Śniło mi się, że jestem babom, małą i chłopopodobną. I jakaś baba
stara, niby chce pokazać na moim przykładzie jak się włosy
rozjaśnia, i posypuje mi czymś głowę. Po czym opisuje, jakiejś
drugiej osobie, co się dzieje ze mną. Symptomy są najpierw drobne,
typu pocenie dłoni, a potem nasilają się, w końcu dostaję jakichś
konwulsji, na dodatek się okazuje, że w tym preparacie się cała
wytarzałam i zaczyna być coraz bardziej groźnie. Baba to ignoruje, a
ja zaczynam odlatywać, pianę z ust toczę. Nagle się pojawia znajoma
taka jedna, i ja proszę aby natychmiast pogotowie do mnie wezwała.
Ona to wykonuje, spokojnie i rzeczowo. I tutaj jakby następuje
zmiana miejsc, osobą zatrutą się okazuje mój chłop, do tego szpitala
(nie wiedzieć czemu, bo karetka jedzie) idziemy piechotą i chłop
postanawia się popisać przede mną i przez płot przeleźć zamiast
obejść naokoło. Na tym płocie zadziewa się i jakiś dziadek stary mi
musi pomóc go oddziać.
W ogóle, to ospała cały czas, od jakichś dwóch tygodni jestem.
Wszystko w jakimś półśnie wykonuję, i w sumie jest to w porządku.
Tyle, że się doczekać nie mogę aby się w łóżku zagrzebać.
Szczególnie, że teraz mamy cudną leciutką nową kołdrę z gęsiego
puchu.
--
wasza stokrotka