A ja na warsztacie dostałam ataku "wieszczenia" i ogłosiłam dobrą
feministyczą nowinę przy stole. Szczęki opadły na podłogi, nożyce
zaprzeczenia się odezwały dzikim klangorem kopniętych w dupem
łabędzi i ogólnie szał ciał i uprzęży, po czym najbardziej urażony
łabędź mnie spytał do której organizacji feministycznej należę,
hahaha!
W nocy zaś mi się śniło, że stoję sobie w kiecce do kolan, patrzę na
dół, a tu...
spod kiecki wystają włosy, WŁOSY, długie tak jak mam na głowie, ale
całkowicie rude, a nawet przechodzące w blond, trochę w kędziorach,
trochę w dredach, trochę w warkoczykach z kukardkami! Ja się na to
patrzę w stuporze i oszołomieniu, i trochę tę kiecę unoszę, a tu...
na udach, to samo! Kupa bujnych, gęstych, multikolorowych, włosów, a
to kręconych, a to ufryzowanych na różne sposoby. Osz, kurde, no
nieno! - ja sobie myślę - co to ma być??? Muszę dr. Sent powiedzieć,
trzeba zrobić coś z tym, tak być nie może! - i się budzę, hahaha!
--
wasza stokrotka