Dzisiaj mi się śnił taki sen: dostajemy z moim Ojcem jakiś cynk, że
gdzieśtam na zadupiu, w prywatnym domu ma studio genialny artysta. W
tym studio ma do nabycia jakieś ciuchy niesamowite własnego projektu
i wykonania, obrazy, meble i inne cuda niewidy wspaniałe. Dom ten
znajdujemy, jest otoczony żywopłotem wysokim, w tym żywopłocie
furtka. Wchodzimy, jakieś zwierzęta się pałętają, psy, koty. Dość
przyjacielskie. Do drzwi podchodzimy, dzwonimy, nikt nie otwiera. Ja
postanawiam dom obejść naokoło, może w ogrodzie ktoś siedzi. Ale
nie. Wracam przed drzwi wejściowe, uchylone, znaczy Ojciec wszedł
lub został wpuszczony. Wchodzę. Jest przedsionek. Potem pokój w
lewo, pokój w prawo. Żadnego studio, galerii, wystawy, cudów
niewidów, ciuchów odlotowych, obrazów - nic! Jakiś korytarzyk wąski
w dół po schodkach prowadzi. Stamtąd mój Ojciec się wyłania. I mówi,
że dalej tam tylko drzwi zamknięte. I, że jego zdaniem, artysta tam
za tymi drzwiami siedzi i nie otwiera nikomu. Bo zdziwaczały jest.
--
wasza stokrotka