Dodaj do ulubionych

Czy bylibyscie szczesliwi teraz w Polsce?

22.01.07, 23:46
Wezwana przez Ertesa kopiuje pytanie z forum Polonia:

Autor: lymeryk
Data: 21.01.07, 04:14 + dodaj do ulubionych wątków

gdybyscie nigdy nie wyjechali, czy bylibyscie tak szczesliwi jak tutaj,
gdziekolwiek to jest: USA, Canada, AU, EU?

Hipotetyczne i moze dziwne pytanie, ale takie mysli czasami wpadaja same do
glowy

Chyba nie, chyba niemozliwe, chyba szczescie takie jak tutaj nigdy nie dane
nam bylo doczekac w Polsce. Wszystko od czego mentalnie i fizycznie uciekalo
sie 10 czy 20 i wiecej lat temu, ciagle w Polsce istnieje
Czas zatrzymal sie w Polsce od polamanych chodnikow po ciemno szare budynki z
odpadajacym tynkiem i smierdzacych moczem dworcow, bram i klatek schodowych.
Ludzie nie zmienili sie na lepsze, wrecz przeciwnie, postarzeli sie, zrobili
sie bardziej zgorzkniali i zawzieci, bieda ich zniszczyla, walka o byt zabila
w nich radosc z zycia.
Nadzieja, ze wszystko sie zmieni, ze wystarczy tylko zmienic system, partie
polityczna, rzad i juz bedzie lepiej, beda szklane domy dla wszystkich i
spelnia sie oczekiwania i marzenia mlodych i starych.
Niestety to nie nastapilo i chyba jest teraz oczywiste, ze cudu nie bedzie, ze
obietnice tych przy wladzy to klamstwo i oszustwo, puste szyderstwo
niezniszczalnych mafijnych ukladowcow, ktorzy przetrwali wojny, zmiane ustroju
i maja sie lepiej niz kiedykolwiek pasozytujac na spoleczenstwie.
In meantime, tuz za granica Polski, zaczyna sie inny swiat, swiat innych
ludzi, swiat innych wartosci, innej terazniejszosci i przyszlosci, tuz za
granica ulice sa wybrukowane mozliwosciami, ktorych w Polsce nigdy nie bylo,
nie ma i nie bedzie, przynajmniej za naszego zycia...
----

Luiza-w-Ogrodzie
.¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
Australia-uzyteczne linki
Edytor zaawansowany
  • 23.01.07, 05:12
    Piekielnie tendencyjnie piszesz. Jest to absolutnie nieprawda.
    W Polsce są tacy sami ludzie jak wszędzie. Bydlaki, cwaniaki i ludzie o złotych
    sercach. Nie mówiąc że naprawdę są tam piękne dziewczyny. Faceci rzeczywiście
    golą się za bardzo łyso i twarze mają jakby ktoś z grubsza pniak tępą siekierą
    obciosał, ale w środku pod przykrywką obcesowości kryją się dobre serca.
    A możliwości? Takie same jak wszędzie. U nas w Ameryce to niby nie ma
    przegranych? A to że ludzie się nauczyli że nikt im szklanych domów im nie
    zamierza wybudować? A tobie w Australi ktoś taki dom zbudował?
    Bardzo dobrze że ludzie spadli ze swoich wygórowanych ideałów na bruk. Bardzo
    dobrze, nauczyło ich to że sami mają sobie ten normalny świat zbudować. I
    starają się jak mogą...

    Jednego mnie emigracja nauczyła - dokonałem bardzo trudnego i nieoczywistego
    odkrycia że ludzie wszędzie są tacy sami.

    Wierzę w Polaków i tyle.

    --
    Nigdy nie bądź wyniosły wobec pokornych - i nigdy nie bądź pokorny wobec wyniosłych.
  • 23.01.07, 05:15
    O, zapomnialem odpowiedzieć czy byłbym szczęśliwy w Polsce. Nie wiem, tak samo
    jak nie wiem czy byłbym szczęśliwy w Luksemburgu, Londynie czy Seattle. Mieszkam
    tu gdzie mieszkam i staram się być na tyle szczęśliwy jak mogę. A jakbym
    mieszkał w Warszawie to bym się starał dokładnie tak samo.

    --
    Nigdy nie bądź wyniosły wobec pokornych - i nigdy nie bądź pokorny wobec wyniosłych.
  • 23.01.07, 05:52
    Swiatlo, czytaj ze zrozumieniem. Skopiowalam post z forum Polonia, to nie jest
    moj tekst.

    Luiza-w-Ogrodzie
    .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
    Australia-uzyteczne linki
  • 23.01.07, 06:20
    luiza-w-ogrodzie napisała:

    > Swiatlo, czytaj ze zrozumieniem. Skopiowalam post z forum Polonia, to nie
    > jest moj tekst.

    Ooops, sorry...

    --
    Nigdy nie bądź wyniosły wobec pokornych - i nigdy nie bądź pokorny wobec
    wyniosłych.
  • 23.01.07, 06:25
    Przynioslas temat tutaj, skopiowalas tekst nie dodajac nic od siebie wiec
    Swiatlo, rozsadnie, przyjal ze jest to twoje zdanie.

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."
    Galeria
    Picasa
  • 23.01.07, 08:10
    ertes napisał:

    > Przynioslas temat tutaj, skopiowalas tekst nie dodajac nic od siebie wiec
    > Swiatlo, rozsadnie, przyjal ze jest to twoje zdanie.

    To nie wystarczy ze napisalam ze skopiowalam tekst z forum Polonia i podalam
    nicka autora zeby sie domyslic, ze to nie moj tekst? Oops.

    Luiza-w-Ogrodzie
    .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
    Australia-uzyteczne linki
  • 23.01.07, 06:26
    > Wierzę w Polaków i tyle.

    A na jakiej podstawie?


    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."
    Galeria
    Picasa
  • 23.01.07, 06:44
    ertes napisał:

    > > Wierzę w Polaków i tyle.

    > A na jakiej podstawie?

    A na jakiej podstawie mam nie wierzyć?

    --
    Nigdy nie bądź wyniosły wobec pokornych - i nigdy nie bądź pokorny wobec
    wyniosłych.
  • 23.01.07, 07:32
    A chociazby przeczytaj sobie jakis podrecznik do historii.
    Same zajebiste sukcesy...

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."
    Galeria
    Picasa
  • 23.01.07, 07:51
    ertes napisał:

    > A chociazby przeczytaj sobie jakis podrecznik do historii.
    > Same zajebiste sukcesy...

    Po pierwsze to każdy naród ma jakąś zajebistą historię, w niczym się nie wyróżniamy.
    Po drugie nawet po tej zajebistej historii dalej się trzymamy mocno, więc nie
    jest źle. Wróżę że prędzej się Ameryka rozpadnie niż Polska zniknie.
    Sukcesy też mamy takie jakie ma każdy. Raz po mordzie, raz lepiej. A zobacz
    jakie oszołomy w Serbii, Rosji czy innych demoludach. Kaczyński to baranek.
    A zresztą posiadanie popieprzonych polityków nie mówi nic o narodzie. Każdy
    polityk jest popieprzony. Jakby Amerykę oceniać po Bushu to dopiero by było!

    Po upadku PRL-u myślałem że Polsce zajmie bibilijne 40 lat aby się stać
    normalnym krajem. Po ostatnich podróżach redukuję tę liczbę do 30. Czyli jeszcze
    13 lat.

    --
    Nigdy nie bądź wyniosły wobec pokornych - i nigdy nie bądź pokorny wobec wyniosłych.
  • 23.01.07, 08:18
    Sądzę, że tak, byłabym szczęśliwa. Ale ja przed niczym "mentalnie i fizycznie"
    nie uciekałam.

    Dodam jeszcze, że tutaj _również_ jestem szczęśliwa. :-)
    --
    Problems are opportunities in work clothes.
  • 23.01.07, 09:44
    Nie wiem czy ja bylabym szczesliwa gdybym nie wyjechala z Polski bo nie wiem
    jakby sie tam moje zycie ulozylo. Wiem jednak, ze gdybym teraz wrocila na stale
    do Polski, nie bylabym szczesliwa. Dlaczego? Bo wyobrazam sobie ze byloby to
    tak jak na poczatku mojej emigracji z Polski- rozdarcie miedzy tu i tam,
    tesknota do tego, co zostawilam, przyzwyczajanie sie do nowego. A moze
    wlasciwie byloby nawet gorzej, bo teraz mam 25 lat wiecej, mniej energii, mniej
    zapalu, nie musze juz niczego nowego tworzyc ani udowadniac.

    Wiem jednak, ze i w Polsce sa szczesliwi ludzie, spotykam ich tam. Sa
    zadowoleni z tego co maja, sa przyzwyczajeni i nie zauwazaja tego co my
    zauwazamy, tzn. tych klatek, bram, chodnikow.
  • 23.01.07, 10:23
    Na tak postawione pytanie nie da sie chyba odpowiedziec.
    Kazdy z nas wyjechal z Polski dawno i z jakichs osobistych powodow. Polska dla
    mnie to wspomnienia i rzadkie wyrywki prasowe. W Warszawie mam jednak brata i
    dwu znajomych ze studiow z ktorymi jestem w stalym kontakcie.

    Nie zgadzam sie z teoria ze ludzie w Polsce sa bezczynni i wyczekujacy. I w
    czasach komunistycznych tez tak bylo. Wielu partyjnych wykazywalo duzo
    inicjatywy w celach poprawienia bytu ich rodzinom (z zagranicznymi studiami
    dzieciatek wlacznie) uzywajac "oficjalnej linii partii" jako pretekstu.
    Wielu "przeciwnych" liniom oficjalnym tez uzywalo swoja bezpartyjnosc jako
    pretekst do celow podobnych. Pokrzywdzeni byli w koncu ci ktorzy nie mogli
    polapac sie w rozdanych wtedy kartach oraz w zasadach gry. Jakby nie bylo,
    zycie rownolegle kwitlo, co jest dla mnie zaprzeczeniem tezy o wyczekiwaniu.

    Poruszone tu pojecie chamstwa tez jest dla mnie rzecza mglista. Bo mowimy tu o
    klocacych sie w tramwaju, o babie w papilotach stojacej w kolejce po kielbase
    do upieczenia na ruszcie, o warczacej kasjerce, o zabijaniu karpi mlotkiem w
    wannie, o zupach pomidorowych z ryzem, o chlaniu wodki i sikaniu na trotuarze?
    Mysle ze to o czym mowie wynikalo wylacznie z warunkow w jakich ludzie kiedys w
    Polsce zyli. Z tego co slysze, to cos znika, a moze juz zniklo.
    Jesli chamstwem nazywamy oszustwa podatkowe, kradzieze mienia publicznego, to
    nie sadze by Polacy specjalnie wyrozniali sie na tym polu dzialania od innych,
    nawet "najznakomitszych nacji".

    Zgadzam sie natomiast z teoria ze Polacy nie potrafili utrwalic swych sukcesow
    w historii i stworzyc jakiegos "kapitalu wyjsciowego" i ze ta historia jest
    ciagle przerywana i jakas poszarpana i jakby tworzona prowizorycznie i
    nienaprawde.
    Moim zdaniem wynika to z braku doswiadczenia kadr politycznych i z braku
    kultury demokracji. I tego, niestety, nie wychodzi sie ani w 40sci ani w 13scie
    lat, kolego Swiatlo.
    Polacy ciagle czekaja jeszcze na jakiegos wyimaginowanego "meza
    opatrznosciowego" ktory rozwiaze wszystkie polskie problemy, zamiast zajac sie
    wzmocnieniem ich wiedzy o demokracji i jej praktykowania.

