Sprawa błeeee.
Miesiąc temu mojemu chłopu skradli ukochany, wypieszczony,
własnoręcznie ozdobiony, na dodatek cholernie drogi rower. Sprzed
samego nosa, w biały dzień, na chama, żywca i bezczela.
Po miesiącu, drogą szeptaną, łon, łonemu, rower się ujawnił, miał
zostać zwrócony i sprawa miała być załatwiona "elegancko". Tymczasem
ktoś, kto się podawał za bezświadomego kupca, coraz bardziej kręci,
pieniedzy żąda, a my coraz bardziej jesteśmy pewni, że mamy do
czynienia nie z żadnym nabywcą bezwiednym, lecz ze skurwielem
złodziejem we własnej osobie. Na razie odzyskaliśmy rower ale bez
kół. Cała sprawa jest niewyobrażalnie wkurwiająca, bo osobnik
manipuluje, ściemnia, pojawia się i znika nagle (telefonicznie),
wczoraj nam zepsuł piękny dzień idiotycznym sms roszczeniowym. Chłop
się gotuje. Ja - bardziej, bo kurestwo w czystej formie to mogę
jeszcze znieść, ale takie o kurestwo tchórzliwo manipulancko
bezczelne - rozjątrza mnie do białości.
Proszę nie radźcie mi policji, bo policja NASTĘPNEGO dnia po
przyjęciu zgłoszenia przysłała pismo, że śledztwo umarza z braku
możliwości wykrycia sprawcy. Nie wykonawszy absolunie żadnych
czynności śledczych.
Wkrv, wkrv, br\ br\ br\
--
wasza stokrotka