Coś długo nikt się nie cieszył...?
No to ja popełnię zachwycony donos na mojego nowego POO (Pana Od Ogrodu).
Słuchajcie, zjawisko. Zna się na rzeczy, sam jest rolnikiem-ogrodowym
sadownikiem-icotamjeszcze; jest robotny, słowny, niepijący; ma żonę-laskę
odlotową (oboje po 50tce), jeździ na motorze Yamaha, gra na instrumentach (to
wiem od rodzicielki), a najważniejsze że wszystko wie! Ogród jeszcze nigdy nie
był w tak cudnym i zadbanym stanie. (pominę, że go namawiam, żeby go wynająć
jako instruktora jazdy na motorze, no bo jak mam tego harleya kupować... :-)))))
Tak czy siak, POO był tu przedwczoraj, wczoraj i dziś. Ogród skosił, zgrabil,
wyczyścił. Powihurowe uszczerbki na lipie polikwidował (była i wyyyysooookaaaa
drabina, i haki na linie, i pambuk wie co jeszcze), zniszczone konary pociął
piłą i ułożyl na kupce, siedziska przy ognisku w postaci ogromnych pniaków
przywrócił, traktorek naoliwiony i naostrzony, no po prostu full wypas. Wszystko
bez jakichkolwiek moich ingerencji, bo po prawdzie przyszedł dziś po moim
przyjściu z ogrodu, i nawet nie zauważyłam jak pracował, bo czytałam sobie na górze.
SKARB! Cieszę sie! :-)))
--
Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
Wysadzam skrzynki balkonowe