    Uwazam ze Polakom bardzo pomoze wlaczenie sie do Europy, pomoze chociazby w
    ksztaltowaniu kadr i politycznych i administracyjnych. Poki co, czesto
    kompromituja sie w parlamencie europejskim pokrzykiwaniem a nie inteligencja w
    negocjacjach, czego najbardziej znanym przykladem byla publiczna manifestacja
    polskich parlamentarzystow europejskich, z zorganizowaniem "dzikiej" wystawy i
    konferencji w korytarzach nawolujacej do walki z przerywaniem ciazy.

    Moje dzieci o Polsce wiedza niewiele, po polsku nie mowia wcale.
    Oprocz "jaksiemasz" i "dziekuje" ktorego nauczyly sie ogladajac film "Borat" ;-)
    Mialy jednak mozliwosc pojechac do Polski na tydzien (osobno i kazde ze swoim
    narzeczonym), z ich inicjatywy, co w pewnym sensie sprawilo mi przyjemnosc.
    Polecialy same, bez kontaktu z rodzina na miejscu, zwiedzily troche Warszawe na
    bazie bardzo skroconego "przewodnika" ktory im sama przygotowalam.
    Wrocily zachwycone, i jedno i drugie! Ogromnym miastem, dynamika miasta,
    restauracjami, barami, zyciem w nocy, wszystkim. Zdziwione byly ogromnymi
    wymiarami warszawskich ulic (jak autostrady), ogromnymi wymiarami posilkow,
    godzinami posilkow. Prawda jest ze spedzily tam niecaly tydzien i nie ma
    przeciez mowy zeby do Polski mialy jechac zyc.
    Z kolei dwoje dzieci mojego brata zyja jedna noga w Polsce (pracuja w wielkich
    firmach zagranicznych), czyli maja oficjalny adres w Warszawie, przebywajac za
    granica ich czas pracy (wlasciwie na swiecie). Szkoly robily w Polsce, douczyly
    sie za granica, prace znalazly w Polsce, adres maja w Polsce i sadze ze sa
    szczesliwe. Bratanek ktory spedzil rok we Francji w INSEAD, odpowiedzial
    jednemu z moich znajomych na jego pytanie czy nie zamierza opuscic Polski:
    dlaczego? nie rozumiem pytania...

    A ja w tym wszystkim? Istnieje wiele miejsc na ziemi gdzie nie moglabym zyc i,
    niestety, Polska nalezy do tych miejsc.
    Uwazam ze wplyw kosciola na zycie w kazdym jego fragmencie, jest dla mnie nie
    do przyjecia. Kosciol wyznacza droge moralnosci w kazdej dziedzinie zycia i ma
    wplyw na absolutnie wszystkich obywateli tego kraju, z roznymi skutkami.
    Skutkiem tego jest np wypowiedz durnia z min. oswiaty przytoczona tu na tym
    forum. Kosciol wywolal bardzo wiele zla w polskiej swiadomosci, rowniez
    politycznej. "Historyczna rola polskiego kosciola" powinna byc solidnie i
    powaznie przeanalizowana, z wyciagnieciem solidnych i powaznych wnioskow.

    Jacys tam np Kaczynscy mi osobiscie by chyba nie przeszkadzali...gdybym tam
    zyla.
    Przeszkadzalaby mi jednak ta polska strona "prowincjonalnosci".
    Pewno przeszkadzalyby mi "problemy techniczne", ze cos wysiada, ze nie dziala
    (posty Jutki).

    No ale chyba najbardziej kompetentne w tym temacie sa osoby ktore po dlugich
    pobytach zagranicznych do Polski wrocily i tam zyja.


    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 27.01.07, 21:28
    Myslalam, ze bede miec czas cos napisac z Italii w tym temacie, ale niestety.
    Napisze wiecej juz z PL.
    :-)

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 23.01.07, 11:23
    Pozwole sobie odniesc sie kiedy indziej, najpozniej po powrocie.
    :-)))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 23.01.07, 12:16
    Ja jestem.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
  • 23.01.07, 13:36
    To takie abstrakcyjne pojecie. W roznych momentach zycia rozne rzeczy robia nas
    szczesliwych.To co robilo nas szczesliwych gdysmy mieli 20 lat dzis nie jest
    takie wazne...wrecz moze niewazne albo i nieszczesliwym robi.
    Czytalam gdzies ze do szczescia czlowiek sie przyzwyczaja i to pewnie fakt bo
    wyobrazmy sobie ze marzymy o domu z ogrodem, piekna fura i kieszeni wypchanej i
    wygrywamy nagle mase pieniedzy. Kupujemy sobie to co marzylismy, jestesmy
    szczesliwi dwa, trzy latka po czym zaczynamy odczuwac mniejszy komfort,
    mniejsze zadowaoleni, zaczynamy marzyc o czyms innym. przyzwyczajamy sie po
    prostu.
    Sa ludzie ktorzy wogole nawet nie probuja cokolwiek zmienic gdyz stwierdzili ze
    nie ma sensu sie wysilac gdyz i tak bedzie dobrze pare lat a potem znudzi sie i
    to, bo wszystko kiedys sie znudzi.
    Akurat dzis pewnie bym byla szczesliwa gdybym byla w Polsce ale pod warunkiem
    ze nie musialabym pracowac. Mam cala liste archiwow, bibliotek do odwiedzenia,
    mase ludzi z ktorymi chcialabym sie spotkac i pociagnac za jezyk.
    Tak pewnie z roczek bylabym szczesliwa...

    Jak to kiedys mialam w sygnaturce
    "Lepiej byc szczesliwym przez chwile niz nigdy"

    --
    Copyright © szfedka 2007
  • 24.01.07, 03:27
    Napisałam już gdzieś wcześniej - nie czułam się nieszczęśliwa gdy mieszkałam w
    Polsce. Raczej zmęczona i znużona ciągłą walką dnia codziennego, oraz ogólnym
    brakiem perspektyw i marazmem.

    Pytanie czy byłabym szczęśliwa teraz w Polsce? - nigdy do mnie w takiej formie
    nie wróciło. Nigdy nie tęskniłam za Polską. Moje sporadyczne wizyty są tego
    chyba najlepszym dowodem. Nie mam potrzeby.

    Wróciło do mnie natomiast jakiś czas pytanie; czy chcielibyśmy/moglibyśmy
    obecnie wrócić do Polski.
    Zdecydowanie nie. Zdecydowanie nie po tym, co wydarzyło się Nam tutaj. Mam na
    myśli spirytualizm męża oraz własne 'budzenie się'.
    Wiem, że nikt by Nam tam za to głowy nie ukręcił w dosłownym tego słowa
    znaczeniu ale nie sądzę abym miała chęć na życie 'trędowatej'. Obiektywnie
    patrząc, Polska nie jest jedynym krajem gdzie Nasz spirytualizm mógłby budzić
    poważniejsze kłopoty. Nie widzę się z tego powodu jeszcze w kilku innych.
    W Australia zdecydowanie nie wyróźniamy się i nie bulwersujemy nikogo.

    Przynajmniej mam odpowiedź po latach, dlaczego pewnego dnia obudziłam się i
    postanowiłam wyjachać do Australii. Nic nie dzieje się bez powodu.

    Kan

  • 25.01.07, 10:46
    Nieco wyzej napisalam o szczerym zachwycie moich dzieci Warszawa podczas ich
    krotkiego tam pobytu i mowilam ze zaskoczylo ich kilka rzeczy jak szerokosci
    ulic, wielkosci posilkow....
    Zapomnialam natomiast czegos co je i zaskoczylo i bardzo niepodobalo, a
    mianowicie lektor czytajacy teksty filmow niepolskich w tv, co nie pozwala nie
    znajacym polskiego na ogladanie tychze filmow i zasmradza dzwiek i atmosfere
    filmow.
    A ja myslalam ze to cos juz dawno sie skonczylo!
    Jeszcze jeden powod ktory dodaje sie do innych: zycie w Polsce jest niemozliwe!

    ;-)))

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 25.01.07, 15:46
    Co kto lubi. Wole lektora niz fatalny dubing, przynajmniej mam pojecie jakim
    glosem i z jaka intonacja mowia aktorzy. Ale uczciwie przyznaje ze, moj maz
    Francuz tego nie znosi. Nadal, mimo kolejnej zimy ktora zaskoczyla drogowcow,
    lubie tu byc i zyc.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
  • 25.01.07, 15:51
    Uwielbiam warszawskie teatry, filharmonie i do zeszlego roku co raz bardziej
    lubilam Opere, ale juz znowu nie lubie. Uwielbiam galerie i sceny offowe,
    biblioteki, czytelnie i muzea, bazary i szmateksy. Brzeg Wisly i most
    Poniatowskiego i czerniakowskich meneli. Nic na to nie poradze tu jestem w
    domu. Pasjami uwielbialam Francje i swietnie sie tam czulam, ale wole byc tutaj.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
  • 25.01.07, 16:09
    Nie lubie ani lektorów ani dubingów. Najbardziej odpowiada mi wersja oryginalna
    z napisami, ale zdaje sobie sprawe, ze w TV to trudno wykonalne. Z dwojga zlego
    wybieram wiec lektora. I to wlasnie lubie w polskich kinach. Filmy w wersji
    oryginalnej z napisami. W Hiszpanii filmy sa dubingowane i jest naprawde malo
    kin z filmami w wersji originalnej i czesto stajesz przed wyborem: albo
    zobaczyc film dubingowany, albo czekac az wyjdzie na DVD i wtedy obejrzec go w
    wersji oryginalnej.
  • 25.01.07, 16:03
    hehe natomiast dubbing polepsza atmosfere filme i wcale jej nie zasmradza.
    Smieszne.

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."
    Galeria
    Picasa
  • 25.01.07, 17:20
    hehe,
    Osobiscie w tv oraz w kinach ogladam wylacznie wersje oryginalne z napisami.
    Wylacznie. Nie znosze zasmradzania oryginalnego dziela. Podobnie jak
    przemalowanych obrazow. Nie wiem kto tu pisal o dubbingach, nie ja.
    hehe

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 25.01.07, 17:37
    A przy okazji, nic to nie ma wspolnego z zyciem w Polsce, ale istnieje tez
    szkola amerykanska. Ani dubbingi, ani napisy ani lektorzy, a zrzynanie filmow
    zagranicznych z dialogami po amerykansku, z amerykanskimi aktorami,
    amerykanskimi dekoracjami, wszystkim co amerykanskie, tak by widz amerykanski
    zrozumial. Przeciez nie musi wiedziec ze istnieje inny film niz amerykanski.
    Ach, to nieamerykanskie zawracanie glowy! I coz za arogancja krecic filmy nie
    po amerykansku!

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 25.01.07, 21:52
    I co najsmieszniejsze w tym wszystkim to taka produkcja przynosi 10-krotnie
    wyzsze dochody jak oryginal.


