Wszystko, co w czlowieku moze miec kolor, ma we mmie kolor
nieokreslony.
Moje wlosy sa szaro-blond ze znaczne jasniejszymi, powstalymi od
slonca pasemkami. W zalezlosci od naswietlenia wlosy maja kolor
od „topornej szarosci“ do „swietlistego bialego zlota“. Krotko
mowiac, nigdy nie wiem, co zobacze rano w lustrze, gdyz zalezy to od
tego, co wlasnie dzieje sie za oknem.
Moje oczy sa od sordka piwne, potem maja morsko – zielony okrag i
obramowane sa ciemnozielona obrecza. W zaleznosci od bog wie czego
te warstwy kurcza sie badz rozszerzaja, tak ze raz oczy sa piwne,
raz zielone a raz nie-wiadomo-jakie, co pomijajac codzienne
zaskoczenie w lustrze ma rowniez bardzo nieprzyjemy efekt w
odpowiadaniu na pytania typu „kolor oczu do paszportu“ (niemcy po
dlugich i glebokich spojrzeniach napisali brazowo-zielone).
Skore mam bardzo jasna, ale niezwykle szybko sie opalajaca i na
dodatek piegowata, co w zaleznosci od pogody…. itd itp.
Ten bark kolorystycznej definicji zawsze mi przeszkadzal i nadal
przeszkadza i wszystko, co zachowuje sie podobnie nie podoba mi sie
wcale. Na samym szczycie mojego „kamiennego niepodobania“ stoja
opale, ktore sa championami w nieposiadaniu okreslonego koloru,
prawie rownie bardzo „uwielbiam“ brylanty swiecace sie jak tylko sie
da i inne kameleony (przy czym zwierze kameleona uwielbiam wrecz).
Nie lubie specjalnie rowniez tych „bardzo cennych i opiewanych“ typu
rubin czy szmaragd, ale lubie kamienie „okreslone“:
- akwamaryn o kolorze wody
- onyx czarny jak noc
- koral w gamie rozow, pomaranczow i czerwieni
- perly szaro-srebrzyste
- gleboka czerwien granatu
- razaco wrecz „sztuczny“ fiolet ametystow
- trumalin, ktory co prawda wystepuje w calej gamie kolorow,
ale zawsze „trzyma“ sie okreslonego
- fuloryt, ktory ma podobnie jak turmalin ale w mniejszym
zakresie kolorow
- przezroczystosc krysztalow gorskich
i podobne do nich.
Ale jak mowia (i maja racje) de gustibus…….
--
czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful
bad boy!