Re: Przybycia i powroty (za Pireneje)
Moje powroty to zadne powroty, po prostu coroczne, odswietne wizyty
w kraju. Ale wspominam o tym, bo te powroty to jak zmiana obuwia na
wygodne kapcie, jak podjecie rozmowy przerwanej rok temu.
Ale tylko w spotkaniach z najblizsza rodzina i przyjaciólmi zdarza
sie to automatyczne nadawanie na tych samych falach. Przy
spotkaniach w szerszym gronie – rzadkich, uczciwie przyznaje, ze
szkoda mi czasu – wyczuwa sie brak ciaglosci, bagatelizowanie moich
problemów, o których zreszta nie mówie, bo"tobie to dobrze" i próby
licytacji albo problemów, albo osiagniec. Coraz bardziej unikam
spotkan ze znajomymi i coraz bardziej cenie spotkania z przyjaciólmi.
Rokrocznie kilka dni spedzam u mojej przyjaciólki w Sopocie. Piekna
stara willa w ogrodzie, w zacisznej, zadrzewionej uliczce. Po
utracie mojego rodzinnego domu – splonal do fundamentów wiosna tego
roku – ten dom to jak moje miejsce na ziemi.
Temat jakby na oddzielny watek, ale zadne mieszkanie, nawet
najbardziej komfortowe nie zastapi mi domu z ogrodem. Chce wstawac i
widziec kwiaty, drzewa, trawe a nie kolejne budynki, chce cisze i
spiew ptaków a nie lomot wielkiego miasta. Jeszcze troche, jeszcze
trzeba poczekac. Ale znajde ten dom i ten ogród.
A przybywanie... Podczas wakacji w Hiszpanii dostalam propozycje
ciekawej pracy. Znalam jezyk, znajomosc troche akademicka, ale na
dobrym poziomie. Wiec teoretycznie poczatki nie byly trudne. Ale
wzycie sie w nowe srodowisko, pokochanie nowego miasta, olbrzymiego,
upalnego, niemal pozbawionego (w porównaniu z Trójmiastem) zieleni
zajelo mi kilka miesiecy. Jednak Hiszpania to bardzo otwarty i
przyjazny kraj, pelen alegria de vivir czyli radosci zycia
widocznego na kazdym kroku, w wyrazie twarzy przechodnów, ich
sposobie poruszania sie... szybciej niz myslalam wtopilam sie w
otoczenie, skadinand bardzo mieszane, miedzynarodowe.
Przy okazji tego watku Stokroci zdalam sobie sprawe, ze nigdy nie
czulam sie cudzoziemka w Hiszpanii. Ja tu po prostu mieszkam i jest
mi dobrze.