Dodaj do ulubionych

Godzina policyjna dla dzieci - za czy przeciw

04.04.06, 19:49
Link:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3258413.html
W ogóle to zagadnienie ociera się o bardzo uniwersalne pytanie: do jakiego
stopnia dosłowności powinniśmy traktować zapis o wolności i prawach
człowieka, włączając młodzież?
Czy Karta Praw Człowieka powinna być traktowana przez nas tak jak traktowana
jest Biblia w fundamentalistycznych sektach protestanckich, czyli dosłownie
co do każdego przecinka i spacji bez najmniejszych wyjątków? Czy ta Karta to
nowa religia naszej cywilizacji, nasz nowy Bóg Zbawiciel wraz z całym
zastępem kapłanów i strażników doktryny? Czy zaczynamy krzyżować i palić na
stosie za każde odstępstwo od tej nowej niewzruszonej doktryny?
Czy też dopuszczamy element zdrowego rozsądku, element wyjątku i konkretnego
lokalnego kontekstu?
Czy ta Karta jest celem samym w sobie, nawet jeżeli kosztem jest
przestępczość i patologia? Czy też po prostu jest jednym ze środków aby
człowiek był szczęśliwszym, więc jest użyteczna tak dalece jak jest
praktyczna?

Czytając ton artykułu GW dochodzę do wniosku że Gazeta już zajęła stanowisko,
co bynajmniej nie jest specjalnym dla mnie zaskoczeniem.

--
Хотели, как лучше, а получилось как всегда
Edytor zaawansowany
  • 04.04.06, 22:40
    Pozamykac na klodke w kanciapie i juz.
    O.
    ;-D

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 04.04.06, 22:50
    jutka1 napisała:

    > Pozamykac na klodke w kanciapie i juz.

    Do pawlacza..

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 04.04.06, 22:55
    Szafa?...

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 05.04.06, 00:12
    lancuchem do kaloryfera?
    ;-)
    --
    "pierońska gorolka"
    to ja!:-)
  • 05.04.06, 02:15
    A ja bym ci radzil sprawdzic prawo w twoim miescie.
    W moim na ten przyklad jest teenage curfew obowiazujace od 11pm dla wszystkich
    ponizej 16 czy 17 lat.
    A co z obowiazkiem zakladania helmu na rowerze? Tez jest...


    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • 05.04.06, 02:20
    A jak jest z przebywaniem na plazy po zmroku w twojej okolicy swiatlo?
    Albo z piciem piwa publicznie?
    itp itp itp


    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • 05.04.06, 03:32
    ertes napisał:

    > A ja bym ci radzil sprawdzic prawo w twoim miescie.
    > W moim na ten przyklad jest teenage curfew obowiazujace od 11pm dla wszystkich
    > ponizej 16 czy 17 lat.
    > A co z obowiazkiem zakladania helmu na rowerze? Tez jest...


    Tymczasem jak jakiś ksiądz zaapelował o podobne regulacje w jego gminie, to
    rzecznik PO w gacie robi.

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 05.04.06, 07:05
    Mnie zawsze najbardziej smieszy, gdy np. w tym wypadku najwiecej na temat
    wychowania dzieci ma do powiedzenia ksiadz.
    No chyba, ze ma gdzies trojke na parafii, wiec wypowiada sie nie tylko jako
    KSIADZ ale tez jako rodzic.

    Kan
  • 05.04.06, 09:16
    kan_z_oz napisała:

    > Mnie zawsze najbardziej smieszy, gdy np. w tym wypadku najwiecej na temat
    > wychowania dzieci ma do powiedzenia ksiadz.
    > No chyba, ze ma gdzies trojke na parafii, wiec wypowiada sie nie tylko jako
    > KSIADZ ale tez jako rodzic.
    >
    A mnie zlosaci, jak kazda propozycja podana przez ksiedza jest odrzucana
    dlatego, ze jest podana przez ksiedza.

    Tymczasem w Niemczech mlodziez do lat 16 ma prawo pobytu bez opieki poza domem
    do godz.22.00. mlodziez do lat 18 do godz. 24.00.
    Przy wejsciu do dyskoteki mlodziez musi okazac dokumenty, ci ktorzy nie maja 18
    lat musza je zostawic i odebrac do godz 24.00.

    I nie wymyslili tego ksieza.

    O zakazie sprzedazy alkoholu osobom ponizej 18 lat juz ktos tu wspomnial.

    Miejscem malolata w nocy jest DOM, a nie ulica, park, knajpa, czy dyskoteka.
  • 05.04.06, 14:19
    Marysiu rozchmurz sie. Jeszcze tylko troche sie podraznie...
    Jeszcze smiesza mnie wyklady ksiezy na tematy pozycia seksualnego.

    O reszcie moga soba do woli, bez wzbudzania u mnie wybuchu smiechu.

    Artykul odebralam jako malo sensowny; caly punkt byl wokol tego, ze powiedzial
    to ksiadz. Tytul byl wyrwany z kontekstu w celu podgrzania widowni.


    Kan
  • 05.04.06, 15:50
    Narody czy szczepy prymitywne mialy lub maja szamana, czarownika itp.
    Co sie dziwic wiec ze w Polsce w wielu miejscach wyrocznia jest ksiadz.
    Tam nie jest wcale inaczej niz w Afryce.
    Pomysl skadinad calkiem dobry i wcale nie unikalny.

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • 06.04.06, 09:17
    ertes napisał:

    > Narody czy szczepy prymitywne mialy lub maja szamana, czarownika itp.
    > Co sie dziwic wiec ze w Polsce w wielu miejscach wyrocznia jest ksiadz.
    > Tam nie jest wcale inaczej niz w Afryce.

    Ertes, uwazasz ze pochodzisz z prymitywnego narodu?
    I z pewnoscia uwazasz sie za chlubny wyjatek? :-)
    >
  • 05.04.06, 17:53
    kan_z_oz napisała:

    > Artykul odebralam jako malo sensowny; caly punkt byl wokol tego, ze
    > powiedzial to ksiadz. Tytul byl wyrwany z kontekstu w celu podgrzania widowni.

    Zatem proponuję zacząć dyskredytować wszelkie opinie wypowiedziane przez
    homoseksualistów i Żydów, a to tylko dlatego bo to powiedział pedał i Żyd.

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 05.04.06, 18:02
    Murzyn Zyd Pedal , czlonek Lozy masonskiej-to jest komplet !
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 06.04.06, 02:02
    don2 napisał:

    > Murzyn Zyd Pedal , czlonek Lozy masonskiej-to jest komplet !

    Z perspektywy Polakow w Australii, należałoby dołożyć Hindusa-brudasa i żołtka.

    Kan
  • 06.04.06, 09:20
    swiatlo napisał:


    > Zatem proponuję zacząć dyskredytować wszelkie opinie wypowiedziane przez
    > homoseksualistów i Żydów, a to tylko dlatego bo to powiedział pedał i Żyd.

    Alez Swiatlo, to bylby antysemityzm albo homofobia. Natomiast krytyka opinii
    wypowiedzianych przez ksiedza tylko dlatego, ze wypowiedzial je ksiadz, jest
    oznaka wyzwolenia i postepu.
  • 06.04.06, 11:24
    Wybacz, Maria, lecz porywnywanie ewentualnej niecheci do geja lub Zyda oraz
    ewentualnej niecheci wobec KK w dzisiejszej Polsce jest tania manipulacja i
    -mowiac oglednie- jest wysoce nie na miejscu.
  • 06.04.06, 13:04
    chris-joe napisał:

    > Wybacz, Maria, lecz porywnywanie ewentualnej niecheci do geja lub Zyda oraz
    > ewentualnej niecheci wobec KK w dzisiejszej Polsce jest tania manipulacja i
    > -mowiac oglednie- jest wysoce nie na miejscu.

    Uderz w stol, a nozyce sie odezwa.
    Tylko nie rozumiem, jak to sie ma do sprawy, gdyz Kan w Polsce nie mieszka.
    A pozatym, Chris, proponuje obok antysemityzmu, homofobii , islamofobii
    utworzyc nowy rzeczownik: katofobia. Co Ty na to?
  • 06.04.06, 19:39
    1. Jaki stol, jakie nozyce?- prosze o wyjasnienie.
    2. Aaach! No to mow, ze rozmowa o AU! Tam, rzeczywiscie, katolicy albo w
    katakumbach, albo w kazamatach. Okreslenie "katofobia", mimo ze nie oddaje
    calego tragizmu sytuacji tamtejszych katolikow, jak najbardziej na miejscu.
    (27% procent katolikow- rzecz straszna! Zwazywszy, iz katolicy nie lubia
    dzielic sie rynkiem zbawienia).
  • 06.04.06, 19:57
    chris-joe napisał:

    > 1. Jaki stol, jakie nozyce?- prosze o wyjasnienie.

    Chris, rozmawialam z Kanem, nie z Toba. Twoja ingerencje uznalam za dowod Twej
    wybiorczej tolerancji. Nic wiecej.

    > 2. Aaach! No to mow, ze rozmowa o AU! Tam, rzeczywiscie, katolicy albo w
    > katakumbach, albo w kazamatach. Okreslenie "katofobia", mimo ze nie oddaje
    > calego tragizmu sytuacji tamtejszych katolikow, jak najbardziej na miejscu.
    > (27% procent katolikow- rzecz straszna! Zwazywszy, iz katolicy nie lubia
    > dzielic sie rynkiem zbawienia).

    Rozmowa nie byla o AU , lecz byla z osoba z AU, ktora tez nie mowila o AU.

    No to jak z ta tolerancja, Chris? Dotyczy ona wszystkich, czy sa rowni i
    rowniejsi?
  • 06.04.06, 20:06
    "Chris, rozmawialam z Kanem, nie z Toba. Twoja ingerencje uznalam za dowod Twej
    wybiorczej tolerancji. Nic wiecej."

    -zafrapowala mnie logika twego myslenia: prosze, zaspokoj moja ciekawosc i
    wypelnij luke miedzy moim przylaczeniem sie do rozmowy a wnioskiem o mej
    "wybiorczej tolerancji"...
  • 06.04.06, 20:24
    chris-joe napisał:

    > -zafrapowala mnie logika twego myslenia: prosze, zaspokoj moja ciekawosc i
    > wypelnij luke miedzy moim przylaczeniem sie do rozmowy a wnioskiem o mej
    > "wybiorczej tolerancji"...

    Nie zareagowales na dyskryminujacy ksiezy post Kana, lecz zareagowales
    natychmiast kiedy postawilam w jednym rzedzie homofobie z katofobia.
  • 06.04.06, 21:41
    az zerknalem ponownie na ow "dyskryminujacy ksiezy" post kana... oto on:

    "Mnie zawsze najbardziej smieszy, gdy np. w tym wypadku najwiecej na temat
    wychowania dzieci ma do powiedzenia ksiadz.
    No chyba, ze ma gdzies trojke na parafii, wiec wypowiada sie nie tylko jako
    KSIADZ ale tez jako rodzic."

    Z kanem nie zupelnie sie zgadzam, bo tu ksiadz proboszcz wystepuje w roli
    rzecznika wiejskiego bezpieczenstwa. Ma prawo, zwlaszcza w PL, gdzie slowo
    proboszcza wazy setki razy wiecej niz slowo kogokolwiek innego.

    Teraz, prosze, podaj wykaz reszty postow na jakie odpowiedziec mam obowiazek,
    nim uzyskam prawo kontynuowac z toba rozmowe :))

    Ps. Przy okazji potwierdzilo sie moje zdanie, ze jednak mowa o PL.
    Nadal wiec powtarzam: twoje porownanie homofobii do katofobii jest paskudna
    manipulacja i zaklamaniem.
  • 06.04.06, 22:48
    chris-joe napisał:

    > az zerknalem ponownie na ow "dyskryminujacy ksiezy" post kana... oto on:
    >
    > "Mnie zawsze najbardziej smieszy, gdy np. w tym wypadku najwiecej na temat
    > wychowania dzieci ma do powiedzenia ksiadz.
    > No chyba, ze ma gdzies trojke na parafii, wiec wypowiada sie nie tylko jako
    > KSIADZ ale tez jako rodzic."

    Chris, zastap slowo "ksiadz" slowem "gej", moze wtedy pokapujesz o co chodzi.

    > Z kanem nie zupelnie sie zgadzam, bo tu ksiadz proboszcz wystepuje w roli
    > rzecznika wiejskiego bezpieczenstwa. Ma prawo, zwlaszcza w PL, gdzie slowo
    > proboszcza wazy setki razy wiecej niz slowo kogokolwiek innego.
    >
    > Teraz, prosze, podaj wykaz reszty postow na jakie odpowiedziec mam obowiazek,
    > nim uzyskam prawo kontynuowac z toba rozmowe :))


    > Ps. Przy okazji potwierdzilo sie moje zdanie, ze jednak mowa o PL.
    > Nadal wiec powtarzam: twoje porownanie homofobii do katofobii jest paskudna
    > manipulacja i zaklamaniem.

    Gdybys czytal uwaznie, to wiedzalbys, ze nie chodzi mi ani o Polske, ani o
    Australie, tylko o NASZE FORUM!
  • 08.04.06, 23:22
    "Chris, zastap slowo "ksiadz" slowem "gej", moze wtedy pokapujesz o co chodzi."

    -no, i nadal nie kapuje :)

    Gdy prawiczek gowniarz po seminarium, lub klasztorny dziewiczy staruszek poucza
    o metodach kalendarzyka matki dzieciom; gdy lesba, co w zyciu chlopa nie miala
    tlumaczy technike robienia loda; gdy gej, co baby nie tknal, madrzy sie jak
    dogodzic kobiecie- bede sie smial podobnie jak kan :)))

    Czy to bedzie dyskryminacja? No przeciez nie zabronie im plesc trzy po trzy,
    ale posmiac sie mozna, nie? :)))
  • 08.04.06, 23:26
    Stary, walczysz z wiatrakami. Wiekszosc ludzi po prostu jeszcze niedorosla tym
    bardziej ze pochodzi z polskiego zascianka.

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • 09.04.06, 15:23
    ertes napisał:

    > Stary, walczysz z wiatrakami. Wiekszosc ludzi po prostu jeszcze niedorosla tym
    > bardziej ze pochodzi z polskiego zascianka.

    Ertes, faktycznie wielkim swiatem powialo w Twojej wypowiedzi:-)
  • 09.04.06, 15:22
    chris-joe napisał:

    > "Chris, zastap slowo "ksiadz" slowem "gej", moze wtedy pokapujesz o co
    chodzi."
    >
    > -no, i nadal nie kapuje :)

    Bo nie chcesz kapowac.

    > Gdy prawiczek gowniarz po seminarium, lub klasztorny dziewiczy staruszek
    poucza
    > o metodach kalendarzyka matki dzieciom; gdy lesba, co w zyciu chlopa nie miala
    > tlumaczy technike robienia loda; gdy gej, co baby nie tknal, madrzy sie jak
    > dogodzic kobiecie- bede sie smial podobnie jak kan :)))
    >
    > Czy to bedzie dyskryminacja? No przeciez nie zabronie im plesc trzy po trzy,
    > ale posmiac sie mozna, nie? :)))

    Jezeli upierasz nie nie rozumiec, to zapytam o jedno- czy bezdzietny gej moze
    miec prawo do wychowywania dzieci i do wysuwania roznych propozycji jak
    je "usmierzyc"?
    Przeciez nie ma wlasnych dzieci, wiec co on o nich wiedziec moze?

    Wiec moze Kaczor mial racje?
  • 09.04.06, 17:31
    "Czy bezdzietny gej moze miec prawo do wychowywania dzieci i do wysuwania
    roznych propozycji jak je "usmierzyc"?"

    -ano moze, badz absolutnie winien moc dziecko swoje/z rozwodu/z wdowienstwa/z
    adopcji wychowywac.

    -"usmierzac"? tzn. decydowac o aborcji? O tym winna decydowac tylko
    "zainteresowana" kobieta, a nie zaden gej, ksiadz, senator czy radny.
  • 09.04.06, 17:49
    chris-joe napisał:

    > "Czy bezdzietny gej moze miec prawo do wychowywania dzieci i do wysuwania
    > roznych propozycji jak je "usmierzyc"?"
    >
    > -ano moze, badz absolutnie winien moc dziecko swoje/z rozwodu/z wdowienstwa/z
    > adopcji wychowywac.

    Chris, skarbie, czytaj uwaznie. Ja pisze "bezdzietny gej".
    Bezdzietny gej nie ma swojego/z rozwodu/z wdowienstwa/ dziecka.

    > -"usmierzac"? tzn. decydowac o aborcji? O tym winna decydowac tylko
    > "zainteresowana" kobieta, a nie zaden gej, ksiadz, senator czy radny.

    Ujarzmiac mialo byc, nie usmierzac. Tak bylo w zalinkowanym tekscie.
    Pomylilam sie.
  • 06.04.06, 09:16
    kan_z_oz napisała:

    > Marysiu rozchmurz sie. Jeszcze tylko troche sie podraznie...
    > Jeszcze smiesza mnie wyklady ksiezy na tematy pozycia seksualnego.
    >
    > O reszcie moga soba do woli, bez wzbudzania u mnie wybuchu smiechu.
    >
    > Artykul odebralam jako malo sensowny; caly punkt byl wokol tego, ze
    powiedzial
    > to ksiadz. Tytul byl wyrwany z kontekstu w celu podgrzania widowni.
    >

    Nic, to, Kanie.
    Z reguly tak bywa, ze ci, ktorzy najbardziej apeluja o tolerancje i
    bezwarunkowa milosc sami maja w zanadrzu wlasna doze nietolerancji....
  • 06.04.06, 15:31
    nie denerwuj sie.


