Dodaj do ulubionych

Odejscie i rozwod

29.03.06, 19:46
Wczoraj moj dobry znajomy wrocil do domu z pracy i ku jego kompletnemu
zaskoczeniu prawie polowa domu, wszystkie rzeczy dziecka (2 lata), rzeczy zony
zniknely. Na stole kartka: "Nie martw sie. Za kilka dni sie odezwiemy"

Facet przezyl i przezywa szok gdyz twierdzi ze absolutnie nie spodziewal sie
zadnych problemow a na pewno tak drastycznego kroku. Zarzeka sie ze jej nie
uderzyl. Poklocili sie ostatni raz prawie 3 tygodnie temu ale potem wszystko
bylo OK. Przez ostatnie kilka dni mieli wizyte jej znajomych z NYC i nawet w
poniedzialek wieczor wyszli wszyscy razem do knajpy, potem siedzieli w domu i
wszystko bylo OK. Ba! Nastepnego ranka twierdzi ze bylo jak zwykle!

Co mnie zastanawia co moze pociagnac kobiete do takiego odejscia? Toz to
makabra co ona temu czlowiekowi zrobila. Jako ze ich znam rowniez dla mnie
jest cala ta sprawa zaskoczeniem.

Czy moze po prostu obejrzala o kilka razy za duzo Kramer vs Kramer?

A moze to calkiem normalna kobieca reakcja gdy nie chce, nie umie, nie potrafi
powiedziec co jest nie tak?


--
"Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and
leave a trail."

Galeria
Edytor zaawansowany
  • ewa553 29.03.06, 19:49
    popatrz, normalnie faceci nie potrafia o swoich problemach mowic. Jesli jest
    tak jak przypuszczasz, to moze juz od dawna byla niezadowolona i nie wiedziala
    jak to wyrazic? To co zrobila nie bylo tzw. Kurzschlussreaktion, to bylo
    zaplanowane, przygotowane, skoro zabrala tyle rzeczy. Ma wiec gdzies juz
    mieszkanie...
    To musi byc dla faceta szokiem. Prosze o dalsze informacje (jak juz jakies
    beda).
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • ewa553 29.03.06, 19:50
    myslalam nieraz o takich malzenstwach co zyja obok siebie dlugi czas i nic,
    kompletnie nic o sobie nie wiedza. Smutne, prawda?
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • ertes 29.03.06, 19:56
    Oni 6 tygodni temu sie przeprowadzili, zreszta ja im pomagalem.
    Urzadzali sie, nic nie wskazywalo na problemy. W styczniu za moja namowa byli na
    wakacjach na Hawajach. Wrocili zadowoleni, razem ogladalismy zdjecia etc.
    Zupelnie niezrozumiale.

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • ewa553 29.03.06, 20:06
    Teraz to jeszcze dziwniejsze: dlaczego urzadzala sie 6 tygodni temu skoro miala
    zamiar odejsc? Bo takiej decyzji nie podjela przeciez tydzien temu..
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • kan_z_oz 30.03.06, 03:12
    Ertes napisal; A moze to calkiem normalna kobieca reakcja gdy nie chce, nie
    umie, nie potrafi powiedziec co jest nie tak?


    W zeszłym roku nasz znajomy nagle odszedł od żony. Wyprowadził sie z domu tak
    jak stał, pozostawiając jej dom, samochód czyli cały dorobek 57 letniego życia.
    Wyprowadził sie do tego do innej kobiety, parę lat starszej od żony.

    Idealna para - 29 lat małżenstwa, 2 dorosłych synów, żadnych kłótni o których
    komukolwiek byłoby wiadomo.

    Rozmawiałam kilka tygodni temu z ex-żona; wysłała mu kartkę z podziękowaniem za
    to, że ja zostawił - twierdzi, że nawet nie zdawała sobie sprawy, że nie byli
    ze sobą szczęśliwi. Ma nowego 'Pana'.

    On - twierdzi,że od lat jej to mówił, tylko ona zdecydowała nie słyszeć.
    Z nową 'Panią' gruchaja i przeżywają drugą młodość.

    Pozdrawiam
    Kan






  • ewa553 30.03.06, 09:17
    to jest wlasnie to, kan. sa malzenstwa ktore zyja z przyzwyczajenia, z rozpedu,
    z leku przed nowym startem. i nawet nie wiedza, jacy sa nieszczesliwi. martwie
    sie jak slysze o rozwodach wsrod znajomych, to jasne, ale czesto jest to jedyna
    szansa aby jeszcze moc zaczac zyc. szkoda tylko ze tak niewiele ludzi rozstaje
    sie w sposob cywilizowany, takie ucieczki z malzenstwa musza byc dla tej
    pozostawionej osoby wielkim szokiem.
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • maria421 30.03.06, 09:31
    Kto wie co lepsze, ciecie chirurgiczne, czy niekonczace sie rozmowy, wyrzuty,
    pretensje po ktorych i tak nastepuje to, co mialo nastapic.
  • szfedka 30.03.06, 09:36
    Mario, te rozmowy, wyrzuty, pretensje to naturalny sposob odciecia sie.
    Najgorsze swinstwo jakie mozna komus zrobic to wlasnie odejsc bez slowa, bez
    wyjasnienia. Lepiej wiedziec co i jak niz chodzic i zastanawiac sie nie wiadomo
    jak dlugo. Czlowiek jest tak skomponowany ze chce wiedziec, rozumiec aby
    pozostawic wszystko za soba. Zylo sie z kims, bylo sie w zwiazku to
    przynajmniej tyle mozna zrobic dla tej drugiej osoby aby wytrzymac troche
    wyrzutow i pretensji.

    --
    Copyright © szfedka 2006
  • maria421 30.03.06, 10:08
    szfedka napisała:

    > Mario, te rozmowy, wyrzuty, pretensje to naturalny sposob odciecia sie.
    > Najgorsze swinstwo jakie mozna komus zrobic to wlasnie odejsc bez slowa, bez
    > wyjasnienia. Lepiej wiedziec co i jak niz chodzic i zastanawiac sie nie
    wiadomo
    >
    > jak dlugo. Czlowiek jest tak skomponowany ze chce wiedziec, rozumiec aby
    > pozostawic wszystko za soba. Zylo sie z kims, bylo sie w zwiazku to
    > przynajmniej tyle mozna zrobic dla tej drugiej osoby aby wytrzymac troche
    > wyrzutow i pretensji.
    >
    Nie mam wlasnych doswiedczen w tej sprawie, wiec sobie tylko teoretyzuje.
    Gdybym miala wysluchac od mojego meza wyjasnien typu "przestalem cie kochac,
    meczysz mnie, zakochalem sie w innej", lub gdyby probowal usprawiedliwiac
    decyzje tym ze to ja sie zmienilam i juz nie jestem taka jak 25 lat temu, to
    wolalabym, aby mi tego oszczedzil i odszedl bez slowa.
  • ewa553 30.03.06, 10:14
    wolalabys naprawde zyc iles tam lat w ciaglej niepewnosci i robiac sobie
    ewentualnie wyrzuty, ze to Ty zawinilas? Lub myslac "jaki to podlec, a tak go
    kochalam"? Lieber Ende mit Schreck, als Schreck ohne Ende - cos w tym jest,
    prawda? Krotkie ciecie, owszem, ale nie na zasadzie wyszedl po papierosy i nie
    wrocil.

    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • maria421 30.03.06, 11:01
    ewa553 napisała:

    > wolalabys naprawde zyc iles tam lat w ciaglej niepewnosci i robiac sobie
    > ewentualnie wyrzuty, ze to Ty zawinilas? Lub myslac "jaki to podlec, a tak go
    > kochalam"? Lieber Ende mit Schreck, als Schreck ohne Ende - cos w tym jest,
    > prawda? Krotkie ciecie, owszem, ale nie na zasadzie wyszedl po papierosy i
    nie
    > wrocil.

    Z pewnoscia nie na zasadzie wyszedl po papierosy i nie wrocil, bo wtedy
    powiadomilabym policje o jego zaginieciu:-)
    Wystarczyloby mi, zeby mi zostawil list w stylu "Odchodze, mam zamiar wystapic
    o rozwod". W pozwie o rozwod i tak musialby podac przyczyne.

    Kurka, musze mu powiedziec, jak ma to zrobic, jakby kiedys chcial odejsc...)))
    >
  • ewa553 30.03.06, 12:12
    nawet nie zartuj, Mario. Drugiej takiej wspanialej babki to on juz nie
    znajdzie. Jestem pewna, ze wystarczy aby spojrzal w Twoje oczy i juz mu sie ze
    szczescia w glowie kreci:))))
    (dla niezorientowanych: Maria ma najpiekniejsze oczy na swiecie - powiedzial
    ktos, kto Ja widzial)
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • maria421 30.03.06, 14:18
    ewa553 napisała:

    > nawet nie zartuj, Mario. Drugiej takiej wspanialej babki to on juz nie
    > znajdzie.

    Tez tak skromnie sadze, dlatego kiedy moj mezulek wychodzi z domu, zawsze wiem
    ze wroci:-)

    Jestem pewna, ze wystarczy aby spojrzal w Twoje oczy i juz mu sie ze
    > szczescia w glowie kreci:))))
    > (dla niezorientowanych: Maria ma najpiekniejsze oczy na swiecie - powiedzial
    > ktos, kto Ja widzial)

    Lo matko, znow sie musze rumiencem oblewac:-)
  • xurek 30.03.06, 10:23
    Mylse, ze jakies symptomy niezadowolenia u zony musialy byc – byc moze maz ich
    nie zauwazyl, bo nie komunikowala ich w formie ostrej awantury?

    Tez sadze, ze nie byla to spontaniczna akcja, skoro zabrala ze soba „pol
    mieszkania“ – gdzies musiala to wszystko umiescic, wiec chyba ma juz jakies
    nowe miejsce zamieszkania.

    Sama nie wiem, co lepsze – niekonczace sie rozmowy i proby naprawy czy tez
    chirurgiczne ciecie. Przezylam jedno i drugie i zawsze rozkladalo mnie tak samo
    na lopatki – po chirurgicznym cieciu chyba szybciej dochodzi sie do siebie,
    poniewaz nie ma tej blednej nadziei na to, ze moze jednak cos da sie jeszcze
    skleic. Przyznaje jednak Szwedce racje, ze kazdy ma prawo wiedziec, dlaczego
    zostaje opuszczony i ze jest do wazne, by moc zamknac ten rozdzial zycia –
    nawet odchodzac niespodziewanie mozna zdobyc sie na wyjasnienie badz
    przynajmniej napisanie listu z powodami a nie jednego zdania typu „nie martw
    sie“.

    W tym konkretnym rozstaniu najbardziej nie fair wydaje mi sie odejscie z
    dzieckiem odcinajace go od ojca i nie dajace mu zadnej mozliwosci kontaktu,
    dopoki matka nie zadecyduje inaczej. Gdyby moj maz nagle sie wyprowadzil, z
    pewnoscia bardzo by bolalo. Gdyby nagle wyprowadzil sie z dzieckiem oszalalabym
    chyba ze strachu, tesknoty i rozpaczy.


    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • tortugo 30.03.06, 19:39
    xurek napisała:

    > W tym konkretnym rozstaniu najbardziej nie fair wydaje mi sie odejscie z
    > dzieckiem odcinajace go od ojca i nie dajace mu zadnej mozliwosci kontaktu,
    > dopoki matka nie zadecyduje inaczej.

    to sie tu nazywa kidnapping i maz powinien zadzwonic na policje. Ale bez
    paniki, napisala ze za pare dni sie odezwie, wiec niech jej da te pare dni
    spokoju. A moze to tylko jakies nagle zaburzenie hormonalne? ;)

    ~:O:=o
  • szfedka 30.03.06, 16:26
    Tyle co wiem to mezczyzni czesto nie widza problemow w zwiazkach. Maja wieksza
    tolerancje niz kobiety na to co jest wlasnie OK i takie "jak zwykle" bardziej
    im odpowiada niz kobietom. Czytalam gdzies takie zdanie gdy mezczyzna zaczyna
    zalwazac ze jest zle to faktycznie jest bardzo zle...
    Totez totalne zaskoczenie gdy zona mowi "odchodze"
    Nie ma tez bezbolesnych rozstan. Zawsze boli jak cholera o ile to nie bylo cos
    przelotnego. Boli tez ta strone ktora zostawia...Moze tez dlatego czesc tak
    wlasnie robi, bo nie mieli by sil aby rozmawiac o tym.
    To jest zawsze bardzo trudna decyzja. Swiadomosc ze jak juz to wypowiem to nie
    mozna odkrecic, juz nic nie bedzie takie same jak przedtem.
    A jednak...nie znam ani jednej osoby ktora zalowala potem...

    --
    Copyright © szfedka 2006
  • ewa553 30.03.06, 17:18
    moj znajomy z pracy (w Polsce) zenil sie trzy razy z ta sama babom. co sie
    rozwiedli, to zyc bez siebie nie mogli. Z drugiej strony byl to ceniony
    pracownik naukowy, wiec niby....
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • kan_z_oz 31.03.06, 03:04
    Nie uważam, żeby reakcja taka, która opisał Ertes była normalna. Próbuje tylko
    powiedzieć, że zazwyczaj ludzie na zewnątrz mają tylko część historii. Tak
    naprawdę to wiedzą tylko te strony zainteresowane - niekoniecznie też muszą
    mówić obiektywnie co się naprawdę stało.

    Jeśli kobieta rzeczywiście 'zwariowała' to należaboły dać na msze dziękczynną,
    że sobie poszła. Jeśli obawiała się awantury i spakowała ukradkiem; małe też
    szanse aby się odezwała z obawy przed 'wybuchem' Pana.
    No chyba, że zrobi jak napisała i odezwie się.

    Tak czy innaczej; po moim doświadczeniu z zeszłego rok - nie wtrącam się, nie
    komentuje i nie wyraźam opinii. Tą opisaną trójkę, znałam dobrze i z każdym z
    osobna miałam kontakt. Największą trudnością było wysłuchiwanie co 'starsza
    Pani' miała do powiedzenia na temat ex-żony. Równie nieprzyjemne były wywodu
    ex; nie przebierała w słowach.
    Na koniec wszyscy sa szczęśliwi - wspominają za to tych, którzy ich obmawiali!.
    Najgorzej po 'nosie' dostaliśmy od Pana; zapomniał, że wyjawili nam całą
    sytuację w trakcie Wielkanocnego obiadu; między tym gdy Pan poszedł robić BBQ a
    posiłkiem usłyszeliśmy wersje Pani. Po powrocie doszło do konfrontacji a my
    chcieliśmy uciekać gdzie pieprz rośnie. Czego się nie robi dla przyjaciół?

    Ertesie trzymaj się z dala od emocjonalnego wchodzenia w cudze sprawy. Nic
    dobrego w tym dla Ciebie/Was.

    Kan
  • emre_baran 31.03.06, 11:54
    ja bym od razu dzwonila na policej to jest ewidentne porwanie " ... niedlugo sie
    odezwiemy .."
  • bella-donna 01.04.06, 00:57
    ertes napisał:
    > A moze to calkiem normalna kobieca reakcja gdy nie chce, nie umie, nie
    potrafi powiedziec co jest nie tak?


    Kilka lat temu, facet wyszedl z domu i juz nie wrocil, zostawil zone
    z 3-giem dzieci. To jedyny przypadek rozwodu wsrod moich znajomych.
    O dziwo, wszyscy bylismy po jego stronie, potepilismy tylko sposob
    jego odejscia.
  • ghotir 01.04.06, 11:19
    ertes napisał: "A moze to calkiem normalna kobieca reakcja gdy nie chce, nie
    umie, nie potrafi powiedziec co jest nie tak?"

    Nie chce generalizowac, ale i w mojej zawodowej karierze i w osobistym zyciu
    dosc dawno temu zauwazylem, ze to raczej ta druga strona (zenska lub meska) nie
    zauwazyla, ze czara sie przelala. I w moim wlasnym zyciu i w moich zawodowych
    obserwacjach nie mialo to nic wspolnego z umiejetnoscia artykulowania problemow
    przez jedna strone. Problemem wydawaje mi sie nieumiejetnosc przyjecia do
    wiadomosci klopotow artykulowanych przez druga strone.
    W przytoczonym przypadku zaskoczenie "pana domu" dosc dobrze ilustruje moja
    teze.
  • ertes 02.04.06, 00:40
    wlasnie zadzwonil do mnie powiedziec ze wrocila...

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • maly.ksiaze 02.04.06, 03:17
  • don2 02.04.06, 08:56
    Nie ,to byl zdecydowanie Prima Aprilis !
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • ewa553 02.04.06, 08:45
    To my sie tu martwimy losem ludzkim, a babie najzwyczajniej szajba odbila.....
    Bedzie jak u mojego Adasia w pracy: beda sie rozchodzic i schodzic cale zycie.
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • kan_z_oz 03.04.06, 05:18
    Hehehe, dobre - czy wrocily tez meble i ciuchy?

    Kan
  • ghotir 03.04.06, 09:39
    ertes napisał: "wlasnie zadzwonil do mnie powiedziec ze wrocila..."

    NIestety, Ewa zdaje sie miec racje w sprawie ogolnego mechanizmu: beda sie tak
    schodzic i rozchodzic do usmiechnietej (tyle o glosie Ewy)

    jak ktores z nich w koncu nie zdecyduje sie na "ostateczne" rozwiazanie. Jak
    oni sa srednia klasa to to zbyt szybko nie nastapi bo ludzie w tej kategorii
    do "counseling" sie nie pala: uwazaja ze wiedza duzo lepiej niz jakis buc
    z "credentials" podobnymi do ich wlasnych.

    Ertes, obawiam sie ze bedziesz musial zdecydowac, ktora strone sporu lubisz, i
    dac sobie spokoj z probami godzenia zwasnionych stron. Szkoda Twojego zycia...
  • ozpol 07.04.06, 14:28
    Przeczytalem i podziwiam jakie wersje i jak rozwazanie sa przedstawiane.
    Moj zwiazek rozpadl sie po 20 latach i obie strony wiedzialy ze sie rozpadnie
    czyli bylismy tymi co mogli pogadac przed, chco juz bylo wiadomo ze nie ma
    przyszlosci dla naszego zwiazku. Katatrofa stala sie po ..kiedy eks wyrzucila
    syna z domu ..no ale takich spraw sie nie przewidzi.
    Moja przyjaciolka ..mozna powiedziec ze "nagle" zakomunikowala malzonkowi ze to
    juz koniec i ze sie wyprowadza w najblizszym czasie. Tutaj doszlo do "rozmow" i
    meskich urazonych ambicji. Ale jak kobieta podejmie decyzje to raczej trudno ja
    zmieni a..no moze po jakims czasie.
    Mojego przyjaciela spotkala podobna sytuacja jaka opisuje ertes..malzonka z
    corka pewnego dnia sie wyprowadzily ..bez mebli ale wrocila z policja po 48
    godzinach i wziela to co potrzebuje. Dalej sa "przyjaciolmi" zyjacymi osobno
    ale probujacymi wspolnie wychowywac dziecko.
    W podsumowaniu powiem ze osoby z zewnatrz tak naprawde nie wiedza co sie dzieje
    w stosunku miedzy malzonkami i kazda strona przesentuje pozniej swoje wersje.
    Zawsze twierdze ze nalezy robic wszystko zeby zwiazek utrzymac, zwlaszcza keidy
    sa w nim dzieci.

    --
    Ozpol
    I po co ???
  • ghotir 08.04.06, 08:27
    ozpol napisał:"nalezy robic wszystko zeby zwiazek utrzymac, zwlaszcza keidy
    sa w nim dzieci."

    Twoje obserwacje dotyczace rozchodzenia sie malzonkow sa bardzo zblizone do
    moich.
    Ale z nich nigdzie nie wynika Twoja konkluzja, cytowana powyzej. Tak sie
    sklada, ze jestem odpowiedzialny za rozpad wielu zwiazkow wlasnie ze wzgledu na
    dobro dzieci. Przez kilka lat bylem "oficerem sadu dla nieletnich" i czesciej
    niz mnie sie to podobalo wnosilem o pozbawienie jednego z rodzicow kontaktow i
    z dziecmi i z partnerem. Jezeli mamusia odpowiadala na najmniejsza prowokacje
    wsadzaniem paznokci w oczy ojca, lub ojciec zrzucal z lozka na brzuch matke w
    dziewiatym miesiacu ciazy powodujac przedwczesny porod to uwazalem, ze takie
    zwiazki powinne byc zabronione prawnie. Powiecie, ze malzenstwom lekarzy, czy
    ogolnie klasy sredniej, cos takiego sie nie zdarza? Popatrzecie wokol siebie.
    Z zasady trudno jest powiedziec co jest dobre dla dzieci. Ale kiedys moja
    szefowa poparla mnie w mojej rekomendacji separacji mowiac, ze w pewnych
    sytuacjach rodzinnych dzieci wkladaja tak wiele wysilku w przetrwanie, ze
    pozostaje im niewiele sil na zajmowanie sie wlasnym zyciem (np szkola i
    przyjaciolmi).
    Zmierzam do tego, ze czasami utrzymywanie malzenstwa dla "dobra dzieci"
    naprawde pracuje przeciwko dzieciom.
  • ozpol 08.04.06, 13:18
    Chyba nie zupelnie zostalem zrozumiany ale moze i moje tezy o trzymaniu zwiazku
    ze wzgledu na dzieci ni ezabardzo udowadnialem.
    Wiadome i oczywiste dla mnie jest ze jesli w zwiazku dochodzi do fizycznych
    utarczek to nie ma o czym mowic, ale sa zwiazki gdzie poprostu obydwie strony
    dryfuja od siebie w sposob "cywilizowany" i nie ma burd czy fizycznych
    przepychanek.
    Znam i kazdy chyba zna zwiazki gdzie pan czy pani ma na boku inna osobe ale sa
    dalej razem. czy to nie bylo piekni epokazane w sztuce Ibsena ..swiata bez ojca
    bo spedzal z kochanka.
    Ja bylem w zwiazku 20 lat tylko ze wzgledu na syna a moze i malego promyka
    nadzieji ze sie naprawi. Nie chcialem przechodzic walki o dni czy godziny
    widzenia,itp.
    To co zacytowales to akurat jest tak oczywiste a jaka cene poniosa dzieci na
    skutek rozejscia sie rodzicow to czas pokaze. Uwazam, ze czesto zwiazki
    malzenskie rozpadaja si ezaszybko ..przynajmnie w OZ - 50% rozwodow. mamy 25
    procent dzieci zyjacych w zwiazkach jedno rodzinnych z roznego
    rodzaju "wujkami" czy "ciociami" i to jest problem.Sadze, ze jako spoleczenstwo
    poniesiemy konsekwencje tego w przyszlosci.

    ghotir napisał:

    > ozpol napisał:"nalezy robic wszystko zeby zwiazek utrzymac, zwlaszcza keidy
    > sa w nim dzieci."
    >
    > Twoje obserwacje dotyczace rozchodzenia sie malzonkow sa bardzo zblizone do
    > moich.
    > Ale z nich nigdzie nie wynika Twoja konkluzja, cytowana powyzej. Tak sie
    > sklada, ze jestem odpowiedzialny za rozpad wielu zwiazkow wlasnie ze wzgledu
    na
    >
    > dobro dzieci. Przez kilka lat bylem "oficerem sadu dla nieletnich" i czesciej
    > niz mnie sie to podobalo wnosilem o pozbawienie jednego z rodzicow kontaktow
    i
    > z dziecmi i z partnerem. Jezeli mamusia odpowiadala na najmniejsza prowokacje
    > wsadzaniem paznokci w oczy ojca, lub ojciec zrzucal z lozka na brzuch matke w
    > dziewiatym miesiacu ciazy powodujac przedwczesny porod to uwazalem, ze takie
    > zwiazki powinne byc zabronione prawnie. Powiecie, ze malzenstwom lekarzy, czy
    > ogolnie klasy sredniej, cos takiego sie nie zdarza? Popatrzecie wokol siebie.
    > Z zasady trudno jest powiedziec co jest dobre dla dzieci. Ale kiedys moja
    > szefowa poparla mnie w mojej rekomendacji separacji mowiac, ze w pewnych
    > sytuacjach rodzinnych dzieci wkladaja tak wiele wysilku w przetrwanie, ze
    > pozostaje im niewiele sil na zajmowanie sie wlasnym zyciem (np szkola i
    > przyjaciolmi).
    > Zmierzam do tego, ze czasami utrzymywanie malzenstwa dla "dobra dzieci"
    > naprawde pracuje przeciwko dzieciom.


    --
    Ozpol
    I po co ???
  • maria421 08.04.06, 15:05
    Jasne, ze czasami rozwod rodzicow jest najlepszym wyjsciem dla dzieci.

    Jednakze prawda jest tez, ze wiele decyzji o rozwodzie zostaje podejmowanych
    zbyt pochopnie, bez brania pod uwage dobra dzieci. Nawet jezeli mazenstwo sie
    rozpada, jezeli maz i zona przestaja sie kochac, nie maja sobie nic do
    powiedzenia, to -jezeli sa rodzicami- powinni pamietac ze to ich laczy, ze
    wchowanie potomstwa jest ich wspolnym zadaniem, dlatego powinni starac sie, w
    cywilizowany sposob utrzymac zwiazek tak dlugo, az wychowaja dzieci.
    Znam takie przypadki i wiem, ze dzieci sa za to rodzicom wdzieczne.
  • ewa553 08.04.06, 19:30
    nie zgadzam sie Mario. O wiele lepiej i zdrowiej dla dzieci jest rozwiazanie
    rozpadajacego sie zwiazku i utrzymanie przyjaznych stosunkow dla dobra
    dzieci.Znam kilka takich malzenstw, wiec to nie tylko teoria. Oczywiscie wymaga
    to wysokiej kultury rozchodzacych sie malzonkow.
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • don2 08.04.06, 20:19
    Moi drodzy forumioki,a moze by tak przestac pieprzyc glupoty ? Kazdy rozwod
    jest krzywda dla dziecka.bzdurne pieprzenie o jakichs tam "wysokich kulturach"
    rozwodzacych sie,niskich kulturach itp bzdety ,sa durnym gadaniem.Dziecko
    zawsze cierpi.Nie ma nic durniejszego jak gradacja: mniejsza krzywda ,wieksza
    krzywda-krzywda jest zawsze jednakowa !!! Trzeba byc totalnym debilem ,by sobie
    wyobrazac "przyjazne stosunki po rozwodzie" Zycie to nie serial TV ! Rozwodzimy
    sie z powodu konfliktu-Konflikt wyklucza przyjazn.To tylko gra dla uspokojenia
    sumienia lub dla otoczenia.Juz wiele lat temu mozna bylo poczytac w kolorowej
    prasie:po burzliwym malzenstwie,rozeszli sie pozostajac najlepszymi
    przyjaciolmi.To po cholere sie rozchodza? Dzieci z rozwiedzionych malzenstw maja
    bardzo ciezkie wewnetrzne problemy-nawet gdy tego nie okazuja na zewnatrz. I
    bardzo ale to bardo rzadko,panuje zrozumienie miedzy ex malzonkami co do
    sposobu wychowywania dzieci itd itp.Jak nie jedno to drugie potrafi uzywac
    wszelkich chwytow by obrzydzic dziecku tego drugiego
    rodzica.Przekupstwo,klamstwo itp sposoby sa normalka.To tylko na naszym forum i
    w bajkach wszystko jest cacy cacy.Nie mam na mysli rozbicie malzenstwa przez
    jakies drastyczne historie i ochrone dziecka przed "zlym wplywem" jednego z
    rodzicow.Oczywiscie niezmiernie rzadko udaje sie teatr zwany malzenstwem dla
    dobra dziecka-to nawet nie ma szans na jakakolwiek statystyke.A jak to musi
    obciazac rodzicow grajacych co minute falszywe zycie ? Co z ich wlasnym zyciem?
    Skazani na siebie dla dobra dziecka? Malo prawdopodobne w dzisiejszych czasach.
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • bella-donna 08.04.06, 21:50
    don2 napisał:

    > Moi drodzy forumioki,a moze by tak przestac pieprzyc glupoty ?

    swietne, po prostu, swietne....

    jak to mowia, w ameryce jest wszystko mozliwe...
    coraz wiecej i czesciej zmiana mam i tatusiow,
    oczywiscie wszystko odbywa sie w jak najwiekszej
    "przyjazni", nawet na sluby ex'a, czy ex'owej chadzaja...
    dla mnie niepojete, nie doswiadczylam, wiec nie wiem.
    Jest mowa o dzieciach, one najlepiej wiedza co przeszly
    i jaka sytuacje wolalyby, gdyby tylko mialy wplyw na cokolwiek.


    podziwiam zarowno tych ktorzy po 20 latach sie rozwodza,
    jak rowniez tych, ktorzy zrobili to wczesniej.
    Jak dla mnie , zycie jest za krotkie aby popelniac takie
    PODSTAWOWE bledy.

    Dlaczego sie rozwiedliscie ????!!!!
  • jutka1 08.04.06, 21:56
    Belka, podstawowym bledem to bywa zawarcie malzenstwa.
    A rozwod jest wyjsciem z jakiejs-tam sytuacji.

    Podp.
    Jutka - bardzo szczesliwa rozwodka
    na szczescie tez bez dzieci

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • bella-donna 08.04.06, 22:05
    jutka1 napisała:

    > Belka, podstawowym bledem to bywa zawarcie malzenstwa.
    > A rozwod jest wyjsciem z jakiejs-tam sytuacji.

    swietnie, ze na to dopiero wpadlas po latach...!!!!
    WINSZUJE !!!!!

    ps. nie pisz do mnie, prosze, przekrecajac moj nick...niestety,
    zle to tylko swiadczy o TOBIE
  • jutka1 08.04.06, 22:08
    Prosze nie krzycz na mnie (vide duze litery w Twoim wpisie).

    Ja nicki przekrecam w sposob pieszczotliwy. Moze to zdrobnienie jest
    niefortunne, a jesli Cie razi, to nie ma sprawy.
    Nie widze w tym nic co by mialo o mnie zle swiadczyc, ale masz prawo do swoich
    interpretacji oczywiscie.

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • jutka1 08.04.06, 22:17
    bella-donna napisała:

    > swietnie, ze na to dopiero wpadlas po latach...!!!!
    > WINSZUJE !!!!!
    *********
    Przepraszam, a skad wiesz, kiedy na to wpadlam i po ilu latach (i od czego po
    ilu latach)?

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • ghotir 09.04.06, 07:04
    Nie myslalem, ze kiedykolwiek znajde wspolna plaszczyzne z Don. Ze zdziwieniem
    odnotowuje, ze wlasnie taka znalazlem. To dotyczy WSZYSTKICH punktow jego postu
    w sprawie rozwodu.
    Jak sie bedziecie "czepiac" jego opinii to - jak mi obowiazki pozwola -
    przytocze Wam wiecej niz dosc konkretnych przykladow na to ze on ma racje. Mam
    za soba przynajmniej 500 roznych przypadkow wiec mam z czego wybierac.
  • xurek 10.04.06, 11:25
    Caly wywod Dona mozna by strescic w slowach „i tak zle i tak niedobrze“ i
    rzeczywiscie pokrywaja sie one w duzej mierze z rzeczywistoscia.

    Moi rodzice pozostali malzenstwem „do konca“ a od kiedy siegne pamiecia zyli ze
    soba jak pies z kotem. Nie wiem, czy nie rozstali sie ze wzlgedu na nas dzieci
    czy tez z innych powodow, wiem jednak, iz wcale nie jestem im wdzieczna za
    owo „poswiecenie“. Czego oczywiscie nie wiem i nie jestem w stanie ocenic to
    to, jak potoczylyby sie moje losy, gdyby sie byli rozwiedli i czy bylaby to
    rzeczywiscie lepsza dla nas dzieci opcja.

    Meczenie sie w zwiazku „dla dobra dziecka“ nie ma moim zdaniem zadnego sensu
    chociazby dlatego, iz pozostaje meczarnia, ktora dziecko zauwaza i w ktorej
    musi zyc. Rozstanie sie rodzicow to dla dziecka traumatyczne przezycie – kazda
    sytuacja pozostawia slady.

    Wydaje mi sie, ze nad zachowaniem zwiazku nalezy myslec i pracowac zanim cos
    zaczyna sie w nim psuc. Zdajac sobie z tego sprawe i majac chec pozostania
    razem wiele rzeczy mozna prostowac „na biezaco“, zanim nagromadzi sie taka
    gora, iz nie sposob sie na wzajem przez nia zobaczyc. Tego wielu ludzi nie
    robi, poniewaz latwiej jest male problemy zbywac, nie zauwazac, sie nie
    zastanawiac badz szukac oderwania od nich w innych zajeciach / ludziach niz
    stawic im czola i sprobowac wspolnie rozwiazac.

    Ja mam za soba wieloletni zwiazek, w ktorym kiedys przeoczylismy ten moment i
    zaczeli zyc „kazdy w swoja strone“. Skonczylo sie rozstaniem spokojnym i w
    miare bezbolesnym, bo nie mielismy dzieci – nie nastapila jednak
    zadna „pozwiazkowa przyjazn“ – dlaczego mialaby nastapic, skoro nie bylisym w
    zwiazku w stanie jej utrzymac?

    Teraz staram sie tego momentu nie przeoczyc, nie dopuscic do sytuacji, w ktorej
    budze sie pewnego dnia i stwierdzam, iz partner nie cieszy ale wrecz
    przeszkadza w zorganizowaniu sobie cieszacego dnia i licze na szczescie, ze sie
    uda, bo jak wiadomo dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane, czyli ze checi
    same nie wystarcza...

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • ghotir 12.04.06, 09:20
    Xurku,
    kiedys, w trakcie mojego pierwszego malzenstwa przezylem zmare senna. Przysnilo
    mi sie, ze moja polowica kazala mi sie wyniesc z domu. Co dziwne, snilem dalej.
    Przysnilo mi sie, ze po tej jej decyzji odczulem fantanstyczna ulge, jakby mi
    ktos zrzucil z piersi jakies dwiescie kilo cementu. Dopiero to uczucie
    lekkosci, a nie decyzja mojej zony, obudzilo mnie.
    Domyslasz sie, ze nie wierze w "proroczosc snow". Chodzi mi o to czasami w
    snach przestajemy byc skrepowani rzeczywistoscia tak jak ja sobie wyobrazamy, i
    pozwalamy sobie na artykulowanie mysli/uczuc, ktorych nie odwazylibysmy sie
    wyartykulowac na jawie.
    Wciaz nie wiem, czy pojscie za glosem tych mysli/uczuc jest lepsze dla dzieci
    niz ukrywanie tego stanu rzeczy. Chyba pozostaje mi zgodzic sie z Toba, ze w
    tej sprawie madrych nie ma. To jest, nie ma madrych za pierwszych razem. Bo
    pozniej, jak potrafimy myslec, to wielu z nas robi to co Ty. Tyle, ze to
    musztarda po obiedzie dla dzieciakow z pierwszych zwiazkow.
    Przynajmniej widze to w moich dwoch pierwszych dzieciakach: jeden ma klopoty i
    z byla zona i z obecna dziewczyna (dzieci w malzenstwa na tym cierpia) a drugi
    jest zatwardzialym starym kawalerem. Masz szczescie, ze nie musisz sie czuc tak
    zle jak ja w trakcie "zjazdow rodzinnych".

