Rzeka w miescie Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Watek o rzece w miescie.
    Nie ma miasta bez rzeki. Sa duze (Wisla, Dunaj, Tygrys, Ganges...), sa male
    (Sekwana, Tamisa, Cam, Amstel...)
    I wszystkie te pisania tutaj o Warszawie i oskarzanie mnie o brak
    obiektywnosci w milosciach do miast, sklania mnie do wyrazenia publicznie
    mej milosci do paryskiej Sekwany!!!
    Otoz nie znam zadnego innego przykladu na swiecie relacji rownie harmonijnej
    miasta z jego rzeka jak Paryza z jego Sekwana!
    Spacery, widoki wschodu i zachodu slonca, budynki na lewo i prawo, siedzenie
    na brzegu i gapienie sie i na rybakow i na malarzy i na turystow i na
    handlarzy.
    Usiasc na skraju zachodnim wyspy Cité w kwietniu i sluchac pluskania malych
    fal kochanej Sekwany....godzinami, miec kogos obok i rozmawiac, rozmawiac, i
    ogladac ten ciagly spektakl. I pojsc na plac Dauphine, i grzebac u
    bukinistow, napic sie dobrej kawy, odwiedzic ksiegarnie.
    Odpowiedziec na pozdrowienia rekami turystom na stateczkach, tak wszyscy sa
    blisko i bliscy...jakas komunia. Czy to rzeka, woda? Woda w miescie?

    Co to znaczy "pojsc nad rzeke?" u was, ludzi z miast?
    Opowiedzcie cos o waszym kontakcie waszego miasta z jego rzeka, prosze
    (oficjalnie oddzielam sie od piszacych "pliz").

    Bardzo mnie to interesuje :)))

    lucja
    • Sa i miasta bez rzek, i to nawet duze- np. Lodz, Mediolan.
      • Przez Katowice plynela Rawa - bardziej sciek jak rzeka. Smierdziala,
        szczury biegaly po brzegu i wogöle bue! Potem zaczeli kawalkami Rawe zakrywac
        jakimis plytami, ulice na powierzchni puszczac a teraz nikt juz nie wie, ze
        gdzies tam na dole i smröd i szczury i inne obrzydliwosci.
        A teraz mieszkam w Mannheim. To ze mi sie Mannheim podoba, to miedzy innymi
        zasluga rzek: W Mannheim wpada Neckar do Renu. Jest to piekne, tyyyyle wody w
        jednym miescie! I tyle zieleni... Spaceruje sie parkiem nadrzecznym, siedzi na
        laweczce lub na schodkach prowadzacych do wody i widac i statki duze spacerowe,
        z turystami plynacymi do Düsseldorfu, widac barki - bo Ren jest wazna droga
        transportowa od Basel do Hollandii. Sportowe lodzie, kajaki, na brzegu wedkarze,
        w parku spacerowicze, biegajacy walkerzy czy joggmeni. Na lakach nadrzecznych
        mnöstwo ludzi latem - rozlozonych na kocykach, lezacych z ksiazkami, duzo
        mlodziezy, duzo Turköw. Podziwianie zachodu slonca na tarasie nadrzecznej
        kawiarni. Albo stado baranöw z pasterzem - na lace nad Neckarem widok coroczny.
        Stale cos sie dzieje, stale cos sie zmienia. Mannheim bez tych rzek nie bylby
        tym czym jest. Moglabym jeszcze godzinami opowiadac, ale chcialam przeciez
        tylko krötko zakomunikowac, ze moje miasto nad rzeka, da sie kochac conajmniej
        tak, jak Paryz.
        • I to mi sie Basiu podoba. Nie znam Mannheim ani planu Mannheim, ale wiem ze
          Niemcy, generalnie, sa wrazliwi na zdrowy stosunek z natura.

          lucja :)))
      • Slowa, terminy...
        Nie wiem czemu odnosze wrazenie byc przywolana do porzadku na terenie
        terminologii. Zostawie ci wiec Mario przedstawienia nam problemu nieistnienia
        rzek w Lodzi i Mediolanie i rozwiniecia przedstawienia problemu, gdybys miala
        oczywiscie ochote, zalewania Mediolanu przez Lambro i Adyge, systemu
        irygacyjnego miasta Mediolanu, oraz, rownie interesujace refleksje na temat
        systemow akweduktow miasta Lodzi.
        Miasto moze sie bronic przed zywiolem rzeki, moze ja tak czy inaczej,
        akceptowac, moze odczuwac jej niedostatek....itd.
        Nie ma miasta bez wody, zeby odpowiedziec esprits pinailleurs (fanatykom
        dokladnosci slowa), gdyby ktos chcial sie umowic!