    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."
    Galeria
    Picasa
  • 26.01.07, 07:44
    Jest to tzw amerykanskie otwarcie na swiat.
    Podobnie jak wojny ktore prowadza by uczyc mlodych Amerykanow geografii.
    Same korzysci!

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 05.02.07, 19:44
    lucja7 napisała:
    ...
    > Zapomnialam natomiast czegos co je i zaskoczylo i bardzo niepodobalo, a
    > mianowicie lektor czytajacy teksty filmow niepolskich w tv, co nie pozwala nie
    > znajacym polskiego na ogladanie tychze filmow i zasmradza dzwiek i atmosfere
    > filmow.
    > A ja myslalam ze to cos juz dawno sie skonczylo!
    > Jeszcze jeden powod ktory dodaje sie do innych: zycie w Polsce jest niemozliwe!

    ciekawe -
    1. wyminilas cala liste plusow, potem jeden minus - i wniosek - zycie niemozliwe

    2. zapewnie Ci uszlo uwagi, ze telewizja w Polsce nastawiona jest na lokalnych
    odbiorcow (99.99% a nie na przyjezdnych ktorzy nie znaja polskiego

    pzdr

    Pawel
    mezczyzna - luksus w sam razzzz
    --

    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 16.04.07, 11:10
    Lucjo7,
    Ten powód jest śmieszny. Przez lektora filmowego miałbym gzieś nie mieszkać??
    Zresztą sama wcześniej napisałaś, że twoje dzieći nie znają języka polskiego.

    PS.
    W Niemczech wszystkie filmy zagraniczne są z dubbingiem, nie powiesz chyba, że
    to byłoby lepsze?!
    Co do ulic, to nie zgadzam się, bo nie są wcale takie szerokie jak autostrady,
    ale skoro takie są opinie amerykanów, to powinniśmy się cieszyć :-)
  • 16.04.07, 11:17
    Widze nowa "twarz", witam serdecznie, i dzien dobry. :-)

    Skad piszesz (geograficznie)?
    Pozdrawiam,
    J. :-)

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 16.04.07, 11:21
    cześć, witam
    z Polski Lizko
  • 16.04.07, 11:22
    Jutko, sorrki wielki, ale właśnie czytałem post Lizy... :-)
  • 16.04.07, 14:17
    nevergiveup napisał:

    > Jutko, sorrki wielki, ale właśnie czytałem post Lizy... :-)

    ODP: A tutaj się serduszko zakumflowałeś. Tak właśnie otwieram sobie Forum i
    patrzę czemu mi się w oczach mieni, chociaż beztrunkowo sobie siedzę?
    Czytaj, czytaj i napisz więcej.

    Pozdrawiam
    Kan
  • 16.04.07, 15:20
    No najwyraźniej chodzi o mnie..... chyba, że sie mylę (co jest najbardziej
    prawdopodobnym scenariuszem).

    Ale jak najbardziej pozdrawiam :)
  • 16.04.07, 16:12
    Wprawdzie nie wiem, o co chodzi, ale OK. ;-))))))))

    Pytalam po prostu "skad piszesz". :-D

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 16.04.07, 17:07
    Jutko, to to przylazlo za mna niestety.
    Juz taka moja dola ze jak komus przepier**le to nie moze spac i lazi potem za mna
    jak wiesz co. Kolejny ktory bedzie chcial udowodnic to co juz tylu probowalo.
    Vide ostatni post na tym watke hehe

    Juz nawet emaile dostaje po tym jak studiowal moje posty.
    A ma co studiowac. Byndzie tego z 15 tysiecy :)
    Zobaczymy co moj nowy fan club wymysli.
  • 16.04.07, 19:05
    ertes napisał:

    > Jutko, to to przylazlo za mna niestety.
    > Juz taka moja dola ze jak komus przepier**le to nie moze spac i lazi potem za
    m
    > na
    > jak wiesz co. Kolejny ktory bedzie chcial udowodnic to co juz tylu probowalo.
    > Vide ostatni post na tym watke hehe
    >
    > Juz nawet emaile dostaje po tym jak studiowal moje posty.
    > A ma co studiowac. Byndzie tego z 15 tysiecy :)
    > Zobaczymy co moj nowy fan club wymysli.

    Wysokie mniemanie masz o sobie....
  • 16.04.07, 20:01
    Wyobraz sobie ze mam co potwierdza twoj przypadek.
    Zostales zbesztany przeze mnie na jednym z for po czym zaczales pogryzac mi
    kostki na kilku watkach jak szczeniak.
    Teraz przywlokles sie za mna na to forum gdzie zaczynasz od nieudolnej proby
    wyplakania sie i pozalenia na mnie. Nie wspominajac o placzliwym email-u jaki do
    mnie wyslales.

    W kazdym razie witam cie w moim Fun Club.
    Tylko pamietaj: zabawa z ogniem z reguly konczy sie zle...
  • 16.04.07, 21:11
    ertes napisał:

    > Jutko, to to przylazlo za mna niestety.
    > Juz taka moja dola ze jak komus przepier**le to nie moze spac i lazi potem za
    mna jak wiesz co.

    *** "toto" lekcew. «o kimś lub o czymś mało ważnym»
    i jeśli już mnie obrażasz, to pisz poprawnie czyli RAZEM, no i chyba powinno
    być przypier****
    No i "toto" nie przylazło tutaj za tobą, nie pochlebiaj sobie.

    > Kolejny ktory bedzie chcial udowodnic to co juz tylu probowalo.
    > Vide ostatni post na tym watke hehe

    ****A to już są twoje przypuszczenia i zostawiam Cię z nimi.

    > Juz nawet emaile dostaje po tym jak studiowal moje posty.
    > A ma co studiowac. Byndzie tego z 15 tysiecy :)
    > Zobaczymy co moj nowy fan club wymysli.

    ****Jeden mail (i to dlatego, żeby na forum nie robić Ci obciachu), to chyba
    jeszcze nie liczba mnoga??
    A na fan-club chyba za wcześnie jeszcze, bo przecież fan-cluby zakłada się
    idolom - czyż nie?

    PS.
    Wnoszę zatem, że bardzo Cię aprobuje moja osoba, skoro tak usilnie to okazujesz.
  • 26.04.07, 15:36
    nevergiveup - widac zes nowy....
    Trafiles do fan-clubu ustanowionego pare lat temu i nic tu nie zmienisz...
    Jutka przywalila mi juz jakies 3 lata temu z zazdrosci torebka_przez_leb za
    podszczypywanie Ertesowych golych lydek.... blizne na czole mam do teraz....

    ...Wiec pocaluj Ertesa w wlochate kolanko, albo siedz cicho jak Ci fan club nie
    odpowiada...

    Milego!!
    --
    Maja

  • 26.04.07, 16:57
    Dopiero teraz doczytalam te wpisy.
    Sorki, jak mawiaja nastolatki. :-)

    Fanclub Ertesa istnieje i ma sie dobrze, ja akurat jestem w prawdziwym
    fanclubie, i to nie tylko z powodu Ertesowych zgrabnych nog. ;-)))

    Maju, a Ty to kurde pamietliwa jestes! ;-)))

    Kochani, ja sie wlasnie luzuje pracujac fizycznie w ogrodzie.
    Wszystkim zycze takiego zen, i niniejszym ide harowac dalej.
    Wszystko przez Luize. Kurdebalans.

    Nevergiveup - spokojnie jak na wojnie. :-) Milego forumowania, i nie dawaj sie
    prowokowac. ;-)))))))))))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 27.04.07, 08:46
    czyli skrecenie z fantazjowania na temat "co by bylo gdyby babcia wasy miala",
    na Ertesa. Pozwalam sobie radosnie przypomniec, ze jestem jednym z czlonkow-
    zalozycieli tego fan clubu, jedynie z pierwszego miejsca przepedzona znana
    niektorym torepkom bez leb z pierwszego miejsca. Jutka nie wahala sie nawet
    podskoczyc do naszego idola i tym samym zyskala sobie absolutne pierwszenstwo w
    drodze do nog Ertesa:))))
    --
    ^°^°^°^°^°^°^°^°^°^°^°
  • 27.04.07, 09:00

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 27.04.07, 13:16
    Ja myslalam ze ten pomysl to, tak jak pisala Szwedka, zeby typa usadzac w
    dyskusjach ;-)
    Wyrazam wiec wyrazy wspolczucia Ewa :-)))))

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 10.05.07, 18:04
    jutka1 napisała:


    >
    > Maju, a Ty to kurde pamietliwa jestes! ;-)))
    %%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
    Blizne do dzisiaj mam na czole....
    ;-)))))))))))))))


    --
    Maja

  • 11.05.07, 00:26
    Tulitulituli, no daj podmucham... Przeszlo? ;-)))))))))))))
    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 27.04.07, 12:06
    to ja tu jestem od samego poczatku, i nigdy mi nie przyszlo do glowy, ze to
    fan-club Ertesa...

    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 16.04.07, 19:02
    Jutka, no i Ci odpowiedziałem, a to "najwyraźniej chyba chodzi o mnie...", to
    odpowiadałem kan_z_oz

    Pozdrawiam
  • 16.04.07, 18:52
    nevergiveup napisał:
    "Lucjo7,
    Ten powód jest śmieszny. Przez lektora filmowego miałbym gzieś nie mieszkać??
    Zresztą sama wcześniej napisałaś, że twoje dzieći nie znają języka polskiego.
    PS.
    W Niemczech wszystkie filmy zagraniczne są z dubbingiem, nie powiesz chyba, że
    to byłoby lepsze?!
    Co do ulic, to nie zgadzam się, bo nie są wcale takie szerokie jak autostrady,
    ale skoro takie są opinie amerykanów, to powinniśmy się cieszyć :-)"

    Wyraznie mam problem z tym lektorem dialogow w Polsce. A raczej z problemem
    lektora.
    Uprzejmie wyjasniam po raz ktorysdziesiaty:
    Jest film inny niz polski. Aktorzy mowia w tym filmie po innemu niz polskiemu.
    Jest w tym samym czasie oprocz dialogow tlo dzwiekowe, muzyka, wpisywanie sie
    osob trzecich, piatych.....
    Na to wszystko co czyni film, nakladaja w Polsce monotonny glos lektora
    mowiacego za wszystkich, jak gadzinowka.
    Przeszkadza to w lekturze oryginalnego dzwieku filmu.
    Jest to po prostu masakra dziela ktorego dzwiek zostal zniszczony, z dialogami
    oryginalnymi wlacznie.
    Widz niepolski i nierozumiejacy polskiego nie moze w Polsce ogladac filmow z
    powodow dwu: nie rozumie co mowia oraz ma na dokladke zmasakrowany dzwiek z
    muzyka wlacznie.

    Wypowiadalam sie juz tez ze chodze osobiscie wylacznie na filmy
    niezmasakrowane, czyli w wersji oryginalnej, z tekstowym tlumaczeniem dialogow,
    jak sto lat temu. Podobnie zreszta jak sie to robi w cywilizowanych teatrach.
    Wyobraz sobie teatr, aktorow mowiacych w jakims jezyku, oraz stojacego w kacie
    ponurego typa czytajacego z zeszytu role aktorki, aktora, choru, wszystkiego co
    sie da. Chyba niewyobrazalne!
    Powod jest bardzo serio i nie wiem co do tego maja Niemcy.

    Wiele arterii warszawskich jest szerszych niz wiele autostrad, rowniez
    amerykanskich, ale tez nie wiem co ma do tego Ameryka.
    Te arterie rozpieprzaja miasto zamiast zblizac i ulatwiac jego uzywanie.

    Mam nadzieje ze co do kina i lektora to juz wystarczy? Darujcie ;-)))

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 25.01.07, 20:43
    nie jest latwo odpowiedziec na takie pytanie;

    'lymeryk' jest oczywiscie potwornie tendencyjny.

    Sporo sie zmienilo, sporo sie zmienia.

    Mozliwosci zrobienia kariery w Polsce dla wielu z nas byly i sa lepsze;

    obserwuje co moi znajomi zrobili i wiekszosc - mam wrazenie - wyszla na tym lepiej.
    Naszlo mnie niedawno sposrzezenie - z Solidanosciowej emigracji (ogromna
    wiekszosc to ludzie wyksztalceni) nie znam ani jednego przypadku by ktos zostal
    tu w Australii profesorem... (nie twierdze, ze nie ma, ale to musi byc paskudna
    rzadkosc...)

    Inna sprawa, ze moja zona nie wytrzymywala juz mieszkania z tesciami
    (wyjechalismy w 1994), a jako ze odsetki bankowe byly na poziome 64% to nie
    dawalo sie wziac kredytu.

    Nawet proste pytania nie zawsze maja proste odpowiedzi.
    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 27.01.07, 21:15
    Ostatnio sledze wydarzenia w Polsce i to co widze/slysze, przeraza mnie.
    korupcja, lapowki, znajomosci, bez tego w tym "raju" zyc sie nie da.
    Wczoraj w dzienniku bylo o zadluzeniach szpitali. Na operacje kolana,
    czy stawu biodrowego czeka sie 2-5 LAT w zaleznosci od miejscowosci.
    Pacjenci ze w lzami w oczach opowiadaja...nie, ja juz tego nie
    odbieram, ale mysle ze nie zmyslali.

    Luiza, czy slyszalas o IRUKONGI (mysle, ze tak sie pisze).

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 29.01.07, 00:50
    Bellu, masz na mysli meduzy Irukanji z rodziny box jellyfish? Poltora roku temu
    zostalam poparzona przez malenka meduze z tej samej rodziny (ale nie Irukanji,
    tylko Jimble Jellyfish). Slady wygladaly i czulo sie je jak oparzenia
    przylozonym rozzarzonym drutem, nie goily sie przez trzy tygodnie a blizny
    widac jeszcze dzis, choc juz slabo.
    Na Irukanji nie ma lekarstwa.
    Polecam sydnejskie plaze, tu Irukanji nie ma :o[+]
    Pozdrawiam
    Luiza-w-Ogrodzie
    .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
    Australia-uzyteczne linki
  • 03.02.07, 13:30
    L. obawiam sie ze jestes w bledzie, slady jakie zauwazylas
    na swoim ciele to pozostalosci po kontakcie wlasnie z irukandji.
    Obejrzalam doc. film na discovery i do tej pory jestem pod wrazeniem.
    Kto by przypuszczal , ze to przezroczyste malenstwo, wielkosci
    paznokcia moze byc tak niebezpieczne. Masz racje, glosno zrobilo
    sie dopiero w 2005 roku, wczesniej nie chciano robic paniki
    jak rowniez tracic milionow dolarow przez zamykanie plaz,
    siatki, niestety nie sa wystarczajace kiedy pojawia sie irukandji.
    a kiedy sie pojawia ? badania trwaja.
    Czy odczuwalas jakis bol ???, podobno jest niewyobrazalny, moze
    utrzymywac sie do 2 tyg. jesli masz na tyle "szczescia" i
    nie utopisz sie w panice, gdzie lekarz stwierdzi tylko zgon
    oczywiscie przez utoniecie. Nikt nie zna prawdziwej liczby
    zgonow z udzialem irukondji.
    wyobraz sobie, ze divers, ktorzy mieli na sobie wet suit
    i rekawiczki rowniez zostali poparzeni przez irukandji,
    zapomnieli bowiem o twarzy...facet z kalifornii wreszcie
    wybral sie na wymarzone ausralijskie rafy, zona przywiozla
    go w pudelku, rozpacz olbrzymia...

    Box jellyfish jest przepiekna, czy udalo ci sie zobaczyc ?

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 29.01.07, 10:32
    Jako jedna z nielicznych tutaj osob sprawdzilam te teze w praktyce. :-)
    Wrocilam swiadomie, do powrotu szykowalam sie co najmniej rok, wszystko bylo "z
    premedytacja" zaplanowane. Wszystko oprocz spraw zawodowych, bo - tez swiadomie
    - dawalam sobie 6-12 miesiecy odpoczynku od zycia zawodowego. Po pol roku bylam
    juz gotowa i wypoczeta. ;-D

    Czy jest tak, jak oczekiwalam? I tak, i nie.

    Na plus: jestem u siebie, nie mam szefa, tzn. sama jestem swoim szefem, sama
    planuje moj czas, jestem blisko rodziny i mam komfort, ze jest tu silna "siec
    wsparcia". Juz wroslam w zycie tutaj, zarowno zawodowo jak i pozazawodowo. Lubie
    tu wracac z podrozy. Mam swiety spokoj i czyste powietrze (to dzieki wsi, nie
    dzieki PL ;-D). Bialy ser i ogorki kiszone, oczywiscie ;-)))))

    Na minus: Chaos i brak przewidywalnosci w wielu dziedzinach.
    Krypto-faszo-kreatury u i blisko wladzy. Koszty zycia. Oddalenie geograficzne od
    tzw. kultury, ktora wczesniej mialam na wyciagniecie reki. Zimy. Ochrona (sic!)
    zdrowia. Stan drog. Problemy z kupieniem _naprawde_ swiezej ryby morskiej (nawet
    wycieczka do Wroclawia nie gwarantuje). Ludzie sie nie usmiechaja, i sa
    negatywnie nastawieni (choc tez rozumiem, ze wiele osob ma ciezkie zycie, wiec
    do czego tu szczerzyc zeby).

    W obu kategoriach moglabym mnozyc...
    Bilans?
    Jest mi tu dobrze. Juz mi przeszly mysli o powtornym wyjezdzie. Niedlugo,
    odpukac, zajme sie nowa, duza rzecza, ktora nie tylko bedzie dobrym stalym
    zrodlem utrzymania, ale tez da mi satysfakcje robienia czegos, co ma naprawde
    znaczenie dla innych.
    Moze sie naucze jezdzic na nartach w ramach zaprzyjazniania sie z zima? :-D

    I mimo tego, ze na aktualna ekipe w wladzy noz mi sie otwiera, i dostarczaja mi
    niezawodnej codziennej dawki irytacji, wole ten bajzel od innego, bo to moj
    bajzel, i juz.

    :-)))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 29.01.07, 10:57
    Pragne zauwazyc ze "nieposiadanie szefa" nie jest, tak jak zycie nawsi,
    specyfika zycia w Polsce. Skreslam wiec to z listy plusow ;-)))
    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 29.01.07, 11:20
    Natomiast atutem dla zycia w Polsce "z powrotem", po dluzszym zyciorysie
    zagranicznym (dobrym, nie jakims tam np tureckim) moze byc ta "przyjemna aura"
    czlowieka ktory zrozumial jak sie swiat kreci i "wie", co moze byc w pewnym
    sensie pomocne w stworzeniu sobie autorytetu "na kredyt".

    ;-))
    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 29.01.07, 11:43
    lucja7 napisała:

    > Natomiast atutem dla zycia w Polsce "z powrotem", po dluzszym zyciorysie
    > zagranicznym (dobrym, nie jakims tam np tureckim) moze byc ta "przyjemna aura"
    > czlowieka ktory zrozumial jak sie swiat kreci i "wie", co moze byc w pewnym
    > sensie pomocne w stworzeniu sobie autorytetu "na kredyt".
    **********
    Moze tak, nie wiem. :-)))
    Nie dotknelo mnie to, a nawet czasem wrecz przeciwnie, spotkalam sie z
    nastawieniem: "taaaa, wrocila z zagranicy, to pewnie wszystkie rozumy pozjadala,
    ale my jej tu pokazemy". ;-)))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 29.01.07, 14:00
    Cos takiego tez pewno istnieje, ale to ci co sie nie licza ;-)
    Miejscowe kacyki potrzebuja ekspertyze ekspertow, wiec.....
    Nie badz taka skromniutka, Pitou, i tak nie wierze.

    :-)))

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 29.01.07, 17:42
    Lulu, moze jestem slepa, ale nie doznalam, naprawde. Doznalam natomiast "trzeba
    jej pokazac gdzie jej miejsce", choc po prawdzie wcale sie tym nie przejelam. :-)
    Lokalnych kacykow nie znam. No, jest pare wyjatkow, ale wylacznie na niwie
    towarzyskiej, a i to niezbyt czesto, i nie pracuje dla nich.

    Bibises,
    P. :-)))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 29.01.07, 11:31
    lucja7 napisała:

    > Pragne zauwazyc ze "nieposiadanie szefa" nie jest, tak jak zycie nawsi,
    > specyfika zycia w Polsce. Skreslam wiec to z listy plusow ;-)))
    ***********
    Alez ja pisalam o "plusach" dla mnie, nie o plusach Polski. :-)))
    A moj powrot do Polski jest zwiazany z uprzednia decyzja "nieposiadania szefa". :-D

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 03.02.07, 14:09
    jutka1 napisała:
    >Wrocilam swiadomie, do powrotu szykowalam sie co najmniej rok, wszystko bylo "z
    > premedytacja" zaplanowane. Wszystko oprocz spraw zawodowych,(...)
    >Bilans
    > Jest mi tu dobrze. Juz mi przeszly mysli o powtornym wyjezdzie(... )

    Nie czepiam sie ! ale...
    Jesli dobrze pamietam, nie jest to twoj pierwszy powrot do kraju,
    zreszta wyjezdzajac z niego nie planowalas wiazac sobie zycia
    na obcej ziemi. Pozniejsze zamozpojscie wywialo cie ponownie z kraju.
    Nastepnie rozwod, uwazam ze to wlasnie on jest glowna przyczyna powrotu.
    Zaczynanie zycia po raz kolejny nie jest z pewnoscia latwe,
    a tulac sie, ilez mozna. Rozpatrywanie zakupu mieszkania w centrum
    Paryza kosztowaloby wiele wyrzeczen, a domek POD, przypuszczam ze rowniez
    dla samotnej osoby bylby duzym wyzwaniem. Ceny w Polsce bardziej
    przystepne...tak widze Twoja "premedytacje"...

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 03.02.07, 14:31
    bella-donna napisała:

    > Nie czepiam sie ! ale...
    > Jesli dobrze pamietam, nie jest to twoj pierwszy powrot do kraju,
    > zreszta wyjezdzajac z niego nie planowalas wiazac sobie zycia
    > na obcej ziemi. Pozniejsze zamozpojscie wywialo cie ponownie z kraju.
    > Nastepnie rozwod, uwazam ze to wlasnie on jest glowna przyczyna powrotu.
    > Zaczynanie zycia po raz kolejny nie jest z pewnoscia latwe,
    > a tulac sie, ilez mozna. Rozpatrywanie zakupu mieszkania w centrum
    > Paryza kosztowaloby wiele wyrzeczen, a domek POD, przypuszczam ze rowniez
    > dla samotnej osoby bylby duzym wyzwaniem. Ceny w Polsce bardziej
    > przystepne...tak widze Twoja "premedytacje"...
    **********
    Bella-Donno, nie traktuje tego jako "czepianie sie", tylko, hmmm... wysnuwanie
    wnioskow na podstawie niepelnych informacji.

