Powroty odbylam w zyciu w liczbie 3.
- Do Warszawy, gdzie po nieudanych probach nawiazania komunikacji z
ludzmi zrezygnowalam i wszystko zrobilam by nie byl to powrot, a
tylko etap podrozy,
- do Paryza pierwszy powrot, do miasta mi znanego juz, ale nie w
planach definitywnego tu zycia,
- do Paryza definitywnego, niezastapionego, nieporownywalnego,
lobuzerskiego, jedynego mozliwego, pieknego, ludzkiego, leniwego,
wybranego, wyjatkowego. Jedynego gdzie mozna lazic caly dzien i noc
i miec bez przerwy wydarzenia zywego miasta.
Poza Paryzem nie istnieje nic, istnieja miasta albo grzeczne albo
niegrzeczne, zapierdalajace albo nie, spiace albo nie, w sumie
miasta do dupy: takie albo takie. Paryz to nie powrot wiec, Paryz to
oczywistosc relacji fuzjonalnej.
A zby nie bylo ze jestem dupolis, to powiem: kurwa, czyz trzeba to
pisac?
--
lucja,
kobieta wyuzdany luksus