        Lubie jednak twoj charakter w poprzek jak powiada madry francuski people :)))

        lucja
        • 05.02.05, 19:17
          Zycie zawsze bedzie dziwne! Wydawalo mi sie trudno bedzie nam nawiazac
          jakikolwiek kontakt, a okazalo sie ze woda w miescie moze byc tym mozliwym
          planem!
          Twoj dystans i humor do zaproponowanego przezemnie watku mnie autentycznie
          rozsmieszyl. Napisz cos o Twojej rzece w Twoim miescie :)))

          No i pamietaj ze z ta wojna Irakowi trzymamy razem, wprawdzie z innych powodow,
          ale zawsze...

          lucja
          • Mowi sie, na ogol, ze miasto lezy nad rzeka, co sugeruje polzenie podobne do
            miasta ktore lezy nad morzem, czyli kontakt z woda tylko z jednej strony, co w
            wielu wypadkach nie jest absolutnie prawda, gdyz najczesciej rzeka przecina
            miasto.
            Czasami rzeka przecina jedno miasto i dwa kraje-Görlitz i Zgorzelec.
            A czasami rzeka przecina dwa stany (Arkansas- Tennessee) i miasto sie moze
            rozwinac tylko w jedna strone (Memphis).
            Jak sobie taka rzeka przez miasto plynie, to trzeba te dwie czesci miasta ze
            soba polaczyc mostem.
            "Na lewo most, na prawo most a srodkiem Wisla plynie", slowa tej piosenki moga
            znaczyc, ze w PRLu mosty wzdluz a nie w poprzek rzeki budowano.
            Mosty bywaja zwodzone (Tower Bridge) albo zwiedzane jak Brooklyn Bridge, ten
            akurat stoi na rzece, ktora nie jest rzeka...
            W Avignon stoi sobie most do tanca ("sur le pont d´Avignon on y dance"), ale
            nie do przechodzenia przez rzeke. Taki prototyp molo.
            Natomiast prototypy nie molo a malla - to np. London Bridge, ale sie spalil i
            pozostala o nim piosenka "London Bridge is burning down, my sweet lady".
            Dzisiaj zeby taki most handlowy obejrzec nalezy pojechac do Florencji, tam jest
            rzeka Arno i most co sie nazywa Ponte Vecchio i tam sobie kiedys kolczyki
            kupilam. A najbardziej slawny most handlowy to oczywiscie Ponte Rialto w
            Wenecji (dla Amerykanow: Venice, Italy, nie Hotel Venice, Las Vegas).

            W Lodzi natomiast funkcje rzeki przecinajacej miasto przejela ulica
            Piotrkowska, zwana "Pietryna", o ktorej Sztaudynger pisal "Najwieksza Lodzian
            jest troska, by zmiescic wszystko na Piotrkowska".

            Koniec wypracowania.

            P.S. Nie wiem, co ma rzeka do wojny w Iraku. Prosze o nieobnizanie oceny z tego
            powodu.



            • Pieknies to ujela Mario.zgadzam sie ,ze mosty i rzeki.kazdy ma swoja rzeke i
              most nad nioa.czasami mysle mze bwz mostow rzeki by sracily na
              znaczeniu .sraszy mysliciel jestem ,az sam tego sim bojem czasami.,

              --
              ------------------------------- ---------
              IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
              • Don, taki most jest koniecznie, absolutnie potrzebny. Mozna z niego skoczyc,
                mozna sie pod nim powiesic, albo mozna sobie pod nim pomieszkac.

                Ty wiesz, jak sie czuje taki zdepresjonowany student w Lodzi, gdzie nawet nie
                ma mostu, z ktorego by mogl skoczyc?
                • Mario,CO ZA ZNIECZULICA SPOLECZNA capsy ...jego mac. A bezrobotny? a kobieta w
                  cionzy ,nie majaonca pojecia kto ojciec? a biznesmen bankrut?Mosty zapraszaja
                  do " rozwiazania koncowego" jak maWIAJA PRZYJACIELE NIEMCY capsy ...jego mac.