    Oczywiscie, rozwod przyspieszyl moja decyzje powrotu, ale przyspieszyl ja tylko
    o rok - powrot byl planowany na koniec 2005 r. Dom kupilam dwa lata przed
    rozwodem, a w planie byl moj powrot - a bylego meza przyjazd do Polski ze mna.
    Nigdy nie rozwazalam wiec zakupu mieszkania w Paryzu czy domku w podparyskich
    suburbiach.

    "Wrocilam" po raz pierwszy we wczesnych latach 90., zeby popracowac w nowej
    administracji, fakt. Aczkolwiek byl to powrot tymczasowy, caly czas trzymalam
    moje mieszkanie w Los Angeles, bylam na przedluzonym "urlopie naukowym". Bilet
    powrotny do LA (juz taki naprawde powrotny) mialam w kieszeni, kiedy poznalam
    mojego przyszlego meza i w stanie pomrocznosci jasnej spozytkowalam ow bilet na
    wyjazd do LA... w celu spakowania sie i wyjazdu miesiac pozniej do Paryza. Tak
    sie tez przypadkiem zdarzylo, ze w czsie kiedy to wszystko sie rozgrywalo
    (bardzo szybko, wiem), dowiedzialam sie o konkursie na prace w Paryzu w mojej
    specjalnosci, zlozylam aplikacje i te prace dostalam. Szczesliwy zbieg okolicznosci.

    Wreszcie, kiedy wyjezdzalam z Polski w latach 80., w mojej glowie jak
    najbardziej wyjezdzalam na zawsze. A ze z czasem to sie zmienilo, to zupelnie
    inna historia - bo i Historia zmienila swoj bieg, jesli moge sie tak wyrazic.

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 03.02.07, 15:43
    Moj syn rok temu pojechal do Polski, zakochal sie, wrocil do Kanady zlikwidowac
    swoje sprawy i czerwcu znow znalazl sie w Polsce. Po pol roku stwierdzil ze on
    jednak nie potrafi zyc wsrod tych ludzi i postanowil wrocic.
    Co zreszta bardzo mnie ucieszylo.
    Niestety wlasnie przyjeli go do pracy za jakies jak na polskie warunki swietne
    pieniadze wiec stwierdzil ze pomieszka sobie jeszcze rok.
    Najwiekszym dla niego porblemem jako dla Kanadyjczyka jest polska mentalnosc
    ciagle skrzywionego i niezadowolonego czlowieka ktory jak moze byc zlosliwy to
    zrobi to bezintereswnie. Twierdzi ze nie moze przyzwyczaic sie do tego jak sie
    ludzie traktuja, ciagle skrzywionych i przygnebionych.
    Jestem ciekaw jak i czy mu sie zmienia zapatrywania teraz gdyz bedzie pracowal w
    firmie gdzie sa Wlosi, Amerykanie i Kanadyjczycy a on jest teoretycznie
    pierwszym Polakiem.
    I co to te kobiety potrafia zrobic czlowiekowi...
    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."
    Galeria
    Picasa
  • 16.04.07, 11:29
    Rozumiem, że syn zakochał się w polce...
  • 03.02.07, 16:40
    Masz racje, wnioski wysnulam na podstawie tylko tego
    co od czasu do czasu przeczytalam na forum, wiem,
    ze sa to tylko szczatkowe informacje, ale nie mniej jednak
    dobrze zapamietalam kilka twoich postow. Jeden dotyczyl
    TYMCZASOWEGO (nie krzycze) pobytu w LA, w ktorym wyjasnialas,
    ze NIE CHCIALAS ubiegac sie o green card (czy staly pobyt,
    tutaj nie pamietam jakich slow uzylas). W tej chwili
    natomiast piszesz odwrotnie, ze jak najbardziej, na stale.
    zdecyduj sie wiec...

    Kolejny post dotyczyl powrotu do kraju. Pisalas,
    ze WROCILAS, teraz natomiast ujmujesz "powrot"
    w cudzyslow i dodajesz slowo tymczasowy, nie czepiam sie,
    ale ma to rozne znaczenie, przynajmniej dla mnie.

    cyt.: "caly czas trzymalam moje mieszkanie w Los Angeles"
    i
    cyt.:"(...)w celu spakowania sie i wyjazdu (...)

    mozna by sadzic po tym poscie, ze bylas wlascicielka
    "trzymanego" mieszkania w LA, a to tylko wynajmowany "kat"
    (czyt. a z kreska) u przyjaciol lub uczelnii...
    przechowywanie rzeczy czy ponowne wynajecie jakiegos lokum
    nie jest skomplikowane w USA

    Czy Tobie sie lata przypadkiem nie pomylily ? wczesniej
    wspomnialas, ze do powrotu szykowalas sie rok, teraz natomiast,
    piszesz:
    cyt. "Dom kupilam dwa lata przed rozwodem(...)"
    ????? dla mnie, osoby niewtajemniczonej troche niezrozumiale

    Zabralam glos tylko dlatego, poniewaz zawsze mialam swiadomosc,
    ze tymczasowo traktowalas opuszczenie ojczyzny, wiec decyzja o
    "powrocie" byla tylko kwestia czasu..

    Z moich znajomych nikt nie wrocil i nie zamierza, od poczatku
    kazdy wiedzial czego chcial..poza tym maja dzieci, wiec to
    zupelnie inna historia..to ze sa swietnie wszyscy urzadzeni
    nie musze juz wspominac.


    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 03.02.07, 18:06
    Napisalam dlugi wpis i mi zezarlo. No nic, napisze jeszcze raz.

    OK, po kolei:

    bella-donna napisała:

    > Masz racje, wnioski wysnulam na podstawie tylko tego
    > co od czasu do czasu przeczytalam na forum, wiem,
    > ze sa to tylko szczatkowe informacje, ale nie mniej jednak
    > dobrze zapamietalam kilka twoich postow. Jeden dotyczyl
    > TYMCZASOWEGO (nie krzycze) pobytu w LA, w ktorym wyjasnialas,
    > ze NIE CHCIALAS ubiegac sie o green card (czy staly pobyt,
    > tutaj nie pamietam jakich slow uzylas). W tej chwili
    > natomiast piszesz odwrotnie, ze jak najbardziej, na stale.
    > zdecyduj sie wiec...
    *************
    Rzeczywiscie czytalas wyrywkowo.
    Pojechalam do USA w latach 80. na wizie turystycznej, ale w mojej glowie juz na
    stale. Po przyjezdzie (Waszyngton) zlozylam podanie o przyjecie na studia
    doktoranckie, przyjeli mnie i dali stypendium, INS zmienil mi wize na studencka
    (poniewaz amerykanski konsul wydajacy mi wize turystyczna wiedzial, ze chce sie
    dostac tam na studia a nawet napisal mi list rekomendacyjny, nie zlamalam prawa
    i wize studencka dostalam bez problemow). Po 2 latach na uczelni w Waszyngtonie
    przenioslam sie do Los Angeles, bo i program byl lepszy, i wyzsze stypendium.
    Ciagle mialam wize studencka. Na poczatku bardzo chcialam zostac na stale,
    dostac green card, nawet rozwazalam "biale malzenstwo". Ale nie bylo to latwe.
    Potem, juz jak bylam w LA, zaczelam latac do Europy (poczatek lat 90.), i
    stopniowo ochota do pozostania w Stanach mi odchodzila, ciagnelo mnie do Europy.
    Stad ta "tymczasowosc" w LA: bylam zawsze na wizie studenckiej, nie wiedzialam,
    gdzie mnie wiatry po studiach zaniosa, a i na sile zostawac tez mi sie juz nie
    chcialo.

    > Kolejny post dotyczyl powrotu do kraju. Pisalas,
    > ze WROCILAS, teraz natomiast ujmujesz "powrot"
    > w cudzyslow i dodajesz slowo tymczasowy, nie czepiam sie,
    > ale ma to rozne znaczenie, przynajmniej dla mnie.
    **********
    Przeczytaj jeszcze raz moj poprzedni wpis, prosze.
    Pod "powrotem" w cudzyslowie mialam na mysli "sabbatical" z Los Angeles i ok. 2+
    lat, z paromiesieczna przerwa z powrotem w LA, spedzonych w Warszawie na
    poczatku lat dziewiecdziesiatych, pracujac w polskiej administracji. Kiedy pisze
    "wrocilam" bez cudzyslowia, mam na mysli powrot do Polski na stale dwa lata temu.

    > cyt.: "caly czas trzymalam moje mieszkanie w Los Angeles"
    > i
    > cyt.:"(...)w celu spakowania sie i wyjazdu (...)
    >
    > mozna by sadzic po tym poscie, ze bylas wlascicielka
    > "trzymanego" mieszkania w LA, a to tylko wynajmowany "kat"
    > (czyt. a z kreska) u przyjaciol lub uczelnii...
    > przechowywanie rzeczy czy ponowne wynajecie jakiegos lokum
    > nie jest skomplikowane w USA
    ***********
    Tego, ze przechowywanie rzeczy w storage nie jest trudne, nie musisz mi
    tlumaczyc. :-) Natomiast znalezienie fajnego i taniego mieszkania w LA, gdzie
    czynsz rosnie tylko 5% rocznie, jest nielatwe. Na czas moich pobytow w PL po
    prostu to mieszkanie podnajmowalam (sublet) innym studentom z mojego kierunku, i
    mialam szczescie, ze za kazdym razem ktos akurat potrzebowal lokum.

    > Czy Tobie sie lata przypadkiem nie pomylily ? wczesniej
    > wspomnialas, ze do powrotu szykowalas sie rok, teraz natomiast,
    > piszesz:
    > cyt. "Dom kupilam dwa lata przed rozwodem(...)"
    > ????? dla mnie, osoby niewtajemniczonej troche niezrozumiale
    ***********
    Nie, nie pomylily mi sie lata. Napisalam wyzej ws "powrotu" w cudzyslowie, i
    bez. Dom kupilam mieszkajac juz w Paryzu, w planie byla wspolna z owczesnym
    mezem przeprowadzka w 2005r. i wspolne mieszkanie w moja siostra i siostrzencem
    (jak wiele osob tutaj wie, dom ma dwie quasi-niezalezne przestrzenie zyciowe).
    Zycie napisalo wlasny scenariusz, siostra po roku mieszkania tutaj (ja jeszcze w
    Paryzu) spotkala mezczyzne swego zycia, wyszla za maz i przeprowadzila sie do
    meza; ja sie rozwiodlam; w pracy w Paryzu przeprowadzali reorganizacje, ja
    poprosilam o zreorganizowanie, wzielam kase i wrocilam na stale rok wczesniej
    niz bylo planowane.

    > Zabralam glos tylko dlatego, poniewaz zawsze mialam swiadomosc,
    > ze tymczasowo traktowalas opuszczenie ojczyzny, wiec decyzja o
    > "powrocie" byla tylko kwestia czasu..
    **********
    Twoja swiadomosc byla bledna. Wyjezdzalam z Polski w zamysle "na zawsze". A ze z
    czasem mi sie odmienilo, coz... tak to w zyciu bywa.

