Odebrali nas z lotniska w połowie marca jacyś ludzie. Pamiętam przejazd
autostradą i ich niecierpliwe pytania, jak nam się podoba. Zdziwiły mnie
drewniane szeregowe chałupki i wiszące nad nimi splątane kable i druty.
Przestraszyły góry zalegających wszędzie śmieci.A potem już poszło. Brak
chodników. Śmieci. Baby w majtkach i lokówkach w supermarketach. Więcej śmieci.
Stare babcie w wielkich gablotach - pod tyłki podkładały dwie książki
telefoniczne a i tak ledwo było widać puchatą główkę. Babcie w pastelowych
poliestrach w 97 stopniowym upale. W ogóle, wszystko z poliestru. Brak
bawełnianych gaci. Brak dezodorantów w sprayu bez białego proszku. Brak centrum
miasta. Brak księgarni. Brak transportu publicznego. Brak kawiarni. Ogólny
wielki brak wszystkiego potrzebnego. I wielki naddatek zbędności - za duże
dystanse, za wielkie samochody, za grubi ludzie, za dużo niedobrego jedzenia, za
gorąco, za dużo durnowatych informacji w grubych, brudzących gazetach. Boże, co
to za dziwne miejsce było. Już nawet zapomniałam o tym. Ponoć, dobrzy ludzie
donoszą, od tego czasu wiele się zmieniło. Nie sprawdzałam.
--
wasza stokrotka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.