                  --
                  ------------------------------- ---------
                  IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
                  • Z powyzszego powodu ,ze nie rozruznhjuam liteer ,kazano mi isc spac-Dobranos
                    wswzystkim.UUUUUUUUUUUUUUUUUUUU wodka wstrentna jest i twoj wrog ,lej go w morde
                    -- baby sa straszne cholery i nami chca zondzic.perotestuje i oswiadczam ,ze
                    ide spaxc pod przymusem.K.... do czego dozylem !!!!!!!! Baby mna zandzom.
                    ------------------------------- ---------
                    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
    • Montreal polozony jest nie tyle nad rzeka, co na rzece, bo jest wyspa na rzece
      Sw.Wawrzynca. Rzeka to olbrzymia, rowniez tu w glebi ladu, ale jednak mimo, ze
      -a wlasciwie poniewaz- Mtl jest miastem portowym, to rzeki tu wlasciwie nie ma.
      Od waznych czesci miasta odcina ja port i doki. Tu i owdzie mignie
      niespodzianie jakims kolosem oceanicznym na koncu ulicy, przeskakuje sie ja
      niekiedy na moscie, ale by do niej dotrzec, trzeba sie pokwapic, zejsc na bok,
      dojechac. Szkoda.

      Ale mi po nastu latach mieszkania nad oceanem nie rzeki trza, tylko morza.
      Blogoslawione miasta nadmorskie, jak Vancouver z plaza o trzy przecznice od
      domu. I cowieczorny spektakl zachodu slonca nad wielka woda- za kazdym razem
      inny. Ech....
    • Rzeka w mieście prędzej czy później sama z siebie staje się rynsztokiem, rynną, chlewem którą zwykle
      należy ucywilizować (tu kłaniają się producenci cementu i prętów zbrojeniowych).

      Mieszczuch musi bowiem dotrzeć suchą nogą do samej wody, by rozumnie stwierdzić, że woda jest
      dziś jakaś zimna, zielonkawa, lub wymienić z innym dyskutantem równie błyskotliwe i porywające
      ogromem swej głębi spostrzeżenia.
      Nad rzekę trzeba pójść głownie wtedy, gdy gorąco i wtedy nawet można zzuć obuwie i z niekłamanym
      zachwytem zanurzyć stopy w nurcie, pilnie bacząc by jakieś paskudztwo, którego w rzece jak wiadomo
      pełno, nie zaatakowało znienacka strudzonego wędrowca.
      Rzeka dobra to taka, gdzie można podjechać jak najbliżej autem. Inne się nie liczą, no chyba że
      podczas urlopu, kiedy to stać nas na tego rodzaju fanaberie.
      Rzeka to również jej obrzeże a więc knajpki z muzyką, oczywiście aktualną, telewizorem, stołem
      bilardowym. Muszą być też gęsto rozlokowane malownicze budki z lodami sprzedawane przez
      czerstwą dziewoję w stroju ludowym lub zbliżonym. Miło jeśli może dojechać dorożka, choć konie
      srają, więc lepiej zastąpić je melexami.

      Ważną rzeczą jest pozostawienie fragmentu roślinności naturalnej, która choć nieestetyczna
      spowodować może, że jakaś niepełnosprawna kaczka, która nie może stąd odlecieć w cholerę, lub
      jeszcze dalej, pozostanie na miejscu. Daje to asumpt do poprowadzenia działalności edukacyjnej i
      społecznej przez starszych członków rodziny. Generalnie polega to na zabraniu z domu czerstwego
      chleba, którym obdarowujemy kaczkę (cholera, czy to aby napewno kaczka?).
      Wydajemy również radosne okrzyki, kiedy latorośli uda się kawałkiem chleba trafić ptaka w łeb, co
      swiadczy o prawidłowym rozwoju i koordynacji ruchowej młodego człowieka i może dowodzić, że
      napewno sobie w dorosłym życiu poradzi.
      A więc drogą gruntownej analizy doszliśmy (no dobra ja doszedłem) do wniosku, że dobra rzeka (czyt.
      porządnie wykonana) może istnieć tam, gdzie są pieniądze na tzw. infrastrukturę, czyli przy mieście
      zamożnym.
      O nowoczesności miasta, bo raczej tylko takie się liczą, świadczy również liczba mostów.
      Liczby granicznej w tej materii nie ma, więc należy je budować dopóty, dopóki rzeka nie zostanie
      przykryta całkowicie. Tu przyznam, że wolę mosty nowoczesne, które nie wyglądają jak stonoga na
      słoniowych nogach.