    Mam nadzieje, ze teraz wyjasnilam.

    Pozdrawiam.
    J. :-)

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 05.02.07, 06:31
    jutka1 napisała:
    >Pojechalam do USA w latach 80. na wizie turystycznej, ale w mojej glowie juz na
    > stale.

    ktory to byl rok ?
    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 05.02.07, 08:31
    Biorac pod uwage ze piszemy na forum jak by nie bylo publicznym: baaaardzo
    wczesne lata drugiej polowy lat osiemdziesiatych.
    OK?

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 05.02.07, 10:53
    A tak w ogole, to moze bys sie zrewanzowala jakimis informacjami o sobie? Czy to
    tylko w jedna strone ma dzialac? :-))))))))))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 05.02.07, 12:46
    jutka1 napisała:

    > A tak w ogole, to moze bys sie zrewanzowala jakimis informacjami o sobie? Czy
    t
    > o
    > tylko w jedna strone ma dzialac? :-))))))))))
    >
    ODP: Też czekam.
    Przy okazji odświeżająć odmianę czasownika proszę i dziękuję.

    Kan
  • 07.02.07, 10:05
    jutka1 napisała:

    > A tak w ogole, to moze bys sie zrewanzowala jakimis informacjami o sobie? Czy to
    > tylko w jedna strone ma dzialac? :-))))))))))
    **********

    No to jak, Bella-Donno? Doczekam sie? :-)))))))))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 05.02.07, 18:25
    zaciekawil mnie

    - moze dlatego, ze sam rozwazam taka opcje.

    Wbrew jednemu z komentarzy, mysle ze posiadania wlasnego biznesu jest isttnym
    punktem.

    Oczywiscie jest tak, ze pewne biznesy zakladane przez emigrantow latwiej odniosa
    sukcesy na zachodzie (np. firmy budowlane czy sprzatajace) a inne po powrocie;

    nie znam zadnej polskiej firmy agencji nieruchomosci w Au, a jest kilka
    zalozonych przez re-emirgantow.

    W wielu przypadkach ludzie moga odniesc sukces po powrocie bazujac na pomyslach
    ktorze podpatrzyli na zachodzie i moga dalej po swojemu rozwinac...

    pzdr

    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 05.02.07, 19:43
    Owszem, mogą zrobiliśmy to samo. Zebralilśmy do kupy doświadczenia zawodowe z
    Francji i założyliśmy firmę w Polsce. I powolutku zaczyna zażerać.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
  • 05.02.07, 23:35
    Pawle, jutro odpisze, bo dzis biegam jak kura, ktorej wlasnie ucieto glowe. ;-)))

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 06.02.07, 00:21
    Paweł napisał;

    nie znam zadnej polskiej firmy agencji nieruchomosci w Au, a jest kilka
    zalozonych przez re-emirgantow.


    ODP: Też nie znam i też jakiś czas temu zastanawiało mnie. Myślałam nawet o
    otworzeniu - po to przecież pracowałam parę lat w nieruchomościach. W tym też
    czasie przeszło mi.
    Agencja nieruchomości - zdecydowanie nie. Własny biznes - tak.

    Kan
  • 06.02.07, 07:20
    'horses for courses' - czyli dla kazdego cos milego

    jak mowisz ze agencja nieruchomosci nie dla Ciebie, to nie dla Ciebie (dla mnie
    tez nie), ale na Marszalkowskiej kangur z Sydni :) ma takom

    inna kangurzyca (tyz z Sydni) ma firme szkoleniowa w W-wie...

    jest oczywiscie tego wiencyj...

    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 06.02.07, 07:23
    mysle, ze koszty finasowe wejscia na wiele 'inteligentnych' rynkow sa w Polsce
    nizsze, a pozatym sa to rynki ciagle sie rozwijajace, w przeciwienstwie do np.
    Au gdzie sa generalnie rzecz biorac nasycone
    (choc innowacyjne firmy znajduja sobie miejsce)

    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 07.02.07, 03:42
    pawel_z_melb napisał:

    > mysle, ze koszty finasowe wejscia na wiele 'inteligentnych' rynkow sa w Polsce
    > nizsze, a pozatym sa to rynki ciagle sie rozwijajace, w przeciwienstwie do np.
    > Au gdzie sa generalnie rzecz biorac nasycone
    > (choc innowacyjne firmy znajduja sobie miejsce)


    ODP: Osobiście nie widzę takich przeszkód. Nie uważam też rynku np w Warszawie
    za łatwiejszy - też kwestia gustu.
    Zawsze jest miejsce, jeśli masz pomysł i jesteś do tego dobry.

    Kan
  • 11.02.07, 19:40
    > ODP: Osobiście nie widzę takich przeszkód. Nie uważam też rynku np w Warszawie
    > za łatwiejszy - też kwestia gustu.
    > Zawsze jest miejsce, jeśli masz pomysł i jesteś do tego dobry.
    >
    > Kan

    prawie...
    tez napisalem powyzej cos podobnego, ale to nie do konca tak.

    w niektorych branzach - np. professional services kluczowe sa osobiste kontakty
    ktore masz - lub nie. I w tym przypadku emigranci sa ciezko 'do tylu'

    to nie jest przypadek zbiorowego nieudacznictwa ze
    - 50% emigrantow z 'Non_English Speaking Background' 'zadko lub wcale nie uzywa
    swych najwyzszych kwalifikacji
    - ze tylu kierowcow taksowek to inzynierowie, architekci, lekarze...

    'dobry' to nie jest 0-1; to cala gama (dokl. krzywa Gaussa) a dotego jest cala
    masa czynnikow zewnetrzych...

    pzdr
    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 18.02.07, 11:45
    pawel_z_melb napisał:
    > prawie...
    > tez napisalem powyzej cos podobnego, ale to nie do konca tak.
    >
    > w niektorych branzach - np. professional services kluczowe sa osobiste
    kontakty
    > ktore masz - lub nie. I w tym przypadku emigranci sa ciezko 'do tylu'
    >
    > to nie jest przypadek zbiorowego nieudacznictwa ze
    > - 50% emigrantow z 'Non_English Speaking Background' 'zadko lub wcale nie
    uzywa
    > swych najwyzszych kwalifikacji
    > - ze tylu kierowcow taksowek to inzynierowie, architekci, lekarze...
    >
    > 'dobry' to nie jest 0-1; to cala gama (dokl. krzywa Gaussa) a dotego jest cala
    > masa czynnikow zewnetrzych...
    >
    ODP: Pawle, nigdzie nie powiedziałam, że jest łatwo.
    Mogę Ci tez wymienić ciężkie branże. Takie gdzie nie ma nawet jednego emigranta.
    Zawsze w takowych funkcjonowaliśmy.
    Nie było to łatwe, tylko satysfaskcjonujące, oraz do cholery stresujące.
    Nigdzie też nie powiedziałam, że tak powinno być.

    Jest agencja nieruchomości prowadzona przez Polaka z Australii - w Krakowie.
    Jeśli więc masz takowe plany, masz też dowód, że można.

    Pozdrawiam
    Kan
  • 06.02.07, 12:42
    Jest sporo nisz na rynku, gdzie mozna wejsc i zaistniec z mniejszymi lub
    wiekszymi sukcesami.
    Ale tez trzeba byc przygotowanym na "specyfike" funkcjonowania tutaj, jest wiele
    administracyjnych przeszkod czy utrudnien, kontrahenci nie zawsze uczciwi,
    istnieje lancusze "nieplacenia" (bo mnie ktos nie zaplacil, to z uregulowaniem
    pani faktury sie tez spoznie), etc.
    Ale absolutnie jest do zrobienia.

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 17.02.07, 14:30
    pamietam, mialas jakies biuro we wroclawiu, co sie stalo ?

    Cytat z polskiej gazety:
    "Nigdy bym nie przypuszczal, ze na stare lata zamieszkam za granica
    - mowi 45-letni adam, stomatolog z..
    Zarabiam prawie dziesiec razy tyle co w Polsce. Anglia dala mi to,
    czego nie byla w stanie dac mi moja kochana ojczyzna. Niech wiec
    prezydent Kaczynski nie mysli, ze przyjade po kilku latach z pomyslami,
    doswiadczeniem i pieniedzmi. Moze o mnie zapomniec."
    (2 lata za granica)

    Przypomnial mi sie post jutki, ktora uporczywie trzyma sie tezy,
    twierdzac, ze jednak na stale, nie robiac przy tym absolutnie
    nic aby zostac. Fajnie byloby rowniez przeczytac, jak sobie takie
    pozostanie na stale wyobrazala..ot,ciekawa jestem, bo ja tez na
    stale i wiele osob z tego forum tez na stale, kazdy jednak pobyt
    ZALATWIL, zostal, nie wraca..wiec..
    Po 4-latach (koniec nauki)jest juz szybciutko z powrotem w ojczyznie,
    i to jej "ze jak budowac to tylko u siebie" jakos dziwnie brzmi z ust
    osoby ktora oczywiscie na "stale".
    O siostrze czytalam wczesniej, o mezu dowiaduje sie dopiero teraz.

    Dwie osoby w tym samym wieku, rozne powody wyjazdu z Polski, rozne opinie
    i co najwazniejsze, jedna osoba jak najbardziej na stale, a druga nie
    miala zupelnie zamiaru opuszczac Polski.

    Pytasz sie o mnie, wiec ci odpowiem, wyjezdzalam z Polski z mysla ze
    na stale, ze wszystkimi konsekwencjami, decyzja nie byla latwa i wiem
    ze nie kazdego na nia stac. Twoje zapewnienia wydaja mi sie wiec dziwne.
    Duzo osob wyjezdza tylko do pracy, czy na studia, ale to nie jest przeciez
    emigracja ani zaden powrot !!!

    Czy ty tak naprawde wierzylas, ze maz wroci razem z toba i dziecmi do
    Polski ?

    aha, i jeszcze jedno, dom pewnie kupowalas sama, nie wspolnie z mezem ?
    to by duzo wyjasnilo.


    Jutka pisze:
    1. "Na poczatku bardzo chcialam zostac na stale,
    dostac green card, nawet rozwazalam "biale malzenstwo".
    Ale nie bylo to latwe." (USA)
    (w latach 80-tych ??? - zartujesz! )

    2. nieudane malzenstwo-rozwod(Francja)

    = powrot do kraju
    (czyli podtrzymuje to co napisalam na poczatku)

    Ps. zawsze mnie ciekawilo dlaczego niektorzy wracaja...wychodzi
    na to, ze to co opowiadaja ma sie nijak do rzeczywistosci.

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 17.02.07, 15:52
    Co cie do qrwy nedzy tak obchodzi cie Jutki zycie?
    I tak wykazala wystarczajaco cierpliwosci odpowiadajac na twoje
    prostacko-ciekawskie pytania i te prymitywne komentarze.
    Juz chyba prosciej ci wytlumaczyc nie mozna a ty ciagle, jak zwykle nie
    rozumiesz. Wsadz glowe w TV Polonia. Bedzie lepszy efekt i porzytek.

