wycieczka grupowa: sprostowanie
Moja grupowa wycieczka bynajmniej nie zmienila mojego zdania o moich
przyjaciolach tudziez nie zrobila z nich jakichs potworow.
Przjaciele byli mili i pozostali przyjaciolmi rowniez po urlopie. i
ja chetnie z kazdym z nich z osobna znow sie spotkam.
Wnerwiajace bylo to, iz stwierdzilam rownoczesnie ze a) jestem
absolutnym centrum owej grupy, ktora to zebrala sie razem tylko i
wylacznie z mojego powodu i wciaz sie wokol mnie krecila i b) ze ja
nie lubie bycia czescia jakiejkolwiek grupy znacznie bardziej niz
myslalam a bycia „centrum“ czegokolwiek nie znosze alegricznie wrecz.
Kazdy czlonek grupy w jakis sposob wciaz wokol mnie krazyl badz sie
o mnie ocieral badz o mnie rozmyslal tudziez opowiadal badz staral
mi sie w jakis sposob dogodzic badz mnie o czyms przekonac. Kazdy z
nich stwarzal jakistam moj obraz i wszstkie te obrazy roznily sie
diametralnie od siebie jak rowniez od mojego wizerunku samej siebie.
No i te wszstkie ludzie wciaz mi cos o sobie opowiadaly tudziez z
czegos sie zwierzaly i uzupelnialy w ten sposob moj ich obraz o
elementy czesto calkowicie zaskakujace. Wrazenia rownie interesujace
co meczace.
No i jeszcze dzialaly te ludzie rowniez na siebie na wzajem: byly to
dwa malzenstwa, ktore sa naszymi przyjaciolmi ale sie przedtem nie
znaly: jedno szwajcarskie, drugie nigeryjskie. No i jeszcze
wszystkie te interakcje miedzy moimi polskimi przyjaciolmi, ktorzy
sie etapowo przylaczali a uczestnikami wycieczki.
No i dzieciary, jak zwykle rownie zabawne co upierdliwe i wszyscy
jezdzilismy jednym busem w ktorym wciaz robilam za pilota no i to
wieczne tlumaczenie i te tlumy ciekawskich ptyajacych skad sie te
ludzie wziely, czemu razem, czemu ze mna, czemu wlasnie w Dabkach
albo wlasnie w Bytomiu albo wlasnie w Darlowko itp itd.
No i jedni lezeliby caly dzien plackiem, drudzy spedzaliby chetnie
caly dzien na shopingu, trzeci chcieliby plywac i lazic po lesie a
wszscy robiliby to najchetniej razem ze mna.
No i te ogniska organizowane namietnie w naszym bungalowowym
osrodku, na ktorych to bylismy zawsze atrakcja numer jeden a ja
(prawie) jedynym dostepnym tlumaczem, bo Piranha po dwoch dniach
powiedzial, ze albo zaczna mu placic albo maja mu dac spokoj. Potem
tlumaczenie niby nieco zelzalo, bo przypatoczyl sie pan Piotr co to
27 lat mieszkal w Szwajcarii i walil Schwyzerdütsch jak Stary ale
poza tym to walil samymi narzekaniami na temat tej okropnej Polski
do ktorej sie byl przeprowadzil i Roland z Uopolsikygo co miyszko w
Niymcach juz dwadziyscia lot ale Slonzocki z cornym chopym jesce
nigdy niy widziol i co wypiol to sie pytol, jak sie mi to przytrofic
moglo, ale ogolne sytuacja ulegla przez te pytania i narzekania
pogorszeniu.
To wszstko spowodowalo totalne zawirowanie i zakrecenie i rozwazania
z mojej strony, ktorym z tych Xurkow jestem, ktorym bym byc chciala
i mogla, dlaczego ludzie odbieraja mnie zupelnie inaczej niz ja
siebie (znacznie pozytywniej) i czego ja wlasciwie od ludzi i zycia
oczekuje. Te dywagcje strasznie mnie zmeczyly.
W sumie bardzo interesujace, glebokie i intesywne wakacje, ale chyba
w nieodpowiednim dla mnie momencie i dawce, bo czuje sie jak
przepuszczona przez magiel.
Z drugiej strony to moze wlasnie moment byl odpowiedni, bo na
podstawie sluchania, obserwacji i dywagacji udalo mi sie dosc
precyzyjnie okreslic, jak na pewno zyc nie chce i jak z duzym
prawdopodobienstwem chcialabym.
Nastepny urlop planuje samotny :)).
--
czasem myslisz ze to nie On, a to wlasnie Kameleon, the wonderful
bad boy!