ogrodzie Nicnierobienie ma różne formy ;o) 08.08.13, 14:26
        Patrzę, patrzę i się zadziwiam, że opis mojego dnia i planów na weekend kogokolwiek mógł zmęczyć. "Spokojne ruchy" (jak mawiał na fleku wuefista moich licealnych kolegów) to podstawa mojego działania. Albo "Langsam, langsam, aber sicher" (to mój Tato sie odezwał). Niech Was nie zmylą moje wpisy, robię dokładnie tyle, na ile mi się chce ;o)

        Jutencjo, dziękuję za troskę i pospieszam wyjasnić, że rytuał nicnierobienia odrabiam późnym rankiem, po nakarmieniu żywiny i gdy rodzina opuściła dom. Wówczas rozciągam się z lekturą na niemal czterometrowej sofie tonąc w innym świecie albo zasiadam z herbatą na słońcu w króliczym ogródku i kontempluję urodę życia dając sie deptać po stopach dwójce futrzaków. Pielenie, cięcie sekatorem na małe kawałki pół metra sześciennego pędów wianecznika i i przerzucanie kompostu zaliczam do kategorii "medytacji w akcji", to jest takie nicnierobienie umysłowe, podczas gdy ręce są zajęte mechanicznie powtarzaną czynnością.

        Natomiast cholernie męcząca wydaje mi się działalność Xurka. Samo hasło "remont domu" powoduje u mnie palpitacje, pokrzywkę i moczopęd! Czytanie o pogodzie też mnie męczy - wytłumaczcie mi skąd wzięliście te upały?? Ponieważ u nas nie było zimy a wiosna zapowiada się nie tylko wczesna ale i ciepła, mam ponure podejrzenia, że nasze lato będzie znowu pioruńsko gorące. Jeśli będzie powtórka z tegorocznego stycznia, to ja wymiękam jak asfalt w środku lata.

        Wzorem foruma oznajmiam, że idę się wysikać. I wykąpać, bo czuję się jakaś taka... zjogowana. Dobranoc!

        PS. Wróciła mi polska czcionka, Yahoo się odetkał, deszcz podlał ogród, kury zaczęły znosić więcej jajec. Lajf iz guuud!

        Luiza-w-Ogrodzie
        Forum AUSTRALIA
          • luiza-w-ogrodzie Re: Nicnierobienie ma różne formy ;o) 08.08.13, 14:42
            iwannabesedated napisała:

            > ... skąd wzięliśmy upały? No.... Z AUSTRALII CHYBA! Czyco... HAHAHA! (podskoczy
            > ła, zaśmiała się, po czym padła w omdleniu na sofę ogłuszona upałem oraz swoim
            > błyskotliwym dowcip-cip(em) ;)

            <podtykając Stokroci pod nos sole trzeźwiące> Nieprawda, to nie z Australii u nas jest teraz nienormalnie ciepło, więc na pewno od nas niczego nie wzięliście. Sprawdzałaś czy to czasem nie Afryka jest winna?
            Otherwise, put the blame on Mame, girl.

            Luiza-w-Ogrodzie
            Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
            • xurek Re: Nicnierobienie ma różne formy ;o) 08.08.13, 16:16
              wynika, ze kazdy robi to co lubi i dlatego go nie meczy :). Ja remonty w miejscach w ktorych trzeba rownoczesnie mieszkac tez uwazam za powod do samobojstwa, natomiat takie jak teraz, czyli w domu niezamieszkalym za niezwykle ciekawe i ozywiajace :).

