No więc to jest jakiś odlot największy ze wszystkiego. Jestem
kurwamać jakąś krzyżówką Jezusa z Buddą, jestem władcą kraju
pomiędzy Indiami i Ruskimi (ale nie są to Chiny). Mam białą żonę,
której nie akceptuje mój ojciec. A w kraju jacyś wrogowie są,
spiskująca sekta, czyteż klan. Ich znakiem rozpoznawczym są (uwaga!)
fioletowe gumowe rękawice (takie jak do zmywania naczyń). Oficjalne
zaś rękawice w moim kraju są niebieskie lub różowe. Mój ojciec czyni
z kimś (chyba z Indiami) jakiś zakulisowy "deal", że jeśli oni usuną
z kraju sektę fioletowej rękawicy to on spowoduje, że ja oddam
władzę i wyjadę z kraju. Ja się czuję zniechęcony i odsuwam moją
białą żonę, oraz opuszczam kraj, co jest po myśli ojca który jedzie
ze mną. Na emigracji dostaję wiadomość, że Indie się dogadują z
Ruskimi aby wchłonąć i zaanektować nasz kraj i się uruchomiam.
Staram się dodzwonić do mojego kraju, ale nie mogę. Zamiast tego się
dodzwaniam do Rumunii. I się budzę, z wybałuszonymi gałami, etc,
etc. No ki fjute???
Bo ten sen podróżny, to męcząca normalka, ten damsko-męski jakieś
zahaczenie w moim życiu posiada, ale to???
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.