      Rzeka winna być żywa, więc do obowiązku rajców miejskich należy zadbanie o żeglugę wodną,
      składającą się z pomalowanych w wesołe kolorki statków z zabawnymi napisami- np delfin, które to
      ssaki jak wiadomo w Europie występują masowo.
      Dla bardziej sprawnych i trzeźwych wskazana jest zatoczka z rowerami wodnymi i wypożyczalnia
      leżaków dla bladolicych, którzy chcą być ogorzali.
      Znudzonym dzieciom w miastach prowincjonalnych można kupić balona, obwarzanki i gumę do żucia,
      żeby choć na chwilę przestały się drzeć. W miastach o wyższym prestiżu przy każdej szanującej się
      restauracji powinien być nowoczesny bujak uruchamiany za pomocą monety. Dźwięki z tego
      urządzenia w miły sposób mieszają się z muzyką dobywającą się z megafonu.
      Wnętrze knajpy musi posiadać sieć rybacką, kotwicę albo choć koło sterowe i kilka buź zasuszonych
      sumów pomalowanych lakierem bezbarwnym.
      Oj tak- rzeka w mieście to piękna rzecz.
      • OOOO rzeka w miescie tom piekny temat.Miasto to jakby inwalida bez rzeki.Musi
        byc rzeka.Juz nasi prapra osiedlali sie na rzekami i ja ich rozumie.widzialem
        kilka rzek w zyciu .Widzialem oka co jak wisla sz<eroka ,widzialem odre rzeke
        pokoju i potomac rzeke zagranicznom.widzialem tez Rio Madalena,gdzie krokodyle
        tancza do rytmu marenge.Widzialem delte Ebro oraz rzeke bez nazwy ,gdzie
        ladowalismy skory konskie w zamian za karabiny maszynowe.Rzeka sluzy do
        wszystjkiego.Raz obudzilem sie na statku i wyjrzalem przez bulaj,wkolo sama
        woda i kolega powiedzial: kurwa znowu jakas afrykanska rzeka bez mozliwosci
        dobicia do brzegi i kupienia choc flaszki jakiegos rumu.jeeesssu tak o suchym
        pysku!!!! to byla straszna rzeka !!!!!
        --
        ------------------------------- ---------
        IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
        • I dodam: taki koniak bielyj ajst-w tlumaczeniu bialy bociam .a marki
          moldawskiej ,ma w sobie cos ,czego daleko szukac w tym swiecie.owszem mozna
          miec rozne sensacje po wypiciu ,ale tylkom koniak potrafi uspakaJAC
          --
          ------------------------------- ---------
          IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)

          • -- ale mi sie krzani z tymi klawiszami.piekne sa gory i piekne doliny ale
            najpiekniejsze sa cyc ki grazyny.
            ------------------------------- ---------
            IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
    • Czerwionka odwrocila sie d... do Bierawki. Jeszcze gorzej niz u Basi w
      Katowicach, rzeka w calosci konczy sie w ... elektrowni!

      Bydgoszcz ma pewien zwiazek z Brda, ale niewielki i znacznie mniejszy niz
      kiedys. Bydgoska 'Wenecja' zrujnowana i rozpadajaca sie, woda w rzece czesto
      cuchnie ... A najgorsze ze zasypali bardzo malowniczy kanal zbudowany jeszcze
      przez Friedrich der Grosse laczacy Brde z Notecia (Wisla-Odra) zeby ...
      zbudowac droge. Wstydz sie, Maja, Szwedka ....!!!

      Calavastio zyje w wyjatkowej symbiozie z Rio Rancheria. Cale zycie kreci sie
      dookola rzeki. Moze dla tego ze w kolo pustynia??

      Z drugiej strony Cartagena (de Indias), w delcie rzeki Magdalena, tez odwrocona
      do rzeki tylem. Moze dla tego ze smieci / scieki z calej Kolumbii tam wlasnie
      wplywaja do morza?

      ....

      Memphis / St. Louis / New Orleans (wybierz jedno) tez do rzeki odwrocone troche
      bokiem (Memphis najmniej 'rzeczne'). Moze dla tego ze latem straszna duchota i
      dodatkowa wilgoc od rzeki robi zycie nie do wytrzymania.

      Nanjing (Nanking, 'poludniowa stolica'))nad JangTse tez odwrocony bokiem. Nawet
      nie maja mostu i jak jedziesz pociagiem z poludnia na polnoc musisz zmienic
      pociagi i przejechac rzeke promem. Problem to powodzie, w czasie ktorych pozion
      rzeki zmienia sie tak drastycznie ze nie da sie go kontrolowac (dlatego uwazam
      ze slusznie buduja ta olbrzymia zapore na Jangtse). Podobnie Kunming, Wuhan
      etc. Ale Szanghaj to co innego. Tu jak w Paryzu; brzeg rzeki, szczegolnie
      slawny Bund, to centrum zycia i kultury. Rzeka prawie na poziomie morza wiec
      nie ma wiekszego problemu z fluktuacjami jej poziomu.

      O innych, np. Darling & Murray, czy Zambezi, czy Lena (Jakuck!) nie bede Ci juz
      pisal. Zakladam tez ze symbioza miast z morzem czy oceanem nie jest
      przedmmiotem watku

      W sumie Paryzowi sie udalo. Ani powodzi ani duchoty ani komarow czy innych
      szczurow.... Ale, ale, czy tam czasem nie ma jednak szczurow?? :)))

      SP
      • A niby za co mam sie wstydzic?????
        To nie moja wina, ze komunisci nie chcieli sie wiecej laczyc z zachodem, tylko
        ze wschodem i Bydgoszcz w ktorej ja mieszkalam lezy nad Brda i Wisla....

        Cale szczescie troche sie ostatnio opanowali i ulica Kanalowa ladniej dzis
        wyglada niz wygladala 10 lat temu;-)))))ale kanalu tego prawdziwego nie ma;-(((

        Dublin ma swoja Liffey - ladna - mosty tez;-))) Tolka - nieposluszna, bo ciagle
        zalewa i rozlewa i Dodder najblizej mnie.
        Piekne zielone nadbrzeza na przedmiesciach, duzo deptakow takze. Moze wycieczka
        w centrum malo spokojna, ale to chyba kazde centrum tak ma, ze duuuuzo ludzi i
        smrodu;-))))))
        Kanaly tez sa i zostalo z nich duzo wiecej niz z kanalu bydgoskiego. Piekna
        Zatoka Dublinska tez jest w niesamowitymi przyplywami i odplywami, gdy wtedy
        plaza ma chyba i z 10 kilometrow szerokosci i piasek jest tak twardy, ze mozna
        sobie zorganizowac wyscigi samochodowe po plazy w Sandymount;-))))

        Irlandzka pierwotna nazwa miasta znaczy Czarna Zatoka i to tutaj widac;-)))))


        --
        Maja
    • > (oficjalnie oddzielam sie od piszacych "pliz").
      *********
      z taka przyjemnoscia przeczytalam twoj wpis, a potem to.

      dobrze, czuj sie oficjalnie oddzielona, ale pytania: dlaczego? czy z powodu
      ortografii? czy z powodu kregu jezykowego? czy jeszcze co innego?
      --
      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
      Wysadzam skrzynki balkonowe
    • Moje ulubione rzeki.
      Sekwana
      Loara
      Odra
      Guadalquivir
      Wisla
      Wolga

      Odpelzam plynonc pod prond rzeki do wyboru.Jakakolwiek by nie byla, bedzie
      domestosem plynaca i nie widze inaczej cycat.
      ;-)))

      ---
      Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
      Wysadzam skrzynki balkonowe
    • > Watek o rzece w miescie.
      > Nie ma miasta bez rzeki.

      Aachen nie ma rzeki–
      za to - smrod zgnitych jaj w centrum przypomina ze bynajmneij miasto wody swej
      wlasnej pozbawione nie jest.
      Zreszta "aquis granus"” – nazwa zobowiazuje.

      pozdrawiam



    • Odra, rzeka nad ktora lezy Moje Miasto .
      Jest ono dlatego tak piekne i pociagajace , bo ma ponad sto mostow , wiele wysp
      i rzeka jest Jego krwiobiegiem.

      Moja miasto powstalo na ostrowiu czyli na wyspie.
      Rzeka wyznaczala rytm miasta , jego architekture , jego historie.

      Przez moje miasto przeplywa piec rzek. I te rzeki wyznaczaja granice mojego
      miasta i to jak ono powstalo, zylo i jak wyglada.

      Mosty mojego miasta sa niezwykle i przepiekne.
      Most Grunwaldzki , w czasie powstania wydarzenie w architekturze swiatowej.
      Most Zwierzyniecki jeden z najstarszych mostow Wroclawia prowadzacy do pieknej
      willowej dzielnicy i starego zabytkowego Parku Szczytnickiego.

      c.d.n. Kran.


    • nie mam zadnych cieplych zwiazkow z rzekami, wrecz przeciwnie - kazdy spacer
      nad takimi konczy sie tym, ze moj Stary stoi jak glupek i wpatruje sie dluuugo
      w nurt, a ja sie nudze/wkurzam/uciekam itp. Jak ktos ma meza niezrealizowanego
      wedkarza muchowo-spinningowego czy inna cholere wie o czym mowie...
      Jesli o Krakow i Wisle chodzi, to z goretszych uczuc pamietam jedynie powodz i
      to, jak stalismy na mostach i patrzylismy, czy juz musimy bohatersko ratowac
      starowke czy nie (ktora i tak nie byla podobno do obrony).
    • Bytom i Bytomka: maly, smierdzacy sciek, plynacy juz za mojego dziecinstwa w
      duzych kanalizacyjnych rurach. Kolega z klasy mieszkal obok miejsca, w ktorym
      Bytomka na malym odcinku wyplywala z rur w odkryte koryto. Dobrze pamietam te
      czarna maz bedaca “nadbrzeznym piaskiem” Bytomki – bardzo lubilismy maczac w
      tym kije i gonic sie nawzajem straszac, ze “jak cie dotkne tym kijem, to co
      kawal miesa odpadnie jak u tredowatego”. Nie wiem, czy by odpadl, bo nawet jako
      dzieci mielismy takie hamulce, ze na straszeniu sie konczylo.

      Katowice i Rawa – rzeka prawie tak paskudna jak Bytomka, ale za moich
      studenckich czasow plynaca na powierzchni i sluzaca jako miejsce jedynej w swym
      rodzaju imprezy studenckiej pt. Rawa Blues. Rawa Blues to min. splyw kajakami
      po rawie – kajaki smarowane byly przed splywem specjalnym smarem ochronnym,
      coby po splywie nie trzeba bylo tak od razu ich malowac. Widzialam na wlasne
      oczy, jak zamoczone w Rawie rajstopy nylonowe sie “rozpuscily”. Imprezy
      towarzyszace jak rowniez chlopaki w kajakach calkiem niczego sobie.

      Paryz i Sekwana bylam wtedy w “wieku romantycznym” i zobaczylam po “naczytaniu
      sie i nasluchaniu o”. Wrazenie w porownaniu do oczekiwac bardzo rozczarowujace –
      dla mnie ta rzeka byla “zabetonowana”. Dzisiaj, po obejrzeniu
      wielu “zabetonowanych” miejskich rzek odebralabym ja inaczej.

      Porto i Rio D’Oro. Rio D’Oro wplywa w Porto do Atlantyku tworzac mala delte
      skladajaca sie z piaskowych plaskich wysepek. Ze strony Porto betonowe nabrzeze
      pelne kafejek, ze strony Afuorady (biedna rybacka dzielnica za rzeka)
      nieuregulowany brzeg, rybackie lodzie, malenkie domki, bardzo “syficznie i
      romantycznie”. Na koncu aleja palmowa po stronie Porto i wspomniane wysepki a
      za nimi w dali oceaniczne fale. W druga strone kilkaset metrow za miastem
      rzedka dzika plynaca przez “aleje drzew” – cudowne miejsce do kapieli. Rio
      D’Oro to dla mnie najzywsza i najsympatycznejsza znana miejska rzeka. Kapalam
      sie w niej w srodku miasta, plywalam rybacka lodka, spedzilam wiecznosc z
      jointem na tych malych wysepkach – naprawde milusia, czysta, glebokozielona i
      cieplutka rzeka.