              Lubie rowniez planowac ogrody, ale bron boze wykonywac tych planow :). No ale po tym jak stwierdzilysmy, ze lubimy te same ksiazki i uzywamy TCM chetniej niz medycyny europejskiej musimy tez sie czyms roznic, bo by sie w koncu okazalo, ze siostry blizniaczki jestesmy :)
              --
              czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
    • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 08.08.13, 17:33
      dziekuje za urocze wpisy. ubawilam sie po pachy. pierwsze miejsce dostaje jutka za olanego admina:))) po nagrode musisz sie zlosic gdziekolwiek.
      u mnie sprawy mile (koncert, wycieczka z narzeczonym-szczegolnie wesola, bo podalam mu zla miejscowosc docelowa i wyladowalismy na drugim koncu swiata), ze sprawami bolesnymi (kregoslup) i wybitnie upierdliwymi jak np.niemozlosc dostania terminu na ortopedii wczesniej jak na poczatku wrzesnia. Spytalkam sie, czy mam przyjsc od razu z koferkiem, ale sie okazalo, ze panowie ortopedowie olewajac fakt iz ortopeda moj wyslal mnie na konkretny zabieg, beda dyskutowac czy mi wogole cokolwiek zrobic i jesli tak, to co. dolacze sie do tonu poprzedniczek i powiem krotko: zesrac sie mozna z bezsilnosci.
      Ale poza tym wszystko gra i piszczy (cyt) upal spadl na 22 stopnie, a budowa pod oknami dalej wydaje dziewieki takie, ze wole w mieszkaniu sie udusic, niz otworzyc okna na ta strone mieszkania... Selawi...
      --
      "Nie trac czasu ani slow na darmo,
      nigdy juz ich nie odzyskasz"
      • chris-joe Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 08.08.13, 19:30
        Jak temperatura spadla z 40 do 20-30, sie natychmiast wzialem i przeziebilem. Siapie, kicham, zaraz zlegne.

        I slucham narzekan na sluzbe zdrowia a to stad, a to stamtad, i mnie zalewa. W morde! Mieszkamy w najbogatszych krajach swiata, kwiat cywilizacji zachodniej, a wszyscy nieszczesliwi. U nas tez ciezko, zas w QC to degrengolka straszna.
        Zadowolone ktores?

        --
        Atenção, curva perigosa!
          • ewa553 Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 08.08.13, 20:28
            oj Maryska, z zycia to my tu wszyscy jestesmy zadowoleni, tylko nie ze sluzby zdrowia....

            Krzysiu, jestes chory to masz czas rozejrzec sie za siatka dla kota. Moja jest taka jak na zdjeciu Bluesa. Z bliska widac, ale pare krokow oddalenia i juz sie nie rzuca w oczy. Koniecznie zrob to jak najwczesniej: i Wy i Kot bedziecie zadowoleni i spokojni!!!
            --
            "Nie trac czasu ani slow na darmo,
            nigdy juz ich nie odzyskasz"
            • chris-joe Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 08.08.13, 20:39
              Kocicy o swiecie ni mru-mru! Wlasnie zalega na kompowym fotelu Braza, tuz obok. Poglaskalem lekko, na co wydala takie glebokie zadowolone cwir-cwir i nie otwierajac oczu, wywalila brzuch do gory :)) Ona tu ma Swieto Kota na codzien.

              Siatke zas przedyskutujemy rodzinnie. Dzieki.

              --
              Atenção, curva perigosa!
        • roseanne Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 08.08.13, 21:56
          ja jestem sobie cala szczesliwa :-)

          juz 3 razy wyszlam z domu, narazie bliziutko, tak do stacji metra max, z ochrona :-)
          wysluguje sie wciaz z wiekszoscia czynnosci
          jeszcze troche i bedzie jak trzeba
          nawet kolorowe pastylki przestalam lykac

          pogoda jestem zachwycona, pomidorki tez
          jezowka kwitnie jak glupia i prawie wysoka jak ja - znaczy ja usredniony kurdupel jestem
          pszczolek i trzmieli masa - dbam o te wspaniale owady sadzac odpowiednie kwiatuszki, by mialy sie gdzie wypasac i miodek robic i pomidorki zapylac

          ciekawostka - obsluga okolooperacyjna w lokalnym szpitaliku byla milsza i bardziej "obecna" , niz w centrum uniwersyteckim...
          --
          co bylo to bylo
          co moze byc jest
          a bedzie to co bedzie
          • blues28 Re: O pierdułach -- Odc. 227 :-))) 09.08.13, 08:01
            Rose, ciesze sie ogromnie!:-) Dalszych postepów zyczę!
            Ja udaje sie na emigrację wewnetrzno-rodzinną, bo ciezki weekend przede mna, a tu jakiś niebezpieczne zakusy próbuja byc narzucane coby całe forum radośnie gaworzyło niczym rozkoszne niemowle i wszyscy udawali bliss nawet jak chwilowo onego blissa nie odczuwaja.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka