By zrozumiec moj sen na wstepie pare wyjasnien:
No wiec wciaz trwa ta internetowa picz i jest wlasnie w ostatnim
etapie, w ktorym to trzeba bylo dzisiaj o siodmej zaladowac oferte
(ja na wszelki wypadek zaladowalam wczraj w nocy) po czym sprawdzac
co godzine, czy jest ona w kolorze zielonym z dopiskiem „possible
winner“ czy tez juz zrobila sie czerwona i nalezy wg. prikazu
naczalstwa obnizyc ceny o 5%, odczekac godzine, sprawdzic, znow
obnizyc itd az do 13:00 (jak potem te ceny mamy zrealizowac
naczalstwo nie powiedzialo).
...........................
No wiec snilo mi sie dzisiaj w nocy, ze zaladowalam oferte, byla
zielona, wiec cala w zachwycie i skowronkach zaproponowalam
Behemotowi lampke wina. No i przy tym winie sie zagadalysmy i jak mi
sie przypomnialo, ze oferty mam pilnowac to juz byla godzina
dwunasta.
Pognalam do komputera a tutaj w ekranie siedza moje dwie kolezanki z
podstawowki i graja w te gre (nie wiem, jak sie nazywa), gdzie
trzeba trzy kolka badz krzyzyki umiejscowic w jednym rzedzie. Moj
ekran pelen jest krzyzykow i kolek i ja rycze w ten komputer ze maja
natychmiast sp....lac z ekranu, bo ja musze moj „bid sheet“
zobaczyc. A one obrazone fukaja i zaczynaja w tepie zolwia mazac
taka gabka jak byla kiedys przy tablicy te kolka i krzyzyki a ja
powolutku widze, jaz sie zza nich wylaniaja czerwone pola, ale nic
nie moge zrobic.
Czuje jak sie poce i mnie w dolku sciska i w panice mysle, co tu
zrobic i mowie mojej asystentce, zeby polaczyla mnie z Ch. (to moj
asysten w Zurychu przydzielony mi na czas tej piczy). Mam mianowicie
genialna idee, ze on moze ze swojego compa sie zalogowac i te ceny
obnizyc. A ona lezie jeszcze bardziej zolwiasto niz normalnie, w
zwolnionym tempie podnosi sluchawke, nakreca numer (ma taki stary
czarny telefon z okragla taracza) po czym podaje mi sluchawke.
W sluchawce zas miast Ch. slysze pastora z kosciola meza (w ktorym
bylam wczoraj) jak mi opowiada, iz nalezy sie dzielic i o bliznich
dbac i (jak wczoraj cytowal z biblii) talent dany przez Boga
wykorzystywac bo inaczej Bog sie zezlosci i ze on mnie podlaczyl do
telefonsexu kosztujacego 100 CHFow za minute i ze 750% wplywow idzie
na rzecz kosciola, wiec mam gadac tak dlugo na ile mnie stac i nie
oszukiwac. Ja najpierw baranieje, potem patrze na zegarek i
wrzeszcze w telefon, ze on ma sie natyczmiast wylaczyc bo ja mam juz
tylko dwie minuty na poprawienie mojej oferty.
I w tym momencie zostaje przeteleportowana do tego wczorajszego
kosciola, stoje na oltarzu a pastor pokazuje na mnie palcem i
mowi „widzicie, to jest ta, ktorej bog dal tylko jeden talent a ona
miast go wykoryzstac zakopala go w ziemi itd itp i teraz Bog ja za
to ukarze wypedzajac ja z naszej wspolnoty. I wtedy kazdy bierze
ciasto z bufetu (po mszy byl tam bufet z ciastkami i herbata) i
zaczynaja nimi we mnie rzucac a rownoczesnie pojawia sie wielki
digitalny czerwony zegar na ktorym pulsuje: 12:59:57, 15:59:58,
15:59:59 po czym pokazuja sie same zera i powietrze rozdziera ryk
tyranozaura rex.
Obudzilam sie tak zmeczona i przestraszona, ze pobieglam galopem do
kompa, podloaczylam sie do pracowego i sprawdzilam oferte. Byla
wciaz jeszcze zielona......
PS: za dziesiec minut nastepne sprawdzanie, Behemot zapytal, czy mam
ohote na wsolna kawe, powiedzialam ze po sprawdzeniu :))
--
czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful
bad boy!