    --
    "Do not go where the path may lead. Go instead where there is no path, and leave
    a trail."
    Galeria
    Picasa
  • 17.02.07, 16:43
    ertes napisał:

    > Co cie do qrwy nedzy tak obchodzi cie Jutki zycie?
    > I tak wykazala wystarczajaco cierpliwosci odpowiadajac na twoje
    > prostacko-ciekawskie pytania i te prymitywne komentarze.
    > Juz chyba prosciej ci wytlumaczyc nie mozna a ty ciagle, jak zwykle nie
    > rozumiesz. Wsadz glowe w TV Polonia. Bedzie lepszy efekt i porzytek.
    >


    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 17.02.07, 16:47
    ertes napisał:

    > Co cie do qrwy nedzy tak obchodzi cie Jutki zycie?
    > Bedzie lepszy efekt i porzytek.

    tobie nie tylko slowniczek ortograficzny sie przyda..
    (to tylko dlatego, ze innym zlosliwie proponowales)

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 18.02.07, 01:08
    Ostatni raz odpisuje rzeczowo, bo rzeczywiscie chyba masz problem ze
    zrozumieniem slowa pisanego.

    Wyjezdzalam na wizie turystycznej, myslalam, ze na stale. Po studiach i
    sabbatical w Polsce pracowalam 9.5 roku w Paryzu. Naucz sie matematyki. I
    czytania ze zrozumieniem tekstu.

    Tak, moj malzonek mial wrocic ze mna do Polski. Jego dzieci byly juz wtedy z
    powrotem w Kanadzie i praktycznie samodzielne/dorosle.

    Dom kupilam za swoje pieniadze.
    None of your business why.

    Reasumujac. Wiecej do Ciebie pisac nie bede, bo szkoda mojego czasu. Staralam
    sie byc uprzejma, ale widze, ze jestes typem, ktory uprzejmosci nie docenia.
    Na szczescie wystarczajaco osob tutaj mnie zna od lat, i wie, ze pisze prawde, a
    to ze Ty sie czepiasz to coz. Karawana idzie dalej.

    Wiele o swoim zyciu nie napisalas, co?
    Tez nie zrozumialas, o co prosilam?

    No wlasnie. Zrozumienie slowa pisanego.

    Nie odpowiadaj, nie musisz, juz mnie kompletnie nie interesuje kim jestes, co
    robisz, i inne detale. Zegnam.


    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 18.02.07, 17:50
    jutka1 napisała:
    >Ostatni raz odpisuje rzeczowo, bo rzeczywiscie chyba masz problem ze
    >zrozumieniem slowa pisanego.
    >Wyjezdzalam na wizie turystycznej, myslalam, ze na stale. Po studiach i
    >sabbatical w Polsce pracowalam 9.5 roku w Paryzu. Naucz sie matematyki. I
    >czytania ze zrozumieniem tekstu.

    rzeczywiscie, ty jestes jak zwykle bardzo uprzejma, uklony...

    >Dom kupilam za swoje pieniadze.

    tak mi sie wydawalo...

    >Reasumujac. Wiecej do Ciebie pisac nie bede, bo szkoda mojego czasu. Staralam
    >sie byc uprzejma, ale widze, ze jestes typem, ktory uprzejmosci nie docenia.

    czy tzn. ze mam wszystko przyjac tak jak ty piszesz, jezeli nie, staje sie
    od razu nieuprzejma ? Przeciez cie nigdzie nie obrazilam, wrecz przeciwnie...

    >Na szczescie wystarczajaco osob tutaj mnie zna od lat, i wie, ze pisze prawde,

    nie interesuje mnie jaka prawde opowiadasz ludziom i w co ci
    ludzie wierza czy nie wierza, czy moze sa oni tylko uprzejmi..
    ja tylko pytam sie po raz kolejny jak sobie wyobrazalas pozostanie
    w ameryce na stale, nic nie czyniac w tym zakresie, ot co. Pytanie latwe
    ale jak widze jest wiele trudnosci z odpowiedzia.
    (masz racje, w tym momencie sie juz czepiam))

    >a to ze Ty sie czepiasz to coz. Karawana idzie dalej.

    ...i wszyscy wokol tancza...

    >Wiele o swoim zyciu nie napisalas, co?
    >Tez nie zrozumialas, o co prosilam?
    >No wlasnie. Zrozumienie slowa pisanego.

    pachnie mi to nie czym innym tylko szantazem

    >Zegnam.

    czy policzylas ilu osobom na forum rzucilas chlodno juz, "ZEGNAM " ??

    ja tylko zrobilam analize tego o czym pisalas, ot co.
    nie wszystko mi sie zgadzalo, wiec postanowilam drazyc temat.
    TWIERDZIC a MYSLEC, czy nie uwazasz ze jest to istotna roznica ?

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 18.02.07, 21:58
    Bella-Donno,
    odpowiadam z uprzjmosci, ale juz ostatni raz.

    Prosze poczytaj moje wpisy w odpowiedzi na Twoje pytania. Przeczytaj rowniez
    wpis mowiacy o tym, ze jestesmy na forum publicznym, wiec wiecej szczegolow z
    mojego zycia podawac nie bede, i chyba powinnas to zrozumiec. Kto jak kto.

    Natomiast to forum akurat jest nie do konca anonimowe ze wzgledu na dlugi okres
    czasu, od kiedy razem pisujemy, i tak - wiele osob tutaj sie poznalo, czy
    osobiscie, czy telefonicznie, czy listownie. Pomagamy sobie jesli jest taka
    potrzeba, wspieramy sie nawzajem jesli jest taka potrzeba, nie wszyscy sie
    lubia, jak to w zyciu, ale anonimowi? Nie.

    Wyciagasz wnioski pochopne, bazujac na nie-doczytaniu, czy czym tam jeszcze.
    Nie wiesz, co zrobilam, zeby w Stanach zostac, jakie proby czynilam i jakimi
    kanalami, wiec nie pisz prosze, ze nic nie zrobilam bo po prostu tego nie wiesz,
    bo skad?

    Mysle na koniec, ze tak jak ja nie oceniam czyichs decyzji o emigracji lub nie,
    pozostania lub powrotu, miesca osiedlenia, tak samo mysle, ze moja decyzja
    powrotu tez powinna byc szanowana, bo to moja decyzja i tyle. A robienie
    osobistych wycieczek typu "wrocilas, bo ci sie rozwalilo malzenstwo", czy inne
    uwagi poczynione przez Ciebie w moim kierunku, sa uwagami personalnymi, nie na
    miejscu i graniczace z lamaniem netykiety, o braku kultury nie wspomne. Gdyby na
    przyklad naprawde powodem mojego powrotu byl rozwod (a nie byl, jak juz pisalam
    wyzej), czyli w pewnym sensie "porazka osobista", to bylabys takim wpisem
    zrobila mi wielka przykrosc, dotykajac - jak sobie potrafie wyobrazic - jakiegos
    czulego punktu. Nick jutka, szmutka czy homutka nie jest anonimowym bytem
    wirtualnym, tylko prawdziwytm czlowiekiem. I takiego prawdziwego czlowieka
    bylabys zupelnie realnie zranila, i w imie czego? W moim przypadku to jest
    hipotetyczne, akurat slabej strony nie dotknelas wiec mi to kalafiorem. Ale na
    moim miejscu moglby byc ktos inny.

    Jesli zlosliwosc w stosunku do innych jest Ci w jakikolwiek sposob potrzebna do
    lepszego samopoczucia, to prosze bardzo jesli o mnie chodzi. Tylko moja
    uprzejmosc sie skonczyla, i bede tego typu uwagi/wpisy ignorowac.

    I tyle.

    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 19.02.07, 03:56

    Papier wszystko przyjmie, a niektorzy nawet to kupia...

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 19.02.07, 09:10
    jakes stara, zaszla niechec osoby o nicku bella-donna wobec jutki

    pewnie pisywala dawniej spod innego nicka :)

    jutko podziwiam ze cierpiliwoscwobec chamstwa i napastliwosci
    bo we mnie krew zawrzala, mimo z nie mniedotyczy ta jawna napastliwosc

    nysle ze to osobowosc "intimidatora" - spotkalam takich ludzi, znajda sobie
    kogos sympatycznego, by po nim jezdzic i odreagowywac wlasne problemy

    nie nie, to tez nie jest osobisty atak bella donno, to taka ogolna uwaga na
    temat osobowosci typu "bully" jak w tym watki zaprezentowalas

    no coz rzadko sie odzywam na tym forum, ale chamstwo na forum czy nie miejsca
    miec nie powinno
    w mysl maksymy:
    "--
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia" ;)))
  • 19.02.07, 10:05
    to wypada zajac stanowisko wobec glownego tematu:

    nie wiem,czy bylabym szczesliwa w Polsce, wiem, ze tu nigdy chyba nie bede u
    siebie - mimo dobrej pracy i korzystnej tzw. sytuacji ogolnej...

    mysle, ze w gdyby nie warunki klimatyczne (troche sie boje tych zim, pluch i
    jesieni) to juz dosc dawno podjelabym decyzje o powrocie....


    bo szczczesliwosc to gdzies w srodku jest... albo jej nie ma:)

    njapierw jednak na krotko wroce i... siem zobaczy ;)
  • 04.03.07, 17:51
    Uprzejmie odpowiadam, ze nie potrafie podac daty.

    Za wiele rzeczy Ameryke cenie, wiele rzeczy w Ameryce mi nie odpowiada. Wiele
    rzeczy mnie ani ziebi, ani grzeje. Nie traktuje swoich wypowiedzi o Stanach,
    Francji czy Polsce (czy innych miejscach na ziemi) jako konkurs pieknosci, gdzie
    lepiej i gdzie ladniej. Kazde miejsce ma plusy i minusy. Ty - czy inne osoby -
    wybraly Stany, i chwala Wam za to jesli Wam tam dobrze. Ja wybralam inaczej,
    ktos inny jeszcze inaczej. I fajnie. Kazdy ma prawo do swoich wyborow.


    --
    Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
    Wysadzam skrzynki balkonowe
  • 17.02.07, 15:05
    dopiero dzis przeczytalam wiekszosc wpisow. Jutka, nie czujesz sie jak na
    przesluchaniu? Jakim prawem ktos zadaje takie detaliczne pytania i to
    upierdliwie, raz po raz, udzielajac o sobie jaknajogolniejszej, jednozdaniowej
    informacji? Wyzsza szkola KGB?? no szczyt, mowie Wam....

    Co do kangurow w Warszawie: czy to sa kangury polskiego pochodzenia, czy tez
    innego? Bo jesli polskiego, to moge zrozumiec powodzenie interesu, przy innych
    jestem zaskoczona.

    Czysto teoretycznie, bo ze wzgledu na wiek na pewno nie bede niczego w Polsce
    otwierac: no wiec jak uwazacie, co by mialo w tej chwili w Polsce powodzenie?
    Czym zajelibyscie sie (teoretycznie) wracajac w tej chwili do Polski? Juz wiem
    ze wylacznie samodzielnie, na wlasny rachunek. Ale co konkretnie?
    --
    ^°^°^°^°^°^°^°^°^°^°^°
  • 17.02.07, 15:29
    Gdybym byla Jutka tez bym sie czula jak na przesluchaniu. I to na takim, kiedy
    swiatlo lampy kierowany jest na przesluchiwanego, zeby on sam nie mogl widziec
    kto go przesluchuje.