      Köln i Ren – Ren jest olbrzymi, zimny i dosc nieprzyjemny. W centrum
      zabetonowane nadbrzeze z knajpkami, takie samo jak w Düsseldorfie, Frankfurcie
      i niezliczonych europejskich “rzecznych miastach”, dalej od centrum po obu
      stronach olbrzymie “dzikie” laki, na ktorych spedzone niezliczone nocne partys
      wspominam bardzo milo. Ren na zawsze kojarzyl mi sie bedzie z “kreatywnym
      piciem”. Pewnej letniej nadrenskiej nocy wpadajac w melancholijny nastroj
      inzynierow i ekonomistow okolo trzydziestki doszlismy do wniosku, iz jestesmy
      nudni, drobnomieszczanscy, pozbawieni wszelkiej wyobrazni i artyzmu, po prostu
      zalosni i skonczeni. W swiadomosci dlugiej drogi przed nami postanowilismy
      zaczac zyc kreatywnie rozpoczynajac od rozwazan, coz kreatywnego moglibysmy z
      naszymi jestestwami poczac. Po dlugich jalowych i bezowocnych debatach
      doszlismy do wniosku, iz nie ma juz dla nas ratunku i mysl te koniecznie trza
      oblac. Niestety skonczyla sie wodka jak rowniez drzewo na ognisko. I wtedy
      okazalo sie, ze nasi panowie potrafia jednak byc bardzo kreatywni – jadac po
      pijaku znajezli w Köln meline, w ktorej zakupili “wodka przenicznaja” jak
      rowniez na brzegu stara opone, ktora paila sie dlugo, jasno i cieplutko…. Ktos
      wtedy powiedzial, ze co jak co, ale pic kreatywnie to umiemy…….

      Manado i rzeka Manado. Gdybym nie widziala na wlasne oczy to nigdy bym nie
      uwierzyla, iz moze istniec taka kloaka w srodku miasta. Manado smierdzi jak
      tysiac skunskow a plynie w niej wszystko – lodzie, odpadki po obiedzie, odciete
      glowy zlowionych ryb, smieci, stare buty, plastikowe worki…. Ta brazowa maz
      wplywa do morza i rozlewa sie obrzydliwa brazowa plama… Manado jest jednak
      rzeka bardzo zywa – na lodziach sa sklepy, “jadlodajnie”, jest to tez. gl.
      punkt komunikacyjny, jezeli chce sie dostac na male koralowe atole przed
      Sulawezi. Plynac po tej kloace do Bunaken Islands modlilam sie, zeby zadna fala
      nie byla na tyle duza, by mnie ta trucizna ochlapac….

      Luzern i Reuss – dla mnie szczyt estetycznych osiagniec przy wkomponowaniu
      rzeki w miasto (albo na odwrot?). Nabrzeze Reuss w Luzernie jest prze-piek-ne!.
      Cudowne male mosty, przepiekne kamienice, milusie knajpki i widok na
      Vierwaldstättersee, do ktorego wpada i otaczajace go zasniezone szczyty. Do
      zakochania.

      Moje obecne miasto lezy nad jeziorem bez rzeki.

      Xurek

      --
      czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
    • A ktora rzeka? Sydney jest cale polozone na wodzie, z jednej strony ograniczone
      oceanem, z dwoma wielkimi zatokami (Port Jackson i Botany Bay) do ktorych
      uchodza glowne rzeki Sydnejskie: Parramatta River i Georges River. Rzeki,
      strumienie i zatoki wcinaja sie w lad glebokimi zatokami, z pieknymi parkami,
      klifami i plazami. W samym city mozna spacerowac po nadbrzezach zatoki Port
      Jackson (np w Circular Quay), gdzie sa uliczne kafejki otwarte caly rok a w
      starych, odrestaurowanych skladach mieszcza sie restauracje i teatry. Na wodzie
      jest zawsze ruch - pelno lodek, zaglowek, kajakow. Piekne, piekne miasto.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.