    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • 06.04.06, 16:53
    No coz nie jest lekko sluzyc Bogu i potrzebujacym pomocy.Okazuje sie ,ze za
    murami kwitnie terror,horror i nawet marchewke do obiadu daja pokrojona w kostke
    Cus mnie sie widzi,ze najprostsza droga do sluzenia Panu w ciszy
    kontemplacji,celibacie i pelnym poswiecenia zyciu jest malzenstwo.
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 06.04.06, 19:41
    USA: organizacje katolickie rezygnują z pomagania w adoptowaniu dzieci

    Watykan zakazuje organizacjom katolickim w USA udzielania pomocy w
    adoptowaniu dzieci przez pary homoseksualne. W efekcie Caritas w Bostonie w
    ogóle zrezygnował z wyszukiwania rodzin, które mogą adoptować dzieci


    Śladem Bostonu mogą pójść organizacje kościelne w innych stanach USA. Jeśli
    tak się stanie, systemowi wyszukiwania rodzin, które mogą adoptować dzieci z
    amerykańskich sierocińców, grozi zapaść. Bo instytucje skupione w Caritasie -
    katolickiej organizacji charytatywnej - odgrywają w nim kluczową rolę.

    Prawo kościelne, prawo stanu

    - Nie możemy pogodzić nauk Kościoła z prawem stanu Massachusetts. Dlatego w
    ogóle wycofujemy się z działalności adopcyjnej - oświadczyli szefowie
    Caritasu w tym stanie.

    Katolickie organizacje nie mogą oddawać dzieci do adopcji tylko tradycyjnym
    małżeństwom, gdyż obowiązujące w stanie Massachusetts prawo zabrania
    jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. A stanowy
    Kongres odrzucił wnioski o uczynienie dla nich wyjątku. Władze Caritasu
    uważają, że politycy zmuszają w ten sposób katolickich działaczy, by poszli
    na kompromis z własnymi sumieniami.

    Skupione w amerykańskim Caritasie różne katolickie agencje i organizacje
    charytatywne od ponad stu lat współpracowały z lokalnymi władzami stanu
    Massachusetts. Pełniły funkcję licencjonowanego pośrednika wyszukującego i
    sprawdzającego rodziny, które mogą adoptować dzieci z domów dziecka. W
    ostatnich latach katolickie agencje w Bostonie znajdowały blisko 30 proc.
    wszystkich rodzin adoptujących dzieci.

    Pół miliona dzieci

    Brak odpowiedniej liczby kandydatów na przybranych rodziców to jeden z
    największych problemów systemu opieki społecznej w USA. W domach dziecka
    przebywa aż 520 tys. dzieci. Rocznie adoptowanych jest zaledwie 50 tys.

    Jednoznaczny zakaz adoptowania dzieci przez homoseksualistów jest dziś
    wyłącznie na Florydzie. W stanie Utah adopcji mogą dokonywać tylko małżeństwa
    heteroseksualne, a nie mogą osoby samotne. W kilku stanach adopcji nie mogą
    dokonywać pary gejów i lesbijek, ale samotne osoby o takiej orientacji już
    tak.

    Jednak w większości innych stanów homoseksualiści adoptują dzieci bez
    większych przeszkód. A w kilku - tak jak w Kalifornii czy Illinois - prawo
    jasno zakazuje ich dyskryminowania.

    Zajmujące się adopcjami instytucje wskazują na wiele zalet tego rozwiązania.
    Pary homoseksualne, które decydują się na adopcję, są z reguły o wiele lepiej
    sytuowane materialnie, nie wahają się też przyjmować dzieci trudnych, których
    nikt inny nie chce - np. chorych czy już kilkuletnich. Podkreślają też, że
    nie ma dowodów, by orientacja seksualna rodziców miała wpływ na orientację
    seksualną dziecka. Pary przybranych rodziców są starannie selekcjonowane i
    sprawdzane, tak by nie dochodziło do seksualnego molestowania dzieci.

    Choć kwestia ta nadal dzieli amerykańską opinię publiczną, liczba
    przeciwników homoseksualnych adopcji się zmniejsza. W 1999 r. adopcjom takim
    sprzeciwiało się 57 proc. Amerykanów, aprobowało je 38 proc. Według sondażu
    Pew Research z ubiegłego tygodnia nadal przeciw jest 48 proc., a popiera 46
    proc.

    Nakaz z Watykanu

    Aż do początku marca, gdy według dziennika "Boston Globe" arcybiskup Bostonu
    dostał w tej sprawie napomnienie z Watykanu, kościelne organizacje nie
    odrzucały z góry podań par homoseksualnych. Z 720 par, które w ostatnich
    latach zostały zaakceptowane przez bostoński Caritas, 13 było tej samej płci.
    W Kalifornii pięć ze 130.

    Wierni w Massachusetts - najbardziej katolickim, ale zarazem najbardziej
    otwartym na prawa homoseksualistów stanie w Ameryce - są podzieleni. Część
    uważa, że kościelne organizacje powinny pryncypialnie bronić "katolickich
    zasad moralnych" i wypełniać wytyczne z Watykanu, który w 2003 r. nazwał
    adoptowanie dzieci przez pary homoseksualne "głęboko niemoralne".

    - Dzieci muszą mieć matkę i ojca. Więc dużo lepiej będzie dla nich, jeśli
    zostaną w domach dziecka, niż jeśli trafią do par gejowskich - uważa Mary Ann
    Hackett z organizacji Zatroskani Katolicy.

    Wielu katolików w Bostonie twierdzi jednak, że decyzja o wycofaniu się w
    ogóle z działalności adopcyjnej niczego nie rozwiązuje, a najbardziej stratne
    są setki dzieci wegetujących w sierocińcach.

    - Nauka Kościoła jest najważniejsza. Ale ważne jest też dobro dzieci.
    Wyzwaniem jest pogodzenie tych wymagań - mówi lokalny działacz Caritasu Brian
    Cahill, dodając, że większość adoptowanych dzieci czekała na nowych rodziców
    przynajmniej dwa lata.

    Cios finansowy?

    Po pierwszych naciskach z Watykanu składająca się ze świeckich zamożnych
    biznesmenów rada nadzorcza bostońskiego Caritasu jednogłośnie uchwaliła, że
    proces adopcyjny będzie kontynuowany na dotychczasowych zasadach. Gdy
    miejscowy arcybiskup postawił sprawę na ostrzu noża, szefowie organizacji
    wstrzymali wszystkie adopcje, a przynajmniej sześciu członków rady na znak
    protestu podało się do dymisji.

    Według dziennika "San Francisco Chronicle" podobne napomnienia
    do "przywołania do porządku" zajmujących się adopcjami katolickich
    organizacji otrzymali też z Watykanu biskupi w Kalifornii. Tam władze
    miejscowego Caritasu zawiesiły działalność adopcyjną i zastanawiają się, co
    robić dalej.


    Spór ten może oznaczać, że katolickie organizacje charytatywne stracą wielu
    dotychczasowych sponsorów. Dla archidiecezji bostońskiej zadłużonej na ponad
    100 mln dol. i likwidującej dla oszczędności dziesiątki parafii będzie to
    kolejny cios. Wciąż zmaga się ona z konsekwencjami finansowymi - i utratą
    zaufania wiernych - po skandalu z molestowaniem seksualnym dzieci przez
    księży pedofilów.

    (GW)
  • 06.04.06, 19:52
    Ops! Przypadkiem sie wydalo, ze Kosciol to nie tylko pedofilia albo Rydzyk ,ale
    tez dzialalnosc spoleczna...)))

    Chris, brakuje mi Twego komentarza do tego artykulu. Masz cos przeciw temu, ze
    organizacje chrzescijanskie, postawione miedzy mlotem a kowadlam, czyli miedzy
    nowymi amerykanskimi prawami a Watykanem (a kto wie, czy tez wlasnym
    sumieniem), po prostu robia jedyna rzecz, jaka im w tej sytuacji pozostala i
    usuwaja sie ze sceny?
  • 06.04.06, 20:02
    W Kanadzie przez lata ciagnely sie procesy obslugi katolickich internatow, w
    ktorych przymusowo umieszczano przez dekady dzieci indianskie i gdzie
    funkcjonowalo regularne i usankcjonowane pieklo.

    Moze rzeczywiscie lepiej, jesli katolicy zrezygnuja ze swej dzialalnosci
    "charytatywnej"...?

    Co do twego pytania- posluszenstwo wobec rozkazow Watykanu i porzucenie akcji
    wyszukiwania domow dla sierot rzuca -w mej opinii- swiatlo na owo "sumienie"
    zaangazowanych.
  • 06.04.06, 20:14
    ... o ile bowiem ty wspolczujaco koncentrujesz sie na bolesnych rozterkach
    moralnych dzialaczy caritasu, mnie bardziej zajmuje los owych pol miliona
    dzieciakow...
  • 06.04.06, 20:18
    ...zas gdy mowisz dramatycznie o "usunieciu sie ze sceny", rozumiem ze masz na
    mysli powrot do domku, wlasnych pociech i kochajacej zony/meza i rodzinnego
    obiadku przy rodzinnym stole...
  • 06.04.06, 20:41
    chris-joe napisał:

    > ...zas gdy mowisz dramatycznie o "usunieciu sie ze sceny", rozumiem ze masz na
    > mysli powrot do domku, wlasnych pociech i kochajacej zony/meza i rodzinnego
    > obiadku przy rodzinnym stole...

    Ach, jakiez to strasznie zasciankowe i mieszczanskie, taki domek, wlasne
    pociechy i kochajacy maz czy zona przy rodzinnym stole, prawda? No po prostu
    mdli, czyz nie?

    Chris, zejscie Caritasu ze sceny bedzie moze oznaczalo bezrobocie dla wielu
    osob. Mam nadzieje, ze jestes usatysfakcjonowany?
  • 06.04.06, 20:37
    chris-joe napisał:

    > ... o ile bowiem ty wspolczujaco koncentrujesz sie na bolesnych rozterkach
    > moralnych dzialaczy caritasu, mnie bardziej zajmuje los owych pol miliona
    > dzieciakow...

    Od kiedy tak bardzo zajmuje Cie los tych dzieci, Chris? Od momentu, kedy
    Caritas rzucilo rekawice?
    Nie uwazasz, ze los dzieci zalezy tez od tego , czy po adopcji beda mialy ojca
    i matke, czy tez dwie mamusie i dwoch tatusiow?
  • 06.04.06, 20:32
    chris-joe napisał:

    > W Kanadzie przez lata ciagnely sie procesy obslugi katolickich internatow, w
    > ktorych przymusowo umieszczano przez dekady dzieci indianskie i gdzie
    > funkcjonowalo regularne i usankcjonowane pieklo.
    >
    > Moze rzeczywiscie lepiej, jesli katolicy zrezygnuja ze swej dzialalnosci
    > "charytatywnej"...?

    Chris, masz jeszcze w zanadrzu jakies historie z katolickiego piekla rodem?
    To dawaj, nie krepuj sie.

    > Co do twego pytania- posluszenstwo wobec rozkazow Watykanu i porzucenie akcji
    > wyszukiwania domow dla sierot rzuca -w mej opinii- swiatlo na owo "sumienie"
    > zaangazowanych.

    Widze ze czujesz sie upowazniony do oceny- wedlug Twych wlasnych kryteriow
    oczywiscie- sumienia innych ludzi.
    Powiedzialabym "Nie sadzcie, abyscie nie byli sadzeni", ale znow pewno
    zareagujesz jak ten tam na wode swiecona:-)
  • 06.04.06, 22:06
    "Ach, jakiez to strasznie zasciankowe i mieszczanskie, taki domek, wlasne
    pociechy i kochajacy maz czy zona przy rodzinnym stole, prawda? No po prostu
    mdli, czyz nie?"

    -zemdlilo cie? Bo mnie nie. Pol miliona bachorow tez nie zemdli. Niestety.

    "Chris, zejscie Caritasu ze sceny bedzie moze oznaczalo bezrobocie dla wielu
    osob. Mam nadzieje, ze jestes usatysfakcjonowany?"


    -no tak, przeciez chodzi wlasnie o pelne zatrudnienie w sektorze wyszukiwania
    domow dla sierot. A co bedzie, jak sierot zabraknie?! Wszyscy ci ludzie
    wyladuja na bruku! Ludzie, bierzta sie do roboty i produkujcie sieroty!!! :)))

    "Nie uwazasz, ze los dzieci zalezy tez od tego , czy po adopcji beda mialy ojca
    i matke, czy tez dwie mamusie i dwoch tatusiow?"

    -przerabialismy sto razy. Wystarczy.

    "Chris, masz jeszcze w zanadrzu jakies historie z katolickiego piekla rodem?"

    -Oj, mam. Zaiste, temat niewyczerpany. Niestety.

    "Powiedzialabym "Nie sadzcie, abyscie nie byli sadzeni", ale znow pewno
    zareagujesz jak ten tam na wode swiecona:-) "

    -na wode swiecona reaguje podobnie, jak na kazda wode. Nieprzyjemna gdy zimna.
    Nalezy sie wytrzec :)

    Jasne, ze bede sadzil! Jesli grupa ludzi profesjonalnie do zadania
    przygotowana, z infrastruktura i doswiadzceniem porzuca pol miliona sierot, w
    ramach posluszenstwa wobec grupy starcow w odleglym kraju, to ja ich, mario,
    pierdole!

    I jesli ty wolisz, by te dzieciaki sie kiwaly do 18 roku zycia w ochronkach
    raczej, niz by mialy dwoch tatusiow/dwie mamusie- ditto!


    "Od kiedy tak bardzo zajmuje Cie los tych dzieci, Chris?"

    -mnie, ani "Nas", te dzieci wcale nie zajmuja! My dzieci jedynie gwalcimy albo
    zjadamy.



  • 06.04.06, 23:21
    Chris, chcesz rozmawiac? To spusc troche z tonu, jesli laska.
    Gdyby nie to, ze znam Cie z innej strony, to bym Ci po tym watku dala ingnora.
    Wez zimny prysznic i przestan sie cietwierzyc, przestan strzelac nowinkami
    z "katolickiegio piekla", bo kto jak kto, ale Ty powinienies wiedziec ze kazde
    srodowisko jest zroznicowane. Jezeli nie chcesz, aby Twoje wlasne srodowisko
    bylo utozsamiane tylko z pewnymi jego najgorszymi przedstawicielami, to badz
    obiektywny wobec innych srodowisk.

    Domagasz sie tolerancji dla siebie samego i dla Twego srodowiska, badz wiec
    przykladem tolerancji wobec innych.

    Jezeli uwazasz, ze Caritas wycofuje sie z posrednictwa w adopcjach tylko ze
    wzgledu na posluszenstwo wzgledem "starcow z dalekiego kraju", jezeli nie
    dopuszczasz mysli, ze ktos moze sie buntowac przeciw prawu dopuszczajacemu
    adopcje przez pary homoseksualne nie przez posluszenstwo komukolwiek, lecz
    przez to, ze jest to sprzeczne z jego osobistym odczuciem, to znaczy, Cris, ze
    nie widzisz dalej niz czubek wlasnego nosa.

    Poza tym, jezeli mnie pamiec nie myli, to mowa jest tylko o Massatschussets,
    prawda? W tym malym stanie jest az POL MILIONA sierot do adopcji?
    Pokrecilo Ci sie, czy po prostu tak sobie pomanipulowales, aby wina Caritasu
    wydawala sie jeszcze wieksza?
    To jest, Chris, baaardzo nie fair.

    Ty oczywiscie uwazasz, ze dzieci beda mialy lepiej u dwoch mamus lub dwoch
    tatusiow niz w domu dziecka.
    Skad ta pewnosc, Chris?

    Prawo zezwalajace na adopcje przez pary homoseksualne jest eksperymentem na
    ciele dzieci, ktorych nikt nie pyta, czy wola byc adoptowane przez pare hetero
    czy homoseksualna.
    Prawo dziecka do posiadania rodzicow zostalo podporzadkowane checi doroslych
    do posiadania dzieci. I ja sie na to nie godze.
  • 07.04.06, 23:51
    Pa. priests defrocked for alleged sex abuse
    Apr. 7, 2006. 01:56 PM
    ASSOCIATED PRESS

    PHILADELPHIA — Three more priests accused of sexually abusing children have been
    defrocked, bringing to 17 the number of priests in the Philadelphia Archdiocese
    who have been defrocked since the clergy abuse scandal broke four years ago.

    The Vatican defrocked Edward V. Avery, Stanley M. Gana and James E. McGuire over
    credible allegations of abuse, the archdiocese announced in a notice Thursday
    inside its weekly newspaper, the Catholic Standard & Times.

    None of the 17 priests faces criminal charges because of Pennsylvania's statute
    of limitations for prosecuting sex crimes. Avery, Gana and McGuire were named in
    a grand jury report released in September that identified 63 archdiocesan
    priests as abusers.
    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • 08.04.06, 01:34
    Postaraj się, może też parę dolarów wygrasz. Teraz to na fali..

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 08.04.06, 01:43
    Masz racje, swiatlo, przeszlo-minelo, dajcie ksiezom zyc. Zgwalceni tez doszli
    do siebie. Nie ma o czym mowic. Prosze sie rozejsc do swoich zajec.


    Ja to nazwe syndromem Jedwabnego (tam tez Zydzi oplacaja antypolskich
    donosicieli...)
  • 08.04.06, 01:50
    chris-joe napisał:

    > Masz racje, swiatlo, przeszlo-minelo, dajcie ksiezom zyc. Zgwalceni tez
    > doszli do siebie. Nie ma o czym mowic. Prosze sie rozejsc do swoich zajec.

    Czy wyobrażasz sobie zmasowaną akcję propagandowo-prawną przeciwko całemu
    światu gejowskiego z tego powodu że jeden homoseksualista na 10 tysięcy
    molestował jakiegoś nieletniego chłopca?



    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 08.04.06, 01:55
    Gdy organizacjom gejowskim odda sie przytulki/sierocince/szkoly itp. do
    zarzadzania i co jakis czas beda sie ujawniac tego typu skandale? Tak!
  • 08.04.06, 02:00
    chris-joe napisał:

    > Gdy organizacjom gejowskim odda sie przytulki/sierocince/szkoly itp. do
    > zarzadzania i co jakis czas beda sie ujawniac tego typu skandale? Tak!

    Na razie to proporcja tego wszystkiego dobrego jakie te przytułki zrobiły do
    indywidualnych przypadków nadużyć jest jak nieskończoność do jednego.
    Zabijanie instytucji z powodu bardzo nielicznych przypadków, a i tak w często
    naciąganych przez cwanych prawników, jest koszmarnym złem i niesprawiedliwością.


    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 08.04.06, 02:03
    Spadam, piątek piąta po południu, wystarczy tych dyskusji...