    Co do motywow powrotu do Polski z pewnoscia jest ich tyle, ile powracajacych
    osob, wiec nie da sie znalezs jakiegos wspolnego dla wszystkich powodu.

    Gdybym (calkiem teoretycznie) miala teraz wrocic do Polski to zajelabym sie tym,
    czym sie zajmuje teraz, czyli sama soba.

  • 17.02.07, 15:35
    hehe Maryska, swietna branze sobie znalazlas:))))
    --
    ^°^°^°^°^°^°^°^°^°^°^°
  • 17.02.07, 15:39
    ewa553 napisała:

    > hehe Maryska, swietna branze sobie znalazlas:))))

    Polecam wszystkim:-)
  • 17.02.07, 16:42
    nie zauwazylas, ze sama mi wyjasnia iz jestem w bledzie ?

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 17.02.07, 16:43
    Nie zauwazylas ze juz kilka osob zwraca ci uwage na prostackie zachowanie?
  • 17.02.07, 16:53
    czyzbys nie czytal postow skierowanych do ciebie/o tobie ?

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 17.02.07, 18:37
    Uslyszalas po raz kolejny co kilka osob sadzi na temat tego co piszesz i jak
    piszesz. Jak masz chociaz odrobine rozumu, taktu itp to zrozumiesz.
    Reszta wiec nalezy do ciebie.

    Z mojego punktu widzenia jestes zupelnie nieciekawa osoba ktora nie wnosi do
    forum ani do dyskusji zupelnie nic.
  • 17.02.07, 16:41
    w zasadzie, to sie juz nie dziwie, ze tylko takie wnioski
    potrafisz wyciagac. To ze wiernie wierzysz w to co ktos pragnie
    ci przekazac twoja sprawa.
    Poza tym dla mnie nie jest wazne jakim nickiem osoba sie podpisuje,
    moze to byc np. ewa553, maria, ertes itd.. reakcja bylaby identyczna,
    wazne co post zawiera.

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 17.02.07, 17:34
    Faktem jest, ze wypytywalas Jutke o sprawy, ktore, moim zdaniem sa dosyc
    prywatne, i ona na nie grzecznie i cierpliwie Ci odpowiedziala.
    Uwazam, ze powinnas jej sie odwzajemnic i opowiedziec cos wiecej o sobie.
    Bo tak, to widzisz, przy okazji Twoich pytan cale forum poznalo zyciorys Jutki, a
    Ty natomiast dalej pozostajesz "Bella-nieznajoma". Jedyne co o Tobie wiemy, to
    ze piszesz z USA, ale nie wiemy ani skad w USA, ani jak dlugo tam jestes. Nic,
    kompletnie nic.
    Oczywiscie masz prawo do takiego stopnia anonimowosci, jakiego sobie sama
    zyczysz. Ale, czy wobec tego, masz prawo wypytywac innych o ich zyciorys?
  • 17.02.07, 19:47
    Ciesze sie, ze Maria zwrocila ci, bella, uwage, wyprzedzajac mnie. Wlasnie sie
    zbieralem.
    Pytan do jutki masz caly skoroszyt, i to dosc detalicznych, jakbys kartoteke jej
    zakladala czyco.
    Jesli koniecznie chcesz wypytac jutke o szczegoly jej zycia prywatnego- zwroc
    sie moze do niej grzecznie na privie.
    Jutke podziwiam za cierpliwosc i uprzejmosc.
    --
    Atenção, curva perigosa!
  • 18.02.07, 17:42
    Do wszystkich nerwowo reagujacych

    Zapomnieliscie zapewne, ze to forum jest anonimowe.
    Wszyscy znacie sie osobiscie lub mailowo, ale prosze nie zapominac
    ze JA NIE ZNAM nikogo z was.
    Jezeli jakas nieznajoma osoba zaczyna opowiadac troche chaotycznie,
    na jakikolwiek temat, a ja, jezeli zauwaze jakies sprzecznosci,
    po prostu , reaguje .
    JA jutki1 nie znam, a temat potraktowalam jak kazdy inny.
    Rozumiem wasze oburzenie, ale dla mnie jest to tylko kolejna nieznajoma,
    sorry.

    --
    nie akceptuj zachowania nie do przyjecia
  • 18.02.07, 16:57
    > Co do kangurow w Warszawie: czy to sa kangury polskiego pochodzenia, czy tez
    > innego? Bo jesli polskiego, to moge zrozumiec powodzenie interesu, przy innych
    > jestem zaskoczona.

    tak, oczywiscie mowimy o polonusach z kangurowa;
    firmy zalozone przez oryginalych anglosasow pewnie sa rzadkoscia. Choc znam - z
    internetu - jedna taka w Krakowie (Kody Kreskowe)

    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 19.02.07, 11:34
    Bylabym bardzo bardzo nieszczesliwa.
    Raz, z powodu koniecznosci znoszenia lektorow nalozonych na dzwiekowa tasme
    oryginalna filmow niepolskich,
    dwa, z powodu glebokiej niewiedzy restauratorow w dziedzinie podawania win w
    odpowiednich temperaturach.

    Chociazby tylko te dwa powody przekreslaja definitywnie moje mozliwosci wyjazdu
    do Polski, uwazam bowiem ze bez kina i wina zycie nie jest mozliwe.

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 19.02.07, 11:40
    Polecam restauracje "U kucharzy" "manadzuje" Francuz i znakomicie zna sie na
    winach i i temperaturach w jakich powinny byc podawanie. w kinach mozna bez
    problemu wybrac wersje orginalna z napisami. Telewizje mozna miec satelitarna i
    tez odbierac w orginale.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
  • 19.02.07, 11:45
    Wszystko mozna, ale po koreansku i persku jeszcze sie nie nauczylam, nawet z
    satelitami.
    A wiesz tez ze jedzenie w jedynej knajpie szybko wychodzi bokiem.
    Podtrzymuje wiec moja decyzje nie ruszania sie.

    ;-)))

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 19.02.07, 12:11
    Gdyby jednak, to filmy po koreansku i persku mozesz ogladac na pasmach
    francuskich i angielskich, a knajp moge Ci jeszcze kilka wynalezc, nie mowiac o
    winiarniach:-)
    PS. w tej knajpie czesto zmieniaja menu i wlascicieli.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
  • 04.04.07, 16:44
    lucja7 napisała:

    > Bylabym bardzo bardzo nieszczesliwa.
    > Raz, z powodu koniecznosci znoszenia lektorow nalozonych na dzwiekowa tasme
    > oryginalna filmow niepolskich,
    >%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%>

    Moj maz w tamtym roku przywiozl z Polski troche filmow erotyczno-
    pronograficznych, jako ze tutaj to toral reglamentowany i drogi.....
    .....i wywalil je do kosza po paru tygodniach
    - stwierdzil, ze nie moze sie podniecic jak rektor meskim glosem za kobiete
    gada....

    A powroty do Polski - moze kiedys, ale nie zeby pracowac;-))) Na razie mi
    dobrze tu gdzie jestem i troche tez nosi inne miejsca wyprobowac tylko musze
    poczekac, az sie dzieci odczepia...

    --
    Maja
  • 05.04.07, 08:35
    "Moj maz w tamtym roku przywiozl z Polski troche filmow erotyczno-
    pronograficznych, jako ze tutaj to toral reglamentowany i drogi.....
    .....i wywalil je do kosza po paru tygodniach
    - stwierdzil, ze nie moze sie podniecic jak rektor meskim glosem za kobiete
    gada...."

    Doskonale.
    Nie wiedzialam natomiast ze potrzebni sa lektorzy by tlumaczyc niebogate
    slownictwo filmow porno: "oj" i "aj".

    :-))))

    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 05.04.07, 12:05
    lucja7 napisała:

    > "Moj maz w tamtym roku przywiozl z Polski troche filmow erotyczno-
    > pronograficznych, jako ze tutaj to toral reglamentowany i drogi.....
    > .....i wywalil je do kosza po paru tygodniach
    > - stwierdzil, ze nie moze sie podniecic jak rektor meskim glosem za kobiete
    > gada...."
    >
    > Doskonale.
    > Nie wiedzialam natomiast ze potrzebni sa lektorzy by tlumaczyc niebogate
    > slownictwo filmow porno: "oj" i "aj".
    >
    > :-))))
    >
    %%%%%%%%%%%%%%%

    A widzisz - bogatosc polskiej kinematografii moze zaskoczyc kazdego;-)))
    Lektor zawsze potrzebny...

    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 05.04.07, 13:16
    Oswiadczam ze nigdy nie napisalam tego co Maja mowi niby cytujac mnie: "Moj maz
    w tamtym......"
    Napisala to Maja, mylac nastepnie cudzyslowia i w zwiazku z tym co jest czyje.

    Oswiadczam rowniez ze moj maz nigdy w Polsce nie byl.
    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 05.04.07, 13:17
    Rece opadaja.
    :-(
    --
    lucja,
    kobieta wyuzdany luksus
  • 05.04.07, 14:52
    a Ty wiesz jak sie odpisuje na codze posty???
    Widac ze nie i sie teraz mnie czepiasz o swoj blad...

    Odpisalam na Twoj post...
    Zle wkleilas moj i teraz sie mnie czepiasz, ze to niby zle wyglada...

    A goowno mnie obchodzi gdzie sie Twoj maz szlaja i co kupuje - facet jest
    facetem i musi w zyciu chociaz jednego pornola nabyc....inaczej nie jest
    facetem tylko kobieta i masz partnerke a nie partnera, czyli jestes lesbijka...

    To tez teraz postaraj sie odkrecic jakimis ogloszeniami na pol gwizdka....

    I nie placz - to tylko rece Ci odpadly...
    --
    Maja
  • 07.04.07, 00:37
    zawsze sa plusy i minusy: na pewnych rzeczach na pewno bym zyskal, na innch bym
    stracil (chyba, ze wymyslibym jakies super-rozwiazanie, na co nie mialem pomyslu)
    wiec - nigdy nic nie wiadomo...

    ale zamierzam wrocic i byc szczesliwy :))

    mam znajomych, ktorzy tam sa - i sa szczesliwi;
    mam znajomych, ktorzy tu sa i raczej nie sa szczesliwi..
    (na odrot oczywiscie tez)

    --
    Pawel
    s'wiat jaki jest -
    tworzymy sobie sami...
  • 16.04.07, 12:12
    Kiedyś ktoś (nie powiem kto), napisał na podobnym forum, że wszyscy Polacy to
    banda idiotów, nieuków i jedyne co umieją, to kłócić się, użalać nad sobą i są
    poprostu "głupimi polaczkami"
    Czytając te posty, niektórzy pomimo wieloletniej emigracji i życiu z dala od
    Polski zachowują się właśnie tak, jak ów forumowicz to określił.
    Proste pytanie w zadanym wątku, przeradza się w kłótnię i typową pyskówkę - NIE
    DAWAJCIE MU SATYSFAKCJI, ZE MIAŁ RACJĘ !!!

    Wracając do pytania LUIZY:

    Pytanie bardzo trudne, bowiem każdy z nas inaczej pojmuje szczęście i inne będą
    jego odczucia. Wszystko zależy też od tego, co będziemy porównywać, kiedy ktoś
    wyemigrował, jak odnalazł się na emigracji, jak ułożył sobie życie itd. itp.
    Zdania będą różne i każdy będzie miał swoje powody.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.