Dodaj do ulubionych

Rzeka w miescie

05.02.05, 17:51
Watek o rzece w miescie.
Nie ma miasta bez rzeki. Sa duze (Wisla, Dunaj, Tygrys, Ganges...), sa male
(Sekwana, Tamisa, Cam, Amstel...)
I wszystkie te pisania tutaj o Warszawie i oskarzanie mnie o brak
obiektywnosci w milosciach do miast, sklania mnie do wyrazenia publicznie
mej milosci do paryskiej Sekwany!!!
Otoz nie znam zadnego innego przykladu na swiecie relacji rownie harmonijnej
miasta z jego rzeka jak Paryza z jego Sekwana!
Spacery, widoki wschodu i zachodu slonca, budynki na lewo i prawo, siedzenie
na brzegu i gapienie sie i na rybakow i na malarzy i na turystow i na
handlarzy.
Usiasc na skraju zachodnim wyspy Cité w kwietniu i sluchac pluskania malych
fal kochanej Sekwany....godzinami, miec kogos obok i rozmawiac, rozmawiac, i
ogladac ten ciagly spektakl. I pojsc na plac Dauphine, i grzebac u
bukinistow, napic sie dobrej kawy, odwiedzic ksiegarnie.
Odpowiedziec na pozdrowienia rekami turystom na stateczkach, tak wszyscy sa
blisko i bliscy...jakas komunia. Czy to rzeka, woda? Woda w miescie?

Co to znaczy "pojsc nad rzeke?" u was, ludzi z miast?
Opowiedzcie cos o waszym kontakcie waszego miasta z jego rzeka, prosze
(oficjalnie oddzielam sie od piszacych "pliz").

Bardzo mnie to interesuje :)))

lucja
Edytor zaawansowany
  • 05.02.05, 18:16
    Sa i miasta bez rzek, i to nawet duze- np. Lodz, Mediolan.
  • 05.02.05, 18:41
    Przez Katowice plynela Rawa - bardziej sciek jak rzeka. Smierdziala,
    szczury biegaly po brzegu i wogöle bue! Potem zaczeli kawalkami Rawe zakrywac
    jakimis plytami, ulice na powierzchni puszczac a teraz nikt juz nie wie, ze
    gdzies tam na dole i smröd i szczury i inne obrzydliwosci.
    A teraz mieszkam w Mannheim. To ze mi sie Mannheim podoba, to miedzy innymi
    zasluga rzek: W Mannheim wpada Neckar do Renu. Jest to piekne, tyyyyle wody w
    jednym miescie! I tyle zieleni... Spaceruje sie parkiem nadrzecznym, siedzi na
    laweczce lub na schodkach prowadzacych do wody i widac i statki duze spacerowe,
    z turystami plynacymi do Düsseldorfu, widac barki - bo Ren jest wazna droga
    transportowa od Basel do Hollandii. Sportowe lodzie, kajaki, na brzegu wedkarze,
    w parku spacerowicze, biegajacy walkerzy czy joggmeni. Na lakach nadrzecznych
    mnöstwo ludzi latem - rozlozonych na kocykach, lezacych z ksiazkami, duzo
    mlodziezy, duzo Turköw. Podziwianie zachodu slonca na tarasie nadrzecznej
    kawiarni. Albo stado baranöw z pasterzem - na lace nad Neckarem widok coroczny.
    Stale cos sie dzieje, stale cos sie zmienia. Mannheim bez tych rzek nie bylby
    tym czym jest. Moglabym jeszcze godzinami opowiadac, ale chcialam przeciez
    tylko krötko zakomunikowac, ze moje miasto nad rzeka, da sie kochac conajmniej
    tak, jak Paryz.
  • 05.02.05, 18:58
    I to mi sie Basiu podoba. Nie znam Mannheim ani planu Mannheim, ale wiem ze
    Niemcy, generalnie, sa wrazliwi na zdrowy stosunek z natura.

    lucja :)))
  • 05.02.05, 18:52
    Slowa, terminy...
    Nie wiem czemu odnosze wrazenie byc przywolana do porzadku na terenie
    terminologii. Zostawie ci wiec Mario przedstawienia nam problemu nieistnienia
    rzek w Lodzi i Mediolanie i rozwiniecia przedstawienia problemu, gdybys miala
    oczywiscie ochote, zalewania Mediolanu przez Lambro i Adyge, systemu
    irygacyjnego miasta Mediolanu, oraz, rownie interesujace refleksje na temat
    systemow akweduktow miasta Lodzi.
    Miasto moze sie bronic przed zywiolem rzeki, moze ja tak czy inaczej,
    akceptowac, moze odczuwac jej niedostatek....itd.
    Nie ma miasta bez wody, zeby odpowiedziec esprits pinailleurs (fanatykom
    dokladnosci slowa), gdyby ktos chcial sie umowic!

    Lubie jednak twoj charakter w poprzek jak powiada madry francuski people :)))

    lucja
  • 05.02.05, 19:17
    Zycie zawsze bedzie dziwne! Wydawalo mi sie trudno bedzie nam nawiazac
    jakikolwiek kontakt, a okazalo sie ze woda w miescie moze byc tym mozliwym
    planem!
    Twoj dystans i humor do zaproponowanego przezemnie watku mnie autentycznie
    rozsmieszyl. Napisz cos o Twojej rzece w Twoim miescie :)))

    No i pamietaj ze z ta wojna Irakowi trzymamy razem, wprawdzie z innych powodow,
    ale zawsze...

    lucja
  • 05.02.05, 23:21
    Mowi sie, na ogol, ze miasto lezy nad rzeka, co sugeruje polzenie podobne do
    miasta ktore lezy nad morzem, czyli kontakt z woda tylko z jednej strony, co w
    wielu wypadkach nie jest absolutnie prawda, gdyz najczesciej rzeka przecina
    miasto.
    Czasami rzeka przecina jedno miasto i dwa kraje-Görlitz i Zgorzelec.
    A czasami rzeka przecina dwa stany (Arkansas- Tennessee) i miasto sie moze
    rozwinac tylko w jedna strone (Memphis).
    Jak sobie taka rzeka przez miasto plynie, to trzeba te dwie czesci miasta ze
    soba polaczyc mostem.
    "Na lewo most, na prawo most a srodkiem Wisla plynie", slowa tej piosenki moga
    znaczyc, ze w PRLu mosty wzdluz a nie w poprzek rzeki budowano.
    Mosty bywaja zwodzone (Tower Bridge) albo zwiedzane jak Brooklyn Bridge, ten
    akurat stoi na rzece, ktora nie jest rzeka...
    W Avignon stoi sobie most do tanca ("sur le pont d´Avignon on y dance"), ale
    nie do przechodzenia przez rzeke. Taki prototyp molo.
    Natomiast prototypy nie molo a malla - to np. London Bridge, ale sie spalil i
    pozostala o nim piosenka "London Bridge is burning down, my sweet lady".
    Dzisiaj zeby taki most handlowy obejrzec nalezy pojechac do Florencji, tam jest
    rzeka Arno i most co sie nazywa Ponte Vecchio i tam sobie kiedys kolczyki
    kupilam. A najbardziej slawny most handlowy to oczywiscie Ponte Rialto w
    Wenecji (dla Amerykanow: Venice, Italy, nie Hotel Venice, Las Vegas).

    W Lodzi natomiast funkcje rzeki przecinajacej miasto przejela ulica
    Piotrkowska, zwana "Pietryna", o ktorej Sztaudynger pisal "Najwieksza Lodzian
    jest troska, by zmiescic wszystko na Piotrkowska".

    Koniec wypracowania.

    P.S. Nie wiem, co ma rzeka do wojny w Iraku. Prosze o nieobnizanie oceny z tego
    powodu.



  • 05.02.05, 23:29
    Pieknies to ujela Mario.zgadzam sie ,ze mosty i rzeki.kazdy ma swoja rzeke i
    most nad nioa.czasami mysle mze bwz mostow rzeki by sracily na
    znaczeniu .sraszy mysliciel jestem ,az sam tego sim bojem czasami.,

    --
    ------------------------------- ---------
    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
  • 05.02.05, 23:35
    Don, taki most jest koniecznie, absolutnie potrzebny. Mozna z niego skoczyc,
    mozna sie pod nim powiesic, albo mozna sobie pod nim pomieszkac.

    Ty wiesz, jak sie czuje taki zdepresjonowany student w Lodzi, gdzie nawet nie
    ma mostu, z ktorego by mogl skoczyc?
  • 05.02.05, 23:46
    Mario,CO ZA ZNIECZULICA SPOLECZNA capsy ...jego mac. A bezrobotny? a kobieta w
    cionzy ,nie majaonca pojecia kto ojciec? a biznesmen bankrut?Mosty zapraszaja
    do " rozwiazania koncowego" jak maWIAJA PRZYJACIELE NIEMCY capsy ...jego mac.

    --
    ------------------------------- ---------
    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
  • 06.02.05, 00:03
    Z powyzszego powodu ,ze nie rozruznhjuam liteer ,kazano mi isc spac-Dobranos
    wswzystkim.UUUUUUUUUUUUUUUUUUUU wodka wstrentna jest i twoj wrog ,lej go w morde
    -- baby sa straszne cholery i nami chca zondzic.perotestuje i oswiadczam ,ze
    ide spaxc pod przymusem.K.... do czego dozylem !!!!!!!! Baby mna zandzom.
    ------------------------------- ---------
    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
  • 05.02.05, 19:54
    Montreal polozony jest nie tyle nad rzeka, co na rzece, bo jest wyspa na rzece
    Sw.Wawrzynca. Rzeka to olbrzymia, rowniez tu w glebi ladu, ale jednak mimo, ze
    -a wlasciwie poniewaz- Mtl jest miastem portowym, to rzeki tu wlasciwie nie ma.
    Od waznych czesci miasta odcina ja port i doki. Tu i owdzie mignie
    niespodzianie jakims kolosem oceanicznym na koncu ulicy, przeskakuje sie ja
    niekiedy na moscie, ale by do niej dotrzec, trzeba sie pokwapic, zejsc na bok,
    dojechac. Szkoda.

    Ale mi po nastu latach mieszkania nad oceanem nie rzeki trza, tylko morza.
    Blogoslawione miasta nadmorskie, jak Vancouver z plaza o trzy przecznice od
    domu. I cowieczorny spektakl zachodu slonca nad wielka woda- za kazdym razem
    inny. Ech....
  • 05.02.05, 22:27
    Rzeka w mieście prędzej czy później sama z siebie staje się rynsztokiem, rynną, chlewem którą zwykle
    należy ucywilizować (tu kłaniają się producenci cementu i prętów zbrojeniowych).

    Mieszczuch musi bowiem dotrzeć suchą nogą do samej wody, by rozumnie stwierdzić, że woda jest
    dziś jakaś zimna, zielonkawa, lub wymienić z innym dyskutantem równie błyskotliwe i porywające
    ogromem swej głębi spostrzeżenia.
    Nad rzekę trzeba pójść głownie wtedy, gdy gorąco i wtedy nawet można zzuć obuwie i z niekłamanym
    zachwytem zanurzyć stopy w nurcie, pilnie bacząc by jakieś paskudztwo, którego w rzece jak wiadomo
    pełno, nie zaatakowało znienacka strudzonego wędrowca.
    Rzeka dobra to taka, gdzie można podjechać jak najbliżej autem. Inne się nie liczą, no chyba że
    podczas urlopu, kiedy to stać nas na tego rodzaju fanaberie.
    Rzeka to również jej obrzeże a więc knajpki z muzyką, oczywiście aktualną, telewizorem, stołem
    bilardowym. Muszą być też gęsto rozlokowane malownicze budki z lodami sprzedawane przez
    czerstwą dziewoję w stroju ludowym lub zbliżonym. Miło jeśli może dojechać dorożka, choć konie
    srają, więc lepiej zastąpić je melexami.

    Ważną rzeczą jest pozostawienie fragmentu roślinności naturalnej, która choć nieestetyczna
    spowodować może, że jakaś niepełnosprawna kaczka, która nie może stąd odlecieć w cholerę, lub
    jeszcze dalej, pozostanie na miejscu. Daje to asumpt do poprowadzenia działalności edukacyjnej i
    społecznej przez starszych członków rodziny. Generalnie polega to na zabraniu z domu czerstwego
    chleba, którym obdarowujemy kaczkę (cholera, czy to aby napewno kaczka?).
    Wydajemy również radosne okrzyki, kiedy latorośli uda się kawałkiem chleba trafić ptaka w łeb, co
    swiadczy o prawidłowym rozwoju i koordynacji ruchowej młodego człowieka i może dowodzić, że
    napewno sobie w dorosłym życiu poradzi.
    A więc drogą gruntownej analizy doszliśmy (no dobra ja doszedłem) do wniosku, że dobra rzeka (czyt.
    porządnie wykonana) może istnieć tam, gdzie są pieniądze na tzw. infrastrukturę, czyli przy mieście
    zamożnym.
    O nowoczesności miasta, bo raczej tylko takie się liczą, świadczy również liczba mostów.
    Liczby granicznej w tej materii nie ma, więc należy je budować dopóty, dopóki rzeka nie zostanie
    przykryta całkowicie. Tu przyznam, że wolę mosty nowoczesne, które nie wyglądają jak stonoga na
    słoniowych nogach.

    Rzeka winna być żywa, więc do obowiązku rajców miejskich należy zadbanie o żeglugę wodną,
    składającą się z pomalowanych w wesołe kolorki statków z zabawnymi napisami- np delfin, które to
    ssaki jak wiadomo w Europie występują masowo.
    Dla bardziej sprawnych i trzeźwych wskazana jest zatoczka z rowerami wodnymi i wypożyczalnia
    leżaków dla bladolicych, którzy chcą być ogorzali.
    Znudzonym dzieciom w miastach prowincjonalnych można kupić balona, obwarzanki i gumę do żucia,
    żeby choć na chwilę przestały się drzeć. W miastach o wyższym prestiżu przy każdej szanującej się
    restauracji powinien być nowoczesny bujak uruchamiany za pomocą monety. Dźwięki z tego
    urządzenia w miły sposób mieszają się z muzyką dobywającą się z megafonu.
    Wnętrze knajpy musi posiadać sieć rybacką, kotwicę albo choć koło sterowe i kilka buź zasuszonych
    sumów pomalowanych lakierem bezbarwnym.
    Oj tak- rzeka w mieście to piękna rzecz.
  • 05.02.05, 23:08
    OOOO rzeka w miescie tom piekny temat.Miasto to jakby inwalida bez rzeki.Musi
    byc rzeka.Juz nasi prapra osiedlali sie na rzekami i ja ich rozumie.widzialem
    kilka rzek w zyciu .Widzialem oka co jak wisla sz<eroka ,widzialem odre rzeke
    pokoju i potomac rzeke zagranicznom.widzialem tez Rio Madalena,gdzie krokodyle
    tancza do rytmu marenge.Widzialem delte Ebro oraz rzeke bez nazwy ,gdzie
    ladowalismy skory konskie w zamian za karabiny maszynowe.Rzeka sluzy do
    wszystjkiego.Raz obudzilem sie na statku i wyjrzalem przez bulaj,wkolo sama
    woda i kolega powiedzial: kurwa znowu jakas afrykanska rzeka bez mozliwosci
    dobicia do brzegi i kupienia choc flaszki jakiegos rumu.jeeesssu tak o suchym
    pysku!!!! to byla straszna rzeka !!!!!
    --
    ------------------------------- ---------
    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
  • 05.02.05, 23:17
    I dodam: taki koniak bielyj ajst-w tlumaczeniu bialy bociam .a marki
    moldawskiej ,ma w sobie cos ,czego daleko szukac w tym swiecie.owszem mozna
    miec rozne sensacje po wypiciu ,ale tylkom koniak potrafi uspakaJAC
    --
    ------------------------------- ---------
    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
  • 05.02.05, 23:19

    -- ale mi sie krzani z tymi klawiszami.piekne sa gory i piekne doliny ale
    najpiekniejsze sa cyc ki grazyny.
    ------------------------------- ---------
    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
  • 06.02.05, 02:30
    Czerwionka odwrocila sie d... do Bierawki. Jeszcze gorzej niz u Basi w
    Katowicach, rzeka w calosci konczy sie w ... elektrowni!

    Bydgoszcz ma pewien zwiazek z Brda, ale niewielki i znacznie mniejszy niz
    kiedys. Bydgoska 'Wenecja' zrujnowana i rozpadajaca sie, woda w rzece czesto
    cuchnie ... A najgorsze ze zasypali bardzo malowniczy kanal zbudowany jeszcze
    przez Friedrich der Grosse laczacy Brde z Notecia (Wisla-Odra) zeby ...
    zbudowac droge. Wstydz sie, Maja, Szwedka ....!!!

    Calavastio zyje w wyjatkowej symbiozie z Rio Rancheria. Cale zycie kreci sie
    dookola rzeki. Moze dla tego ze w kolo pustynia??

    Z drugiej strony Cartagena (de Indias), w delcie rzeki Magdalena, tez odwrocona
    do rzeki tylem. Moze dla tego ze smieci / scieki z calej Kolumbii tam wlasnie
    wplywaja do morza?

    ....

    Memphis / St. Louis / New Orleans (wybierz jedno) tez do rzeki odwrocone troche
    bokiem (Memphis najmniej 'rzeczne'). Moze dla tego ze latem straszna duchota i
    dodatkowa wilgoc od rzeki robi zycie nie do wytrzymania.

    Nanjing (Nanking, 'poludniowa stolica'))nad JangTse tez odwrocony bokiem. Nawet
    nie maja mostu i jak jedziesz pociagiem z poludnia na polnoc musisz zmienic
    pociagi i przejechac rzeke promem. Problem to powodzie, w czasie ktorych pozion
    rzeki zmienia sie tak drastycznie ze nie da sie go kontrolowac (dlatego uwazam
    ze slusznie buduja ta olbrzymia zapore na Jangtse). Podobnie Kunming, Wuhan
    etc. Ale Szanghaj to co innego. Tu jak w Paryzu; brzeg rzeki, szczegolnie
    slawny Bund, to centrum zycia i kultury. Rzeka prawie na poziomie morza wiec
    nie ma wiekszego problemu z fluktuacjami jej poziomu.

    O innych, np. Darling & Murray, czy Zambezi, czy Lena (Jakuck!) nie bede Ci juz
    pisal. Zakladam tez ze symbioza miast z morzem czy oceanem nie jest
    przedmmiotem watku

    W sumie Paryzowi sie udalo. Ani powodzi ani duchoty ani komarow czy innych
    szczurow.... Ale, ale, czy tam czasem nie ma jednak szczurow?? :)))

    SP
  • 07.02.05, 13:21
    A niby za co mam sie wstydzic?????
    To nie moja wina, ze komunisci nie chcieli sie wiecej laczyc z zachodem, tylko
    ze wschodem i Bydgoszcz w ktorej ja mieszkalam lezy nad Brda i Wisla....

    Cale szczescie troche sie ostatnio opanowali i ulica Kanalowa ladniej dzis
    wyglada niz wygladala 10 lat temu;-)))))ale kanalu tego prawdziwego nie ma;-(((

    Dublin ma swoja Liffey - ladna - mosty tez;-))) Tolka - nieposluszna, bo ciagle
    zalewa i rozlewa i Dodder najblizej mnie.
    Piekne zielone nadbrzeza na przedmiesciach, duzo deptakow takze. Moze wycieczka
    w centrum malo spokojna, ale to chyba kazde centrum tak ma, ze duuuuzo ludzi i
    smrodu;-))))))
    Kanaly tez sa i zostalo z nich duzo wiecej niz z kanalu bydgoskiego. Piekna
    Zatoka Dublinska tez jest w niesamowitymi przyplywami i odplywami, gdy wtedy
    plaza ma chyba i z 10 kilometrow szerokosci i piasek jest tak twardy, ze mozna
    sobie zorganizowac wyscigi samochodowe po plazy w Sandymount;-))))

    Irlandzka pierwotna nazwa miasta znaczy Czarna Zatoka i to tutaj widac;-)))))


    --
    Maja
  • 07.02.05, 13:29
    Szczegolnie ta plaza:)) Copocabana nieomalze !
    --
    ------------------------------- ---------
    IPN BU 0632/623/485 Don 2 (Don)
  • 07.02.05, 13:34
    don2 napisał:

    > Szczegolnie ta plaza:)) Copocabana nieomalze !
    %%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

    Nie pomylisz sie - tenperatura na to nie pozwoli;-)))))

    Dzisiaj niestety jest przyplyw - plazy tylko pare metrow zostalo.....

    --
    Maja
  • 06.02.05, 05:26
    > (oficjalnie oddzielam sie od piszacych "pliz").
    *********
    z taka przyjemnoscia przeczytalam twoj wpis, a potem to.

    dobrze, czuj sie oficjalnie oddzielona, ale pytania: dlaczego? czy z powodu
    ortografii? czy z powodu kregu jezykowego? czy jeszcze co innego?
    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 06.02.05, 05:33
    Moje ulubione rzeki.
    Sekwana
    Loara
    Odra
    Guadalquivir
    Wisla
    Wolga

    Odpelzam plynonc pod prond rzeki do wyboru.Jakakolwiek by nie byla, bedzie
    domestosem plynaca i nie widze inaczej cycat.
    ;-)))

    ---
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 06.02.05, 16:03
    > Watek o rzece w miescie.
    > Nie ma miasta bez rzeki.

    Aachen nie ma rzeki–
    za to - smrod zgnitych jaj w centrum przypomina ze bynajmneij miasto wody swej
    wlasnej pozbawione nie jest.
    Zreszta "aquis granus"” – nazwa zobowiazuje.

    pozdrawiam



  • 06.02.05, 19:10
    Odra, rzeka nad ktora lezy Moje Miasto .
    Jest ono dlatego tak piekne i pociagajace , bo ma ponad sto mostow , wiele wysp
    i rzeka jest Jego krwiobiegiem.

    Moja miasto powstalo na ostrowiu czyli na wyspie.
    Rzeka wyznaczala rytm miasta , jego architekture , jego historie.

    Przez moje miasto przeplywa piec rzek. I te rzeki wyznaczaja granice mojego
    miasta i to jak ono powstalo, zylo i jak wyglada.

    Mosty mojego miasta sa niezwykle i przepiekne.
    Most Grunwaldzki , w czasie powstania wydarzenie w architekturze swiatowej.
    Most Zwierzyniecki jeden z najstarszych mostow Wroclawia prowadzacy do pieknej
    willowej dzielnicy i starego zabytkowego Parku Szczytnickiego.

    c.d.n. Kran.


  • 07.02.05, 10:47
    nie mam zadnych cieplych zwiazkow z rzekami, wrecz przeciwnie - kazdy spacer
    nad takimi konczy sie tym, ze moj Stary stoi jak glupek i wpatruje sie dluuugo
    w nurt, a ja sie nudze/wkurzam/uciekam itp. Jak ktos ma meza niezrealizowanego
    wedkarza muchowo-spinningowego czy inna cholere wie o czym mowie...
    Jesli o Krakow i Wisle chodzi, to z goretszych uczuc pamietam jedynie powodz i
    to, jak stalismy na mostach i patrzylismy, czy juz musimy bohatersko ratowac
    starowke czy nie (ktora i tak nie byla podobno do obrony).
  • 07.02.05, 11:48
    niezrealizowany wendkarz? A Ciebie to kto zlowil?!?!?!
  • 07.02.05, 11:59
    basia553 napisała:

    > niezrealizowany wendkarz? A Ciebie to kto zlowil?!?!?!
    ____________________
    Miała spełnić trzy życzenia- czeka więc. ;-)
  • 08.02.05, 10:23
    a to se jeszcze poczeka!
    (jak mowi moj filmowy idol).
  • 08.02.05, 11:12
    Bytom i Bytomka: maly, smierdzacy sciek, plynacy juz za mojego dziecinstwa w
    duzych kanalizacyjnych rurach. Kolega z klasy mieszkal obok miejsca, w ktorym
    Bytomka na malym odcinku wyplywala z rur w odkryte koryto. Dobrze pamietam te
    czarna maz bedaca “nadbrzeznym piaskiem” Bytomki – bardzo lubilismy maczac w
    tym kije i gonic sie nawzajem straszac, ze “jak cie dotkne tym kijem, to co
    kawal miesa odpadnie jak u tredowatego”. Nie wiem, czy by odpadl, bo nawet jako
    dzieci mielismy takie hamulce, ze na straszeniu sie konczylo.

    Katowice i Rawa – rzeka prawie tak paskudna jak Bytomka, ale za moich
    studenckich czasow plynaca na powierzchni i sluzaca jako miejsce jedynej w swym
    rodzaju imprezy studenckiej pt. Rawa Blues. Rawa Blues to min. splyw kajakami
    po rawie – kajaki smarowane byly przed splywem specjalnym smarem ochronnym,
    coby po splywie nie trzeba bylo tak od razu ich malowac. Widzialam na wlasne
    oczy, jak zamoczone w Rawie rajstopy nylonowe sie “rozpuscily”. Imprezy
    towarzyszace jak rowniez chlopaki w kajakach calkiem niczego sobie.

    Paryz i Sekwana bylam wtedy w “wieku romantycznym” i zobaczylam po “naczytaniu
    sie i nasluchaniu o”. Wrazenie w porownaniu do oczekiwac bardzo rozczarowujace –
    dla mnie ta rzeka byla “zabetonowana”. Dzisiaj, po obejrzeniu
    wielu “zabetonowanych” miejskich rzek odebralabym ja inaczej.

    Porto i Rio D’Oro. Rio D’Oro wplywa w Porto do Atlantyku tworzac mala delte
    skladajaca sie z piaskowych plaskich wysepek. Ze strony Porto betonowe nabrzeze
    pelne kafejek, ze strony Afuorady (biedna rybacka dzielnica za rzeka)
    nieuregulowany brzeg, rybackie lodzie, malenkie domki, bardzo “syficznie i
    romantycznie”. Na koncu aleja palmowa po stronie Porto i wspomniane wysepki a
    za nimi w dali oceaniczne fale. W druga strone kilkaset metrow za miastem
    rzedka dzika plynaca przez “aleje drzew” – cudowne miejsce do kapieli. Rio
    D’Oro to dla mnie najzywsza i najsympatycznejsza znana miejska rzeka. Kapalam
    sie w niej w srodku miasta, plywalam rybacka lodka, spedzilam wiecznosc z
    jointem na tych malych wysepkach – naprawde milusia, czysta, glebokozielona i
    cieplutka rzeka.

    Köln i Ren – Ren jest olbrzymi, zimny i dosc nieprzyjemny. W centrum
    zabetonowane nadbrzeze z knajpkami, takie samo jak w Düsseldorfie, Frankfurcie
    i niezliczonych europejskich “rzecznych miastach”, dalej od centrum po obu
    stronach olbrzymie “dzikie” laki, na ktorych spedzone niezliczone nocne partys
    wspominam bardzo milo. Ren na zawsze kojarzyl mi sie bedzie z “kreatywnym
    piciem”. Pewnej letniej nadrenskiej nocy wpadajac w melancholijny nastroj
    inzynierow i ekonomistow okolo trzydziestki doszlismy do wniosku, iz jestesmy
    nudni, drobnomieszczanscy, pozbawieni wszelkiej wyobrazni i artyzmu, po prostu
    zalosni i skonczeni. W swiadomosci dlugiej drogi przed nami postanowilismy
    zaczac zyc kreatywnie rozpoczynajac od rozwazan, coz kreatywnego moglibysmy z
    naszymi jestestwami poczac. Po dlugich jalowych i bezowocnych debatach
    doszlismy do wniosku, iz nie ma juz dla nas ratunku i mysl te koniecznie trza
    oblac. Niestety skonczyla sie wodka jak rowniez drzewo na ognisko. I wtedy
    okazalo sie, ze nasi panowie potrafia jednak byc bardzo kreatywni – jadac po
    pijaku znajezli w Köln meline, w ktorej zakupili “wodka przenicznaja” jak
    rowniez na brzegu stara opone, ktora paila sie dlugo, jasno i cieplutko…. Ktos
    wtedy powiedzial, ze co jak co, ale pic kreatywnie to umiemy…….

    Manado i rzeka Manado. Gdybym nie widziala na wlasne oczy to nigdy bym nie
    uwierzyla, iz moze istniec taka kloaka w srodku miasta. Manado smierdzi jak
    tysiac skunskow a plynie w niej wszystko – lodzie, odpadki po obiedzie, odciete
    glowy zlowionych ryb, smieci, stare buty, plastikowe worki…. Ta brazowa maz
    wplywa do morza i rozlewa sie obrzydliwa brazowa plama… Manado jest jednak
    rzeka bardzo zywa – na lodziach sa sklepy, “jadlodajnie”, jest to tez. gl.
    punkt komunikacyjny, jezeli chce sie dostac na male koralowe atole przed
    Sulawezi. Plynac po tej kloace do Bunaken Islands modlilam sie, zeby zadna fala
    nie byla na tyle duza, by mnie ta trucizna ochlapac….

    Luzern i Reuss – dla mnie szczyt estetycznych osiagniec przy wkomponowaniu
    rzeki w miasto (albo na odwrot?). Nabrzeze Reuss w Luzernie jest prze-piek-ne!.
    Cudowne male mosty, przepiekne kamienice, milusie knajpki i widok na
    Vierwaldstättersee, do ktorego wpada i otaczajace go zasniezone szczyty. Do
    zakochania.

    Moje obecne miasto lezy nad jeziorem bez rzeki.

    Xurek

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 09.02.05, 10:28
    A ktora rzeka? Sydney jest cale polozone na wodzie, z jednej strony ograniczone
    oceanem, z dwoma wielkimi zatokami (Port Jackson i Botany Bay) do ktorych
    uchodza glowne rzeki Sydnejskie: Parramatta River i Georges River. Rzeki,
    strumienie i zatoki wcinaja sie w lad glebokimi zatokami, z pieknymi parkami,
    klifami i plazami. W samym city mozna spacerowac po nadbrzezach zatoki Port
    Jackson (np w Circular Quay), gdzie sa uliczne kafejki otwarte caly rok a w
    starych, odrestaurowanych skladach mieszcza sie restauracje i teatry. Na wodzie
    jest zawsze ruch - pelno lodek, zaglowek, kajakow. Piekne, piekne miasto.

    Pozdrawiam
    Luiza-w-Ogrodzie

    ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
    .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.