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 08.04.06, 02:23
    To co ty nazywasz "zmasowana akcja prawno-propagandowa" (w typowym dla ciebie
    "kwiecistym" jezyku a la Radio Maryja), ja nazywam informacja.

    Ponadto, z calym szacunkiem dla dobra zdzialanego przez instytucje katolickie-
    nie winno ono chronic tych instytucji przed informowaniem o/oraz
    odpowiedzialnoscia karna za ewidentne przestepstwa popelniane przez ich
    funkcjonariuszy. Zwlaszcza gdy sa one notorycznie utajniane/tuszowane przez
    hierarchie. (Czy media, z szacunku dla instytucji, winny sie do tuszowania
    przylaczyc?)

    "ZABIJANIE instytucji z powodu bardzo NIELICZNYCH przypadków"

    -znow typowa "kwiecistosc" radiomaryjna. Ani nikt nie zabija, ani nie tak znowu
    nieliczne.

    Ale ja wiem i ty takze- swiatowy spisek antykatolicki bla bla bla... Kto za tym
    stoi? Lewicowe cwaniactwo, pedaly, lyse lesby i Zydzi.

  • 08.04.06, 02:44
    Zapomniales o cyklistach, feministkach (nie wszystkie sa lysymi lesbami), i rudych.
    Ide spac.
    Przepraszam, ze sie wtracilam w rozmowe
    :-)))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 08.04.06, 02:56
    a ty co nie spisz ?:)
    --
    "pierońska gorolka"
    to ja!:-)
  • 08.04.06, 10:00
    > Gdy organizacjom gejowskim odda sie przytulki/sierocince/szkoly itp. do
    > zarzadzania i co jakis czas beda sie ujawniac tego typu skandale? Tak!

    drobna poprawka- nikt organizacjom katolickim owych
    przytulkow/sierocinsco/szkol do zarzadzania nie "oddawal". to byly przez
    stulecia jedyne istniejace osrodki tego typu- stworzone przez.
    a bywa ze wciaz sa.
    gdyby "organizacje gejowskie" sie za akcje charytatywne zabraly, nikt by im
    tego nie zabronial.


    --
    miałbym pewien pomysł ale nie myslcie, że byłby dobry
  • 08.04.06, 16:25
    tylko co oni tam robili i w jakim celu ksieza prowadzili te przytulki dla dzieci


    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."

    Galeria
  • 08.04.06, 16:46
    ertes napisał:

    > tylko co oni tam robili i w jakim celu ksieza prowadzili te przytulki dla
    dziec
    > i

    Ertesie mily, przytulki dla dzieci prowadzily siostry zakonne, nie ksieza.

  • 08.04.06, 17:37
    nie chce mi sie wierzyc, ze jeszcze jest ktos, poza prawnikami oczywiscie, ze
    wierzy w te wszystkie bajeczki o molestowaniu biednych dzieci przez ksiezy i
    przez ojcow...
  • 08.04.06, 17:42
    Ja wierze ! i nie tylko o molestowaniu biednych dzieci ale i bogatych tez.
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 08.04.06, 17:48
    to opowiedz mi taka bajeczke....prosze...
  • 08.04.06, 19:21
    A bylo to bardzo dawno temu.Nie mniej,powraca to czesto w mych snach.Budze sie
    najczesciej z przerazliwym krzykiem.Po latach zdalem sobie sprawe jak te
    przezycia wplynely na moje dalsze zycie.Jaki trwaly slad w psychice ! Zaczelo
    sie niewinnie.Matka czesto wchodzila do pokoju w ktorym sie odrabialo lekcje w
    stroju powiedzmy niekompletnym.Poczatkowo bylo to delikatne glaskanie i
    ocieranie sie o mnie swym rozgrzanym dojrzalym cialem.Potem stalo sie to co
    musialo.Ani matka ani ja nie moglismy wytrzymac napiecia.Wieczor,sami w
    domu,muzyka-i stalo sie to do czego matka dazyla ! Moja niewinnosc padla na
    oltarzu grzechu-gdybym to ja wtedy wiedzial ,ze to sie nazywa
    molestowanie.Oczywiscie matka tez nie miala pojecia ,ze czyni cos grzesznego.
    Fakt jak na matke chlopaka,ktoremu dawalem korepetycje,byla wyjatkowo mloda i
    ponentna.Jedno musze stwierdzic,ze pozostalo mi w pamieci postanowienie,ktore
    po dzis dzien dotrzymuje: kobieta to jest to ,tylko kobiety !
    To byla bajka dla Belli
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 08.04.06, 19:37
    bella-donna napisała:

    > nie chce mi sie wierzyc, ze jeszcze jest ktos, poza prawnikami oczywiscie, ze
    > wierzy w te wszystkie bajeczki o molestowaniu biednych dzieci przez ksiezy i
    > przez ojcow...

    Bella, molestowanie seksualne przez ojcow i przez ksiezy sie zdarza, i jezeli
    jest udowodnione ( o co niestety jest trudno) , to takich nalezy pod sad
    stawiac.

    Jest tez jednak druga strona medalu. Niedawno GW donosila, ze w Polsce coraz
    wiecej kobiet wystepuje o rozwod podajac jako przyczyne to, ze maz molestuje
    seksualnie dziecko.
    Podejrzewam, ze w wielu wypadkach jest to bajka, a raczej paskudne oszczerstwo,
    za pomoca ktorego kobieta wyrzadza krzywde nie tylko swemu mezowi, ale tez
    wlasnemu dziecku.

    Inna sprawa to nadgorliwi psycholodzy od siedmiu bolesci. Niedawno niemiecka TV
    nadala program na temat jednej rodziny- maz, zona i corka w wieku przedszkolnym.
    Poniewaz corka byla niesmiala, nie bawila sie z dziecmi, panie przedszkolanki
    skierowaly ja do psychologa. Pani psycholog natychmiast wysunela podejrzenie,
    ze dziecko jest molestowane seksualnie. Dala jej tzw. lalki anatomiczne
    (metoda, jak sie okazalo, zabroniona) i nie wiadomo jakim cudem znalazla
    potwierdzenie swej tezy. Skierowala sprawe do urzedu d.s. dzieci, ktory nie
    powiadamiajac rodzicow, zabral dziweczynke z przedszkola do domu dziecka.
    Rodzice zaczeli walczyc i po pol roku wywalczyli to, ze dziewczynka wrocila do
    domu, pod warunkiem, ze ojciec sie z niego wyprowadzi. Ojciec sie wyprowadzil,
    mieszka u rodzicow, z corka moze sie kontaktowac tylko w wyznaczonym czasie.

    Sprawa jest w toku, ojciec zapewnia, ze jest niewinny, matka to potwierdza,
    inni psycholodzy podwazaja teze pierwszej pani psycholog, a tymczasem rodzina
    jest w rozsypce.

    Jezeli natomiast chodzi o 63 czy nawet 17 ksiezy pedofilow w jednej
    archidiecezji amerykanskiej, to wybaczcie, ale czuje tutaj paskudny smrodek.
  • 08.04.06, 20:08
    mario, jesli kiedys wierzylam w molestowanie, to po trzech zaslyszanych
    wywiadach przeprowadzonych raz z aktorka, drugi raz z jej mezem, tez
    aktorem i z trzecia osoba , kobieta, starajaca sie chyba na senatora,
    PRZESTALAM !!!!! Podobne bajeczki a'la Don2, szkoda czasu na powtarzanie...

    Pewnie, ze moze sie zdarzyc, ale niektorzy choruja na "slawe"
    i lekkie pieniazki, a prawnicy i psychologowie, musza sie czyms zajac...
    Uwazam, ze jesli "zdarzenie" ma miejsce, momentalnie KRZYCZ, a nie dopiero
    po latach obwieszczaj swiatu...

    O trzecim swiecie, nie pisze, tam jest wszystko mozliwe.
  • 08.04.06, 20:28
    Uwazam, ze jesli "zdarzenie" ma miejsce, momentalnie KRZYCZ, a nie dopiero
    > po latach obwieszczaj swiatu...

    OOOO! I tu Bella ma racje ! Zgodnie z ruskim przyslowiem:Jak cie
    gwalca,rozluznij sie i staraj sie znalezc w tym zadowolenie. Faktycznie po
    latach glupio twierdzic ,ze to byl koszmar :))))))
    PS jak ci moja bajeczka nie pasi ,to se sama napisz,madrala jaka!
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 08.04.06, 21:43
    czy jestes aby pewny tego, ze bylo to tylko molestowanie,
    a nie gwalt ??? a moze kolega mial bujna fantazje, zblizona
    do Twojej ????


    Pani (przyszla ? ) senator (56 latek) , dopiero po smierci ojca
    wyznala ta straszna PRAWDE, i to w momencie, kiedy starala sie
    o stoleczek, bylo tez jeszcze o jej 2 siostrach, ale nie
    pamietam juz czy byly rowniez molestowane/ gwalcone noc w noc...

    oczywiscie matka udawala , ze o niczym nie wie, nie chciala
    bowiem psuc kariery/reputacji mezowi i takie tam podobne bzdury
    (tak, tak, pytanie o matke padlo)...

    ps. a co z end'em ? bedzie ?


  • 08.04.06, 14:55
    chris-joe napisał:

    > Gdy organizacjom gejowskim odda sie przytulki/sierocince/szkoly itp. do
    > zarzadzania i co jakis czas beda sie ujawniac tego typu skandale? Tak!

    Jak to bylo z tym "oddawaniem" kosciolowi przytulkow, sierocincow , szkol itp.
    juz Ci Toska napisala.

    Ja mam inne pytanie- dlaczego nie robisz jeszcze nagonki na cale srodowisko
    nauczycielskie po paru skandalach w USA, kiedy to nauczycielki uwodzily swoich
    uczniow.

    A propos, przypomina mi sie nasza nie tak dawna dyskusja na temat wypowiedzi
    Kaczynskiego , czy kogos z jego entourage´u ze homoseksualisci nie powinni byc
    nauczycielami. Pamietam, ze zarzucales mi, ze sie oburzam na cale srodowisko
    homoseksualne, tylko dlatego, ze jakis tam gej w czasie parady w Berlinie
    pokazal publicznie przyrodzenie....

  • 08.04.06, 14:46
    W Polsce jest 95% katolikow ´, nie wiem ile ksiezy, diecezji itd. a mialy
    miejsce tylko 2 wypadki molestowania dzieci- w Tylawie i w Poznaniu (niech mnie
    ktos poprawi, jezeli sie myle), w Niemczech katolikow jest procentowo wiecej a
    molestowanie zero.

    A w USA, w jednej tylko archidiecezji 63 przypadki ksiezy pedofilow?

    Moze to jakas amerykanska specyfika, co? ..))
  • 08.04.06, 15:56
    maria421 napisała:


    > A w USA, w jednej tylko archidiecezji 63 przypadki ksiezy pedofilow?
    > Moze to jakas amerykanska specyfika, co? ..))

    Tak to jest, prawnicy tutaj zawsze mieli sie swietnie...

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 08.04.06, 14:35
    Oto, co na ten temat mowia amerykanskie badania:

    72.14.203.104/search?
    q=cache:ceBrTrFSZn0J:www.narth.com/docs/RationaleBasisFinal0405.pdf++%
    22homosexual+orientation%22+adoption&hl=pl&gl=pl&ct=clnk&cd=5

    Wiec moze jednak kosciol ma racje?
  • 08.04.06, 15:12
    moglabys zajrzec po prostu na en.wikipedia.org/wiki/Main_Page
    wrzucic haslo "gay adoption", poczytac, zajrzec na "external links" na samym
    dole, m.in. ten www.apa.org/pi/parent.html

    Ale to byloby zbyt proste. Tak wiec zostalas z NARTH, toska i swiatlem...

    Milo bylo.
  • 08.04.06, 16:36
    Jako opetany duchem tolerancji na tym forum oraz popierajacy rownosc w
    traktowaniu kazdego,zwracam sie z unizona prosba o dolaczenie mnie do n/w
    forumowiczow.Pozwolisz ,ze zawiadomie Cie CJ o egzystencji forumowiczow
    majacych zupelnie lub mniej rozbiezne poglady na temat
    spraw dotyczacych praw,ktore chca uzyskac ludzie plci obojga o podobnej do
    Twojej preferencji sexualnej.PS.Czasami wrecz prowokujesz do odlozenia na bok
    "konwenansow" i nie miej nikomu za zle,ze...itd


    Ale to byloby zbyt proste. Tak wiec zostalas z NARTH, toska i swiatlem...
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 08.04.06, 21:37
    Przychylam sie do powyzszej prosby i niniejszym rewiduje cytowane zdanie. Winno
    ono brzmiec:

    Tak wiec zostalas z NARTH, toska, swiatlem i donem.

    (zdanie powyzsze pozostawiam otwartym i mozna je wydluzac np. w formie petycji :))
  • 08.04.06, 16:51
    chris-joe napisał:

    > en.wikipedia.org/wiki/Narth
    > niekiedy myslalem o tobie inaczej, sorry...

    Ja tez, Chris. Myslalam ze jeste naprawde otwarty. Tymczasem wiedze, ze
    dzielisz ludzi miedzy "Kto nie jest ze mna ten jest przeciw mnie".
    Wielkie gadanie o tolerancji jezeli dotyczy ona Ciebie samego, ale zero
    tolerancji dla tych, ktorzy mysla inaczej.
  • 08.04.06, 21:34
    Otwarty na co, kobieto?! Na tych, ktorzy zycza sobie mnie zakwalifikowac jako
    chorego, wariata, lub zlo wcielone?
    Ktorzy z cala powaga idioty powoluja sie na zrodla, ktore wobec mainstreamowej
    nauki sa mniej wiecej tym, czym rewizjonisci pokroju 'holocaust deniers' wobec
    uznanej historii 20. wieku?

    Masz kompletna racje- moja otwartosc konczy sie tam, gdzie ktos usiluje mi
    odmowic absolutnie pelnego czlowieczenstwa, gdzie z wieksza lub mniejsza doza
    niecheci usiluje sie mnie "naprawiac" przez katecheze, terapie grupowa, lub
    elektrowstrzasy, badz gdzie 'humanitarnie' 'z zatroskaniem' i 'miloscia
    blizniego' odziela sie we mnie 'grzech od grzesznika'.

    Zgadzamy sie- tam moja tolerancja sie wyczerpuje.
  • 08.04.06, 21:40
    a po co obwieszczach swiatu CO I Z KIM robisz za zamknietymi drzwiami ????
    nikogo to absolutnie nie interesuje... czuje sie tylko obrzydzenie...sorry
  • 08.04.06, 21:43
    Maryska, lista twych poplecznikow, jak widac, rosnie! :))
  • 08.04.06, 21:46
    zawiadamiam, ze do zadnych sekt/grup nie naleze,
    z tlumem sie tez nigdy nie mieszam...
  • 08.04.06, 23:03
    > Masz kompletna racje- moja otwartosc konczy sie tam, gdzie ktos usiluje mi
    > odmowic absolutnie pelnego czlowieczenstwa, gdzie z wieksza lub mniejsza doza
    > niecheci usiluje sie mnie "naprawiac" przez katecheze, terapie grupowa, lub
    > elektrowstrzasy, badz gdzie 'humanitarnie' 'z zatroskaniem' i 'miloscia
    > blizniego' odziela sie we mnie 'grzech od grzesznika'.

    oho, ales "polecial" .
    dopisuje sie do beli
    - absolutnie nie interesuje mnie co robisz za zamnknietymi drzwiami- pod
    warunkiem ze drzwi trzymasz zamkniete. a jesli juz uchylasz- czy wrecz
    otwierasz na osciez i do tego krzyczac glosno - to robisz to na wlasne ryzyko.
    nie zadaj za to glaskania po glowce, bo to smieszne.
    ja rozumiem, ze masz urazy z dziecinstwa, itp., ale chyba czas z nich
    wyrosnac, nie?

    ps. jestem przyciwna adoptowaniu dzieci przez dwoch mezczyzn - bez wzgledu na
    to jakiej oni sa orientacji. jasne?
    nie interesuje mnei eksperymentowanie na kims a zwlaszcza na dziecku. zakladam
    mozliwosc sytuacji wyjatkowych - w ktorych przewaza dobro DZIECKA (rozumiesz?
    dobro dziecka nie "prawo" kogostam, orientacja- obojetna).

    --
    miałbym pewien pomysł ale nie myslcie, że byłby dobry
  • 09.04.06, 15:08
    Powtornie radze Ci wziac zimny prysznic, bo histeryzujesz Wasc jak cholera.

    JA CI ODMAWIAM PELNEGO CZLOWIECZENSTWA ????

    Zwariowales???

    Od CZTERECH LAT sie znamy, od czeterach lat pisujemy sobie na rozne tematy, raz
    sie zgadzajac raz nie, jak to zwasze bywa, i Ty nagle teraz wyskakujesz wielce
    obrazony i urazony ze ja Ci odmawiam pelnego czlowieczenstwa???

    Zejdz na ziemie, Chris, nie jestes zadnym gatunkeim pod szczegolna ochrona,
    jestes takim samym czlowiekiem jak kazdy inny (to tak a propos pelnego
    czlowieczenstwa) i jako taki nie jestes wolny od krytyk.

    Przytoczylam link, ktory nawet sie nie otwiera, czego wczesniej nie zauwazylam,
    wiec najprawdopodobniej nawet go przeczytac nie mogles. Ale wystarczylo, ze
    przeczytales "narth" zeby zareagowac jak diabel na wode swiecona, ba! nawet
    porownac NARTH do "holocaust deniers".Czy to nie za duzo???
    Ktos, kto sie nie zgadza z usunieciem homoseksulaizmu z listy dewiacji
    sekslualnych (podobno sama APA nie byla co do tego zgodna i w koncu usuniecie
    homosekusalizmu dokonano za pomoca glosowania, lecz nie jednoglosnie), ktos,
    kto podobno ma jakies rezultaty w leczeniu homoseksualizmu jest tego samego
    pokroju co "holocaust deniers"???

    Wiesz na czym polega WOLNOSC swiatopogladowa? Ze Ty nie musisz wierzyc w Boga,
    a ja nie musze wierzyc w to, ze homoseksualizm jest tak samo dobry jak
    heteroseksualizm.

    Wolno Tobie- wolno i mnie.

    Mam nadzieje, ze sie rozumiemy.
  • 09.04.06, 18:12
    "Bo histeryzujesz pan"
    - argument histerii, byl najczesciej uzywanym argumentem w walce z sufrazem.
    Panowie sto lat temu, gdy kobity walczyly o swe prawa, wiecznie je
    "dyskwalifikowali" ze wzgledu na rzekoma "kobieca histeryczna niepoczytalnosc".
    Do dzis np. w PL parlamencie rozni tacy usmiechaja sie porozumiewawczo, gdy
    poslanka z innej frakcji podniesie nieco glos. "Jak tu z baba rozmawiac".
    Bo wiadomo, faceci sobie nabluzgaja, ale "po mesku". Ale baby...

    No i oczywiscie, dzis: "Ale pedaly..."

    "nie jestes zadnym gatunkeim pod szczegolna ochrona"
    - kolejny argument typu toski i reszty rodziny. Ja absolutnie nie pozwalam na
    traktowanie siebie wlasnie w kategoriach wyjatkowych i zadam traktowania mnie
    IDENTYCZNIE jak ciebie. Tzn. ze nie pojde na zadne kompromisy w temacie
    pozwalania nam na zrzeszanie sie, zawierania zwiazkow prawnie uznawanych na
    rowni z twoimi, adopcji przez osobnikow o mojej orientacji.

    Tu sie nie dogadamy. Dla mnie to sa fundamenty, dla ciebie- "szczegolna ochrona".


    Link NARTH sie nie otworzyl, ale potrafilem go otworzyc sam. Zreszta nie
    potrzebowalem, bo akurat NARTH jest mi b. dobrze znany, jak i pare innych
    pokrewnych organizacji.
    Byc moze NARTH byl dla ciebie nowoscia, gdy go odkrylas w poplochu przerzucajac
    setki googlowskich rezultatow poszukiwan, ktore nie byly po twojej mysli, az
    wreszcie znalazlas "swoich". Ja -i MY- NARTH znamy.
    Gdy bedziesz pilnie potrzebowala innych linkow do organizacji dokumentujacych
    nasza "chora nature", zwroc sie do mnie. Zaoszczedze ci czas.


    "Ktos, kto sie nie zgadza z usunieciem homoseksulaizmu z listy dewiacji
    sekslualnych (podobno sama APA nie byla co do tego zgodna i w koncu usuniecie
    homosekusalizmu dokonano za pomoca glosowania, lecz nie jednoglosnie), ktos,
    kto podobno ma jakies rezultaty w leczeniu homoseksualizmu jest tego samego
    pokroju co "holocaust deniers"???"

    APA nie byla zgodna co do wielu rzeczy raptem kilkadziesiat lat temu.
    Onanizm byl do niedawna uznawany za szalenie szkodliwa dewiacje. Stosunki
    pozamalzenskie takze. (Stworzono w tej materii bogata literature "medyczna",
    ktora dzis uznajemy za banialuki.)
    "Medycyna" do niedawna miala szalenie "wyrafinowane" instrumentarium sluzace do
    definiowania wyzszosci oraz nizszosci tej i innej rasy ludzkiej.
    O calej plejadzie bzdur na temat seksualnosci kobiecej (czy jej braku) wspominac
    nie bede, by ci zaoszczedzic oburzenia.

    Przy obalaniu tych "naukowych teorii" jednomyslnosci rowniez nie bylo.

    "Wiesz na czym polega WOLNOSC swiatopogladowa? Ze Ty nie musisz wierzyc w Boga,
    a ja nie musze wierzyc w to, ze homoseksualizm jest tak samo dobry jak
    heteroseksualizm."

    -powiedz Zydowi, ze go osobiscie lubisz, nie zgadzasz sie jedynie z teoria, ze
    Zydzi nie sa zagrozeniem dla "Arian" i winni byc traktowani na rowni, to cie
    twoj Zyd (mam nadzieje) spusci ze schodow.
    Powiedz Polakowi, ze szanujesz jego historie i kulture, jednak rasowo i
    genetycznie Polacy sa nieco ponizej Niemcow i Anglikow, to cie -mam nadzieje- na
    taczkach wywiezie.
    Pedal jednak musi sie pogodzic z takimi "roznicami swiatopogladowymi", bo
    inaczej przejawia "typowa pedalska histerie", badz domaga sie "szczegolnej ochrony".


    "Wolno Tobie- wolno i mnie. Mam nadzieje, ze sie rozumiemy."

    -no wlasnie, ze sie nie rozumiemy. Toleruje cie na tym forum jako pewnego
    -ciekawego na swoj sposob- nicka, jednak w zyciu realnym, bym sie od ciebie
    trzymal baaaardzo z daleka.





  • 09.04.06, 18:54
    Pamietam, jak zaczelismy,Ty i ja, nasza pierwsza rozmowe na Bisie. Pamietam, ze
    byl to watek "Tolerancja". 4 lata minely, ale pamietam, ze napisalam ze pomimo,
    ze nie jestem w stanie zrozumiec Twojej seksualnosci, gotowa jestem walczyc
    Twoje prawo do niej.
    Napisalam wtedy, ze hetero i homo nigdy nie beda w stanie zrozumiec sie w
    kwestii seksualnosci. Ale moga przeciez miec tysiace innych plaszczyzn
    porozumienia.

    Po czterech latach powtarzam to raz jeszcze. Powtarzam , Chris- nie interesuje
    mnie z kim Ty sypiasz i uwazam ze nikogo to nie powinno obchodzic. Uwazam, ze
    nie powinno to w zadnym stopniu wplywac na ocene Ciebie jako CZLOWIEKA.

    Ale to Tobie nie wystarcza. Ty zadasz abym albo absolutnie popierala kazde ,
    chocby najmniej sensowne zadanie homoseksualistow, lub, jezeli nawet tego nie
    popieram, to zebym trzymala jezyk za zebami, bo kazda krytyka przeciez moze Cie
    urazic.

    Nie chce rozpoczynac debat na tematy na jakich sie nie znam. Nie wiem, czy APA
    ma racje, czy ma ja NARTH. Dla mnie jedna organizacja jest tak samo dobra jak
    druga.
    Kiedys homoseksualizm byl na liscie dewiacji, teraz nie. Czy jest dewiacja czy
    nie- ja nie wiem. Naukowo da sie udowodnic wszystko, nawet wyzszosc ekonomii
    socjalizmu nad ekonomia kapitalizmu.

    Tak wiec, poniewaz nauka udowodnila wiekszoscia glosow, ze homoseksualizm nie
    jest dewiacja, nastapilo wielkie wyzwolenie homoseksualistow, jeden wielki
    outing. W porzadku. Mamy w Berlinie burmistrza geja, nic mi do tego.
    Wolno w Niemczech zawierac zwiazki partnerskie- ok, a co mi do tego.

    Ale w momencie, kiedy za "pelnie czlowieczenstwa" para homoseksualna uwaza
    osiagniecie prawa do adopcji dzieci, w tym momencie, Chris, moja tolerancje
    siega granic. Konczy sie. W tym momencie prawo pary homoseksualnej jest
    postawione ponad prawo dziecka do posiadania matki i ojca.

    Dajesz mi znac, ze bardzo Cie urazilam. Czy moge wiedziec, Chris, CZYM?
    Aby mi powiedziec jak bardzo Cie urazilam przytaczasz przyklady antysemityzmu
    czy antypolonizmu.
    Jak myslisz, Chris, czy antykatolicyzm nie moze katolika bolec?
    Czy pisanie o kosciele w sposob taki, jak Ty to robisz, nie moze bolec?

    Chcesz sie ode mnie trzymac z daleka... coz, gwarantuje Ci, ze sie do Montrealu
    nie wybieram, mozesz spac spokojnie.


  • 06.04.06, 18:02
    mnie nie tak latwo zdenerwowac, Twoj trud z wyszukiwaniem nowych linkow tez
    daremny.
  • 06.04.06, 20:54
    Nie da się ukryć że trwa zmasowany atak tęczowych mediów na Kościół Katolicki.
    Łatwo go przeprowadzać w Ameryce bo KK w odwrocie. Uderzany raz po raz
    sfingowanymi w większości przypadków procesami o molestowanie, nie dysponującym
    mediami, a którego jedyną bronią jest działalność charytatywna i edukacyjna,
    jest łatwym celem. Jakiś ksiądz kiedyś moje dziecko objął, do sądu!
    Mój syn przez lata był wystawiony na piekło dżungli szkoły publicznej poniżany
    przez ponoć światłego i otwartego nauczyciela, zanim wreszcie znalazł
    bezpieczne schronienie w szkole katolickiej. A i tak parafia do której należy
    jego szkoła jest w dużych parapatach bo lewicowe cwaniactwo właśnie sobie
    przypomniało że przed laty ktoś się na kogoś spojrzał więc huzia do sądu o
    molestacje. Dlaczego nikt nie poda do sądu nauczycieli szkoły publicznych o
    psychiczne dołowanie dzieci, o katastrofalną edukację, o traktowanie swojego
    nauczycielskiego zawodu jak skaranie boskie od 8 rano do 3 po południu, o
    traktowaniu uczniów jak wrogów w wygodnym pobieraniu czeków od pierwszego do
    pierwszego, za kompletny brak jakiegokolwiek powołania do zawodu?
    Odpowiedź jest natychmiastowa - bo za szkołą katolicką nie stoi nic poza
    sumieniem i powołaniem, a za szkołą publiczą stoją potężne związki zawodowe
    którym nie podskoczy nikt. Każda tłusta krowa pierdząca w swój nauczycielski
    stołek od dziesiątków lat i niszcząca kolejne pokolenia dzieci jest chroniona
    przez związki na całe życie i biada temu kto podskoczy!
    Natomiast za szkołą katolicką jest jedynie skromny zakon sióstr proszących
    jedynie o modlitwę.
    Koszmar trwa.
    Do was wszystkich kolorowych cwaniaków kutych na cztery kopyta - jak czujecie
    się na tyle silni atakować leżącego, to zaatakujcie kościoły protestanckie. Tam
    pod płaszczykiem biblii odgrywają się rzeczy o wiele wiele gorsze. Tam terror
    psychiczny jest prawdziwy a nie wyimaginowany. Może na nich się cwaniacy
    rzucicie! A może też się wy światli sprawiedliwcy spróbujcie wejrzeć piekło
    nauczycielskich związków zawodowych?
    O nie, dla was niech świat się pali, niech społeczeństwo legnie w gruzach, ale
    wasz kolorowy sztandar ma łopotać!

    Tęczowa hipokryzja dochodzi do kolejnych szczytów i ani myśli zwalniać.
    Mario, życzę ci wytrwałości.

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 07.04.06, 04:17
    Światło napisał;...Mój syn przez lata był wystawiony na piekło dżungli szkoły
    publicznej poniżany
    przez ponoć światłego i otwartego nauczyciela, zanim wreszcie znalazł
    bezpieczne schronienie w szkole katolickiej. A i tak parafia do której należy
    jego szkoła jest w dużych parapatach bo lewicowe cwaniactwo właśnie sobie
    przypomniało że przed laty ktoś się na kogoś spojrzał więc huzia do sądu o
    molestacje. Dlaczego nikt nie poda do sądu nauczycieli szkoły publicznych o
    psychiczne dołowanie dzieci, o katastrofalną edukację, o traktowanie swojego
    nauczycielskiego zawodu jak skaranie boskie od 8 rano do 3 po południu, o
    traktowaniu uczniów jak wrogów w wygodnym pobieraniu czeków od pierwszego do...


    ODP: Pracowałam 4 lata w publicznej szkole średniej dla młodzieży TRUDNEJ. Jest
    to zamkniete koło - nie wiem kto kogo bardziej torturawał; Ja młodzież czy
    młodzież mnie. Stwierdzenie, że pracują tam 'tłuste krowy' pochodzi od kogoś
    kto ma zupełny braku trzeźwej oceny rzeczy.
    Moje doświadczenia wskazują, że w trudnej szkole publicznej nie ma miejsca
    dla 'tlustych krów', gdyż te wypadają na 'stress leave' w ciągu 6 miesięcy.
    Podobnie odpadali wszyscy Ci, którzy próbowaliby nadużywać swoje przywileje
    nauczycielskie. Naturalna selekcja - oto główny proces jaki przebiega w takich
    szkołach. Odpadaja więc wszyscy 'dziwni nauczycile'; homoseksualiści, kulawi,
    łysi i na konu Ci z akcentem (czyli Ja).
    Za każdym 'zwichrowanym' młodzieńcem stoi dziwna matka z ojcem (o ile można
    zidentyfikować), na widok ktorego uciekałabym w popłochu. Koszmarna szkoła.
    Młodzież, która miałaby szanse, gdyby miała innych rodziców i w tym wszystkim
    nauczyciele - najlepsi jacy istnieją, bo Ci co sobie nie dawali sobie rady
    dawno pouciekali.

    Obwinianie nauczycieli jest grubą pomyłką. Stworzono SYSTEMY - które są
    bezosobowe, bez odpowiedzialności, bez morałów. Szkoły publiczne są systamami,
    gdzie nauczyciel ma powiedziane jak mówić i pracować, i w ramach tego albo to
    akceptuje, albo musi sobie znaleźć inną pracę. Ja wybrałam to drugie, po małym
    incydencie gdzie uczeń 'niechcący' zaserwował w moją potylicę piłką tenisową.
    Wiele sie nie stało, chociaż w sumie to wiele nie pamiętam. Minus jeden w
    jednym oku i plus jeden w drugim, oraz wymazane wszystkie numery.

    Góral próbował walczyć - zakończył pracę w trudnej szkole z twarzą pociętą
    żyletką i procestem sądowym z systemem. Nie żaluje niczego. Gęba się wygoiła,
    proces sądowy, który trwał 2 lata wygrał - w wyniku czego dyrektor psychopata
    wyleciał. Psychopata-uczeń, która go pociął nigdy nie został odnaleziony.
    Domyślamy się, że Goral trafił na intratną tranzakcję sprzedaży narkotyków,
    która odbywała się w męskiej toalecie.

    W efekcie całej 'rozpierduchy'; tej z dyrektorem, gdzie Góral się 'wqurwił'na
    dyrekcję,że pozwala na burdel na kółkach w wyniku czego cierpi młodzież - cały
    system; czyli Departament się wypiął. Zawiesili go w prawach na czas nie
    określony oraz nasrali w papiery. Prawnik poradził mu, żeby sobie znalazł inna
    pracę, gdyż w wyniku walki z systemem ma 'przechlapane' i NIGDY nie dostanie
    awansu albo najprawdopodbniej usuną Go jakoś.

    Jak powiedziałam 'Góral' nie ma żalu - znalazł sobie inną pracę, która nie
    tylko 4 razy lepiej płaci ale daje też satysfakcje i grozi żadnymi
    uszkodzeniami.

    Jak czytam o tych 'leniwych krowach' w szkołach publicznych to mam
    chęć 'przypierdolic' lub wysłać delikwenta żeby sam pouczył w takiej szkole
    przez miesiąc i póżniej sie wypowiedział.

    Jeśli masz już z czymś Światło walczyć - walcz z systemem i zostaw nauczycieli
    w spokoju.

    Mój syn po tym całym wydarzeniu ukończył szkołe publiczną. Zaciełam się. Ja się
    męczyłam, ojciec się męczył - nie ma lekko, niech wie jak wygląda prawdziwe
    życie.

    Wątek squrwiony i poprzeklinany ale wciąż jeszcze gdzieś mnie telepie jak sobie
    pomyślę.

    Kan
  • 07.04.06, 05:54
    kan_z_oz napisała:

    >> Obwinianie nauczycieli jest grubą pomyłką. Stworzono SYSTEMY - które są
    > bezosobowe, bez odpowiedzialności, bez morałów. Szkoły publiczne są
    > systamami, gdzie nauczyciel ma powiedziane jak mówić i pracować, i w ramach
    > tego albo to akceptuje, albo musi sobie znaleźć inną pracę. Ja wybrałam to
    > drugie, po małym incydencie gdzie uczeń 'niechcący' zaserwował w moją
    > potylicę piłką tenisową.

    W szkołach specjalnych są specjalni nauczyciele, u nas też takie są w centrum
    miasta. Nauczyciel dziękuje Bogu każdego dnia że przeżył. Trzeba być stworzonym
    aby tam pracować. Taka pierdzidupa tam nawet nie złoży podania o pracę.

    Szkoła mojego syna to zwykła szkoła na przedmieściach dla lokalnej klasy
    średniej pracującej. Ot taka ładna z zewnątrz, będąca jednak częścią "systemu"
    o jakim mówisz od środka. Tam właśnie idą wszystkie pierdzidupy ochraniane
    przez związki zawodowe. Tam się pracuje od 8 rano do 3 po południu od czeku do
    czeku. Tam wykonuje się robotę jak najmniejszym kosztem, a uczniowie mają tylko
    się wpasować w grzeczny tłum i nie przeszkadzać w pracy. A jak uczeń się
    wychyli to w łeb. Mój syn się wychylił bo był za dobry z muzyki więc
    postanowiono go udupić w kazdym przedmiocie aby poznał swoje miejsce. Długa
    historia, nie chce mi się gadać. Morał jest że system publiczny cię zdepcze
    jak mu podskoczysz.
    Szkoła katolicka do jakiej teraz zapisaliśmy syna jest jak niebo do piekła.
    Dedykowani nauczyciele, z powołaniem i misją szerzenia edukacji i moralności. Z
    misją rozwijania wyobraźni i kreatywności. Z misją traktowania każdego ucznia z
    osobna. Z misją wyrabiania u uczniów potrzeby rozwijania talentów jakiekolwiek
    one są.
    Szkoła prowadzona jest przez siostry zakonne. To znaczy większość nauczycieli
    jest świeckich, ale całe zarządzanie jest prowadzone przez siostry. Siostry są
    wspaniałe. Bardzo mądre, dobre i o bardzo wysokim wykształceniu. Żyją na
    poziomie minimum przeżycia w przyległym budynku. Ich misją jest charytatywność
    i szerzenie dobra.
    Niestety lewackość postanowiła zbić kabzę na fali i parafia jest zagrożona
    bankructwem z powodu wyimaginowanych procesów o tzw. "molestację". Łatwo się
    teraz na to załapać. Jak chcecie zbić łatwą forsę i nie macie zbyt dużo
    morałów, to przyjeźdzcie tutaj, podajcie jakiś wymyślony epizod to może się na
    parę dolarów też załapiecie.

    > Góral próbował walczyć - zakończył pracę w trudnej szkole z twarzą pociętą
    > żyletką i procestem sądowym z systemem. Nie żaluje niczego. Gęba się wygoiła,
    > proces sądowy, który trwał 2 lata wygrał - w wyniku czego dyrektor psychopata
    > wyleciał. Psychopata-uczeń, która go pociął nigdy nie został odnaleziony.
    > Domyślamy się, że Goral trafił na intratną tranzakcję sprzedaży narkotyków,
    > która odbywała się w męskiej toalecie.

    Jestem pełen respektu dla Górala.

    > W efekcie całej 'rozpierduchy'; tej z dyrektorem, gdzie Góral się 'wqurwił'na
    > dyrekcję,że pozwala na burdel na kółkach w wyniku czego cierpi młodzież -
    > cały system; czyli Departament się wypiął. Zawiesili go w prawach na czas nie
    > określony oraz nasrali w papiery. Prawnik poradził mu, żeby sobie znalazł
    > inna pracę, gdyż w wyniku walki z systemem ma 'przechlapane' i NIGDY nie
    > dostanie awansu albo najprawdopodbniej usuną Go jakoś.

    System jest iście orwellowski. Lewicowy orwellizm dzisiaj jest jak lawina, jak
    walec. Mam jednak nadzieję że kiedyś, może wkrótce, uda się go zatrzymać i
    rozbić. Nadzieja w dobrych ludziach, jak te siostry zakonne prowadzące naszą
    szkołę katolicką.

    > Jak czytam o tych 'leniwych krowach' w szkołach publicznych to mam
    > chęć 'przypierdolic' lub wysłać delikwenta żeby sam pouczył w takiej szkole
    > przez miesiąc i póżniej sie wypowiedział.

    No to sobie 'przypierdol'. Ulżyj sobie, pozwalam...

    > Jeśli masz już z czymś Światło walczyć - walcz z systemem i zostaw
    > nauczycieli w spokoju.

    Nauczyciele o jakich mówię są przedłużeniem systemu, są jego częścią i jego
    beneficjentami.

    > Mój syn po tym całym wydarzeniu ukończył szkołe publiczną. Zaciełam się. Ja
    > się męczyłam, ojciec się męczył - nie ma lekko, niech wie jak wygląda
    > prawdziwe życie.

    Ja myślę inaczej. Nie trzeba przejść przez dżunglę aby się nauczyć życia. Tak
    samo jak nie trzeba ćpać i być w rynsztoku aby poznać prawdę. Wiele rzeczy da
    się obejść i nie ma potrzeby ryzykować przejścia przez dżunglę. Moje dwoje
    starszych dzieci przeszły przez to i chwała Bogu się udało, choć niewiele
    brakowało do złego. Z trzecim nie zamierzam testowac jego siły i odporności.

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 07.04.06, 09:27
    Swiatlo, moja corka tez skonczyla katolickie gimnazjum prowadzone przez siostry
    zakonne, i pewno cale zycie bedzie z tego dumna i zadowolona. W jej szkole nie
    bylo przemocy, nie bylo narkotykow ani innych problemow. Ale, aby sie do tej
    szkoly dostac nalezalo przejsc przez duze sito, a i wyleciec z niej latwo bylo.
    Tak wiec o sukcesie szkoly decyduje tez dobor uczniow.

    Te szkoly, ktore musza brac kazdego kto ma do odrobienia obowiazek szkolny,
    wygladaja inaczej. Nie jest to tylko wina nauczycieli, jest to rowniez wina
    uczniow, a wlasciwie ich rodzicow.

    W Niemczech ostatnio trwa debata nad szkolnictwem panstwowym , po tym , jak
    nauczyciele z jednej z berlinskich Hauptschule (czyli ze szkol srednich
    najnizszego stopnia) zadeklarowali kapitulacje i poprosili wladze o interwencje.
    W szkole tej jest 83,5 cudzoziemcow, glownie pochodzenia arabskiego i
    tureckiego, ( w innej berlinskiej Haupschule jest 93% cudzoziemcow), uczniow,
    ktorzy przychodza do szkoly uzbrojeni, ktorych nauczyciele sie boja.
    Najlepszy nauczyciel nie wytrzymuje takiej sytuacji.

    Narazie wladze zaoferowaly tej berlinskiej szkole pomoc policji. Ale co bedzie
    dalej?
  • 07.04.06, 10:38
    Mój syn się wychylił bo był za dobry z muzyki więc
    postanowiono go udupić w kazdym przedmiocie aby poznał swoje miejsce. Długa
    historia, nie chce mi się gadać. Morał jest że system publiczny cię zdepcze
    jak mu podskoczysz.

    Zatkalo mnie zupelnie ! Ty Swiatlo jestes pewien,ze to co napisales ma sens?
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 07.04.06, 11:05
    > W szkole tej jest 83,5 cudzoziemcow, glownie pochodzenia arabskiego i
    > tureckiego, ( w innej berlinskiej Haupschule jest 93% cudzoziemcow),


    Moj brat jest nauczycielem w szkole ze 100 % cudzoziemskich dzieci.Glownie
    Arabstwo wszelakich kolorow oraz Murzyni z calej Afryki i troche dzieci z
    Kosova itp. Chaos kompletny,zadnej nauki itp. Szkola istnieje bo taki jest
    przepis o szkolnictwie,nauczyciele przychodza ,gdyz za to im placa.Wg relacji
    brata-pracuja tam ludzie,ktorzy nie maja ani ambicji ani wysokich
    umiejetnosci.Brat nie jest zawodowym nauczycielem-niby uczy czegos tam,ale to
    tylko fikcja.Juz wkrotce przejdzie na emeryture i o to tylko mu chodzi.Zreszta
    nie jest mozliwoscia nauczyc te zdziczale do cna indywida czegokolwiek-i po
    prawdzie dawno zaprzestano z probami.W rodzicach oparcia szkola i tak nie
    ma ,bo to w 90 % analfabeci i nie zajmuja sie sprawami nauczania itp
    Nikt "normalny" by swoich dzieci do takich szkol nie posylal-a jest takich
    szkol coraz wiecej
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 07.04.06, 12:23
    Dla informacji : minister szkolnictwa nazywa sie Ibrahim Baylan-Turek.Sa
    tacy,ktorzy uwazaja to za anomalie.Ja uwazam ,ze w kraju ,ktory ma ponad 10 %
    ludnosci urodzonej gdzies indziej i liczba ta raczej sie zwieksza,to jest
    zupelnie OK.
    --
    ----------------------------------------
    www.mmj.pl/~cichy/motylek.swf
  • 07.04.06, 12:21
    moglbym tak powiedziec gdybym byl Lechem ale nie jestem.
    Uwazam ze swiat "cywilizowany" uzywa roznych Kart, Ustaw i Przepisow zeby
    zapracowani rodzice nie musieli sie zajmowac dziecmi.
    Rodzice maja pracowac a pastwo ma wychowywac.
    Jakie sa tego wyniki wiemy.
    Ja uwazam ze wychowanie nalezy do rodzicow i oni musza ponosic odpowiedzialnosc
    za wszyskie "wyczyny" swoich dzieci.
    Ale to teoria bo w praktyce widzimy jak to sie dzieje.
    Kazdy z nas jakims stopniu chce takich czy innych ograniczen z powodu czegos
    czy kogos.
    Sadze czekaja nas nieciekawe czasy i obecne pokolenie dzieci - moze ich czesc
    da nam "popalic".
    Choc moze jest nadzieje za az tak zle nie bedzie.
    W OZ zrobiona ankiete wsrod mlodziezy i okazalo sie ze zdecydowana wiekszosc
    nie pochwala tego co sie dzieje i uwazaja ze rodzice nie maja pojecia jak
    chowac dzieci. Brak obowiazkow byl bardzo wysoko na ich liscie.
    --
    Ozpol
    I po co ???
  • 10.04.06, 11:12
    Nie jestem zwolennikiem prawnego uregulowania „wszystkiego co sie da“ a tym
    samym nie uwazam wprowadzenia „policyjnej godziny“ dla dzieci za sensowne.
    Rownoczesnie jestem zdania, iz „zycie nocne“ nie jest czyms, czym powinien
    zajmowac sie nastolatek jak rowniez, ze to rodzice powinni byc odpowiedzialni
    za to, by tak sie nie dzialo i ze miast wprowadzac ryczaltowe rozwiazania moze
    lepiej czesciej i doglebniej przygladac sie indywidualnym rodzinom.

    To, ze ksiadz wyszedl z taka propozycja zupelnie mi nie przeszkadza – ksiadz
    jest osoba z autorytetem majaca (rowniez) pomagac gminie w zwalczaniu
    istniejacych problemow, wiec zachowal sie jak najbardziej stosownie wychodzac z
    pomyslem na rozwiazanie istniejacego problemu. Przy tym nie wypowiadal sie o
    tym, jak rodzina ma wychowywac dzieci, tylko jak rozwiazac problem ich
    niekontrolowanego przebywania noca poza domem.

    Jezeli zas chodzi o problem „ksiedza pouczajacego o pozyciu seksualnym“ to
    rzeczywiscie, uwazam, iz brakuje mu (albo porzynajmniej powinno) wszeklich
    doswiadczen, by porad w tej dziedzinie udzielac. Jezeli jednak ktos preferuje
    takie porady od ksiedza, to widocznie cos mu one daja i jakos pomagaja –
    dlaczego wiec nie ma sie po nie do ksiedza udac?

    O homoseksualnych rodzicach jak i molestujacych kiezach bylo juz tyle razy, ze
    chyba rzeczywiscie nic do dodania nie ma. Ja rowniez w tej dziedzinie
    uwazam „prawnie ryczaltowe rozwiazania“ za nieskuteczne i niepotrzebne – sprawe
    nalezy rozwiazywac indywidualnie oceniajac kazdy przypadek osobno, wg. wspolnie
    ustalonych kryteriow.

    Homoseksualne adopcje sa istotnie czyms nowym a tym samym
    niejako „eksperymentem na dzieciach“. Nie sa jednak jedynym „nowym ukladem“, w
    ktorym wzrasta wielu z dzisiejszego mlodego pokolenia. Patchwork – families,
    wciaz zmieniajacy sie tatusiowie / mamusie itd. to rowniez „eksperymenty z
    niewiadomym wynikiem“, ktorych jednak nikt nie zabrania i malo kto sie w nie
    wtraca. Byc moze nalezaloby wprowadzic ostrzejsza instytucjonalna kotrnole
    takich adopcyjnych homoseksualnych rodzin a o skutkach wychowania w takowych
    wypowiadac sie dopiero wtedy, gdy przyniosa one jakies „mierzalne rezulaty“?
    Oczywicie moza powiedziec, iz eksperymentowac na dzieciach nie wolno – mysle
    jednak, iz patrzac na sprawe realistycznie znajdzie sie wiele dzieci zyjacych w
    tak katastrofalnej sytuacji, iz nawet taki „eksperyment“ jest dla nich wyjsciem
    lepszym niz istniejaca sytuacja.

    Co zas do tolerancji, to czytajac ten watek mam wrazenie, iz kazdy oczekuje jej
    dla siebie w indywidualnie bolacym punkcie, poniewaz jest bolacy, rownoczesnie
    nie bedac gotowym do tej samej dozy zrozumienia i co najmniej „taktu“ w
    stosunku do bolaczek innych. Jest to jeden z glownych powodow, dlaczego
    dyskusje emocjonalnie trudne tak czesto i szybko zamieniaja sie w nieprzyjemne
    pola bitew. Ta tutejsza i tak jest jeszcze bardzo wywazona i spokojna w
    porownaniu z np. dyskusjami o rasizmie prowadzonymi w „bialo-czarnym“ skladzie.
    Moze czasem warto sie zastanowic, jak bedzie wygladal „odbior po drugiej
    stronie“ zanim sie cos powie, nawet jezeli ma sie do tego „prawo“ i jest to
    ugruntowana wlasna opinia? „JAK“ zmienia czesto wiele w tym „CO“ sie mowi...


    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 10.04.06, 13:15
    xurek napisała:

    > Jezeli zas chodzi o problem „ksiedza pouczajacego o pozyciu seksualnym
    > 220; to
    > rzeczywiscie, uwazam, iz brakuje mu (albo porzynajmniej powinno) wszeklich
    > doswiadczen, by porad w tej dziedzinie udzielac. Jezeli jednak ktos preferuje
    > takie porady od ksiedza, to widocznie cos mu one daja i jakos pomagaja –
    > dlaczego wiec nie ma sie po nie do ksiedza udac?

    Xurku, z tego co mi wiadomo, ksieza nie udzielaja porad seksualnych.
    W Polsce ( i tylko chyba w Polsce) istnieja kursy przedmalzenskie dla tych,
    ktorzy chca wziac slub w kosciele.
    Tam tez nie ma porad seksualnych, jest tylko przekazywana katolicka wizja
    malzenstwa i rodziny tudziez informacje na temat antykoncepcji metodami
    akcetowanymi przez kosciol.

    > Homoseksualne adopcje sa istotnie czyms nowym a tym samym
    > niejako „eksperymentem na dzieciach“. Nie sa jednak jedynym „
    > nowym ukladem“, w
    > ktorym wzrasta wielu z dzisiejszego mlodego pokolenia. Patchwork – famili
    > es,
    > wciaz zmieniajacy sie tatusiowie / mamusie itd. to rowniez „eksperymenty
    > z
    > niewiadomym wynikiem“, ktorych jednak nikt nie zabrania i malo kto sie w
    > nie
    > wtraca. Byc moze nalezaloby wprowadzic ostrzejsza instytucjonalna kotrnole
    > takich adopcyjnych homoseksualnych rodzin a o skutkach wychowania w takowych
    > wypowiadac sie dopiero wtedy, gdy przyniosa one jakies „mierzalne rezulat
    > y“?
    > Oczywicie moza powiedziec, iz eksperymentowac na dzieciach nie wolno – my
    > sle
    > jednak, iz patrzac na sprawe realistycznie znajdzie sie wiele dzieci zyjacych
    w
    >
    > tak katastrofalnej sytuacji, iz nawet taki „eksperyment“ jest dla n
    > ich wyjsciem
    > lepszym niz istniejaca sytuacja.

    GW podala, ze w USA na adopcje czeka pol miliona dzieci.
    Sprawdzilam, ze w Niemczech co roku tylko 4 tys dzieci jest "freigegeben" do
    adopcji, i ze co roku wplywa 20 tys. podan bezdzietnych malzenstw o adopcje
    dziecka.
    Czyli- liczba malzenstw pragnacych zaadoptowac dziecko jest 5 razy wyzsza niz
    liczba dzieci, ktore moga byc adoptowane. Z tego powodu niemieckie pary
    wybieraja bardzo czesto adopcje za granica.
    Przypuszczam, ze w calej EU jest podobnie, gdyz dostepnosc srodkow
    antykoncepcyjnych, jak tez opieka nad matka i dzieckiem powoduje, ze bardzo
    malo nowonarodzonych dzieci jest oddawanych do adopcji.
    Jest duza ilosc dzieci w domach dziecka, ktore jednak nie mogo bayc adoptowane,
    gdyz ich naturalni rodzice nie zostali pozbawieni praw rodzicielskich.

    Kiedy bierze sie pod uwage te liczby, to ja sie pytam- po co komu w ogole
    dyskusja na temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne, kiedy nie starcza
    dzieci dla malzenstw, ktore chca, a nie moga miec wlasnych dzieci.
    Czemu ma sluzyc ta dyskusja? Przeciez adopcje zagraniczne i tak musza byc
    dokonywane zgodnie z prawem kraju adopcji, na ktore my nie mamy zadnego wplywu.

    Poniewaz przypuszczam, ze w USA moze byc podobnie, to sobie kalkuluje, ze
    poniewaz USA maja 4 razy wiecej ludnosci niz Niemcy, wiec odpowiednio powinno
    byc 16 tys dzieci rocznie do adopcji i 80 tys malzenstw gotowych do
    zaadoptowania. Nie wiem skad ta liczba "pol miliona dzieci czekajacych na
    adopcje", podejrzewam, ze cos sie tu nie zgadza.

    > Moze czasem warto sie zastanowic, jak bedzie wygladal „odbior po drugiej
    > stronie“ zanim sie cos powie, nawet jezeli ma sie do tego „prawo
    > 220; i jest to
    > ugruntowana wlasna opinia? „JAK“ zmienia czesto wiele w tym „
    > CO“ sie mowi...

    Xurku, we wszystkim nalezy znalezc jakis konsens na co i jak. Albo kazdy mowi
    to, co mysli , oczywiscie w miare kulturalny sposob, albo zaczniemy wszyscy
    mowic tylko o pogodzie, kuchni itd. :-)

    Ja, po ostatniej dyskusji z Chrisem sklaniam sie bardziej do dyskusji o
    pogodzie, kuchni i do ogolnego "pucio, pucio"
  • 10.04.06, 14:08
    Nie mam pojecia jak wygladaja liczby „chetni / rodzice vs. dyspozycyjne dzieci“
    ani w Niemczech ani gdzie indziej, bo specjalnie adopcja sie nie interesuje.
    Przypuszczam jednak, ze liczby te nie oddaja jeszcze jednego waznego detalu
    zawartego w przytoczonym przez CJ tekscie a mianowicie grupy dzieci, ktorych
    pary chetne do adopcji adoptowac nie chca (starsze, trudne, chore & Co). Byc
    moze dla tych dzieci owych chetnych heteroseksualnych malzenstw nie starcza?

    Poza tym wydaje mi sie, ze chodzi tutaj o dwie oddzielne sprawy. Jedna
    jest „teoretyczna mozliwosc“ (albo jej brak) adopcji da homoseksualnych par,
    druga faktyczna adopcja. Dyskusja toczy sie mniemam o owa teoretyczna
    mozliwosc, ktorej brak pary homoseksualne uwazaja za dyskryminujacy jak i
    nielogiczny (poniewaz nikt nie jest w stanie zabronic parze lesbijskiej /
    gejowskiej wychowywac wlasne dziecko, wiec de facto dzieci wychowywane w tym
    modelu i tak istnieja). Sprawa selekcji par to nie jest juz dyskusja prawna,
    tylko problem rzetelnosci wykonywanej pracy odpowiednich instytucji i tutaj
    zgadzam sie z Toba, iz z dwoch pod wszystkimi innymi wzgledami identycznie
    przydatnych par wybrana powinna zostac ta heteroseksualna, poniewaz model tez
    znacznie bardziej odpowiada przyjetemu modelowi spolecznemu, wiec szanse
    dziecka na jak najmniejsza ilosc „konfliktowych przezyc“ zdecydowanie sie
    zwiekszaja. Nie jestem jednak pewna, iz wybor „pozostanie w sierocincu
    vs. „nadajaca sie para homoseksualna“ powinien wypasc na korzysc sierocinca. Ja
    nie spotkalam w zyciu co prawda zbyt wielu wychowanych w sierocincu dzieci, te
    jednak ktore spotkalam byly wszystkie zdania, iz jest to najgorsze z mozliwych
    rozwiazan i wszstkie jako dorosle cierpialy nad faktem nie posiadania
    rodzicow / rodziny. Reportarze w mediach zdaja sie te teze potwierdzac (nie
    mowie tutaj o „zlych sierocincach“ tylko o samym fakcie dziecinstwa
    pozbawionego „wlasnych“ rodzicow).

    Zgadzam sie rowniez z Toba, ze dla koscielnych instytucji sprawa „selektywnej
    adopcji albo zadnej“ moze byc w pelni podyktowana wlasnym moralnym dylematem a
    nie politycznymi gierkami. Sadze, iz panstwo / stan ustanawiajace prawo
    stawiajace dana istytucje w takim dylemacie powinno rowniez aktywnie przyczynic
    sie do rozwiazania owego konfliktu, czyli np. ufundowac instytucje
    uzupelniajaca, ktora zajmie sie podaniami par homoseksualnych? Poza tym
    dyskusja wewntarz (i rowniez „od zewnatrz“) z kosciolem na temat jego stosunku
    do par / rodzin homoseksualnych powinna moim zdaniem toczyc sie nadal. Nic nie
    jest niezmienialne, wiec byc moze punkt ten znajdzie kiedys jakies
    zadowalajace „wspolne“ rozwiazanie?

    „Xurku, we wszystkim nalezy znalezc jakis konsens na co i jak. Albo kazdy mowi
    to, co mysli , oczywiscie w miare kulturalny sposob, albo zaczniemy wszyscy
    mowic tylko o pogodzie, kuchni itd. :-)
    Ja, po ostatniej dyskusji z Chrisem sklaniam sie bardziej do dyskusji o
    pogodzie, kuchni i do ogolnego "pucio, pucio"”

    Mysle, ze kazdy z nas ma takie momenty, ze sposob/kierunek dyskusji odbiera mu
    chec na dalsze powazne rozmowy. Nie nalezy brac tego zbyt powaznie, bo i tak
    minie a „pucio pucio“ jest na dluzsza mete cholernie nudne :).


    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 10.04.06, 16:16
    Z pewnoscia dyskusja nad adopcja przez pary homoseksulane jest zdominowana
    przez emocje z kazdej strony i jest to bardziej dyskusja teorytyczna.
    Emocje powoduja, ze szybciutko schodzi sie na temat dyskryminacji
    homoseksualistow, ze operuje sie skrajnosciami- straszny los sieroty w domu
    dziecka w kontrascie do przemilej pary bogatych i z wysoka pozycja spoleczna
    homoseksualistow, ot taki Elton John albo Patrik Lindner z parnterami (n.b. ten
    ostatni sie rozstal z partnerem i nie pozwala mu na kontakt z adoptowanym w
    Petersburgu "wspolnym" dzieckiem).

    Dzieci schodza w tej dyskusji na plan dalszy. A przeciez to o ich dobro chodzi.

    Sa dzieci, ktorych , niestety, nikt nie chce. Ani ich naturalni rodzice, ani
    rodzice starajacy sie o adopcje. Kazdy chce miec dziecko zdrowe, mile, ladne i
    inteligentne. Nie przypuszczam, aby pary homoseksualne byly mniej wybiorcze i
    mialy mniejsze wymagania niz pary heretoseksualne. Tak wiec, zawsze pozostana
    dzieci, ktorych nikt nie bedzie chcial....

    O co chodzi przy adopcji dziecka? O danie jej rodziny zastepczej. Ojca i matki.
    Wymagania wobec potencjalnych rodzicow sa dosyc wysokie. Nie wiem w ilu
    panstwach dopuszcza sie adopcje przez osoby samotne.
    Pewno znow sie naraze, ale rodzina to matka+ojciec+dziecko. Dwoch ojcow i
    dziecko lub dwie matki i dziecko to nie jest rodzina.

    Malzenstwa, ktore adoptuja dzieci to takie, ktore nie moga miec wlasnych, lub
    takie, ktore juz maja wlasne, lecz chca dac dom jeszcze innemi dziecku.
    Osoby homoseksualne moga miec wlasne dzieci. Wiele z nich plodzi dzieci.
    Jednakze te osoby homoseksualne, ktore nie plodza, a chca adoptowac dziecko,
    ida niejako na skroty.
    W stosunku do malzenstw, ktore chcialyby miec wlasne dzieci, lecz z przyczyn
    biologicznych nie moga i dlatego adoptuja, pary homoseksualne mogace spolodzic
    dzieci bylyby postawione w sytuacji, ktora je niejako faworyzuje w stosunku do
    par bezdzietnych z przyczyn biologicznych.
    To ma byc rownouprawnienie?

    Jezeli juz sie narazac, to do konca- ja widze wiecej walki ideologicznej w
    postulatach homoseksualistow o prawo do adopcji, niz troski o dzieci. Jest to
    ich dazenie do absolutnego zwyciestwa w kazdym postulacie, jaki postawia,
    chocby sie on kupy nie trzymal i chocby w gruncie rzeczy malo ich interesowalo
    czy sami beda z niego korzystac, czy nie. W latach 70 tych byl propagowany
    wolny zwiazek. No i mamy wiele wolnych zwiazkow.Wtedy naczelnym haslem bylo:"
    Po co komu malzenstwo, po co obraczka, wazna jest milosc i wolnosc odejscia
    kiedy sie chce". Jak to ma sie z aktualna walka o prawa do malzenstwa osob tej
    samej plci? Czy nie bylo ich kiedys wsrod tych, ktorzy postulowali wolne
    zwiazki? Czy mialy byc to tylko wolne zwiazki dla innych??? ...)))

    Ja sie pytam tez- gdzie tu jest jakas wlasna odpowiedzialnosc? Gdzie jest
    jakies samoograniczenie sie?
    Ktos ma tendencje homoseksulane, znajduje sobie partnera, zamieszkuje z nim- ok.
    Ale czy sam sobie nie zdaje sprawy z tego, ze ALBO partnerstwo homoseksualne.
    ALBO dziecko? Ze jedno z drugim sie nie godzi?
    Dlatego zadanie prawa do adopcji dziecka przez pary homoseksualne uwazam za
    szczyt egoizmu. Chca miec wszystko nie rezygnujac z niczego.

    Ciekawa bylabym uslyszec jakakolwiek motywacje ze strony homoseksualistow. Co
    nimi motywuje?
    Jakich argumentow pro adopcji przez nich moga uzyc oprocz tego, ze dziecku
    wszedzie lepiej niz w sierocincu? Jest to zreszta argument potwierdzajacy, ze
    adopcja przez pary homoseksualne to moze byc tylko "wyjscie awaryjne".

    Mnie od jutra przez tydzien nie bedzie, mysle ze przez ten czas Chris
    przestanie sie boczyc:-)
  • 10.04.06, 19:31
    tak tylko, zebralam do kupy bo mi tak ladnie pasuje...


    cj:
    zadam traktowania mnie
    IDENTYCZNIE jak ciebie. Tzn. ze nie pojde na zadne kompromisy w temacie
    pozwalania nam na zrzeszanie sie, zawierania zwiazkow prawnie uznawanych na
    rowni z twoimi, adopcji przez osobnikow o mojej orientacji.

    Maria:

    > Jezeli juz sie narazac, to do konca- ja widze wiecej walki ideologicznej w
    > postulatach homoseksualistow o prawo do adopcji, niz troski o dzieci. Jest to
    > ich dazenie do absolutnego zwyciestwa w kazdym postulacie, jaki postawia,
    > chocby sie on kupy nie trzymal i chocby w gruncie rzeczy malo ich
    interesowalo czy sami beda z niego korzystac, czy nie




    --
    miałbym pewien pomysł ale nie myslcie, że byłby dobry
  • 11.04.06, 12:09
    „Emocje powoduja, ze szybciutko schodzi sie na temat dyskryminacji
    homoseksualistow, ze operuje sie skrajnosciami- straszny los sieroty w domu
    dziecka w kontrascie do przemilej pary bogatych i z wysoka pozycja spoleczna
    homoseksualistow, ot taki Elton John albo Patrik Lindner z parnterami (n.b. ten
    ostatni sie rozstal z partnerem i nie pozwala mu na kontakt z adoptowanym w
    Petersburgu "wspolnym" dzieckiem). Dzieci schodza w tej dyskusji na plan
    dalszy. A przeciez to o ich dobro chodzi.”

    Dodac pragne jedynie, iz owe “zchodzenie do argumentacyjnego parteru” odbywa
    sie moim zdaniem rzeczywiscie po obu stronach, z tej “durgiej”, przez Ciebie
    pominietej, sypia sie argumenty typu seksualne naduzycia, niezdrowy tryb zycia
    itd badz chociazby przytoczenie przykladu pana Lindnera chociaz wiadomo, iz
    zakaz kontaktu z bylym partnerem bynajmniej nie zostal wymyslony przez pary
    homoseksualne i juz od dawna szeroko praktykowany jest wsrod hetero.

    “Nie przypuszczam, aby pary homoseksualne byly mniej wybiorcze i mialy mniejsze
    wymagania niz pary heretoseksualne.”

    Cytowany artykul (na ktorym sie opieram) twierdzi, iz sa mniej wybiorcze. Do
    mnie ten argument przemawia chociazby dlatego, iz wiele par hetero pragnie
    adopcji, ktora mozna “sprzedac” jako wlasne dziecko, w przypadku par homo taka
    chec/argument zupelnie odpada, wiec przynajmniej nie-niemowlaki powinny miec
    wieksze szanse. To samo w stosunku do dzieci wychowawczo trudnych. Wiele par
    hetero pragnie “normalnej rodzinnej sielanki” i nie czuje sie na silach,
    wychowywac dzieci trunde. Wielu homo ma za soba wlasne “trudne dziecinstwo” a
    przez to mniejsza obawe jak i wieksza “sympatie” do tego typu problemu.

    “O co chodzi przy adopcji dziecka? O danie jej rodziny zastepczej. Ojca i
    matki.”

    To jest Twoj (i z pewnoscia wielu) tok rozumowania. Ale czy rodzina (zastepcza)
    naprawde musi (i tylko wtedy jest wartosciowa) oznaczac “ojca i matke”? W
    rodzinach poligamicznych tak nie jest, w przypadku “rodzin wielopokoleniowych”
    tez tak nie jest (znam wypadki osieroconych wychowywanych przez babcie i jej
    siostry), w przypadku rozwodow czesto tak nie jest. Dlaczego wiec stawiac
    poprzeczke dla sierot wyzej, iz stoi ona de facto dla dzieci nie osieroconych?

    “Pewno znow sie naraze, ale rodzina to matka+ojciec+dziecko. Dwoch ojcow i
    dziecko lub dwie matki i dziecko to nie jest rodzina.”

    Da mnie rodzina to jest konstrukcja spoleczna, w ktorej dziecko czuje sie
    bezpieczne, w ktorej jest wychowywane stosownie do jego wieku i potrzeb i w
    zgodzie z zasadami wspolzycia w danym spoleczenstwie, w ktorej jest kochane i
    chciane. Do takiej definicji pasuja bardziej np. dwie lesbijki z ktorych np.
    jedna nie pracuje i zajmuje sie domem / dziecmi niz. np dwoch hetero –
    alkoholikow, ktorzy jedyny cel zycia widza w skombinowaniu i oproznieniu
    nastepnej flaszki.

    “Malzenstwa, ktore adoptuja dzieci to takie, ktore nie moga miec wlasnych, lub
    takie, ktore juz maja wlasne, lecz chca dac dom jeszcze innemi dziecku. Osoby
    homoseksualne moga miec wlasne dzieci. Wiele z nich plodzi dzieci. Jednakze te
    osoby homoseksualne, ktore nie plodza, a chca adoptowac dziecko, ida niejako
    na skroty.”

    Nigdy nie slyszalam o parze lesbijskiej, ktora decyduej sie na adopcje w
    przypadku, gdy chociaz jedna z kobiet jest zdolna urodzic dziecko. Jezeli zas
    obie sa niezdolne, nie jest to zadna droga na skroty. Mezczyzni maja bardzo
    male szanse zajecia sie wlasnym potomstwem – obojetnie czy homo, czy hetero.
    Nie jest to wiec w przypadku pary meskiej droga na skroty, tylko czesto jedyna
    mozliwa badz rownie trudna co znalezienie „rodzicielki“, ktora gotowa bedzie
    oddac ojcu dziecko.

    „Jezeli juz sie narazac, to do konca- ja widze wiecej walki ideologicznej w
    postulatach homoseksualistow o prawo do adopcji, niz troski o dzieci. Jest to
    ich dazenie do absolutnego zwyciestwa w kazdym postulacie, jaki postawia,
    chocby sie on kupy nie trzymal i chocby w gruncie rzeczy malo ich interesowalo“

    Zgadzam sie i tym bardziej nie rozumiem, dlaczego tak Ci to przeszkadza, skoro
    sama zdajesz sobie sprawe z tego, iz wprowadzenie prawnej mozliwosci „homo –
    adopcji“ z pewnoscia nie doprowadzi do faktycznej eksplozji tego typu rodzin.
    Grupie zainteresowanych chodzi o rowne prawa po to, by tych bardzo niewielu,
    ktorzy pragna (i sa godni) z nich skorzystac, moglo to uczynic.

    Malo ich to nie interesuje, co rowniez Ty zauwazasz twierdzac, iz sie angazuja.
    Czy sie nie trzyma kupy? Na plaszczyznie „ideologicznej“ trzyma sie i to bardzo
    logicznie – jest czescia tzw. „rownych praw“, o ktore walcza.

    “ w latach 70 tych byl propagowany wolny zwiazek. No i mamy wiele wolnych
    zwiazkow.Wtedy naczelnym haslem bylo:" Po co komu malzenstwo, po co obraczka,
    wazna jest milosc i wolnosc odejscia kiedy sie chce". Jak to ma sie z aktualna
    walka o prawa do malzenstwa osob tej
    samej plci? Czy nie bylo ich kiedys wsrod tych, ktorzy postulowali wolne
    zwiazki? Czy mialy byc to tylko wolne zwiazki dla innych??? ...)))”

    Nie wiem, czy byli, czy nie, niezaleznie jednak od ich udzialu akapit ten to
    dla mnie czysta demagogia. Mottem walki o “wolne zwiazki” byla raz jeszcze
    mozliwosc wolnosci wyboru a nie prawne zlikwidowanie zwiazkow zalegalizowanych,
    podyktowana duzym brakiem spolecznej akceptacji wolnych zwiazkow. Walka par
    homo o legalizacje podyktowana jest dokladnie tym samym – mozliwoscia wyboru,
    za ktora stoi nie tyko “uroczysta przysiega”, lecz rowniez caly dlugi i gruby
    ogon prawno - finansowych konsekwencji typu brak mozliwosci odziedziczenia po
    smierci partnera calego wspolnie zbudowanego domku badz brak prawa do decyzji o
    rodzaju pochowku badz brak prawa do decyzji w przypadku ciezkiej choroby /
    operacji itd., ktora kazdy “zalegalizowany hetero” juz zawsze posiadal. Nie
    uwazasz, ze odmowa tego typu praw jest nie fair? I ze jest to dla grupy homo
    temat na tyle istotny, by nawet ci, ktorzy nigdy nie zamierzaja sie
    zalegalizowac wzieli udzial w tej walce?

    “Ja sie pytam tez- gdzie tu jest jakas wlasna odpowiedzialnosc? Gdzie jest
    jakies samoograniczenie sie?“

    Nie, ty tylko sformulowalas tak pytanie, pytasz natomiast nie o „wlasna
    odpowiedzialnosc“ czy „samoograniczenie“, tylko o „cudzoorganiczenie“ w postaci
    odmowy stosownych praw. Samoograniczeniem pary homo jest nie zlozenie wniosku o
    adpocje, jezeli nie ma po temu wlasciwych warunkow. Nie danie takiej parze tej
    mozliwosci neguje niejako wszelkie „samoograniczenie“.

    „Ale czy sam sobie nie zdaje sprawy z tego, ze ALBO partnerstwo homoseksualne.
    ALBO dziecko? Ze jedno z drugim sie nie godzi?“

    Dlaczego mialby tak uwazac? Poniewaz Ty tak uwazasz? Skoro nawet nie kazdy
    hetero tak uwaza? Kazdy widzi sprawe inaczej, decyduje wiekszosc. Poniewaz
    jednak wiekszosci (i slusznie) potrzeby mniejszosci nie sa swiadome, mniejszosc
    owa musi je zakomunikowac i o nie walczyc, co wlasnie robi. Dyskutowac z ta
    mniejszoscia przedstawiajac wlasny punkt widzenia i owszem, zarzucac jej jednak
    brak tego czy owego i uwazac ogolnie na “niepowazna” nie bardzo.

    Sama napisalas, ze prawa adopcyjne sa bardzo rygorystyczne a chetne pary
    sprawdzane “przez lupe”. Dlaczego wiec nie masz zaufania do owych praw i ludzi
    przestrzegajacych ich dopelnienia na tyle, by przyjac, iz nie oddadza dziecka w
    rece dwoch gejow, ktorzy zmieniaja partnerow jak rekawiczki, spia w dzien i
    baluja w nocy a potomka uwazaja za niezbedny element dekoracyjny? I przyjac, ze
    jezeli oddadza dziecko parze homo, to spelnia on
  • 11.04.06, 13:21
    I przyjac, ze jezeli oddadza dziecko parze homo, to spelnia ona wszystkie
    konieczne dla rozwoju dziecka warunki oprocz faktu, ze nie sypia, jak to
    wiekszosc ma w zwyczaju, z plcia przeciwna?
    Posiadanie miast mamy + taty dwoch mamus / tatusiow z cala pewnoscia nie
    odpowiada „normie“ i bedzie wymagalo od dziecka „psychicznego rozwiazania
    dodatkowego problemu“, jezeli jednak pragniesz ochronic wszstkie dzieci przed
    takim „dodatkowym obciazeniem“, to musialabys postulowac rowniez zakaz
    posiadania dzieci dla wszystkich kalekich, uposledzonych, „mieszanych rasowo“
    par plus paru innych mniejszosci, ktore mi akurat nie przychodza do glowy, ale
    z pewnoscia istnieja.

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 19.04.06, 16:51
    xurek napisała:

    > I przyjac, ze jezeli oddadza dziecko parze homo, to spelnia ona wszystkie
    > konieczne dla rozwoju dziecka warunki oprocz faktu, ze nie sypia, jak to
    > wiekszosc ma w zwyczaju, z plcia przeciwna?
    > Posiadanie miast mamy + taty dwoch mamus / tatusiow z cala pewnoscia nie
    > odpowiada „normie“ i bedzie wymagalo od dziecka „psychicznego
    > rozwiazania
    > dodatkowego problemu“, jezeli jednak pragniesz ochronic wszstkie dzieci p
    > rzed
    > takim „dodatkowym obciazeniem“, to musialabys postulowac rowniez za
    > kaz
    > posiadania dzieci dla wszystkich kalekich, uposledzonych, „mieszanych ras
    > owo“
    > par plus paru innych mniejszosci, ktore mi akurat nie przychodza do glowy,
    ale
    > z pewnoscia istnieja.
    >
    BINGO!
    Osoby kalekie i uposledzone nie spelnia warunkow do adopcji. A jakos do tej
    pory nikt nie mowil o ich dyskryminacji...
    Hmm, widocznie nie maja tak silnego lobby jak homoseksualisci.
  • 19.04.06, 16:48
    xurek napisała:

    > Cytowany artykul (na ktorym sie opieram) twierdzi, iz sa mniej wybiorcze. Do
    > mnie ten argument przemawia chociazby dlatego, iz wiele par hetero pragnie
    > adopcji, ktora mozna “sprzedac” jako wlasne dziecko, w przypadku pa
    > r homo taka
    > chec/argument zupelnie odpada, wiec przynajmniej nie-niemowlaki powinny miec
    > wieksze szanse. To samo w stosunku do dzieci wychowawczo trudnych. Wiele par
    > hetero pragnie “normalnej rodzinnej sielanki” i nie czuje sie na si
    > lach,
    > wychowywac dzieci trunde. Wielu homo ma za soba wlasne “trudne dziecinstw
    > o” a
    > przez to mniejsza obawe jak i wieksza “sympatie” do tego typu probl
    > emu.

    Xurku, to sa tylko domniemania powodowane wlasnie.... emocjami, wyborem
    kierunku sympatii. Rzeczywistosc z pewnoscia nie jest taka rozowa.

    > To jest Twoj (i z pewnoscia wielu) tok rozumowania. Ale czy rodzina
    (zastepcza)
    >
    > naprawde musi (i tylko wtedy jest wartosciowa) oznaczac “ojca i matkeR
    > 21;? W
    > rodzinach poligamicznych tak nie jest

    Xurku, trzymajmy sie naszego kregu kulturowego, w ktorym poligamia jest
    zabroniona. Zauwaz tez, ze tam, gdzie jest dopuszczalna poligamia, tam
    homoseksualizm jest karalny...

    , w przypadku “rodzin wielopokolenio
    > wych”
    > tez tak nie jest (znam wypadki osieroconych wychowywanych przez babcie i jej
    > siostry),

    Babcia i ciotki sa krewnymi dziecka.

    w przypadku rozwodow czesto tak nie jest. Dlaczego wiec stawiac
    > poprzeczke dla sierot wyzej, iz stoi ona de facto dla dzieci nie
    osieroconych?

    W przypadku adopcji poprzeczka naprawde stoi o wiele wyzej. Chesz ja opuscic?
    Jaki warunek bys zniosla? Moze wymagania finansowe wobec rodzicow?

    > Da mnie rodzina to jest konstrukcja spoleczna, w ktorej dziecko czuje sie
    > bezpieczne, w ktorej jest wychowywane stosownie do jego wieku i potrzeb i w
    > zgodzie z zasadami wspolzycia w danym spoleczenstwie, w ktorej jest kochane i
    > chciane. Do takiej definicji pasuja bardziej np. dwie lesbijki z ktorych np.
    > jedna nie pracuje i zajmuje sie domem / dziecmi niz. np dwoch hetero –
    > alkoholikow, ktorzy jedyny cel zycia widza w skombinowaniu i oproznieniu
    > nastepnej flaszki.

    Ach, znow to operowanie kontrastami... Dwie porzadne lesbijki kontra malzenstwo
    alkoholikow...
    A co do rodziny to, Xurku, nie jest to konstrukcja spoleczna, gdyz nie jest ona
    tworzona przez spoleczenstwo, lecz sama je tworzy. Tworzy, czyli rowniez dba o
    jego ciaglosc poprzez rozmnazanie.

    > Nigdy nie slyszalam o parze lesbijskiej, ktora decyduej sie na adopcje w
    > przypadku, gdy chociaz jedna z kobiet jest zdolna urodzic dziecko.

    Ja tak.

    Jezeli zas
    > obie sa niezdolne, nie jest to zadna droga na skroty. Mezczyzni maja bardzo
    > male szanse zajecia sie wlasnym potomstwem – obojetnie czy homo, czy hete
    > ro.
    > Nie jest to wiec w przypadku pary meskiej droga na skroty, tylko czesto
    jedyna
    > mozliwa badz rownie trudna co znalezienie „rodzicielki“, ktora goto
    > wa bedzie
    > oddac ojcu dziecko.

    >
    > Zgadzam sie i tym bardziej nie rozumiem, dlaczego tak Ci to przeszkadza,
    skoro
    > sama zdajesz sobie sprawe z tego, iz wprowadzenie prawnej mozliwosci „hom
    > o –
    > adopcji“ z pewnoscia nie doprowadzi do faktycznej eksplozji tego typu rod
    > zin.
    > Grupie zainteresowanych chodzi o rowne prawa po to, by tych bardzo niewielu,
    > ktorzy pragna (i sa godni) z nich skorzystac, moglo to uczynic.

    Czyli- czysta walka ideologiczna , jak mowilam...)))

    > Nie wiem, czy byli, czy nie, niezaleznie jednak od ich udzialu akapit ten to
    > dla mnie czysta demagogia. Mottem walki o “wolne zwiazki” byla raz
    > jeszcze
    > mozliwosc wolnosci wyboru a nie prawne zlikwidowanie zwiazkow
    zalegalizowanych,
    > podyktowana duzym brakiem spolecznej akceptacji wolnych zwiazkow. Walka par
    > homo o legalizacje podyktowana jest dokladnie tym samym – mozliwoscia wyb
    > oru,
    > za ktora stoi nie tyko “uroczysta przysiega”, lecz rowniez caly dlu
    > gi i gruby
    > ogon prawno - finansowych konsekwencji typu brak mozliwosci odziedziczenia
    po
    > smierci partnera calego wspolnie zbudowanego domku badz brak prawa do decyzji
    o
    >
    > rodzaju pochowku badz brak prawa do decyzji w przypadku ciezkiej choroby /
    > operacji itd., ktora kazdy “zalegalizowany hetero” juz zawsze posia
    > dal. Nie
    > uwazasz, ze odmowa tego typu praw jest nie fair?

    Xurku, to wszystko mozna zalatwic NOTARIALNIE. Wspolnie zbudowany domek mozna
    wspolnie kupic i kazdy ma polowe, ktora testamentem zapisuje partnerowi. Mozna
    miec wspolne konto, mozna dawac rozne pelnomocnictwa komu sie chce.

    I ze jest to dla grupy homo
    > temat na tyle istotny, by nawet ci, ktorzy nigdy nie zamierzaja sie
    > zalegalizowac wzieli udzial w tej walce?

    Piszesz o legalizacji zwiazkow czy o adopcji?

    > Nie, ty tylko sformulowalas tak pytanie, pytasz natomiast nie o „wlasna
    > odpowiedzialnosc“ czy „samoograniczenie“, tylko o „cudz
    > oorganiczenie“ w postaci
    > odmowy stosownych praw. Samoograniczeniem pary homo jest nie zlozenie wniosku
    o
    >
    > adpocje, jezeli nie ma po temu wlasciwych warunkow. Nie danie takiej parze
    tej
    > mozliwosci neguje niejako wszelkie „samoograniczenie“.

    Xurku, para homoseksualna bedac para homoseksualna nie spelnia
    warunkow "rodziny zastepczej".

    > Dlaczego mialby tak uwazac? Poniewaz Ty tak uwazasz?

    Poniewaz rodzina to matka+ojciec+potomstwo. Udowodnij mi, ze jest inaczej.

    Skoro nawet nie kazdy
    > hetero tak uwaza? Kazdy widzi sprawe inaczej, decyduje wiekszosc.

    Wiekszosc? Ja widze, ze wiekszosc wymiaka pod dyktatem mniejszosci.
  • 20.04.06, 08:51
    „BINGO! Osoby kalekie i uposledzone nie spelnia warunkow do adopcji. A jakos do
    tej
    pory nikt nie mowil o ich dyskryminacji...Hmm, widocznie nie maja tak silnego
    lobby jak homoseksualisci.“

    Ja nie pisalam o adopcji, tylko o zakazie posiadania wlasnych, gdyz jedynie
    taki zakaz calkowicie zabobieglby dodatkowym problemom wynikajacym z
    posiadania „nietypowych“ rodzicow. Czy mam Twoja odpowiedz uznac za aprobate
    zakazu posiadania potomstwa dla osob kalekich i uposledzonych?

    ....................................................

    „Xurku, to sa tylko domniemania powodowane wlasnie.... emocjami, wyborem
    kierunku sympatii. Rzeczywistosc z pewnoscia nie jest taka rozowa.“

    Czyzby Twoja przeciwna teza byla czyms wiecej, niz domniemaniem?
    .....................................................

    “Babcia i ciotki sa krewnymi dziecka.”

    Zaprzeczasz sama sobie: albo rodzina to “mamusia, tatus + dziecko” a wszstko
    inne (czyli rowniez trzy wychowujace kobiety) nia nie jest, albo cos w tym
    Twoim rodzinnym wywodzie jest niespojne…

    ………………………………………

    “W przypadku adopcji poprzeczka naprawde stoi o wiele wyzej. Chesz ja opuscic?
    Jaki warunek bys zniosla? Moze wymagania finansowe wobec rodzicow?”

    Wymagania finansowe sa rzeczywiscie moim zdaniem godne ponownego zastanowienia
    sie, jak rowniez gorna poprzeczka wieku chetnych do adopcji. Nie rozumiem,
    dlaczego ta poprzeczka musi stac wyzej. Moze mi podasz jakis dobry powod?

    ……………………………………..

    “Ach, znow to operowanie kontrastami... Dwie porzadne lesbijki kontra
    malzenstwo
    alkoholikow...”

    Dokladnie jak u Ciebie podpieranie sie przykladem jednego geja zabraniajacego
    kontaktow z ex-partnerem, miast podania tysiecy hetero robiacych to samo. A

    …………………………………….

    “co do rodziny to, Xurku, nie jest to konstrukcja spoleczna, gdyz nie jest ona
    tworzona przez spoleczenstwo, lecz sama je tworzy. Tworzy, czyli rowniez dba o
    jego ciaglosc poprzez rozmnazanie.”

    Pary homo tez “same sie tworza” :). Ciaglosc rodziny poprzez rozmnazanie?
    Znaczy malezstwo bezdzietne to dla Ciebie tez nie rodzina?

    ………………………………………….

    “Ja tak.”

    Mozesz mi podac namiary na owe lesbijki? Bo jakos trudno mi uwierzyc, ze mogly
    wlasne a jednak wolaly adoptowac…

    ……………………………………………

    “Xurku, to wszystko mozna zalatwic NOTARIALNIE. Wspolnie zbudowany domek mozna
    wspolnie kupic i kazdy ma polowe, ktora testamentem zapisuje partnerowi. Mozna
    miec wspolne konto, mozna dawac rozne pelnomocnictwa komu sie chce.”

    To nie do konca jest prawda. Tzw. “Pflichterbteil” nie da sie obalic (czyli
    czesc odziedzicza np. rodzice, jezeli jeszcze zyja), tak samo jak nie da sie
    notarialnie „ustalic“, kto ma decydowac w przypadku „ciezka choroba / szpital /
    pochowek / itd“, jezeli istnieje rodzina, decyduje ona.

    ………………………………………..

    “Piszesz o legalizacji zwiazkow czy o adopcji?”

    Pisze o tym samym, o czym Ty pisalas, czyli ustosunkowuje sie do Twojego
    zarzutu, ze “ktos” walczyl o wolne zwiazki a homo teraz nagle chca legalizacji.
    …………………………………..

    “Xurku, para homoseksualna bedac para homoseksualna nie spelnia
    warunkow "rodziny zastepczej".”

    Twoim zdaniem. Czyz ma ono byc wyrocznia? Co ze stanami w USA, ktore
    zadecydowaly inaczej (od czego zaczela sie ta dyskusja)?

    …………………………………..

    “Poniewaz rodzina to matka+ojciec+potomstwo. Udowodnij mi, ze jest inaczej.”

    Dlaczego mam Ci udowadniac odwortnosc tego, czego Ty sama nie udowodnilas?
    Twoje zdanie plus “wiekszosciowa praktyka” to zaden dowod, iz “odchyl od
    opisanego” nie jest w stanie spelnic tej samej funkcji. To sa, by zapozyczyc
    Twojego slownictwa, rowniez domiemania.
    ………………………………………..

    “Wiekszosc? Ja widze, ze wiekszosc wymiaka pod dyktatem mniejszosci.”

    Mario, chyba sama w to nie wierzysz? Jedyne znane mi systemy, w ktorych
    wiekszosc „wymieka“ (badz lepiej trzesie portkami) i podporzadkowuje sie
    mniejszosci to dyktatury.
    Poza tym wiekszosc co najwyzej daje sie przekonac (co nie jest tym samym), jak
    np. dala sie przekonac do prawa glosowania dla kobiet badz do legalizacji
    rozwodow itp itd.

    Z tego co sie orientuje, w Niemczech pary homoseksualne nie moga adoptowac
    dzieci. Rownoczesnie jednak moga adoptowac dziecko w innym kraju, w ktorym to
    jest dozwolone, co w koncu na jedno i to samo wychodzi, gdyz Niemcy nie sa w
    stanie zabronic im opieki nad dzieckiem na terenie Niemiec, jezeli sa
    obywatelami tego kraju. Nie wiem natomiast, czy prawodawstwo niemieckie ma
    takie same prawa odebrac im dziecko, jezeli sie jako rodzina zastepcza nie
    sprawdzaja jak w wypadku oficjalnej adopcji. De facto wiec takie rodziny
    istnieja (byl nawet caly reportarz o rodzinach gejowskich z dziecmi w Berlinie)
    wykorzystujac luki prawne. Czy jest to naprawde „lepsze“ rozwiazanie? Osobiscie
    watpie.

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 20.04.06, 10:05
    xurek napisała:

    > Ja nie pisalam o adopcji, tylko o zakazie posiadania wlasnych, gdyz jedynie
    > taki zakaz calkowicie zabobieglby dodatkowym problemom wynikajacym z
    > posiadania „nietypowych“ rodzicow. Czy mam Twoja odpowiedz uznac za
    > aprobate
    > zakazu posiadania potomstwa dla osob kalekich i uposledzonych?

    Xurku, rozmawiamy na temat ADOPCJI, wiec nie wiem,dlaczego nagle wyjechalas z
    zakazem "posiadania" dzieci. Zreszta, co oznacza dla Ciebie "posiadanie"
    dziecka? Jego splodzenie czy wychowanie,czy jedno i drugie?
    NIGDZIE nie pisalam o jakimkolwiek zakazie plodzenia dzieci przez kogokolwiek,
    wiec nie wkladaj mi w usta czegos, czego nie powiedzialam.
    Mowilam o ADOPCJI, trzymajac sie tematu i prosze abys powiedziala, czy uwazasz,
    ze osoby niepelnosprawne sa dyskryminowane dlatego, ze nie moga adoptowac
    dzieci.

    > Czyzby Twoja przeciwna teza byla czyms wiecej, niz domniemaniem?

    Moja teza opiera sie na naturalnym funkcjonowaniu gatunku ludzkiego, gdzie do
    spolodzenia potomstwa potrzeba kobiety i mezczyzny, ktorzy spelniaja role matki
    i ojca w wychowaniu potomstwa.

    > Zaprzeczasz sama sobie: albo rodzina to “mamusia, tatus + dziecko”
    > a wszstko
    > inne (czyli rowniez trzy wychowujace kobiety) nia nie jest, albo cos w tym
    > Twoim rodzinnym wywodzie jest niespojne…

    Ty tworzysz rodzine z Twoimi rodzicami jak i z Twoim mezem i synem. Ja tworze
    rodzine z moimi rodzicami, jak i z moim mezem i corka. Coz w tym jest
    niespojnego?

    > Wymagania finansowe sa rzeczywiscie moim zdaniem godne ponownego
    zastanowienia
    > sie, jak rowniez gorna poprzeczka wieku chetnych do adopcji. Nie rozumiem,
    > dlaczego ta poprzeczka musi stac wyzej. Moze mi podasz jakis dobry powod?

    Moze dobro dziecka?

    > Dokladnie jak u Ciebie podpieranie sie przykladem jednego geja zabraniajacego
    > kontaktow z ex-partnerem, miast podania tysiecy hetero robiacych to samo. A

    Xurku, przyklad Lindnera potwierdza tylko, ze pary homoseksualne TEZ sie
    rozchodza. Gdybym operowala kontrastami, to namalowalabym sielankowy obraz
    rodziny w przeciwienstwie do rozpustnej pary homo. Tego nie zrobilam.

    > Pary homo tez “same sie tworza” :). Ciaglosc rodziny poprzez rozmna
    > zanie?

    A znasz inny sposob?

    > Znaczy malezstwo bezdzietne to dla Ciebie tez nie rodzina?

    To jest podstawa rodziny.

    > Mozesz mi podac namiary na owe lesbijki? Bo jakos trudno mi uwierzyc, ze
    mogly
    > wlasne a jednak wolaly adoptowac…

    Xurku, zajrzyj chocby tutaj:
    www.adoption.de/info_recht_schwul.htm

    > To nie do konca jest prawda. Tzw. “Pflichterbteil” nie da sie obali
    > c (czyli
    > czesc odziedzicza np. rodzice, jezeli jeszcze zyja),

    No i? Podobnie jest w malzenstwach w ktorych jedno ma dzieci z poprzedniego
    zwiazku. Nawet jezeli zapisze swa polowe malzonkowi, to ten bedzie musial
    splacic "Pflichterbteil" dzieciom z poprzedniego malzenstwa zmarlego malzonka.

    tak samo jak nie da sie
    > notarialnie „ustalic“, kto ma decydowac w przypadku „ciezka c
    > horoba / szpital /
    > pochowek / itd“, jezeli istnieje rodzina, decyduje ona.

    W Niemczech mozesz zrobic Vorsorgevollmacht i wtedy Ty decydujesz komu
    powierzasz te sprawy.

    > Twoim zdaniem. Czyz ma ono byc wyrocznia? Co ze stanami w USA, ktore
    > zadecydowaly inaczej (od czego zaczela sie ta dyskusja)?

    Uwazasz, ze powinnam zmienic zdanie pod wplywem nowego prawa obowiazujacego w
    kilku stanach USA?

    > Dlaczego mam Ci udowadniac odwortnosc tego, czego Ty sama nie udowodnilas?
    > Twoje zdanie plus “wiekszosciowa praktyka” to zaden dowod, iz ̶
    > 0;odchyl od
    > opisanego” nie jest w stanie spelnic tej samej funkcji. To sa, by zapozyc
    > zyc
    > Twojego slownictwa, rowniez domiemania.

    Wiec moze oprzemy sie na encyklopedii? :-)
    pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_%28socjologia%29

    > Mario, chyba sama w to nie wierzysz? Jedyne znane mi systemy, w ktorych
    > wiekszosc „wymieka“ (badz lepiej trzesie portkami) i podporzadkowuj
    > e sie
    > mniejszosci to dyktatury.
    > Poza tym wiekszosc co najwyzej daje sie przekonac (co nie jest tym samym),
    jak
    > np. dala sie przekonac do prawa glosowania dla kobiet badz do legalizacji
    > rozwodow itp itd.

    Xurku, zle porownanie. Kobiety stanowia 50% kazdego spoleczenstwa,
    homoseksualisci zaledwie chyba 3%.

    > Z tego co sie orientuje, w Niemczech pary homoseksualne nie moga adoptowac
    > dzieci. Rownoczesnie jednak moga adoptowac dziecko w innym kraju, w ktorym to
    > jest dozwolone, co w koncu na jedno i to samo wychodzi, gdyz Niemcy nie sa w
    > stanie zabronic im opieki nad dzieckiem na terenie Niemiec, jezeli sa
    > obywatelami tego kraju. Nie wiem natomiast, czy prawodawstwo niemieckie ma
    > takie same prawa odebrac im dziecko, jezeli sie jako rodzina zastepcza nie
    > sprawdzaja jak w wypadku oficjalnej adopcji. De facto wiec takie rodziny
    > istnieja (byl nawet caly reportarz o rodzinach gejowskich z dziecmi w
    Berlinie)
    > wykorzystujac luki prawne. Czy jest to naprawde „lepsze“ rozwiazani
    > e? Osobiscie
    > watpie.

    Czy jezeli pomimo nakazu ograniczenia predkosci do 30 km/h na mojej ulicy i tak
    jezdza z predkoscia 50 km/h, to znaczy, ze nalezy usunac napisy "Zone 30"?
  • 10.04.06, 19:11
    xurek napisała:

    > Jezeli zas chodzi o problem „ksiedza pouczajacego o pozyciu seksualnym to
    > rzeczywiscie, uwazam, iz brakuje mu (albo porzynajmniej powinno) wszeklich
    > doswiadczen, by porad w tej dziedzinie udzielac.

    Podważam twoją opinię. Rzeczywiście jeśli chodzi o porady dotyczące pozycji
    seksualnych to lepiej pójść do seksuologa, chociaż i tutaj najlepiej oddać się
    własnej intuicji.
    Jednak chyba mogę założyć że nasze grono na P2 jest wystarczająco inteligentne
    aby zrozumieć że "pożycie seksualne" nie ogranicza się wyłącznie do
    problemów "technicznych"..

    --
    Хотели, как лучше, а получилось как всегда
  • 11.04.06, 12:29
    nie ma to jak cytowac wyrywkowo, zmieniajac przez to tresc a potem nie zgadzac
    sie z czyms, czego nigdy w ten sposob nie sformulowalam :).

    Pozwole sobie wiec zacytowac ten kawalek „samej siebie“, ktory „zjadles“, zanim
    ustosunkuje sie do Twojego zarzutu:

    Napisalam:

    „Jezeli jednak ktos preferuje takie porady od ksiedza, to widocznie cos mu one
    daja i jakos pomagaja – dlaczego wiec nie ma sie po nie do ksiedza udac?“

    dajac tym samym swiadectwo temu, iz zdaje sobie sprawe z tego, ze pozycie to
    nie tylko „technika“, lecz rowniez „uczucia plus moralny kodex“ i dopuszczajac
    mozliwosc, iz ktos dla siebie stosowne i pomocne porady znajdzie wlasnie u
    ksiedza.

    Jezeli zas chodzi o mnie, to nadal (dla siebie) twierdze, iz ksiedzu brakuje
    wszelkich doswiadczen, by MNIE w tej dziedzinie doradzac. Technika to w pozyciu
    seksualnym zaden, badz bardzo niewielki problem, ktory wiekszosc (jezeli w
    ogole go ma) rozwiazuje za pomoca rozmowy z partnerem / przyjaciolmi w sposob
    zupelnie zadowalajacy. Problemy dotycza glownie emocjonalnych odczuc i mozliwej
    drogi zakomunikowania / rozwiazania problemu i to glownie w dlugich zwiazkach.
    By w ogole wiedziec, o co w takim problemie biega, jak czuja sie strony
    zainteresowane i jakie reakcje wywoluja konkretne zachowania trzeba dysponowac
    nie tylko teoretyczna wiedza, lecz rowniez wlasnym doswiadczeniem w dluzszym
    zwiazku z seksualnym podlozem, ktorego to ksiedzu brak.
    Jezeli ktos jest gleboko wierzacy a tym samym w stanie „zastapic“ indywidualne
    z zyciem seksualnym zwiazane potrzeby / odczucia rozwiazaniami, ktore w tym
    temacie proponuje religia, to ksiadz z pewnoscia bedzie w stanie mu pomoc, dla
    mnie nie jest to juz jednak pomoc „seksualna“ lecz „spirytualna“. Komus takiemu
    jak ja, nie majacemu w sobie wiary w jakiekolwiek dogmaty badz religijne
    wskazania takie porady nie sa w stanie dac niczego, gdyz oczekuje kontretnych
    rozwiazan na moje konkretne, zadna wiara nie „ograniczone“ seksualne problemy,
    wiec zadne przez wiare podytkowane „ryczaltowe rozwiazanie“ mnie nie zadowoli.
    Malo tego, ksiadz wielu mozliwych rozwiazan (nawet gdy posiada takowe
    doswiadczenia) nie moze mi zaproponowac, gdyz kloca sie one z religijna postawa
    (np. propozycja „skoku w bok“ dla odswiezenia domowego pozycia ( teoretyczny
    przyklad, zaczerpniety oczywiscie z telewizji :))).

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 20.04.06, 14:17
    Fragment z "Apokalipsy" Oriany Fallaci, w moim, skrotowym tlumaczeniu:

    "Mam wielu przyjaciol homoseksualistow ktorych bardzo lubie i biada temu, kto
    ich skrzywdzi tylko dlatego ze sa homoseksualni"

    (n.b. jednym z tych przyjaciol byl Passolini)

    "Homoseksualnosc mi wcale nie przeszkadza, ani nawet nie zastanawiam sie skad
    sie ona bierze i od czego zalezy. Przeszkadza mi, natomiast, kiedy , podobnie
    jak feminizm, przeksztalca sie w ideologie, czyli klasyfikuke sie jako partia,
    jako lobby-ekonomiczno-kulturowo-socjalne i dzieki temu staje sie narzedziem
    polityki, narzedziem szantazu, naduzyciem Politically and Sexually Correct.Albo-
    zrobisz-jak-ja-chce-albo-przegrasz-wybory (mysle o nacisku wywieranym na
    Clintona i Zappatero, ktory spowodowal, ze Clinton natychmiast po wyborach
    dopuscil homoseksualistow do sluzby wojskowej, a Zappatero wsrod decyzji
    pierwszej rangi obok wycofania wojsk z Iraku uznal prawo homoseksualistow do
    malzenstwa i do adopcji). Przeszkadza mi tez, kiedy poprzez ich lobby, to oni
    wlasnie dyskryminuja innych, kiedy obrazaja innych swymi Gay Parades...I
    jeszcze mi przeszkadza, kiedy w imie ideologii (a moze i kreowania sie na
    ofiary) wymagaja beatyfikacji homoseksualizmu, jakby byl on jakims stanem laski
    lub nadrzednosci...<<Leonadro-da-Vinci-byl-homoseksualista. Michal-Aniol-
    tez.Jiliusz -Cezar- tez>> (co wymaga udowodnienia)...
    ++++++++++++++
    "...czlowiek rodzi sie z dwoch osobnikow roznej plci.Do splodzenia potrzebny
    jest plemnik i komorka jajowa. Czy nam sie to podoba, czy nie, na tej planecie
    tak to wlasnie funkcjonuje.Mezczyzna homo nie ma komorek jajowych, ani macicy i
    zadna technika na swiecie nie jest w stanie rozwiazac tego problemu, nawet
    klonowanie. Lesbijka ma to wszystko, lecz jej partnerka nie moze jej zaplodnic,
    tak wiec, jezeli nie spolkuje z mezczyzna, lub nie prosi go daj-mi-troche -
    spermy, jest w takiej samej sytuacji jak mezczyzna homo. Jest w takiej sytuacji
    a priori, nie dlatego, ze jej dzieci umieraja przed urodzeniem.

    (n.b. tu Fallaci nawiazuje do wlasnego poronienia)

    Taka kobieta a priori nie bierze udzialu w podtrzymaniu ciaglasci gatunku
    ludzkiego. Jakim wiec prawem para homoseksualna (meska czy zenska) wystepuje o
    adopcje dziecka? Jakim prawem domaga sie wychowania dziecka w skrzywionej wizji
    Zycia z dwiema matkami lub dwoma ojcami zamiast z matka i ojcem? A w przypadku
    homoseksualistow mezczyzn jakim prawem para ta posluguje sie brzuchem kobiety
    do nabycia dziecka tak jak sie nabywa samochod?

    Choc sama nie bylam w stanie urodzic wlasnych dzieci, czuje sie wykorzystana..
    A w scenie kiedy dwoch mezczyzn lub dwie kobiety z noworodkiem recytuja komedie
    Maryi i Jozefa widze cos monstrualnie falszywego. Cos, co mnie obraza, poniza
    jako kobiete, niedoszla matke, i jako obywatelke. Obraza mnie tez cisza,
    hipokryzja, tchorzostwo jakie otacza te kwestie. I ludzie, ktorzy milcza ze
    strachu przed prawda. A prawda jest taka, ze prawa panstwowe nie moga ignorowac
    praw Natury. Nie moga falszowac slowa "rodzice"...
    +++++++++++++++++++++
    "Malzenstwo jest zwiazkiem kobiety z mezczyzna. Takim pozostaje nawet jezeli
    nie rodza sie z niego dzieci.
    Nie rozumiem dlaczego w spoleczenstwie, w ktorym wszystcy moga zyc na wlasna
    modle, homoseksualisci czuja nagla i niezmierna potrzebe zawarcia zwiazku przed
    urzednikiem lub ksiedzem. I to moze w bialej sukni i z bukietem i z wizja
    kosztownego rozwodu. Mam nadzieje ze to tylko przejsciowa histeria, kaprys
    mody, forma eksibicjonizmu i konformizmu. Tak czy inaczej jest to prowokacja
    podobnie jak zadanie prawa adopcji i ma na celu dokonanie przewrotu w
    biologicznej koncepcji rodziny. Jest to forma zastraszenia. Nie lubie
    prowokacji ani zastraszenia. Dlatego tym homonarzeczonym mowie: zadowolcie sie
    waszym niezbywalnym prawem jakie cywilizowany swiat gwarantuje kazdemu. Prawem
    do kochania tego kogo sie chce i jak sie chce."

  • 20.04.06, 15:53
    Wlasciwie nie chcialam sie tu juz dopisywac, bo nie mam nic wiecej / nic nowego
    do powiedzienia, ale skoro wywolalas mnie do tablicy...

    Mario, to co w tym „ciekawym tekscie“ jest napisane jest dokladnie tym samym,
    co ty napisalas w swoich kilku postach na ten temat. Te same tezy, te same
    uzasadnienia, podobne sformulowania. Przedtem podpisane „Maria“, teraz
    podpisane „Oriana Fallaci“.

    Co ja sie z tego mialam nowego dowiedziec? Czy moze poprzednie slowa mialy
    nabarc dla mnie teraz wiekszej wagi, bo wypowiedziane przez pania Fallaci?

    Adopcja to nie jak fizyka, do ktorej trzeba posiadac jakas wiedze, by moc ja
    zrozumiec jak rowniez zapoznac sie z konkretnymi teoriami konkretnych fizykow,
    bo samemu sie ich nie wymysli. Adopcja to cos, co bardzo latwo bez niczyjej
    pomocy w roznych wariantach samemu sobie wyobrazic, samemu sie nad tym
    zastanowic i samemu wyciagnac wlasne wnioski. „Autorytety“ nie sa do tego ani
    konieczne ani niekoniecznie przydatne.

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 20.04.06, 16:12
    xurek napisała:


    > Mario, to co w tym „ciekawym tekscie“ jest napisane jest dokladnie
    > tym samym,
    > co ty napisalas w swoich kilku postach na ten temat. Te same tezy, te same
    > uzasadnienia, podobne sformulowania. Przedtem podpisane „Maria“, te
    > raz
    > podpisane „Oriana Fallaci“.

    Xurku, ten tekst dowodzi glownie jednego: ze nie kazdy przeciwnik adopcji przez
    pary homoseksualne jest homofobem, ze mozna przyjaznic sie z homoseksualista
    (jak Fallaci z Passolinim) i napisac tekst przeciw przyznaniu homoseksualistom
    prawa adopcji; ze mozna byc ateista (jak Fallaci) i miec w tej kwestii
    identyczne zdanie jak Watykan.

    Mam nadzieje, ze ten tekst przeczyta rowniez Chris Joe i zrozumie, ze nie
    kazdy, kto sprzeciwia sie prawu do adopcji przez pary homo odmawia im pelnego
    czlowieczenstwa...

    > Co ja sie z tego mialam nowego dowiedziec? Czy moze poprzednie slowa mialy
    > nabarc dla mnie teraz wiekszej wagi, bo wypowiedziane przez pania Fallaci?

    Najwiekszym przeslaniem tego tekstu jest to, ze wlasnie nic nowego z niego nie
    wynika. Ze jest to jedynie przypomnienie jak funkcjonuje nasza ludzka natura.
    Wszysto oczywiscie napisane w bardzo ladny sposob, czego ja, w pobieznym i
    skrotowym tlumaczeniu nie potrafilam oddac.

    > Adopcja to nie jak fizyka, do ktorej trzeba posiadac jakas wiedze, by moc ja
    > zrozumiec jak rowniez zapoznac sie z konkretnymi teoriami konkretnych
    fizykow,
    > bo samemu sie ich nie wymysli. Adopcja to cos, co bardzo latwo bez niczyjej
    > pomocy w roznych wariantach samemu sobie wyobrazic, samemu sie nad tym
    > zastanowic i samemu wyciagnac wlasne wnioski. „Autorytety“ nie sa d
    > o tego ani
    > konieczne ani niekoniecznie przydatne.

    Czasem autorytety sa potrzebne po to, aby przypomniec ze 2+2=4.
  • 20.04.06, 16:39

    > Czasem autorytety sa potrzebne po to, aby przypomniec ze 2+2=4.

    Adopcja dlaczego, przez kogo nie jest matematycznym zadaniem z tylko jednym
    wlasciwym rozwiazaniem. Chociaz niektorym tak sie moze wydawac.

    --
    czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful bad boy!
  • 20.04.06, 17:10
    xurek napisała:

    > Adopcja dlaczego, przez kogo nie jest matematycznym zadaniem z tylko jednym
    > wlasciwym rozwiazaniem. Chociaz niektorym tak sie moze wydawac.

    Xurku, oczywiscie, ze adopcja nie ma nic wspolnego z matematyka, ani moja
    ostatnia wypowiedz nic z matematyka wspolnego nie miala:-)
    Zamiast napisac "2+2=4" moglabym napisac ze autorytety sa potrzebne aby
    przypomniec znaczenie pewnych pojec, takich jak "rodzina" czy "malzenstwo"
    chocby.
    Podobnie jak 2+2=4, tak rodzina to ojciec+matka+potomstwo a malzenstwo to
    zwiazek osob roznej plci.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.