Nie wiem, jak to jest gdy sie wraca, wiem jak przybylam. Samolot
znizal sie nad ogromnym miastem skladajacym sie z samych domkow i
ceglanych dachach, z blekitnymi prostokatami basenow w wielu ogrodach
(dzis wiem, ze nadlatywalam od Gor Blekitnych ponad przedmiesciami)
a potem skret w prawo i nagle zobaczylam zatoke, Harbour Bridge i
budynek Opery i pomyslalam "To jest naprawde, to mi sie nie sni!". W
drodze z lotniska na poboczu pod palmami na trawniku pasly sie jak
owieczki szaro-rozowe papuzki galah. A potem lazenie wszedzie gdzie
sie dalo (ze slownikiem w reku jako ze nie znalam angielskiego),
uciecha z miejsc odkrytych w miescie, przyswajanie sobie obyczajow a
wszystko to napedzane ciekawoscia. Osiadlam, zapuscilam korzenie,
kupilam meble, posadzilam drzewa, rozmnozylam sie oraz kroliki :o)
bo wiem, ze to jest moje miejsce. Jestem zakochana w przyrodzie,
spokoju, przyjaznosci ludzi od pierwszego momentu a po kilkunastu
latach jeszcze bardziej. O powrocie nigdy nie myslalam poza
rozwazaniami teoretycznymi, gdy rodzina i znajomi nagabywali. Totez
nie moge na temat powrotow sie wypowiadac.
Luiza-w-Ogrodzie
.¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
Australia-uzyteczne linki