    Wracajac do Dona, on ma racje... racjonalnie. Czesto trudno jest trzymac
    sie "prawd" wygloszonych przez Dona bo wielu z nas ma za soba powazne bledy w
    tej sprawie. Pamietam, ze jak bylem nastolatkiem to mialem podobne przemyslenia
    (masa moich przyjaciol to byly "rozwodowe dzieciaki"). Pozniej milosc uderzyla
    mi do glowy i przestalem racjonalnie myslec. Zanim otrzezwialem, skrzywdzilem
    dwoch fantastycznych chlopakow. Ciesze sie, Xurku, ze nie masz takich
    doswiadczen.
    Osobiscie, ale to tylko dla mnie, wydaje mi ze, ze masz racje w sprawie
    tego "przeszkadzania". Mnie potrzebna byla zmora senna aby to sobie uzmyslowic.
    Jezeli jestes mlodsza ode mnie i, w jakims sensie, reprezentujesz swoje
    pokolenie, to ciesze sie ze madrzejemy jako "gatunek".
    Pozdrawiam.
  • ghotir 09.04.06, 06:51
    Milo Cie spotkac, Ozpol. Owszem, nie zrozumialem Twojego postu w dwoch
    sprawach. Chodzilo raczej o podejscie niz o opinie.

    Jedna juz wyjasniles, dziekuje. Ja wynioslem sie z nieprzyjemnego zwiazku
    wlasnie ze wzgledu na dzieci. Nie dlatego, ze bilem zone, ale dlatego ze
    klocilismy sie i dzieciaki na tym cierpialy. Teraz moi dorosli synowie mowia
    mi, ze moje odejscie bylo dla nich ulga.

    Z drugiej strony, to ten drugi punkt, wydaje mi sie ze masz racje. Wielu ludzi
    produkuje dzieci przez przypadek a jak dochodzi do wychowywania tych dzieci to
    i mamusie i tatusiowie ida sobie wlasnymi sciezkami. Mozliwe, ze w Polsce Ibsen
    wciaz jest aktualny, w Stanach i Kanadzie nie jest. Przyznaje, ze wolalbym
    nieobecnego ojca niz ojca w innym zwiazku, co tutaj jest nagminne. To cena za
    permisywnosc tych spoleczenstw (w Polsce w sredniej klasie jak zrobisz dziecko
    to musisz sie zenic, tutaj musisz tylko placic "child support"). Oczywiscie, ze
    dzieciaki placa za to. Tylko, co mozemy w tej sprawie zrobic? Ograniczyc prawa
    obywatelskie rodzicow? Bede jednym z pierwszych protestujacych przeciwko temu.
    No to mamy ciotki, babcie, macochy itd, wychowujace nasze dzieci. I placimy za
    te emocjonalna prowizorke bardzo wysoki rachunek.
    W sumie, zgoda w sprawie Twoich dwoch punktow.
  • ewa553 09.04.06, 00:00
    to ze Ty masz zle doswiadczenia rozwodowe nie oznacza, ze nie ma innych.
    Oczy<wiscie - chociaz moze nie wokol Ciebie - ale istnieja ludzie na tyle
    kulturalni aby sobie wzajemnie nie robic po rozwodzie kuku podburzajac czy
    podpuszczajac na siebie wzajemnie dzieci. Przykro mi, ze masz inne
    doswiadczenia, ale mozesz mi wierzyc ze i w tym wypadku nie jestes guru
    wiedzacym wszystko lepiej. I ludzie nie zawsze rozwodza sie z powodu wzajemnej
    nienawisci czy wiecznych awantur. I miedzy pozostaniem w przyjazni i wieczna
    walka jest jeszcze mozliwosc posrednia: wzajemnych kulturalnych stosunkow.
    Wlasnie dla dobra dzieci.
    --
    przezylismy trzy rozbiory, przezyjemy i kaczory
  • ghotir 09.04.06, 07:12
    Ewo,
    Przezylismy jako spoleczenstwo trzy rozbiory, Polacy w kraju przezywaja teraz
    Kaczory ale to nie oznacza, ze jestesmy madrzejsi w sprawie malzenstw i dzieci.
    Zwyczajnie nie wierze w Twoja opinie o wywazonych stosunkach miedzy malzonkami.
    Nawet po moim wyjezdzie na inny kontynent moja, w innych sprawach bardzo
    zrownowazona byla malzonka, siala problemy z dzieciakami. I to pomimo, ze
    bylismy ze soba bardzo blisko w sprawach intelektualnych. Don ma w tej sprawie
    racje: konflikt jest konfliktem nawet jezeli nasza kultura osobista potrafi to
    przeslonic. Nie istnieje cos takiego jak "kultura" w sprawach "custody".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka